Skip to main content

Full text of "Rozprawy"

See other formats


Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial partics, including placing technical rcstrictions on automatcd querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designcd Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automatcd queries of any sort to Google's system: If you are conducting rcsearch on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laigc amount of text is hclpful, pleasc contact us. We cncourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout this project andhelping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał WhatCYcr your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assumc that just 
becausc we believc a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whcthcr a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offcr guidancc on whcthcr any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http : //books . google . com/| 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 









^ VV-#^Vr^»^/* r.-?/ /,. 











L Soc sys-/. /^-J^~ 



/^ 


1 


mM 


SMiA^^^I 


BHśta 




li 


ws 


It)aiUarti CoHcgi: ILiljraru 


< 'II Al.' 1. 


-:s M I \ ( )']■ 







\ 



ROZPRAWY 

AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI. 

WYDZIAŁ 

HISTORYCZNO-FILOZOFICZNY. 



Serya II. Tom XV. 



Ogólnego sbiora tom czterdziesty. 
(Z liedmioma Dulami). 




w KRAKOWIE. 

NAKŁADEM AEADEMn lUlEJt^lłOŚCL 

BKLiD OŁitynn w khi^o^rni spółki WIDAWNIOZU POŁSKJB). 

1901. 









Kraków, 1901. — Drakamia Uniwersytetu Jagiellońskiego, pod zarządem J. Filipowskiego. 



TREŚĆ. 



Strona 

1. W. Kętiizy*0Ki: O ^owianmch, mieszkających niegdyś międsy Benem 

a Łabą, Salą i cseską granicą 1—142 ^ 

2. W. Nowodworski: Lata sskolne Jana Zamoyskiego 143 — 173 

3. O. Bałsib: W sprawie sankcyi statnta masowieckiego pierwsiego ■ rokn 

1632 174—267*^ 

4. F. Bujak: Kalimach i inajomofó państwa tureckiego w Polsce ok<^o 

pocsątka KYI wieka 268—288 ^ 

5. S. Kutrssba: Sądy aiemskie i grodzkie w wiekach średnich. 1. Woje- y 

w6d»two Krakowskie (1374-1601) 289-411 ^ 



-«F^ 



o Słowianach mieszkających niegdyś między Renem a Łabą. 

Salą i czeską granicą. 

Napieal 

Dr Wojciech Kętrzyński. 

PRZEDMOWA. 

Podejmując na nowo sprawę poruszoną przezemnie r. 1868 w mojej 
książce ^Die Lygier^, znalazłem się w bardzo trudnem położeniu, gdyż 
miejscowe biblioteki w sposób bardzo niedostateczny są zaopatrzone 
w dzieła odnoszące się do mego przedmiotu; wiele trzeba było dopiero 
kupić, wiele sprowadzić z bibliotek zakrajowycL Wskutek tego nie 
korzystałem z całego materyału, w którym mógłbym znaleść jeszcze 
nowe szczegóły; pomimo tego sądzę, że i tak zapas wiadomości zebranych 
jest tak obfity, że wystarczy zupełnie do przeprowadzenia zamierzonego 
dowodu. Że w kwestyach mniej ważnych pozostaną jeszcze wątpliwości, 
jest niestety prawdą; na usunięcie ich niema innej rady, jak szczegó- 
łowe opracowanie i monografie niektórych narodów słowiańskich, jak 
n. p. Markomanów, oraz badanie dokładne początkowej przynajmniej 
Łistoryi plemion skandynawskich i germańskich, jak Franków, Saksoń- 
czyków, Alamanów, Szwabów, Bawarczyków, Gotów, Wandalów, Lon- 
gobardów itp., których dzieje nauka niemiecka, wychodząc z mylnego 
zupełnie założenia, prędzej zaciemniła aniżeli objaśniła. 

Życzyćby należało, ażeby uczeni czescy, łużyccy i słowieńscy, 
starali się zebrać przechowane w ich mowach, słowiańskie nazwy tych 
miejscowości w krajach sąsiednich, które znane są dotąd tylko w for- 
mie niemieckiej lub w formie zniemczonej, a mianowicie nazwy rzek 

Bosprawy Wjdz. biit.-flloz. T. XŁ. 1 



2 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

i gór, które ze wszystkich są najciekawsze i najważniejsze. Wiedząc n. p. 
jak niektóre zniemczone miejscowości nazywają się rzeczywiście po 
słowiańska, będzie można dopiero wyrobić sobie zdanie, jakim zmianom 
uległy owe nazwy i według jakich prawideł odbywały się te zmiany. 
Tak postępując uda nam się może odtworzyć na nowo zaginiony 
świat zachodnio-słowiański i poznać bliżej charakter jego języka i przy- 
należność szczepową. 

Lwów w kwietniu r. 1899. 



Do niedawna mniemano, że najdalszą ku zachodowi granicę Sło- 
wian stanowiły Łaba i jej dopływ Sala, oraz kresy czesko-bawarskie. 
Wiedziano jednak o tem, że i poza Łabą i Salą i poza górami cze- 
skiemi Słowianie mieszkali na dalszym zachodzie; zastanawiano się 
nawet nieraz nad tem, ale opierając się zwykle na szczuj^ej liczbie 
faktów lub kierując się uprzedzeniami i teoryami z góry przyjętemi, 
przychodzono do rezultatów, które się nie liczyły z rzeczywistym sta- 
nem rzeczy, bo objaśniano istnienie Słowian w tamtych stronach zwykle 
tem, że św. Bonifacy i Karol Wielki mieli ich osiedlić w Niemczech 
południowych i), a do środkowych i północnych okolic Słowianie mieli 
wtargnąć po upadku państwa turyngskiego. I jak to mogłoby być 
inaczej, skoro nad Ogrzą w ziemi chebskiej, jak przypuszczają, od 
prawieków mieszkać mieli Germanie. 

Sądząc, że kwestya osiedlenia Słowian w dzierżawach, uważanych 
obecnie za pierwotnie i wyłącznie niemieckie, jest zbyt ważna, aby ją, 
jak dotychczas, traktować mimochodem, postanowiłem ją rozebrać sy- 
stematycznie i gruntownie, korzystając z całego materyału obejmują- 
cego przestrzenie od Alp aż do morza niemieckiego, którego nam do- 
starczają mapy sztabowe państw niemieckiego i austryackiego, oraz różne 
kroniki i dokumenta. Czynimy to zaś w przekonaniu, że wyjaśnienie 
bytu Słowian na ziemiach niby czysto niemieckich przyczyni się do 
rozjaśnienia innej kwestyi nader ciemnej, do rozwiązania zagadki dzie- 
jowej, kiedy Słowianie przybyli właściwie do swoich siedzib historycznie 
znanych, bo dotychczas uczeni niemieccy utrzymują, że całą środkową 
Europę aż daleko za Wisłę zajmowały pierwotnie narody germańskie 
i że Słowianie dopiero wtedy posunęli się naprzód aż do Łaby i Sali, 
gdy Germanowie wynieśli się stamtąd na południe i zachód. 



O Sepp: Ansiedelang kriegsgefangener Slayen oder Sklaven in Altbayern, sir. 
2, 16, 70. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. O 

Przeciw takiemu nmiemanin dziś silniej niż kiedykolwiek przedtem 
nie tylko wśród Niemców, ale i wśród Słowian rozpowszechnionemu, 
wystąpiło od czasów Szafarzyka wielu uczonych słowiańskich, miano- 
wicie czeskich i polskich, lecz bez wyraźnego skutku; bo zdanie stoi 
-ciągle jeszcze przeciw zdaniu; dotąd nie nastąpiło ani zbliżenie ani 
pojednanie. Mamy nadzieję, że drogą, którą obecnie kroczyć zamierza- 
my, zdołamy rozwiązać i tę pierwszorzędną dla dziejów całego świata 
kwestyę. 

I. 

Siady słowiańskie na ziemi zachodnio-niemieckiej. 

a. Uwagi wstępne, 

Wenn die Ydlker Łeben, Namen and Spra- 
che verioren haben, so sprecben sie doch noch 
in ihren Ortsnamen fort. 8ieuh, 

Gdy, jak Steub powiada, narody zaginione prowadzą życie jeszcze 
pozagrobowe w swych nazwach miejscowych, to trzeba przedewszyst- 
kiem, skoro mówić chcemy o Słowianach i śladach ich istnienia na 
ziemi niemieckiej, zastanowić się nad tem, po czem właściwie poznać 
nazwy słowiańskie i czem się różnią od niemieckich. 

Zgadzają się wszyscy — nie wyjąwszy uczonych niemieckich — 
że nazwy miejscowe, zakończone na „itz^, są pochodzenia słowiańskiego, 
bo 7,itz^ zastępuje albo patronimiczne „ici, ice^ albo zdrobniałą formę 
„ica^. Ponieważ zatem, co się tyczy tego zakończenia, jest zgoda po- 
wszechna, przeto przyjęliśmy je za główną podstawę naszych poszuki- 
wań, wyłączając z tego szeregu wszystkie te nazwy, w których tkwić 
może pierwiastek niemiecki, jak „fritz^, „spitz^, „schlitz^, „kibitz^ itp. 
Sądzimy, że głównie na nich polegając, nie popełnimy wiele błędów, 
choć i takie tu i ówdzie zdarzyć się mogą, lecz z pewnością nie często. 

Tak samo zgoda istnieje co do nazw miejscowych na ^^gast^ ^), 
po polsku „goszcz^. 

Z nazw miejscowych, zakończonych na „aha, affa, apa, owe, dzi- 
siaj au^, które odpowiadają słowiańskim końcówkom „ów, owa, owo 
lub awa^, korzystamy tylko w rzadkich wypadkach, gdzie, jak na 
kresach północnych i we Frankonii górnej potężniej rozwinęło się życie 



O Wyjątek stanowią tylko naswy miejscowe na „^ast" napotykane nad morsem 
p^Inocnem, mianowicie we Fryzji, gdzie „ gast** stoi zamiast ngest**, „geist**, co oznacza 
jH)le wyiej poloione, snchsze i nmiej urodzajne. 



4 WOJCIBGH KĘTRZYŃSKI. 

słowiańskie i dłnżej trwało jak gdzieindziej. Wogóle nazwy na „au*^- 
bywają częste zwykle w okolicach, gdzie i tak nie brak nazw słowian-^ 
skich; w stronach od dawien dawna już gruntownie zgermanizowanych^ 
zakończenie „au" należy do wyjątków. 

W Pomeranii licznemi są bardzo nazwy miejscowe na „tin = cin" 
a w Polsce na „in"; powtarzają się one także w t. zw. marchii wendyjskiej 
nad dolną Łabą; wyliczymy je wszystkie jako niewątpliwie słowiańskie. 

Uwzględniliśmy także niektóre inne nazwy, co do których, zda- 
niem naszem, nie zachodzi żadna wątpliwość, że są słowiańskie, jak 
n. p. Belgrad, Gród, Prag, Premeusel (Przemyśl), Culm lub Kulm i tym 
podobne nazwy złożone, przerobione z słowiańskiego „chłum, chełm" itp. 
Ich liczba jednak jest tak mała^ że o wyniku rozprawy stanowić 
nie może. 

Na drugą kategoryę nazw oznaczających bez zaprzeczenia ludność 
słowiańską, składają się miejscowości nazwane „Winden, Wind, Wen- 
den^ i niektóre od nich pochodne; za kolonie słowiańskie uważają je 
Forsteman^), Krieger*), Meitzen*) i inni. Tego samego znaczenia jest 
przymiotnik „Windisch" dodany innym nazwom. 

O trzeciej kategoryi podają nam wiadomość dokumenta, budowa 
wsi słowiańska i nazwy pól słowiańskie, przechowane w wielu miej- 
scach do dziś dnia; są to miejscowości z nazwami niemieckiemi, w któ- 
rych pomimo to mieszkała niegdyś ludność słowiańska. Na mapach do 
niniejszego dzieła dodanych uwzględniliśmy tylko te miejscowości, 
w których według dokumentów mieszkali Słowianie. Inne opuściliśmy, 
gdyż i tak nazwy zbyt gęsto stoją jedne obok drugich. 

Gromadząc nazwy słowiańskie, do dziś dnia istniejące, korzysta- 
liśmy przedewszystkiem z map sztabów generalnych niemieckiego i au- 
stryackiego, a gdzie pierwszych jeszcze brak, z dawniejszych map 
sztabów generalnych pruskiego i hanowerskiego, oraz z dzi^ następu- 
jących: Grtlbel: Statistisches Orts-Lexicon des Kónigreiches Baiem. 
Ansbach 1896. — Krieger: Topographisches W5rterbuch des Grossher- 
zogthums Baden. Heidelberg 1898. — Julius Studer: Schweizer Orts- 



^) Althochdeutsohes Namenbach : II, 1617 — 1618. Yinid. Im gansen deuten die 
folgenden Namen anf wendische Ansiedlangen ; htSchst eelten kOnnte man yersacht seiiiy 
an ahd. V7enti, nhd. wende, grenze za denken. 

') Topographisches Wdrterbuch des Orossherzogthams Baden str. 904: Winden 
= Boi den Wenden ; womit eine Kolonie kriegsgefangener Slaven gemeint sein dUrfte. 

^ Meitzen: Siedelang and Agrarwesen II, iOd; — 405. Wyliczywszy cały szereg 
nazw jak Winden, Reinswinden, Geroldswind itp. powiada: Es enstanden also d3 an- 
zweifelhaft Ton Slawen bewohnte Ortschaften diesseits des Limes bis weit nach We- 
sten etc. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENSM A ŁABĄ I T. D. O 

namen. Ztińch 1896. — Dr. Heinrich Boettger: Diocesan und Gau- 
grenzen Norddeutschlands. Halle 1875 — 1876. 4 tomy. — Dr. A. Bruck- 
ner: Die Blayifichen Ansiedlongen in der Altmark and im Magdebur- 
gischen. Łeipzig 1879. 

b. Słowiańskie nazwy miejscowe w Niemczech południowych 

i w krajach alpejskich. 

O Słowianach bawarskich pisali już przed wielu laty Holle^) 
i Haas^); nad nimi zastanowił się Zeuss w swem dziele: Die Deut- 
Bchen und ihre Nachbarstftmme, oraz Szafarzyk w swoich Staro- 
Ź3rtnościach słowiańskich. Poświęcił im uwagę także August Mei- 
tzen w swem pod każdym względem znakomitem dziele: Siedelung 
und Agrarwesen der Westgermanen und Ostgermanen, der Kelten, 
Bomer, Finnen und Slawen, t. II, str. 402 itd. Niedawno temu ogłosił 
o nich rozprawę profesor O. Sepp w Monachium: Ansiedlung kriegsge- 
fangener Slayen oder Sclayen in Altbayem und ihre letzten Spuren. 
1897. Jest to pismo, które robi wrażenie nie rozprawy poważnego 
uczonego, lecz raczej broszury napisanej w duchu hakatystycznym. 

Chcąc dać obraz osiedlenia słowiańskiego w Bawaryi, podajemy 
tu spis miejscowości, idąc od północy ku południowi; nie ręczymy je- 
dnak, żeśmy nie opuścili żadnego nazwiska. 

Północnym zakątkiem Bawaryi, przytykającym do Czech, jest 
górna Frankonia; tam znajdujemy: 

Pod miastem Hof: Deberlitz, Feilitsch, Joditz, Koditz, Łanitz, 
Lanitz-Mllhle, Łeimitz, Neu-Tauperlitz, Quellitz, Quellitz-Mtihle, Tau- 
perlitz, UUitz, Weinzlitz, Zedwitz. 

Pod Najłą: Culmitz, Selbitz (Silewice •), Selbitz-Muhle, Thiemitz, 
Windisch-Grtin. 

Pod Teuschnitz: Kremnitz-Muhle, Teuschnitz, Welitsch. 

Pod Behanem: Martinlamitz, Yielitz, Wurlitz. 

Pod Kronachem (Crana^): Mitwitz, Redwitz-Hoh, Remschlitz, 
Thiemitz, Ttlschnitz, Ktlps (Cupce, Chubitz*). 

Pod Mttnchbergiem: Fleischnitz, Fdmitz. Gr. Łossnitz, KI. 
Liossnitz, Gundlitz, MOdlitz, OUschnitz, Pullschnitz, Pullschnitz-Berg, 
Seubitza, WUstenselbitz. 



^) Die 8laven in Oberfranken. 

*) Gescbichte des SlayenlaodeB an der Aiach and dem EbrachflOischen. Hollogo 
i Haasa nie miałem w ręka. 

*) Zeoss : Die Deatichen a. ihre Kaohbant&mme. str. 649. — ^) Zeass str. 650. 



b WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Pod Stadtsteinachem: Marekt Lengast (Lubegast ^), Premeu- 
sel (t. j. Przemyśl), Zegast, Zegast-Mtlhle, 2fettlitz. 

Pod Berneckiem: Cremitz, Labnitz, Markt Schorgast, PollitZy 
Zettlitz. 

Pod Wunsiedlem: Grunitz-Mllhle, Kirchenlamitz, Niederlamitz^ 
Ober Redwitas, Oschwitz, Redwitz, Wendenhammer. 

Pod Hochstadtem: Poppenwind. 

Pod Lichtenfelsem: Graitz (Grodeze , Grodiz '), Bedwitz^ 
Schwttrbitz, TheKtz, Trebitas-Mtlhle, Weidnitz, Zettlitz, Zeublitz. 

Pod Kulmbachem: Kulmbach (Chulmina 3), Dollnitz, Follsch- 
nitz, Kemeritz, Kodnitz, Kodnitzer-Berg, Ober Zettlitz, Porbitsch, Treb- 
gast, Unter Zettlitz, Windischen-Haig, Unitz. 

Pod Staffel Steinem: Medlitz, Ptlchitz, Unter Zettlitz, Win*- 
discb Letten, (Gerhartiswindin, Kotzenwinden *). 

Pod Bambergiem: Kolmsdorf , Schesslitz. 

Pod Barutami (Bayreuth): Colmdorf, Culm, Culmberg, Dobitsch^ 
GSrschnitz, Dobersehtltz , Kolmreuth, Nairitz, Ober-ÓUschnitz , Ober- 
Preuschnitz, Seulbitz, Unter-OUschnitz , Windischen-Laibach , Zettlitz, 
Kragnitz-Holz. 

Pod Ebermannstadtem: Kolmhof, Kolmreuth, Lohlitz, Meu- 
schlitz, Siegritz, Siegritz-Berg, Treunitz, Windischen Gallenreuth, Ze*- 
dersitz. 

Pod Forchheimem: Dormitz, Gtornitz, Schossaritz. 

Pod Paganicą (Pegnitz): Adlitz, Moggast, Pegnitz, PrebitĄ 
Seidwitz, Windischen Hof, Creussen (Crusni, Chrusin^ Kruszyn^). 

Doliczmy do tego szeregu jeszcze następujące miejscowości, któ- 
rych nazwy uważam także za niewątpliwie słowiańskie, a mianowicie: 
Bug, co pięć razy się powtarza, Tschim pod Teuschnitz, góry G5ss- 
mitz i Hohe Asslitz pod Lichtenfelsem, Dobra t. j. Dobra, Pinzig= Pińsk 
pod Najłą; Gohren (Góry) pod Berneckiem i Najłą, Gorau (Górowo) 
pod Barutami, Osseck t. j. Osiek pod Hofem i Rehanem, Woja pod 
Rehanem, Bojendorf pod Bambergiem, Modschiedel t. j. Moczydło pod 
Lichtenfelsem, oraz rzeki jak Regnitz, dopływ Menu i strumyki jak 
Schwesnitz, Regnitz, Flernitz, Lausnitz, Gimitz, Gomitz, Leimnitz, 
Quellitz, Proschnitz, Pamitz, Lamnitz, Loquitz, Olschnitz, Selbitz, Treb- 
gast, Schorgast-Bach, Kremnitz, Culmitz, oraz Tyzwiz, Taetin, Chletiz ^ 
i t. p., a zaprzeczyć nie będziemy mogli, że ślady osiedlenia Słowian 
w górnej Frankonii są dosyć jeszcze liczne. 



') Zeusa Btr. 64:9. — *) Zeuss str. 649. — ^ Zeusa atr. 650. — ') Nie iatnieji) }vA. 
ZeuBS Btr. 647. — ^) ZeuB str. 650. — ^ Ostatnie trzy nazwy nieznane mi. Zeuss str. 650. 



o SŁOWIANACH lOĘDZT RENBM A ŁABĄ I T. D. 7 

Mniej śladów pozostawili po sobie Słowianie we Frankonii dolnej 
i środkowej; we Frankonii dolnej znajdujemy bowiem: 

Pod Mellrichstadtem nad północną granicą Bawaryi: Kti- 
denscbwinden. 

Pod Kisicami (Eissingen): Garitz, Kjssingen (Chyzicej Chizziche 
i t p.^), Winido-Hoheim (dziś Windheim^). 

Pod Hofheimem: Ditterswind. 

Pod Ebern: Voccawind, Greroldswind, Bischwind, Kurzewind. 

Pod Gerolzhofen: Yognitz, V5gnitz-Mtłlile, Abtswind. 

Pod WUrzburgiem : Moskau. 

Pod Eitzingen: Segnitz. 

Pod Miltenberg: Windischbuch. 

W Frankonii środkowej znachodzimy: 

Pod Neustadtem nad Iską (Aisch): Neidhardswinden , Wal- 
bnrgswinden. 

Pod Erlangen: Adlitz. 

Pod Rotbenburgiem: Morlitzwinden, Ober-Womitz, Unter- 
Womitz, Schweigartswinden, Hermwinde. 

Pod Ansbacbem: Colmberg, Winden, Meinbardswinden, Bern- 
Iiardswinden, Dautenwinden, Brodswinden, Ratzenwinden, Wolfartswin- 
den, Eglofswinden, Wendsdorf. 

Pod Fencbtwangen: Grabenwinden, Grimmschwinden, Winds- 
Łofen. 

Pod Hippoltsteinem: Tautenwind. 

Pod Dinkelsbtihlem: Alten Treswitz, Windisch-Brachbach, 
Winden, Ehrenschwinden, Windsfeldj Windsdorf. 

Pod Gunzenbausen: Windiscbbaasen. 

Pod Eichstattem: Bitz, Gohren (Góry). 

Uwzględnić należy tutaj jeszcze rzeki Regnitz i Rednitz, oraz 
Womitz. 

W palatynacie górnym spotykamy następujące nazwy słowiańskie: 

Pod Tirschenreuthem: Tirschnitz, Pemów (Barnau). 

Pod Kemnathem: Eaibitz, Kodlitz, Koglitz, LćSscbwitz, Selbitz, 
Siegritz. 

Pod Eschenbacbem: Dollnitz, Naslitz, Nasnitz, Trabitz, 
Zettlitz. 



*) Dr. H. Bł5ttger: DiScesan n. Gaugrenzen Norddeatschlands I, 232 etc. Dronke: 
X)odez dipl. FnldensiB Nr. 531. 

*) Schannat: Corpos traditionam Foldensiom. Bachonia yetaB. p. 430. Sepp 4f2. 



8 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Pcd Neustadtem nad rzeką Waldnab: Calm, góra, Gfómitz, 
ScŁirmitz, Sogritz, Windisch Eschenbach. 

Pod YoheiistrauBsem: Bohmisch Bruck, Burg Treswitz, Doll- 
nitz, Pollitz-Mtlhle. 

Pod Ambergiem: K5dritz, Seugast, Windiscbbacli, Kulm góra. 

Pod Nabburgiem: Dollnitz, Dosswitz, Girnitz, Kottlitz, Ober- 
K5blitz, SsUitz, Transnitz, Trefnitz, Hohentreswitz, Unter-Koblitz, Na- 
bawinida^) dziś Wenedig w Nabburgu. 

Pod Neuenburgiem: Girnitz, Gleiritscb, Kolmhof, Kroblitz, 
Weislitz. 

Pod Mnicbowem leśnym (WaldmUnchen): Bród (Fnrth), Osi 
(Eschken), Waców, Stachów, Premeischel (Przemyśl), R5tz (Eetsitz^). 

Pod Cbamem: Belnitz, Grabitz, Kobritz, Eolmberg, Langwitz, 
Windisch Bergerdorf. 

Pod Bodingiem: AUetswind, Eolmberg, Windisch BachmUhl. 

Pod Burglengenfeldem: Girnitz, Eoblitz, Loisnitz, Loisnitz. 

Pod Batysboną: Abbatiswinidun, dziś Appertzwing ^). 

Pod Beilengriesem: Winden. 

Do nich należy zaliczyć jeszcze jako niewątpliwie słowiańskie: Cham 
(porównaj Chamiec), Krain pod Burglengenfeldem, Perschen (pierścień), 
Piehl t. j. piła pod Ratysboną, Piehlmiihle t. j. Silgemtthle, Badschin, 
Thurau (Turowo) pod Neuburgiem, oraz strumyki: Flesnitz, Lausnitz, 
Odrawa (Wondreb). 

W palatynacie zareńskim: Winden na południe od Landau i Stein- 
wenden pod Kaiserslautern. 

W Bawaryi dolnej po obu brzegach Dunaju i nad Izarą prze- 
chowały się do dziś dnia następujące nazwy, świadczące o wygasłej 
tam ludności słowiańskiej: 

Pod Eótzingiem: Eolmitz, Eolmstein, Jawor (Arber, góra). Jeż. 

Pod Yiechtachem: Piflitz. 

Pod Reganem (Regen): Flanitz, Laipflitz, Sallitz, Śwetla (Zwiesel). 

Pod Grafenauem: Bokle (góra Rachel), Luźny (góra Lusen). 

Pod Waldkirchen: góra Windisch-Berg, Trojstoliczny (Drei- 
sesselberg). 

Pod Poganą (Bogen): Eolmberg. 

Pod Deggendorfem: Eieflitz. 

Pod Passau: Prag. 



*) Nabawinida yilla iaxta rirulom Frebinam. Mon. Boioa XI. Monnmenta Ni- 
deraltachensia p. 121. Ob. Sepp: Ansiedlang kriegsgefangener Slayen etc. p. 4f7. 
') Meitzen II, 417. — *) Sepp str. 47. 



o SŁOWIANACH MIEDZY BBNBM A ŁABĄ I T. D. 9 

Pod Yilshofen: Piflitz. 

Pod Landa u nad Izarą: Granitz. 

Pod Dingolfingen: Granitz. 

Pod Rottenburgiem: Giebitz, Kuhnod. 

Pod Landsbutem: Kolmhub, Trausnitz, Winden, Windten. 

Pod Vilsbiburg: Schibitz. 

Pod Eggenfelden: Kolmod. 

Za słowiańskie uważać można i następujące nazwy miejscowe: 
"SdzsL pod Viechbachem, Piehl (piła) pod Rottenburgiem, Piehlmtlhle 
pod Poganą, Prom pod Mallersdorfem, Tabor pod Pfarrkirchen, Woka 
pod Dingolfingiem, Pretz i Wollaberg pod Passau. 

Jeszcze mniej śladów przechowało się w Bawaryi górnej: 

Pod Ingolstadtem: Winden, 

Pod P f a f f e n h o f e n : G^isenfeldwinden, Kolmhof, Lobwinden, 
Winden pod Scheyem, Winden nad rzeką Aign. 

Pod Aicbacb: Winden, Windten. 

Pod Freisingiem: Pełka, Winidun dziś Hachingen^),góraSchildlitz. 

Pod Dacbowem (Dachau): Oberwinden, Piflitz (cf. Poblice, Pi- 
▼elicz, Bifliz^). 

Pod Erdingiem: Pitz. 

Pod Muhldorfem: Wendenham. 

Pod Alt-Óttingiem: Kolmbach. 

Pod Wasserburgiem : Winden, Gars (Gariza®). 

Pod Rosenheimem: Windinhule, dziś Holi*). 

Pod Laufen: Winden. 

Pod Miesbachem: Kolmberg. 

Nad Izarą: Tolz (Tollnitz, Tolenze, Toliz^), Gr6tzer-Holz, Ri- 
bisch; po lewym zaś brzegu: Wynidawa 740 (Wendenau^. 

Nad górnym brzegiem rzeki Loisach: Gomiwice dziś Garmisch^ 
i góra Schleinitz. 

Pod Weilheimem: Bitz. 

Dodać można jeszcze Brodfurth pod Mtthldorfem, gdzie „furth^ 
jest tylko przekładem wyrazu „bród". Glon pod Friedbergiem, Glonn 
pod Ebersbergiem (glon — kawał chleba albo — glina), Gritschen pod 
Rosenheimem, Roja pod Ambergiem i Spirka pod Trauensteinem, oraz 
rzeka Womitz, która wpada do Dunaju pod Donauwórthem. 

W Szwabii bawarskiej pozostało już bardzo mało śladów, które 
po większej części skupiają się około kostnickiego jeziora, i dla tego 



*) Sepp itr. 48. — ') Sepp Btr. 24. — ■) Sepp str. 41. — *) Sepp atr. 60. — 
*) Sepp str. 88 i 59. — ^ Sepp str. 60. — ^ Sepp str. 87. 



10 WOJCIECH K^ITRZTI^SKI. 

też wyliczymy je dopiero razem z miejscowościami alpejskiemi i szwaj- 
carskiemi. 

Pod Memmingen tylko, niedaleko wllrtemberskiej granicy, leżą 
Wineden i Winedenberg. Czy zaś Leitfritz, Leutfritz oraz FleschUtzen 
pod Kempten za słowiańskie uważać można, nie umiem rozstrzygnąć 
i dla tego ich nie uwzględniam. 

W królestwie wtlrtembergskiem znajdujemy: 

Pod Rayensburgiem: AUewinden, Witschwende. 

Pod Biberach: Grodt. 

Pod Laupheim: Boflitz. 

Pod Waldsee: GrOritz, Winnenden, Wendenreuthe, Michaelwi- 
neden dziś Michelwinnaden ^). 

Pod Calwem: Winden. 

Pod Goppingen: B5hmenkirch. 

Pod Gmttndem: Winnenden, Winnenthal. 

Pod Ellwangen: Elberschwenden, Wendenhof, Niesitz. 

Pod Crailsheimem: Windisch - Bracbbach , Winden , Heufel- 
winden, Windisch-Bockenfeld, Zwerg Womitz. 

Pod Heilbronnem: Windischenbacb. 

Pod Ingelfingen nad północną granicą: Wendischenhof. 

Słowiańskiemi są niewątpliwie jeszcze Osch (Oś lub Osie) pod 
Memmingen, Opitzbach, strumyk, oraz Calw i może także Brenz (Bre- 
nica, Branica) i Elsenz (Olszanica). Rzeka Kocher nazywała się dawniej 
Kochaną a Tauber Dubrą czyli Dobrą. 

Miejscowości położone nad jeziorem kostnickiem wyliczymy do- 
piero później. 

W wielkiem księstwie badeńskiem spotykamy znów nieco więcej 
nazw słowiańskich: 

Pod Tauberbischofsheimem: Windischbuch. 

Pod Wertheimem: Winden. 

Między Philippsburgiem a Bruchsalem Winden, która to 
miejscowość już nie istnieje. 

Pod Waldkirchem: Winden. 

Pod Mtlhlenbachem : Windenbach. 

Pod Emmendingen: Windenreuthe , Ober -Winden , Unter- 
Winden. 

Pod MnUheimem: Simitz, Wendenhof. 

Pod Villingen: Bregnitz. 

Skoro zaś Bregnitz jest słowiańskie, to musi niem być także 



^) Mon. 6er. hist. Necrologia Germ. I. Ob. indeks. 



o SŁOWIANACH MIEDZY REKSM A ŁABĄ I T. D. 11 

jedno ze źródeł Dunaju, a mianowicie Breg, może także Brigach po- 
mimo końcówki niemieckiej. 

Do Renu wpada pod miastem KeU rzeka Renitz *). Unditz nazy- 
wa} się dawniej strumyk Ettenbach, wpadający pod Kappel do rzeczki 
uchodzącej do rzeki Elz. 

Inny strumyk Unditz jest dopływem rzeczki Schutter i wpada 
do niej pod młynem Dunderheimskim. Słowiańskiemi mogą być jeszcze 
Belna 1352, dziś BoUen (porównaj Belno pod Świeciem), Brizzina 1267 
w dolinie Mtlnster (Brzezina), dziś Briznach, Wamow 1360, dziś Far- 
nau w powiecie berońskim, Eandem (Kędrzyn), Eambiz pod Lorrach 
1086, dziś E3. Kems, Lugotten 1351 (por. Lgota), dziś Lugden pod 
Elisweiler *). 

W okolicach, gdzie dziś niema już ludności słowiańskiej, około 
Lienz przy źródłach Drawy znajdujemy cały szereg gór, dolin i innych 
miejscowości z nazwami słowiańskiemi, a mianowicie wsie i miasta: 
Windisch Matrei, Mallitz, Losnitz, Feistritz, Karli tsch; doliny: Gossnitz, 
Wangenitz, Mullitz; dalej zaś na północ od rzeki Salzach góry Mallitz 
i Aritz. 

Nad granicą bawarską zaś, po prawym brzegu rzeki Inn, leżą 
wioski: EOndlitz i Gritschen; po lewym zaś brzegu, w kierunku ku 
Innsbruck: Trausnitz, Loditz i Schamitz (Czamica) nad Izarą. 

Od Czamicy ciągną się wzdłuż granicy: dolina Schamitz (Czar- 
nica), góry Schleinitz i Tamitz, nad rzeką Lech góra Kitz, a nad rzeką 
lUer Wengeritz albo Wagneritz. 

Od Wengeritz na zachód ku kostnickiemu jezioru leżą miejsco- 
wości Ruppenmauklitz, Schreckenmancklitz, Edelitz, Goritz, Engelitz, 
Hugelitz, Elitz, Regnitz, DoUen (Doły), Gohren (Gt5ry), dalej Altwinden »), 
Gród i Belgrad, wszystko w pobliżu miasta Lindan; nieco dalej na 
zachód, niedaleko Friedrichshafen, leży góra Gohren czyli Gohrenberg, 
oraz wsie Sederlitz i AUewinden. Na południowym brzegu jeziora leży 
sławne z odbytego tam soboru i śmierci tragicznej Husa miasto Kost^ 
nica (Kostnitz, dziś zwykle Constanz). Jezioro to nazywali Rzymianie 
słusznie „lacus Venetus"^). 

Na południe od Innsbrucku leżą: Layitz, dolina Gschnitz, Birgitz, 
Pafiiitz, dolina Pitz; na lewym brzegu rzeki Inn: Rietz, Dormitz, góra 
Visnitz, strumyk Litz, Schlewiz-Alpe pod Vaduz. 

') Barthold: Geschichte Pommerns I, 267: mUndet unterhalb Kehl eine Benitz^ 
fUesBt eine SimitsB im gepriesenen allemannischen Baden. 

*) Według Kńegera Topographisches W5rterbuch etc. 

*) Schwab: Der Bodensee str. 400. Na mapach tej miejscowości nie zauważyłem.. 

*) Pomponins Mela III, 2. 



12 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

W Szwaj caryi znajdujemy nad Orlą (Amla, dziś w przekładzie 
niemieckim Aar), tam gdzie z nią się łączą Limmat i Reuss, starożytną 
osadę Windisch, za rzymskich czasów z celtycka zwaną „Yindonissa^, 
która dziś się nazywa Eonigsfeldem. 

Pomiędzy Sanem (Saane) a Orlą znachodzimy pod Bemem staro- 
żytne miejscowości Eonitz (Chunitz 1228^), Ulmitz, BUmplitz, dalej 
Urgitz, a nad jeziorem neuchatelskiem Galmitz. 

Nad Rodanem leżą Gradetz, dziś Granges po francuskn, Brieg 
(brzeg)j Bister, oraz góra Eritz. Nad rzeką Inn Oemetz (1161 Zamez, 
1288 Zemetz ^) t. j. Czerniec, Ardetz i Lngnetz. Mons Penninns na połu- 
dnie od Rodanu przypomina nasze Pieniny. 

W górach między źródłami Orli i Reuss mieści się do dziś dnia 
jeszcze „Wendenthal^, dolina słowiańska. 

I nazwa Culm powtarza się kilka razy, jak n. p. nad jeziorem 
Zug obok góry Rigi i na południe od Aarau. 

Eschenz w Thurgau nazywał się dawniej Eschnicz (Ośnica) 
a Bellinzona jeszcze r. 1422 Belnicz ^). 

Gerisouw dziś Gersau nad Yierwaldstattersee ma również brzmie- 
nie słowiańskie, może Jaryszów?*) 

c. Słowiańskie nazwy miejscowe w Niemczech północnych 

i środkowych. 

Równie obfite, jak w górnej Frankonii, rozrzucone są nazwy sło- 
wiańskie i w Niemczech północnych i środkowych, mianowicie w po- 
bliżu Łaby i Sali. 

Tak znajdujemy w Kehdingen nad dolną Łabą Oppeln (Oppeln 
— Opole na Szląsku) i Billkau (Bulkowo w Królestwie). 

Pod Bremervorde: Brest (Brześó). 

Pod Verden wpada do rzeki AUer rzeka B5hme, której dopływy 
są Wamau i Bomlitz. 

Pod Nienburgiem nad Wizerą: Wenden, Wendenborstel, Glis- 
sen (Glisno). 

Pod Łuną (Lttneburg): Wendewisch, Radegast, Garze, Alt-Wen- 
dischthum, Breetze, Neetze, Wendhausen, Wendisch Evem.; 

Pod Dannenbergiem na lewym brzegu rzeki Jasna (Jeetzet): 
Dachau, Calemin, Glienitz, Yentschau, Drethem, Darzau, Sammatz, 



^) Jalias Stader: Schweizer OrŁsnamen. 

■) Necrologia Geim. I, etr. 376—377. 

*) Oaellen zur Schweiser Geschichte III t. Acta Marensia p. 80. 



o SŁOWTANAOH MIĘDZY RSNBM A ŁABĄ I T. D. IS 

Koyahl, Nfldlitz, Wietzetze, Meudelfitz, Pommoissel (Pomyśl), Nieperfitz, 
Gt>yelm, Zienitz, Breese, Pudripp, Sellin, Zernin, Beddin, Timmeitz, 
Glieneitz, Retzien, Middefeitz, Prepow, Polau, Zarentin, Yolfien, Wittfei- 
tzen, Dommatzen, Marlin, Saggrian, Witzetze w Drawehn, Sareitz, 
Sallahn, Mehlfien, Wrechau, Schmardau, Schmessan, Sarenseck, Kiskan^ 
Streetz, Lllggau, Schmarsau, Lebbien, Carwitz, Riekan, Carmitz, Grra- 
bow, Soyen, Liepe. 

Po prawym brzegu Jasnej: Grabau, Predohl, Dambeck (Dąbek), 
Penkefitz, Bamitz, Dammatz, Sipnitz, Cacherin, Btickan, Weitsche, See- 
ran, Banzan, Liepe, Pamiecke, Gedelitz, Cupernitz, Derwatschen, Dul 
las, 2^drau, Pretzetze. 

PodŁozdami (Saltzwedel): Tarmitz, Yasenthien, Breese, Thurau, 
Beddebeitz, Puttbal, Schweskau, Witzeetse, Criwitz, Predohl, Criwitz^ 
Cbtlden, Bitze, Jebel, Biebau, Prezier^), El. Garz, Buchwitz, Sienau, 
Brewitz, Dambek, Bademin, Vietzke, Wopel, Valfitz, Quaden-Dambek,. 
Sallenthin, Zierau, Wendisch Langenbeck, Leetze, Zielenitz, Kemnitz, 
Wieblitz, Gieseritz, Scbmolau, Thielitz, Gielau, Wendisch Horst, Bombek, 
Bockenthin, Belau, Banzau, Warpke, Eulitz, Proitze, Loitze, Llltenthien, 
Solkau, Satkau, Hohen Wedderin, Dickfeitzen, Waddeweitz, Guhreitzen, 
Clentze, Dalitz, Cassau, Darsekow, Cussebode, Btlhlitz, Sachau, Zeetze, 
Mammoissel, Bussau, Salderatzen, Zebelin, Góttin, Belitz, Beitze, GoUau, 
Naulitz, Gtlhlitz, Ltichow, Dolgow, Wendisch Wustrow (1361), Wendisch 
Apenburg (1363), Wendisch Bierstedt (1420) «), Gtlstritz, Klennow, Sa- 
temin, Seerau w Drewahn, Jabel, Schwiepke, Cremlin, Luckau, Brietz, 
Chmtlitz. 

Pod Seehausen: PoUitz, Natewisch, Wegenitz, Bulow, Dtlsedau, 
Garz, Jeggel, Drtlsedau, Krumke, Zedau, Mockem, Bretsch, Dewitz, 
Gagel, Leppin, Gontzin, Grestien, Cossebau, Gladigau, Schmersau, Ker- 
kan, Schemikau, Sannen, Bademin, Molitz, Nemitz, Lomitz, Schmarsau 
Kaulitz, Mechau, Bomenzien. 

Pod Wierzbiną (Werben): Kftcklitz - Kirche, Polkritz-Kirche, 
Wendemark. 

Pod Gardelegen: Dobberkau, Grftwenitz, Polkau, Bochau, 
Schartau, Btllitz, Grassau, Damewitz, Schemikau, Belkau, Thtiritz, 
Dolchau, Gtólitz, Calbe, Mehrin, Carritz, Poritz, DoUnitz, Laatsche, We- 
teritz, Zienau, Javenitz, Cassiek, Kremkau, Berkau, Schftplitz, Tomau, 
D5bbelin, Gk)hre, Htlselitz, Llideritz, BSrgitz, Polnischer Berg pod Bor- 
gitz, Windisch Bistedt, Windisch Brome. 



*) Jest wie4 Deatsch-Prezier, z czego wynika, że było i Windiftch-Prezier. 

^ BrUckner : Die Blarischen Ansiedelungen in der Altmark eto. Btr. 24, 25, 56. 



14 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Pod Stendalem: Polkritz, Niedergome, Dalchau, Beelitz, Jar- 
chau, Sannę, Scłdeuss (dawniej Slautitz). 

Pod Neuhaldensleben: Steglitz, Schemebeck, DoUe, Rogatz, 
Loitschcj Zielitz, Biederitzer-Forst, Colbitz, Zobbenitz, Potzehne, Polkwi- 
tzer-Holzer, PoUwitz, Grieben, Bittkau, Cobbel, Briest. 

Pod Międzyborzem (Magdeburg): Bukau, Salbke, Schleibnitz. 

Pod Goslarem: B.eddeber (Radybor?). 

Pod Bernburgiem: Stinitz, UUnitz, Roschwitz, Lobnitz, MadKtz, 
Tomitz, Werkleitz, rzeka Wipper (Wieprz). 

Pod Brunświkiem: Wendeburg, Wenden. 

Pod Osterode Wenden-Berg. 

Pod Getyngą: Weende (Winnithi), Potzwenden; rzeki Oder 
(Odra) i Wipper (Wieprz). 

Pod Heiligenstadtem: Thalwenden (Dalewinethum ^). 

Pod Ballenstedtem: Molwerswende, Brannnschwende, Boden- 
flchwende, Horla (Orla). 

Pod Eiflleben: Plotzkau, Dresewitz, Ihlewitz, Zellewitz, Zicke- 
ritz, Lochwitz, Zabitz, Freist, Reidewitz, Closchwitz, Trebitz, Zaschwitz, 
Zć3mitz, Godewitz, Schochwitz, Elbitz, Volkmaritz, Hllbitz. 

Pod Bleichrode: Wenden, Worbis (Worbizi^). 

Pod Sondersbausen: Windehausen. 

Pod Querfurtem: Clobikau, Óchlitz, Stobnitz, Wenden, Gleina 
(Glina), Gt)ritz, G5hrendorf, Schwaplau, DScklitz, Nansitz im Thal, 
Prettitz, Golbitz. 

Pod Halą: Gimritz, Granan, Zscberben, Baran, Benchlitz, Ropzig, 
Dolitz am Berge, Dorstewitz, Schkopau, Milzau, Netzschkau, Krakau, 
Raschwitz, El. Elobikau, Zscherben pod Merseburgiem, Reipisch, E5tz- 
Bchen, Góhlitzsch, Daspig, Gr5llwitz, Craslau, G^iselrolitz, Eameritz. 

Pod Eschenwege nad Werrą: Schierschwende, PfaflFsohwende. 

Pod Mlihlhausen: Wolferschwende (Wolfhareswinidon ^); pagus 
Winidon. 

Pod Sommerdą: Herrnschwende, Burgwenden, Ostramondra. 

Pod Naumburg nad Salą: Weischtłtz, Zscheiplitz, Dobichau, 
Pl5ssnitz, Nissmitz, Gr5snitz, Elalbitz, Pommnitz, Taugwitz, Poppel, 
Gt5ssnitz, Kodderitzsch, Eosnitz, Stiebritz, Zeitz, Uchteritz, Lobitsch^ 
Oeblitz, Schelsitz, Dobichan, MarkrOblitz. \ 

Pod Eisenachem: Wartha, Etterwinden. \ 

') Gudenai: Codez dlplomatlcas 881— IdOO. Nr. 12. 

') ZeusB Btr. 64:8. 

") Forstemann: AltdeuUches Namenbnch II, 1618. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 15 

Pod Gothą: Grossen-Lupnitz, Wenigen-Lupnitz. 

Pod Erfurtem: Windeberg, Windisch Holzhausen, Branchewinde, 
Kohra, Ober Nissa, Unter Nissa, Rettwitz, Milbitz, Kl5switz, Nahwinden, 
Silva, que Grebenicze Yulgariter nuncupatur, inter terminos castrormn 
Tundorf et Berka. 1304 ^). Rzeka Wipfra — Wieprz. 

Pod Jena: Stiebritz, Nerkwitz^ Closewitz, Gospeda, Kotscbaa, 
Dobritschen, WaUnitz, Goscbwitz^ Ossmaritz, Sollnitz, Tromlitz, Loss- 
nitz, Zimmritz, Kr5bitz, Schimewitz, Gleina, Zwabitz, B3ttelmisch, Gen- 
nitz, Drossnitz, Orla rzeka, Zentsch, Róbschtltz, Rodelwitz. 

Pod Geisą: Mebritz, Fohiritz, Langwinden, Rlidenscbwinden, 
Sintzwinden, Meereschwinden. 

Pod Ilmenau: Groschwitz, Gohlitz, Leutnitz, Milbitz, Fróbitz, 
Beulwitz, Sorbitz strumyk, Doschnitz, Qaelitz, Golitz, Creunitz, Bóditz, 
Pennewitz, Garsitz, Drobischaa, POrlitz. 

Pod Radolstadtem; Remscbtltz, Graba, Beschwitz, Weischwitz, 
Bretemitz, Lositz, Loąnitz, Dohlen, Ober Lognitz, Markt Gt)litz, Kol- 
ditz, Zopten, Munschwitz, Burglemnitz, Drognitz, Liebscbtltz, Bóppisch. 

Pod Meiningen: Mehlis (Milizza). 

Pod Hildburghausen: Milz (Miliza), Siegńtz, Kftsselitz. 

Pod Koburgiem: Belzig (Bielsk), Oslau, Meilscbnitz, Ottowind, 
Miirsclmitz, Greidlitz, Crock (Krok), Herbartswind, Rtickerswind, Al- 
merswind, Modlitz, Eichitz, Foritz, Scbiersehnitz. 

Pod Lobensteinem: Unter Lamnitz, Poritsch, Zoppothen, Colm 
góra, strumyki Moschwitz i Sormitz. 

W zachodniej części zaś Niemiec znajdują się: 

Pod Aurichem: Forlitz i rzeka Abelitz. 

Pod Essenzem: Heglitz. 

Na północ od Paderbornu: Kaunitz. 

Pod Dortmundem: Kamen (Kamień), Bork (Borki lub Borek), 
Tzeka Lippe (Lipa). 

Pod Fritzlarem: Giflitz. 

Pod Dillenburgiem: Lippe (Lipa). 

Pod Elberfeldem: Kray. 

Pod Si eg en nad Siginą: Winden. 

Pod Marburgiem: Samau (Sarnowo) nad Łoganą. 

Pod Giessen nad Łoganą Girmes (Gtermice, Germetium*); nie- 
daleko Weilburga tamże Winden, Winden także pod Dietz. 

Pod Hanau: Geislitz nad rzeką Kińsk (Kinzig). 



^) Schannat: Yindemiae literariae. CoUectlo II str. 15. 

*) B5ttger I, 146. MilUenhoff II, 207 awaia miejfcowoftó tę za „nndeatsch**. 



16 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Pod Wiesbadenem: Orlen. 

Poniżej Darmstadtu wpada do Benu rzeka Weschnitz niedaleka 
Wormacyi; nad rzeką Weschnitz leżą Weschnitz, Kolmbach i Weschnitz. 

Na lewym brzega Benu znajdujemy Wemitza (Worms^), Urmitz 
pod Koblencyą i Kraków (1480 Kraiokauwe, 1493 Krakau, 1498 Kra- 
ckauawe, 1541 Krackauwe, 1579 Kracow, Cracow, 1694 Craeckouw, 
Crackouwj 1598 Cracouwe*) niedaleko ujścia Rury do Renu. 

Istnieje jeszcze w dokumentach cały szereg nazw słowiańskich 
na itz, oraz Winden, ale położenie miejscowości, do których się te 
nazwy odnoszą, dziś nie jest znane; pomijam je tutaj, gdyż kilkanaście 
nazw więcej lub mniej już nie wchodzi w rachubę^). 

d. Hipotezy niemieckie o nazwach słowiańskich. 

Rzut oka zatem na mapę przekonywa, że nazwy słowiańskie roz- 
rzucone są po całych Niemczech i Alpach od Rodanu począwszy aż 
do brzegu morza północnego, od czeskiej granicy, Sali i Łaby aż po 
za Ren, jak tego miejscowości Wenden, Urmitz i Kraków dowodzą. 

O ogromie tych nazw Niemcy nie mieli dotychczas jasnego wy- 
obrażenia; Meitzen, który woale trafnie scharakteryzował ślady Słowian 
w Bawaryi, przytacza, mówiąc o siedzibach najbardziej na zachód po- 
suniętych, jako fakt uwagi godny okoliczność, że mają nazwy niemie- 
ckie wyrażające, że były w posiadaniu tamtejszych panów, oraz że 
obok nich już niema nazw słowiańskich^). Pod tym względem Meitzen 
jednak się myli, bo nazwy czysto słowiańskie ciągną się dalej aż do 
Renu i do Szwajcaryi, 

Nazwy słowiańskie dotychczas znane zastanawiały już dawno 
uczonych niemieckich, bo jest to zjawisko nie zgadzające się bardzo 
z teoryą dziś powszechnie przyjętą, według której Słowian w tamtych 
stronach nigdy nie było. Są to bowiem kraje w pojęciu Niemców od- 
wiecznie niemieckie, a pomimo to tyle nazw słowiańskich! 

Ponieważ każdy fakt historyczny należy objaśnić, więc i tego 
próbowano; twierdzą bowiem, że Niemcy tak kochają się w nazwach 
słowiańskich, że każde miano stare ze szczegółu]^ pietyzmem przez 



^) Lange: Nord- and Deutsche Heldensagen (Yllkinasage) Btr. 227. 

') Lacomblet: Urkondenbuch fUr die Oeschichte des Niederrhein lY, 458, 480, 
541, 582, 593, 597. 

*) Nie śledzę śladów słowiańskich spotykanych na lewym brsegu Renu; aby 
iść pewn^ drogą, trzeba uwzględnić, jak języki holenderski, flamandzki i francuski 
obchodzą się z dawnemi nazwami, co wymaga osobnego studyum. 

*) U, 405. 



r 



O SŁOWIANACH Ml^ZT REMEM A ŁABĄ I T. D. 17 

nich zostało zachowane. Mówi Meitzen I, 541 wyraźnie: Erst in der 
Ebne und im offenen Thale finden sich die alten Orte... Aber der 
fremde Name ist geblieben, wie es bei den Deutschen llberall, anch 
spftter im Slayenlande mit Vorliebe geschehen ist. — II, 390: Die 
Deutschen dagegen behalten mit Yorliebe jeden fremden Localna- 
men bei oder machen ihn sich nur soweit mnndgerecht, dass es in der 
Begel noch erkennbar bleibt, ja sie haben sich selbst fremde, namen- 
tlich slayische Personen und Familiennamen gegeben. — II, 402: Da 
es deutsche Sitte war mit einer gewissen Yorliebe die fremden 
Namen bestehen zu lassen, geben die slawischen Ortsnamen den ziem- 
lich sichem Anhalt fttr die Yerbreitung der Ansiedelungen der Wen- 
den i t. d. 

Racyę ma Meitzen niewątpliwie, że nazwy słowiańskie są dowo- 
dem osiedlenia słowiańskiego; czy zaś Niemcy „mit Yorliebe^ zacho- 
wali nazwy słowiańskie, jest rzeczą więcej jak wątpliwą. Wobec nazw 
rzymskich twierdzenie owo daltoby się jakoś uzasadnić; przypuszczenie 
zaś takie co do nazw słowiańskich jest już z tego powodu nie bardzo 
możliwe, że wymawianie słów słowiańskich sprawia poważne trudności 
Niemcowi, nieobeznanemu od młodości z mową słowiańską. Ale nie ten 
wzgląd jest tutaj rozstrzygający, lecz przeciwnie nie o kochaniu się 
w nazwach słowiańskich, nie o szanowaniu ich może być mowa tam, 
gdzie tępienie ich praktykowało się od wieków, choć pod rozmaitemi 
formami. 

Kto się chce dowiedzieć, co się dzieje w dzisiejszych, niby ucy- 
wilizowanych czasach, gdzie ustawy ogłaszają równość praw i obo- 
wiązków wszystkich obywateli bez względu na narodowość i wyznanie, 
niech zwróci uwagę na Prusy, gdzie od lat 40 systematycznie usuwają 
nazwy polskie ^), zastępując je nieraz niedorzecznemi, byle niemieokiemi. 
I na Szląsku^) tępiono i germanizowano nazwy miejscowe; to samo 
robiono w Czechach i Łużycach; tak samo działo się w Prusach za- 
chodnich za czasów krzyżackich, choć Polacy wcale nie byli narodem 



*) Wjkaz miejscowości, których nazwiska polskie do roka 1874 na niemieckie 
zmienione soitaty. Poznań 1876, str. 52. Zmian/ zasrie od owego czasu zajęłyby za- 
pewne nowy tomik. — Kętrzyński: Nazwy miejscowe polskie Prus zachodnich, wscho- 
dnich i Pomorza wraz z przezwiskami niemieckiemi. Lwów 1879, str. 20, kolaom 286, 
str. LXXXIV. 

*) I. G. Knie: Alphabotisch - statistisch - topographische ti^bersicht der DOrfer, 
Flecken, 8t&dtę and anderer Orte der kOnigl. Preuss. Provinz Schlesien. Breslau 1846. — 
Konstantin Damroth: Die &1teren Ortsnamen Schlesiens, ihre Entstehang und Bedeo- 
tang. Bsuthen 1896. — Stan. Drzaidzyński : Die slawischen Ortsnamen des Kreises 
ŁeobBchntK. Leobschtttz 1898, 4^ 

Sosprawy Wydz. hiit.-filos. T. XŁ. 2 



18 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

podbitym, bo używali tych samych praw co i Niemcy, ale zdziałał to 
sam język niemiecki jako urzędowy, do którego wszystko, co było 
obce, stosować się musiało. Ponieważ sam o tamtych stosunkach pisa- 
łem^), podaję tu w skróceniu najważniejsze zmiany, które pod wpły- 
wem języka niemieckiego zaszły w nazwach polskich, bo przykłady 
zawsze są pouczające. 

Ponieważ zakończenie „ów, owa, owo" odpowiada niemieckiemu 
„au, en, e", więc bj'^a przez nie zastąpione n. p.: 

Piątkowo — Pyntkau. 

Gronowo — Grunau, Grune. 

Głuchowo — Glauchau, Glauchen. 

Daszkowo — Daschken. 
Zakończenia „}'ca, ica, yce, ice i ycz, icz" przerabiają Niemcy 
na „itz" a „ieniec" oraz „ica, ice", gdy je poprzedza „n", na „enz", np. 

Piwnice — Piffnitz, Piwenz. 

Rybieniec — Ribenz, Beibnitz. 
Z zakończenia „ożno" powstaje „husen, hausen", n. p.: 

Rogoźno — Roghusen, Roggenhausen. 
Polskie „in, yn, yny, iny i no" zastępuje niemieckie „en, innen, 
ingen", n. p.: Radzyń — Rehden. 

Goryń pod Radzynem — Gorinnen. 

Goryń pod Biskupcem — Guhringen. 

Stolno — Stolen. 
Zakończenia „sk i sko" zamieniają się zwykle na „sch", n. p.: 

Ryńsk — Reinischdorf, Ranis, Renitz. 

Targowisko — Targewisch, Therwisch, 
albo jak i „ck" na „zig", n. p.: 

Gdańsk — Danzig. 

Puck — Putzig. 
Jeżeli nazwa jakaś zaczyna się od dwóch spółgłosek, które dla 
Niemców trudne były do wymówienia, to się pierwszą zwykle odrzuca, 
a mianowicie gdy nią jest „G, M lub W", n. p.: 

Gdańsk — Danzig, 

Mlewo — Lewen, 

Wrocławki — Ratzlawsdorf; 
czasem zaś nasuwa się na początku spółgłoskę lub samogłoskę, gdzie 
w polskiem jej nie ma, n. p.: 

Osiek — Mossek. 



^) Kętrzyński: O ludności polskiej w Prusiech niegdjfi krzyżackich. Z traBema 
mapami. Lwów 1882. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 19 

Osetno — Mossetten. 
Zrzeszło — Iserlo. 
Bównym zmianom podlegają także spółgłoski początkowe i środ- 
kowe „dzj dź", które się zamieniają zwykle na „z, s lub sch", n. p.: 

Działowo — Salendorf, Zalendorf. 
Dźwierzno — Schwirsen. 
Wądzyn — Wansen. 
„Cz" przechodzi również na „sch lub sz", n. p. 
Czaple — Szepil. 
Czeczewo — Schotzau; 
a „t" łatwo w „d", n. p.: 

Tytlewo — Diedlef. 
„W" zamienia się w „B" a „B" w „F", n. p.: 
Watlewo — Batel, Batelfitz. 
Gawłowice — Gabelndorf, Gobelindorf. 
Browina — Frobina. 
Połączenie liter „sl", które było nieznane językom, greckiemu 
i łacińskiemu, sprawiało i Niemcom nieraz trudności, stąd formy jak 
Czolschau, Scbalschow obok Schloszewo = Słoszewo. 

Zachodzą jednak inne jeszcze zmiany, które istotę nazwy pier- 
wotnej nadwerężając, nadają jej pozór niemiecki. Dzieje to się w ten 
sposób, że odrzuciwszy zakończenie, zwykle „owo, owice, ewice" doda- 
wano do pozostałego imienia wyraz „dorf i t. p., przyczem imię przy- 
biera końcówkę drugiego przypadku, n. p.: 

Gawłowice — Gabelndorf, 
Pilewice — Pfeilsdorf. 
Działowo — Salendorf. 
Piotrowo — Peterndorf. 
Nareszcie tłumaczy język niemiecki wszystko, co się da tłumaczyć, 
n. p.: Niedźwiedź — Berenwalde, Bahrendorf. 

Czystochleb — Schonbrot. 
Eielbasin — Wurst. 
Sędzice — Landrichter. 
Najczęściej jednak nadają polskiej osadzie nowe zupełnie nazwi- 
ska, n. p.: Pokrzywno — Engelsburg. 

Mgowo — Logindorf. 
Strzemocin — Preybuth i t. p. 
W krajach nadłabskich i nadmeńskich obchodzono się w ten sam 
sposób z nazwami słowiańskiemi , choć wszystkich zmian niepodobna 
•dziś śledzić. Przytaczamy na dowód kilka przykładów: 

2» 



20 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Necrologium monasterii s. Michaelis Loneburgensis ^) donosi pod 
dniem 30 grudnia: Obiit Fiibiszlaus frater noster, princeps Slayorum^ 
qui primns procerum Slayie factus est Christianns, pro qQO filius eins 
BoreyinuB dedit s. Michaeli in Slayia yillam Szizzimoue, quae nunc 
dicitur Mons s. Michaelis. 

Soku 954 nadaje Otto I zakonnicom kwedlinburskim: yillam 
Spileberg yocatam, que etiam alio nomine Sibrouici dicitur^). 

Roku 978 czytamy w przywileju Ottona II: in castello quodam 
sclayonice quondam Budizco, nunc autem Theutonice Grimmersloyo^). 

Bottger: DiQcesan und Gaugrenzen II, 241 przytacza miejsce: in 
dieto loco quondam TzellenseU; nunc autem Medinghe nuncupato* 
pod Luneburgiem, gdzie już początkowe ;,Tz^ wskazuje nazwę sło- 
wiańską. 

Charakterystycznym jest i następujący ustęp odnoszący się do 
klasztoru fuldejskiego: 

Ezzilo comes tradidit s. Bonifatio in loco Hohenstat, qui situs est 
iuxta ripam fluminis Eisga et iuxta Medebach, quicquid proprietatis 
habeat maxime autem mancipia 30 ad censum annuatim solyendum. 
Idem comes tradidit in eadem Slayorum regione yillas has Tu- 
enstete, Lonrestat, Wachenrode, Sampach simul cum inhabitanti- 
bus Slayis, qui singulis annis censum reddere debent Fuldensi mo- 
nasterio *). 

Jest ;,regio Slayorum^, są wsie zamieszkałe przez Słowian, a po- 
mimo to nazwy niemieckie, które, skoro od Słowian pochodzić nie 
mogą, narzucone zostały przez panów niemieckich. 

Zasługuje także na uwagę, co Meitzen II, 390 przytacza, że liczne 
nazwy niemieckie na „ing^ są tylko przeróbką słowiańskich na ,,ica 
lub ik". Przeróbka ta miała, według niego, na celu zachowanie pier- 
wotnych nazwisk, choć w szacie niemieckiej. Tak mówiono „Liesing*^ 
za „Lieznicha^ „Jassing^ za „Jasnica", „Sommering^ za „Semmemik^; 
tak samo przerobiono „Poniwka" na „Ponigl", „Dobrina" na „Tober*^, 
„Trebina" na TreflFen", „Scremesnitz" na „Schrems" i t. p. 

W podobny sposób zamieniano patronymiczne „ici, ice^ na nie- 
mieckie „ingen"; „Kissingen^ n. p. w Bawaryi, znane miejsce kąpie- 
lowe, nazywało się pierwotnie „Chizice" ^); nad dolną Łabą jest miej- 
scowość LUffingen, której nazwa słowiańska nie została przechowana;. 



*) Noten BU einigen Geschichtsschreibem dat deotechen Mittelalten. T. HI. 

*) Mon. Ger. Hist. Dipl. reg. I. Otto I, Nr. 172. 

^ Tamże str. 198. 

*) Dronke: Traditiones et Antiąuitates Foldenses cap. 4, 124. 

^) Sepp 42. 



o SŁOWIANACH HIĘDZT RENEM A ŁABĄ I T. D. 21 

jeżeli zaś uwzględnimy, że dziś jedno z pól tamże nazywa się „Lo- 
witz", to nie będzie można zaprzeczyć, że „Ltlffingen" *) jest tylko 
przeróbką z „Łowice", któremu wyrazowi odjęto zakończenie słowiań- 
skie i dodano niemieckie. 

Podobnie ma się rzecz z nazwą „Bezzinizzi^ spotykaną w doku- 
mentach, której w tej formie dzisiaj już niema; zamieniła się nie- 
wątpliwie na „Bessingen". 

W południowych Niemczech istnieje olbrzymia liczba nazw pa- 
tronymicznych na „ingen", z których niejedna niewątpliwie jest po- 
i^hodzenia słowiańskiego, choć tego dowodnie wykazać nie można, jak 
n. p. Balingen, Jesingen, Bellingen, które odpowiadają nazwom Balice, 
Jeżyce, Bielice i t. p. 

Zakończenie zaś „ica^ z poprzedzającą spółgłoską „n^ przechodzi 
^w niemieckim języku na ^jince, enze^ i t. p., o czem obszerniej mówić 
będziemy poniżej. 

Rozpatrując się w nomenklaturze nazw miejscowych pruskich za 
czasów krzyżackich można nieomal nmiemać, jakoby cały kraj był 
czysto niemiecki, a do niedawna tak rzeczywiście sądzono; na szczęście 
dzierżawy pruskie powróciły na nowo pod berło polskie, a odwieczne 
nazwy miejscowe odzyski^y swoje prawo bytu, podczas gdy niemieckie 
po części przepadły, choć ludność niemiecka nie została wytępiona. 

Jeżeli w Prusiech Zachodnich, na Szląsku, w Czechach i Łuży- 
<»ch kontrolować i objaśnić można tamtejsze nazwy niemieckie za po- 
mocą żyjącego języka słowiańskiego i miejscowej tradycyi, to o wiele 
trudniejszem jest rozpoznanie, co było słowiańskie, w krajach, gdzie 
njarzmiona ludność słowiańska została wyniszczona lub zgermanizo- 
wana. Tam tylko w rzadkich razach da się na pewno stwierdzić, jaka 
Jbyła forma pierwotna. 

Z tego wszystkiego wynika, że żadną miarą nie można Niemców 
posądzić o kochanie się w nazwach słowiańskich, o szanowanie ich; 
oni je tępili, gdzie tylko mogli, a jeżeli pomimo to spora liczba się 
przechowała do dziś dnia, to stało się to wbrew ich woli. 

Ciekawy też jest sposób, w jaki uczeni niemieccy, mianowicie 
germaniści, obchodzą się z nazwami słowiańskiemi. Zanadto światli, 
aby nie wiedzieli jako tako, co jest słowiańskie, stosują swoje zapa- 
trywanie tylko do pewnej granicy n. p. do t. zw. limes Sorabicus 
czyli limes Karola Wielkiego Co na wschód od niego leży, uważają 
za słowiańskie i przyznają to; jeżeli zaś to samo nazwisko, to samo 



*) A. Bnlckner: Die Blayiachen Aneiedlaogen in der AItmark and im Magdę 
borgischeiL Btr. -41. 



22 WOJdBCH K^RZYi^SKI. 

zakończenie powtarza się jeszcze i poza granicą owej linii, która jest 
wyrazem jednej tylko chwili, wtedy szowinizm już nie pozwala tego 
uważać za słowiańskie, lecz koniecznie musi i ma być to niemieckiem. 

Calbe (Calvo, Calva) nad Łabą, ma być nazwą słowiańską, Calw 
zaś w Wttrtenbergii ma być niemieckie. Tiitaj jednak zachodzić może 
wątpliwość, bo pierwiastek nie jest zupełnie jasny. Ale co powiedzieć 
na to, że i nazwy na „itz^ in^ją być niemi eckiemi, skoro leżą na za- 
chód od limes Sorabicus. Tak powiada Meitzen II, 244: Abgesehen 
davon, dass es auch einzelne echtdeutsche Namen auf „schtttz" und 
„itz" giebt, jak n. p. Forlitz, Heglitz in Ostfriesland, Giflitz in West- 
phalen, Yorschtltz, Geislitz, Sterbfritz in Hessen, Boflitz, Burgelitz, 
Geifitze, Spitz, Niesitz, Sederlitz in Wtirtenberg, Engelitz in Hohenzol- 
lern etc. 

Przyznajemy, że Vorschtttz, Sterbfritz, Spitz mogą być nazwami 
niemieckiemi, bo schtitz= strzelec, Fritz = Fryderyk, Spitz = koniec ostry 
noża, góry it. p. są rzeczywiście wyrazami niemieckimi; co do innych 
jednak nie ta okoliczność stanowi o ich charakterze słowiańskim lub 
niemieckim, że jedne leżą na wschód, drugie na zachód od limesu 
Karolo wego, albowiem rzut oka na mapę już przekonywa, że nazwy 
owe nie stoją oderwane od innych słowiańskich, lecz że mają takowe 
jeszcze z obu stron koło siebie. 

Ten sam uczony mówi na innem miejscu^): Weder Pegnitz noch 
Regnitz sind slawische Worte. Es folgten sich yielmehr (nach Menke^s 
Gaukarten IV — VI in Spruners Historischem Atlas) in der Karolinger- 
Zeit auf der linken Seite der Donau von Gttnzburg abw£lrts: Brenza 
mit der Ortschaft Prenza im Brenzgau (heut Brenz), Werinza mit Agira 
in Retiarezi (heut WOmitz) beide noch innerhalb des rhfttischen Limes; 
dann jenseits der Altmona (Altmtthl) Kethratenza in Rangau (jetzt 
Rezat und Regnitz), Solenza in Solzgowe (jetzt die bei Beilngries zur 
Altmtthl mttndende Sulz), endlich die Pagenza, jetzt Pegnitz. Alle diese 
Flussnamen zeigen das althochdeutsche, bei Orts- und Personennamen 
h^uffige Suffix „nz, enza, inza. Dasselbe kommt yorzugsweise 
bei lateinischen Namen vor,ist aber hier an wahrschein- 
lich keltische Namen angehangen, wie sie den Namen der 
tibrigen Flttsse dieser Gegend zu Grunde liegen. Eger (Agira) und 
Saale sind deutsch. 

Dziwna w tem zdaniu logika. Pegnitz i Regnitz to wyrazy nie 
słowiańskie, gdyż zakończenie „enza, inza" jest niemieckie, choć przy- 
czepione do wyrazów łacińskich i celtyckich. Czy przez zakończenie 



') Meitaen II, 40.3-404;. cf. MUlIenhoff II, 233. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 23 

niemieckie wyrazy łacińskie i celtyckie stają się niemieckimi ? Zakoń- 
czenie „au" jest niewątpliwie niemieckie, choć przeważnie go się używa 
w wyrazach słowiańskich, czy zaś dlatego „Warschau" jest wyrazem 
niemieckim a Warszawa miastem niemieckiem?^). 

Jeżeli Niemcy mogli zakończenia łacińskie ,,antia, entia" i odpo- 
więdnie celtyckie przerobić na ^jinze, enze", to nie widzę żadnej przy- 
czyny, dlaczegoby tego sposób a nie miano stosować także do zakończeń 
słowiańskich, a mianowicie do końcówek „eniec i n-ica". I rzeczywiście 
tak było, bo jeszcze w XIII i XIV wieku przerabiano w ten sposób 
polskie nazwy w kraju, gdzie nigdy ani Rzymianie ani Celtowie nie 
przebywali. Stało to się w Prusiech krzyżackich i już powyżej przyto- 
czyliśmy przykład, że z polskiego „Piwnice'^ powstało niemieckie „Pi- 
wenz" i „Piffnitz", a z „Rybieniec" „Ribenz" i „Reibnitz". 

W Krainie*) istnieje tego rodzaju przeróbek czysto słowiańskich 
nazw jeszcze dosyć sporo, n. p.: 

Koritenze — Koritnica. 

Tscheschenza — ćeSnijca. 

Kremenza — Kremenica. 

Studenz — Studenec. 

Ledinza — Lediniza. 

Roschanze — Rożanice. 

Lipenza — Lipnica. 

Radenz — Radenice. 

Bratenze — Bratnice. 
Jak więc zakończenie „au" z Warszawy (Warschau) nie czyni 



*) Podobnymi argamentami posługuje aię Theodor von Gńłnberger w swojej 
rozprawce: Zar Kande der oesterreichischan Ortsnamen (Mittheilungen des Instituts 
f&r owterreichische Geschichtsforschimg. T. XIX, str. 520 — 534:) i nic dziwnego, ie 
asa pomocą form gockich, staroniemieckich, byłych i nie byłych, ale mogących być 
i t. p. zawsze kaidą nazwę z niemiecka potrafi wytłumaczyć ; ale o samo tłumaczenie 
nie chodzi, chodzi głównie o to, czy słowiańskie zakończenie jest starsse, czyli teŁ 
niemieckie, bo od tego zależy, jak który wyraz tłumaczyć. Na wszystkie tego rodzaju 
sztuki lingwistyczne niema lepszego argumentu, jak zdanie p. Seppa str. 39 wypo- 
wiedziane : „Bei gutem Willen kann man selb t Mekka and Medina ohne viel Scharf- 
sinn fiir slarisch erkl&ren, ilussert Miklosich (Die slawischen Ortsnamen 72), obwohl 
selbst 81avi8t. Dasselbe gilt yon oft beliebten keltiflchen oder romanischen (dodać 
można „und deutschen'') Deutungen. Die Deutschen mach ten aus Chotubanz in Me- 
cklenburg „Kuhschwanz". 

Kohschwanz jest bez wątpienia wyrazem niemieckim, do tłumaczenia którego 
nie potrzeba ani gockiego ani staroniemieckiego języka ani innych narzeczy; pomimo 
to błądziłby, ktoby stąd wyprowadził wniosek, te Knhschwanz jest pierwotną nazwą, 
m owa wieś praniemiecką osadą. 

*) Orts-Kepertorinm des Herzogthums Krain. Laibach 1874;. 



24 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

ani wyrazu ani miasta niemieckiego, tak samo zakończenie ^^inza, enza^ 
nie przerabia słów ani łacińskich ani celtyckich ani słowiańskich na 
niemieckie. Może nawet zachodzić wątpliwość, czy owe zakończenia 
zastosowywane były do wyrazów celtyckich, bo niemal wszędzie, 
gdzie Niemcy dla nieznajomości słowiańskich języków przypuszczają 
pierwiastek celtycki, pokazuje się zwykle wyraz czysto słowiański. 

Znaną jest miejscowość Gzamica (Schamitz^) nad Izarą, która 
z niemiecka nazywa się „Scerenze i Scarinze^, a r. 764 nawet po ła- 
cinie „Scarantia^; obok tych form „Scamiza^ wskazuje słowiańską; 
że wszystkie te waryanty oznaczają tylko pierwotnie słowiański wyraz, 
przyznaje i Sepp str. 11. 

Tak samo ma się rzecz z Kostnicą nad kostnickiem jeziorem, 
którą Rzymianie nazywali „Constantia" a Niemcy Kostnitz, Gostanz^), 
dziś Constanz. Miasto to nazywało się roku 1251 Gostinze i Ghostanze, 
1271 Gostenze, 1327 Eostentze, 1353 Kostnitz ") i tak do niedawna 
powszechnie. Za moich młodych lat mówiły niemieckie podręczniki 
szkolne tylko o soborze kostnickim — Das Goncil zu Gostnitz. 

Stąd wynika niewątpliwie, że Niemcy przez „inze, enza^ zastę- 
pują słowiańskie „ica, eniec", również jak niemieckie „au" jest ekwi- 
walentem słowiańskiego „owo" i t. p. 

Brenza zatem nie jest koniecznie wyrazem niemieckim, lecz może 
być przerobieniem słowiańskiego „Branica, Brenitz"; Werinza stoi za 
Wemitz, Solenza za Solnitz (Solnica), Pagenza za Pagnitz, Pegnitz, 
Beehtratenza za rechte Bednitz; słusznie zatem można uważać za sło- 
wiańskie także wszystkie inne wyrazy na „enz" jak n. p. Bregenz« 
Bregnitz (of. Bregnitz w Wirtembergii), Bludenz = Bludnitz, Sermenz«» 
Sermitz, Elsenz = 01schnitz (Oleśnica), D5rrmentz=Dormitz i t. p. Tak 
samo Eger (Agira) może być nazwą niemiecką mającą niendeckie zna- 
czenie, co nie wyklucza, że jak czeska Ogrza jest nazwą słowiańską 
a Eger jej przeróbą. 

I Sala ma być koniecznie wyrazem niemieckim! 

MuUenhoffowi ^) zdaje się nazwa rzeki Sala raczej być celtycką 



^) Dahn: Urgoschichte der germanischen and romanischen YOlker lY, 133 ma 
Scharnitz za wyraz celtycki! 

*) Tak pisze jeszcze w naazym wieka Johannes Mttller, aator der Geschichten 
Schweizerischer Eidgenos^enschaft. 

') Krieger: Topographisches W5r terbach des Grossherzogsthums Baden str. 347. 
Daty powyższe dowodzą, że nazwa Kostnica nie pochodzi od Czechów, którzy — zda- 
niem Seppa — z powoda śmierci Husa wyrządzili Niemcom te krzywdę, że czysto 
niemieckie miasto przezwali po słowiańska. 

*) Deatoche Alterthamskande II, 213—214. 



o SŁOWIANACH HIĘDZT RENEM A ŁABĄ I T. D. 25 

aniżeli niemiecką i wskazywać starsze osiedlenie Celtów między 
Wizerą a Łabą. Ale źe to według jego teoryi nie jest możliwem, woli 
przypuścić^ że Sala jest właściwą nazwą niemiecką rzeki słonej, której 
pierwiastek zaginął w językach germańskich. Nazwę tę mieli Niemcy 
zanieść także w kraje naddunajskie, bo oprócz dopływów Łaby i Ła- 
giny istnieje jeszcze Sala frankońska, reichenhalska i panońska i do- 
pływ Regany. Wszystkie te rzeki p/yną w krajach pierwotnie słowiań- 
skich; stąd wnieść należy, że Sala nie jest wyrazem ani celtyckim ani 
niemieckim, lecz słowiańskim. Przypuszczenie takie jednak nie mogło 
nasunąć się Mtlllenhoffowi, który jako germanista zna tylko języki 
niemiecki i celtycki. A jednak źródła niemieckie, mianowicie thuryng- 
skie, jak Annales Reinhardsbrunnenses w ThUringische Geschichts- 
quellen I, str. 63 świadczą wyraźnie, że Sala jest nazwą słowiańską, 
mówiąc: Sicque in orientalem Saxoniam provectus super ripam fluminis, 
quod Slayica lingua Sale dicitur, ad urbem Camburg etc. Jedno 
takie świadectwo charakteryzuje dostatecznie, jak mi się zdaje, postę- 
powanie germanistów. 

Niedorzecznem wprost jest mniemanie profesora Seppa^): Den 
Fluss Bac, welchen der G-eograph yon Rayenna irrthUmlich zur Donau 
laufen Iftsst, haben diese Slayen in Pegnitz umgetauft, auch den deu- 
tschen Namen Wisgoz in Weschnitz. 

Około rzeki Paganicy (Pegnitz) mieszkali Słowianie, mieszkali 
i Niemcy; jedni mogli ją nazywać Bac a drudzy Paganicą (Pegnitz), 
tak samo jak Polacy mówią „Wisła" a Niemcy „Weichsel". Chodziłoby 
tylko o to, która nazwa jest starsza. Ale jak Słowianie mogli staro- 
niemieckie nazwisko rzeki Wisgoz, wpadającej niedaleko Wormacyi 
do Renu, wyrugować a Niemcom narzucić formę Weschnitz, tego nikt 
nie rozumie, który z panem Sepp przypuszcza, że Słowian nad Renem 
nie było. 

Cała Francya nazywa Warszawę Varsovie, Niemcy zaś Warschau, 
pomimo to Polakom wcale nie przychodzi na myśl stosować się do 
tych obcych wyrażeń i dla tego Warszawa jeszcze długo zostanie 
Warszawą. Wisgoz jest niewątpliwie nazwą niemiecką rzeki Weschnitz; 
jeżeli zaś ta nazwa, poniekąd urzędowa, bo zachodzi w dokumentach, 
nie utrzymała się, jeżeli górę wzięła inna, słowiańska, to ostatnia mu- 
«iata być ludową, a lud zatem pierwotnie słowiańskim. Inaczej taka 
zmiana nie dałaby się wcale wytłumaczyć. Że zaś w owej okolicy 
mieszkali niegdyś Słowianie, tego dowodem nie tylko rzeka Weschnitz 
oraz dwie wsie tegoż nazwiska i wieś Kolmbach, ale i ta okoliczność, 



>) Sepp 8tr. 3. 



26 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Że doknmenta znają nad rzeką Wisgoz Słowian, jak to wynika z Do- 
natio Liatheri in Husen, Sahssenheim et in ałiis locis dnia 1 paździer- 
nika 877 zdziałanej, według której nadaje klasztorowi w Lorscb... et 
ubi Sclayi habitant, hubas senniles tres... et illum locam, ubi Sclavi 
habitant, cum ipsis^). 

Więc i ten zarzut, jakoby nazwy słowiańskie były tylko przero- 
bione z niemieckich lub celtyckich, nie ma żadnego uzasadnienia, 
a zakończenie „itz", czy z tej czy z tamtej strony limesu Karolowego, 
zawsze jest dowodem, że tam, gdzie takie nazwy znajdujemy, mieszkali 
także Słowianie. 

Inni znów, którzy z powodu przewrotnej teoryi nie mogą rozu- 
mieć właściwego znaczenia osad słowiańskich, tłumaczą ich powstanie 
w ten sposób, jakoby to były osady jeńców słowiańskich^). 

Nad kwestyą jeńców i niewolników jako kolonistów ziemi nie- 
mieckiej należy tu się zastanowić. 

Jeniec wzięty w niewolę wśród bitwy albo wśród wyprawy wo- 
jennej był przedewszystkiem wojakiem, który stał się zdobyczą albo 
wodza nieprzyjacielskiego albo jego rycerzy biorących udział w wypra- 
wie. Stosownie do potrzeby właściciel jeńca albo go umieszczał w swojej 
wsi, gdzie z innymi musiał dla niego pracować albo odstępował go han- 
dlarzom, którzy go sprzedawali w kraje obce a nawet muzułmańskie. Sły- 
nęło z takiego niecnego handlu eunuchami słowiańskimi miasto Verdun ^). 

Jeńcy byli naturalnie bez żon, które zostały w domu; jeżeli w nie- 
woli żenili się, pobierali Niemki za żony, bo kraj był w zrozumieniu 
uczonych niemieckich czysto niemieckim, a choćby takich jeńców było 
kilku lub kilkunastu nawet w jednej posiadłości położonej w kraju 
niemieckim wśród samych Niemców, to nic to nie stanowi, z jeńców 
wojennych nie mogła powstać kolonia słowiańska z nazwą słowiańską, 
bo jeńcy nie mogli tworzyć rodzin słowiańskich. 

Co innego z ludnością miejscową, jeżeli ją uprowadzali w nie- 
wolę. Przy każdej okupacyi ziemi słowiańskiej górna warstwa ludności 
t. j. możni panowie i przywódcy narodu padali ofiarą, bo albo ginęli 
w walce albo dostawali się do niewoli albo uciekali, a utrzymali się na 
miejscu chyba tylko ci, którzy sprzyjali Niemcom i z nimi byli w zmo- 
wie; takich wypadków nie zdarzało się jednak wiele. Majątki panów 
przechodziły zazwyczaj w ręce panów niemieckich lub instytucyj ko- 
ścielnych; ludności zaś wiejskiej, skoro stała się poddaną, nie miano 



') Mon. Ger. Kist. SS. XXI, str. 37H— 374 

«) Meiuen U, 406, 478. 

^) Waitz: Deutsche yerfassungsgeschichte V, 207. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RBNBM A ŁABĄ I T. D. 27 

powodu ruszać z miejsca, bo i panowie niemieccy potrzebowali siły 
roboczej *). 

Rodzin pańskich nie osiedlano z pewnością w pobliżu granicy 
i w sąsiedztwie siedzib rodzinnych, bo mogły porozumiewać się ze współ- 
ziomkami i wzniecać powstania, któreby mogły być niebezpieczne dla 
panów niemieckich. Jeżeli takie rodziny uprowadzano, to osiedlano je 
albo jako coloni w dalekich stronach i to pojedynczo albo jako man- 
cipia w dworach niemieckich, gdzie niewolnik pozbawiony wszelkich 
praw nie mógł wywierać żadnego wpływu na otoczenie niemieckie. 

Ale przypuśćmy nawet, że z jakiejkolwiek przyczyny upro- 
wadzono Słowian z ich siedzib tysiącami, choć o czemś podobnem 
źródła nie wspominają, to już dla własnego interesu i bezpieczeństwa 
musianoby ich rozdzielić na drobne hufce i rozrzucić po całym obszarze 
państwa, jak to roku 804 uczynił Karol Wielki z 10.000 Saksonów, 
których, mężczyzn, kobiety i dzieci rozmieszczono po całcm państwie 
frankońskiem i Gallii'). 

Ale jednak zdarzyć się mogło, że rodzin kilkanaście lub kilka- 
dziesiąt chciano razem osiedlić, w takim razie wybrano albo miejsce 
spastoszałe, które jako takie miało już nazwę, albo kazali im wykar- 
ezować las pod nową osadę, a wtedy nazwę nadał pan, do którego 
grant należał, albo otoczenie, a skoro otoczenie było niemieckie, i uazwa 
musiała nią być, bo ludność niemiecka, nie znająca języków słowiań- 
skich, posługiwać się nimi nie mogła. 

Że tak a nie inaczej się działo, tego dowodem dokument króla 
Dagoberta III z dnia 1 marca r. 706, który wprawdzie jest podro- 
biony, ale pomimo to faktu nas interesującego nie miał żadnej przy- 
czyny zmyślić. W tym dokumencie nadaje Dagobert klasztorowi św. 
Piotra in villa Merovegesburg in Thuringia... czyli Petri Mons... sil- 
vam, quae ob numerositatem ceryorum Hirzbruil yocatur, a meridiana 
plaga urbis yersus orientem usque ad terminos regionis Orlaa... dedi 
nihilominus ad supradictum cenobium yillas a Sclavis in eadem 
silva factas scilicet Tunecdorf, Tagebrechtisstete, Tutel- 
stete, Neuchenrod, Hochdorf et alias plures et aquam Ge- 
ram etc.'). 

Inny przykład podaje Zeuss str. 649, gdzie „locus, ubi Gluzo 
Sclayus habitare... coepit", nazywa się z niemiecka „Gluzengisazi" *;. 



*) Meitaen II, 299, 368, 426, 463—474, 

«) Waite IV, str. 184. 

^) M. O. H. Diplomatam imperii Tomue I Nr. 83. 

^) Nib moina przeciw moim wywodom przytoczyć okoliczności, że niektóre osady 



28 WOJCIECH KĘTRZYŃ'SKI. 

Jest jednak jeszcze jedna okoliczność, na którą należy zwrócić 
uwagę. Wśród Indności niemieckiej osada słowiańska musi mieć, jak 
widzieliśmy, nazwę niemiecką; ta nazwa jednak, mianowicie w dawniej- 
szych czasach, gdy otoczenie pod tym względem było czynnikiem de- 
cydującym, mogła mieć związek z ludnością tam mieszkającą. To 
znaczy, że ludność otaczająca nazywa swoich sąsiadów innoplemiennych 
ich imieniem, t. j. Winden, Wenden. Z wyliczonych przez nas wsi 
jedna i druga może mieć takie pochodzenie; nie ulega to żadnej wąt- 
pliwości, ale okoliczność ta wcale nie jest jeszcze dowodem, aby wszyst- 
kie wsie tegoż nazwiska były koloniami późniejszemi. Starożytne bo- 
wiem osady słowiańskie, które mianowicie w południowych Niemczech 
przetrwały ladoruchy, były z pewnością nie liczne; gdy zaś naokoło 
nich zjawili się osadnicy niemieccy, pierwotna nazwa słowiańska po- 
szła w zapomnienie, a nowi przybysze nazywali owych starych roki- 
ków tylko Winden, Wenden. 

Wielka ilość osad słowiańskich dostała się przy okupacyi skarbowi 
cesarskiemu, a z nich korzystał panujący, aby wyposażyć kościoły 
i klasztory, albo wynagrodzić zadugi swoich wiernych wasalów. Jeżeli 
zatem cesarz lub król podarowi^ kilkudziesiąt, kilkunastu lub choćby 
jednego słowianina opatowi lub rycerzowi, osady otrzymały nowe na- 
zwiska jak Abbatis Winidi czyli Abtswinden, Wolfhares winden, Niet- 
hartswinden, Herbartswind, Almerswind i t. p., gdzie imię właściciela 
stoi w drugim przypadku. Nazw takich jest wielka liczba i pomimo 
ich formy niemieckiej mogą to być osady istniejące już dawno przed 
przybyciem plemion niemieckich. 

Osiedlenie zatem kolonistów słowiańskich, o ile to rzeczywiście 
miało miejsce, nie mogło zmienić niemieckiego charakteru kraju, gdyby 
takim był istotnie, a ludność nie wolna, rozrzucona po kraju, nie mogła 
narzucić narodowi panującemu ani swej woli ani swego sposobu mó- 
wienia. Przyznał, że tak jest, a inaczej być nie może, przed wielu laty 
już Landau, który o tern tak pisze: Yereinzelte Colonisten und noch 
-dazu Hórige yermogen aber niemals einen solchen Einfluss auf das 
bestehende Yolksthum zu tlben, wie wir dies doch in Thtlringen an- 
nehmen mtlssten. Sie yermogen am wenigsten die Form der Dorfer 
<zu bestimmen, Stftdte und Burgen zu bauen, weiten Landstrecken und 



niemieckie w Polsce miały niemieckie nazwy. Owi koloniści niemieccy nie byli nie- 
wolnikami, lecz gośćmi uproszonymi, których dobrowolnie obdarziJo się ziemia i przy- 
wilejami, a którym przyznawano i prawo niemieckie i język niemiecki. Nazwa nie- 
miecka zaś powstała w zgodzie z władzą państwową, która jn zwykle nmieszozała 
jnż w przywileju fundacyjnym. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RBNEM A ŁABĄ I T. D. 2& 

G^birgen ilirer Sprache entnommene Namen zu geben; sie sitzen auch 
nicht in zu diehter Masse beisammen . . . und haben tlberhaupt keine 
politischen Rechte^). 

Szkoda, że rozamne te słowa przebrzmiały nie znalazłszy żadnego 
odgłoso wśród Niemców. 

e. Znaczenie nazw słowiańskich. Osiedlenie się Słowian. 

Liczne nazwy słowiańskie przez nas wyliczone są dowodem, że 
Słowianie byli tu autochtonami, skoro, jak wiadomo, Niemcy a przed 
nimi Rzymianie i Celtowie byli w tych stronach tylko zdobywcami,^ 
tylko przybyszami. Że pomimo wielowiekowej niewoli i tępienia przez 
tyle set lat żywioł słowiański jeszcze w wielu miejscach utrzymał się 
w gęstych masach, o tem świadczą następujące wiadomości: 

Św. Bonifacy, apostcJ Niemców, zi^ożył dwa biskupstwa: eich- 
stadtskie i wtlrcburgskie; pierwsze powierzył Willibaldowi, a drugie 
„Purchardo vero (746 — 752) in loco, qui appellatur Wirzaburch digni- 
tatis officium delegayit et aecdesias in confinibus Franchorum et Sa- 
xonum atque Sdayorum suo officio deputayit^ ^. 

Przy założeniu biskupstwo nie mogło sięgać dalej na wschód aż 
do Reganicy i Ratanicy, bo górna Frankonia i kresy nad czeską gra- 
nicą dopiero r. 805 zostały wcielone do państwa Karola Wielkiego. 

Jeżeli zatem biskup Wolfgerius (810—832) między latami 826 — 830 
twierdził, że Karol Wielki „antecessoribus suis illis et illis (a według 
innych odpisów Berewelfowi 785 — 800, Ludrydowi 801 — 804, Egilwar- 
dowi 804 — 810) episcopis praecepisset, ut in terra Sclavorum, qui se- 
dent inter Moinum et Radentiam fluyios, qui yocantur Moinyinidi et 
Batanzwinidi una cum comitibus, qui super eosdem Slavos constituti 
erant, procurassent, ut inibi, sicut in ceteris christianorum locis, ecclesie 
construentur . . . adserit ... et ecclesias 14 ibi fuisse constructas" ^) — 
to należy rozumieć, że Słowianie nadmeńscy i nadrateńscy są właśnie 
mieszkańcami okolic położonych na południowym brzegu Menu i za- 
chodnim Reganicy i Ratanicy, bo gdyby wiadomość biskupa Wolfgera 
ściągała się tylko do górnej Frankonii zdobytej około r. 805, nie by- 
łoby potrzeby mówić o „antecessores^, bo wystarczyłaby wzmianka 
o poprzedniku Egilwardzie (804 — 810). 



') L Landaa: Der Baaemhof in ThUringen und iwischen der Saale u. Schlesien^ 
cf. Sembera: Zapadni SloYanć w pravćku str. 300. 

*) Willlbaldi Vita b. Bonifatii w Ja£fć: Bibliotheca rer. Germ. III, str. 461. 
") Mon. Ger. Hist. Legom Sectio Y: Formalae imp. Nr. 40, str. 317—318. 



30 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Z całego opisu wynika, że to był nie mały szmat ziemi słowiań- 
skiej podległej Niemcom, bo pod władzą hrabiów cesarskich, skoro na 
niej założono 14 kościołów. 

I za Henryka II trzymała sig w tych stronach jeszcze ludność 
słowiańska w zbitej masie; świadczy o tem notitia de synodo Franco- 
furtensi z roku 1007 *): 

„Rex Heinricus . . . episcopatum . . . in ąuodam suae patemae here- 
ditatis loco Babenberg dieto ex omnibus suis rebus hereditariis con- 
strueret, ut et paganismus Slavorum destrueretur . . . Sed dum parro- 
chiam ad eundem locum respicientum non haberet et sanctam pente- 
costen in eodem sui regni anno 6 Mogontiae celebraret, quandam partem 
Wirceburgensis dioceseos, comitatum yidelicet Ratenzgowi dictum et 
ąuandam partem pagi Volcfelt dicti inter fluyios Uraha et Rathenza 
sitam ab Heinrico Wirceburgensi episcopo firma ac legali commuta- 
tione acquisivit..." 

Ziemie wspomniane, poratańska (Ratenzgowi) i Volcfelt, leżą po 
lewym brzegu Reganicy i Ratanicy, a rzeka Uraha także od zachodu 
wpada do Reganicy*). 

Mniej więcej to samo wyraża list biskupa Arnolda halberstadz- 
kiego do tegoż Henryka, biskupa wircburskiego, pisany: „Nonne re- 
cordaris, quod in priore anno ad eundem locum B(abenbergensem) 
nobis eąuitantibus , me adyocato ad te, huiuscemodi sermonem, quasi 
praescires, habere cepisti: si rex ibi facere vellet episcopatum, facile 
illum ecclesiae tuae, quod tibi utilius esset, posset tribuere; te panrum 
inde fructum habere; totam illam terram pene silyam esse; Sclavos 
ibi habitare; te in illa longinqua vel nunquam vel raro venisse...^) 

Wszędzie tu mowa o stałej ludności, a nie o rozrzuconych ko- 
loniach. 

W dokumentach także okolica na lewym brzegu Reganicy i Ra- 
tanicy występuje wszędzie jako „regio Slavorum" *), w której znajdują 
się liczne „Sclaviena oppida" (911) ^). 

Bory Św. Wawrzyńca, położone między Norymbergią a Altdorfem, 
były jeszcze w VI wieku w ręku Słowian % 



*) Mon. Ger. Hist. S3. IV, str. 795. 

*) Menke : Deatschlands Gaue. lY, w Spruner-Menke Handatlas fUr die Ge- 
schichte deB Mittelalters u. der neaeren Zeit. 1880. 

») Jaff^: Bibliotheca rer. Gorm. V, gtr. 477. 

^) Dronke: Codez tradlt. Fold. Nr. 353. Dronke: Traditiones et Antiquitate8 
4, 129. 

*) Mon. Ger. Hist. Dipl. I, str. 1. 

^ Meitzen I, 4:79. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENSM A ŁABĄ I T. D. 31 

Nie O koloniach słowiańskich, lecz o krajach zamieszkałych przez 
Słowian mówi podróżnik Qazwini, wspominając, że Soest jest grodem 
w kraju Słowian, a Paderborn mocnym grodem w ziemi słowiańskiej ^). 

Opat Stnrm, który około r. 744 założył klasztor fuldejski, szu- 
kając dla niego miejsca około rzeki Wltawy (Fulda), „tunc quadam 
die dum pergeret, peryenit ad viam, que a Turingorum regione mer- 
candi causa ad Mogontiam pergentes ducit; ubi platea illa super flumen 
Fuldam yadit, ibi magnam Sclavorum multitudinem reperit eiusdem 
fluminis alreo natantes, layandis corporibus se immersisse, quorum 
nuda corpora animal, cui praesidebat, pertimescens, tremere coepit; et 
ipse vir Dei eorum foe torem exhorruit, qui morę gentilium semim 
Domini subsannabant et cum eum ludere yoluissent, diyina potentia 
compressi et prohibiti sunt etc. 2). 

Słowianie owi, kąpiący się we Wltawie, stanowili niewątpliwie 
miejscową ludność, będącą jeszcze pogańską; nie byli to także koloniści 
zależni od panów niemieckich, bo obchodziliby się inaczej z duchownym, 
który zarazem był Niemcem. 

Skoro to wszędzie ziemie odwiecznie słowiańskie, wi(^c jakie zna- 
czenie mają nazwy słowiańskie? bo przedtem już przekonaliśmy się, 
że rozmaite domysły uczonych niemieckich nie objaśniły wcale ich 
natury. 

W czasach najdawniejszych, gdy ludność pierwotna oddawała się 
jeszcze pasterstwu, nazw przywiązanych do miejsc nie mogło być wiele, 
ale zawsze były, bo i pasterz bez nich obchodzić się nie może. Każda 
rzeka, wielka czy mała, każda woda, wszystkie góry i lasy, wszystkie 
doliny i polany musiały już od naj dawniej szydh czasów posiadać wła- 
sne nazwy, bo bez nich nie byłoby możliwem porozumienie, nie wie- 
dzianoby, gdzie kto poszedł, gdzie go szukać. Tego rodzaju nazwy na- 
leżą niewątpliwie do najdawniejszych utworów mowy ludzkiej. 

Ze stanu pasterskiego żaden naród bezpośrednio nie przechodzi 
do uprawy roli; wykazał to bez zaprzeczenia Meitzen w swem znako- 
mitem dziele: Siedlung und Agrarwesen der Westgermanen und Ost- 
germanen, der Kelten, Romer, Finnen und Slawen. I u Słowian tak było. 

Gdy przyszła chwila, że samo hodowanie bydła nie zaspakajało 
już wszelkich wymagań, potrzeba ta dawała się uczuć przedewszyst- 
kiem bogatszym ludziom, posiadaczom licznych stad i trzód. Ci zaś 
osadzali pojedyncze rodziny na roli, powierzając głowie jej cały kierunek 



') Georg Jacob: £In arabischer Beńchterstatter aus dem X Jahrhandert. Wjd. 
lU. 1896. Berlin, str. 45 i 47. 

*) Eigilis Yita b. Starmi. Mon. Germ. Hist. SS. II, str. 369. 



32 WOJCIECH KORZYŃSKI. 

i odpowiedzialność za gospodarstwo, z czego rozwinęła się t. zw. za- 
druga słowiańska, czyli jak Niemcy mówią ^die Hauscommunion der 
Slaven ^). Ponieważ taka nowa osada, jako miejsce ważne dla ówcze- 
snego gospodarstwa, nie mogła zostać bez nazwy, więc przyzwyczajano 
się nazywać ją według głowy rodziny, która kierowała osadą, ale w ten 
sposób, że tą nazwą objęto nie tylko ową głowę rodziny, lecz i rodzinę 
samą, t. j. w sposób patronymiczny. Jeżeli n. p. głowa rodziny osiadłej 
nazywała się Jeż, Dalech, Bolech, to osady ich musiały się nazywać 
Jeżyce, Daleszyce, Boleszyce lub Bolechowice. 

Zauważyć należy, że nazwy takie nie były wówczas nadawane 
z góry; aby osada taka otrzymała nazwę słowiańską, musiało koniecznie 
istnieć otoczenie słowiańskie, którem w tym względzie kierował duch 
języka. 

Z tego, co się mówiło, nie wynika bynajnmiej, aby wszystkie 
miejscowości na „ice^ były pierwotnie zamieszkane przez ludność za- 
leżną; osady takie tworzyć mogły naturalnie i mniej zamożne rodziny 
lub rody wolne, przechodząc ze stanu pasterskiego do uprawy roli. 

Bogatsze rodziny, posiadające już osady rolnicze i liczne stada, 
oddane pod opiekę ludzi zależnych, zakładały także sobie stałe siedziby^ 
z którychby mogły pokierować obszemem swem gospodarstwem rolni- 
czem i pasterskiem. Te siedziby jednak różniły się niewątpliwie od 
owych osad rolniczych, bo nazywano je dworem lub grodem, dworem, 
jeżeli to tylko było mieszkaniem zwyczaj nem, grodem zaś, jeżeli miej- 
sce było ogrodzone płotem lub czemś podobnem, coby mogło przynaj- 
mniej chwilowo zabezpieczyć i właściciela i jego ludzi przed niespo- 
dziewanym napadem. 

Takie dwory lub grody nazywano według imienia założyciela lub 
właściciela; jeżeli nim był jakiś Przemysł, Poznań, Orzeł, Grab, Łeb, 
to ich dworki i grody otrzymały odpowiednie nazwy przymiotnikowe: 
„dwór Przemyśl", „gród Poznań", „gród Orłów", „dwór Grabów", 
„dwór Łebin" i t. p., a że każdy wiedział, o co chodzi, więc opuszczano 
wyraz „dwór, gród" i mówiono krótko: „Przemyśl, do Poznania, w Or- 
łowie, Grabowie, Łebinie" i t. d. 

Przypuścić należy, że nazwy patronymiczne osad rolnych od po- 
czątku były mniej więcej stałe, bo choć pierwsza głowa rodziny na 
roli osiadłej zmarła i nowa została obrana, to była to jednak zawsze 
ta sama rodzina^ ten sam ród. Zmiana nastąpiła niewątpliwie, gdy po 
wymarciu całego rodu nowa rodzina zajęła starą siedzibę. 

Mniej stałe były zapewne nazwy pierwszych dworów i grodów,. 



') Meitwjn U, 213—270. 



o bŁOWlANACH MIĘDZY KEMEM A ŁABĄ I T. D. 33 

zbyt związane z osobistością posiadacza, ale z biegiem czasu przyzwy* 
czaj ono się i tu niewątpliwie do pewnej nazwy i zapomniano, źe nie 
stosuje się ściśle już do rzeczywistego stanu. 

Stan przejściowy z pasterstwa do rolnictwa trwał pewnie wieki 
całe, a tworzenie podobnych nazw nie ustało tak prędko, bo po zanie- 
chaniu pasterstwa, które potrzebowało wielkich obszarów, rolnictwo na 
nich mogło spokojnie się rozwijać i zakładać osadę po osadzie. 

Owe pierwotne osady miały kształt dwojaki; tworzyły albo pod- 
kowę otwartą tylko z jednej strony; plac w środku zwał się zapewne 
rynkiem i) i dla tego sądziłbym, żeby tego rodzaju wsie nazywać ryn- 
kowemi; albo stanowiły ulicę prostą, zabudowaną z jednej i z drugiej 
strony; są to t. zw. wsie ulicowe. Wsie rynkowe przeważają głównie 
na zachodzie, ulicowe zaś na wschodzie; pierwsze były zwykle nie wiel- 
kie, drugie większe. Wsie ustroju niemieckiego różnią się stanowczo 
od słowiańskich, bo są zwykle wielkie a gospodarstwa rozrzucone 
w nieładzie (Haufendorfer). 

Gdzie wszystko idzie trybem normalnym, trudno będzie oznaczyć, 
kiedy ostatnie założono wsie patronymiczne, o które nam tutaj przede- 
wBzystkiem chodzi, bo gdy stosunki się zmienią, działa dalej analogia. 

Jeżeli w krajach, które są przedmiotem niniejszej rozprawy, żadną 
miarą domyśleć się nie możemy, kiedy zaczęto zakładać pierwsze osady 
rolnicze, to nie tak trudno znów określić czas, kiedy przestano zakła- 
dać nowe. Chwila ta nastąpiła, gdy Niemcy stali się panami kraju 
i całą ludność słowiańską obrócili w niewolników. 

Z map załączonych przekonać się możemy, jaka granica była 
r. 805. Ale pogranicze czeskie już tegoż roku lub krótko potem do- 
stało się pod panowanie niemieckie; pobrzeże Łaby środkowej i Sali 
należało już w V wieku do państwa turyngskiego, a po jego upadku 
r. 531 do królów frankońskich; tylko w t. zw. marchii wendyjskiej 
nad dolną Łabą trwały pomyślniej sze stosunki nieco dłużej. 

Osady słowiańskie na pograniczu czeskiem istniejące powstać 
musiały niewątpliwie przed rokiem 805, a położone w obrębie państwa 
turyngskiego nawet przed wiekiem piątym. 

Starają się wprawdzie niektórzy dowieść, że Słowianie wtargnąwszy 



*) Rjnki aasywają się w miMtach niemieckich, saloftonych w Eiemiach słowian- 
•kich, po niemiecku nKing" ; zwykle przypuszcza się, że nasz rynek jest po prostu 
ivyraxem zapożyczonym z niemieckiego; to jednak nie wydaje mi się bardzo prawdo- 
podobuem, albowiem rynki s^ czworoboczne, a ring » pierścień, okrijgły. Wyraz „rynek** 
był niegdyś bardzo poFpoliŁy, j«ik tego dowodzą nazwy miejscowe, jak Rynek, Ryn- 
kowa, Kynkowco, Rynkowek, Kynkówka i t. p. Rynek oznaczał niewątpliwie pierwotnie 
plac w środku osady, a Niemcy przejęli nazwę tę od nas, zamieniając ją na „Ring**. 

Bosprawy Wydx. hiit..filos. T. XŁ. 3 



34 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

W kraje załabskie mogliby korzystać z chwili sposobnej, aby tam się 
usadowić, ale jak się rzekło już przedtem, nadawanie nazw osadom 
zależało w owych czasach nie tak od założyciela, jak od otoczenia; 
jeżeli było otoczenie niemieckie, to nie było nazwy słowiańskiej. 

Ale ze źródła wiarogodnego wiemy, że te wyprawy słowiańskie 
w kraje turyngskie odbiły się głównie na ludności słowiańskiej, mie- 
szkającej w otwartych miejscach a podległej Niemcom, jak tego do- 
wodzą Annales Fuldenses pod r. 880: „Sclavi, qui vocantur Dalmatii 
et Behemi atque Sorabi caeteriąue circum circa vicini, audientes stra- 
gem Saxonum a Nordmannis factam. pariter conglobati Thuringios 
inyadere nituntur et in Sclavis circa Salam fluvium Thurin- 
giis fidelibus praedas et incendia exercent. Quibus Boppo comes 
et dux Sorabi ci limitis (cum Thuringiis) occurrit et Dei auxilio fretus 
ita eos prostravit, ut nuUus de tanta multitudine remaneret". 

O wiele wcześniej szemi musiały być osady oraz nazwy rzek, 
które przechowały się w okolicach nadreńskich i naddunajskich, tu- 
dzież w Niemczech środkowych; o istnieniu wolnych Słowian w tam- 
tych stronach prawie nic nie wiemy; wiemy mniej więcej, kiedy owymi 
krajami zawładnęli Rzymianie i Niemcy, a uczeni twierdzą, że przed 
tamtymi siedzieli jeszcze Celtowie, ale o Słowianach ani słychu; widać^ 
że albo owi rzekomi Celtowie byli Słowianami, albo że Słowianie i przed 
Celtami już tam mieszkali; była zatem chwila, gdzie samotne dziś na- 
zwy słowiańskie otoczone były wieńcem mniejszych lub większych 
osad, rojących się życiem słowiańskiem , zatopionych dziś w morzu 
niemieckiem, co je zalało. 

Niemcy przybywając do tych stron zastali je już; jeżeli pomimo 
praktyk niemieckich przechowały się do dziś dnia, to nie stało się to 
dzięki jakiejś ich wyrozumiałości, lecz dla tego, że ludność słowiańska 
niemczejąc powoli, uratowała je od zapomnienia i to mimo woli, a na- 
wet wbrew woli Niemców. 

f. Nazwy wsi niemieckie a ludność słowiańska. 

Mieszkały więc niegdyś ludy słowiańskie nad Renem, nad Du- 
najem i w Alpach i łączyły się ze Słowianami mieszkającymi nad Łabą 
i Salą i nad czeską granicą, oraz z bracią przebywającą hen daleko 
na wschodzie. 

Jeżeli zaś Słowianie stanowili niegdyś stałą i ciągłą ludność kra- 
jów dzisiaj niemieckich, to oprócz nazw miejscowych, przechowanych 
do dziś dnia, powinny znaleść się jeszcze inne ślady, potwierdzające 
nasz wywód powyższy. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 35 

Znając jnź zwyczaj niemiecki tępienia nazw słowiańskich, a za- 
stępowania ich niemieckiemi, należy przypuścić, że w krajach tu w mo- 
wie będących znajdziemy wsie z ludnością słowiańską, choć nazwy 
będą niemieckie. Wsie te mogą posiadać ludność czysto słowiańską lub 
mieszaną, bo pod panowaniem Niemców zaludnienie było już zależnem 
od woli i interesu panów niemieckich. Rozumie się samo przez się, że 
nikt nie ułożył umyślnie list i spisów ludności słowiańskiej; jeżeli wo- 
gole coś o tern wiemy, jest to czysty przypadek; dla tego też ilość 
wzmianek nie daje jeszcze bynajmniej ani w przybliżeniu obrazu rze- 
czywistego stanu tejże ludności. 

Najwięcej ciekawych wiadomości przekazał nam klasztor fuldejski, 
.założony przez św. Bonifacego roku 744 w okolicy wówczas jeszcze 
przeważnie słowiańskiej, w okolicy zwanej później dopiero „Buchonia"^). 

Klasztor ten otrzymał roku 795: terciam partem in Slayis: in 
Heidn et in Trocknesteti terciam partem*). Heidn jest dzisiejszy Heid 
położony w kącie utworzonym przez Men w tem miejscu, gdzie do 
niego wpada Reganica. Trocknesteti nie mogę znaleść na mapie. 

Roku 824 nadał Nidgoz ^) temuż klasztorowi: quidquid proprietatis 
habeo in yilla, quae yocatur Turphilun iuxta ripam fluminis Moin in 
regione Slaviorum. Thurphilun dziś Dorfleins na północ od Bam- 
berga. 

Roku 953 dostaje Fulda w zamian od Ottona I*) „Winidsazin 
et in tribus villis Sclavorum et Winidon in pago Salagowe, położonym 
nad Salą frankońską; nie wiadomo mi, do których miejscowości od- 
noszą się owe nazwy. 

973 r. zaś czytamy: Item e contra de possessionibus s. Bonifatii 
martyris... pari mutuatione concambii dedit in ius et proprietatem 
8. Mauritii martyris quicquid in Freckenleben et Scekkensteti, Ameri, 
Lembeki et Fasceresrod, Kerlingorod, Mannesfeld, Duddondorf, Rodon- 
valli, Nienstedi, Purtin et Elesleba aliisque villis vel yillarum partibus, 
quas Sclavanicae familiae inhabitant ^). 

Są to miejscowości Frecklebcn, Schekstedt, Leimbach, Yaterrode, 



') In ea parte Germaniae, qaam Franci, qui dicuntur orientales, inhabitant 
locus est ex nomine ▼icini flaminis Yulda vocatas, sitns in saltu magno, qai modern o 
tempore ab incolis illarom regionum Bochonia appellator. Ob. Miracula sanctorum 
.in Faldenses ecclesias tranBlatorum. AucŁore Kadolfo (835 — 838) Mon. Ger. H. SS. XV 
»tr. 329. 

') Schannat: CorpuB traditionum Fuldensium Nr. 105. 

•) Tamie Nr. 353. 

*) Mon. Ger. Uist. Dipl. I. Otto 1 Nr. 160. 

') Schannat: Corpns trąd. Fałd. Nr. 588. 

3* 



bo "WOJCIBCII KĘTRZYŃSKI. 

Mansfeld, Thondorf i Eisloben położone między Halą a Kwedlinbur- 
giera. Nie zdołałem odszukać Arneri, Kerlingorod, Rodonvalli i Partin; 
Niensteti jest prawdopodobnie Neinstedt pod Kwedlinburgiem. 

W Traditiones et Antiąuitates Fnldenses wydanych r. 1844 przez 
Dronke'go znajdujemy następujące wiadomości: 

4, 115: Adahart comes tradidit s. Bonifatio tria loca Gremistorf, 
Hoehstete, Ernesteswiniden, cum familiis et omnibus appendiciis. Er- 
nesteswinden leży na prawym brzegu rzeki Iska niedaleko H5clistadt; 
czy Gremistorf zaliczyć także do słowiańskich osad, niewiadomo. 

4, 129. Ezzilo comes tradidit s. Bonifatio in loco Hohenstat, 
qui situs est iuxta ripam fluminis Eisga et iuxta Medebach, quicquid 
proprietatis habuit, maxime autem mancipia 30 ad censum annuatim 
solyendum. Ezzilo comes tradidit s. Bonifatio in eadem Slayorum 
region e vilias has: Tutenstete, Łonrestat, Wachenrode, Sampach et 
Stetebaeh simul cum inhabitantibus Slayis, qui singulis annis 
censum reddere debent Fuldensi monasteńo. 

Wyrażenie „in eadem Slayorum regione" wskazuje, że i Hohen- 
stat i Medebach do niej należą. Wymienione miejscowości leżą prze- 
ważnie nad rzeką Iską (Eisga« Aisch), dopływem Reganicy z lewej 
strony i nazywają się dziś: Hochstadt, Medbach, Guttenstatten. Lon> 
nerstadt, Wachenroth i Sampach nad rzeką Reiche Ebrach. 

4, 133. Nithard presbyter tradidit s. Bonifatio iuxta ripam fluminis 
Eisge... in yilla autem, quae dicitur Medebach, 11 mansi de Slayis 
censum singulis annis reddere debent s. Bonifatio, in altera autem 
yilla, quae Eberenesbrunno dicitur, 30 mansi sunt censum reddentes. 

8. 36. In Zucestete tradiderunt fideles 7, in Binichestorf 4, in 
Meisgetorf 7; in Sulzbach Sclayi dederunt 18, in Romstat 7, in Rot- 
dorf 7, in Thumifelt 7, in Engride 27, in Cale 9, in Nortfanere iugera 40. 

Sulzbach leży pod Weimarem niedaleko rzeki Hm. 

Najwięcej jednak wiadomości ciekawych zawiera rozdział 43-ci, 
którego napis jest następujący: 

Determinatis atque congestis Fuldensis huius monaeterii prediis, 
que yel traditionibus fidelium seu oblationibus yel concambiis collata 
sunt, nunc de reditibus eorum prediorum, que abbati et fratribus ser- 
yiunt, pertractemus. 

Z niego wyjmujemy następujące zapiski: 

1) In Radisdorfi) territoria II. In Falmaresdorf^) et Haselaho'); 
in his tribus terram exercere et arare debent XXini lidi pleni — 



') Kasdorf pod Hiinfeldem. — *) Folmareadorf podobno w Grabfeldsie. — *) Dziś' 
Kirchhasel na północ od Hiinfeldu. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 87 

lidi yero dimidii alii 24, quorum nnusąuisąae similiter in anno tribus 
horis 28 agros arat; tridaani; 20 Sclavorum unusąaisąue, 40 libe- 
ronim ąuisąue, 20 meldatorum qaisqne 13... 

In Engelmarestat ^) noyalia 4, lidi pleni 2, tridaani 7, S cl a vi 4, 
liberi 7, mola 1. 

2) In Sulaha^ lidi 2, tridaani 15, ąaorum 9 tres dies, alii autem 
-2 dies seryiunt et 10 denarios solyant; liberorum unasquisqae 5. 
Sclayoram qui8qae 28... 

4) In Sulaho terre agrorum 160, lidus 1, seryitorum 14.... ser- 
yientes Sclayi 35; yillicas 1 dimidium mansum et 1 Sclayum 
faabens . . . 

5) In Esgenebach ^) . . . et duo Sclayi cum suo debito. 

8) In Geysaha *) . . . Sclayi 55, ex qaibas 43 cum lino 12 libra- 
ram aut cum phałta reddunt... 

10) In Salzungen ^) . . . Sclayi 24 cum lino reddunt. Omnes yero 
Sclayi singuli gallinam unam et 10 oya debent. 

11) In Lupenzo **) . . . Sclayi yero 50 cum suo debito; insuper 
28 Sclayi kozzos reddunt et alii 55 Franci similiter reddunt. 

12) Ad Hagen')... Sclayi 120 singulas libras lini singulosque 
lodices duplices et unum modium ayene et unam gallinam... Ad hec 
predicti Sclayi primo anno decem porcos et 9 lodices, in secundo 
anno 10 lodices et 9 porcos et totidem arietes in mensę maio. 

13) In Sumerde^)... Sclayi 13, quorum anusquisque unam 
libram lini debet et duas phaltenas. 

15) In Bezzingen ^) . . . Sclayi 28, quorum quisque 1 lodicem 
dupliccm, exceptis 6, qui dant 12 lodices et lini ad 4 et dimidium 
pannum, 20 modios frumenti et 20 oyes et 20 arietes et bracium ad 
5 eereyisias. 

16) In Yargelaha ^**) . . . Sclayi 13 singulos lodices debent. Et 
septem ecciesie, cum duabus hubis singule ... Sclayi sunt 9, qui sin- 
gulos lodices duplices debent. 

17) In Sconerstete ^1) . . . Sclayi 13 singulos lodices debent. 

18) In Salzaha ^^) . . . Sclayi 13 singulos lodices cum lino debent. 

19) Sulaha*^) 1 territorium, 4 hubae: Sclayi 27, quorum 18 
plenam libram lini et 1 phaltam et 1 gallinam et 2 modios ayene et 



1) Niewiadomo gdzie. — ') Marksahl niedaleko Heringen. ~ *) Eschenbach nad 
«Sal^ frankońska. — *) Geisa niedaleko Httnfeldu. — *) Salaungen sad Werrą. — 
^ Lupnit/.^ Lipnica, niedaleko Eisenachn. — ^) Halna między Eisenachem a Gothą. — 
«) Sammerda nad Niestrndą (Unatrut). — ^ Prawdopodobnie Abłabeasingen miedz/ 
Wieprzem a Niestruda. — ^") Vargala nad Niestrudą. — *») SchOnftedt pod Langen- 
aalza. — ^'/ Langensalza? — *") Obacz przyp. 2. 



<5 



8 WOJGIBCH KĘTRZYŃSKI. 



qai Bupersunt 8, debent singuli tantum lini, ąuantum safficiat ad pan- 
nnm et dimidiam paltenam. Insnper 18 Sclavi, qm reddunt cum^ 
denario. 

21) In Westera^)... Sclavi 2 linum et ayenam, gallinam et ova. 

22) In Cruciburc *) . . . Sclavi 6 linum et łanam reddunt. 

23) In Gerstungen *) . . . Insuper 55 Sc la vi singulos porcos sin- 
gula8que phaltas et 3 gallinas cum oyis; ad hec 23 Sclavi singulo» 
porcos, insuper 95 Sc la vi, ex quibus 150 librę lini debentur singuleque' 
paltene. 

24) In Heringen *) . . . Sc la vi 50 unusquisque linum ad 2 panno^^ 
et unam victimam porcinam et 1 paltenam et avene ad 7 cervisie car- 
radas. Insuper 23 Sclavi singuli linum ad unum pannum et 4 mo- 
dios avene et dimidiam paltenam. 

26) In Stetifelt *) . . . Sclavi vero 7 linum reddunt. 

27) In Agecella^) Sclavi 37, quorum quisque ad duas camisiales 
linum dat et 1 paltenam et 5 modios avene... Beneficii sunt 24 hubę 
et una de Sclavis. 

29) . . . Steinbach ^ hubę 5, Sc la vi 33, coloni 9... 

33) In Łuterenbach ^) . . . Sc la vi 21 singuli linum ad 2 pannos. 

34) In Spanelo^)... Sclavi 76 singuli ad pannum linum et 27 
paltenas et avene ad 27 carradas cenrisie; adhec 10 linum et denarium 
reddunt. 

47) In Biberahaio) lidi 6, S cl a vi 36, servitores 37, tributarii 12, 
qui unam victimam solvunt. 

48) In Nuenburc ") lidi 16, servitores 50, 4 S cl a vi, tributarii 7, 
huba una, de qua ferri massa solvitur. 

49) In Weitaha**) lidi 6, servitores 20, S cl a vi 13. luniorea 
eorum 5, senritores 20, coloni 48, tributarii 7. 

50) In Bora»8) lidi 8, senritores 78, Saxones 18, Sclavi 75r 
coloni 30, tributarii 39. 

In Hamphestat 1*) senritores 20, S cl a vi 31. 

51) Ad Hunifelt ^5) . . . S cl a vi 35 cum suo debito solvunt libras 
totidem lini. 



^) Yesra pod Schleusingen. — ') Creuzbarg nad Werrą. — *) Oerstangen nad 
Werrą, niedaleko Eisenachu. — ^) Heringen nad Werrą na poładnie od Gerstungen. — 
'^') Stftdtefeld pod Eisenachem. — ^ Dzi6 ArzeU niedaleko Herafeldn. — ^ Niewiadomo 
gdzie. — ^ Lantersbach niedaleko od Gr. Luder. — ^ Dzi6 Spahl między Httnfeldem. 
a Geiz^ — ^^ Dziś Bibra między górną Werrą a Salą frankońską. — ^^) Neuęnberg^ 
pod Fuldą. — ^*) Weida na poładnie od Kaltennordheim. — ^') Rohr nad górną Werrą. — 
^*) Niewiadomo mi gdzie. — ^^) Htinfeld na północ od Fnldy. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENSM A ŁABĄ I T. D. 39 

57) In Nithartesbufien ^) . . . Sciayi 5 cum sao debito. 

58) In Goltbach *) et circamiacentdbus locis 2 territoria, 39 hubę 
singule singułas oves cum tńduano seryicio; Sciayi 5 cum suo de- 
bito, beneficia 7, hubę 11, coloni 4. 

59) In Richenbahc *) . . . 18 Sciayi... 

62) In Abbetesrode ^) . . . Sciayi 23 cum lino et ayena reddentes. 
Insuper sunt 6 hubę, quarum 5 siclos 10 et denarios 30 debent. Scia- 
yi 30, ex his ad 70 camiaialea debent. 

63) In Ugesberge ^) . . . Sciayi 9 singuli 1 libram lini et unam 
paltenam, unam gaUinam cum 5 oyis. Sunt alii Sciayi coloni singulos 
porcos, singułas oyes debentes, exceptis tribus, quorum quisque duos 
porcos et 2 oyes debent. Decem yiń singuli singułas situlas mellis de- 
bent et 28 denarios. 

69) In Ludera^)... Sciayi cum pleno beneficio 11, cum dimidio 
beneficio 4. 

70) In Engelmarestat '') liberorum 17 unusqui8que plenam yicti- 
mam dat, quod nos dicimus £riscinge 3; duo molendina persolyunt 
statutum censum. Quidam liberorum id est Sclayorum cum libra 
lini et una oye et uno panno solyunt, alii frumentum dant id est 3 
modios ayene, 1 modium siliginis et dimidium tritici. Triduani sunt 8, 
Sciayi 9. 

71) In Sulaha^) sunt coloni triduani 13, Sciayi 38 solyentes 
linum, ayenam, triticum, gallinas et oya et pannos. 

76) In Otricheshusen ^) Sciayi sunt 11, unusquisque persolyit 
siclos 2. Et sunt dimidie hubę 3 singulae, unciam 1; noyelli 4, quisque 
carratam frumenti et dimidiam. 

cap. 45. 

7) In Hagen ^^) summa porcorum de lidis 45 et 10 yictime. Prae- 
ter hunc numerum Sciayi 19 porcos et 20 yictimas. 

24) De Breitenbach ^^) . . . de Sclayis ibidem commorantibus 9 
libre lini et totidem modii ayene et paltene totidem solyuntur et insu- 
per 5 sieli pro hiemali operę mulierum redduntur. 

O wiele nmiej od Fuldy dostarcza nam wiadomości sąsiedni klasztor 
hersfeldzki. Według „Breyiarium s. Lulli" ^*) pochodzącego jeszcze z VIII 
wieku, posiadał Hersfeld następujące włości z ludnością słowiańską: 



^} Neidhartshaasen niedaleko Geiey. — *) Goldbach pod Oothą. — *) Beichen- 
bach niedaleko ^^alsangen. — *) Abterode niedaleko Sooden. — ') Ugesberg pod Fał- 
dą. — •) Gr. Liłder na lewym bnegu Fuldy, — ^ Niewiadomo gdzie. — *) Marksuhl 
niedaleko Heringen. — ") Utterahaaeen pod Fńialarem. — '^ Uaina międsy Eisena- 
chem a Gotfaą. — '*) Breidenbach pod Brttckenaa. — ^*) Wenck: HeBsische Lande§- 
^eschichte. Urkandenbach znm II Band Nr. XII. 



40 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

yillam, quae dieitur Biscofeshusun i) et sunt ibi hubę 30 et ma- 
nent Sola vi. 

In Mulnhusun '-) et Remmidi ») et Rudolfestatt *) hubę 7 et S c 1 a v i 
habitant. 

In Guntestatt^) et Dungede^) et Suabeshusun ^ hubas 12 et 
S cl a vi habitant ibi. 

In Rodestein®) hubę 14 et Sclavi manent ibi. 

In Weiminge^) hubę 30 et ibi Selavi manent. 

In Balgestat^^) hubę 3 de Sclavi8 manentibus. 

In Zalesdorfi^) hubę 4 de Sclavi8 manentibus. 

In Lizichesdorf^^) hubę 3 de Sclavi8 manentibus. 

In Rundunesdorf 18) hubę 2 de Sclavi8 manentibus. 

In Rimuchesdorf ^3) hubę 4 de Sclavi8 manentibus. 

In Unisa^^) hubę 3 Sclavis manentibus. 

Klasztorowi św. Gundberta w Ansbachu nadaje Konrad i*) r. 911: 
quicquid in loco Fihuriod nuncupato ad regiae serenitatis autoritatem 
pertinere videtur una cum caeteris Sclavienis oppidis illuc 
iuste conspicientibus. 

Mowa tutaj o miejscowości Viereth, położonej na lewym brzegu 
Menu w sąsiedztwie Heid i Dorfleins. Yiereth, widaó, byl stolicą oko- 
licy czysto słowiańskiej, skoro do niego jeszcze inne miasta słowiań- 
skie należały, choó na około niego niema dziś ani jednej nazwy sło- 
wiańskiej. 

Klasztorowi św. Piotra w Mons Petri nadał Dagobert III*^)... 
villas a Sclavis in eadem silva factas scilicet Tunecdorf ^*'), Tagebreeh- 
testete^^, Tutelstete ^^), Neuchenrod i^), Hochdorf*<>) et alias plures et 
aquam Greram. 

Zakonnicom w Kwedlinburgu nadał Otto 1*^) r. 937 „in loci 
marca, qui Smeon^*) dieitur,... XII familias Sełavorum cum territoriis 
quae ipsi possident. 

Klasztor korbejski^^) posiadał około roku 1120 we wsi Sertisle- 



*) Bischlinusen nad Werrji. — ') Milhlhausen pod Fritzlarem. — ^ Kemda uie- 
daleko Rudolstadtu. — *) Rudolstadt nad Salą. — *) Gunthersleben pod GothR ? — 
^ TUngeda pod Langensalza. — ^ Schwabhaasen pod Gothn. — ^ Rothenstein nad 
Sala. — ") Niewiadomo mi gdzie. — *°) Balgestftdt pod Naumbiirgiem. — ") Niewia- 
domo gdzie. — ^^ Lissdorf między Sttramerdą a Naambargiem. — ^') Niewiadomo 
gdzie. — ^*) Mon. 6er. Hist. Dipl. I, str. 1. — ^^) Mon. Ger. Hiat. Diplomatam im- 
perii Tomus I 1872, Nr. 83. — ^^) Tonndorf nad lima. — ^') Niewiadomo gdzie. — 
^^) Tottelstadt na północ od Erfarta. — ^^ Neuroda nad Gerc. — '°) Niewiadomo 
gdzie. — *') Mon. Ger. Hist. Dipl. reg. et imp. Otto I, Nr. 18. — ^^) Hchmon pod 
Qaerfurthem. — ") Waitz: Deutsche yerfassungsgeBchichte Y, 157. Meitzen II, 241. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RKKEM A ŁABĄ I T. D. 41 

ven pod Gbslarem włók „30 a latis Theutonicis. 12 a Tuiurdis (ma l^yć 
Smurdis) et 9 a SlayoBicis militibus^ zajętych. 

Roku 1123 Otto^), biskup halberstadzki , wydał rozporządzenie 
co do dziesięcin płacić się mających przez Słowian i Niemców w Unter 
Wiederstedt „de omni novali tam a Selavis quam a Saxonibus in ea- 
dem parochia deinceps exstirpando . . . Si autem in eadem parochia id 
eyenerit, quod Sclayi terram illam iam prius cułtam deserentes, sicut 
Warwize in villa Sciayonica contigit, ałiqua necessitate cogente, inde 
discesserint et Saxones ad eandem terram colendam subierint... 

Roku 1189 zatwierdza Dytryk*), biskup halberstadzki, posiadłości 
klasztoru kaltenbomskiego a między innemi „in Yamstede^) de uno 
litonis manso et de uno Slayi manso^. 

Biskup zaś Gardolf *) uwalnia klasztor powyższy od dziesięciny 
Słowiańskiej „decima a Sclavis de Deusen" t. j. dziś Deutschenthal 
pod Halą. 

Klasztor św. Piotra w Erfurcie posiadał wsie Bechstedt i Erm- 
stedt w pobliżu miasta położone; w pierwszej wsi zapisał im jakiś 
Sygfryd r. 1136 „3 mansos... pro quo praedio suscipiendo ad inco- 
lendum dederunt pro oblatione unum mensum haereditarii praedii 
iaeentes iuxta praedictam yillam quatuor Slayi de saepenominata 
yillula, hospites Ludoyici comitis" etc.*). Z drugą wsią klasztor miał 
spór r. 1227, przy której sposobności wspomina się o mieszkańcach 
słowiańskich „quod supra causa diu coram nobis yentilata ex parte 
yenerabilis domini Henrici abbatis et capituli s. Petri in Erfordia ex 
una et rusticos Slayos in Ermstete ex parte altera pro quadam decima 
iam dictae ecclesiae talis transactio coram nobis est habita^ etc. ^'). 

Że okolica erfurcka była przeważnie słowiańska, wynika także 
z Annales Reinhardsbrunnenses ^, gdzie autor pod r. 1190 opowiada 
cud, który się stał właśnie w Bechstedzie: Nemper in partibus Tliu- 
ringiae circa Erfordiam in yilla Bechstede, yirginem quandam egrotare 
contigit... przy czem daje takie objaśnienie: Est autem error fidei 
Slayice gentis, ut indubitanter asserant, hominem sue gentis aut generis 
in egritudine quavis laborantem periculum mortis non posse eyadere, 



*) Heinemann : Cod. dipl. Anhaltinus Nr. 194. 

*) Schmidt: Urknndenbueh dea Hochstiftea Halberstadt und seiner Bischole I, 
Nr. 327. 

^ Wamstedt pod Kwodlinburgiem. 

*) i^ch^lidt: Urkundenbuch etc. Nr. ^07. 

') Schanuat: Tindemiae literariae. Collectio II str. 2 — H. 

^ Schannat tamże str. 121 Nr. Xiy. 

'') Thiiriiigische GeBchichtsąuellen. Tom I: Annales Reinhard&brunnenses str. 65. 



42 WOJCIECH KĘTRZTli^SKI. 

si sacramentis ecclesiasticis id est unctionem et eucharistiam commu- 
nicare contigit. Unde et femina... przyj ąwszy komunią — periculum 
mortis eyasit 

Stąd wynika, że i owa chora dziewczyna była słowianką, jak 
cała okolica słowiańską. 

Kolegiacie northeńskiej nadał r. 1055 Lupold, arcybiskup mo- 
guncki ^), pomiędzy innemi ^in Dalewinethum decem mansos Slavonico& 
dimidios''. Dalewinethun dziś Thalwenden między Werrą a Łaginą na 
południe od Getyngi. 

Z rozprawy zaś profesora Dra Aleksandra Brtlcknera w Berlinie, 
uwieńczonej nagrodą przez towarzystwo im. Jabłonowskich w Lipsku 
^Die Slayischen Ansiedelungen in der Altmark und im Magdeburgi- 
schen" wyjmujemy następujące szczegóły, odnoszące się do sprawy 
w mowie będącej: 

Abbendorf pod Salzwedlem: incolae adhuc Sclayi erant. 1160. 

Ameburg w powiecie stendalskim: Die Wende to Ameborch. 1441. 

Barby pod Kalbem: decimam, quam Sciayani persolyere debent, 
ad Barbogi ciyitatem pertinentes. 

Baudisin niegdyś w powiecie osterburgskim: yilla Slayica 1208» 

Bergmoor, wieś przez ^owian zamieszkała 1160, pod Salzwedlem. 

Biere pod Kalbem: Slayicum Byere totum X scilicet mansos 1016. 

Buddenstadt: 1160 mieszkali tam Słowianie. 

W Brunświku: platea Slayorum 1268; yalya Slayorum 1254; 
tamże także Wendengraben, Wendenthurm i Wendenmtlhle. 

Buckau koło Wanzleben: 937 XII familias Sdayorum in Buchow. 

Burgstadt (nie istnieje już): Slayica yilla Burchstede 1208. 

Dolsleben pod Salzwedlem: yilla Slayicalis 1367. 

Donnstad pod Neuhaldensleben: Slayica Donstede 1311. 

EUenberg pod Salzwedlem; 1160 mieszkali tam Słowianie. 

Fahrendorf pod Salzwedlem; 1160 mieszkali tam Słowianie. 

Fermersleben pod Wanzleben: in Friedemaresleben in pago Nord- 
duringa LVI familias Sdayorum 939. 

Flechtingen pod Gardelegen: decimam in Wendeschen Vlech- 
tinge 1311. 

Frohse pod Kalbem: in Yraso familias Sclayonicas XV. 937. 

Germersleben pod Wanzleben: im Grimhereslebn XV familias 
Slayorum 937. 



^) Guddnus: Codez diplomaticaB ezhibens anecdota ab anno 881 ad 1300. GOt- 
tingen 1743. Nr. 12: Fundatio ecclesiae collegialis in NSrthen. 



o SŁOWIANACH MIEDZY KENICH A ŁABĄ I T. D. 43 

Gestien pod Osterburgiem: ecclesie in Amease proprietatem yille 
Slavicalia, que Gntzin yocatnr 1253. 

Giachan pod Salzwedłem: in Slayicali Gyschoye 1344 

GrabenaUldt pod Salzwedłem: wendiachen Grayenstede 1458. 

Honlege — niewiadomo gdzie — Słowianie 1245. 

ChUden pod Salzwedłem: in Slayicali yilla Chudene yocata 1282. 

Jeeze pod Salzwedłem: Slayi de Jezne 1313. 

Insel pod Stendalem: in Inaula yilla Slayica 1238. 

Ealbe nad Salą: In Uraso familiaa Sclayonicaa XV et totidem 
in Calyo 936; Sclayomm ad ciyitatem, que dicitur Calyo, pertinen- 
tiam 961. 

Earlbau pod Stendalem: Wenddorf za Colbau 1375. 

Kleyn pod Stendalem: in locia aclayonice Clenobie, tentonice Se- 
werowinkel noncupatia 983. 

Cnzeresdorp niegdyś podobno pod Salzwedłem: 1245 mieazkali 
tam Słowianie. 

Magdeburg: Scłayani ad urbem Magdeburg pertinentea 961. 

Meteme pod Leitzkau: 1173 mieszkali tam Słowianie. 

Modenborg, dziś nie istnieje już: 1235 mieazkali tam Powianie.. 

MOliringen — Morungen prope Stendal Slayitica yilla postea de- 
serta facta 1201. 

Mose na północ od Wolmirstadt: yilla Mose partim Sclayomm 
yomere subigebatur 1145. 

MtJilingen pod Ealbe: in yilla Mulinge Slayorum hubas VI. 1016^ 

Neuendorf pod Warpką w powiecie aalzwedelskim: medietaa Nien- 
dorpe yille Slayicalis 1304. 

Neulingen w powiecie osterburgakim: in yilla Neylingbe de campo 
Slayicali^ qui Stigreyelde in yolgari teutonico nuncupatur 1271. 

Noyden pod Arendaee, nie iatnieje już: Slayica yilla 1208. 

Paris w powiecie osterburgskim, dawniej Pariswendenmark. 

Peckensen pod Salzwedłem: 1160 mieszkali tam Słowianie. 

Ritze pod Salzwedłem: yilla Slayicalis Bicze 1367. 

Bothenfórde pod Osterburgiem, nie istnieje już: Slayica yilla 
Sodenyort 1238. 

Rustenbeck pod Salzwedłem: totam yillam Słayicalem Rusten- 
bekę 1350. 

Salbke pod Wanzleben: in loco Winediscunaałebizi in page Nort- 
uringun 1036. 

Schelldorf pod Stendalem: alayicalemgue yillam dictam Schel- 
dorp 1339. 



44 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Tillhorn — nie istnieje już: due ville Slavice inxta Osterborgh, 
una Yocatur Tilhorn et alia Rodenvort 1238. 

Wadekath pod Salzwedlem: 1160 mieszkali tu Słowianie. 

Winkelstaedt pod Salzwedlem: in villa Winkelstede duos Slavo8 
1319. 

Volgfelde pod Gardelegen: duos mansos in Folckfelde a temporibus 
Slavorum eeclesie in Luttera (Konigslutter) cum omni iure attinuisse 
1191. 

Vuiterihhesdorp niegdyś pod Magdeburgiem: in Yuiterihliesdorp 
(in page Nordduringa) XXIII familias Sclavorum 939. 

Zienau pod Gardelegen: slavicalem yillam Sinow iuxta Gardele- 
gen 1279. 

Według Meitzena II, 492 były wsiami pierwotnie słowiańskiemi 
pod Stendalem jeszcze Voltwich, Locece, Setoch; ostatnie dwie nazy- 
wają się także Lotsche i Saethen. 

Także Calbe pod Tangermtlndem miało 1375 jeszcze ludność sło- 
wiańską: ibi non snnt mansi, sed Slayi morantur ibi et nutńuntur de 
piscatione. 

Ale i poza granicami starej marchii i poza limesem Karolowym 
z r. 805 znachodzimy wsie słowiańskie w wielkiej ilości, pismo bowiem: 
Quae praedia Kaminatensia Juditha abbatissa deiecta distribuerit ^) 
(1146 — 1148) podaje następujący szczegół ciekawy: 

In curia Wichmannesburc (dziś Wichmannsbnrg na południe od 
Łuny «• LUneburg) dedit in beneficio 29 mansos et de indominicata 
terra 12 mansos cum 3 domibus et curtibus earum. Dedit insuper 20 
yillas Slayicas ad eandem curiam pertinentes. 

In Badenhusen et Sutherburg (dziś Suderburg niedaleko Ulzen) 
dedit ?5 mansos et de indominicata terra 8 mansos cum duabus do- 
mibus et curtibus earum et yillas Slayicas 13 et unam dimidiam. 

Ponieważ dziś naokoło Wichmannsburga i Suderburga niema ża- 
dnych nazw słowiańskich, owe ^yillae Slayicae" posiadały zapewne już 
wówczas nazwy niemieckie. 

Grtlnhagen, wieś ulicowa na prawym brzegu Ilmenau pod Bie- 
nenbtlttel nazywała się r. 1324 „olim yilla Slayica Boyteldorp *). 

Ktihstorf, Mahnburg i Hanlage pod Wittingen były roku 1235 
jeszcze pogańskie, a więc słowiańskie; również Trebel, Sienander, Tra- 
buhu, Lipe^). 



^) Epistolae Wilibaldi w Jaffe BiblioŁheca rerum Germanicarum. T. I: Mona- 
men ta Corbeiensia 1. 82. 

^ Aleitzeii II, ^82. ») Tamże Btr. ^83, 487. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 45 

O Słowianach, żyjących jeszcze w dwóch wioskach szwajcarskich, 
AlthUusem i Birri, około XII wieku podają następującą wiadomość 
t. zw. Acta Murensia^): „Althusem primitus silya fuit, sed extirpata 
est ab hominibus, qui yocantur Winda et sub Gotfrido preposito 
in curtem ordinata est, abi sunt Xliii diumales servientes et duo 
mansi, onus et dimidius in ipsa yilla et dimidius ad Gerute. Similiter 
et Birchi exculta ab ipsis hominibus et sub prefato preposito in curtem 
conposita est, ubi habentur XII diumales seryientes, sex in yilluła et 
8ex ad Ttirmulon et unus mansus^. 

Wsie pierwotnie słowiańskie różniły się swoją budową i kształtem 
od niemieckich; stawiano je bowiem w tamtych stronach na kształt 
podkowy, otwartej tylko z jednej strony; nazwaliśmy je rynkowemi; 
inne wsie słowiańskie stanowią prostą ulicę zabudowsmą z obu stron. 
Brfickner w swojej rozprawie powyżej przytoczonej, która i tutaj jest 
dla nas głównem źródłem, uwzględnia przeważnie tylko rynkowe; z nich 
wypisujemy tylko te, które mają nazwy czysto niemieckie lub bardzo 
zniemczone, tak że pochodzenie ich może być wątpliwem. 

Inną wskazówką znów pochodzenia słowiańskiego, pomimo nazw 
niemieckich, są nazwy polne słowiańskie; rozumie się bowiem samo 
przez się, że właściciel Niemiec nazywałby pola i role po niemiecku 
a nie po słowiańsku; dla starej Marchii i ziemi magdeburgskiej zesta- 
wił je również Brttckner. 

Budowy słowiańskiej były lub są do dziś dnia: 

Pod Salzwedlem: Andorf, Audorf, Bombeck, Bomsen, Dars- 
kan, Dulseberg, Ebersdorf, Eichhorst, Ferchau, Gerstttdt, Cheine, Hei- 
mingen, Hestftdt, Holzhausen, Jahrst^ldt, Immekath, Kleistau, Korten- 
beck, Marckau, Maxdorf, Mehmke, Mosentin, Neuendorf, Poppau, Red- 
digau, Bockentin, Sehieben. Tangeln, Hohen-Tramm, Sieden-Tramm, 
Winkelstadt, Wiersdorf, WistJldt. Vitzke, Wiewohl, Unglingen. 

Pod Osterburgiem: BOmenzien, Einwinkel, Gagel, Genzin, 
Giillensdorf, Hindenburg, Iden, Polkau, Rathsleben, Schrampe, Klein 
Wanzer, Zehren. 

Pod Gardelegen: Ackendorf, Brttchau, Dannefeld, Ettingen, 
Grayingen, Jeggau, Jesehel, Eusey, Latzke, Mannhausen, Miest, Potzfihne, 
Qnamebeck, Raxfórde, Sachau, Schwiesau, Trippleben, Wannefeld, 
Winkelstadt. 

Pod Stendalem: Baumgarten, Buchholz, Dahrenstiidt, Evers- 
dorf, Grassau, KOckte, Linddorf, Steinfeld. 

*) Quellen zitr Schweizur Geschichto Ul. Basel 1883. Mari: AcU fandationis 
str. 72, roKdz. 2Ł 



46 wojcnscH kętrzyński. 

Pod Neuhaldensleben: Bttlstringen, Parleib. 

Pod Wolmirstadtem: Lanken, Loitsche, Sandbeiendorf. 

Wsie, w których zachodzą nazwy pól słowiańskie: 

Pod Salzwedlem: Bombeck, Bonese, D()hre, Dahrendorf, Dar- 
nebeck, Darsekau, Dulseberg, Ebersdorf, Germenau, Gerstndt, Gladder- 
stadt, Gniningen, Hanum, Haselhorst, Heine, Henningen, Hestadt, Holz- 
hausen, Jeggeleben, Immekath, Kahrstfldt, Kleistan, Klotze, Kcmigstttdt, 
Kortenbeck, Liesten, Maxdorf, Mellin, Netgau, Peerz, Ptlggen, Riebau, 
Rockentin, Schmolau, Seeben, Steimcke, Tilsen, Tramm, Wallstawe, 
Winkelstttdt, Wiewohl, WtlUmersen, Zethlingen. 

Pod Osterbnrgiem: Dewitz, Ellingen, GoUensdorf, Kleinau, 
Priemern, Rathsleben, Sehemikau, Schrampe, Seehausen, Ziemendorf. 

Pod Gardelegen: Brlichau, Estadt, Faulenhorst, Jerchel, Klti- 
den, Lockstadt, Ltiffingen, Potzahne, Quarnebeck, Rozfi^rde, Zichtau. 

Pod Stendalem: Dahłen, Grassau, Kockte, Lindstadt, Sannę, 
Tornau. 

Pod Neuhaldensleben: Bulstringen, Satuelle. 

Pod K a 1 b e m : Forderstadt, Rosenburg, 

Pod Wollmirstftdtem: Lanken, Loitsche, Rogatz. 

W tak zwanej ziemi wendyjskiej ^) (Wendland) były również wsie 
rynkowe i ulicowe z nazwami niemieckiemi jak n. p. Kettelsdorf (972 
Caselendorf) i Wesse (Vuestide) pod Bevensen na lewym brzegu rzeki 
Ilmenau, Masendorf i Ripteich pod Oldenstadtem , Ostedt (Gustide) 
i Suhlendorf (Ziulendorf), Yolzendorf pod Wostrowem, Ltissen, Gr. 
JBreese, Lichtenberg pod Ltichowem, Laasche i Pevesdorf pod Garto- 
wem, Mahnburg pod Wittingen (1246 Modenberg), Suttorf, Schliekau 
(1289 Sliekowe), Molzen (1289 Multzau) pod Oldenstadtem, Clentze 
(1289 Poklenze), Kiefen (1289 Kieve), Bergen pod Clentze, Jeetzel pod 
Ltichowem, Trebel, Klennow, Tttschau, Saggrian i t. p. 2). 

W Diahren pod Ltichowem znachodzą się słowiańskie nazwy 
polne. 

W Niemczech południowych wsie rynkowe nie są tak częste jak 
na północy, co może stąd pochodzi, że ich dotąd nie zbadano dokładnie. 

Rynkowemi były n. p. Posseck pod Kronachem, pod Kruszynem 
(Creussen) Prebitz, iSeidwitz, Nairitz, a pod Pretsatem nad Nabą stepową 
Zodlitz, Dollnitz, Preisach i Riggau^). 

Według Seppa *) ma kształt podkowy wieś Ochsenfeld pod Eich- 
stadtem, oraz Konigsdorf pod Monachium. 



O Meitzen U, 481. — «) Meitzen II, 485. — ') Meitzon II, 412. — *) Sepp 
i. o. 8tr. 53. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 47 

Widzieliśmy więc. źe nie tj^lko nazwy słowiańskie wskazują lu- 
dność słowiańską, lecz że także nazwy niemieckie wcale nie są dowo- 
dem pierwotnego osiedlenia Niemców, bo ludność słowiańska w takich 
wsiach mieszkająca, kształt i budowa wsi, tudzież nazwy polne sło- 
wiańskie przekonywają, że przed powstaniem nazw niemieckich, 
t. j. przed okupacyą niemiecką nazwy były ieszcze słowiańskie, że 
wsz(;^dzie tam bujało życie słowiańskie. 

Nie ulega wątpliwości, że liczba nazw niemieckich, zakrywających 
dziś słowiańskie pochodzenie osad, kt<5re wyliczyliśmy powyżej, przed- 
stawia tylko mały procent, że o większej części miejscowości, które 
były słowiańskie, nie mamy dziś żadnych wiadomości. 

Jeżeli jeszcze uwzględnimy, że na kresach wschodnich wszystkie 
wsie słowiańskie leżą albo w dolinach urodzajnych, podczas gdy osady 
niemieckie zajmują mniej urodzajne wyżyny, to nie może ulegać wąt- 
pliwości, co zresztą i Meitzen przyznaje, że osady słowiańskie są starsze 
od niemieckich ^). 

Inaczej ma się rzecz z większą częścią osad nadreńskich lub nad- 
dnnajskich, które leżą w górach mało dostępnych; szczegół ten nie jest 
dowodem, jakoby owe osady były późniejsze od Niemców, lecz że tu 
schroniły się rozbitki ^owian, których ludoruchy, toczące się wzdłuż 
Dunaju i przez górny Ren, spłoszyły z siedzib pierwotnych. 

Ze zaś w tych stronach, a mianowicie w Alpach, przechowały się 
nie tak nazwy wsi słowiańskie, jak raczej nazwy rzek i gór, to do- 
wodzi, że tutaj mieszkali pierwotnie Powianie; nazwę wsi mógł zmienić 
swym rozkazem nowy właściciel, lecz nazwy rzek i gór utrzymały się 
dłużej i zniemczały tylko wraz z całą ludnością. 

Na podstawie dotychczasowych rezultatów twierdzić należy, że 
Powianie stanowili pierwotną ludność między Łabą, Salą, czeską gra- 
nicą a Renem, między Alpami a morzem północnem. 

g. Rzekomi Celtowie między Renem a Wizerą. 

Według teoryi uczonych niemieckich należałoby przypuścić, że 
kraje, położone między Renem a Wizerą i Menem, są kolebką narodu 
niemieckiego, że tu znajduje się ich praojczyzna, że przed nimi żaden 
Jnny naród tutaj nie siedział; tymczasem rzecz ma się zupełnie inaczej. 
Wykazał to najsławniejszy z germanistów niemieckich, Karol Mtlllen- 
lioff, którego dzieła są wyrocznią dla starszego i młodszego pokolenia 
niemieckiego. Uznając wielką wiedzę MtillenhoflFa, nie jestem pomimo 



*) Meitzen II, 404. 



48 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

teg) zwolennikiem jego teoryi, nie wierzę we wszystkie jego hipotezy, 
ale tara, gdzie twierdzi, źe coś nie jest niemieckie, bezwarunkowo pod- 
daję się jego powadze, bo najlepszy znawca języków germańskich wie- 
dzieć musi koniecznie, czy wyraz jakiś jest niemiecki lub obcy. 

Nie tylko między Łabą a Wizerą. ale także między ostatnią rzeką 
a Renem, znajduje MuUenhoff wiele nazw, uważanych przez siebie za 
celtyckie, na podstawie których widzi się zniewolonym przypuścić, że 
w owej krainie przed Niemcami mieszkali Celtowie. 
Tok jego wywodów jest następujący: 

Zanim Aryowist roku 72 przed Chrystusem przeszedłszy ze Swe- 
wami Ren, zawładnął pobrzeżem od Wormacyi do Bazylei, zamieszki- 
wali Galio wie cały lewy brzeg rzeki od Alp aż do morza; panowali 
także, zanim Markomanowie i ich towarzysze usadowili się na południe 
od lasu hercyńskiego, nad prawym brzegiem Renu aż do Menu, tudzież 
nad górnym Dunajem. Gallowie poznali niewątpliwie Ren prędzej od 
Germanów i nadali mu nazwę ^Rin", którą zatem Germanie od nich 
przejęli i). 

Jeżeli zatem Ren od Gallów otrzymał nazwisko, a Germanowie 
później od nich zjawili się nad tą rzeką, stąd wynika, że Gallowie 
przed Germanami wzi<jli w posiadanie nie tylko oba brzegi górnego 
Renu, lecz i dolnego, do którego Niemcy naprzód przybyli. 

Menapiów, którzy za Cezara mieszkali w Uamalande, należy uwa- 
żać za szczątki ostatnie zaludnienia celtyckiego z tej strony rzeki '). 

Celtycką nazwę ma także Men. tudzież, z wyjątkiem Sali fran- 
końskiej, dopływy jego Nidda i Tauber, Nida i Dubra u kosmografa 
z Rawenny^). 

Co się tyczy rzeki Lahn, Logna u kosmografa, po staroniemiecku 
Łiogana, Loganaha, to nazwa ta nie da się przyczepić do żadnego wy- 
razu niemieckiego, niestety także do żadnego celtyckiego. W ziemi 
nadłogańskiej zachodzą jeszcze rzeki jak Aar (Arda), Iser, Elbę i Ems 
(Emisa, Amisa, Amisia). Źródła uzdrawiające nad dolną Łoganą nazy- 
wają się 880 Aumenza, 959 Guminci*). 

Sieg pozwala wprawdzie na tłumaczenie niemieckie, ale formy 
dawne „Siginna, Sigana, Sigona, Sigunna^ są niemiecką przeróbką na- 
zwy „Sequana^ *). 

Wipper czyli Wupper uchodzi u MtlUenhoffa za wyraz niemiecki ^); 
pomimo to jednak tak się wyraża: Bardzo podejrzaną jest nazwa Wipper,. 
którą trzy razy spotykamy w Altthtiringen, jako nazwę dopływu Sali, 

1) Mtillenhoflf U, 218. — *) MUllenhoff 11, 219. — «) MiillenhoflF II, 220. — 
*) Mttllenhoff U, 220—221. — *) MttUenhoff II, 221—222. — ") Mailenhoff II, 222. 



o SŁOWIANACH HnSjDZT RBNEM A ŁABĄ I T. D. 49 

Uiestrudy i Gery. Wipper jest także dopływem Renu. Lecz gdzie znajdzie 
się u Celtów nazwa podobna, z którąby Wipper porównać można? 
Cytaty Furstemsuina nie sięgają dosyć daleko wstecz, aby rozstrzygnąć, 
czy Wipper ntracił na czele „h". Jonsson jednak i Haldorsen poświad- 
czają formę podwójną „hvipp" i „vipp" i tak może Wippra brzmieć 
po łacinie „Yibria, Vibra", co oznaczałoby rzekę „skaczącą'^ ^). 

Rohr, w VIII wieku Rura lub Rurinna, nie pochodzi ani od 
„hror"=»agilis „hrorjan^^^rtihren ani od „raus, ror"=arundo. Nazwa 
zdaje się być celtycką, skoro tak się nazywa i dopływ Mozy <). 

Rzeka Embscher, w wieku X Embiscara, również ma nazwisko 
celtyckie. 

Rzeka Lippe nazywa się u starożytnych autorów Lupia; wyraz 
to obcy i niezrozumiały dla Niemców'); formę „Lippa", powszechną 
od Viii wieku począwszy, znalazł kosmograf z Rawenny już na swojej 
mapie pochodzącej z końca V wieku. Dopływem rzeki Lippe, Elison, 
nad którym leżał niegdyś gród Aliso, znany z wojen rzymskich, jest 
prawdopodobnie rzeka Olme, bo przy jej ujściu leży miejscowość Elsen. 

Drugim doj^ywem Lippe jest Pader, dawniej Pathra, pod Pader- 
bomem, wyraz nie niemiecki już dla „p" początkowego. Podrebeki 
czyli Patherbeki, dziś Porbek nad Rurą, zdaje się zawierać ten sam 
pierwiastek *). 

Rzeka Ase pod Hammem, w XV wieku Arsene lub Orsene, rów- 
nież nie posiada nazwy niemieckiej ^). 

Uwagi swoje zamyka MllUenhoff zdaniem następującem ^: jeżeli 
Main, Lahn, Sieg, Ruhr, Embscher, Lippe nie są nazwami niemieckiemi, 
lecz pierwotnie celtyckiemi, to Celtowie musieli przed Germanami mie- 
szkać po prawym brzegu Renu, gdzie ich siedziby sięgały przynajmniej 
do miejsc, kędy rozchodzą się dopływy Renu i Wizery; a uwzględniając 
dalszą nomenklaturę dochodzi do wnioskuj, że góry harceńskie, tu- 
ryngskie i wzgórza na dalszym wschodzie położone, stanowiły niegdyś 
ową puszczę, która dzieliła Celtów i Germanów tak, że tylko na rów- 
ninach więcej ku północy położonych, stykać się mogli. 

Czy wszystkie powyżej przytoczone nazwy są celtyckie, jak Mtll- 
lenhoff twierdzi, o tem należy wątpić; co do niektórych przynajmniej 
z wszelką stanowczością da się udowodnić, że nie są ani niemieckie 
ani celtyckie, lecz słowiańskie i to nie na podstawie etymologii, która 



*) MtUlenhoff II, 214—215. — *) Mttllenhoff n, 222. — *) Mttllenhoff H, 223— 
224. — *) Mllllenhoff U, 226. — ») Mtillenhoff II, 226. — «) MtUlenhoff H, 226-227. — 
*) MHUenhoff U, 236. 

BMpnwj Wjdi. hlat-fllos. T. ZŁ. 4e 



50 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

jest gruntem bardzo zwodiiiczyin, lecz na tej podstawie, że większa 
częjó ich znachodzi się także na ziemiach czysto słowiańskich. 

Ben jest według MtiUenhoffa nazwą celtycką; jeżeli jednak Bar- 
thold: Geschichte Pommerns I, 267 nie myli się twierdząc, że „dem 
Nibelungen Worms gegenliber ergiesst sich von Colmach (Golm) liber 
die Bergstrasse kommend, an Weinheim yortiberziehend eine Weschnitz 
in den Bhein, mUndet unterhalb Kehl eine Renitz und fliesst eine Sir- 
nitz im gepriesenen allemannischen Baden^, jeżeli Kyńsk na ziemi 
chełmińskiej zwał się kiedyś z niemiecka „Renitz^, to Ben musi być 
wyrazem sło\nańskim, albowiem Benitz jest jego zdrobniałą formą lub 
przeróbką. 

Nazwy miejscowe przytoczone na str. 219 przez MtiUenhoffa jak 
Bhinbach pod Bemterode nad Wieprzem niedaleko Worbis, rzeka Bhein 
pod Bitterfeldem. Bhin pod Fehrbellinem i Bhinow, dopływ Hawoli. 
leżą wszystkie w obrębie dawnej Słowiańszczyzny i mogą być uważane 
tylko za słowiańskie; ale i na ziemi polskiej spotykamy niemało nazw 
pochodzących od owego pierwiastku, n. p. Byń, folwark w nieszaw- 
skiem, Bynie, rzeczki w radzymińskiem i wileńskiem, Bynowo w mław- 
skiem, Byńsk w ziemi chełmińskiej i Beńsko po4 Szmiglem w wiel- 
kiom księstwie poznańskiem. 

Men ma prawdopodobnie celtycką nazwę; Czesi nazywają go 
Mohan czyli pierwotnie Mogan, z którym to wyrazem stoi w ścisłym 
związku Moguntia, znana już Bzymianom. Nazwa czeska dowodzi, że 
ulubione na zachodzie końcówki „an, ana^, jak Began, Kochana (Ko- 
cher), Łogana itp. są pierwotnie słowiańskie. Z dopływów Menu mają 
słowiańskie nazwy Dobra (Dubra, Tauber) i Nida; nazwy te są dość 
pospolite w Polsce; potok Dobra wpada do Gniłej Lipy, Nida pod Kor- 
czynem do Wisły, druga zaś pod Troszynem w powiecie gębińskim; 
Nida alias Grnida jest dopływem Neru, a Nida czarna dopływem Nidy 
małopolskiej. Nidą nazywano także Działdówkę mającą swoje źródło 
w Prusiech. 

Wyrazu Logana nie umiem objaśnić; przypomina go jednak wieś 
Łaganów; rzeka Iser powtarza się w Czechach, gdzie uchodzi do Łaby; 
po czesku nazywa się lizera. Elbę jest niewątpliwie to samo nazwisko 
co Łaba wielka, a z toku naszej rozprawy wynika, że Elbę jest prze- 
róbką Łaby, a nie odwrotnie. Ems, Emisa, Amisa, Amisia może być 
także wyrazem słowiańskim. Przypuśćmy, że „a" początkowe jest tylko 
przy dawką ułatwiającą wymowę jak n. p. w Krainie z słowieńskiego 
„Beżise" powstało niemieckie „Arschische" i), w takim razie Misia, 



^) Ortsrepertorium des Herzogthums Krain str. 55. 



o SŁOWIASACB MIĘDZY BENEM A ŁABĄ I T. D. 51 

Misa odpowiadałaby zupełnie nazwie rzeki Mieś, po czeska Mźe^ 
t. j. Mża. 

Aumenza 880, Ouminzi 959, odpowiada słowiańskiej nazwie 
^Umnica". 

Bzeka Sieg, Sigina, Sigana, Sigona, Sigunna; formy Sigana, Si- 
gona przypominają śląską miejscowość Żegan. 

Rzekę Wipper, która uchodzi do Renn na północ od Kolonii 
i trzy razy powtarza się jeszcze w krajach nadłabskich, znajdujemy 
także w Pomeranii, gdzie pod Rtlgenwalde wpada do morza bałtyckiego; 
po polsku nazywa się do dziś dnia Wieprzem^). 

Wieprz jest także dopływem Wisły z prawej strony. Stąd wynika, 
że Wippery nadreński i nadłabskie powinny się nazywać po słowiań- 
ska Vepf, Wieprz. 

Buhr, Rura lub Rurinna pomimo wyglądu niemieckiego nie jest 
jednak wyrazem ani niemieckim ani celtyckim, lecz czysto słowiańskim. 
Poświadcza to jak najwyraźniej pochodząca z drugiej połowy XIII lub 
a początku XIV wieku „Fundatio monasterii Waldsassensis" ') w ra- 
tyspońskiej dyecezyi, gdzie w pierwszym rozdziale czytamy: „Quidam 
torrens est in partibus Westfalie, qui yulgariter Rura australis seu 
Slayica nuncupatur... Sciendum, quod idem iuxta quoddam oppidum, 
Pispergium nomine, in Beni alyeum deriyatur^. 

Zwrócić należy uwagę na to, że „australis^ używa się tu w zna- 
czeniu „wschodni^ jako przymiotnik od „Austri, Austrasia^; była bo- 
wiem jeszcze druga Rura, na zachód od Renu wpadająca do Mozy. 

Rzeka Lippe, u Rzymian Lupia, później Lippa, Lippe ma nazwę 
słowiańską; jest to bowiem Lipa, która to nazwa często spotyka się w zie- 
miach polskich. Słownik geograficzny wylicza dwa potoki górskie tejże 
nazwy. Ldpa gniła czyli przemyślańska i Lipa złota uchodzą do Dnie- 
stru; inna Lipa znów wpada do Soży, lewego dopływu Dniepru. I Pregel 
pruski nazywał się kiedyś Lipą lub Lipką. 

Oiekawą jest rzeczą, że i rzeka, która przechodząc około Lipska 
uchodzi do Halsztrowa (Elster), nazywała się Luppa'), jak nadreńska 
Lipa u Rzymian; że Luppa jest Lipą, dowodzi już okoliczność, że Lipsk 
od niej otrzymał swą nazwę. Stąd można wnieść, że Luppnitz, Lupenza, 
wieś, która należała do posiadłości klasztoru fuldejskiego, nazywała się 
niegdyś też Lipnica. 



*) Słownik geograficzny. — Ramułt Stefan: Statystyka ludności kaszubskiej. Ob. 
mapę na końca tego dzieła. 

') Mon. Qer. Hist. SS. XV. str. 1089. 
*) Meitzen II, 2U. 

4* 



52 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Dopływ Lipy Elison, nad którym leżało rzymskie Aliso, brzmiał 
po słowiańska zapewne Olesno. 

Innym dopływem Lipy jest Pader, dawniej Pathra, co wyprowa- 
dzić należy od „patra, patry = flepie zajęcze. Paderborn jest krynicą 
Patrową czyli Fatrową. Ten sam pierwiastek znaj daje Mullenhoff także 
z nazwie Porbeck, dawniej Podrebeki lub Potherbecki, miejscowości 
położonej nad Rurą. Mnie się zdaje, że Podrebeki niczem innem nie 
jest jak Podrybaki. 

Że zaś okolica nadrurska jeszcze w czasach historycznych była 
słowiańska, dowodzi Arab Qazwini, żyjący w Xni wieku, który w swem 
dziele ;,Athar al-bilad^ tak się wyraża: Waterburuna (Paderborn) jest 
grodem mocnym w ziemi słowiańskiej, niedaleko grodu Schuschit. Schu- 
schit t. j. Soest, w wiekach średnich Susatium, jest według Qazwiniego, 
„również grodem w kraju Słowian. Tamże istnieje źródło słone, choć 
w tamtej okolicy niema wcale soli. Gdy ludzie potrzebują soli, to czerpią 
wodę ze źródła, wlewają ją do kotła stojącego na piecu kamiennym; 
gdy pod nim podniecają silny ogień, zgęstnieje woda i mętnieje. Skoro 
zaś ostygnie, jest to biała, twarda sól. W ten sposób przyspasabiają 
sól we wszystkich krajach słowiańskich^. 

Wykazawszy zatem, że nie tylko część nazw rzecznych jest po- 
chodzenia słowiańskiego, ale że jeszcze w Xin wieku między Rurą 
a Lipą znajdowała się ludność słowiańska, skoro Paderborn i Soest 
leżały w ziemi słowiańskiej, tudzież że do dziś dnia przetrwały nie- 
które miejscowości mające nazwy zakończone na „itz^, lub Winden, 
Wenden itp^ możemy śmiało, śmielej nawet od MuUenhoffa twierdzić, 
że cała kraina, położona między Renem a Wizerą, była kiedyś zalu- 
dniona przez Słowian i to, zanim Niemcy przybyli. 

Jeżeli tak było, jak wykazaliśmy, jeżeli Słowianie mieszkali przed 
Niemcami w krajach położonych między Renem a Łabą, Salą i czeską 
granicą, pomiędzy Alpami a morzem północnem, to musieli koniecznie 
już wówczas zajmować wszystkie te siedziby, w których dziś jeszcze 
mieszkają lub w których do niedawna przebywali, t. j. wszystkie kraj& 
na wschód od Łaby aż do granic wschodnich szczepu ruskiego; twier- 
dzenie zatem, jakoby Słowianie dopiero w VI wieku lub za czasów 
najazdu Atylowego przybyli do środkowej Europy, należy uważać po 
prostu za pomysł niedorzeczny. 

Skoro zaś Słowianie tam wszędzie siedzieli, gdzie według twier- 
dzeń niemieckich były pierwotne siedziby niemieckich Germanów, to 



*) Georg Jacob: Ein arabiacher Borichtentatter aas dem X Jahrhnndert Wy- 
danie m, Btr. 47 i 46. 



o 8Ł0WTANAGH lOĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 53 

wynika stąd z całą siłą logiki, że była chwila, gdzie Niemców wogóle 
nie było w środkowej Europie. 

h. Słowianie znani byli Rzymianom pod nazwą Swewów ^) 

i Wencdów. 

W dzisiejszych czasach, kiedy uczeni podejmują umyślnie dalekie 
podróże, aby wyjaśnić ciemne kwestye etnograficzne i etnologiczne, nieraz 
dużo czasu upłynie, zanim nauczą się dokładnie odróżniać w głębokiej 
Afryce lub Brazylii jedne narody od drugich. W dalekiej przeszłości 
za czasów rzymskich i greckich podróże takie były rzadkie, bo po- 
dróżników, jak Herodota, nęciła kultura odmienna Egiptu i państw 
azyatyckich, a tylko Pytheas, o którym nie wiele wiemy, dotarł do 
krajów północnych, przedtem prawie wcale nieznanych. Powiadam, że 
kraje północne były prawie nieznane, lecz tylko ludziom nauki Kupcy, 
posuwając się głęboko w nieznane kraje, posiadają bardzo dokładne 
wiadomości, ale te są ich tajemnicą, którą z obawy konkurenc]^ rzadko 
komu objawili, i tylko głuche wieści o takich podróżach i o tern, co tam 
widziano, rozchodzą się. 

W wyższym stopniu przyczyniają się do rozjaśnienia ciemnych 
stosunków narodów, przedtem mało znanych, wojny, a wojny prowa- 
d2dli Bzymianie liczne, od Cezara począwszy, nad Benem i nad Du- 
najem. 

Ody Bzymianie pierwszy raz spotkali się z Germanami, Cezar 
swoje wiadomości o nich zbierał wśród Celtów w Gallii; od nich do- 
wiedział się, że za Benem jest kraj zwany przez nich Germanią. Po- 
mimo tego, że pierwsze wiadomości o Germanach podaje mąż takiej miary 
jak Cezar, jeszcze dużo czasu upłynęło, zanim Grecy i Bzymianie zdali 
sobie należytą sprawę z tego, że Niemcy i Gallowie nie są tym samym 
narodem. 

Słusznie powiada pod tym względem MtlUenhoff I, 484: Aż do 
Posidoniusza, który pisał o Cymbrach i Teutonach, Grecy nic nie wie- 
dzą o Germanach, bo Pytheas i Timaeus mówią tylko o Celtach czyli 
Galatach i Scytach mieszkających w Europie północno-zachodniej 
i p<^ocnej. A gdzie brakowało ściślejszej wiadomości i głębszego 
poznania rzeczy, było rzeczą naturalną, że zupełnie dowolnie wyobrażali 



*) W dawniejszych wydaniach autorów rzymskich przeważa forma Sueri, w no- 
wssjeh niemieckich Baebi; nie nmiem powiedzieć, czy ostatnia forma znajduje uzasa- 
dnienie w rękopisach lub czy ona nie jest tylko poprawką tekstu wydawców niemio- 
ekich, chcj|cych ów wyraz przybliżyć do Szwabii niemieckiej i Szwabów. 



54 wojdacH KąrRZYftsKt. 

sobie przestrzenie zajęte przez owe narody i geograficzne tychże sto- 
sunki. Sądzono jednak powszechnie, że późniejszych (Bermanów nale- 
żało uważać za Celtów. 

Na innem miejsca II, 179 ten sam uczony tak się wyraża: Je- 
szcze t)yodor pisze, że Cezar, rzuciwszy most przez Ren, przeprowadził 
wojsko swoje na drugi brzeg i pokonał tou; TC2pxv x«'toixo'jvtxc Fa^iTac 
i zarazem twierdzi, że Rzymianie wszystkie narody z tej i ż tamtej 
strony Renu mieszkające, 9uXX;^^^i]v jednam mianem nazywają GiilUmi. 
I znając już nazwę Germanów, uważano ich pomimo tego za poboczne 
plemię celtyckie (II, 189). 

Razem z G^ttnananii musieli Rzymianie pozhad i Słowian, skoro 
pierwotnie mieszkali aż do Renii. Ale poznawszy jednych i drugich 
ani Cezar ani Tacyt nie utnieli dokłfeidnie jednych od drugich odróżnić 
i to dlatego^ że nikt nie badał szczegółowo ich języków, jak to dziS 
się dzieje, aby na tej podstawie wyrobić sobie sąd wytrawny. Ale jakże 
dziwić się pisarzom starożytnym, jeżeli i dziń uczeni tej miary co Zeuss 
i MttUenhoff^), czysto słowiańskie nazwy biorą mylnie za celtyckie, 
choć słowniki i mapy szczegółowe łnogłyby ich pouczyć, że się mylą. 

U Mullenhoffa zachodzi jeszcze pewne uprzedzenie do Słowian 
i pewna zarozumiałość co do własnego narodu, które nie pozwalają mu 
sądzić spokcjnie i logicznie. 

Kie dziwnego zatem, że choć niby Słowian szukisi, znaleść ich 
żadną miarą nie może; dochodzi bowiem do rezultatu, że Wenedome 
tylko są Słowianami, że ich siedziby są praojczyzhą Słowian. Według 
niego tam tylko o nich mowa il starożjrtnych autorów, gdzie G^lrma- 
nowie ich nazywają Wendami lub gdzie sami siebie albo drudzy na- 
zywają ich SI a vi'). Ze zaś nikt o „Slavi" nie mówi, stąd wypro- 
wadza wniosek, że tylko Wenedowie Tacytowi i Ptolemeuszowi są Sło- 
wianami. 

Zapomina jednak MuUenhoff, że Słowianie z początku nie mieli 
własnego miana wspólnego, również jak i Germanowie, że tylko obce, 
tylko sąsiednie narody nazywają ich Yenedi lub SIavi; ostatnie na- 
zwisko dopiero później stało się wspólnem mianem dla wszystkich, bo 
z początku każdy naród słowiański miał z pewnością odrębną nazw^ 
dla siebie. 

Jak Francuzi od Alamanów nazywają Niemców „AUemands^, 
tak Celtowie nazywali swoich zareńskich sąsiadów Słowianami dla tego, 
że w ich najbliższem sąsiedztwie mieszkało plemię zowiące się Słowia- 
nami, a kraj swój Sławią; jest to dzisiejsza Szwabia nad górnym 



') MUlIeohoff II, 208-236. ') MUUe&hoff II, 00. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENRM A ŁABĄ I T. D. 55 

Dunajem. Nazwisko to powtarza się często na ziemi słowiańskiej; roz- 
różniamy obecnie jeszcze Słowieńców i Słowaków; książęta pomorscy 
nazywali się „duces Slaviae^; jest to tak zwanii ^Slayia minor, que 
a finibus Saxonie proteńditur, lacualis siye stagnalis^. Ten sam autor 
Średniowieczny zna jeszcze inną Sławią „maior yidelicet, qae babet 
Dahnaciam, Syrmiam, Croaciam et continet multas regiones^ ^). 

Jest zatem pewna nielogiczność w żądaniu Mttllenhoffa, aby tam 
tylko uzhaó Słowian, gdzie Niemcy icb nazywają Wendami lub gdzie 
saitli siebie liib inni ich zowią Slayi; bo i Grerman zat)ytatiy przez 
Cezara nie mówiłby ani , że jest Germanem , bo to przezwisko celty- 
ckie, ani że jest „ein Deutscber^, bo nazwa ta powstała dopiero o ty- 
siąc lat jpóiniej. 

Jeżeli zatem Mullenhoff szukał Słowian i znaleśó nie może, bo 
ziialazł tylko za Wisłą Wenedów, to dla t^go, że ich znaleśó nie chciał, 
bo wie bardzo dobrze, że wyrazu „Slayi'* żadną miarą napotkać nie 
może, skoro połączonych liter „sl" ani Grek ani Rzymianin nie mógł 
wymawiać*); trudności sprawiały te litery i Niemcom, dla tego mówi 
się dziś jeszcze „Sklave", „Schlawe" (miasto Sławno), „Weichsel" 
(Wissel) ^ Wisła łtp. 

Te same trudności nasunęły się prawdopodobnie także Celtom, 
z ust których Bzytnianie otrzymali pierwsze wiadomości o Słowianach; 
nie wiemy niestety, jak oni wymawiali słowiańskie „ł^ i czy nie oni 
już zamienili je na „u" czyli „v" jak i dziś „ł" przeobraża się nieraz 
w „w" w obrębie nawet słowiańskich języków. Nazwę „Suiivi, Suevi, 
Suebi" przejęli więc zapewne Rzymianie od Celtów, choć nie jest wy- 
kluczonem, że do prp:ekształcenia wyrazu „Słowianin" w „Sucwis** 
przyczynili się jedni i drudzy. 

I w dzisiejszych czasach wyraz „Słowianin" w ruźnych językach 
wymawia się w różny sposób; tak n. p. Francuz mówił pierwotnie 
^Esclave"3), dodał zatem dwie litery, Włoch zaś „Schiayonc, Schiayi"; 
tu zachodzi to samo zjawisko, co w wyrazie „Suevi"; w jednym wy- 
padku „ł** zamieniło się na „u" czyli „v", a w drugim na „i"; pomimo 
to nikt nie twierdzi, aby „Schiayone" było czemś innem od wyrazu 
„Słowianin". 

Że „Sueyus" i „Słowianin" oznaczają, jeden i ten sam naród, 
wynika także z tej okoliczności, że Swcwowie Cezarowi mieszkają 
jeszcze wszędzie nad Eenem aż do morza północnego, to jest w tych 
okolicach, na które wskazują pozostałe po nich ślady, uwidocznione 



*) Mon. Pol. Hist VI, 687-588. ») MUllenhoff II, 208. 

*) Tak pisze już Fredegarius „£sclavi*' obok „^Sclayi". 



56 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

na mapach załączonych. Swewowie zaś Tacytowi zajmują tę część 
Europy, którą Słowianie posiadali jeszcze za czasów historycznych. 

Że tak jest, a nie inaczej, to czuł już Jakób Grimm, który 
w swojej „O^schichte der deutschen Sprache^ I, 322 tak się wyraża: 
„Sueyen und Slayen scheinen ganz dasselbe Wort... Der Name Suebi 
scheint allerdings slayisch und bedeutet, wie wir oben sahen „freie^. 
Wpadlibyśmy jednak w tę samą wadę jednostronności, co uczeni 
niemieccy, którzy twierdzą, że wszyscy Swewowie są Germanami, gdy- 
byśmy to, co u Cezara i Tacyta ma pdne jeszcze znaczenie, przenieśli 
także na późniejsze czasy, utrzymując, że wszystkie narody swewskie 
bez wyjątku są słowiańskie. 

Tak n. p. Slawia naddunajska, od której cały szczep słowiański 
otrzymał swą nazwę, przeniosła swe miano w formie celtyckiej jako 
„Sueyi, Suayi^ na Alamanów, którzy tam się usadowili. Dziś nazywają 
ich zwykle Szwabami^). 

Wiedząc, że „Sueyus" i „Slayus" jest w gruncie rzeczy jedno 
i to samo, nie zawsze umiano w późniejszych czasach odróżnić jednych 
od drugich i dla tego nie należy się dziwić, gdy w notce do Gotfredi 
Yiterbiensis speculum regum *) (1183) czytamy: „Istis temporibus Gothi 
regnum Francie invaserunt et Romam expugnayerunt, urbem despoliar 
rerunt et Sclayi Hispaniam expugnayerunt". A Chronicon Yedasti- 
num^) z końca XI wieku tak się wyraża: „Alanos, quos dicunt Sclayos". 
Pierwszy raz pojawia się forma Sclayus, później powszechnie uży- 
Ayana, w początku VI wieku w wierszu Martini Dumiensis episcopi*): 
Inmanes yariasque pio sub foedere Christi 
Adsciscis gentes: Alamannus, Saxo, Toringus, 
Pannonius, Bugus, Sclayus, Nara, Sarmata, Datus, 
Ostrogotus, Francus, Burgundio, Dacus, Alanus 
Te duce nosse Deum gaudent; tua signa Sueyus 
Admirans didicit etc. 
gdzie Sueyus już przybrał inne znaczenie. 

Pod innem jeszcze mianem znali Słowian Rzymianie. Narody są* 
siednie, mianowicie skandynawskie i, jak się zdaje, także niektóre 
plemiona południowe nazywały Słowian Winniles, Winuli, Venedi, 



') Gens Suavorum id est Alamannorum. Mon. Ger. HIsŁ. SS. XXIII str. 681. 
») Mon. Ger. Hi«t SS. XXII atr. 85. 
») Mon. Ger. Hist. bS. XXIII, 680. 

*) Mon. Ger. Hist. Auctorum antiąnisBimorum T. yi. Aviti ep. yiennensis opera. 
Appendix. XXII. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY BENEM A ŁABĄ I T. D. 57 

Veneti, Wenden, Winden, Vandali^), Gaandali, Guinidi itp. Tacyt tą 
nazwą obejmuje Słowian wschodnich czyli ruskich. 

Nie ulega wątpliwości, że Yeneti nadadryatyccy, najbliżsi sąsiedzi 
Eraińców (Camów) również byli Słowianami, choć może wcześnie wy- 
narodowionymi. Że i szwajcarscy Słowianie znani byli pod nazwą Ve- 
netów, Wenedów, choć już nie jako naród samodzielny, o tem świadczy 
wiadomość Pomponiusza Meli, piszącego około r. 40 po Chrystusie, 
który III, 2 podaje: „Rhenus ab Alpibus decidens prope a capite duos 
lacus efficit, Yenetum et Acronium^, oraz okoliczność, że niedaleko 
niego istniiJa osada zwana z celtycka „Yindonissa^, za wieków śre- 
dnich „Windisch^, dziś zaś „KOnigsfelden^. Przymiotnik „Yenetus" 
nie może oznaczać tutaj jakiegoś narodu ilirskiego lub celtyckiego, 
lecz odnosi się do Słowian na około jeziora kostnickiego mieszkają- 
cych, czego dowodem wielka liczba nazw słowiańskich, otaczających 
owo jezioro. 

O Wenetach nadalpejskich słyszeli Bzymianie zapewne od Ligur- 
czyków lub Recyan. 

Znali zatem Bzymianie świat słowiański, choć niekoniecznie z bli- 
ska; gdy dotarli do okolic przez nich zamieszkałych, znaleźli tam jako 
narody panujące albo Celtów, jak na południe od Dunaju, albo G«r- 
manów-Niemców, jak za Renem. O dalszych narodach słowiańskich 
słyszeli przeważnie z ust niemieckich, celtyckich, dackich, ilirskich, 
sarmackich itp., w małej cząstce od samych Słowian. A że nie wszyst- 
kie narody dziś jeszcze istnieją, od których Rzymianie i Grecy otrzy- 
mali swe wiadomości, dla tego też niektóre nazwy są dotąd niewy- 
jaśnione, będąc zagadką dla uczonych badaczy. 

Naród czeski nazywał się u Rzymian Bojami; jest to nazwa nie- 
wątpliwie słowiańska, nadana im zapewne od sąsiednich Słowian nad- 
reńskich i nadmeńskich. Niemcy przejąwszy od nich to nazwisko, na- 
zwali kraj czeski „Boiohaemum^ t. j. Bojenheim czyli dziś Buhmen; 
u Ptolemeusza już Bx£(xoi '). Istnieli wprawdzie takie celtyccy Bejowie 
których z niepojętych przyczyn dziś ciągle mieszają z tamtymi, choć 
jak to później jeszcze zobaczymy, mieszkali w innej zupełnie okolicy ') 
i to na południe od Dunaju. Że starożytni autorowie brali jednych za 



^) Guandali dicantnr Sclayi in Latino, in lingua vero Theotonica Tocantur Gui- 
nidi. Adam bremeński mówi „Wandali** i „WinaU**. 

') Według Mftllenboffa mają Bai;xot obejmować ws^z/stkie narody germańskie 
mieszkające »a Morawą. 

*) lUyricam et Pannonia ab oriente flamine Drlno, ab occidente desertis, in 
qaibii8 babitant Boi et Carni, a septentrione fluniiue Danabio — finiantur. Ob. 
MaUenboffa n, str. 267. 



58 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

drugich, ta okolicżtibńó nie może tmiewitmió dzisiaj szych uczonych, 
gdy ten sam błąd ciągie ^owtai^ają. 

Markomańów należy uważać za Iforawian. Kzeka Morawa nazy- 
wała się u starożytnych Marus i Margus. Nazwa ^Marns^ t. j. „Mar 
lub Mara^ ma się do Morawy tak, jak Sala do Solawy — Bolawą tia<> 
zywali Salę Polacy; — Mar i Salę należy uważać za formy pierwotne, 
Moi^awę i Solawę za pochodne. Margus jest niewątpliwie fo^mą celtycką, 
a Matcotn&ni nazn^ą celtycką a nie niemiecką, bo o nich słyszał pier- 
wszy Cezar z ust Gallów, gdy Aryowist gotował się do walki z Rzy- 
mianami ^). Matcomani Aryowista nie pochodzą z nad Renu, jak zwykle 
przypuszczają, lecz z Moraw. Jest to rzecz wcale nie dziwna^ skoro 
także cteltyccy Bojowie z pod Norei brali udział w wyprawie Helwe*- 
tów *) przeciw Gallom i Rzymianom. Zresztą Aryowist w tamtych stro- 
nach nie był nieznany, skoro jedna z jego żon była Słowianką, a drugd 
pochodziła z Noryki ^). Jeszcze w wiekach órednich nazywają Morawian 
„Margi" jak n. p. Annales Xantenses^). 

Morawianie zatem odgrywają w dziejach pierwotnych Czech rolę 
pierwszorzędną, któfa kończy się dopiero z rozbiciem państwa moraw- 
skiego przez Węgrów; wtedy przechodzi przewaga stanowczo na 
Czechów. 

Kwadowie są dzisiejszymi Słowakami; kto ich tak nazwał, czy 
Gallowie lub Sarmaci, niewiadomo. 

Za Czechami i Słowakami siedział ku p<^ocy wielki naród, który 
się dzielił na kilka plemion, nazywany przez starożytnych „Lygii^ 
albo też „Lugi^, jak u Ptolemeusza, gdzie w rękopisach zachodzi je- 
szcze lekcya „Longi^; Strabo pisze mylnie „Luii^ zamiast „Lugi^; na 
Tabula Peutingeriana stoi „Lupiones^ zamiast „Lugiones^, a u Zosima 
nazywają się oni „Logiones" *). 

Jak wiadomo, Ptolemeusz miał dla swojej Germanii dwa źródła, 
które wypisuje, nie spostrzegając się, że jedno i drugie zawiera tę samą 
wiadomość z nazwami jednak nieco zmienionemi. Z tego powodu 
umieścił on ten sam naród na innem miejscu pod nazwą „Lingae^ 
(Lincae); niektóre rękopisy atoli czytają „Silingae"; u nich bowiem 
poprzedza ten wyraz czasownik czasu teraźniejszego w trzeciej osobie 
liczby nmogiej kończący się na „si" — oikoOct Atyyai^) — co mogło 
łatwo dać powód do pomyłki. 

^) Caesar: De bello Gallico I, 51. 

*) Caesar 1. c. I, 5. 

') Caesar 1. c. 53. 

*) Mon. Ger. Hist. SS. II. 

'^) Kętrzyński: Die Lygier, str. 119 i n. *) Kętrzyński: Die Łygier, str. 52. 



o SŁOWIANACH MIĘB2T RKNBlt A ŁABA I T. D. 59 

Zródłosłowem wszystkich form są wyrazy ^łąg^ łi^g, ^^S^j będące 
odmianami jednego pierwiastku, oznaczające mieszkańców po łęgacłi 
czyli ługach. 

Nazwa z przytępioną samogłoską nosową była, widać) powszechnie 
rozpowszechniona na zachodzie, ale ie Słowiańszczyzna zachodnia za- 
gin^a, nie zostawiwszy po sobie żadnych pomników językowych, więc 
trudno orzec, na jakiej to się działo podstawie i według jakiej zasady. 

Forma ptolemeuszowa „Lingae^ jest podstawową tej nazwy, któirą 
do dzió dnia sąsiedzi północni, wschodni i południowi nazywają Polaków. 

Litwini dotąd jeszcze używają nazwy „Lankas, Lenkas lub Lyn- 
kas^. Madziarowie, przybywszy do swoich siedzib dzisiejszych, słyszeli 
B ust ujarzmionych przez siebie Słowian, że sąsiedzi północni nazywają 
się Lechami (Lęgami) i stąd utworzyli obecną nazwę „Leng-iel^ (ezytaj 
Lendziel). Jeszcze w Xni wieku miano to było znane na południu 
Europy, jak to poświadcza Tomasz, arcliidyakon spolettiński , który 
w swojej Hist. Sal. c. 7 tak się wyraża: „yenerunt de partibus Polo- 
liiae, qui Lingones appellantur^ ^). 

Tego samego pochodzenia jest wyraz „Lach^, którym darzą nas 
Rusini, bo w dawniejszych rękopisach zawiera jeszcze samogłoskę no- 
sową i pisze się AAXk. 

Odmienna hipoteza Nehringa i Małeckiego, opierająca się na serb- 
skim wyrazie „Ledzianin'', nie może być uważaną za szcz(;^śliwe roz- 
wiązanie kwestyi; Serbowie albowiem nie będący bezpośrednimi sąsia- 
dami Lachów, nie mogli też posiadać własnego nazwiska dla potężnego 
narodu północnego, lecz przejęli je od Węgrów nie według pierwotnej, 
lecz według późniejszej wymowy tego wyrazu. 

Nadmienić jeszcze należy, że niektórzy uczeni odnosz!^ nazwę 
^Lugii, Lygii^ itp. do dzisiejszych Łużyczan. Nie przecząc bynajmniej, 
ie pierwiastkiem wyrazu „Łużyczanin^ jest ^ług", utrzymujemy jednak, 
że przypuszczenie powyższe nie jest historycznie wcale uzasadnione. 

Lygowie czyli Lingowie byli według świadectwa Tacyta i innych 
autorów wielkim narodem. Tacyt sam wylicza pięć plemion jego; 
były to tylko najpotężniejsze, yalentissimae; istniały jednak jeszcze inne 
mniejsze, jak tego dowodzi świadectwo Ptolemeusza, który ich dwa 
jeszcze wymienia. 

Łużyczanie zaś byli tylko małą cząstką serbskiego narodu, roz- 
siadłego niegdyś od rzeki Bóbr począwszy aż poza Salę i Łabę. Łuży- 
czanie byli mieszkańcami żupy łużyckiej, obejmującej dzisiejsze Łu- 



') Scliwandtner : Script. rer. Hangar. III, b^l. BielowKki: Mon. Pol. hist. I, 
•tr. 839. 



60 WOJCISCH K^RZYli^KI. 

życe dolne. Dopiero za czasów niemieckicli rozszerza się ta nazwa na 
sąsiednie kraje i żupy, które razem stanowiły t. z w. marcłdę łużycką. 

Pierwszą wzmiankę o źapie łużyckiej podaje geograf bawarski, 
który jej przypisuje „30 civitates"; przedtem w dziejach mowa tylko 
o Serbach, Sorbach. Z drugiej strony wynika z Ptolemeusza, że Lu- 
gowie przebywali między Odrą i Wisłą, Łużyczanie zaś mieszkają 
między Odrą a Łabą, tak że i położenie geograficzne się sprzeciwia 
takiemu przypuszczeniu. 

Na zachód od Ługów czyli Lingów mieszkają ku Łabie Semnones 
t. j. Zemene czyli Ziemianie, o których Tacyt bardzo ciekawe przy* 
tacza szczegóły; za Łabą i Salą zaś Hermunduri i Naristi, o których 
później jeszcze będzie mowa. 

Właściwe Pomorze było uczonym starożytnym prawie wcale nieznane. 

W Pannonii naddunajskiej znachodzimy niewątpliwie siedziby 
Chrobatów, dręczonych nieustannie najazdami najróżniejszych narodów. 
W Pannonii doszczętnie wyginęli, przechowali się jednak za Drawą 
i Sawą jako Chorwaci i Serbowie. O Pannończykach wyraża się Mttl- 
lenhoff IV, 102 w ten sposób: Pannończycy wraz z Kamami (Gami), 
co się tyczy ich narodowości, należą zapewne do szczepu albańskiego, 
którego jedynie prawdziwymi potomkami są według Zeussa dzisiejsi 
Albańczycy. Czy tamtych jednak bezwarunkowo do nich zaliczyć wy- 
pada, jest dla mnie rzeczą wątpliwą, nazwy miejscowe bowiem noszą 
po części charakter słowiański (slawisches Geprftge). 

I Noricum należy uważać za słowiańskie, czyli raczej za słowień- 
skie, choć bardzo wcześnie już celtyccy Bejowie opanowali Noreję, 
stolicę kraju. Ze zaś imię Słowieńcówjuż w pierwszym wieku po 
Chrystusie było znane Bzymianom, tego dowodzi kolonia rzymska 
„Flavium Solvense", która leżała pod Lipnicą (Leibnitz) ^) między rze- 
kami Mur i Łosznica. „Solvense" jest przymiotnikiem, wyróżniającym 
owo Flayium od innych, ale jako takie nie daje żadnego sensu, gdyż 
zrozumieć nie można, od czego jest przymiotnikiem, bo łączność z cza- 
sownikiem „solyere" jest wj-kluczona. Jeżeli jednak uwzględnimy, że 
Bzymianie nie umieli wymówić „sl", to łatwo pojmiemy, że „Solvense'* 
stoi zamiast „Sloyense'' i „Flayium Solyense^ nie oznacza nic innego, 
jak „Flayium" słowieńskie, Flayium leżące na ziemi słowieńskiej. W po- 
dobny sposób obchodzą się czasem i Niemcy z „sl^ w nazwach polskich, 
bo mówili zamiast „Słoszewo" „Czolschau" i „Schalschow", „Zolse" 
obok Schloszewo *). 



') Plinias in, 27. 

') Kętrzyński: „O ludności polskiej w Prasach niegdyś kneyiackich^ str. 86. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENBM A ŁABĄ I T. D. 61 

Cami^) byli, jak powszechnie sądzą, Celtami; później zajęli ich 
kraj Rzymianie, potem Gotowie, a po Gotach mieli dopiero przyj śó 
Powianie, którzy się nazywają „Kranjcami", a ziemię swoją „Kranjsko". 

Dziwną okoliczność, że pierwszy celtycki a ostatni słowiański 
naród noszą jednakowe nazwisko — Carni « Kamjcy ze zwyczajnem 
przestawieniem „r^ — tłumaczą tern, że Słowianie je przejęli od owych 
Celtów w spnściinie. Niedorzeczne to przypuszczenie! Gdyby tamtejsi 
Słowianie mieli inne nazwisko, a sąsiedzi tylko ich tak nazywali, to 
takie przypuszczenie byłoby jeszcze zrozumiałe. Ale tamtejsi Słowianie 
sami się tak nazywają, a więc musieli przybywszy po Gotach do kraju 
wygasłych Kamów, a nie mając chyba własnego imienia, wyznaczyć 
komisyę, aby zbadać przeszłe dzieje owej krainy, a dowiedziawszy się, 
że nie tylko Gotowie i Rzymianie tam mieszkali, lecz i celtyccy Kar- 
nowie, upodobać sobie to miano i przyjąć je jako własne! Takie tłu- 
maczenie jest bajką, której nikt na seryo brać nie może. Nazwisko 
„Kranjcy, Kranjsko" wywodzi się od wyrazu „kraj", który tutaj ma 
znaczenie pogranicza. Słowiańskie zatem nazwisko przekształcili Rzy- 
mianie na „Carni", bo tak im było mówić wygodniej, a rzymscy „Carni" 
a dzisiejsi Kranjcy, a po naszemu Kraińczycy, są i byli jednym i tym 
samym narodem. 

Że i Recya, po części przynajmniej, zaludniona była przez Sło- 
wian, to wskazują „lacus Yenetus" i Yindelici, którzy byli Wendami 
mieszkającymi nad rzeką Licus czyli Lech. 



i. Nazwy miejscowe słowiańskie znane jui Rzymianom. 

Zwracano już nieraz uwagę tych, którzy twierdzą, że Słowianie 
od dawien dawna mieszkali w obecnych swych siedzibach, na to, że 
prawie niema nic nazwisk miejscowych słowiańskich, któreby znane 
były Rzymianom. Uwaga ta pod pewnym względem jest słuszna; ale 
ci, co ten zarzut podnoszą, zapominają, że w czasie, kiedy źródła płyną 
już obficiej, te właśnie kraje słowiańskie, które Rzymianie znali sto- 
sunkowo najlepiej, były zajęte albo przez Germanów albo przez Celtów 
albo po ujarzmieniu jednych i drugich zdobyte przez Rzymian i za- 
siane ich koloniami. Szczep celtycki miał upodobanie w życiu miej- 
skiem, dla tego też miasta mają przeważnie nazwy celtyckie lub rzym- 
skie, a o osady i wsie, w których przebyivał żywid! słowiański, mało 



*) Mailenhoff II, 263. Felix Dahn : Urgeechichte I, 13. III, 11. Zensi : Die Den- 
tsehen a. ihre Nachbant&mme str. 171, 24A. 



62 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

kto dbał. Pomimo tego nie brak zupełnie śladów i miast i gór i rzek 
z czasów rzymskich, z których tu niektóre wyliczamy. 

W okolicach nadreńskich: 

Rhe^us = Ren ^). 

Gesonium por. Jesiony, wieś, Jasion, Jasień itp. 

Bacenus, por. Bacna pod Tralą w Krainie*). 

Lupia później Lippe = Lipa. 

Itida. 

Alisa (dziś Elz) = Olsza. 

Ąlisontia (Alsenze, Elesenze, Elsenze) = Olesznica. 

Arula == Orla, po niemiecku Aar, co jest prostym przekładem 
słowiańskiego wyrazu. 

Constantia (tak u kosmografa z Bawenny, Costenze, Chostanze, 
Costentz, Costintz, Gostnitz, Costenz) = Kostnica. 

Brigantium (Bregenz) = Bregnica czyli po polsku Brzeźnica. 

W okolicach naddunajskich: 

Danuyius, Danubius = Dunaj, pierwotnie Dunaw, jak Dunajec 
w dokumentach „Dunayilł" *). 

Zwykle twierdzą, że Danuyius jest nazwą celtycką; od Celtów 
mieli ją przejąó germańscy Swewowie, którzy zamienili ją na ^Do- 
navia". 

Nazwa ta, powiada MtlUenhoff II, 364— 365, musiała wcześnie 
już przybyć do Germanów wschodnich. Gotowie, twierdzi on, znali ją 
już, gdy jeszcze siedzieli nad Bałtykiem i dolną Wisłą; wyruszywszy 
stąd ku Czarnemu morzu i Dunajowi, nadali ową nazwę i dolnemu 
Dunajowi. Ze tak uczynili, wynika stąd, że Słowianie, następcy Gotów 
w tamtych stronach, bez wątpienia swoje „Dunaw, Dunaj'' od nich 
pożyczyli i o grecką nazwę „Istros" wcale nie dbali. Gotowie mu- 
sieli być pośrednikami pomiędzy Rzymianami a Słowianami. Przeciw 
pochodzeniu słowiańskiemu Dunaju oświadczył się słusznie już Mi- 
klosich. 

Dziwna w tym ustępie logika; przypuściwszy nawet, że wszystko 
tak się ma, jak to Mtillenhoff przedstawiał 

Gotowie mieszkają nad Bałtykiem i dolną Wisłą, Słowianie we- 
dług niego nad górną Wisłą. Mieszkali zatem o wiele bliżej tych Swe- 
wów-Niemców, którzy według MtiUenhoffa rzekę sobie znaną nazywali 
pDonayia^. Ponieważ ta nazwa nie była żadnym sekretem, żadną 



*) Ob. 8tr. 50. 

') OrŁsroportoriiim des Herzogthums Krain sir. 39. 

'} Cod. Dlpl. TjDecensiB str. 2. 



o SŁOWIANACH MUjDZY RENKM A ŁABĄ I T. D. 63 

tajemnicą objawioną tylko wybranym ludom, logika każe przyjąć za 
pewne, że Słowianie nad górną Wisłą mogli prędzej o nazwie Donaju 
dowiedzieć się aniżeli bardziej oddaleni Gotowie. Słowianie zatem nie 
potrzebowali wcale pośrednictwa Gotów, choćby siedziby ich były ta- 
kie, jakie im Mullenhoff przypisuje 

Nie potrzeba byio także pomocy Gotów, aby dolny Dunaj nazy- 
wał się Dunajem a nie Istrcm ; Grecy przyjęli nazwę Istros od swoich 
sąsiadów północnych, od Traków i Bessów albo Getów. Rzymianie 
utrzymali pierwsi nazwę Dunaju z ust Celtów w formie „Danuyius^. 
Rozszerzając swoje panowanie dalej na wschód, zanieśli tam i nazwę 
Dunaju, która, że aż do ujścia tej rzeki po obu jej brzegach mieszkali 
przeważnie albo Słowianie albo Celtowie, musiała wejść w ogólue uży- 
wanie i z literatury greckiej nawet wyrugować tracki Istros. 

Ze Miklosich oświadczył się przeciw słowiańskiemu pocho4zeniu 
nazwy Dunav, Dunaj, nie jest żadnym dowodem za twierdzeniem Mtil- 
lenhoffa, bo on, jak i inni Slawiści, stał na tem samem stanowisku co 
Mullenhoff; przyjąwszy za dogmat hypotez;^ germanistów o nadmier- 
ijepi niegdyś rozsiedleniu się Niemców w środkowej Europie, piusiał 
tak twierdzić, bo inaczej nie mógł. Nie zastanawiał się jednak i^ad tem, 
że Dunaj na ziemi słowiańskiej jest bardzo pospolitem zjawiskiem, bo 
w samej Polsce powtarza się kilkanaście razy; n. p. Dunaj, osada 
w powiecie sieradzkim; D unaj lub Donaj, osada w powiecie łęczyckim; 
Dunaj, wieś w powiecie ostrolt^ckim; Dunaj czyli Ludzianka, do- 
pływ Bzury; Dunaj, strumień, dopływ rzeki Norupie; Dunaj, ulica 
warszawska; Dunaj czy ce, dobra w powiecie słuckim; Dunajczyk, 
rzeka w powiecie lidzkim; Dunaje, folwark w powiecie wilejsldm; 
Dunajec, dopływ Wisły (Dunajec biały i Dunajec czarny); Duna- 
jec suchy, strumyk wpadający do rzeki Kaniówki; Dunajecki za- 
mek, po węgiersku Nadeczvar; Dunajek, wieś w powiecie gołdap- 
skim; Dunajek, wieś w powiecie oleckowskim w Prusach wschodnich; 
Dunaj ki, wieś w powiecie kościerskim; Dunaj ki, wieś w powiecie 
brodnickim w Prusach zachodnich; Dunajów nad złotą Lipą; Du- 
naj owce ^), miasteczko w powiecie uszyckim; dalej w Krainie: Du- 
naj, wieś pod Selcami (Selzach). oraz Dunaj pod Kerskiem *). 

Przykłady te pouczają, że Dunaj, Dunaw, jest szczerze słowiań- 
skim wyrazem, który Celtowie przejąwszy od Słowian, przystosowali 
do swojej mowy, zamieniając go na „Danuyius" przez przestawienie 
dwóch samogłosek. 



^) Ob. Słownik ^geograficzny, którym tataj głównie się posiłkujemy. 
') Ortarepertorinm des Heraoglbame Krain. 



64 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Gantium, Guntia (dziś Gtinzburg) = Gońce albo Gonice; por. 
Gończe, gospoda wiejska nad Eapańką, albo Gonice, dobra w powiecie 
wrzesińskim; Goniće, w Krainie. 

Virdo, dopływ rzeki Licus czyli Lech = Brda; por. Brda, po nie- 
miecku Brahe, która uchodzi do Wisły; Berdo pod EoTorem i Berdo 
pod Ihanem na Krainie. 

W Noricum i Kamii: 

Turum = Tur; tego nazwiska jest kilka wsi i jezior w Polsce. 

Lentia = Łyniec; tejże nazwy wieś w ziemi chełmińskiej. 

Cucullae = Eukuły, por. Kukała czyli Kukułka; Kukuł, szczyt 
w Karpatach; Kukuły, wieś nad Kamionką. 

Surontium, por. Zorence pod Butorajem na Krainie. 

Sabatinca, por. Sabatyn-ówka, Sobocin, wsie w Polsce. 

Saloca = Załuki, Zaloka; por. wieś Załuki w Polsce, Zaloka pod 
Sent-Bupertem na Krainie. 

Yirunum, por. Berun, Brno. 

Pultoyia = Pułtowa; por. Pułtawa, Pułtowce. 

Teumia = Tuma; jest kilka wsi i rzek tegoż nazwiska w Polsce; 
turniami nazywają się najwyższe wierzchołki gór karpackich i ta- 
trzańskich. 

Santicum por. Sątki na Mazowszu. 

Lontium = Łącze, Łęcze, na Krainie Luce, od „łąka''. 

Dravus = Drawa, por. Drawę = Dragę w Pomeranii. 

Sayus = Sawa; tejże nazwy dwie wsie i jeden strumyk w Polsce. 

Strabo VII, 5, 3 mówi: 'OpLotoK Xi xal ix TefYe(rroiv x(0[jl7jc Kap- 
vixijc uicep^^n; brA Sta rffi ''Oxpac dc tXoc Aouyeoy xaXo6juvov, t. j. z Trsta 
prowadzi droga przez górę Okrę (czy Okra czasem nie to samo co 
góra?) do pewnego iT^oc zwanego, naturalnie przez mieszkańców — Xou- 
yeoy. Ponieważ i\oc^) t. j. Sumpf, Niederung, Aue, wo Erlen und der- 
gleichen wachsen u. Heerden weiden = ług*) t. j. Sumpf i łąg t. j. 
sumpfiges Wiesenland, więc nie ulega wątpliwości, że w Kamii mó- 
wiono po słowiańsku. 

Między limesem rzymskim a czeską granicą: 

Deyona por. Dziewan-ów. 

Bergium = Brzeg. 

Menosgada, może Menogasda lub Nemogasda = Namegast, miej- 
scowość zaginiona, należąca niegdyś do klasztoru michelfeldzkiego. 



^) Papę: Griechisch-dentiche* HandwOrterbach. 
*) Słownik Lindego: Ing i t^g. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 65 

Brodentia = Brodnica, dziś albo Fllrth = Bród nad czeską gra- 
nicą albo raczej miasto Furth nad Beganicą. 

Silva Grabreta, stanowiąca część granicy czeskiej od zachodu, ma 
nazwisko swoje zapewne od wyrazu „garb" — t. j. garbata. Nazwa ta 
doszła Rzymian, jak się zdaje, za pośrednictwem Celtów. 

W środkowej Germanii: 

Sala, źe to słowiańskie nazwisko, wykazaliśmy powyżej na pod- 
stawie źródeł niemieckich. 

Mesuion, należy czytać Mesnion t. j. Miśnia, Meissen nad Łabą. 

Mugilones mają swą nazwę od Mogilna (u Thietmara Mogilina, 
dziś MUggeln). 

W Czechach: 

Marabudum = Marowody. 

Philecia por. Pilica. 

W kraju Ługów czyli Lechów (Lachów): 

Stragona por. Strzegom w sandomierskiem. 

Viritium, por. Wierzyce, wieś w gnieźnieńskiem, Wierzyca, rzeka 
w Prusach zachodnich. 

Scurgum, prawdopodobnie Skurgiew, w Prusach zachodnich. 

Calisia, dziś Kalisz. 

Eburum por. Jawor. 

Vistula, Yistla, Viscla, Bisola = Wisła. 

Sinus Codanus, w którym leżała i Skandynawia (Mela III, 6), 
miał się znajdować nad ujściem Łaby — super Albim Codanus ingens 
sinus (Mela III, 3). Pomieszał tu Mela Łabę z Wisłą, bo skoro Łaba 
uchodzi do morza północnego, nie może być mowy, jakoby tam leżała 
Skandynawia. Nazwa Codanus zaś odpowiada zupełnie, jak to już nie- 
którzy inni zauważyli, wyrazowi „Gdan", w średniowiecznej łacinie 
„Gedanum". Miasto Gdańsk zaś jest miejscowością położoną nad Gda- 
nem, jak, widać, nazywano niegdyś u nas morze bałtyckie. Że zaś 
miejscowości, których nazwa kończy się na „sk i ck", przybrały swe 
miano od wód, nad któremi leżały, tego dowodzą między innemi Lipsk, 
Szląsk, Busk itp., pod któremi płyną rzeki Lipa, Szlęza, Buziec itp. 

W Pannonii: 

Scarabantia, Scarbantia (cf. MtiUenhoffa mapa II) = Skarbnica. 

Sabaria por. Zabara, Zabary, kilkanaście wsi tegoż nazwiska 
w Polsce. 

Arrabo = Baba lub Bawa. 

Sala. 

Siscia, dziś Szyszek. 

Seryicium, Serbitium = Serbice. 

Rozprawy Wyda. hlst-flloz. T. XL. 5 



66 WOJCIECH KĘTRZY^^SKI. 

Bregetio = Bregeć, po polsku Brzeziec, miejscowość tej nazwy 
pod Komarnem. 

Salinum por. Salin, wyspa na Dubissie. 

Peiso, Pelso, po starosł. pleso = jezioro ^). 

Sinnium = Śrem. 

Pathissus, Parthiscus = Potiśe; Tisia, Titza = Tisa lub Cisa. 

Bustricius, rzeka = Bystrzyca. 

W dalszych stronach 2): 

Dierna, Tierna, statio Tsiernensis, Zernensium colonia = Cema, 
osada niegdyś nad rzeką Ćerną pod Orsową. 

Bersobis, Bersovia = Berza nad Brzawą, dopływem rzeki Temes ^). 



II. 
Hipotezy uczonych niemieckich o 6erni<anii i o Germanach. 

a. Charakterystyka Miillenhoffa. 

Wykazaliśmy, zdaje nam się, dowodami przekonywającymi, źe 
Słowianie od najdawniejszych czasów nie tylko mieszkali w swych sie- 
dzibach dzisiejszych, lecz źe pierwotnie zajmowali także kraje nadreń- 
skie aż do granic celtyckich, źe zatem była chwila, gdzie Niemców 
wcale nie było w środkowej Europie. 

Odwrotnie nauka niemiecka twierdzi, jak z powyższych wywo- 
dów wynika, mylnie, źe między Wisłą a Renem z początku mieszkali 
sami tylko Niemcy, podczas gdy Słowianie czyli Wenedowie mieli sie- 
dzieć na wschód od górnej Wisły w dzisiejszej Galicyi. 

Zapatrywanie to z gruntu mylne nie cieszyło się jeszcze w pier- 
wszej połowie tego wieku powszechnem uznaniem, gdyż jedni*), opie- 
rając się na śladach pozostałych po Słowianach, przyznali im szerokie 
siedziby przynajmniej aż do Wizery, podczas gdy inni^), zapatrzeni 
w Tacyta Germanię, brali wszystko, co w niej się mieści, za czystej 
krwi niemieckie narody. Od czasu jednak, kiedy wystąpili germaniści: 
Grimm, Zeuss i Mtillenhoff, którzy na wszystkie rzekome miana ger- 



*) Ob. MttUenhoff H, 378. 

«) MttUenhoflf U, 378. 

') Nazwj powyżej przytoczone zebrałem z Spmnera AtlasD hutoryoznego. 

*) Do tego grona należy z pomiędzy Niemców Schl5zer, Spittler, Anton, Sell, 
Bies ter, Wersebe, Schulze, Popp, Schwab, Laabe, Łedebur, MULler, Kalina y. Jftthen- 
stelo, Stenzel, Jacobi, Landaa, Yirchow itp. 

^) N. p. Thunmann, Barth, Menzel, Łuden, Pfister, Yoigt, Hering itd. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY KENEM A ŁABĄ I T. D. 67 

mańskie — Grimm czyni tylko o tyle wyjątek, że mu się ciągle na- 
suwają etymologie słowiańskie — mają w pogotowiu zawsze jakieś 
tłumaczenie niemieckie, oparte nieraz na bardzo dowolnych podstawach, 
opinia powszechna przechyliła się stanowczo na stronę germanistów, 
dla których każdy wywód lingwistyczny jest dowodem więcej zna- 
czącym aniżeli świadectwo autorów dawnych, czerpiących jeszcze 
z żywej trądy cyi narodowej. Tymczasem wiadomo, że nieraz da się 
przeprowadzić dowód lingwistyczny, odpowiadający wszelkim regułom 
gramatyki, który pomimo to tak długo będzie tylko pozornym, póki 
nie będzie miał i podstawy historycznej; ale o tę podstawę historyczną 
mniej dbano. 

Ostatecznym wyrazem tej tendencyi jest Karol Mtlllenhoff, który 
w bardzo licznych rozprawach, rozrzuconych po zawodowych pismach, 
był jej głównym heroldem i zażartym bojownikiem; w końcu życia 
zaczął opracowywać swoje zapatrywania na nowo w wielkiem dziele, 
wydanem dopiero po jego śmierci w 5 tomach, a dzieło to jest dziś 
wyrocznią nie tylko dla autorów niemieckich, ale ze wstydem trzeba 
przyznać, także dla słowiańskich lingwistów i historyków. 

Mtlllenhoff jest niewątpliwie wielkim erudytą i większym jeszcze 
germanistą, ale języki słowiańskie i dzieje słowiańskich narodów są 
mu bardzo powierzchownie tylko znane. 

Teza, że Germanowie od początku zajmowali całą środkową Eu- 
ropę od Wisły aź do Renu, stała się dla niego nieomal artykułem 
wiary, a każde zdanie odmienne uważa po prostu za herezyę, za świę- 
tokradztwo. A jednak jego „Deutsche Alterthumskunde" nie jest niczem 
innem, jak na wielką skalę obmyślaną i zręcznie przeprowadzoną obroną 
owej tezy. 

Kto się zaś broni, widać, ma przeciwników, którzy innego są 
zdania; są zatem dwie partye spierające się z sobą, są zatem kwestye 
sporne, które należy w naukowy sposób wyjaśnić, ale nie odrzucać 
w obelżywy sposób, jak to czyni MttUenhoff. Aby nic nie uronić z cie- 
kawych jego słów, podaję je tutaj w tekście oryginalnym^): „Den 
Ausgangspunkt fttr die Aufstellung bilden die germanischen Goten, die, 
wenn die Wenden ihren ertraumten Platz an der Weichselmtln- 
dung — postawił ich tu Ptolemeusz; sposób zaś, w jaki ich Mtlllenhoff 
usunął, a w ich miejsce umieścił Gotów, jest bardzo charakterystyczny; 
powrócimy później jeszcze do tego przedmiotu — rftumen, nothwendig 
hier fttr sie ihrem sonst auch wohl yerbtlrgten Rechte 
gem&ss eintreten und damit ais Herrn l&ngs der ganzen rechten 



^) Mfillenhoff II, 18. 



68 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Seite des unteren Flusslaufes dastehen. Das Bemsteinland beherrschten 
sie entsebieden nicht^. 

Na innem miejscu *): ^Dass die obere Weichsel mindestens bis 
zor EinmUndung des Bugs, yon wo abwiirts ungefóbr das Gebiet der 
Goten begann, die Ostgrenze der Germanen war, steht durch die Zeu- 
gnisse der Alten vollkommen fest, nicht etwa weil diese auf eigener 
Anschanung und Nachforsehung, wohl auf der Aussage kundiger Ger- 
manen beruben, die die Unwabrheit zu sagen keine Ursache hatten, 
dereń Glaubwttrdigkeit auch Niemand anfechten wird — nie o wiaro- 
godność świadectw tu cbodzi, lecz o zastosowanie icb przez Ptolemeusza, 
a co do tego MuUenhoff ma jak najgorszą opinię o Ptolemeuszu — 
der nur bedenkt, dass die Goten ihre durch die alten Zeugen, wie die 
eigene spfttere tJberlieferung gleichmftssig anerkannte Stellung innerhalb 
der grossen Beugung des unteren Flusses ohne die StUtze an einer 
germanischen Beyolkerung im Suden desselben nicht wohl Jahrhunderte 
lang behaupten konnten... 

AUein dass in dem ganzen Gebiet von der Oder oder dem Rie- 
sengebirge, ja von der Elbę an ostwftrts Slawen ais untertHnige Urbe- 
vOlkerung neben und unter Germanen gesessen htttten, ist eine Ver- 
muthung, die in Wahrheit jedes Anhaltes und vernUnftiges Grundes 
entbehrt, die einerseits — wie sich gleichfalls spftter ergeben wird — 
das unsinnige, Iftcherliche Ziel verfolgt, den Germanen 
den Ursprung und die Existenz abzuschneiden...^ 

Tak nie mówi człowiek, który nie wątpi o prawdziwości swego 
przekonania; tak mówić może tylko adwokat, który broniąc świadomie 
złej sprawy, a nie mogąc przekonać przeciwnika, obrzuca go obelgami 
i podejrzeniami, a jednak do liczby adwersarzy nie należą sami Sło- 
wianie, lecz także długi szereg bardzo poważnych uczonych niemieckich, 
którzy swoją egzystencyą już dowodzą, że spór istnieje od dawien 
dawna. Wszystkie ataki skierowane przeciw teoryi germanistów mają 
za cel wyświetlenie prawdy, bo w prawieku germańskiej i słowiańskiej 
historyi nie było żadnych wymarzonych roszczeń słowiańskich, ani 
wysłużonych i wysiedzianych praw germańskich; toczyły się walki 
między szczepami, a że zwycięstwo przechyliło się później na stronę 
Germanów, to ani Gotom ani Germanom nie nadaje prawa do wyjąt- 
kowego stanowiska w badaniach historycznych. 

Zresztą cały tok naszych badań wykazał już, po czyjej stronie 
jest słuszność i że roszczenia nie są po tej stronie, którą MtiUenhoff 
o roszczenia posądza. Pomimo to, że sprawa cała została już rozstrzygnięta 



») Miillenhoff II, 77. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 69 

drogą zupełnie nową, zamierzamy tutaj krytycznie jeszcze rozebrać 
główne podstawy tezy germanistów, która się opiera głównie na myl- 
nem tłumaczeniu i pojęciu wyrazu Germanii i na hipotezie wynikającej 
z premisy mylnej , jakoby Germanowie w prawieku przybywszy do 
Wisły, tu dzielili się na Germanów i Skandynawczyków, z których 
jedni poszli dalej na zachód aż do Renu, podczas gdy drudzy obrali 
drogę na północ, gdzie zajęli i zaludnili Skandynawię. Tak utrzymuje 
Mtlllenhoff i jego szkoła, choć źródła i tradycye narodowe zuprfnie co 
innego podają. 

b. Germania obejmowała nie tylko narody germańskie czyli niemie- 
ckie, lecz takie słowiańskie. Myt o synach Manna. 

Powszechna jest zgoda, że nazwa „Germania, Germani" nie była 
mianem narodowem Niemców; Niemcy nigdy ani sami siebie Germa- 
nami ani kraju swego Germanią nie nazywali; występując w historyi, 
nie posiadają wspólnego nazwiska, lecz każde plemię używa własnej 
nazwy. Zgoda jest także, że nazwa „Germania, Germani^ została im 
nadana przez Celtów, którzy pierwotnie tem mianem obejmowali wszyst- 
kie kraje i narody zareńskie lub też narody z za Renu do Gallii przy- 
byłe. Zapatrywania Celtów przyjęli Rzymianie za swoje, jak to z dal- 
szego ciągu wyniknie. 

Juliusz Cezar, który kilka lat życia przepędził w Gallii, walcząc 
z jej mieszkańcami i dla tego doskonale obeznany był z jej stosunkami 
etnograficznymi, mówi pomimo tego: „Gallia est omnis divisa in partes 
tres; quarum unam incolunt Belgae, aliam Aquitani, tertiam, qui ipso- 
rum lingua Celtae, nostra Galii appellabantur. Hi omnes lingua, insti- 
tutis, legibus inter se diflFerunt". 

Wiemy, że Aąuitani należeli do szczepu iberyjskiego czyli do 
nharodu Basków, którzy do dziś dnia różnią się językiem od wszystkie 
innych sąsiadów i tak samo za Cezara stanowili całość odrębną od 
Gallów. Nie byli zatem żadnymi Gallami. 

O Belgach opowiada Cezar ^): „Plerosąue Belgas esse ortos a Ger- 
manis Rhenumque antiquitus traductos propter loci fertilitatem ibi 
consedisse Gallosque, qui ea loca incolerent, expulisse... W dalszym 
ciągu zaś wymienia tych plero8que szczegółowo: Condrusos, Eburones, 
Caeroesos, Paemanos, qui uno nomine Germani appellantur..." „Segni 
Condrusique ex gente et numero Germanorum, qui essent citra Rhe- 
num . . ," *). 



») De bello GaUico II, 4. *) Tamże VI, 32. 



70 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Belgowie zatem także, pierwotnie przynajmniej, nie należeli do 
Celtów, choć wypędziwszy możnych i ujarzmiwszy pozostałą ludność, 
z biegiem czasu mogli częściowo przynajmniej wynarodowić się. 

Belgów zatem można poniekąd już zaliczyć do Celtów. 

Z tego wywodu wynika, że „Gallia omnis" Cezara nie jest poję- 
ciem etnugraficznem , oznaczającem naród jednolity, lecz jest pojęciem 
geograficznem, obejmuj ącem bez względu na pochodzenie różnolite na- 
rody zupełnie odmiennego pochodzenia. 

Przykład ten jeden poucza, że oznaczeń tego rodzaju nie należy 
brać w etnograficznem znaczeniu, że Rzymianie tworząc lub przejmując 
od innych tego rodzaju termina, mieli więcej na względzie całokształt 
pewnego terytoryum, aniżeli oddzielny jakiś naród. 

Tak jak z Gallią, ma się rzecz niewątpliwie i z Germanią Cezara. 

Cezar nie podaje opisu całej Germanii, bo była mu za mało znana; 
jakie jej nadał granice, dowiedzieć się można mimo to z rozrzuco- 
nych po dziele jego notatek. 

Nad dolnym Renem niedaleko ujścia jego znajdują się germańscy 
Usipetowie i Tenkterowie. „Usipetes Germani et item Tencteri magna 
cum multitudine hominum flumen Rhenum transierunt non longe a mari, 
quo Rhenus influit" ^). 

południowej granicy Germanii pouczają nas następujące wia- 
domości: Helwetowie mieszkając według Cezara między Orlą a Renem, 
sąsiadują z Germanami zareńskimi i walczą z nimi. albowiem proxi- 
mique sunt Germanis, qui trans Renum incolunt, quibuscum 
continenter bellum gerunt. Qua de causa Helvetii quoque reliquos Gallos 
virtute praecedunt, quod fere cotidianis praeliis cum Germanis conten- 
dunt, nam aut suis finibus eos prohibent aut ipsi in eorum finibus 
bellum gerunt 2); na innem zaś miejscu mówi Cezar: „quod noluit eum 
locum, unde Helvetii discesserunt, vacare, ne propter bonitatem agro- 
rum Germani, qui trans Rhenum incolunt, e suis finibus in 
Helvetiorum fines transirent et finitimi Galliae provinciae Allobrogi- 
busque essent" ^). 

1 „silva Hercynia" leży według Cezara w Germanii południowej. 
Las ów bercyński ma swój początek w pobliżu krajów Helwetów, Rau- 
raków i Nemetów i ciągnie się wzdłuż prawego brzegu Dunaju aż do 
kraju Daków i Anartów, tam zwraca się w lewo t j. przechodzi na 
lewy brzeg rzeki, która w tem miejscu przybiera kierunek południowy. 
„Oritur ab Helvetiorum et Nemetum et Rauricorum finibus rectaque 
fluminis Danuvii regione pertinet ad fines Dacorum et Anartium; hinc 



*) De bello Gallico IV, 1. ») Tamże I, 1. *) Tamże I, 28. 



o »<OWIANACH HIĘDZT RENEM A ŁABĄ I T. D. 71 

se flectit sinistrorsus diyersis a flumine regionibus multarumque gen- 
tiiun fines propter magnitudinem attdngit. Neque quisquam est huius 
Germaniae, ąni se aut adisse ad initium eias silvae dicat, cum die- 
ram iter LX processerit aut, qao ex loco oriatur, acceperit^ ^). 

Skoro Cezar tak mówi, nie można wątpić o tem, że ma na myśli 
stoki północne Alp, które zatem należą jeszcze do Germanii, a nie, jak 
zwykle utrzymują, wyżyny ciągnące się wzdłuż lewego brzegu Dunaju. 

O pierwotnej ludności Germanii południowej nie podaje Cezar 
żadnych wiadomości, nadmienia tylko, że Celtowie żyźniejsze okolice 
w pobliżu lasu hercyńskiego zajęli „Ac fuit antea tempus, cum Ger- 
manos Galii yirtute superarent, ultro bella inferrent, propter hominum 
multitudinem agriqu6 inopiam trans Rhenum colonias mitterent. 
Itaque ea, quae fertilissima Germaniae sunt loca circum Hercyniam 
silyam... Volcae Tectosages occupaverunt atque ibi consederunt" *). 

Do tych celtyckich kolonij zaliczyć należy i Noricum, skąd Be- 
jowie przybywszy przyłączyli się do wyprawy Hel wetów ^). 

Na północy nad Eenem mieszkają właściwi Germanowie; są nimi 
przedewszystkiem Usipetes i Tencteri, których siedzib szukać należy 
nad dolnym Renem w pobliżu morza północnego. 

Na południe od rzeki Lipy po obu brzegach rzeki Wieprz mie- 
szkali, jak się zdaje, Sugambrowie. 

Wyżej w okolicy, gdzie dziś Kolonia, siedzieli Ubiowie, a nad 
dolną Wizerą Cheruskowie. 

Nie w Germanii, lecz na zachód od Renu mieszkał cały szereg 
plemion germańskich jak Segni, Caeroesi, Caemani, Condrasi i Ebu- 
rones, o których Cezar wyraźnie poświadcza, że są Germanami*). 

Do nich trzeba zaliczyć także Vangiones, Triboci i Nemetes^), 
mieszkających po lewym brzegu rzeki Ren od Wormacyi aż poza 
Strasburg. 

Oprócz Celtów i Germanów mieszkają w Germanii jeszcze Swe- 
wowie, o których Cezar IV, 1 tak się wyraża: „Suevorum gens est 
longe maxima et bellicosissima Germanorum omnium^. 

Cezar, choć nie znał tak dokładnie stosunków germańskich, jak 
celtyckie, pomimo to zupełnie świadomie rozróżnia Swewów od Ger- 
manów; daje bowiem opis i charakterystykę Swewów w rozdziałach 
1 — 3 księgi czwartej. Germanów zaś w rozdziałach 21 — 28 szóstej 
księgi. A choć tu i tam w charakterystyce pobłądził, przypisując nie- 



») Cąesar: De bello Gallico VI, 26. — •) Tamże VI, 24. — •) Tamże I, 5. — 
^ Tamże II, 4 i VI, 32. — ^ Cezar nie podaje nio o narodowości ich; że byli Ger- 
manami, wynika i Tacyta. 



72 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

które rysy Swewom, które się należały Germanom i na odwrót, to je- 
dnak trudno go posądzić o taką bezmyślność, jakoby on jeden i ten 
sam naród opisał dwa razy, podając każdym razem o nim co innego. 
Że Swewowie i dla Cezara byli narodem od Niemców zupełnie odrę- 
bnym, wynika nie tylko z odmiennej charakterystyki i odrębnego na- 
zwiska, lecz z całego zachowania się ich wobec Germanów. 

W pierwszym rozdziale naszej pracy wykazaliśmy już, że Swe- 
wowie-Słowianie mieszkali pierwotnie od źródeł Renu aż do morza 
północnego; Cezar zna ich jeszcze nad Renem powyżej Ubiów, zna ich 
jeszcze nad morzem i w środku Germanii, choć od wschodniego brzegu 
Renu wyparli ich Usipetowie, Tenkterowie, Sugambrowie i Ubiowie, 
a Cheruskowie, usadowiwszy się nad dolną Wizerą, rozbili już łączność 
plemion słowiańskich i zagrozili tyłom Słowian nadreńskieh. 

Przeciw tym Germanom-Niemcom występują wszędzie Swewowie 
zaczepnie i prowadzą z nimi walki dość pomyślne. 

Usipetów i Tenkterów zmuszają „magna cum multitudine hominum 
flumen Rhenum" przejść „non longe a mari, quo Rhenus influit. 
Causa transeundi fuit, quod ab Sueyis complures annos exagitati 
bello premebantur et agricultura prohibebantur" *). O nich mówi Cezar 
jeszcze w 4 rozdziale: „In eadem causa, jak Ubiowie, fuerunt Usipetes 
et Tencteri... qui complures annos Sueborum vim sustinuerunt, ad ex- 
tremum tamen agris expulsi et multis locis Germaniae triennium va- 
gati ad Rhenum penrenerunt: quas regiones Menapii incolebant et ad 
utramque ripam fluminis agros, aedificia vicosque habebant" etc.*). 

Swewowie zatem musieli mieszkać w bezpośredniem ich sąsiedz- 
twie, aby po kilkuletnich walkach wyprzeć ich na lewy brzeg Renu, 
gdzie Cezar dotkliwą im zadał klęskę. Rozbitki ich schroniły się do 
kraju Sugambrów. 

Że zaś Cezar właśnie z tej okoliczności korzysta, aby dać cha- 
rakterystykę Suewów i opis,, że ich nazywa „longe maxima et bellico- 
sissima (gens) Germanorum omnium" ^). że im w następnem zdaniu 
przypisuje „centum pagos'^, stąd wnieść można, że z tylu za Usipetami 



») De bello Gallico IV, 1. 

*) Zwjkle przyjmuje sie, że Usipetes i Tencteri mieszkali nad dolnym Benem 
niedaleko ujścia morza. Przypuszczenie takie jest moiliwe, ale nie konieczne; mogli 
tu mieszkać, a wygnani wałęsać się po Germanii przez trzy lata, jak niegdyś Teato- 
nowie i Cymbrowie i nareszcie powrócić do swoich siedzib, alo znalazłszy je zajęte 
przez Monapiów. przojńć rzekę, biedziby jednak ich mogły być także gdzieindziej, nad 
Mża (Amisia) lub Wi/.era. Nie mogąc sie tutaj utrzymać, tułali Bię po Germanii, a£ 
iSwewowie nare^^zcie wyparli ich za Ren, gdzie doznali klęski od Cezara. 

») Caesar 1. c. IV, 1. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 73 

i Tenkterami nie siedziała jakaś tylko garstka^Słowian, lecz zbite ich 
masy. 

Taki sam stosunek jest Swewów do Ubiów; mówi bowiem Cezar 
IV, 3: „Itaqne una ex parte a Suebis circiter milia passnum sexcenta 
a^ yacare dicuntor. Ad alteram partem succedunt Ubii, quorum fait 
civitas ampla atqae florens, ut est captns Grermanorum et paulo sunt 
eiasdem generis ceteris humaniores propterea, qaod Rhenum attingunt 
moltomąne ad eos mercatores yentitant et ipsi propter propinquitatem 
Gallicis sont moribas assuefacti. Hos cum Suebi multis saepe bellis 
experti propter amplitudinem grayitatemque ciyitatis finibus expel- 
lere non potuissent, tamen yectigales sibi fecerunt ac multo humi- 
liores infirmioresque redegerunt^ 

Starali się Swewowie wyprzeć Ubiów, ale nie udało się, uczynili 
ich jednak od siebie zależnymi. Ubiowie natomiast szkodzili im, gdzie 
tylko mogli. 

Wśród wojny z Aryowistem dowiedział się Cezar, „pagos centum 
Sueyorum ad ńpam Rheni consedisse, qui Rhenum transire conarentur^, 
jakoby z pomocą Aryo wistowi. Gdy zaś po klęsce tegoż Swewowie 
cofnęU się — domum reyeni coeperunt — napadli na nich Ubiowie 
i wielką ich liczbę zabili ^). 

Zagrożeni w swej egzystencyi, bo Swewowie ciągle na nich na- 
stawali, szukali Ubiowie poparcia i pomocy u Ezymian — Ubii autem, 
qui uni ex Transrhenanis ad Caesarem legatos miserant, amicitiam fecerant, 
obsides dederant, magnopere orabant, ut sibi auxilium ferret, quod 
grayiter a Suebis premerentur" 2). Pomimo tego trudno im było 
się utrzymać; Agrippa przesiedlił ich r. 37 przed Chrystusem na lewy 
brzeg Senu, gdzie ich „oppidum" r. 50 po Chrystusie zostało zamie- 
nione na rzymską kolonię pod nazwą Colonia Agrippinensis. 

Jeżeli zaś Cezar VI, 10 mówi „silyam esse ibi infinita magnitu- 
dine, quae appellatur Bacenis; hanc longe introrsas pertinere et pro 
natiyo muro obiectam Cheruscos ab Suebis Suebosque ab Cheruscis 
iniuriis incursionibusque prohibere" — to odnosi to się do Słowian 
nadreńskich, przeciw którym Cezar właśnie przeszedł Ren. Skoro tylko 
^óra uniemożliwiła „iniurias et incursiones'', to musiał Cezar wiedzieć, 
że pomiędzy nimi istniała nienawiść i walka, która toczyła się, ale na 
innem terytoryum. 

Przez Bacenis należy rozumieć albo Westerwald albo Sauerwald, 
a. nie Harz ani Thttringerwald, które o wiele za daleko leżą od Renu, 
aby o nich mógł myśleć Cezar. 



*) De bello Gallico I, 64. ') Tamże IV, 16. 



74 WOJCJECH KĘTRZYŃSKI. 

Przeprawy Cezara przez Een skierowane były głównie przeciw 
Swewom. Roka 55 przeprowadził Cezar swoje wojsko przez Ren po 
moście w tym celu umyślnie postawionym i zwrócił się naprzód prze- 
ciwko Sugambrom; nie spotkał się jednak z nimi, bo schronili się 
z całym swoim dobytkiem do puszcz i lasów. Stąd udał się do Ubiów, 
aby udzielió im obiecanej pomocy, gdyby Swewowie im dokuczali. Do 
rozprawy jednak nie przyszło, bo dowiedziawszy się, źe „Suebos... 
morę su o concilio habito nuntios in omnes partes dimisisse, uti de (»p- 
pidis demigrarent, liberos, uxores suaque omnia in silvis deponerent 
atque omnes, qui arma ferre possent, uńum in locum convenirent: hunc 
esse delectum medium fere regionum earum, quas Suebi obtinent; hic 
Romanorum adventum exspectare atąue ibi decertare constituisse", po- 
stanowił Cezar powrócić do Gallii*). 

W roku 53 zbuntowali się przeciw Cezarowi Trewerczycy, którzy 
gdy „ab proximis Germanis impetrare (auxilium) non possent, ulteriores 
temptant" ^) t. j. Swewów; pomocy ich jednak nie doczekali się, bo 
zanim przybyli, Labienus pobił Trewerczyków ^), poczem tamci cofn;;li 
się za Ren. Cezar powróciwszy z kraju Menapiów postanowił przepra- 
wić się znowu przez Ren, aby skarcić Germanów za pomoc, którą 
miano nieść Trewerczykom przeciw niemu. 

Niedaleko miejsca, gdzie był pierwszy most, stanął dinigi; prze- 
szedłszy Ren, Cezar przekonał się, że nie Ubiowie, których miał za 
wytłumaczonych, lecz Swewowie posłali posiłki" *). 

Po kilku dniach dowiedział się od Ubiów „Suebos omnes in unum 
locum copias cogere atąue iis nationibus, quay sub eorum sint imperio, 
denuntiare, ut auxilio peditatus equitatusque mittant" ^). Po niejakim 
czasie donieśli mu szpiedzy „Suebos omnes, posteaquam certiores nuntii 
de exercitu Romanorum venerint, cum omnibus suis sociorumque copiis, 
quas coegissent, penitus ad extremos fines se recepisse; silvam esse 
ibi infinita magnitudine, quae appellatur Bacenis... ad eius initium 
silvae Suebos adyentum Romanorum exspectare constituisse" ®). 

Dowiedziawszy się zatem, co w rozdziale 29 powtarza, źe „Suebos 
sese in silvas recepisse, inopiam frumenti veritus, quod... minime ho- 
mines Germani agriculturae student", postanowił nie posuwać się dalej, 
lecz powrócić do Gallii. 

O rozległości siedzib słowiańskich podaje Cezar dwie wiadomości 
ciekawe; dowiedział się bowiem, źe wzdłuż granicy ich ciągnie się 



») De bello Gallico IV, 18—19. — ») Tamże VI, 2. — *) Tamże VI, 8. — 
^) Tamże VI, 9 : Cognits Caepar causa reperit ab fc;aebi8 ansilia missa esse. — ^) Tamie 
VI, 10. - «) Tamie VI, 10. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 75 

puszcza umyślnie utrzymana na sześćset mil rzymskich — ^itaque una 
ex parte a Suebis circiter milia passuum 8excenta agri vacare dicun- 
tur" *). Słyszał również, że Swewowie posiadają „sto pagów"; o nich 
mówi dwa razy; raz mieli Swewowie przed klęską Aryowista w liczbie 
stu pagów usadowić się nad Benem ^); drugi raz wspomina o nich 
w ogólnej charakterystyce: „Hi centum pagos habere dicuntur" ^). 

Pierwsza notatka jest niewątpliwym dowodem, że Cezar dobrze 
nie wiedziały co te ;,pagi^ słowiańskie znaczą, bo widocznie zrozumiał 
przez nie oddziały wojackie. Że mu mówiono o stu pagach, które Swe- 
wowie posiadają, nie wątpię; chciano jednak przez to tylko to wyrazić, 
źe wobec Germanów zareóskich, liczących ledwie kilka pagów, Swe- 
wowie dzierżyli ich niezliczoną moc. 

Czem był właściwie Aryowist, Germaninem lub Słowianinem, na 
pewno nie wiadomo. Cezar nazywa go „rex Germanorum" *), a wojsko 
jego „Germani" *). Wojsko to składało się z Harudów, Markomanów, 
Tryboków, Wangionów, Nemetów, Sedusiów i Swewów; byli w niem 
więc Słowianie (Suebi i Marcomani), byli i Niemcy (Vangiones, Triboci, 
Nemetes); do którego szczepu zaliczyć Harudów i Sedusiów, nie wiem. 
Miejsce jednak, gdzie Aryowist spotkał się z Rzymianami i gdzie sto- 
czono bitwę, pozwala domyślać się, źe Aryowist przybył z okolic nad- 
dunajskich, że zatem prawdopodobnie był Słowianinem, albowiem już 
Metellus CeJer, który roku 62 był prokonsulem galijskim, mówił 
o Aryowiście jako „rex Sueborum" % 

Z całego wywodu naszego wynika, że Germania Cezara jest, jak 
jego Gallia, pojęciem geograficznem , skoro nie obejmuje Germanów 
mieszkających w Gallii, skoro w niej siedzą nie tylko Niemcy, lecz 
także Sł'. wianie i Celtowie. Swewów zatem nie wolno brać za Niemców 
tylko dla tego, że mieszkają w Germanii. 

Cezar był pierwszym autorem, który podał nam dokładniejsze 
niektóre wiadomości o Germanii t.j. o Niemcach i Słowianach; Tacyt 
zaś około 150 lat po nim piszący obdarza nas w swojej Germanii opi- 
sem najobszerniejszym, który pomimo jasnej dyspozycyi siei się źró- 
dłem najbałamutniejszych hipotez, rozszerzonych przez uczonych nie- 
mieckich. Owe hipotezy, uznawane wszędzie wśród Niemców, przyjęły 
się także u nas w Polsce i wśród Słowiańszczyzny. 

Jak u Cezara, tak i u Tacyta Germania jest pojęciem geografi- 
cznem, obejmującem wiele krajów znanych i nieznanych i liczne na- 



») De bello Gallieo IV, 8. — •) Tamie I, 37. — ■) Tamie IV, 11. — *) Tamie 
I, HI. — •) Tamie I, 51. — <") HttllenhofF IV, 29. 



76 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

rody, o których albo miał wiadomości dobre i trafne, albo słyszał tylko 
z opowieści. Germanię wydał około roku 98 po Chrystusie. 

Jego „Germania omnis" oddzielona jest od Gallii, Recyi i Pan- 
nonii rzekami Ren i Dunaj; wschodnia granica nie była znana do- 
kładnie, bo że Germania u niego „a Sarmatis Dacisque mutuo mętu 
aut montibus separatur", jest to frazes, którym zasłania brak wiedzy 
rzeczywistej. Północną granicę stanowi ocean. 

Stosownie do rzeczy^yistych stosunków narodowych, panujących 
w Germanii, dzieli on swoje dziełko na dwie odrębne części, z których 
jedne poświęca Germanom-Niemcom, a drugą Swewom-Słowianom. 

Pierwsza część obejmuje rozdziały 2—37; druga rozdziały 38 — 45; 
rozdział zaś 46 jest przyczynkiem uzupełniającym, tak źe w swojej 
Germanii omawia całą Europę nie będącą w posiadaniu Rzymian. Aby 
należycie ocenić wiadomości, podane przez Tacyta, należy uwzględnić, 
źe osobiście nie bawił w Germanii, że zatem nie mówi jako świadek 
naoczny, lecz ogłasza tylko to, co u innych czytał lub co od innych 
słyszał. 

Że przy takim stanie jego źródeł pomyłki i nieporozumienia nie 
są wykluczone, to się samo przez się rozumie. 

Opisawszy zwyczaje i obyczaje germańskie, wylicza Tacyt w roz- 
dziale 28 narody, które z Germanami sąsiadują; pierwsze miejsce zaj- 
mują tu Celtowie, którzy z Gallii przybyli do Germanii — eoque cre- 
dibile est etiam Gallos in Germaniam transgressos". Tymi zaś Celtami 
byli Helwetowie, którzy według niego zajmowali niegdyś kraje poło- 
żone „inter Hercyniam silvam Rhenumque et Moenum*^ ^); dalej za 
nimi mieszkają Bojowie, których kraj nazywa Boihaemum. Ponieważ 
jednak ci Bojome mają być Celtami, widocznem jest, że Tacyt cze- 
skich Bojów pomieszał z celtyckimi, siedzącymi w Noricum aż ku Pan- 
nonii na południe od Dunaju, którzy niewątpliwie za Helwetami „ulte- 
riora... tenuere". 

W dalszym ciągu zastanawia się nad tern, czy „Aravisci in Pan- 
noniam ab Osis, Germanoruin natione, an Osi ab Araviscis in Germa- 
niam commigraverint". gdzie zapewne nie myśli o Niemcach, lecz ma 
na względzie szersze znaczenie Germanii. 



^) Tacyt w tern miejscu korzysta z Cezara de bollo Gallico VI, 25, który je- 
dnak przez las hercyński zupełnie co innego rozumiał, aniżdli późniejsi. Tacyt nad tą 
różnica nie zastanowił sie, a że jego „silva Hercynia" leżała na prawym brzegu Menu, 
Cezara zaś stanowiła stoki półuocuc Alp, wskutek tego nadał Helwetom tak szerokie 
granice, od jeziora genewskieg-o bowiem poza Men, jakich nigdy nie posiadali. Ptole- 
mcusz maj^c przed sobą Cezara i Tacyta, pogodził obydwóch wymyślajjjc swoje „De- 
serta Uelyetioram'*. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 77 

Liczba narodów belgijskich, które swój początek wyprowadziły 
z Germanii, pomnożyła się za Tacyta o dwa nowe; Trewerczycy bo- 
Triem i Nerwiowie przyznali się do pochodzenia germańskiego, o czem 
za czasów Cezara jeszcze nie marzyli. Przyczynili się do tego może 
Ubiowicj którzy osiedleni na lewym brzegu Renu około Kolonii, mie- 
szali się z tamtymi. Ubiów liczy Tacyt już do Germanów przedreńskich 
wraz z Wangionami, Trybokami, Nemetami i Batawami, mieszkającymi 
na wyspie utworzonej ujściami Renu. Batawów nazywa Tacyt „Chat- 
torum quondam populus". 

Czy zaś do germańskich narodów (inter Germaniae populos) za- 
liczyć należy mieszkańców pól dekumackich „quamquam trans Rhenum 
Danuviumque consederint", waha się Tacyt rozstrzygnąć, sądząc, że to 
przeważnie Celtowie ^). 

Odgraniczywszy w ten sposób to, co nazywa Germanią, przechodzi 
Tacyt do Chattów^), którzy na północ od pól dekumackich mieszkali 
pod lasem hercyńskim, zaczynającym się od góry Taunus i obejmują- 
cym także góry czeskie. Chattowie zajmują zatem te siedziby, w któ- 
rych za Cezara spotkaliśmy Swewów; zachodzi przeto kwesty a, czem 
są Chattowie i gdzie się podzieli Swewowie. Odpowiedź może być dwo- 
jaka: albo Chattowie są Swewami, tymi samymi, których znał Cezar, 
a w takim razie oprócz nazwy nie zmieniło się nic w przeciągu prze- 
szłych 150 lat albo Chattowie są Niemcami, a w takim razie należy 
przypuścić, że Powianie ulegli w walce z nimi, a co nie uszło, dostało 
się do niewoli; Chattowie byli panami, Słowianie niewolnikami. Za 
ostatniem zapatrywaniem przemawia okoliczność, że Chattowie i Bata- 
wome byli jednego pochodzenia, oraz wiadomość, którą Dio Cassius 
podaje 55, 1: olW h; t7jv XaTTwv we^Sa^s 5tai Tcpo^^O-c w.£}^pl tt^; ^oioj^iac, 
z czego wynika, że za Chattami dopiero zaczęła się ówczesna Swewia 
czyli Sławią. 

Bezpośrednimi sąsiadami Chattów byli Usipi (Usipetes) i Tencteri ^), 
znani z Cezara, którzy zajmują miejsce zamieszkałe niegdyś przez Su- 
gambrów; obok Tenkterów siedzieli przedtem Brukterowie, których 
siedziby po ich wypędzeniu zajęli Chamavi i Angrivarii — „nunc 
Chamavos et Angrivarios immigrasse narratur, pulsis Bructeris". 

W tyle za ostatnimi siedzieli Dulgubnii, a przed nimi Frisii nad 
Renem i morzem północnem; obok Fryzów mieszczą się Chauci i Chatti, 
a z boku (in latere Chaucorum Chattorumque Cherusci*) Cheruskowie 
i Fosowie, upokorzeni przez zwycięskich Chattów. 



*) Germania rozdz. 29. — ^ Tamże rozdz. 30. — ^ Tamże rozdz. 32. — 
*) Tamże rozdz. 36. 



78 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Co Tacyt wspomina jeszcze o Oymbrach, jest tylko — w czem 
wszyscy się zgadzają — reminiscencyą historyczną bez realnego zna- 
czenia. 

To jest wszystko, co Tacjrt podaje o Niemcach; jak za Cezara 
siedzą oni głównie nad Renem, a najdalej posuniętym na wschód na- 
rodem są. jak wówczas, Cheruskowie. Pomimo to zaszły w przeciągu 
półtora wieku zmiany znaczne. Znikła Słowiańszczyzna między Renem 
a Wizerą, bo wzięta z dwóch stron w kleszcze przez Niemców, nie 
mogła się utrzymać; jej miejsce zajmują Chattowie, Chamawowie i An- 
giywaryowie, a Niemcy wogóle posunęli się dalej aź do brzegów Menu. 

Czy Fryzowie i Chaukowie po Cezarze dopiero zajęli Pomorze 
północne lub czy Cezar o nich nie wspomina dlatego, źe o nich nie 
słyszał, nie wiadomo. 

Z rozdziałem 38 rozpoczyna Tacyt swój opis Swewii, do której 
liczy nie tylko narody słowiańskie, lecz także skandynawskie, fińskie 
i prusko-litewskie; widać, źe o Swewii nie miał dokładnego wyobra- 
żenia, pomimo tego, źe podaje o niej nie mało ciekawych i cennych 
wiadomości: „Nunc de Suebis dicendum est, ąuorum non una, ut Chat- 
torum Tencterorumye gens; maiorem enim Germaniae partem optinent 
propriis adhuc nationibus nomiiiibusque discreti, quamquam in commune 
Suebi yocentur". 

Zastanawia różnica, którą Tacyt konstatuje między Niemcami 
a Słowianami; Niemcy składali się zdrobnych plemion (gentes) jak n. p. 
Chattowie i Tenkterowie, ale nie stanowili jeszcze większej jedności, 
nie byli jeszcze narodem; Słowianie zaś stanowią narody (nationes) 
z odrębnemi nazwiskami, z których znów każdy składał się z plemion 
licznych, jak n. p. Lygowie; podczas gdy plemiona niemieckie zajmują 
tylko małe terytorynm, Słowianie zamieszkują „maiorem partem Ger- 
maniae" t j. większą część nie rzymskiej Europy. 

Uderza Tacyta przedewszystkiem sposób układania włosów u Sło- 
wian, który tak opisuje: „insigne gentis obliquare crinem nodoque sub- 
stringere; sic Suebi a ceteris Germanis, sic Sueborum ingenui a servis 
separantur. In aliis gentibus seu cognatione aliqua Sueborum seu quod 
saepe accidit, imitatione rerum et intra iuventae spatium, apud Suebos 
usque ad canitiem horrentem capillum retro sequuntur ac saepe in ipso 
solo yertice religatur; principes et ornatiorem habent..." ^). 

Najstarszymi i najszlachetniejszymi ze wszystkich Stowian są Se- 
mnonowie, którzy się szczycą świętym gajem, w którym „stato tem- 
perę... omnes eiusdem sanguinis populi legationibus coeunt caesoque 



') Germania rozdz. 38. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY KEKKM A ŁABĄ I T. D. 79 

publice homine celebrant barb<ari ritus horrenda primordia". Z tych 
słów wynika już, że Semnonowie są wielkim narodem, który składa 
si(^ z wielu „populi'*; potwierdza to Tacyt sam mówiąc w końcu roz- 
działu: „adicit auctoritatem fortuna Semnonum; centum pagis habitant 
ma{jnoque corpore efricitur, ut se Sueborum caput credant". 

O czcij którą Semnonowie oddawali świ^^^temu gajowi, mówiłem 
obszernie w mojej książce „Die Lygier" str. 86 i n., której rezultaty 
tu krótko treszczt^^; powiada bowiem Tacyt: „nemo nisi yinculo ligatus 
ingreditur, ut minor et potestatem numinis prae se ferens. Si forte 
prolapsus est, attolli et insurgere haud lici tum: per bumum evolvuntur. 
Eoque omnis superstitio respicit, tanquam inde initia gentis, ibi 
regnator omnium Deus, cetera subiecta atque parentia" ^) t. j.: 
Nikt do gaju nie wchodzi jak tylko związany i to na znak, że czuje 
8i<^ małym i przed oczyma ma potęgę bóstwa. Gdy przypadkiem kto 
upadnie, nie wolno mu się podnieść, tylko pełzając po ziemi wyniesie 
się. Do ziemi bowiem odnosi się cała ich wiara, jakoby z ziemi 
początek narodu, iakoby w niej Bóg, który wszystkimi rządzi, któremu 
wszystko podlega i oddaje posłuszeństwo. 

Stąd wynika, że Semnones wyprowadzają swój początek z ziemi 
źe uważają się za dzieci ziemi czyli za ziemian; i etymologia zatwier- 
dza słowiańskość Semnonów*). 

Semnonowie mieszkali na wschód od Łaby, między Łabą a Odrą; 
jeszcze tysiąc lat przeszło po Tacycie istniało tam kilka świątyń, ma- 
jących szersze znaczenie, choć nie wiadomo, o której właściwie mówi 
Tacyt. Opisuje Helmold^) jedne z nich w ten sposób: „Siquidem Ria- 
duri sive Tholenzi propter antiquissimam urbem et celeber- 
rimum illud fanum, in quo simulacrum Radigast ostenditur, re- 
gnare volebant, ascribentes sibi singularem nobilitatis hono- 
rem, eo quod ab omnibus populis Sclavorum frequenta- 
rentur propter responsa et annuas sacrificiorum impensiones'*. Słowa 
te zgadzają się zupełnie z treścią opisu Tacyta, tak źe wątpić nie 
można, że to miejsce właśnie miał na myśli. 

O gaju poświęconym Radygastowi wspomina Thietmar, biskup 
merseburgski VI, 17: „Est urbs quedam in pago Riedierum Riedegost 
nomine . . . quam undique silva ab incolis intacta et venerabilis circum- 
dat magna". 

O Langobardach mówi Tacyt*), przeciwstawiając ich Semnonom, 



^) Germania rozdz. 39. — ') Ziemia po staroftł. zemja, po czeska zeine; stąd 
ziemianin, po czeska seman, zemĆnin, zemanin; pierwotne znaczenie według Lindego 
i Jungmanna: Erdensohn, Erdbewohner. — *) I, 21. — ^) Germania rozdz. 40. 



80 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Że ich „paucitas nobilitat; plnrimis ac yalentissimis nationibus cincti 
non per obseąuium, sed proeliis ac periclitando tuti sunt". 

Langobardowie siedzieli na lewym brzegu dolnej Łaby; o nich 
później jeszcze obszerniej mówić będziemy. 

Mało nam wiadomo o plemionach, które w dalszym ciągu Tacyt 
wylicza: „Reudigni deinde et Ayiones et Anglii et Varini et Eudoses 
et Suardones et Nuithones fluminibus aut silvis muniuntur. Nec quic- 
quam notabile in singulis, nisi quod in commune Nerthum id est terram 
matrem colunt eamąue intervenire rebus hominum, invehi populis ar- 
bitrantur". 

Zamiast „Reudigni" należy może czytać „Keudigni"; w takim 
razie ziemia Kedinga przy ujściu Łaby na lewym brzegu wskazywa- 
łaby ich siedziby; „Ayiones" nie są znani; ma to być nazwa niemiecka, 
oznaczająca wyspiarzy; Anglii" i „Varini" mieszkali nad morzem bal- 
tyckiem i niemieckiem w Szlezwigu. „Eudones" mają być „Jttten" 
czyli „Joten" t. j. mieszkańcy Jutlandyi. 

Wszystkie te narody były prawdopodobnie pochodzenia skandy- 
nawskiego i panowały nad Słowianami ujarzmionymi; dla tego Tacyt 
wliczył je do swojej Swewii. Jest bowiem rzeczą wiadomą, choć szcze- 
gółowo jeszcze nie zbadaną, że Słowianie mieszkali i na jutlandzkim 
półwyspie. Za czasów historycznych Egdora (Eider) była granicą Sło- 
wian i Duńczyków. 

Słowiańskie nazwy jednak trafiają się jeszcze na wyspie Falster 
(Koselitz) i na Lalandzie (Herritz, Tillitz, Binitz); na starym lądzie 
znajdujemy jeszcze Warnitz nad zatoką pod Appenrade *), a ziemia 
Wendila, Wendala i Wendilskagi *) na północnym cyplu Jutlandyi 
zdaje się być jeszcze śladem pierwotnego zaludnienia słowiańskiego. 

Suardones zaś i Nuithones czyli Vuithones mieszkali, jak się 
zdaje, na wschód od Elby nad morzem; pierwsi zapewne nad rzeką 
Swartawą, która pod Bukowcem (Ltlbek) wpada do Trawny; ostatni 
siedzieli prawdopodobnie dalej na wschód w pobliżu wyspy Rany i to 
dla tego, że Tacyt ich łączy z kultem religijnym na wyspie, której 
nazwy nie podaje. Mówi bowiem: „Est in insula Oceani castum nemus 
dicatumąue in eo vehiculum veste contectum; attingere uni sacerdoti 
concessum. Is adesse penetrali deam intelligit vectamque bubus feminis 
multa cum yeneratione prosequitur. Laeti tunc dies, festa loca, quae- 
cunque adventu hospitioque dignatur. Non bella ineunt, non arma su- 
munt; clausum omne ferrum; pax et quies tunc tantum nota, tunc 



*) Meitzeu II, IŁ — ') Gnandali dicantar Sclavi in LiŁino, in lingua Yero 
Tbeotonica yocantar Guinidi. Mon. Ger. Hist. SS. XXII, sŁr. 102. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY KSNEM A ŁABĄ I T. D. 81 

tantam amata, donec idem sacerdos satiatam conyersatdone mortalium 
deam templo reddat. Mox yehicnlum et yestes et, si credere velis, nu- 
men ipsam seereto lacu abluitnr. Servi ministrant, quos statim idem 
lacus hauńt. Arcanus hinc terror sanctaque ignorantia, quid sit illud, 
quod tantam perituri yident" ^). 

Niema nad brzegiem morza bałtyckiego i północnego żadnej wy- 
spy, któraby tak odpowiadała opisowi Tacytowemu, jak Rana, z nie- 
miecka dziś Rugia. Jest w środku jej do dziś dnia jezioro, jest i las, 
są ślady świątyni, w której jeszcze tysiąc lat po Tacycie odbywały się 
uroczystości, mające wielkie znaczenie dla plemion okolicznych. Mówi 
o tem Adam bremeński w swoich Gęsta Hammaburgensis ecclesiae 
IV, 18: „Altera (insula) est contra Wilzos posita, quam Rani possident, 
gens fortissima Sclayorum, extra quorum sententiam de publicis rebus 
nihil agi lex est: ita metuuntur propter familiaritatem deorum yel po- 
tias daemonum, qQOs maiori cultu yenerantur quam ceteri". 

Helmold zaś o owym kulcie tak się wyraża I, 6: „peryenerunt 
ad eos, qui dicuntur Rani siye Ruiani et habitant in corde maris. Ibi 
fomes est errorum et sedes idolatriae . . . Solo nomine sancti Viti glo 
ńantur, cui etiam templum et simulacrum amplissimo cultu dedicaye- 
runt, illi primatum Deitatis specialiter attribuentes. De omnibus quoque 
proyinciis Sclayorum illic responsa petuntur et sacrificiorum exhibentur 
annuae solutiones . . . Flaminem suum non minus quam regem yene- 
rantur^. W rozdziale zaś I, 52 tak pisze: „Inter multiformia autem 
Sclayorum numina prepollet Zyanteyith, deus terre Rugianorum 
utpote efficacior in responsis. Cuius intuitu ceteros quasi semideos exi- 
stimabunt. Unde etiam in peculium honoris annuatim hominem cristi- 
colam, quem sors acceptayerit, eidem litare consueyerunt. Quin et de 
omnibus Sclayorum proyinciis statutas sacrificiorum impensas illo trans- 
mittebant. Mira autem reyerentia circa fani diligentiam affecti sunt; 
nam neque iuramentis facile indulgent neque ambitum fani yel in ho- 
stibus temerari patiuntur^, a II, 12, gdzie wszystko to powtarza, do- 
daje jeszcze: „Unde etiam nostra adhuc etate non solum Wagirensis 
terra, sed et omnes Sclayorum proyincie illuc tńbuta annuatim trans- 
mittebant, illum Deum deorum esse profitentes. Rex apud eos modice 
estimationis est comparatione flaminis. Ule enim responsa perquirit et 
eyentus sortium explorat'' etc. 

Zgadza się więc nie tylko miejscowość we wszystkich szczegółach, 
lecz wiadomości podane o kulcie przez Adama bremeńskiego i Hel- 
molda nie pozwalają wątpić, że o tym samym kulcie mówi i Tacyt. 



') Germania rozda. 40. 
Rosprawy Wydz. hUt-fllos. T. XŁ. 



82 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Światowit był deus terrae Rugijczyków; Tacyt mówi wprawdzie, 
że to była „terra mater", ale to nieporozumienie da się łatwo wytłu- 
maczyć, bo według pojęć rzymskich, ponieważ terra jest rodzaju żeń- 
skiego, terra może przybrać tylko postać bogini, podczas gdy iSlowianie 
owo bóstwo mogli sobie wyobrażać także w postaci męskiej. Różnica 
zaś w nazwach bóstwa u Tacyta i Helmolda da się w ten sposób wy- 
tlumaczyć;. że Nerthus był pierwotnem mianem jego, a Światowit jego 
przydomkiem, który, jak to się nieraz zdarzało w świecie starożytnym, 
wyrugowawszy z biegiem czasu tamto, stał się jedynem jego nazwi- 
skiem. 

Niemcy uważają „Nerthus" za bóstwo celtyckie^), co w obrębie 
Germanii ma to samo znaczenie, co słowiańskie, jak o tem przekona- 
Uśmy się przedtem. 

U Tacyta mowa tylko o jednym duchownym „uni sacerdoti", 
„idem sacerdos", relacye średniowieczne również znają tylko jednego 
„flaminem". 

Według Tacyta, nie obywało się przy owych uroczystościach bez 
ofiary ludzkiej; według Helmolda, za czasów jego ofiarowywano także 
ludzi Swiatowitowi. 

Z tych powodów byłbym zdania, że Suardones i Nuithones należy 
uważać za Słowian mieszkających niedaleko wyspy rańskiej; ale i pod- 
dani słowiańscj'^ Anglów i Wary nów mogli należeć do tego kultu i dla 
tego mógł Tacyt lub raczej źródło jego twierdzić, że i tamte narody 
czciły owo bóstwo. 

Jeżeli ilichelsen: Vorchristliche CulturstHtten wyspę Tacytową 
przenosi do Alsen, a MuUenhoff nawet do morza północnego, to należy 
uwzględnić, że oni wychodząc ze stanowiska, że wówczas Słowian je- 
szcze nie było w .środkowej Europie, inaczej postąpić nie mogli, bo 
biorąc Ranę za wyspę Tacytową, obaliliby od razu cały gmach hipotez 
z takim mozołem i taką sztuką wystawiony. 

To była ta część Swewów, o których Tacj^t miał niezbyt dokła- 
dne wiadomości, co niewątpliwie wyraża początek rozdziału 41: „Et 
haec quidem pars Sueborum in secretiora Germaniae porrigitur". 

Załatwiwszy się z zachodem i najbliższą północą, zwraca się 
Tacyt ku południu, gdzie postanowił pójść w ślad za Dunajem. Jako 
pierwsze plemię słowiańskie wymienia on tutaj „Hermundurorum civi- 
tas; fida Romanis^, którzy posiadając zupełne zaufanie Rzymian mogli 
z nimi handel prowadzić nie tylko w oznaczonych miejscach nad Du- 
najem, lecz w całej Recyi. 



>) Meitzen II, 16. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY REMEM A ŁABĄ I T. D. 83 

Położenie Hermundurów oznacza Tacyt mówiąc: „In Hermunduris 
Albis oritur, flumen inclitum et notum olim, nunc tantum anditur**. 
Ponieważ Rzymianie w owym czasie nie znali jeszcze górnego biega 
Zjaby — źródło jej leżało według ówczesnych pojęó w kraju Bojów 
lub Markomanów — przeto mowa tutaj o jej głównym dopływie, o Sali, 
której porzecze aż do najpóźniejszych czasów przechowało charakter 
słowiański i dziś go jeszcze uwidocznia w nazwach miejscowych. Kró- 
lem Hermundurów był Yibilius, które to imię zapewne to samo znaczy 
co „wybił**; rodzaj to nazwisk i dziś jeszcze u Czechów ulubiony. 

Obok Hermundurów siedzą Naristi — tak mają rękopisy, Mtll- 
lenhoflF zaś poprawia „Yaristi**, co przeszło do wydań, i to dla tego, 
że „Yaiisti" można uważać za superlatiyus od „vara" = wojak. Na- 
zwiska na „ist** mogą jednak być równie dobrze słowiańskiemi, albo- 
wiem starosłowiańskie „iśt" znaczy tyle co zakończenie „ic" ^). 

O Bojach czeskich, Markomanach i Kwadach wspomnieliśmy już 
przedtem; Tacyt podnosi, że „Marcomanis Quadisque usque ad nostram 
memoriam reges mansere ex gente ipsorum, nobile Marobudui et Tudri 
genus; iam et externos patiuntur, sed yis et potentia regibus ex aucto- 
ritate Bomana. Baro armis nostris, saepius pecunia iuyantur nec minus 
yalenf* ^). 

Mlillenhoff tłumaczy imię Marobuduus przez „Marahpato"='l7nró- 
[iLz^o;; mnie się zdaje, że imię to oznacza tylko to, czem Marbod rze- 
czjrwiśeie był t. j. Marów wodza, czyli Maro wód. Co do innych imion 
wstrzymuję się od objaśnień; nie będąc slawistą, muszę zostawić zba- 
danie ich uczonym zawodowym. 

W tyle za Markomanami i Kwadami kładzie Tacyt ") cały szereg 
drobnych plemion jak Marsigni, Cotini, Osi i Buri. Marsignów i Bu- 
rów — Ptolemeusz liczy ostatnich do narodu lackiego — Tacyt uważa 
„sermone cultuque" za Swewów; „Cotinos Gallica, Osos Pannonica 
lingua coarguit non esse Germanos"; Kotynów zatem ma za Celtów, 
Osów za Pannończyków, a więc za Słowian. Nie byli zatem Germa- 
nami-Niem cami. 

Wszystkie te plemiona były niewątpliwie mieszkańcami gór, dzie- 
lących Czechy, Morawy i Słowaczczyznę od Lachów. „Dirimit enim — 
powiada Tacyt, scinditque Suebiam continuum montium iugum, ultra 
quod plurimae gentes agunt, ex quibus latissime patet Lygiorum nomen 
in plures civitates diffusum. Valentissimas nominasse sufficiet, Harios, 
Helyaeonas, Manimos, Helisios, Nahanaryalos. 



^) Bruckner: Die slawiBchen Ansiedelangen in der Altmark und im Magdebur- 
gischen str. 61. — \ Germania 42. — ') Germania 43. 

6* 



84 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

O Lygiach czyli Lachach mówiliśmy juź przedtem. Jeżeli z ple- 
mion lackich, wyliczonych przez Tacyta, żadne nie zachowało staro- 
żytnej swej nazwy do dziś dnia, to pochodzi to niezawodnie stąd, że 
owe nazwy nie były rodzime, lecz nadane przez Daków, Sarmatów lub 
Celtów, używających własnych terminów. Harii tylko zdają się ozna- 
czać Gk)rali, Helisii zaś mieszkańców nad Olszą wpadającą do Odry, 
a więc może Szlązaków; przy źródłach Wisły usadawia Ptolemeusz 
Burów; w Nahanarvalach upatrywałem już 30 lat temu Nadnarwian 
czyli Mazowszan. Helyaeonów Wadzie Ptolemeusz na Pomorzu, Mani- 
mów czyli Omanów w Wielkopolsce, Dydunów w Małopolsce. Na da- 
tach jednak Ptolemeuszowych żadną miarą polegać nie można i dla 
tego rozmieszczenie i utożsamienie owych plemion lackich z dzisiejszymi 
ludami Polski jest, jak na teraz, trudem bezcelowym, bo nie mogącym 
dać rezultatu. 

Podaje jednak Tacyt kilka jeszcze szczegółów ciekawych, a mia- 
nowicie pisze o Nahanary alach: „Apud Nahanaryalos antiquae religionis 
lucus ostenditur. Fraesidet sacerdos muliebri ornatu, sed deos interpre- 
tatione Romana Castorem Follucemque memorant. Ea yis numini, no- 
men Alcis. NuUa simulacra, nullum peregnnae superstitionis yestigium; 
ut fratres tamen, ut iuvenes yenerantur". 

Castor i Pollux są to Lei i Polel, których nazwiska jeszcze 
w XV wieku były w ustach ludu polskiego. Ze tak to należy zrozu- 
mieć, na to zwracano już nieraz uwagę i nawet Grimm wskazał Lela 
i Polela ^), lecz zdanie to porzucił *) „weil alle lygischen Volker schwer- 
lich Slawen gewesen" i „weil das Gotterpaar Lei i Polel selbst noch 
zu sehr der Auskunfb bedtirftig''. Że zaś i Niemcy nic pewnego nie 
umieją powiedzieć, wynika już stąd, że nieomal każdy z nich podaje 
inne kombinacye, które zestawiłem w „Lygier" str. 134 — 136 w przy- 
dłuższym przypisku. 

Znaczenie imienia „Alci^ wskazują słowa Tacyta „ut fratres ta- 
men, ut iuvenes yenerantur** ; albowiem w czeskim języku „holcy** 
oznaczają „iuTenes**; „alei" jest niewątpliwie starożytną formą wyrazu, 
który w polskiej mowie przechował się tylko jako pochodny w „pa- 
cholę**. Lei i Polel zatem są owymi bolcami czyli Alei podania Tacy- 
towego. 

O góralskich Hariach opowiada Tacyt: „Ceterum Harii super 
yires, ąuibus enumeratos paulo antę populos antecedunt, truces insitae 
feritati arte ac tempore lenocinantur: nigra scuta, tincta corpora; atras 
ad proelia noctes legunt ipsaque formidine atque umbra feralis exer- 



*) Grimm: .Mjthologie str. 339. ') Tamie str. 57 przypisek i str. 339. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY REKEM A ŁABĄ I T. D. 85 

ińtns terrorem infernnt, nullo hostium sustinente noynm ac yelut infer- 
num aspectum; nam primi in omnibus proeliis oculi yincuntur^). 

Na tem kończą się wiadomości o Słowianach w Germanii Tacyta; 
co jeszcze w rozdziale 43 następuje, odnosi się już do t. zw. plemion 
windilskich, które przybywszy ze Skandynawii, osiadły na ziemi ru- 
skiej, a rozdział 44 mówi już o samej Skandynawii. 

W rozdziale 43 podaje Tacyt: „Trans Lygios Gotones regnantur... 
protinus deinde ab Oceano Rugii et Lemovii". Siedziby Gotów zatem 
mieszczą się za granicami narodu lackiego, a więc za Bugiem; granic 
ich Tacyt nie określa; jeżeli zaś Rugii i Lemoyii siedzą już nad Ocea- 
nem, to może to być tylko za granicami plemion aestijskich, które 
zajmowały pierwotne Prusy, Litwę i kraj Łotyszów; o nich bowiem 
mówi Tacyt w 45 rozdziale: „ergo iam dextro Suebici maris litore 
Aestiorum gentes alluuntur, quibus ńtus habitusque Sueborum, lingua 
Britannicae proprior^. Siedzib ich szukać należy za Dżwiną. 

Wszystko to ma już dla nas interes podrzędny i jest tylko o tyle 
ciekawe, że wraz z Swewią należy do Germanii; ale nie tylko Aestii, 
nie tylko Gotowie, Rugiowie i Lemowiowie byli mieszkańcami Germa^ 
nii, ale do niej należy także Skandynawia ze swoimi mieszkańcami 
aryjskimi i fińskimi. 

Na tem kończy Tacyt opis Swewii; ostatni rozdział poświęcił na- 
rodom najmniej sobie znanym: Peucinom, Wenedom i Finnom, co do 
których nie wie, czy ma ich zaliczyć do Germanów czy do Sarmatów. 

Peucynów nazywają niektórzy Bastarnami, którzy „cultu, sede 
ac domiciliis, ut Germani agunt", z czego jednak nie wynika, aby byli 
Niemcami. 

Co do Wenedów, przez których należy rozumieć Słowian ruskich, 
jest on mniemania, że prędzej do Germanów zaliczyć ich można, bo 
„Venedi multum ex moribus traxerunt; nam quicquid inter Peucinos 
Fennosque silyarum ac montium erigitur, latrociniis pererrant. Hi ta- 
men inter Germanos potius referuntur, quia et domos figunt et scuta 
gestant et pedum usu ac pernicitate gaudent, quae omnia diyersa Sar- 
matis sunt in plaustro equoque yiyentibus". 

Z toku naszego rozbioru wynika, że Germania Tacyta obejmując 
oprócz Germanów-Niemców. Swewów i Wenedów czyli Słowian zacho- 
dnich i wschodnich, Aestiów czyli narody prusko-litewskie, Skandy- 
nawczyków, Lapończyków oraz Czuchońców, nie posiada znaczenia 
etnograficznego, lecz tylko geograficzne; że zatem mylnem jest wyobra- 
żenie uczonych niemieckich, jakoby Germania zawierała w sobie tylko 



^) Germania rozdz. 43. 



86 WOJCIBGH KĘTRZYŃSKI. 

plemiona niemieckie; jeżeli pomimo tego wydzielają z niej Sitonów, Fin- 
nów i Wenedów, których trudno było nważaó za Niemców, to burzą 
sami zasadę, na której się opierają; gdzie bowiem koniec wyjątków? 

Germania Tacytowa, jeżeli ją śledzimy na mapie, przedstawia się 
jako przeciwstawienie „imperium Romanum^; czego imperium rzymskie 
nie obejmuje władzą swoją i wpływem, to należy do Germanii. 

Tacyt dzieli swoich Germanów na dwa szczepy, którym poświęca 
osobne rozdziały: na G^rmanów-Niemców i na Swewów- Słowian; niema 
jednak żadnego śladu, jakoby Germanów dzielił na Ost i West-Ger- 
manen^); jest to domysł zupełnie nie uzasadniony, a nawet przeciwny 
źródłom, skoro Swewowie według Cezara mieszkali także w pobliżu 
Renu, więc tam, gdzie i Westgermanen. 

W ścisłem połączeniu z kwestyą powyżej rozebraną stoi myt 
germański o pochodzeniu szczepu. Mówi bowiem Tacyt w rozdziale II: 
„Celebrant carminibus antiąuis, quod unum apud illos memoriae et 
annalium genus est, Tuistonem deum terra editum et filium Mannum, 
originem gentis conditoresąue. Manno tres filios assignant, e quorum 
nominibus proximi Oceano Ingaevones, medii Herminones, ceteri Istae- 
Tones vocentur. Quidam, ut in licentia yetustatis, pluris Deo ortos 
plurisąue gentis appellationes, Marsos, Gambrivios, Suebos, Yandilios 
affirmant, eaque yera et antiqua nomina. Ceterum Germaniae voca- 
bulum recens et nuper additum, quoniam qui primi Rhenum trans- 
gressi Gallos expulerint, ac nunc Tungri, tunc Germani vocati sint...** 

Nie ulega wątpliwości — i na to zgadzają się także uczeni nie- 
mieccy, poprzednicy Mtlllenhoffa — że według tradycyi narodowej In- 
gaeyones, Herminones i Istaeyones stanowią gromadę plemion niemie- 
ckich, które świadome były wspólności swej narodowej i wspólnego 
pochodzenia; z nich zatem sUada się właściwa Germania niemiecka. 

Co Tacyt dalej donosi o Marsach, Gambriwiach, Swewach i Wan- 
diliach, nie ma według Riegera 2) nic wspólnego z mytem o potomkach 
Manna. Nazwy bowiem nie są zastosowane do siebie w podobny sposób, 
jak to ma miejsce z Ingaewonami, Herminonami i Istaewonami. a cztery 
różne nagłowy sprzeciwiają się regułom poezyi starożytnej t. j. alite- 
racyi, a zatem także tradycyi. Nie mogły ani między sobą ani z tam- 
tymi tworzyć podania logicznego. Nie może zatem byd mowy, jakoby 
Tacyt na jednem miejscu mówił o 3 familiach, a na drugiem o 7 fa- 



*) Meitzea I, ^8. 

') Hieger: Ingaevoncn, Istaovonen und Herminonen w Haupta Zeit»chrift fUr 
deutsches Alterthum. T. XI, str. 177—178. — Dr F. H. Mttl'er: Die Deutschen und 
ihre Fursten I, 116. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY BKNSM A ŁABĄ I T. D. 87 

niiHach plemion niemieckicb, wyprowadzających swój pocsątek od boga 
Manna. 

Słowa Tacyta odnoszące się do Marsów, Gambriwiów, Swewów 
i Wandiliów są jednak o tyle ciekawe, źe w nich zawarte jest zeznanie 
że wspomniane 4 narody nie były objęte owemi pieśniami narodowemi 
i owym mytem, bo gdyby do niego należały, nie byłoby potrzeba 
tworzyć dla nich odrębnego protoplasty. 

Że w tym wypadku mamy do czynienia prędzej z opinią i zda- 
niem antykwarzy rzymskich, aniżeli niemieckich gęślarzy, to, zdaje mi 
się, nie ulega żadnej wątpliwości, a wyrazy „ut in licentia vetustatis^ 
temu się także nie sprzeciwiają. Swewowie jako Słowianie i wrogowie 
Niemców eo ipso nie mogli pochodzić od jednego z nimi protoplasty, 
a Yandilii są to niezawodnie te plemiona skandynawskie, które osiadły 
wńród Wenedów czyli Słowian wschodnich i dla tego Vindilii, Yan- 
dilii zostały nazwane; o nich myt niemiecki jeszcze nie mógł nio 
wiedzieć. 

Ciekawszą rzeczą jest to, że za czasów Tacyta nie wszystkie 
plemiona niemieckie objęte były tym mytem. 

Jeżeli sobie przypomnimy, że Germanowie-Niemcy nawet według 
MflUenhoffa siedzą na obcej ziemi, a według nas na słowiańskiej, to 
nie może być wątpliwem. że myt ów uwzględnia tylko najstarszych 
osadników, którzy, jak to później jeszcze zobaczymy, przybyli z pół- 
nocy, ze Skandynawii. 

Skoro zaś Marsowie i Gambriwiowie do potomków Manna nie 
należą, trzeba ich uważać za późniejszych przybyszów, a że Marsowie 
stanowili część Sugambrów, a Gambrywiów znów niektórzy uwaiżają 
za Sugambrów, to trzeba stąd wyprowadzić wniosek, że Sugambrowie 
także nie byli objęci ową trójcą narodową. Z których zatem plemion 
składali się Ingaeyones, Herminones i Istaeyones? 

Tacyt o Ingaeyonach mówi, że mieszkali nad oceanem; byli to 
zatem niewątpliwie Fryzo^yie i Chaukowie. Herminones są według 
niego „medii", siedzą więc między Ingaevonami a Istaevonami. Istae- 
Yonami byli, jak z Tacyta domyślać się można i co Pliniusz wyraźnie 
poświadcza, Niemcy nadreńscy t. j. prawdopodobnie Tungrowie, Usi- 
petowie i Tenkterowie. Sugambrowie nie należeli do tego grona, tudzież 
Chattowie mieszkający bardziej jeszcze na południu. Herminonami zaś 
nie mogli być Cheruskowie, siedzący nad Wizerą, bo za Cezara od 
Niemców nadreńskich dzieliły ich jeszcze dzierżawy słowiańskie. Po- 
chodzenie ich wspólne z tamtymi jest i dla tego wątpliwem, źe zaczęli 
posuwać się w głąb kraju od ujścia Wizery. Za Herminonów zatem 
uważać należy tylko te plemiona, które Tacyt sam umieszcza w bez- 



88 WOJCIBCH KĘTRZYŃSKI. 

pośredniem sąsiedztwie tamtych t. j. (Brukterów), Chama wów, Angri- 
variów, Dulgubniów i Cbasvariów. 

Tyle tylko wypływa, mojem zdaniem, z relacyi Tacytowej. 

Takie pojęcie rzeczy jednak żadną miarą zadowolić tych nie 
mogło, którzy pojmując Grermanię Tacytową w znaczenia etnograficznem, 
zaludnili całą środkową i wschodnią Europę Niemcami wbrew nawet 
historycznej tradycyi niemieckiej. Wszyscy ci powołują się na Pliniu- 
sza, który podaje inny podział plemion niemieckich z uwzględnieniem 
mytu, ale według własnego wyobrażenia i własnej kombinacyi ^). 

Słowa jego są następujące (IV, 28): „Germanorum genera quinque: 
Vandili, quorum pars Burgundiones, Varini, Carini, Gutones. Alterum 
genus: Ingaevones, quorum pars Cimbri, Teutoni ac Chaucorum gentes. 
Proximi autem Rheno Istaevones, quorum Cimbri. Mediterranei Her- 
miones, quorum Suevi, Hermunduri, Chatti, Cherusci. Quinta pars Peu- 
cini, Bastcrnae supradictis contermini Daois. 

Pliniusz podając owe pięć kategoryj Germanów, sam wyklucza 
Vandilów t. j. Burgundionów, Yarinów, Carinów i Gotów, oraz Peucinów 
i Bastamów z pod oweo^o mytu i to bardzo słusznie. Ale i informacya 
jego co do potomków Manna wcale nie jest dokładna. Do Ingaevonów 
liczy on nieistniejących Cymbrów i Teutonów, oraz Chaucorum gentes, 
w czem zgadza się z Tacytem. Na innem miejscu znów (IV, 27) po- 
wiada tenże autor: „Incipit inde (t. j. a Scythia) clarior aperiri fama 
ab gente Ingaevonum, quae est inde prima Germaniae". Zdania tego 
jednak nie można w ten sposób tłumaczyć, jak to niektórzy czynią, 
jakoby Ingaevones sięgali aż do dalekiego wschodu, lecz że Scytya 
Pliniuszowa tak samo, jak i przed tem nieraz, graniczyła z Ingaevo- 
nami t. j. tutaj z Chaukami. 

O Istaevonach Pliniusz prawie nic nie wie, bo Cimbri to błąd, 
a Sugambrów według Tacyta za takich uważać nie można. Do Hermi- 
nonów liczy słowiańskich Swewów i Hermundurów, a Cheruskowie 
ani Chattowie do potomków Manna też nie należeli. 

Zeuss^) pomimo, że sam przyznał, iż wiadomość Pliniusza jest 



*) Kieger 1. c. str. 178 tak o tem mówi: Seine (Pliniusza) Pentas ist allcrdings 
ein System, aber dies System sicherlich seine Hypothese, kein deutncber Mythus; die- 
selben Grunde sprechen dagegen. die bei Tacitus verbieten eine lleptas anzunehmen. — 
Zeuss str. 70 : Aiif welcber Seite (t. j. n Tacyta lab a Pliniasza) das Wahre und Echte 
liege, ist nicht schwierig zu entnchieden ; des Plinius Anordnang zeigt sich nlLherer 
BeŁrachtung bald ais eigenmftchtige Compilation . . . Plinius stellt ohne Kiicksicht aaf 
Art und Bedeutung willktlrlich nur weit verbreitete Namen zusammen; or b8,tte noch 
Ligii aud andere hinzufiigen kounen. 

'') Zeuss str. 70. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 89 

dowolną kombinacją, w sposób jeszcase dowolniejszy łączy Tacyta 
z Pliniuszem i wciska w ów myt całą ludność środkowej Europy. Do 
Herminonów należą według niego: 1) Swewowie t. j. Markomanowie 
i Kwadowie, 2) Hermundurowie, 3) Chattowie, 4) Cheruskowie; tak da- 
leko zgadza się z Pliniuszem; od siebie zaś dodaje: a) Sugambrów, 
h) Batawów i Kanninefatów. c) Tubantów, Usipów, Tenkterów; d) na- 
rody lygijskie czyli lackie, pomiędzy którymi znajdują się także Wan- 
dalowie, oraz e) narody bastameńskie, które na południowy zachód 
mieszkają od tamtych. 

Do Istaevonów liczy, biorąc Pliniuszowych Wandilów za jedno 
z Istaeyonami: 1) Gutonów z ich sąsiadami Taifalami i Gepidami, 
2) Burgundionów, 3) Warinów sąsiadujących z Semnonami, 4) Karinów, 
pod którą nazwą domyśla się Zeuss Semnonów, którzy potem z Wan- 
dalami występują jako Szwabowie. 

Do Ingaevonów należą według Pliniusza 1) Cymbrowie, 2) Teu- 
tonowie. 3) Chaukowie; od siebie dodaje a) Anglów z Saksonami i Ju- 
tami, h) Fryzów wraz z Brukterami, c) Suardonów czyli Pharadeinów 
czyli późniejszych Herulów. Wątpliwą jest rzeczą, czy tu zaliczyć jeszcze 
Rugów i Turcilingów. 

Herminowie (!) — powiada Zeuss str. 82 — zjawiając się w hi- 
storyi, mieszkają od ujścia Benu do ujścia Dunaju; za nimi nad brze- 
giem mórz niemieckiego i bałtyckiego siedzieli Ingaevonowie, a między 
nimi Istaevonowie od Wisły począwszy aż do Łaby! 

Jest to nie lada sztuka, której Zeuss tu dokazał; słusznie za to 
zgromił go Mtillenhoff i), któr}'' uważa opowieść Tacyta za niedokładną, 
ale za to Pliniusza wiadomość za jedynie odpowiednią i logiczną; tekst 
Pliniusza tylko o tyle poprawia, że do Wandilów liczy nie tylko Gu- 
tonów. lecz także Wandalów i Lygiów, że przez Swewów rozumie nie 
wszystkie narody wyliczone przez Tacyta, lecz tylko Markomanów, 
Kwadów, Semnonów i Langobardów. 

Istaevones obejmują według niego narody mif^^dzy Wizerą a Re- 
nem, a mianowicie Batawów, Chamawów, Ubiów, Usipiów, Tenkterów, 
Sugambrów, Angriwariów itp. Frankowie jako przodkowie Niederland- 
czyków i Holenderczyków pochodzą także od Istaevonów. 

Z Ingaeyones wyszli angielscy Saksonowie i niemieccy Fryzowie. 

Alemańczycy i Szwabowie zawdzięczają swój początek Hermino- 
nom, również jak i Turynczycy i Hessowie. 

Saksończycy zaś starożytni siedzieli na dzierżawach herminoń- 
skich, istaevońskich, a nawet ingaevońskich. 



*) MUllenhoff IV, 115—121. 



90 WOJCIECH KĘTRZYilSKI. 

Bawar czy cy są potomkami Markomanów; nazwisko ich świadczy^ 
że pochodzą z Czech (Baiaheim, Baiheim, Beheim); zadziwia jednak 
okoliczność, dla czego Bawarczycy w takim razie nazywają się Baiu- 
yarii, Baiern, a nie Bohemi, Bohmen lub Markomani? 

W późniejszych czasach zmienił Mtlllenhoff wed! ag zapewnienia 
Meitzena ^) o tyle jeszcze swoje zdanie, że utrzymywał, jakoby wszystkie 
plemiona ingaevońskie i istaevońskie pochodziły od Herminonów, co 
już zupełnie nie zgadza się ani z tradycyą rodzimą ani z hypotezami 
rzymskiemi. 

Taką samą dowolnością, jak Zeuss, kierował się także MuUenhoff, 
a twierdzenia ich wobec ścisłych faktów historycznych powyżej wyka- 
zanych są rezultatem nie krytyki poważnej, lecz wygórowanego szowi- 
nizmu narodowego. 

c. Wista nie byta wschodnią granicą Germanii. 

Bezpodstawną, jak powyższe tłumaczenie mytu Tacytowego o sy- 
nach Manna, jest również hipoteza, jakoby Wisła była granicą wscho- 
dnią Germanii niemieckiej. Jest racya, że Ptolemeusz Wisłą dzieli 
Germanię od Sarmacyi, ale MflUenhoff z pewnością nie ma racyi, że 
się na takiem właśnie świadectwie opiera, mówiąc II, 79: „Die Wei- 
chsel, soweit nicht die Goten auf ihrem rechten Ufer herrschten, galt 
ftlr die Grenze und war nach allem, was wir wissen und ermessen 
konnen, wirklich die Grenze, die bis auf die Zeiten der Wanderung 
Germanen und Slaven schied. Diese Thatsache ist so wohl begrtln- 
det und so wohl bezeugt, wie nur eine aus unserem Alterthum; 
denn die Zeugnisse verlieren nichts von ihrer Entschiedenheit und Zu- 
yerlftssigkeit, wenn Plinius selbst 4, 97 ttber die Lagę der Venedi noch 
einigermassen ungewiss ist oder Tacitus den Grenziluss mit Namen 
zu nennen unterlttsst oder Marinus von Tyrus aus den Finnen und 
Yeneden im Nordosten und Sttdosten der Eisten stidliche und nord- 
westliche Nach1)am derselben machte". 

Z tego, co Mtlllenhoff przytacza, należałoby właściwie wnioskować, 
że „keine Thatsache istso schlecht begrttndet und so schlecht 
bezeugt", jak jego twierdzenie, opierające się na Ptolemeuszu, który 
czerpie z Maryna tyryjskiego. Ze zaś Ptolemeusz jest bardzo bałamutną 
głową i nie posiada żadnej krytyki, że różne wiadomości, pochodzące 
z dwóch lub trzech źródeł'-^), które miał przed sobą, zestawia jedne 
obok drugich, jakoby się ściągały do różnych narodów, choć odnoszą 



^) Meitzen I, 32, U, 16. *) MUllenhoff U, 343. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY BBNEM A ŁABĄ I T. D. 91 

się tylko do jednego, o tem wszystkiem wie dobrze Mtillenhoff i nieraz 
go za to gani n. p.: 

n, 325: Bei Ptolemaens. der aus Mangel an jeder genaue- 
ren Orientirung in dem ganzen sfldlichen Theile seiner Kartę 
von Germanien sich begnttgte, die Namen der V5lker und Grebirge 
bios in Reihen von Norden nach Sttden unter einander aufzustellen^ 
ist 8elb8tverstftndlich nichts darauf zu geben, wenn etc. 

111,95: Schlimmer ais Poeten und Prunkredner stellte 
er (Marinus) ais Kartenzeichner die Dinge auch da nocb ais ge- 
nan ermittelte, nach Mass und Zahl bestimmte Thatsa- 
cben hin, wo jede Kunde aufhorte und er nicht die geringste 
Oewissheit haben konnte. Den Mathematiker Ptolemaeus, der sein 
Werk in die uns vorliegende Gestalt brachte, trifiFl; dann wenigstens 
der Yorwurf gedankenloser, handwerksma.ssigerArbeit, 
die sich jeder Nachprflfung des Einzelnen entscblug. 
Diese Systematiker sind erst diewahren Sudelkoche der alten 
Geographie und alles, was der Admirał Plinius etwa fthnli- 
ches geleistet bat, ist gegen sie nur ein Einderspiel. 

III, 323: Ptolemaeus, dessen Earte hier in heillose Yerwir- 
rnng gerathen ist etc. 

IV, 50: Die Thesis von Grossgermanien (Ptolemeusza), die fast 
ganz aus Namen und Zahlen besteht, indem mit grosser Sicherheit und 
Bestimmtheit der Lauf der Fltlsse, die Lagę der Gebirge, der Volker 
und einer Menge Stftdte und Orte naeb Graden der Lftnge und Breite 
ang^;eben werdeu. Dies wftre tlberaus werthyoll und wichtig, wenn. 
nicht die Yerwirrung in die Augen fiele, nicht ein ein- 
ziger Ansatz ist vollig richtig. Ptolemaeus gab (sein Werk) 
um das Jahr 150 heraus. Man darf aber seine Nachrichten nicht fUr 
gleichzeitige halten. Er sagt I, 19 selbst, dass er nur das Werk des 
Marinus von Tyrus umarbeiten und neu redigiren woUe, dieser aber 
lebte und schrieb unter Trajan um das Jahr 100 gleichzeitig mit 
Tacitus. 

Bardzo ostry wydał Mtillenhoff tu sąd o Pliniuszu, Marin usie 
i Ptolemeuszu, choó niewątpliwie słuszny. Pomimo tego jednak, zamiast 
korzystać z uwag i spostrzeżeń przez siebie uczynionych, bez wahania 
czerpie i to pełną ręką i z Pliniusza i z Ptolemeusza, gdzie wiadomości 
ich, choć nieprawdopodobne, popierają jego hipotezę o Wielkiej Ger- 
manii. 

Już sama nazwa Sarmacyi, którą Wisła oddzielić ma od Germa- 
nów, powinna była zwrócić uwagę Mtlllenhoffa na to, że za Wisłą 
wcale nie było Sarmatów, bo Ptolemeusz wylicza na prawym jej brzegu 



92 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

od morza począwszy Wenedów, Gythonówj Finnów, Sulonów, Frugun- 
dyonów, a Avarinów „iaxta initium Vistulae fluvii". Sarmaccy zaś 
Jazygowie mieszkali dopiero między Dunajem a Cisą. Stąd już wynika, 
że Sannaeya jest pustym dźwiękiem bez odpowiedniego znaczenia t. j. 
że Sarmacya była tylko geograficznym terminem technicznym tak samo 
jak i Germania. 

Ale nie o to chodziło MtlllenhoflFowi; Wisła ma być granicą między 
Germanią a Słowianami. Ale i na to ma radę. 

Wszystko, co Ptolemeusz mieści na prawym brzegu Wisły, jest 
bałamutne; nad morzem kładzie Wenedów, a tymczasem wiemy, że 
tam Aestiowie mieszkali; pod nimi sadzi Gytonów, a pod Gytonami 
Finnów, których nigdy nad Wisłą nie było. Mając takie daty niemo- 
żliwe, zamiast je zbadać krytycznie, Mtlllenhoff w istnie aleksandrowski 
sposób rozcina ów węzeł gordyjski. Wenedów wyrzuca z nad morza 
do górnej Wisły, Finnów zaś za piątą górę, a w miejscu tak stanowczo 
zdobytem na potulnych Słowianach i Czuchońcach mogą swobodnie 
teraz panować Gotowie ^). 

Dla czego zaś przenosi MullenhoflF Wenedów-Słowian z nad morza 
do górnej Wisły, a nie jak Tacyt tego się domaga — Venedi... qaic- 
quid inter Peucinos Fennosque silvarum ac montium erigitur, latroci- 
ciis pererrant" — w sąsiedztwie Finnów i Bastarnów czyli Peucynów? 
Wenedów mu potrzeba gdzieś nad Wisłą, skoro ona ma być granicą 
Germanii, a Wenedowie Tacytowi nie mogli siedzieć nad Wisłą, lecz 
chyba za Bugiem i Niemnem. Czy to nie jest po prostu sfałszowanie 
historyi?! Ale i ten fortel jest bardzo wątpliwym tylko zyskiem, skoro 
według pojęcia Mttllenhoffa i twierdzenia Ptolemeusza Gotowie mie- 
szkają na prawym brzegu Wisły; Wisła zatem nie była granicą Ger- 
manii. 

Wendowie są według Ptolemeusza „gens maxima"; do „minores 
gentes", które zamieszkują Sarmacyę, należą Gotowie; według Mttllen- 
hofTa ma się naturalnie wszystko odwrotnie, bo tego wymaga jego 
hipoteza i jego duma germańska. 

Wie bardzo dobrze MttUenhoff, że Ptolemeusza daty bardzo często 
są bałamutne, że na nich bezwarunkowo polegać nie można, jeżeli nie 
ma okoliczności objaśniających i wyświetlających. Wie także, że Ptole- 
meusz źródła swoje wypisuje bezkrytycznie i nie tylko nieraz, lecz 
bardzo często nawet dobre wiadomości mieści na miejscach niewłaści- 
wych i nieodpowiednich. Jeżeli więc wiadomości Ptolemeusza odrzucić 



») Mullenhoff II, 18, 77—79. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 9S 

nie można, bo nazwy wymienione są historyczne, to trzeba je przenieść 
tam, gdzie według świadectw historycznych siedziały odnośne narody. 

Przedewszystkiem skonstatować należy, że porządek ich nie może 
być takim, jak Ptolemeusz podaje, od północy ku południowi — Ve- 
nedae, Gythones, Finni — lecz odwrotnie: Finni, Gythones, Venedae. 

Jeżeli Finnowie, jak MttUenhoff II, 76—77 powiada, już w VI 
i V wieku przed Chrystusem i przedtem przebywali nad Wołgą 
(a wogóle w północnej Europie) jak tysiąc i dwa tysiące lat później, 
jeżeli dalej należy przypuścić, że Słowianie lub ich przodkowie mieli 
obok nich swe siedziby już wówczas, jak i później ^), to mojem zdaniem 
ł^innowie Ptolemeuszowi mogli tam tylko siedzieć, gdzie i dzisiaj, to 
jest mniej więcej na wschód od Dźwiny, bo od Wisły do Dźwiny 
mieszkały narody prusko-litewskie. 

Przez Wenedów rozumieją autorowie starożytni, jak już przeko- 
naliśmy się, Słowian ruskich. Jeżeli zatem Gotowie siedzieli między 
Finnami a Rusinami, to może to tylko znaczyć, że siedzieli jako zdo- 
bywcy i jako panowie na ziemi zdobytej mieczem na obydwóch na- 
rodach tak, jak późniejsi Waregowie. 

Że tylko tutaj, a nie gdzieindziej należy szukać ówczesnych sie- 
dzib Gotów, wynika nie tylko z historyi ich podanej przez Jordanesa^ 
lecz przedewszystkiem z tej okoliczności, że Finnowie wielką liczbę 
pierwiastków, odnoszących się do stosunków domowych i gospodarskich, 
przejęli z mowy gockiej, będącej w takiem stadyum rozwoju, w jakiem 
mogła znajdować się za czasów Tacyta. To zaś miało miejsce, jak z zesta^- 
wienia Ptolemeusza wynika, rzeczywiście w pierwszym i drugim wieku 
po Chrystusie, co także Tacyt i Pliniusz potwierdzają'). 

Według MuUenhoffa i jego szkoły mieszkali zatem Niemcy-Ger- 
manowie po obu brzegach Wisły, a tylko nad górną przeznaczyli skro- 
mny kącik Słowianom. Pomimo tego i wbrew temu nazwa Wisły jest 
słowiańska! Temu też nie zaprzecza Mflllenhoff, przyznając, że „Yistla 
ist daher aus Yisla entstellt und zwar im Munde der Deutschen... 
nnd Yisla muss der ursprllngliche Name sein, den die Germanen erst 
yon Westen her gegen den Fluss yorrUckend, yon den Littauern und 
Slayen aufhahmen'' ^). 



^} Słowa jego : „Sp&ter . . . wird sich aach noch einmal von einer gana anderen 
Seite heraasstellen , dass die Finnen im fiinften und sechsten Jahrhandert vor Chr. 
and frtilier an der Wołga ebenso da standen, wie ein bis zwei Jahrtaasende sp&ter 
and daas ron den Slayen oder ihren Vorvfttern dieaelbe Stellung neben den Finnen 
f^ jene Zeiten anianehmen ist, wie nachmals zur Zeit ihres er^ten geschichtiiohen 
^aftretens**. 

*) ]^Ieitzen II, 176 i n., 497 i n. MiUienhoff II, 55 i n. — ^ Malienhoff U, 208* 



'94 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Według teoryi Mtlller.Loffa Germanowie od prawieku siedzieli 
nad Wisłą, lecz tutaj nagle dowiadujemy się, że Germanowie od za- 
chodu podchodząc ku tej rzece, o jej nazwie zaczerpnęli wiadomość 
z ust Litwinów i Słowian! Mimo woli stwierdził MuUenhoff fakt histo- 
ryczny, bo Niemcy po ujarzmieniu Słowiańszczyzny zachodniej, dopiero 
w XIII wieku dotarli do Wisły. 

Jeżeli Mullenhoff z okoliczności, że Ren i jego dopływy mają 
nazwy przeważnie celtyckie, wnosi, że po obu brzegach jego mieszkali 
niegdyś Celtowie, to dziwimy się, dla czego tej samej zasady i logiki 
nie trzyma się także wobec Wisły. Dopły\vy Wisły są słowiańskie, 
a jeżeli jeden i drugi ma dziś nazwę niemiecką lub zniemczoną jak 
n. p. Schwarzwasser po polsku = Wda, Brahe po polsku = Brda itp., 
to słowiańskie wszystkie są starsze; to samo da się powiedzieć o Odrze, 
które miano Mtillenhofl"^) przywłaszcza sobie jako niemieckie, twierdząc, 
że ta nazwa w krajach słowiańskich prawie nigdzie się nie pojawia. I pod 
tym względem myli się Mtlllenhoff; nazwa ta bowiem i jej pierwiastek 
są dosyć pospolite w samej nawet Polsce n. p. Odr, błoto na Polesiu; 
Odra wieś w Prusach Zachodnich; Odrów, rzeka w powiecie olszań- 
skim, uchodząca do Dniepru; Odrj^, wieś w opawskiem; Odry około 
Chojnic^); Odrawa, po niemiecku Wondreb, dopływ Ogrzy w Czechach. 
Dopływy Odry dochowały także, po części przynajmniej, słowiańskie 
swe nazwy. 

Tem samem więc prawem, według którego kraje między Renem 
a Wizerą Mu)lenhoff uważa za celtyckie, ziemie między Wisłą a Odrą 
powinny być uznane za pierwotnie i wyłącznie słowiańskie. W osta- 
tnich dopiero wiekach Niemcy usadowili się tutaj i zagnieździli. 

Ze Wisła rzeczywiście niegdyś była granicą Germanii niemieckiej 
i że Słowianie opuszczone przez Niemców kraje między Wisłą a Odrą 
położone zajęli, na to znajduje Mtlllenhoff^) jeszcze dowód w nazwie 
„Szląsk czyli Śląsk". Nazwa ta pochodzi, jak wiadomo, od rzeki Ślęza 
i jest przymiotnikiem. Ślęza zaś wywodzi się według MtlllenhoflFa 
zgłoska za zgłoską a litera za literą od wyrazu ^Silingi", a nimi byli 
wandalscy Silingowie, którzy według Ptolemeusza mieszkać mieli wła- 
śnie w owej okolicy. 

Słowianie musieli zatem, twierdzi MtlllenhofiF, znać jeszcze ger- 
mańskich Silingów, albo przed rokiem 406, zanim z Wandalami i Swe- 
bami przeszli przez Ren do Hiszpanii, albo krótko potem, gdy Rugowie 
i Skirowie przenieśli się przez Karpaty na południe, a tylko słabe 



») Mullenhoff II, 209. — ') Ob. Słownik geograficany. — ») MUllenhoff II, 
92—93. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RBNEM A ŁABĄ I T. D. 95 

szczątki pierwotnej ludności pozostały nad Ślęzą. Silingowie ci pozo- 
stali zamienili się powoli w Słowian. Do tego zdania przychyla się 
także Meitzen i). 

Według MtłllenhoflFa mieszkali Słowianie na prawym brzegu, we- 
dług Meitzena zaś po obu brzegach górnej Wisły i w Galicyi. Byli 
zatem sąsiadami niemieckich Silingów i mieli ich znać. Mogliby ich znać 
rzeczywiście, gdyby tak było, jak oni to przedstawiają, choć wiemy 
już, że stosunki były zupełnie inne. Ale przypuściwszy, że tak istotnie 
było, nie możemy nie wątpić, że po wyniesieniu się Silingów właśnie 
ci Słowianie pierwsi zajęli Szląsk, którzy najbliżej nich byli. Zająwszy 
Szląsk. wzięli w niewolę i pozostałych mieszkańców niemieckich, nie 
dbając z pewnością o ich zwierzenia i nabożeństwa. Ale że ci Słowianie 
nie pozostali na Szląsku, lecz poszli aż do Renu, więc zabrali z sobą 
także cały swój dobytek i swoich niewolników. Za nimi zaś przyszli 
inni i znowu inni, którzy szli za tamtymi coraz dalej i zabrali z sobą 
co poprzednicy przypadkiem zostawili. Ci zaś Słowianie, którzy już 
zostali na Szląsku, jako pochodzący z najdalszych okolic, nic z pewno- 
ścią o niemieckich SiUngach nie słyszeli, ani śladów ich już nie zna- 
leźli pod Sobótką. Twierdzenie zatem MtiUenhoffa nie da się wcale 
uzasadnić w ten sposób. 

Ale czy kiedykolwiek niemieccy Siliii<^owie mieszkali nad Ślęzą? 
Pierwsza wzmianka pewna o Silingach pochodzi z V wieku i wspomina, 
że „Wandali nomine Bilingi" *) osiedlili się w Baetica w południowej 
Hiszpanii. 

Przedewszystkiem należy zwrócić uwagę na to, że Silingi nie jest 
nazwą plemienną, lecz patronymiczną , bo y,ingi" oznacza członków 
pewnej rodziny, pewnego rodu. W ten sposób Astingi przedstawiają 
ród królewski Wandalów^); jeżeli zaś Astingi byli rodem wandal- 
skim. nie rozumiem żadną miarą, dlaczego Silingi mają być narodem 
wandalskim. Jeżeli zaś byli rodem, nikt twierdzić nie może, aby ród 
ten istniał już kilka wieków przedtem, zwłaszcza, że o nich jest ogólne 
milczenip. ])o wspomina o nich tylko Ptolemeusz. Nie kładę wagi na 
okoliczność, że Ptolemeusz umieścił ich pod Semnonami, a więc między 
Odrą a Łabą, bo to jest rzecz obojętna; zachodzi jednak wątpliwość, 
czy geograf aleksandryjski wogóle mówił w swojej Germanii o Silingach, 
bo inne rękopisy jego mają „Hingae i Lingae", a w drukach łaciń- 
skich znajdujemy w tem miejscu „Lincae i Lingae"; forma zaś „Lingae" 
odpowiada, jak nadmieniliśmy już, nazwie ruskiej „Lach, Lech" nadanej 



*) Meitzen II, U7— 148. — *) Zeuss str. 456. — ») Mullenhoff II , 91. Zeusa 
8tr. 461. 



96 WOJCIECH KĘTRZYŃSKT. 

Polakom. Być więc możCj że Ptolemeusz o Polakach miał dwojaką 
relacyę; w jednej nazywano ich „Lugii", a w drugiej ^Lingae". 

Ale nawet gdyby się okazało, że nazwa „Silingae" jedyna jest 
uzasadniona, to logika wymaga widzieć w nich przedewszystkiem 
Szlązaków tam mieszkających od najdawniejszych czasów, a nie Bilin- 
gów- Wandalów, o których pierwsza wieść pochodzi z V wieku z po- 
łudniowej Hiszpanii. 

Zresztą Silinguwie t. j. Wandalowie nigdy nie mieszkali na Szlą- 
sku, lecz w pobliżu Gotów daleko od Odry i Wisły. 

d. Rozłączenie Niemców i Skandynawczyków nie nastąpiło 
nad Wista. Tradycya narodów skandynawsko - germańskich o ich 

pochodzeniu. 

Hipoteza postawiona przez uczonych niemieckich, jakoby Niemcy 
zaludnili całą środkową Europę, jakoby Słowianie dopiero po nich za- 
jęli swe późniejsze siedziby, nie dała się przeprowadzić bez zgwałcenia 
wszelkich podstaw historycznych i wszelkiej logiki i krytyki. 

Twierdząc) bowiem, że Germanowie-Niemcy już w prawieku 
dziejów szczepów aryjskich idąc w ślad za Celtami, zajęli kraje od 
Wisły do Renu, oraz że za nimi dopiero przybyli do Europy Aestiowie 
czyli narody litewskie, które opanowały pobrzeże bałtyckie od Di winy 
do Wisły, oraz Słowianie, którym różni różne przekazują siedziby od 
kraju bajecznych Melanchlaenów i Anthropofagów począwszy aż do 
źróddt Wisły. 

Mając już stałe siedziby w Europie, odłączyli się od Germanów 
Skandynawczycy, jak twierdzi MuUenhoff*), i przenieśli się drogą lą- 
dową do Skandynawii. Twierdzenie to nie liczy się wcale ani z naturą 
ludzką ani z doświadczeniem na dziejach opartem, że narody, szuka- 
jące lepszego bytu, lepszych warunków egzystencyi, wybierają się ku 
stronom, dokąd dobrobyt i pomyślniej szy klimat wabią. Dla tego w sta^ 
rożytności i wiekach średnich wszystko ciągnie ku południowi i ku za- 
chodowi, do krajów słynących od dawna z bogactwa i dobrego bytu. 

Gdyby Germanom koło Wisły było za ciasno, zamiast pójść do 
Skandynawii mało obiecującej, byliby się rzucili przedewszystkiem na 
ludy sąsiednie, aby je podbić i ujarzmić, jak to rzeczywiście wszędzie 
czynili, aby w ten sposób bez wielkiego trudu uzyskać domy, żywność 
i niewolników mogących za nich pracować. 

Nie jest także prawd opodobnem, aby morzem udali się ku północy, 

») .Miillenhoflf lU, 167—168. ") Mttllenhoff U, 77. Ul, 170. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ 1 T. D. 97 

bo Tacyt, który jednak z wszystkich pisarzy starożytnych najlepsze 
o północy ma wiadomości, nie wspomina nic. aby którykolwiek z na- 
rodów germańskich słynął z żeglarstwa lub flotę posiadał, lecz o Skan- 
dy na wczykach wyraźnie poświadcza: „Suionum hinc ciyitates ipso in 
Oceano praeter viros armaque classibus valent. Forma navium eo dif- 
fort, quod utrimque prora paratam semper appulsus frontem agit. Nec 
yelis ministrant nec remos in ordinem lateribus adiungunt'' etc. ^). 

Nie może być zatem mowy o jakiejś wędrówce Germanów z nad 
Wisły lub wogóle z wybrzeża morza bałtyckiego ku Skandynawii; 
o niej nic nie wiedzą ani dzieje ani tradycye narodów germańskich 
i skandynawskich. Już w prawieku, kiedy ludy aryjskie zaczęły zalu- 
dniać Europę, Germanowie czyli raczej Skandynawczycy poszli wprost 
do Skandynawii, zepchnięci na północ przez inne szczepy aryjskie. 

Skandynawia zatem jest kolebką wszystkich narodów germań- 
skich i gookich, jak to słusznie zaznaczył już w VI wieku po Chr. 
Jordanes mówiąc IV, 2b: „Ex hac igitur Scandza insula, quasi officina 
gentium aut certę yelut yagina nationum'' etc. 

Uczeni niemieccy nie uwzględniając, czego uczy natura i trady- 
cya, lecz opierając się przy tem, że cała Europa środkowa zaludniona 
była przez Germanów, znajdują się w pewnym ambarasie, bo mają 
przed Bobą liczne nazwy narodów, które według ich teoryi miały opu- 
ścić swoje siedziby, a o których w wędrówkach ludów germańskich 
niema ani śladu; chwycili się dla tego rozmaitych hipotez identyfiku- 
jących jedne plemiona z drugiemi, a gdzie tradycye plemienne zanadto 
głośno mówią, negują je zarzucając im kłamstwo. 

Do jakich konsekwencyj taka metoda prowadzi, o tem niech 
świadczą następujące przykłady: 

Semnones są według Mannerta Geographie der Griechen und 
Bomer DI, 381 prawdopodobnie tylko przydomkiem Longobardów. 
W Schmidta AUgemeine Zeitschrift ftlr Geschichte VIII str. 247 Mttl- 
lenhoff identyfikuje Szwabów jako pokrewnych narodu markomańskiego 
z Jutungami, a tych ostatnich z Semnonami. Według Meitzena II, 685 
Jutungami są także Teutones. Tenże uczony zestawia I, 403 taki szereg: 
Juthungen = Suapa (Suavi) = Cyuvari = Teotonarii = Semnones. 
Semnonowie jako Szwabowie stanowią tutaj „pars Alamanorum" a ich 
siedzibą to Szwabia naddunajska. Według Zeussa zaś (str. 457) poszli 
Semnonowie naprzód jako Swewowie na wschód, a stamtąd z Wanda- 
lami i Alanami do Hiszpanii; na str. 81 zaś miesza ich Zeuss z Ca- 
rinami. 



^) Germania 46. 

Rozprawy Wydz. hlst.-flloz. T. XL. 



98 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Lygii. Według Grimma Gcschichte der deutschen Sprache 802 
są Lygiowie i Burgundowie w gruncie rzeczy jedno i to samo. Zieuss 
str. 143 ma Mugilones za Burgundów, a Lygiów za Wandalów (str. 
444); tak samo Meitzen I, 408, który II, 146 do nich liczy i Azdingów. 

Arii. W Nordalbingische Studien I, 134 uważa Mullenhoff Ariów 
lub Hariów za Herulów; Grinmi zaś Geschichte der deutschen Sprache 
str. 712 bierze Suardones za Herulów, a str. 470 zestawia Hirri=He- 
ruli. Suardones ma Zeuss str. 154 za jedno z Pharadeini. 

Nahanarvali. W Haupta Zeitschrift ftir deutsches Alterthum 
1X5 255 utrzymuje MtlllenhoflF, że Nahanarvali i Victuali lub Victohali 
są jednym i tym samym narodem; on też zestawia tamże XII, str. 347 
Nahanarvalów z Azdingami. 

Nuithones. Według Grimma Geschichte etc. I, 500, 716 Ju- 
thones = Vithones czyli Nuithones; Nuithones zaś zestawia Munck: 
Die Insel der Nerthus in Pfeiffers Germania IV, str. 399 z Witami 
i Gepidami; Zeuss identyfikuje Gepidów z Sigipedes, Sicobotes. 

Lemovii i Rugi i. Mttllenhoff w Nordalbingische Studien I, 123 
uwtiźsL Rugiów i Lemowiów za Sidini Ptolemeusza, Ruticlei zaś są 
według niego = Turcilingi = Lemovii. Ostatni może są tym samym 
narodem co Sibini Strabonowi i Sidini Ptolemeuszowi (Haupt Zeitschrift 
IX, str. 52). 

Przykładów na teraz zdaje mi się dosyć; dowodzą one, jak chao- 
tyczną przedstawia się wielka Germania w oczach germanistów i ich 
zwolenników. Ale inaczej być nie może; co przeciw logice się poczęło, 
może wydać tylko rezultat nielogiczny, potworny. 

Wbrew zatem dotychczasowym hipotezom uczonych niemieckich 
twierdzimy stanowczo, że wszyscy Germanowie wyszli kiedyś ze Skan- 
dynawii, że Skandynawia jest ich wszystkich wspólną ojczyzną. 

Nic dziwnego zatem, że nazwy narodów, które najpóźniej opuściły 
Skandynawią, odszukać tam jeszcze można. Jak na stałym lądzie spo- 
tykamy Gotów i Greutungów, Rugów i Harudów, tak powtarzają się 
w południowej Szwecyi Gautor i Evagreotingi , a w Norwegii Rygir 
i Hordar. Skiringssaal nad zatoką krystyańską i Skiringen prz3rpomi- 
nają Scirów, którzy razem z Gotami występując). 

Aryjczycy przybywszy w prawieku do Skandynawii znajdowali 
z początku dostateczne warunki życia wzdłuż morza i w pobliskich 
dolinach, gdzie klimat był łagodniejszy. 

Gdy się jednak rozmnożyli, położenie ich stawało się coraz tru- 
dniejsze, a walka o byt coraz cięższa. Otoczeni morzem, które często 



') Mttllenhoff lY, 121. Meitoen I, 41. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 99 

-wdziera się głęboko w kraj, zmuszeni byli korzystać t akźe z rybołów- 
stwa; rybołówstwo zaś dało im sposobność oswajania się z morzem 
i budowania czółen i okrętów. Wprawiwszy się w nowe rzemiosło 
i nabrawszy doświadczenia, oddalali się coraz bardziej od lądu, a do- 
tarłszy do sąsiednich wysp, których nie mało było w niezbyt wielkiem 
oddaleniu od kraju, zawładnęli niemi i posuwając się coraz dalej, do- 
stali się do przeciwległego brzegu, gdzie inne narody, Czuchońcy, Slo- 
ganie i Celtowie żyli w korzystniejszych od nich warunkach. Dobrobyt 
obcych zachęcał śmiałych żeglarzy północnych, aby przywłaszczyć sobie 
ich mienie, bo plony w ten sposób zdobyte zapewniły im dostatek bez 
pracy uciążliwej, zwłaszcza, że pokonani przez nich krajowcy prawem 
wojennem stali się ich łupem t. j. ich własnością czyli niewolnikami. 
Bozwijało się u nich korsarstwo na wielką skalę; rozbójnicy skandy- 
nawscy stali się postrachem całego świata, mianowicie, gdy wyprawili 
się na obce kraje w liczne okręty z liczną załogą. Rozbójnicy owi 
nazywali się wikingami lub waregami i dziś ich tak nazywają, a do- 
wódcy wypraw mienili się być królami morskimi. Rozumie się samo 
przez się, że wyprawy morskie w dalekie strony nie dały się uskute- 
cznić bez pewnej organizacyi wojskowej, bez wodza, który kierował, 
bez wiarusów, którzy szli za jego rozkazem. Tą organizacyą wojskową 
górowali Skandynawczycy nad wszystkimi prawie ludami, z którymi 
się spotykali i dla tego nic dziwnego, że zdołali nie tylko usadowić się 
w obcych krajach, lecz także zakładać państwa, z których jedno prze- 
trwało do czasów dzisiejszych. Znane są powszechnie ich wyprawy 
korsarskie, poczynające się od 8-go wieku na Anglię, Francy ę, na morze 
Śródziemne itd.; to samo miało miejsce i na wschodzie, gdzie przybysze 
ze Skandynawii t. zw. Waregowie nie tylko przechodzili przez Ruś do 
Orecyi, lecz także na samej Rusi zakładali państwa, z których wyrosło 
dzisiejsze carstwo rosyjskie. Nie ulega wątpliwości, że wybrano drogę 
najdogodniejszą i że Waregowie szli szlakami Gotów, których ludoruchy 
ze swoimi przewrotami zatrzeć nie zdołały. Drogę tę opisuje Nestor, 
ale w odwrotnym kierunku, bo z Grecyi do Skandynawii: „Gdy Po- 
lanie (naddnieprscy) żyli z osobna po górach tych, był szlak z Warę- 
gów do Grecyi, a z Grecyi Dnieprem; u wierzchowiny Dniepru był 
włok do Łowoty; Łowotą wejdziesz w wielkie jezioro Newo; jezioro 
to ma swój odpływ w morze waręgalde" itd. 

Relacyę Nestora akceptuje i Meitzen ^), który o tem tak się roz- 
wodzi: „Okręty Waregów, których doskonałe urządzenie znał już Tacyt, 
^ak były zbudowane, że w razie potrzeby załoga mogła je nosić. Na 



') MeiŁsen U, 499. 

7* 



100 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

walcach toczono je nieraz przez kraj, ą od Łowoty, dopływu południo- 
wego jeziora ilmeńskiego, aż do najbliższych dopływów Dźwiny, od 
Kaspelii do Dniepru zakładano włoki czyli koleje drzewne, po których 
ciągniono okręty przez wzgórza dzielące wody uchodzące z jednej 
strony do morza bałtyckiego, z drugiej do morza Czarnego. 

Roku 6367 (859) Waręgowie, powiada Nestor, z za morza przy- 
chodząc, brali dań od Czudów i od Słowian, od Merów i od Wesów 
i EIrywiczów itd. 

Roku 6370 (862) wygnali Waręgów za morze; co dalej Nestor 
opowiada, jakoby wskutek niezgody narody czuchońskie i słowiańskie 
zaprosiły Rasów z za morza do ciebie, jest naturalnie bajką późniejszą, 
powstałą, gdy Waręgowie już byli zniszczeni, bo nie chcieli >vówczas 
uchodzió za uciemiężycieli , lecz za przyjaciół ludu ruskiego. W dal- 
szym ciągu opowiada ów kronikarz: „I wybrali się trzej bracid — 
jąk i w mycie o aynach Manna — z rody swoimi, wzięli z sobą 
^3zystką Ruś i przyszli do Słowian naprzód i obwarowali gród Ładogę 
i osiadł Ruryk najstarszy w Ładodze, a drugi Sineus w Białem jezior 
rze, a trzeci Truwor w Izborsku ... Po dwóch zaś latach umarł Sineus 
i ^fcąt jego T^ruwor i obj^ Ruryk sam wszystką ziemię i przyszedłszy 
joad ^mer ^), obwarował gród nad Wołchowem i nazwał go Nowogrodem 
i psiądł w nim jako książę i rozdawał dostojnikom swoim włości 
i grody... I byli u niego (Curyka) dwaj męże ani plemiiennicy jego 
Bfń bojarowie i wyprosili się u niego do Garogrodu wraz z rodem 
ęwp^' I poszli Dnieprem . . . Owóż Oskold i Dir zostali w grpdzie tym 
.(Kijó;w) i zgroinadzili mnóstwo Waręgów i poczęli władać Polską (nad- 
^niepr&k^), podczas gdy ^uryk w Nowogrodzie panował. 

Roku 6387 (879) umarł Ruryk, oddawszy rząd państwa Olegowi, 
^t(^y Jbył z rodu jego, oddal mu też w opiekę syna swego Igora; był 
bowiem bardzo młody. 

Roku 6390 (882) wyprawił się Oleg, zebrawszy mnóstwo wojska 
z Waręgów, Czudów, Słowian, Merów, Wesów i Krywiczów i przyszedł 
do Smoleńska na Krywiczów i wziął gród i osadził swymi ludźmi. 
Stąd poszedł w dół i wzi^ Lubecz i osadził swymi ludimi. Przy- 
szedłszy Oleg ku górom kijowskim, ujrzał, że Oskold i Dir tu panują... 
Zabito Oskolda i Dira ... i osiadł Oleg na księstwie w Kijowie . . . Ten 
zaś Oleg począł stawiać grody i nałożył dań na Słowiany, Krywicze 
i Mery i postanowił dawać dań Waręgom z Nowogrodu grzywien 300 
co rok dla pokoju i dawano ją Waręgom do śmierci Jarosława^. 

Wypisałem tutaj umyślnie podanie Nestorowe w obszemem stre- 



^) Na mapach nazjwa się to jezioro zwykle „Ilmen' 



o SŁOWIANACH MIĘDZY REKEM A ŁABĄ I T. D. 



lOl 



szczenią, bo objaśnia nas, w jaki sposób te zabory nastąpiły, jak Skan- 
dynaitczycy uzyskawszy niektóre punkta położone w pobliżu morza, 
ufortyfikowali je, ludy sąsiednie zniewolili do poddaństwa i powoli 
posuwali się dalej ku południowi. Nie trzeba tylko myśleć, jakoby to 
wszystko działo się w przeciągu lat kilkunastu, jak Nestor pisze; na 
to potrzeba było co najmniej lat kilkadziesiąt, a może i wiele więcej. 

Fakta zatem świadczą, że Skandynawczycy najeżdżali Europę 
przez wiele wieków; co się stało za wieków średnicb, staó się mogło 
także już za czasów rzymskich i greckich, chociaż wyprawy ich kor- 
sarskie nie były takie głośne, jak później, gdyż skierowane były ^rze-^ 
ciw ludom, nie posiadającym jeszcze ścisłej organizacyi państwowej 
śid wyższej kultury; dla tego czyny ich przeminęły bez świadectw 
ze strony zaczepionych, ale echo ich przechowało się w tradycyach 
owych narodów skandynawskich, które potem utworzywszy pańdtwa,- 
odgrywały ważną rolę w dziejach Europy. 

Waregowie nie byli pierwszymi najezdcami Czuchońców i Rudi, 
oni szli tylko drogą wskazaną sobie przez Gotów, którzy nie wiedzieó 
kiedy, prawdopodobnie już przed naszą erą zaczęli przenosić się ku 
kresom fińskim i słowiańskim. Wędrówkę ich opisuje dokładnie biskup 
Jordanes, Got z pochodzenia, który czerpał i z tradycyi narodowej 
i z zaginionych dzieł gockich historyków. 

Już I, 9 mówi on wyraźnie: „Habet is ipse inmensus pelagud in 
parte artoa id est septentrionali amplam insulam nomine Scandzam, 
unde nobis sermo, si Dominuś iubaverit, est adsumpturus, quia genis, 
cuius originem flagites, ab huius insulae gremio yelut ez£i- 
men apium erumpens in terram Europae advinit". 

O samej wędrówce Gotów rozpisuje się Jordanes w ten sposób 
IV, 25: „Ex hac igitur Scandza insula, quasi officina gentium aut certę 
velut yagina nationum [Qt)thi] cum rege suo nomine Berig quondam 
memorantur egressi: qui ut primum e navibus exientes terras attige- 
runt, ilico nomen loci dederunt. Nam odiequ6 illic, ut fertur, Gotiscandza 
Tocatur". 

IV, 26. „Unde mox promoventes ad sedes Ulmerugorum, qui 
tunc Oceani ripas insidebant, castra metati sunt eosque commisso 
praelio. propriis sedibus pepulerant eorumque vicinos Vandalos iam 
tunc subiugantes suis aplicavere victoriis. Ubi vero magna populi nu- 
merositate crescente et iam pene quinto rege regnante post Berig, Fi- 
limer filio G^darigis, consilio sedit, ut exinde cum familiis Gothorum 
promoveret exercitus". 

IV, 27. „Qui aptissimas sedes locaque dum quereret congrua, 
peryenit ad Scythiae terras, quae lingua eorum Oium yocabatur''. 



102 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

IV, 28. „...ad gentem SpaJorum... exmdeque iam velut yictores 
ad extremam Scythiae partem, quae Ponto mari yicina est, properant* 
quemadmodum et in priscis eorum carminibas pene storicu ritu in 
commune recoletur". 

Według własnej zatem tradycyi Gotowie, wychodząc ze Skandy- 
nawii, przybyli do kraju lub raczej wyspy, którą zwali Gothiscandza; 
jest to wyspa Gothland. Stamtąd wyruszywszy, naturalnie na okrętach, 
przybyli do nadmorskich Ulmerugów t. j. do Rugów, siedzących od 
ilmeńskiego jeziora aż do morza, których wypędzili z siedzib również 
jak ich sąsiadów Wandalów. 

Stąd wynika, że Rugowie i Wandalowie pierwsi wyszli ze Skan«- 
dynawii i to przed Gotami, z którymi odtąd łączy ich pewna wspólność 
dziejów. Tutaj nad morzem siedzieli około stu lat, bo dopiero za Fili- 
mera, będącego piątym królem po Berigu, który ich wyprowadził 
z ojczyzny, wyruszyli w dalszą drogę i przeszli do Scytyi, zwanej 
„Oium, lub Ouim, Ovin", co niewątpliwie oznacza t. zw. Vinland czyli 
kraj Tacytowych Wenedów. 

Scytya bowiem jest u Jordanesa to samo, co Sarmacya u Ptole- 
meusza, bo oznacza kraj na wschód Germanii leżący; mówi bowiem 
V, 31: „Haec, inąuam, patria id est Scythia longe se tendens lateque 
aperiens, habet ab oriente Seres in ipso sui principio litus Caspii maris 
commorantes; ab occidente Germanos et flumen Yistulae; ab arctu id 
est septentrionali circumdatur Oceano, a meridie Persida, Albania, Hi- 
beria, Ponto atque extremo alveo Istri, qui dicitur Danubius ab ostea 
sua usque ad fontem". 

W dalszjrm pochodzie dotarli przez kraj Spalów Herodotowych 
aż do Czarnego morza. 

Hermanryk, ostatni król gocki na wschodzie panujący, miał pod 
swoją władzą Golthescytha, Thiudos, Inaunxis, Vasinabroncas, Merens, 
Mordens, Imniscaris, Rogas, Tadzans, Athaul, Navego, Bubegenas, Cal- 
das ^), oraz Herulów *), mieszkających nad Meotydą. I Venedów podbił, 
jak Jordanes twierdzi, choć jZ natury rzeczy wynika, że musieli od 
dawna już podlegać panowaniu Gotów, skoro pochód od jeziora Ilmen 
prowadził ich przez kraje słowiańskie. 

Państwo gockie, dzierżące pod swojem berłem narody słowiańskie, 
czuchońskie i skandynawskie, rozprysło się jednak jak bańka mydlana, 
gdy Hunnowie rozpoczęli swój pochód na Europę. 

Razem z Gt)taini przybyli na stały ląd według Jordanesa i Ge- 
pidowie; mówi bowiem XVII, 94 — 95: „meminisse debes me in initio 

') Jordanes XX Ul, 116. 

*) Jordanes XXIII, 117. Herulowie i Hirri są prawdopodobnie jedno i to samo- 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 103 

de Scandzae insalae gremio Gothos dixi8se egressos cum Berich rege 
Buo, tribus tantum nayibus vectos ad ripam Oceani citeńoris id est 
Grothiscandza; ąuarnm trium una nayis... tardior nancta nomen genti 
fertur dedisse. nam lingua eorum pigra „gepanta" dicitur. Hinc factum 
est, ut paulatim... nomen eis ex convicio nasceretur Gepidas. Nam 
sine dubio exQothorum prosapia ethi trabent originem. 

Pierwotnycb zatem siedzib Gepidów należy szukać w pobliżu 
Gotów i jeziora ilmeńskiego. Jordanes wprawdzie wspomina o wyspie 
otoczonej „Yisclae amnis vadis" '); zdaje mi się jednak, że się myli, 
gdyż przy ujściu Wisły niema i nie było żadnych ani większych ani 
mniejszych wysp; znajdują się zaś takie przy ujściu Dżwiny, miano- 
wicie Ozylia, gdzie zatem z początku Gepidowie prawdopodobnie mie- 
szkali. I Burgundowie mieszkali niedaleko nich. 

Z innych plemion pochodzenia niewątpliwie skandynawskiego 
mieszkali w pobliżu Gotów Lemovii obok Rugiów, prawdopodobnie 
nad Newą, gdzie rzeka Lemowża jeszcze ich nazwę przypomina. 

Scirowie osiedli się, jak się zdaje, w Kurlandyi^), gdzie wiele 
nazw miejscowych przechowało ich pamięć. 

Tak przedstawiają się początkowe dzieje plemion wandilskich 
czyli skandynawskich według własnej tradycyi w pieśniach i pismach 
przechowanej, której niewątpliwie więcej należy ufać, aniżeli uczonym 
a przewrotnym hipotezom germanistów niemieckich. 

Ale i Germanowie sami mieli podobne tradycye; niema prawe 
żadnego plemienia wybitniejszego, któreby się nie chlubiło, że skądinąd 
pochodzi, a gdzie tradycya zagasła, tam wymyślano sobie bajeczki 
o Trojanach i wojsku Aleksandra Wielkiego^). 

Wybitną rolę odgrywali w dziejach Lan<^obardowie i dla tego 
nie można się dziwić, że liczne przechowały się relacye o ich pocho- 
dzeniu ze Skandynawii, które mniej więcej zgodne są z sobą, a prze- 
ważnie tylko Ipod względem stylistycznym się różnią. „Origo genti s 
Langobardorum"^), ułożony w środku VII wieku, podaje taką opowieść: 
„Est insula, qui dicitur Scadanan, quod interpretatur excidia, in par- 
tibus aquilonis, ubi multae gentes habitant; inter quos erat gens parva, 
quae Winnilis vocabatur. Et erat cum eis mulier nomine Gambara, 
habebat duos filios; nomen uni Ibor et nomen alteri Agio; ipsi cum 



^) Jordanes XVII, 96. 
*) Śafarik: Slav. Alterthamer I, 435. 

^) Bajeczki te aczone może przyczyniły sie właśnie do tego, że o prawdziwej 
tradycyi zapomniano. Podobnie ma się rzecz z Saksończykami. 

*) Mon. Ger. Hist. Script. rer. Langobardorum et Ital. saec. VI — IX, str. 2 — 3. 



104 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

matre sua nomine Qambara principatum tenebant super Winniles. 
Moyerunt se ergo duces Wandalorum id est Ambri et Assi cum exer- 
citu suo et dicebant ad Winniles: Aut solvite nobis tributa aut prae- 
parate yos ad pugnam et pugnate nobiscum! Tunc responderunt Ibor 
et Agio cum matre sua Gambara: Melius est nobis pugnam praeparare, 
quam Wandalis tributa persolvere. Tunc Ambri et Assi hoc est duces 
Wandalorum rogaverunt Godan, ut daret eis super Winniles yictoriam 
Eo tempore Gambara cum duobus filiis suis id est Ibor et Agio^ qui 
principes erant super Winniles, rogaverunt Fream [uxorem Godan], 
ut ad Winniles esset propitia. Tunc Frea dedit consilium, ut sol sur- 
gente, venirent Winniles et mulieres eorum, crines solutae circa faciem 
in similitudinem barbae et cum yiris suis yenirent. Tunc luciscente 
sol dum surgeret, girayit Frea, uxor Godan, tectum, ubi recumbebat 
yir eius, et fecit faciem eius contra orientem et excitayit eum. Et ille 
aspiciens yidit Winniles et mulieres eorum habentes crines solutas circa 
faciem et ait: Qui sunt isti longibarbae? Et dixit Frea ad Gt>dan: 
Sicut dedisti nomen, da illis et yictoriam. Et dedit eis yictoriam, ut, 
ubi yisum esset, yindicarent se et yictoriam haberent. Ab illo tempore 
Winniles Langobardi yocati sunt". 

2) Et moyerunt se exinde Langobardi et yenerunt in Golaidam 
et postea possiderunt aldonus Antbaib i Bainaib seu et Burgundaib etc. 

Tradycja longobardzka jest bardzo zamącona, a bardziej jeszcze 
zaciemnili ją Paweł dyakon i Historia Langobardorum codicis Go- 
thani itd. 

Z Tacyta i innych pisarzy starożytnych wiemy, źe Langobardo- 
wie mieszkali na lewym brzegu dolnej Łaby i byli narodem swewskim 
czyli słowiańskim; nie przeczy temu bynajmniej nazwa niemiecka 
temuż narodowi nadana — jak ów naród się nazywał po swojemu, 
nie wiadomo 1) — bo grecka nazwa nie czyni Antropofagów i Melan- 
chlenów Grekami, ani celtycka Germanów Celtami. 

Skoro Godan przyrzekł Wandalom zwycięstwo, a Freja poradziła 
Winnilom, aby kobiety ich z włosami rozpuszczonymi na około twarzy 
wraz z mężami stanęły w oznaczonym czasie przed obliczem G^dana, 
to widać, że udając brodaczów, mieli podstępnie ubiedz Wandalów. 
Wandalowie zatem byli właściwymi Langobardami. Według podania 
Winniles od owej chwili otrzymali nazwisko Langobardów, co należy 
tłumaczyć w ten sposób, że pobiwszy Langobardów zajęli ich ziemię 
albo gwałtem albo podzielili się nią z nimi na podstawie dobrowolnych 
układów, wskutek czego przyjęli także nazwisko zwyciężonych; jest to 



*) Domysł nasz później wypowiemy. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 105 

zjawisko powtarzające się nieraz w dziejach, że wspominam tylko 
o dzisiejszych Prusakach, którzy przejęli nazwisko swoje od plemienia 
litewskiego przez nich wytępionego. 

Nazwa Wandalów oznacza w tym wypadku to samo, co Słowianie. 
Ale i wyraz Winniles przypomina tak dalece nazwę Winulów czyli 
Wendów, że w późniejszych czasach Langobardów włoskich po prostu 
uważano za Słowian „unde usque hodie Sclayi, qui fuerant genere 
Langobardi^ ^). 

Langobardowie późniejsi nie byli z pewnością czystym narodem 
germańskim, lecz musieli po części zlać się z narodem podbitym i dla 
t^o panuje także pod względem religijnym u nich pewne zamieszanie. 
Wandalowie = Langobardowie słowiańscy bowiem modlą się do Gk>- 
dana czyli Wodana, boga Skandynawczyków, Winniles natomiast do 
Frei, która tuta] uchodzi za żonę Qodana, podczas gdy zwykle jest 
nią Frigg. Zagi skandynawskie obydwie wyróżniają n. p.: 

So mogen milde 
Mftchte dir helfen 
Frigg und Freya^) 
i uważają Freję za boginię pochodzenia wendyjskiego, której miano 
słowiańskie było zapewne „Pfyja". 

Są to niewątpliwie objawy i skutki długoletniego obcowania Skan- 
dynawczyków z Langobardami słowiańskimi. 

Droga, którą Skandynawczycy przebyli ze Skandynawii aż do 
późniejszych swoich siedzib w Pannonii, jest bardzo niejasna; T^regio 
bowiem, quae appellatur Scoringa", do której naprzód przybyli, oznacza 
zachodnie pobrzeże Norwegii. Mauringa zaś zachodnią część Germanii 
od morza do Dunaju; Anthaib i Bainaib są to samo, co kraj Antów 
i Wendów czyli Słowian. Jeżeli zaś Historia Langobardorum codicis 
Gk>thani z początku IX wieku wspomina o bitwie, stoczonej w owym 
pochodzie „in Beowinidis", to niewątpliwie ma na myśli Czechy, któ- 
rędy rzeczywiście droga ich prowadziła do Burgundaib t. j. do kraju 
Burgundów nad Dunajem w Pannonii. 

Po Agionie, który owych Skandynawczyków wyprowadził z pół- 
nocy nad Łabę. miało panować do roku 487 — „illo tempore exivit 
rex Audoacheri de Rayenna cum exercitu Alanorum et venit in Rugi- 
lande et expugiia/it Rugos et occidit Theuvane regem Rugorum secum- 
que multos captiros duxit in Italiam. Tunc exierunt Langobardi de 
suis regionibus et habitaverunt in Rugilande annos aliquantos" ^ — 



*) Mon. Ger. Hist. SS. XXIL Ptr. 484 przyp. 

*) Die Lygier 96 i 109. ') Origo goutis Langobardorum 3. 



106 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

pięciu królów: Agilmund, Lacamicho, Letui, Aldihoc i Godehoc; przy- 
puściwszy, źe każdy z nich przeciętnie rządził około lat 30, to od czasu 
wyjścia ze Skandynawii przeszło mniej więcej 180 — 200 lat; najechali 
zatem Langobardów i ich kraj dopiero w końcu HI wieku po Chr. 

Saksonów, którzy dziś ze wszystkich plemion niemieckich dzierżą 
największe przestrzenie, bo od Renu aż do Inflant i Estonii, Tacyt 
jeszcze nie znał. Pierwszy o nich wspomina Ptolemeusz, przeznaczając 
im siedziby za ujściem Łaby, ale jego dokładność mało budzi zaufania 
jak gdzieindziej, tak i tutaj, bo prawdopodobnie siedzieli wyżej w Szle- 
zwiku lub w Jutlandyi nad brzegiem morza północnego. Pomimo, 
że Ptolemeusz rozróżnia Saksonów od Cherusków, których zupełnie 
gdzieindziej pomieścił, uczeni niemieccy uważają właśnie ostatnich ra- 
zem z Chaukami i Angrivariami za protoplastów tamtych, a Meitzen ^) 
nawet wyprowadza ich wraz z Frankami z okolic nadłabskich i nad- 
salskich, jednych ku dolnej Łabie, a drugich ku dolnemu Eenowi. 

Tymczasem Saksonowie już od połowy III wieku po Chr. znani 
są jako niebezpieczni rozbójnicy morscy i lądowi '^), a od r. 350 są 
postrachem całej Gallii. Cesarz Walentynian pobił ich hufce nad Renem 
pod Dziewicanu (Deutz, Divitia), a r. 370 zniszczono jedną z ich wy- 
praw morskich. W czwartym i piątym wieku zagnieździli się tak da- 
lece na pobrzeżu północnem Gallii, że nazywano je „litus Saxonicum" **). 
Gdy Frankowie posuwali się ku zachodowi, Saksończycy zajęli wyspy 
leżące przed ujściem Ligery; niedługo potem osiedlili się pod Bayeux 
i Nantes*). Roku 449 przenieśli się wraz z Anglami do Anglii, gdzie 
się usadowili we wschodnich ziemiach. 

To wszystko przemawia za narodem od dawna mieszkającym nad 
morzem i oswojonym z żeglugą. Cheruskowie zaś i Angrivariowie mie- 
szkali daleko od morza, a Chaukowie należeli raczej do Fryzów ani- 
żeli do Saksonów. 

Że zaś Saksonowie siedzieli pierwotnie poza obrębem późniejszych 
swych siedzib, wynika z tradycyi, która zgodnie donosi, że z za morza 
przybyli do Niemiec, że tutaj w ten sam sposób się usadowili, jak 
gdzieindziej, lecz z większym sukcesem. 

Najdawniejszy ich kronikarz Widukind, zakonnik z Korbei, z po- 
chodzenia Sas, podaje o ich przybyciu do Niemiec taką relacyę: 

I, 2: Nam super hac re (origine gentis) varia opinio est, aliis 



^) Meitzen II, 15. 

*) Meitzen II, 25 „gefahrliche Seerftuber. — Dahu: Urgeschichte der germani- 
schen and romanischen Yolker 4, 176 „rasche Eiiuber zu Wasser und zu Land. 
'*) Meitzen I, 508. *) Dahn IV, 176. — Zeusa 384. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY KBKEM A ŁABĄ I T. D. 107 

arbitrantibns de Danis Northmannisque originem duxisse Saxo- 
nes, aliis autem aestimantibas , nt ipse adolescentulus audiyi quendain 
praedicantem , de Grecis, quia ipsi dicerent, Saxoiie8 reliąuias fuisse 
Macedonici exercitns, qui secutus Magnam Alexandrum immatura morte 
ipeius per totam orbem sit dispersus. 

1,3: Pro certo autem noyimus Saxones his regionibus 
nayibuB adyectos et loco primum applicuisse, qui usque bodie 
nuncupatur Hadolaum. 

I5 4: Incolis vero adventum eorum graviter ferentibus. qui Thu- 
ringi traduntur fuisse, arma contra eos movent. Saxonibus vero acriter 
resistentibus, portum obtinent. Diu deinde inter se dimicantibus et 
multis binc inde cadentibus, placuit utrisque de pace tractare, foedus 
inire; actumque est foedus eo pacto, quo baberent Saxones yendendi 
emendique copiam, caeterum ab agris, a caede hominum atque rapina 
abstinerent; Btetitque illud foedus inyiolabiliter multis diebus. Cumque 
Saxoiiibus defecisset pecnnia, quid yenderent aut eme- 
rent non babentibus, inutilem sibi pacem esse arbitrantibns .. . 

Że podanie o pochodzeniu Saksonów od wojska macedońskiego 
jest bajką uczoną a nie tradycyą, tego nie potrzeba nawet udowadniać, 
bo się samo przez się rozumie. 

Jako pewnik jednak podaje Widukind, że Saksonowie nie byli 
tubylcami w ówczesnych swych posiadłościach, skoro „his regionibus 
nayibus adyectos", oraz „de Danis Northmannisque originem duxisse". 

Według podania Saksonowie wylądowali w Hadolaha, która to 
ziemia leży na południe od ujścia Łaby i to między wschodnim brze- 
giem Wizery a rzeką Ostą. Po walkach z tubylcami zajęli port i wy- 
musili na nich prawo kupczenia, przyrzekając, że się będą wstrzy- 
mywali od gwałtów wobec mieszkańców. Ta ugoda nie trwała zbyt 
długo, bo gdy głód Saksonom zaczął doskwierać, wnet o niej za- 
pomnieli; przyszło znów do walk, oraz do układów, a charaktery- 
stycznym jest sposób, w jaki się pozbyli swych przeciwników. Widu- 
kind I, 6 pisze o tem, jak następuje: „Diu itaque crebroque cum 
alterutris pugnatum foret et Thuringi Saxone8 sibi superiores fore 
pensarent, per internuntios postulant, utrosque inermes conyenire et de 
pace iterum tractare, condicto loco dieq ue. Saxones postulatis se oboe- 
dire respondent. Erat autem illis diebus Saxonibu8 magnorum cultello- 
rum usus, quibus usque hodie Angli utuntur, morem gentis antiqui 
sectantes. Quibus armati Saxones sub sagis suis, procedunt castris 
occurruntque Thuringis condicto loco. Cumque yiderent hostes inermes 
et omnes principes Thuringorum adesse, tempus rati totius regionis 
obtinendae, cultellis abstractis, super inermes et inproyisos irruunt et 



108 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

omnes fandunt, ita nt ne unus ąuidem ex eis Buperfuerit. Saxones 
clari existere et nimium terrorem yicinis gentibus incutere coeperunt!!" 

W ten podstępny sposób Saksonowie stali się panami na lewym 
brzegu Łaby dolnej, a nie przebierając w środkach, rozszerzyli swoje 
panowanie powoli aż do Bena. 

Mieszkańców, z którymi Saksonowie najprzód się spotkali i wal- 
czyli, nazywają Widukind i wszystkie inne podania „Thuringi", co 
uczeni niemieccy uważają za bajeczkę. Twierdzą bowiem, że Thuringi 
są potomkami starożytnych Hermundurów, że nawet nazwiska są jedne 
i te same. 

Twierdzenie to jest tylko do połowy prawdziwe. 

Hermundurowie byU narodem swewskim, a więc słowiańskim; 
miano jest na wpół niemieckie; nazwiskiem właściwem owego narodu 
jest „Duri", zamiast czego dzisiaj mówimy zwykle „Durzyńcy**. 
W „Hermun" ukrywa się wyraz niemiecki „ermin" = magnus, czyli 
że taki przydomek ma zazwyczaj znaczenie odróżniające, „maior". 
Hermunduri są zatem Duri maiores, jak byli Frisii maiores, Chauci 
maiores, naturalnie w odróżnieniu od Duri minores, jak byli i Frisii 
minores i Chauci minores. Ze rzeczywiście istnieli i Duri minores, choć 
o nich wszystkie świadectwa milczą, znajduję w tem dowód, że dotąd 
istnieją dwie ziemie (pagi), mające swe nazwisko od Durzyńców t. j. 
Thuringia między Werrą, Salą i Niestrudą t. j. siedziba właściwych 
Hermundurów czyli Duri maiores. Druga ziemia, która ma swoją na- 
^wCj j*k przypuszczam, od Duri minores, leży mi^zy Orą i Bodą, 
dopływami Łaby, a Alerą, która wpada do Wizery. 

Do Durzyńców mniejszych — czy Bzymianie tychże mieli na 
myśli mówiąc o Hermundulach ? i) — należały niewątpliwie kraje nad- 
morskie, do których Saksonowie wtargnęli *). 

Durzyńcy zatem byli Słowianami 8); północni ulegli zaraz z po- 
czątku Saksonom, choć niewiadomo, w którym wieku to się stało. 

Turyngowie zaś byli Niemcami, lecz nie byli potomkami Het- 



^) Zeusa Btr. 104. 

*) Być możo, ie tymi Duri minores byli Langobardowio, których własne imię 
nie jest znane; czy nie leży właśnie w tym nsczególe powód, dla czego Tacyt o nich 
mówi, £e ich paucitas nobilitat? 

') Johaun Kothe : Daringische Chronik (Thilringische Gaschichtsąuellen. III tom 
str. 107 — 10(^): dis was nu der dritte streit, den sie nnder eynander hatten, den die 
Dorynge onch verloren und mussten do aller dynge obir den Hartz wichen; unde do 
sie (Snxonowie) erkante das land, das nu Doriiigeu heist, das is also fruchtbar was, 
do treben sic mit gowalt die Wenden uas unde die mnsten wichen yn das Oster- 
land t. j. sa iSalę. 



o SŁOWIANACai MIEDZY KBNEM A ŁABĄ I T. D. 109^ 

mundarów, jak Niemcy twierdzą; pochodzenie ich jest zupełnie inne, 
jak to wynika z napisu na jednym ze zwojów praw i zwyczajów ple- 
miennych: „Lex Angliorum et Warinornm Łoc est Thuringorum". 

Angliowie i Warinowie znani już Tacytowi, siedzieli niewątpliwie 
w sąsiedztwie Saksonów w dzisiejszym Szlezwiku, skoro razem z nimi 
przeprawili się do Anglii. 

Szczątki tych dwóch narodów przeniosły się w tym samym czasie 
może, kiedy i Saksonowie, bardziej na południe, gdzie zajęły ziemię 
Hecmundurów, podczas gdy tamci opanowali brzegi morskie. 

Główny pagus mniejszych Durzyńców nazywał się odtąd „Nor- 
thuringowe^, ziemia wielkich Durzyńców „Thuringowe czyli Thuringia'^; 
z czasem przeszła nazwa dawnego narodu, ale w odmiennej formie^ 
bo od nazwy ziemi, na zdobywców i panów, z Thuringo powstała ła- 
cińska nazwa Thuringia, a według niej nazywano mieszkańców Tu- 
ryngami =^ Thuiingi. W późniejszych czasach nie umiano już rozróżnić 
memieckidi Turyńczyków od riowiańskich Durzyńcdw, wskutek czego 
mieszano jednych z drugimi, jak to ma miejsce także w podaniu Wi- 
dokinda. 

Państwo niemieckich Turyngów było dosyć obszerne i potężne, 
bo rozciągało swoje wpływy aż do Dunaju. Nie istniało jednak długo, 
bo już r. 531 zburzyli je Frankowie, którzy odtąd są panami w tam- 
tych stronach. Po pierwszych zdob3rwcaoh nie pozostało nic, tylko pa- 
gus Engli nad dolną Nieatrudą przechował ślad zaginionych Angliów. 

Początki Franków ciemną są dla nas pokryte zasłoną; wiadomo 
prawdzie, że w ich szeregach mają się mieścić i Sugambrowie, któ- 
rych Tacyt jednak już nie zna, oraz Ohamayi; mając jednak na wzglę- 
dsde, że przypływ z północy nie ustawał, że stamtąd w czasach potacy- 
towych przybyli Saksończycy, Anglowie i Warinowie, możemy zapytać 
się, czy i Frankowie czasem nie są takimi przybyszami z północy, 
którzy będąc jeszcze w posiadaniu całej dzikiej siły pierwotnej, nad 
dolnym Renem zawładnęli ziomkami swymi bardziej już zniewie- 
ściałymi. 

Przypuszczenie takie zgadzałoby się poniekąd z twierdzeniem 
niemieckiem. jakoby w owym czasie plemiona niemieckie łączyły się 
w związki jak n. p. frankoński, alamański itp., ale temu trudno dać 
wiarę; ludy bowiem pierwotne nie jednoczą się dobrowolnie; podlegają 
natomiast przymusowi i przemocy silniejszego, który stawszy się ich 
przewodnikiem i wodzem, nadaje zarazem im także swoje nazwisko. 

Dla tego nie należy może odrzucać bezwarunkowo podania Grze- 
gorza z Tours, który II, 9 twierdzi, co następuje: „Tradunt enim multi, 
eosdem (Francos) de Pannonia fuisse degressus et primnm quidem 



110 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

litora Rheni omnes incoluisse, dehinc transacto Rheno Thoringiam trans- 
measse ibique iuxta pagus vel ciyitates regis crinitos super se crea- 
yisse de prima et, ut ita dicam, nobiliore suorum familia^. 

Gdyby tak było, jak Grzegorz utrzymuje, Frankowie musieliby 
być plemieniem gockim, co znów nikogo zadziwić nie powinno, kto 
uwzględni, że i Burgundowie do tego samego koła należeli. 

Być jednak może, że razem z Wannami i Angliami wyszli z pół- 
nocy. Wskazywać zdają się to słowa króla frankońskiego Teodoryka, 
gdy r. 531 zachęcał swoich Franków do walki z Turyńczykami nad- 
salskimi, mającej położyć kres i koniec ich panowaniu: „Becolite, Tho- 
ringuB ąuondam super parentes nostros yiolenter adyenisse ac multa 
illis intulisse mała. Qui datis obsidibus pacem cum his inire yoluerunt, 
sed illi obsedes ipsius diyersis mortibus peremerunt" ^). 

Podanie to da się tylko w ten sposób wyjaśnić, gdy przypuścimy, 
że Frankowie i Turyngowie kiedyś w pobliżu siebie mieszkali, że nie 
z Pannonii (lub Dacyi), lecz z Danii wyszli razem z przodkami Tu- 
ry ngów*). 

Ponieważ Frankowie dopiero nad Renem doszli do potęgi, Anglo- 
wie i Warinowie już nad Łabą i Salą, więc byli w danej chwili nie- 
wątpliwie silniejszymi od tamtych i gnębić ich mogli; gdy Frankowie 
mieszkali już nad dolnym Renem, obydwa narody były zanadto odda- 
lone od siebie, a gdy wskutek zdobyczy tamtych znów zbliżyły się 
do siebie. Frankowie posiadali już taką potęgę, że z łatwością znieśli 
państwo nienawistnych Turyngów*). 

Roku 213 występują po raz pierwszy Alamanowie; skąd się 
wzięli, nie wiadomo; zwykle uważają ich za związek kilku plemion, 
w którym Chattowie ważną odgrywali rolę. Pomimo to nie jest nie- 



^) Grzegorz [II, 7 w Mon. Ger. Hist Scriptonim rer. MeroTingicaram t. I* 

') Thoringia wspomniana leżała na lewjm brzegu Bena pod Daisburgiem, albo- 
wiem wedlag Grzegorza z Tourn ^Bispargnm castrnm... qaod est in terminom Tho- 
ringoram*'. Widzieliśmy jni przedtem, ie mianem Taryngów, Dutzjńców oznaczano 
pierwotnych mieszkańców słowiańskich; i tutaj, zdaje się, mamy do czynienia ze szciąt- 
kami tej pierwotnej Induońci, po której jeszcze w KY wieka był ftlad w zamka Kra- 
ków, położonym pod MOrsem. 

*) Obacz także Meitzen II, 15. 

*) Nawiasowo wspominam, że Franków wyprowadza od Trojanów Chronicon 
Epternacense (M. G. U. SS. XXIII, str. 40) : „Troianoram . . . pars altera . . . in finitimas 
Pannoniae regioniz secas Meotydas palades secesiit. Ibi Sicambri a Sicambria ci^itate, 
qaam fecerant... in Germaniam prorompentes . . . apad yillas Germaniae Sale cham, 
Bodecham et Widegam legem habere ceperunt. Post Faremandam Clodio filias eias 
rex apad Dispargam castrum in finibus Thuringomm habitayit. Qai... partem Bel- 
gicae Galliae occapayit**. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 111 

możebną rzeczą, że i Alamanowie przybyli z północy i zniewoliwszy 
sobie inne plemiona niemieckie, rozpoczęli rozszerzać swoje panc .ranie. 

Być jednak może, że Alamanowie są potomkami Nemetów i Wan- 
gionów, mieszkańców Alisacyi czyli Alsacyi, którzy już za panowania 
Kzymian mogli zająć silną pozycyę w t. zw. agri decnmates i stamtąd 
swobodnie dalej się rozszerzać. 

Nad Benem i w Szwajcaryi występują Alamanowie pod wlasnem 
nazwiskiem; gdy na północ kostnickiego jeziora osiedli w t. zw. „Sua- 
via, Suabia", przyjęli nazwę Szwabów; posunąwszy się dalej na wscbód 
aż do kraju, w którym niegdyś mieszkali celtyccy Bojowie, przybrali 
miano „Baiuyarii czyli Baiern =: Bawarczyków ^). ^owiańscy Bojowie 
czyli Czechowie i Morawianie czyli Marcomani nie mogą być proto- 
plastami niemieckich Bawarczyków. 

Pod względem językowym wszystkie te trzy plemiona stanowią 
jedną całość. Sigmuod Biezler: Geschichte Baiems. Gotha 1878 po- 
wiada o tem, co następuje: ^Narzecze bawarskie spokrewnione jest 
najbardziej ze szwabskiem; szwabskie narzecza i bawarskie tworzą 
t. zw. język gómo-niemiecki. Szwabowie zaś czyli Alamanowie — bo 
to jest jedno i to samo — należą do szczepu swewskiego" itd. 

I za dawnych czasów byli ludzie tego samego zdania, czego do- 
wodzi Grzegorz z Tours II, 2: „Suebi id est Alamanni^ i Chronicon 
Yedastinum z końca XI wieku: „6ens Suayorum id est Alamanno- 
rum" etc. ^). 

Plemiona te nie zostawiły po sobie żadnego podania odnoszącego 
się do swego pochodzenia ze Skandynawii; mimo to wspominają 
późniejsi historycy szwajcarscy, opierając się na ustnej trądy cyi ludo- 
wej, jakoby i Alamanowie wyprowadzili się z p<toocy z kraju Szwe- 
dów i Fryzów*). 

Dodajmy to jeszcze, że i Duńczycy nie uważają się za autochto- 
nów w Danii i na wyspach duńskich, lecz że wyprowadzają się jak 
wszyscy inni Germanowie ze Skandynawii; świadczą o tem między 
innemi Annales Byenses z Xin wieku, mówiąc: „Dani, ut testantur 
historiographi . . . tempore Saruch, proavi Abrahae, regnum, quod nunc 
Dania vel Dacia dicitur, intrayerunt, yenientes de Gothia" etc. i już 
w najdawniejszych czasach toczą Duńczycy walki ze Słowianami i Ru- 
sinami, którzy zatem mieszkać musieli gdzieś nad morzem, a nie tylko 
nad górną Wisłą i w Galicyi, bo tam nie łatwo byłoby się Duńczykom 



») Por. MllUenhoff U, 267. — *) Por. Bieiler I, 8. — ») Mon. Ger. Hiat. 88. 
XXIII, 681. — *) JohanneB Mttller : Der Geachichten BchweiseriBcher EidgenosBenschaft 
I, 8tr. 417. 



112 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

dostać, o tych samych walkach donosi także Saxo Grammaticus 
w swojej „Historia Daniae", wydanej w obszernych excerptach w Mon . 
Ger. Hist. SS. XXIX str. 37 etc. 

Zwykle przypuszcza się, że przyczyną wypraw skandynawskich 
i dalszych wędrówek narodów gockich i germańskich był brak roli, 
że szukały gleby, którąby uprawiać mogły. To jednak nie jest możliwe, 
bo narody rolnicze są zarazem osiadłe, które mogą rozszerzać się przez 
kolonie i przez wojny szczęśliwe, które jednak nie wędrują z rodzi- 
nami, caJtym statkiem domowym i niewolnikami. Można Skandynaw- 
czyków pod pewnym względem porównać z Arabami dzisi:;jszymi 
którzy dla handlu niewolnikami ujarzmili wielką część Afryki. Skan- 
dynawczycy może oddawali się także handlowi, ale handel ich był 
zwykle pretekstem, aby dla celów rabunkowych uśpili podejrzenie 
P^yszłej ofiary, jak to czynili homerowi Fęnicyanie i Sasi według 
Widttkinda. 

Dążeniopi korsarzy skandynawskich było życie bez troski; dla 
tego pierwszem ich zadaniem było, gdzie się usadowili, ujarzmić lu- 
dność miejscową gwałtem lub podstępnie, by pracowała przedewszyst- 
kiem za nich i dla nieb. 

Wyniszczywszy wszystko naokoło, ruszali zwykle w dalszą drogę 
^ całym dobytkiem i niewolnikami, aż nareszcie utonęli w państwie 
rzymskiem. Ze tymi niewolnikami byli głównie Słowianie, których 
włóczyli ze sobą po całym świecie, tego dowodzi nazwa Słowianina = 
3clayus, która nieomal we wszystkich językach oznacza dziś niewol- 
nika = Sclare, Eselaye, Schiarone eto. 

Ze w .tem przedstawieniu niema złośliwej przesady, o tern świad- 
czy wymownie pisarz dziejów gockich Jordanes, który z ustnej tra- 
dycyi czerpał wiele rzeczy ciekawych; pisze bowiem LVI, 283: „Mi- 
nuentibus deinde hincinde yicinarum gentium spoliis, coe- 
pit et Gothis yictus yestitusąue deesse et hominibus, quibus 
dudum bella alimonia praestitissent, pax coepit esse contraria^, wskutek 
czego Thiudimer ze swoimi wybrał się do Rzymu wschodniego, a Vi- 
dimer do Włoch. 

W podobny sposób wyraża się podanie narodowe o Saksonach: 
„Cumąue Saxonibus defecisset pecunia, quid yenderent aut 
emerent non habentibus, inutilem sibi pacem esse arbitrantibus . . .^). 

Wcześniej od Gotów i pokrewnych plemion Niemcy germańscy 
chwycili się roli i to było niewątpliwie przyczyną, że nie poszli, jak 



») Ob. 8tr. 107. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY łlENRM A ŁABĄ I T. D. 113 

inni, dalej z całą fortuną, lecz ostawszy się na miejscu założyli pań- 
stwo do dziś dnia istniejące. 

Wykazaliśmy zatem w pierwszym rozdziale, że był kiedyś czas, 
kiedy Słowianie zajmowali całą Europę środkową od Dniepru do Renu, 
udowodniliśmy dalej, że wszystkie narody germańskie, o ile mieszkały 
w środkowej Europie, pochodziły według własnej tradycyi ze Skandy- 
nawii; wyjaśniliśmy, rozbierając Cezara i Tacyta, że ich Germania ma 
znaczenie geograficzne a nie etnograficzne, że zatem wszystkie wywody 
uczonych niemieckich, pojmujących Germanię etnograficznie, nie mają 
żadnej podstawy historycznej. Nie można także odwołać się do później- 
szych autorów, jakoby mieli jeszcze świadomość, że wszędzie tam, gdzie 
obecnie Słowianie, mieszkali niegdyś Niemcy. Autorowie owszem z całą 
świadomością mówią o Germanii jako pojęciu geograficznem; dowodzą 
tego następujące przykłady. 

Paulus Diaconus I, 1 tak się wyraża: „At non inunerito uniyersa 
Ula regio Tanai tenus usque ad occiduum, licet et propriis loca in 
ea singula nuncupentur nominibus, generaU tamen vocabulo Germania 
yocitetur. Orothi 8iquidem, Wandalique, Hugi, Heruli atque Turcilingi 
nec non etiam aliae feroces et barbarae nationes e Germania prodierunt^. 

Historia Langobardorum Florentina ^) pisze: „Germania provincia 
est in occidentali parte per septentrionalem plagam yersus orientem 
protensa, a septentrione habet oceanum marę, a meridie ponticum et 
Danubium, ab oriente flumen Thanay, qui de Rifeis montibus descen- 
dens paludes Meothidas facit, ab occidente yero Bheno flumine termi- 
nalnr. CSontinet autem in se multas et magnas proyincias tam in terra 
firma qaam in insulis in se contentis. Nam in terra firma sunt hee, 
▼idelicet Saxonia, Frisia, Sueyia, Franconia, Bayaria, Austria, Boemia, 
Połonin, Gk)thya et Pannonia. Insule yero Dacia, Norye.>ia, Scandana 
vel Seandinayia^. 

W podobny sposób wyraża się Alfred*), król angielski 871 — 901 : 
Od rzeki Don na lewo aż do Renu... i ku pc^udniu aż do Dunaju 
i na północy aż do oceanu zwanego Cyensae — wśród tych granic 
mieszka wiele narodów i to wszystko nazywa się Germanią. 

Einhardus w Vita Caroli 15 '): „Deinde onmes barbaras ac feraa 
nationes, quae inter Bhenum ac Yisulam fluyios oceanumque ac Danu- 
bium positae, lingua quidem paene similes, moribus yero atque habitu 



*) Mcm. Gemi. Hist. Script. rer. Lan^bardicaram et Italicaram saec. VI— IX. 
IV, 8tr. 699. 

*) Mon. Pol. Uist. I. Btr. 12. 
*) Mon. Germ. Hist. SS. II. 

Soiprawy Wyds. hiBU^filos. T. XŁ. 8 



114 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

yalde dissimiles, Germaniam incolunt, ita perdomuit, ut eas tribntarias 
ef&ceret. Inter quas fere praecipuae sunt Weletabi, Sorabi, Abodriti, 
Boemanni . . ." 

Adam bremeński, dobry znawca stosunków germańskich, powiada 
II, 18: „Sclayania igitar amplissima Grermaniae proyincia, a Winulis 
incolitnr, qiii olim dicti sunt Wandali Decies maior esse fertur, prae- 
sertim si Boemiam et eos, qui trans Oddaram snnt, Polanos, quia nec 
habitu, nec lingua discrepant, in partem adieceris Sclavaniae" etc. 

I gęsta Friderici imperatoris Ottona z Fryzyngi^) mówią tak: 
„Est autem Polinia, quam modo Sclayi inhabitant, sicut placet his, qui 
situs terrarum descriptionibus notant, in finibus Germaniae superioris, 
habens ab occidente Odderam fluyium, ab oriente Yistulam, a septen- 
trione Buthenos et marę Sciticum, a meridie sylyas Boemorum^. 

Tak pisali w wiekach średnich Niemcy, znający dobrze stosunki 
swego kraju; kwestya sama jest jasną, a nie była ciemną dla nikogo; 
dopiero w nowszych czasach germaniści wyświetlili ją tak dalece, że 
w tym chaosie nikt drogi znaleść nie może. 



m. 

Dzieje SłowiańszczyzDy zachodniej. 

a. Najazdy skandynawskie. 

Dzieje starożytne podają wiadomość o trzech wędrówkach ludności 
celtyckiej; pierwszy ruch dotarł tylko do brzegów morza śródziemn^o 
i poznajomił Greków osiadłych w Marsylii z ludnością celtycką. Stało 
to się prawdopodobnie w przeciągu VI wieku przed Chr. Druga wę- 
drówka Celtów, zwanych przez Bzymian Gallami, dotarła w końcu IV 
wieku do Włoch górnych, gdzie Gallowie r. 396 zdobyli Melpum, bo- 
gate miasto Etrusków, a r. 390 lub 389 zburzyli Bzym. 

Współcześnie z Insubrami, Bojami, Senonami, Cenomanami, Lon- 
gonami, którzy osiedli we Włoszech północnych i nad Adryatykiem, 
inne plemiona celtyckie przeszedłszy Ben, usadowiły się wzdłuż lasu 
hercyńskiego, mianowicie Helwetowie nad górnym Bodanem, Bojowie 
w Noricum, a inne plemiona aż w pobliżu Iliryki. 

W latach zaś 281 — 279/8 przed Chr. wdzierają się Gallowie, 
zwani przez Greków Galatami, do Tracyi, Macedonii i Grecyi i prze- 
chodzą nareszcie do Azyi mniejszej. Siedliskiem tego ruchu były 



O Mon. G«rm. Hist. SS. XX, str. 417. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 115 

zapewne kraje, zajęte przez nich wzdłuż Alp, a nie sama Gallia przed- 
reńska. 

Jaka byJa przyczyna tych ruchów i wędrówek? Podania staroży- 
tnych autorów nic nie objaśniają; MflUenhoff ^) dopiero jest pierwszym, 
który je łączy z ruchem germańskim, a pod tym względem niewątpliwie 
ma racyę, choó mylnym jest kierunek, który on nadaje owym ruchom, 
jakoby Germanie, idąc od wschodu ku zachodowi, wyparli Celtów 
za Ben. 

Jeżeli zatem wolno łączyć ruchy celtyckie z wyprawami mor- 
akiemi Skandynawczyków i zdobyczami przez nich uczynionemi na 
lądzie stałym, w takim razie trzeba przypuścić, że Skandynawczycy 
już w Vn i VI wieku przed Chr. dali się we znaki mieszkańcom 
nadmorskim jako śmiali i niebezpieczni korsarze i rozbójnicy. Jeżeli 
wszystko nie myli, to pierwsze wyprawy, mające na celu stałe usado- 
wienie się, były skierowane ku ujściom Renu. Nie były to wówczas 
kraje obfitujące w bogactwa wszelkiego rodzaju, lecz owszem były to 
okolice mokre, pełne moczarów, przystępne przeważnie ludziom posiar- 
dającym statki i czółna. Siedliska pierwsze tu położone na kępach 
suchych, były z początku tylko stacyami, skąd Skandynawczycy z nie- 
naeka napadli Celtów i Słowian, zamieszkujących żyżniejsze i bogatsze 
okolice nad Renem, Mozą i Skaldą. Znękani ciągłymi napadami mie- 
szkańcy, aby uniknąć rozbojów, cofnęli się wstecz w głąb kraju. Nie 
zyskali jednak nic na tem, bo Skandynawczycy korzystając z popłochu, 
zajęli miejsca przez tamtych opuszczone i usadowili się w nich na 
dobre. Mając wygodną już pozycyę, sprowadzili z ojczyzny swoich 
krewnych i przyjaciół, swoje żony i dzieci. Wzmógłszy się w liczbę^ 
zmusili pierwotnych mieszkańców do poddania się, do pracowania za 
nich i dla nich, albo do opuszczenia stron rodzinnych. 

Faktem jest znanym, że narody rolnicze, których cały byt i egzy- 
stencya łączy się ściśle z ziemią Ż3n^cielką, niechętnie opuszczają oj- 
czyznę i dlatego, skoro obronić się nie mogą, prędzej podlegają ob- 
cemu panowaniu, narzuconej niewoli. Lud zaś pasterski, którego boga- 
ctwa stanowią liczne stada i trzody, wiedzie z natury rzeczy więcej 
tułacki żywot, a gdy nie może dać sobie rady z nieprzyjacielem nie- 
pokojącym go, to cofa się ze stadami w dalsze okolice, o ile temu 
nieprzyjaciel przeszkodzić nie może. 

Jeżeli zatem celtyckie ludoruchy w ścii^ym są związku z wtar- 
gnięciem Germanów, to, mojem zdaniem, wówczas Celtowie byli jeszcze 



>) MtiUenhoff II, 237—2:68. 



8* 



116 WOJCIKCH KĘTRZYŃSKI. 

ludem pasterskim, albo przynajmniej w czasie przejściowym; to samo* 
należy powiedzieć o Słowianach sąsiadujących z nimi. 

Ludy zatem z północnej Gallii, wyparte przez Skandynawczyków, 
parły na swoich sąsiadów, ci znów na dalszych, tak że nareszcie jedno 
i drugie plemię szukać musiało ratunku poza granicami własnego szczepu, 
gdzie narody rolnicze lub mniej rozwinięte zapewniały łatwiejsze zwy- 
cięstwo. 

Pierwszemi plemionami skandynawskiemi, które usadowiły się 
w Gallii belgijskiej i które dały prawdopodobnie powód do ruchów 
celtyckich ku południu i wschodowi, byli Segnowie i Caeroesowie, bo 
siedzą najbardziej wysunięci ku południowi, między Mozą a Mozelą 
w pobliżu lasu ardueńskiego; za nimi ku północy między Mozą a Be^ 
nem mieszkają Oaemanowie, Oondrusowie i Eburonowie, którzy później 
przybyli. Plemiona te pomimo wyższej kultury celtyckiej wynarodowiły 
się tylko w małej części, choć mieszkały w miastach z celtyckiemi 
nazwami, bo Celtom zabranych, choć możni nosili imiona celtyckie; 
uważać ich można i trzeba za praojców Flamandczyków a może i Ho* 
lendrów. 

Pierwszem plemieniem skandynawskiem, które się spotkało ze 
Słowianami, byli niezawodnie Nemetowie^), od których Słowianie cały 
naród nazwali Niemcami. Posuwając się doliną Renu, zajęli krainę od 
Spiry, która dla tego nazywa się także Ciyitas Nemetum, aż poza 
Strassburg; około zaś Wormacyi wiedzieli germańscy Wangionowie, 
a pomiędzy nimi a tamtymi Trybokowie. 

Za Cezara siedzieli nad Renem aż do rzeki Lipy Usipetowie 
i Tenkterowie; powyżej nich Sugambrowie^ a około Kolonii Ubiowie 
na terytoryum odebranem Słowianom; panowanie ich obejmowało z po- 
czątku prawdopodobnie tylko dolinę Renu. 

Za Cezara jednak nie tylko Ben, lecz także Wizera była już drogą,, 
którędy żywioł skandynawski zaczął się szerzyć; osiedli bowiem na 
lewym brzegu Cheruskowie. Wszędzie indziej zaś mieszkali jeszcze 
Słowianie zwani z celtycka Swewami. 

Choć Skandynawczyoy jako korsarze górowali nad Słowianami 
swoją organizacyą wojskową, która była podstawą i warunkiem ich 
powodzenia, to jednak Powianie, choć pokonywani, nie dawali za wy- 
grane, lecz ciągłemi walkami potrafili tak znużyć swych gości niepro- 
szonych, że Tenkterowie i Usipetowie opuścili swe siedziby, aby prze- 



') B76 może, że Nemetowie weześniej nawet od Segnów i Caeroesów przybyli 
nad Ren; kwestye te będzie można rozstrzygnąć dopiero wtedy, gdy aię będzie wie- 
działo, jak daleko po lewym brzega Rena mieszkali Słowianie. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RBNBM A ŁABĄ I T. D. 117 

niećó się Ea Ren do GalliL W tej chwili wmieszał się w sprawy ger* 
mańsko-^owiańskie przeważny wpływ Rzymian; Cezar bowiem, zgro- 
miwszy Tenkterów i Usipetów, zmusił ich do powrotu za Ren i także 
Ubiów wziął w obronę przeciw ^owianom. 

Że walki pomiędzy Niemcami a Słowianami nie ustawały, tego 
dowodem są wyprawy germańskie Drususa, który roku 9 przeprawiwszy 
się przez Ren, znalazł germańskich Chattów tam, gdzie za Cezara sie- 
dzieli jeszcze Swewowie, a przeszedłszy ich kraj, natrafił dopiero na 
Swewów^). Wyparto ich zatem już zupinie od brzegów Renu, a że 
wódz rzymski zwróciwszy się ku Cheruskom, wtedy przekroczył Wi- 
zerę, przypuścić można, że Słowianie trzymali się jeszcze koło rzeki 
Fuldy, gdzie ich szczątki przetrwały aż do późniejszych wieków. 

Roku &-go po Chrystusie dotarł Tyberyusz aż do Langobardów, 
a zwyciężywszy ich, posunął się dalej aż do Łaby. 

Gdy zaś Marbod w Czechach i Morawach wielkie założył państwo, 
przez czas jakiś i Langobardowie należeli do niego ^; później jednak 
odpadłszy od niego, połączyli się z Cheruskami przeciw niemu; r. 19 
opuścił Marbod swoje państwo jako wygnaniec. 

Nad morzem, gdzie Słowianie dzielnie za Cezara walczyli zUsipetami 
i Tenkterami, Swewowie roku 30 przed Chr. wzięli udział w powstaniu 
przeciw Rzymianom Morinów mieszkających nad Skaldą, lecz Caius Ca- 
rinas^ pobił ich; pomimo tej klęski część Swewów musiała długo jeszcze 
trzymać się nad rzeką Mżą (Ems), skoro tam przechowały się niektóre 
nazwy miejscowe słowiańskie aż do dnia dzisiejszego. Inni zaś musieli 
w^ tamtych okolicach znaleść przytułek wśród Celtów, skoro w później- 
szych czasach Vita s. Eligii II, 3 wspomina: pFlandrenses atque An- 
doverpenses, Frisiones et Suevi et barbari quique circa maris litora 
degentes^, a II, 8 „multum in Flandris laboravit, iugi instantia Ando- 
verpis pugnavit multosque erroneos Suevos convertit" *). Mówią o nich 
jeszcze w IX wieku Annales Vedastini pod r. 880: „Nortmanni Cur- 
tnaco sibi castrum ad hiemandum construunt indeąue Menapios atąue 
Sueyos usque ad internecionem deleyere, quia valde illis infesti erant^ *). 

I od południa zadali Rzymianie cios dotkliwy Słowianom. W roku 
bowiem 15 przed Chr. zdobyli Drusus i Tyberyusz Noricum i Recyę 
aż do Dunaju, a ludność zddną do boju uprowadzili, zostawiając tam 



^) Dio Cassius 55, 1. 
*) Yelleiua Patercalaa II, 106. 

^) 8cLiUer: Geschichte dw rOmischen Kaiserseit I, 210. 
*) Ob. Zeuas str. 67. 

*) Mon. Ger. Hist. SS. I, 519. Taj nie naleiy w tych Swewach lareńtkich upa- 
trywać Mcz^tków pierwotnej ludnoM słowiańskiej tamtejszej? 



118 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

tylko starców i kobiety. Nic dziwnego, że romanizacya w krótkim 
czasie zrobiwszy olbrzymie postępy, zatarła powoU wszelkie ślady pier- 
wotnej ludności. 

Za Tacyta panują Germanie niepodzielnie już między Renem 
a Wizerą, a Swewia zaczyna się dopiero od lewego brzegu Łaby i Sali^ 
gdzie Langobardowie i Hermundurowie jeszcze trzymali się, mając 
siedziby od morza aż do Dunaju. 

Ale i tym dwom narodom zagroziła niewola i zagłada od północy. 

W końcu III wieku po Cbr* opuściło swoją ojczyznę w Skan- 
dynawii plemię, nazywające się według podania Winniles, pod prze- 
wództwem królów swycb Ibora i Agiona i dotarło, nie wiadomo którą 
drogą, aż do dolnej Łaby, gdzie zapanowało nad słowiańskimi Lango- 
bardami. Jak długo przebywali Skandynawczycy nad dolną Łabą, nie 
wiadomo; zdaje się jednak, że dopiero w drugiej połowie V wieku, 
stąd wyruszyli, a przybywszy nad Dunaj, zajęli kraj Rugów, których 
królestwo zburzył r. 487 Odoaker. 

Wiadomo nam już, że Turyngowie składali się z germańskich 
Anglów i Warinów, którzy za czasów Tacyta mieszkali w południo- 
wym Szlezwiku. Kiedy przybyli na lewy brzeg Łaby, nie wiemy; nie 
ulega jednak wątpliwości, że owej wędrówki nie odbyli razem z Łan- 
gobardami; przypuścić raczej należy, że natarcie ich spowodowało Lan- 
gobardów do opuszczenia kraju i szukania dogodniejszych siedzib i wa^- 
runków na południu. 

Anglowie i Warinowie usadowiwszy się w okolicach zamieszka- 
łych przez Durzyńców, przybrali od nich nazwisko, lub raczej Niemcy 
sąsiedni nazywali ich państwo mianem starodawnem „Turyngią^. Je- 
szcze przed śmiercią św. Seweryna, który działając wśród krajowców 
naddunajskich w królestwie Rugiów, umarł około r. 480, zapuścili oni 
już swoje zagony aż do Dunaju, jak z drugiej strony Alamanowie od 
zachodu i). 

Państwo Turyngów nie trwało jednak długo, bo roku 531 uległo 
potędze króla frankońskiego, który zawładnął głównemi ich ziemiami^ 
jak o tem Teodebert, syn Teodoryka, donosi cesarzowi Justynianowi: 
„id vero, quod dignamini esse soUiciti, in quibus proyinciis habitemus, 
aut quae gentes nostrae sint, Deo adiutore, ditioni subiectae, Dei nostri 
misericordia feliciter subactis Thuringis et eorum proyinciis acquisitis, 
extinctis ipsorum tunc temporis regibus" etc. 



^) Eugippii Yita 8. Seyerini rozde. HI : «et rex (Ragoram) inquit, hunc popal urn, 
pro qao benevoIu8 peccator accedis, non patiar Alamannormn aut Tharingorom ini- 
qaoruin 8aeva depraedatione yastari. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENTSM A ŁABĄ I T. D. 119 

Współcześnie z Anglami i Warinami przybyli do środkowej Eu- 
ropy Saksonowie^ którzy osiadłszy w ziemi Hadola rozszerzyli się ku 
górze harcowskiej i na zachód kn Renowi, niszcząc do szczętu ludność 
słowiańską rzadko rozsiadłą po tamtych błoniach bagnistych. 



b. Państwo Samona. 

Z upadkiem państwa turyngskiego Frankowie stali się panującym 
narodem w środkowej Germanii; nad morzem północnem dzierżyli wła- 
dzę Saksończycy, w południowych Niemczech, a mianowicie za Dunar 
jem, rozprzestrzeniali się gw^ałtownie Alamańczycy pod nazwą Szwabów 
i Bawarczyków. Przytłumiona była zatem Słowiańszczyzna zachodnia 
na całem terytoryum pierwotnej Germanii od Alp do morza północnego 
i tylko nad Ratanicą aż do czeskiej granicy Słowianie zachowali byt 
niezależny. W tych tutaj stronach powstało od czasów Marowodowych 
pierwsze znów państwo słowiańskie poważniejszego zakroju. Donosi 
o niem frankoński pisarz Fredegar, co następuje: IV, rozdz. 48. Anno 40 
(1 j. 623/624) regni Cblotariae homo, nomen Samo, natione Francos 
de pago Senanago, plures secum neguciantes adciyit, exercendum n&- 
gncium in Sdayos coinomento Winedos perrexit. Sclayi iam contra 
Ayaris coinomento Chunis, et regem eorum Gagano ceperant rerellare. 
Winidi befulci Ohunis fuerant iam ab antiąuito, ut, cum Chuni in 
exercitu contra gentem qualibet adgrediebant, Chuni pro castra aduna- 
tnm illomm stabant exercituin, Winidi yero pugnabant. Si ad yincen- 
dum preyalebant, tunc Chuni predas capiendum adgrediebant; sin autem 
Winidi superabantur, Chunorum auxilio fulti yirebus resumebant. Ideo 
befulci yocabantur a Chunis eo, quod dublicem in congressione certa- 
mine yestila priliae (yexilla proelii) facientes, antę Chunis precederint. 
Chuni iemandum annis singulis in Esclayos yeniebant, uxore8 Sclayo- 
ram et fiUas eorum strato sumebant; tributa super alias oppressiones 
Sclayi Chunis solyebant. Filii Chunorum, quos in uxores Winedorum 
et filias generayerant, tandem non subferentes, maliciam ferre et op- 
pressione, Chunorum dominatione negantes, ut supra memine, ceperant 
reyellare. Cum in exercito Winidi contra Chunus fuissent adgressi, 
Samo negucians, quo memorayi superius, cum ipsos in exercito perrexit; 
ibique tanta ei fuit utiletas de Chunis facta, ut mirum fuisset et nimia 
multitudo ex eis gladio Yinidorum trucidata fuisset. Winidi cementes 
utilitatem Samones, eum super se eligunt regem, ubi 80 et 5 annos 
regnayit feliciter. Plurea prilia contra Chunis sui regimini Winidi in- 
iaerunt; suo consilio et utilitate Winidi semper Chunus superant. Samo 



120 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

12 uxores ex genere Winodorum habebat, de ąnibus 22 filius et 15 
filias habuit". 

ly. rozdz. 68, 631/632: „Eo anno Sclavi coinomento Winidi in 
regno Samone neguciantes Francorum cum plure multetudine interfe- 
cissent et rebus expoliassint5 haec fuit initium scandali Inter Dagober- 
tum et Samonem regem Sclayinorum. Dirigensąue Dagobertus Sycha- 
rium legatarium ad Samonem, paetens, ut neguciantes, quos sui inter- 
fecerant, aut res inlecete usorpaverant , cum iusticia faceret emendare. 
Samo nolens Sicharium vedere nec ad se eum yenire permitteret, Si- 
charius yestem indutus ad instar Sclayinorum, cum suis ad conspectum 
peryenit Samonem; uniyersa, quod iniunctum habuerat, eidem nunciayit. 
Sed, ut habit gentiletas et superbia prayorum, nihil a Samone, que sui 
admiserant, est emendatum, nisi tantum placeta yellens instetuere, de 
hys et alies intencionibus, que inter partes orte fuerant, iustitia redde- 
retur in inyicem. Sicharius, sicut stultus legatus, yerba inproperiae, 
quas iniunctas non habuerat, et menas adyersus Samonem loquitur, eo 
quod Samo et populus regni sui Dagobertum diberint seryicium. Samo 
respondens, iam saucius dixit: „Et terra, quam habemus, Dagoberto 
est et nos sui sumus, si tamen nobiscum disposuaerit amicicias con- 
seryare". Sicharius dicens: „Non est possebelem, ut christiani et Dei 
seryi cum canebus amicicias conlocare possint". Samo ae contrario 
dixit: „Si yos estis Dei seryi et nos Dei canes, dum yos adsiduae 
contra ipsum agetis, nos permissum accepimus, yos morsebus lacerare^. 
Aegectus est Sicharius de conspectum Samones. Cum haec Dagoberto 
nunciassit, Dagobertus supenreter iubet de uniyersum regnum Austra- 
siorum contra Samonem et Yinidis moyere exercitum; ubi trebus tur- 
mis falangę super Wenedus exercitus ingreditur, etiam et Langobardi 
solucione Dagoberti idemque osteleter in Sclayos perrixerunt. Sclayi 
his et alies locis e contrario preparantes, Alamanorum exercitus cum 
Crodoberto duci in parte, qua ingressus est, yicturiam optenuit, Lan- 
gobardi idemque yicturiam optenuerunt et pluremum nummerum capti- 
yorum de Sclayos Alamanni et Longobardi secum duxerunt. Austrasiae 
yero cum ad castro Wogastisburc, ubi plurima manus forcium Wenę- 
dorum inmurayerant, circumdantes, triduo priliantes, pluris ibidem de 
exercito Dagoberti gladio trucidantur et exinde fogaceter, (^mnes tin- 
turius et res, quafl habuerunt, relinquentes, ad propries sedibus reyer- 
tuntur. Multis post haec yecibus Winidi in Toringia et relequo8 yastan- 
dum pagus in Francorum regnum inruunt. Etiam et Deryanus dux 
gente Surbiorum, que ex genere Sclayinorum erant et ad regnum Fran- 
corum iam olem aspecserant, se ad regnum Samonem cum suis tra- 
dedit. E8taque yicturia, qua Winidi contra Francos meruerunt, non 



o SŁOWIANACH MIĘDZY REKEM A ŁABĄ I T. D. 121 

tantum Sclayinorum fortitado optenuit, ąaantum demeiitacio Austrasio- 
rum, dum se cernebant cum Dagoberto odium incurrisse et adsiduae 
€xpoliarintur". 

Nad relacyą Fredegara, który pisał około r. 658, należy się do- 
brze zastanowić. 2 całego opisu przez niego podanego wynika, że 
o Słowianach czyli Wendach, oraz o ich położeniu i siedzibach jasnego 
nie miał wyobrażenia. Bo co opowiada o Słowianach, będących w nie- 
woli awarskiej, tudzież to, co donosi o Słowianach, którym panował 
przez lat 35 Samo, nie odnosi się i nie może się odnieśó do jednego 
i tego samego plemienia słowiańskiego. 

Jordanes bowiem, piszący w VI wieku, zna już na wschód od 
Szwabii Bawarczyków „nam regio illa Suavorum ab oriente Baibaros 
habet, ab occidente Francos ... a septentrione Thuringos" *). 

Ponieważ rzeka Lech była granicą, która dzieliła Szwabów i Ba- 
warczyków, przeto przypuścić należy, że wówczas ich siedziby sięgały 
ku wschodowi przynajmniej do rzeki lnu, jeżeli nie dalej aż do rzeki 
Aniży (Enns*). Awarowie zaś mieli swą główną siedzibę w Pannonii 
t. j. w kraju Chrobatów, których gnębili w sposób haniebny. Co zatem 
Fredegar opowiada o Wendach, którzy buntowali się przeciw Awarom, 
awym panom, może się odnieść tylko do Słowian zaaniskich, a nie do 
tych, którzy byli w najbliższem sąsiedztwie Turyngii. 

Inni to znów Słowianie, przeciw którym wojska longobardzkie 
i alamańskie w roku 631/632 walczą zwycięsko, choć Fredegar wiąże 
ich ściśle z Samonem, który, na co ciągle baczyć należy, bezpośrednim 
był sąsiadem Turyngii. Jeżeli zaś Langobardowie z Włoch północnych 
i Alamanowie, przez których tu rozumie się albo Szwabów albo Ba- 
warczyków, połączyli się przeciw Słowianom, to wyprawy ich skiero- 
wane były tylko przeciw nieprzyjacielowi, który mieszkał pomiędzy 
nimi. Mowa tu niewątpliwie o Słowianach korutańskich, mieszkających 
w dzisiejszej Karyntyi i przyległych krajach. 

Wyprawa Langobardów poza Dunaj, gdzie Słowian Samonowych 
szukać należy, nie miałaby celu, jak każdy o tern przekonać się może, 
kto patrzy na mapę i była zresztą niemożliwą, bo Langobardya była 
wówczas państwem niezależnem, niepodległem władzy królów fran- 
końskich. 

Jeżeli zaś r. 632/33 Saksonowie obowiązują się bronić granic 
frankońskich od Wendów, gdyby król Dagobert ich uwolnił od trybutu. 



*) Rozdz. LV. 

') Zeass 8tr. 372 : Die Ostgrenze der Baiem bildete die Enns in ihrem zor Do- 
naa gewendeten Lanfe. Bis hierher waren die Araren Torgedrungen. 



122 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

to oczywiście mowa o północnych Słowianach, chód z opowiadania 
Fredegara zdawaćby się mogło, że i to się odnosi do Słowian Samo- 
nowych. 

Niejasności te w podaniu Fredegarowem, pochodzące stąd, że autor 
wszystkie owe wiadomości, które miał o Słowianach, odnosił do tego 
narodu, nad którym panował Samo, były przyczyną, że różni w różnych 
stronach pomieścili jego królestwo. 

Conyersio Bagoariorum et Carantanorum, która pochodzi z ósmego 
wieku, umieszcza państwo Samona w Karyntyi; nowsi zaś badacze prze- 
noszą je zwykle do Czech. Ostatnia hypoteza ma tę dodatnią stronę, 
że Słowianie Samona są zarazem sąsiadami Awarów i Serbów, lecz 
nie uwzględnia tej okoliczności, że kraje między Dunajem a Menem 
tylko w zachodniej części były własnością frankońską, że Ratanica 
jeszcze roku 805 była granicą wschodnią imperium Karola Wielkiego, 
że ówczesna Turyngia nie graniczyła z Czechami, ani Czechy z innemi 
ziemiami (pagi) frankońskiemi. Fredegar zaś nic nie donosi, jakoby 
wojsko frankońskie wtargnęło do Czech, które jednak miały swoją 
nazwę odrębną — Cihu-Winidi, Beo-Winidi, lub Boiohaemum — i nie 
mógł o tem nic donieść, gdyż królestwo frankońskie nie graniczyło 
z Czechami, skoro między czeską granicą a Batanicą znajdował się 
szmat ziemi, który dotąd zachował byt niezależny i wolność. 

Że tutaj w tej części dawnej Germanii leżało królestwo Samo- 
nowe, dowodzi właśnie okoliczność, że graniczyło bezpośrednio z Tu- 
ryngią i innemi ziemiami frankońskiemi, albowiem poddani jego „multis 
post haec vecibus Winidi in Toringia et relequos yastandum pagus in 
Francorum regnum inruunt" lub „cum Winidi iusso Samone fortiter 
sererint et sepius, transcesso eorum limite, regnum Francorum yastan- 
dum, Toringia et relequos pagus ingrederint'^ ^). 

Co Fredegar o Samonie podaje, jest po części niewątpliwie bajką. 
Według niego Samo miał być kupcem frankońskim, który Wendom 
pomagał w walce z AwaramL Przekonawszy się o jego dzielności, wy- 
brali go swoim królem; panował 35 lat, miał żon 12 słowiańskich, 
22 synów i 15 córek. 

Frankowie przeszło już od wieku byli chrześcijanami; powinien 
nim być i Samo, skoro był Frankończykiem. Tymczasem król Samo 
jest poganinem, jak tego dowodzi nie tylko liczba żon jego, lecz także 
rozmowa jego z Sycharyuszem, posłem Dagobertowym. 

Na zdanie wyrażone przez Samona: „Nasza ziemia będzie Dago- 
berta i my będziemy jego, gdy zechce zawrzeć z nami przyjaźń", 



') Fredegar IV, 74 



o SŁOWIANACH HIĘDZT RENEM A ŁABĄ I T. D. 123 

odpowiada pos^: ^Non est possebelem, ut christiani et Dei seryi 
cum canebus amicicias conlocare possint^. 

Gdyby Samo był Frankończykiem , byłby z pewnością szukał 
przyjaźni króla frankońskiego, byłby otaczał się Frankami i im sprzy- 
jał, ale tego wszystkiego niema ani śladu w relacyi Fredegara. Prze- 
ciwnie kupcy frankońscy nie byli bardzo bezpieczni w granicach jego 
państwa, a poi^a króla Dagoberta Samo wzbraniał się przyjąć. 

miejscu, gdzie nieszczęśliwa dla Franków toczyła się bitwa^ 
Yogastisburc^ nic nie wiadomo. Uczeni niemieccy przypuszczają, wy- 
chodząc z założenia, że Samo był królem czeskim, że mowa tu o za- 
ginionej miejscowości „Tugast", która miała leżeć nad Ogrzą w Cze- 
chach. 

1 ja sądzę, że zaszła pomyłka w nazwie; mniemam, że należy 
czytać „Mogastisburc". Mogast, po polsku powiedzielibyśmy dziś Mo- 
goszcz, leży mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Pfortzheim nad 
Reganicą a Banitami (Bayreuth) nad Paganicą. 

Po wyparciu Franków z granic państwa władza Samona była 
tak dalece ustalona, że nawet Derwan, książę „gente Surbiorum, quae 
ex genere Sclayinorum erant et ad regnum Francorum iam o lem 
aspecserant^, wyłamawszy się z pod władzy frankońskiej, poddał się 
SamonowL 

Ten książę Derwan dla uczonych niemieckich istną był zagadką, 
bo według nich lwowianie co dopiero mieli przybyć nad Labę, a otóż 
księstwo jego od bardzo dawna „iam olim" było w zależności od 
Franków! 

Dla nas nie jest to rzecz wcale nadzwyczajna, chodzi tylko o to^ 
aby wiedzieć, w której okolicy on panował. 

Że księstwo jego nie leżało za Salą t. j. na wschód od tej rzeki, 
nie ulega żadnej wątpliwości, bo Frankowie dopiero za Karola Wiel- 
kiego przekroczyli tę rzekę. Państwa zatem Derwana należy szukać 
na zachód od Sali, zwłaszcza, że Słowianie, mieszkający na lewym 
brzegu, byli niewątpliwie członkami tegoż samego narodu, co Słowianie 
na prawym brzegu. Za owych czasów zaś posiadali Frankowie nad 
dolną Salą i Łabą tylko Turyngię zdobytą r. 531, a księstwo Derwana 
mogło stanowić część tylko posiadłości turyngskich. Derwan zatem byt 
lennikiem królów frankońskich, a poprzednicy jego podlegali może już 
królom turyngskim; z upadkiem państwa turyngskiego i owo księstwo 
przeszło pod naczelną władzę Frankończyków. 

Jeżeli zatem nasze przypuszczenie jest uzasadnione, to księstwem 
owem mogła być tylko ta część Turyngii, która w późniejszych cza- 
sach dopiero t. j. za Karola Wielkiego została na nowo przyłączona 



124 WOJCIECH KĘTRZ\^'SKI. 

do państwa frankońskiego. Granicami jego były prawdopodobnie z je- 
dnej strony rzeka Sala, a z drugiej rzeka lima aż pod Wojmir (Wei- 
mar), stamtąd do Erfurtu nad rzeką Gera i w kierunku tejże rzeki 
aż do Menu, gdzie, nie wiadomo w którem miejscu, schodziły się gra- 
nice księstwa i królestwa Samona. 

Państwo zatem Samona sięgało od ujścia limy do Sali i Erfurtu 
aż do Dunaju. 

Samon umarł około r. 658 zostawiwszy po sobie 22 synów, którzy 
słowiańskim zwyczajem prawdopodobnie podzielili pomiędzy siebie oj- 
cowiznę i zburzyli to od razu, co ojciec pracą całego życia postawił. 
To też jest przyczyną, że o królestwie Samona nic więcej nie słychać 
i że w końcu r. 803 lub krótko potem owe ziemie należące niegdyś 
do niego, poddały się Karolowi Wielkiemu nieomal dobrowolnie, bo 
o żadnej walce nie słychać. 

Nieco dłużej zachowali swą niezależność polityczną Słowianie 
lipańscy po obu brzegach rzeki Jasnej (leetzel). którzy niepokoili dzier- 
żawy niemieckie w ziemi bardowickiej ^) i dalsze aż do Alery. Walki 
te trwały do XII wieku, albowiem bunty Sasów przeciw cesarzom, 
Tsamieszki, które powstały po śmierci duka Magnusa i sąsiedztwo za- 
łabskich Obotrytów nie pozwoliły Niemcom owego zakątka od razu 
ujarzmić. 

Że zaś roku 1144 występują już komesowie luchowscy i warp- 
kowscy. roku 1158 dannenbergscy, ta okoliczność dowodzi, że ziemie 
owym hrabiom podległe, były już na Słowianach zdobyte. Kiedy cały 
kraj Niemcy wzięli w posiadanie, sprawa ta jeszcze nie jest wyświe- 
tlona dokładnie, ale przypuszczają, że dzieła tego dokonał albo Henryk 
Dumny albo Henryk Lew*). 



c. Niewola Słowian zachodnich. 

Opanowanie krain słowiańskich przez Niemców pociągn^o za sobą 
zup^ą zmianę wszelkich stosunków dotychczasowych. Ofiarą padli 
przedewBzystkiem wielmoże słowiańscy, którzy w obronie samodziel- 
ności narodowej i politycznej przodowali. Oni albo zginęli w boju, albo 
wzięci do niewoli stali się niewolnikami, których sprzedawano nieraz 



') Miasto Bardewik nie jest pozostałością po Langobardach, jak Niemcy utrzy- 
mują, albowiem rzeczka, nad którą leży, nazywała się według kroniki wielkopolskiej 
Barda. 

' ») Meitzen II, 152, 370. 372, 493 etc. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY KBNRH A ŁABĄ 1 T. D. 125 

aż do krajów muzułmańskich, albo jeżeli szczeńcie komu sprzyjało, ten- 
uszedł na wschód do krain jeszcze nie ujarzmionych. Majątki ich 
przypadły w udziale zwycięzcom. 

Nie ulega wątpliwości, że niektóre rody, które będąc w dobrych 
stosunkach z najezdcami, działały na ich korzyść a na szkodę rodaków 
luh z innych powodów zasłużyły na pobłażanie i życzliwość panów 
niemieckich, utrzymały się przy swoich majątkach i przy swojej na- 
rodowości, ale stosunki były już wówczas tak się ułożyły, że germa- 
nizacya musiała nastąpić niebawem i to przez małżeństwa z Niemkami. 

W okolicach, które nas tutaj bliżej obchodzą, udało nam się zna- 
leść ledwie kilka przykładów. 

Traditiones et antiquitates klasztoru fuldajskiego wspominają (42, 
nr. 312), że „Belesta tradidit s. Bonifatio quicquid in LuteraJia et in 
Lupence marca hereditatis habuit in campis, silyis, pratis, pascuis, areis^ 
edificiis, mancipiis^. Jest to niewątpliwie Bolesta, a w jego posiadło- 
ściach, z których Lupence, Lupnitz = Lipnica, istniała jeszcze znaczna 
liczba Słowian. 

Słowianinem był także prawdopodobnie „Slawo^, który ze swoją 
małżonką „tradit s. Bonifatio bona sua in yilla Mechitamunil in pago 
lagesgewe^ ^). 

Nieco wyraźniejsze ślady wolnych osobistości pochodzenia sło- 
wiańskiego znajdujemy w naddunajskich okolicach; w dolnym Altaichu 
byli n. p. opatami Wencesław (Wenceslaus), który umarł r. 1068 lub 
1069 i Bolesław (Boleslau), który umarł r. 1160'). 

Boku 1336 występuje w dokumencie Ulrich des Yenden kint yon 
Byriogspurch '), a r. 1463 zmarł w Augsburgu „Latislaus de Achdorf 
oanonicus hoius ecclesie^ *). Stowiańskiemi były także znakomite rody 
Sobolów (Zobel) ^) i GoUierów z przydomkiem Schluderer ^). 

Jeżeli Kindlinger: Mtlnsterische BeitrUge II, str. 120^ przytacza 
ostęp „possegsi sunt 9 manai a Sclayonicis militibus^, to przypuścić 
należy, że owymi „milites^ byli również wielmoże słowiańscy, którzy 
własność swą ofiarowawszy kościołowi, trzymali ją nadal jak lennicy 
kościelni. Obowiązkiem ich była i^użba wojenna konna. 

Do kategoryi osobiście wolnych należeli prawdopodobnie t. zw. 



O Tradit et Antiquit. Fold. i, Nr. 69. 

*) Mon. Boica Zł (Monnmenta Niederaltacbensia). 

*) Mon. Boica YI (Mon. Baarbergensia r. 1336). 

*) Nacrologia Oermaniae I, atr. 69. 

^ Sepp str. 36. 

•) Sepp str. 30—31. 

^ Wutz: Deutsche Yerfassangsgeschichte Y, 157. 



126 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

li beri, o których w Traditiones et Antiąuitates Fuldenses 43 Nr. 70 
czytamy: ,,In Engelmarestat liberorum 17 unnsqui8qne plenam yictimam 
dat, qnod nos dicimns friscinge, 3... Quidam liberorum id est 
Sclavorum cum libra lini et uno ove et uno panno solvunt, alii fru- 
mentum dant id est 3 modos ayenae, 1 modum siliginis et dimidium tri- 
tici..." oraz beneficiati^), o których 43 Nr. 69 się mówi: „In Ludera 
Sclayi cum pleno beneficio 11, cum dimidio 4"; tudzież zapewne co- 
lon i 2), o których jest wzmianka 43 Nr. 63: „In Ugesberge... Sclavi 
9 singuli 1 libram lini et unam paltenam, unam gallinam cum 5 oyis. 
Sunt alii Sclayi coloni singulos porcos, singulas oyes debentes, ex- 
ceptis tribus, quorum quisque duos porcos et 2 oves debent". 

Jeżeli co do milites przypuścić należy, że jako lennicy siedzieli 
na własnym gruncie ofiarowanym kościołowi, to liberi, beneficiati i co- 
loni trzymali kościelne grunta w dzierżawie, z których płacili czynsze. 

Największa jednak część ludności słowiańskiej po utracie bytu 
politycznego i wolności stała się własnością pańską t. j. świeckiego 
lub duchownego pana albo cesarską i uprawiała rolę jak przedtem tak 
i nadal na korzyść naturalnie swych nowych panów. 

Ludność słowiańska, należąca do skarbu panującego, nazywała 
się „Sclayi fiscales lub fiscalini^ ^); położenie jej było jak wszędzie 
indziej znośniejsze ^). Słowiańskie nazwy osad przechowały się przewa- 
żnie w dobrach fiskalnych. 

Ludność słowiańska jako niewolna była tak dalece znana, że jej na- 
zwa w wymówieniu niemieckiem „Sklaye" stalą się synonimem niewolnika. 

Ludność ta, o ile wchodzą w rachubę okolice, które nas przede- 
wszystkiem obchodzą, rządzona była według własnych praw, o których 
tu i ówdzie zachodzą wzmianki n. p. „caetera yero legitima iura 
Slayorum, quae constituta sunt pro caedibus yel furto 
aliisque culpis, quae suboriri poterunt. tempore vel loco, quo ab- 
bati placuerit, persolyere debebant" ^) (1136). W zapisie zaś królowej 

*) Ob. Waitz V, 371. 

*) Ob. Waitz V, 205. 

^ Waitz V, 225. 

*) Ale i z nimi obchodzono 8i§ nie zawsze łagodnie; gdy n. p. chodziło o to, 
aby zabezpieczyć jak%ś okolicę przez załogę niemiecką lab kolonię, a nie było pod 
ręką odpowiedniego miejsca, to po prosta wygnano Słowian z odwiecznych ich siedzib, 
zostawiając ich własnemu przemysłowi lab kijowi iebraczema i śmierci głodowej. 
Gospodarstwa zaś słowiańskie zajęli Niemcy. Wynika to niewątpliwie z Formalae im- 
periales 1. 2 (M. G. H. Legam sectio Y), gdzie czytamy: „Qaaliter nos daobas fideli- 
bas nostris de Saxonia... duas yillas iaris nostri trans Albiam fluyiam in pago illo 
' constitntas . . . ezactis inde Sclavis, in proprietatem concedimas''. 

') Schannat: Yindemiae literariae. CoUectio II, str. 2 — 3. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 127 

Byksy, którym kościołowi kolońskiemu r. 1057 darowuje zamek Saal- 
feld z przyległościami oraz posiadłości swoje w Orlej, czytamy pomiędzy 
iimemi: „Hoc qnoque firma ratione constitnens, ut liberis yel smordis, 
YenatoribuB siye cuiuscunąue generis homiiiibus ad hanc dominationem 
pertinentibus, qai suis temporibus iura et optimas consuetudi- 
nes habaisse probare poterint . . .^ a w dalszym ciągn ^facta est hec 
traditio in Salayeldon secnndum legem et ritum gentis illius^ ^). 

Stosownie do tego zdarza się nieraz, że w wykazach cz3rnszowych 
mówi się tylko ogólnikowo, że Słowianie płacą swoje „debitnm^ n. p. 
43 Nr. 5: „In Esgenebach . . . duo Sclayi cum suo debito^; tamże Nr. 11: 
„In Lupenzo... Sclayi yero 50 cum suo debito^; tamże 51 „ad Huni- 
felt... Sclayi 35 cum suo debito solyunt libras totidem lini^; tamże 58 
„In Goltbach... Sclayi 5 cum suo debito^. 

Zazwyczaj jednak wymieniają opisy czynszowe dokładnie, co 
każdy dać obowiązany; przedmiotami zaś daniny czyli czynszu były 
przedewszystki^Di: len, w^a, sukna różne (phalta, phaltena, pannus), 
kozzi (koszule), lodices (dery lub kołdry), kury i jaja, wieprze, barany, 
owce, prosięta (yictimae porcinae), zboże (frumentum), owies, pszenica 
(siligo), orkisz (triticum), słód (bracium), miód (situlae mellis) ^) itp. 

Tych to Słowian ma się na myśli, gdy w dokumentach^) wspo- 
minają „o rustici Slayi^ n. p.: „Conradus Dei gratia praepositus s. Ma- 
riae in Erford uniyersis yolumus esse declaratum, quod super causa 
diu coram nobis yentilata ex parte yenerabilis domini Henrici abbatis 
et capituli s. Petri in Erfordia ex una et rusticos Slayos in Erm- 
Btete ex parte altera pro quadam decima iam dictae ecclesiae talis 
transactio coram nobis est habita: Rustici Slayi praenominatae 
yillae consignayerunt dimidium maldrum annonae Erfordiensis mensu- 
rae singulis annis praedicto abbati persolyendum ab illis personis, quae 
Yulgariter in eadem yilla „Alderman^ *) appellantur; insuper si Slayi 
yel foro yel quacumque commutatione sibi contraxerint aliquos mansos 
Theutonicorum eiusdem yillae, eandem decimam sine contradictione 
persolyent, quam Theutonicus inde persolyit; si yero Theutonicus a Slayo 
fflye emptione yel qualicunque modo mansum commutayerit, eandem 
decimam debitam praedicto coenobio exinde sicut et de reliquis mansis 
suis exsolyet. Mensura etiam decimalis a praedicto abbate ibidem insti- 
tuta perpetuo permanebit, quarum XVI complebunt maldrum Erfor- 
tensem. Acta sunt haec anno incarnationis Dominicae 1227^. 



') Lacomblet: Urkandenbach fUr die Geschichte des NiederrheinB I, Nr. 192. 
*) Daty te wyjęto z Traditiones et Antiąoitates Fuldenses Dronkiego. 
') Schannat: yind. Liter. CoUectio II, str. 121. 
*) Mowa tu zapewne o „staroście*^. 



128 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

O Smerdach, o których w innych krajach bywa często mowa^ 
znaleźliśmy wzmiankę tylko w przywileju królowej Ryksy powyżej 
zacytowanym, oraz w notatce klasztoru korbejskiego o posiadłościach 
w Sertisleye „possessi sunt mansi 30 a latis Teutonicis, 12 a Tuiurdia 
(wyraz ile odczytany zamiast Smurdis), 9 a Sclavonicis militibus". 
Smerdowie prawdopodobnie nie bardzo różnili się od innych Słowian, 
bo według Meitzena byli oni zwyczajnymi czynszownikami; Waitz zań 
uważa ich za kolonów^). 

O gościach słowiańskich wspomina tylko dokument-) z r. 113& 
temi słowy: 

„Notum sit omnibus Christi veritatem sectantibus, praesentibus 
et subseąuentibus, Sigefridum quendam Erpesfurtensem s. spiritus aspi- 
ratione succensum, propria pecunia III mansos in yilla, quae Becke- 
steti dicitur, ennisse sanctoque Fetro principi apostolorum coenobitisque 
praedicti apostoli commorantibus in Erpesfurt absolute tradidisse pro 
salyatione yidelicet suae animae uxorisque nec non omnium parentum 
cognatorumque salute: pro quo praedio suscipiendo ad incolendum de- 
derunt pro oblatione unum mansum haereditarii praedii iacentis iuxta 
praedictam yillam quatuor Slayi de saepe nominata yillula, hospites 
Ludeyioi comitis proyinciae, quorum ista sunt nomina: Luzicho, 
Herolt, Odalrih, Cuno. Hi quatuor yiri susceperunt praediotos quataor 
mansos, tam illum, quem obtulerant, quam illos tres, propter quo8 ac- 
quirendos proprium mansum tradiderant haereditarii iure praedii ita^ 
ut, quum quis istorum obierit, filius eius aut prosimus propinquus offerai 
abbati praedicti coenobii VII solidos et in haereditatem defancti suo* 
cedat; solyunt autem praedicti Slayi ter in anno singulis yicibus 13 so* 
lidos; hoc etiam propter praedictam oblationem ab abbate impetrarunt^ 
quod adyocato nullum placitum persolyunt; caetera yero legitima iora 
Slayorum, quae constitata sunt pro caedibus yel furto aliisque culpifi^ 
quae suboriri poterunt, tempore yel loco, quo abbati placuerit, persol- 
yere debebunt. Huius constitutionis plurimi exsistunt testes etc. Acta 
sunt haec anno ab incarnatione Domini 1136^ itd. 

Inną zupełnie kategoryę przedstawiają L zw. seryientes, o któryoh 
wspominają Tradit. et Antiqu. Fuld. 43 Nr. 4: „InSulaho... seryientes 
Selayi 35". Seryientes stanowią tu niewątpliwie czeladź domową; do 
nich należą także owi „yenatores", o których wspomina darowizna 
królowej Ryksy, oraz owi „selayi" cesarza Ottona, o których nadmie- 
nia Liudprand rozdz. 23; byli to jego koniuchy. 

') Meitzen II, 241. Waitz V, 157. 

^ Schannat: Yindemiae literariae. CoUectio II, str. 2 — 3. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY KSNEM A ŁABĄ I T. D. 129 

Na bardzo nizkim szczeblu społeczeństwa musieli być ci Slowia- 
nie, którzy byli niewolnikami ludzi niewolnych; o takim jest mowa 
w Trąd. et Ant. Fuld. 43 nr. 4 „yillieus 1 dimidium mansum et 1 
Sclarum habens^ . . . 

W czasach, z których nasze wiadomości pochodzą, ludnośó wiej-* 
ska co do narodowości była już bardzo mieszana, co nikogo zadzimó 
nie powinno, kto uwzględni, że tyle wieków niewoli upłynęło już nad 
owymi krajami; obok ^owian występują także jako ludzie niewolni 
Saksończycy n. p. Trąd. et Ant. Fuld. 43 Nr. 50: „In Rora... Saxo~ 
nes 18, Sclavi 75". 

O Frankończykach niewolnych wspomina 1. c. 48 Nr. 11: „In 
Łupenzo... Sclairi rero 50 cum suo debito; insuper 28 Sćlavi kozzots 
reddunt et alii 55 Franci similiter reddunt^. 

Ale obok Słowian, Saksończyków i FiPankończyków wymieniają 
zapiski faldajskie jeszcze całe flzeregi luddoś<^i zależnej n. p. 43 Nr. 23: 
„In Glerstungen 5 territoria, lidi 60, quoruili 24 singuli porcum singu- 
liqne pannnm ex proprio lino et 6 galliftad cum ovis 200; ex his 36 
singnlos porcos et singulos panno0 ex pfoprio lino et 8 gallinas cum 
ovi8 150. Insuper aKe hubę 82 siflgulas oveft et eorum mulieres 3 ca- 
misiałeA 3 ex lino dominico et 3 gallinad cum oyis 100 et cum tri- 
dnano seryitio. Insuper 55 Scla^i singulos porcos singulasque phaltas 
et 8 g&Uinas cum ovis. Ad haeó 23 S6lavi dingulos poroos, iiisupei^ 
95 Sdayi, ex ąuibus 150 librę Uni debetltitf singuleąue paltene. Coloni 
23 singuli 2 porcos et 2 oves, łnsupeif coloni 20 singulos porcos ef 
eomm 10 singulas oyea. Mole 7, ecd^ie 2 ctim deoimatioiie et 4 hu- 
bis. Noralia 23 denarios reddunt. Beneficii sunt 2 oppida et una huba. 
Summa 320 sołidi^. 

48 Nr. 47: „In Biberaha lidi 6, Sclavi 36, serritores 87, tribu- 
tarii 12, qui unam yictimam solrunt. Limares yilla 11 sunt tributarii, 
pisestores 2 cum suo beneficio*'. 

48 Nr. 68: „In Biscofesberch antiquitu8 pertinebant 2 territoria, 
lidi 40 cum plena redditione sui debiti; insuper hubę 70 singule sin** 
gulos porcos singulasque oves et singulos pannos reddunt. Coloni 66 
singulas oves cum triduano seryicio; seryitores 30 singuli 3 modios 
ayene et 1 modium siliginis et dimidium tritici. Tributarii 80 statutum 
eensum yel cottidianum seryicium persolyentes^ etc. 

Jakiej więc narodowości byli owi „lidi, coloui, seryitores, tribu- 
tarii, piscatores^ etc.? 

Wiemy już z tego, co przedtem przytoczyliśmy, że Słowianie 
1 j. naturalnie pierwotni mieszkańcy, posiadali jeszcze swoje odrębne 
prawa, według których ich sądzono i rządzono; tak samo misia się 

BosprAwy Wydi. bltt.-fiIox. T. XŁ. 9 



130 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

niewątpliwie rzecz z owymi Saksończykami i Frankończykami, o któ- 
rych wspominają zapiski. 

Należy zatem przypuścić, że wszyscy lidi, coloni, seryitores, tri- 
bntarii, piscatores, siedzący w dobrach fnldajskich, nie byli rządzeni 
ani według prawa słowiańskiego, ani według prawa saskiego lub fran- 
końskiego, lecz że podlegali innym prawom i zwyczajom, które wyro- 
biły się były w posiadłościach duchownych, tak że pod pewnym wzglę- 
dem owych Słowian, Saksończyków i Frankończyków uważać można 
za warstwę uprzywilejowaną, tamtych zaś za ludzi będących w mniej 
korzystnem położeniu. 

Jeżeliby zaś tak było, to w liczbie owych lidów, kolonów, sena- 
torów, danników, rybaków itp. mogłoby się znajdować nie mało ludzi 
pochodzenia słowiańskiego, którzy jako podarowani lub kupieni, albo 
jako jeńcy wojenni dostali się w posiadanie klasztoru, a jako nie po- 
chodzący z pierwotnej ludności miejscowej, nie korzystali i korzystać 
nie mogli z praw tamtej przysługujących. 

Jak zaś obchodzono się ze Słowianami, którzy nie będąc niewol- 
nikami, stanowili księstwa pod własnymi książętami i tylko pośrednio 
podlegali dukom niemieckim i ich komesom, o tem dają pewne wyo- 
brażenie słowa księcia Przybysława, wyrzeczone w Bukowcu (Ltlbek) 
do biskupa, który Słowian namawiał do przyjęcia chrztu: „Yerba tua, 
o yenerabilis pontifex, yerba Dei sunt et saluti nostre congrua, Sed 
qualiter ingrediemur hanc yiam, tantis malis irretiti? Ut enim intelli- 
gere possis afflictionem nostram, accipe patienter yerba mea; populus 
enim, quem aspicis, populus tuus est et iustum est nos tibi pandere 
necessitatem nostram. Porro tui iuris erit compati nobis. Principes enim 
nostri tanta seyeritate grassantur in nos, ut propter yectigalia et ser- 
yitutem durissimam melior sit nobis mors quam yita. Ecce hoc anno 
nos, habitatores breyissimi anguli huius, has mille marcas duci persol- 
yimus, porro comiti tot centenaria et necdum eyicimus, sed cotidie 
emungimur et premimur usąue ad exinanitionem. Quomodo ergo yaca- 
bimus huic religioni noye, ut edificemus ecclesias et percipiamus bap- 
tisma, ąuibns cotidiana indicitur fuga? Si tamen locus esset, quo dif- 
fugere possemus? Transeuntibus enim Trayenam, ecce similis calamitas 
illic est, yenientibus ad Penen fluyium, nichilominus adest Quid igitur 
restat, quam ut omissis terris feramur in marę et habitemus cum gur- 
gitibus? Aut que culpa nostra, si pulsi patria, turbayerimus marę et 
acceperimus yiaticum a Danis siye institoribus, qui marę remigant? 
Nonne principum erit hec noxa, qui nos propellunt?^) 



^) Helmoldi Chronicon Slavoram I, 83. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 131 



d. Chrystyanizacya Słowian zachodnich. 

Od czasu, jak Niemcy przyjęli chrześcijaństwo, nauka Chrystu- 
sowa musiała się stać także udziałem Słowian ujarzmionych przez nich 
lub od nich zależnych. Można było spodziewać się, że nowa religia 
poprawi położenie uciemiężonych; lecz niestety zwrot taki nie nastąpił. 
Byli wprawdzie monarchowie i biskupi, którym dobro Słowian leżało 
na sercu, po większej części jednak zaprowadzenie chrześcijaństwa po- 
większyło tylko wyzysk Sowian i zarazem ich niechęć. Karol Wielki 
nie krępując się przesądami, polecił biskupowi założonego r. 741 bi- 
skupstwa wHrzburgskiego „ut in terra Sclayorum, qui sedent inter Moi- 
num et Radanziam fluyios, una cum comitibus, qui super eosdem Sclayos 
i^nstituti erant, procurarent, uź inibi, sicut in ceteris chństianorum 
locis, ecclesie construerentur, quatenus ille populus noyiter ad christia- 
nitatem conyersus habere potuisset, ubi et baptismum perciperet et 
predicatorem audiret et ubi inter eos, sicut inter ceteros christianos, 
diyinum officium celebrari potuisset...^ ^). 

Do nich odnosi się także owo rozporządzenie, które odkrył i wy- 
•dał Dr. Bichard Doye*), a którego tekst jest następujący: „Statutum 
est, ąualiter Sclayi et ceterae nationes, qui nec pacto nec legę Salica 
utuntur, post perceptam baptismi gratiam constringendi sint, ut diyinis 
fiacerdotnmque suorum obteniperent praeceptis. Quia secundum canoni- 
eam diffinitionem ecclesiasticis iusiurationibus implicitis cura accusandi 
proclamandique scelera committitur, quae infra onmem parochiam illam, 
•euius diocesani sunt, perpetrantur, summa diligentia obseryandum est, 
ut nullus idiyinae legis transgressor, licet alterius conditionis yel paro- 
Hshiae sit, in synodica stipulatione reticeatur. 

Quod si qui8, cuiu8cunque sit gentis, nationis yel linguae, eon* 
temto Dei omnipotentis tunore, ita irreyerens deprehensus fuerit post 
huiusmodi sacramentum, ut iurata per quodcunque ingenium siye ex- 
^usationem aut dissimulationem notitiae yiolare presumat; a cuiuscunque 
nationis yel linguae yiris, nobilibus tantum et numero testimonio con- 
gruentibus, periurii yel alicuius criminis impetitus fuerit noxa, penitus 
•quia unius legis et gentis non sunt^ obiectione remota, aut yindictae 
periurii subiaceat aut se impetita .suspicione igniti ferri iudicio expurget. 



') Mon. Oerm. Hist Legam SecUo Y, Formulae imperialeB Nr. 40. 

') Dr Richard Doye: Untenuehaiigen ilber die Sendgerichte z dodatkiem: yon 
d«m Sendreehte der Main and Rednitiwenden w Zeitschrift fUr deatsehot Kecht ond 
deateche RechtowiBsenschaft. TUbingen 1859. Tom XIX, str. 882—384. Akt poyrjUzy 
jK>chodxi prawdopodobnie a końca IX lab z początka X wieko. 

9» 



132 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Quodsi temeritatis obstinatio in neutro sanctae Dei ecclesiae satisfacere 
Yoluerit, a liminibuB et eommunione eiHsdem sanctae Dei ecclesiae ha- 
beatur disclusus et exlex, quousque resipiscendo canonicis obtempera- 
yerit institntis. Fraeterea festiritates dominicas ceterasque anni solemni- 
tated obfi(ervaiidas in paroehiali ecclesia a sacerdote łndictas quicunque 
aliqiio operę temerare praestimj^derit rei qaidquid tunc laboifare praeter 
id, qiiod ad dolliesticnin appatatum eiasdem diei illdiget; vel qui legi^ 
tiifia ieiutiia hoe est qiiadiragesimam et IV tempera et yigilias esu car-^ 
nitkiA contamiiłCbyerit, ant qtii idolotkita, qtiod trebo dicitnr, ^el obtti' 
letit aut mailducayerit; cLut qai tnortnos TLOń in atrlo ecclesiae, sed ad 
tnttmlos, quod dieimns morę g<9trtilinm bou^i^, sepelierit; ćitit dedmas 
dare HolueiHt; aut qui a sacierdote in eeclesia baimitus fuerit ad pla-^ 
cetmn episeopi sire arehłpresb^teri et yenire contempserit: canonicis 
i^idueiis saeerdos eum pro huiusmodi praevaricatione et negligentia ad 
poenłtudiMm ilivitet Quod si Contempserit, e&actot' publicus id est 
centurio aut sutrd Yicarius Cum sacerdote pergat ad domum buiusmodi 
praestłulptoris et de śua faCuItate tibnti aliquid pretii, borem sive aliad 
aliquid tollat, propter quod proterrus cotuittiiigatur, ut humiliatus a sua 
praritate iMipiACat. Qnod ipsum in ecclesiastica sacerdotis potestate 
loCAltott manead^ donec traiisgredsor ab inctilpato crimine aut e^pur^ 
gafi4o Mt poeniteńdo sMi^faciat Qilod8i iflfifa spacium unius septitnanae 
ila redipiierit^ sibi subkltini ^ecipiat supellectilem. Si VBto ad flnita^ 
indudas eotktumsLi, tekire distulerit, etiamsi postmodutn poenłtentiae se 
siibdiderifi, pi^optei^ ^eglectttd atitem faidirciaś sit iiot arbitrio sacerdotis, 
depositiita ift ecdlesiasticoA liftus sei^yafe aut repeteńti condonafe. Ouod^i 
qidsqt(iM« tam małe pei^tiat inrenitui", Ut ńe6 oihUipotentis Dei ter-^ 
rillm tln)rore mc iafctoifa rei optmi damźto atteń«atui^, ab hninsmodi 
Bceleris obstinatia ad resipiscefldum coerceri podsit, deCretuni est ab* 
eCi^lesia eselu^nm h^bodana prirari commiiiiłone et tunc demum, si sit 
ilscalinds ćolonus, omnia, quaecunque potfddet, a rei publicae ministra 
infiscefitur et in dominicam redigantur potestatem. Si quis autem in 
suo vel in alteritis praedio ita scelerodus e^stiterit, simili modo cum 
centurione dominus eiusdem praedii, quaecunque habuerit, ab illo au<^ 
ferat, saaeque rendicet potestati. Si rero ipse centurio aut dominus 
hoc agere negleserit, sit ipse, quod est, quem rebus foret et tuetur, 
esrcommunicatus et tamen nibilominus per ducem et comitem e^pulsus, 
illius infiscentur substantiae^. 

Biskupi rzadko kiedy dbali o dobro owieczek słowiańskich, po- 
wierzonych ich opiece. Zacny wyjątek stanowi jednak Werner, biskup 
merseburgski *) f 1093, o którym jego biograf donosi: „Verum quia 



') Mon. Germ. Hist. SS. XII, sir. 246. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENEM A ŁABĄ I T. D. 133 

Sclayonicae linguae admodum ignarus erat et eum cura pastoralis 
ScIaYorum genti, qiiorum mułtitudinem copiosam error adhnc idolatriae 
detinebat, verbum salutis credere cogebat, libros Sclayonicae linguae 
sibi fieri iusait, ut latinae linguae character, quem intelligebat, idiomata 
linguae Sclavorum exprimeret et quod non intelligebat, yerbis striden- 
tibus intelligendum aliis infunderet^. 

Przeważnie jednak słuiyła nauka chrześcijańska w ręku duchow- 
nych niemieckich za narzędzie uciemiężenia, jak na to i Niemej i Sło- 
wianie narzekali. Tak zwane ^Registrnm Sarachonis^ klasztoru kor- 
bejskiego^), przez który wyspa rańska naprzód została nawrócona, pi- 
sze: „Rugiacensis insulae Sclayi ad patrimonium s. Viti spectant, sed 
ob ayaritiam et insolentiam yillicorum nostrorum a fide 
defecerunt". 

Helmold zaś mówi I, 83: „Creyit igitur opus Dei in Wagirensi 
terra... Et recesserunt Sclayi, qui habitabant in oppidis circumiacen- 
tibus et yenerunt Saxones et habitayerunt illic. Defeceruntque Sclayi 
paullatim in terra ^. 

Że w tych wyrazach niema przesady, potwierdza i Meitzen, 
który krótko wyrażając się mówi: „Diese Bekehrung aber war von 
Unterwerfung kaum zu scheiden" ^j. 

Po nawróceniu Słowianie byli z początku albo zupełnie wolni od 
dziesięcin, albo płacili mniejsze od Niemców. 

W dyecezyi juwawskiej (Salzburg) zniósł tę wolność arcybiskup 
Gebhard (f 1088) i zastąpił mniejsze dziesięciny pełnemi: 
Qui primus decimas constrinxit reddere iustas 
Sclayorum gentem tanti ductoris egentem^). 

Vita zaś Gebhardi archiepiscopi *) tak mówi: „quia gens Sclayo- 
rum in eius episcopii terminis posita antę ipsius tempora aut nuUas 
aut paucissimas reddere consueyit (decimas et exactione8)^. 

Tak samo było i na północy, a Meitzen sam przyznaje, że mata 
dziesięcina, niechętnie płacona, była przyczyną, że Słowian wypędzano 
s posiadłości, a zastępowano ich Niemcami płacącymi pełną dziesię- 
cinę^). Tak i Kościół stał się biczem na Słowian i narzędziem ich 
tępienia ^. 



^) Falkę: Codex traditionum Corb. Sarachonis registrom Nr. 747, str. 44. 

^ Meitzen II. 368—369. 

*) Gęsta archiepiscoporum Salisbargensium w Mon. Oerm. Uist. 86. XI, str. 20. 

«) Tamie XI str. 36. 

') Meiteen II, 473—474. 

^ Do sprawy dziesięcin odnoszą sie prawdopodobnie także słowa papieża Za 



134 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 



e. Germanizacya Słowian zachodnich. 

« 

Zważywszy, że ludność słowiańska, gdy została ajarzmioną, nie 
była jeszcze zbyt liczną, że wśród niewoli warunki rozrostu nie były 
pomyślne, nie można wątpić, że germanizacya musiała prędzej lub pó- 
źniej nastąpić, zwłaszcza że Niemiec nigdy nie lubił stosować się do 
innych, a mianowicie do niższych klas, jakimi byli wobec niego Po- 
wianie. Byli zatem z obowiązku zniewoleni poduczyć się mowy nie- 
mieckiej. Niebezpieczeństwo germanizacyi wzmogło się, gdy chrześci- 
jaństwo zacz^o się szerzyć wśród Niemców. Za dumne, aby się zniżyć 
do maluczkich, duchowieństwo niemieckie postąpiło tak, jak i dzisiaj 
wśród Słowian w państwie pruskiem. Dla własnej wygody poświęciło 
język narodowy swoich owieczek, narzucając im nie tylko obcy język, 
ale i obce imiona. Dla Niemca słowiańskie imiona były jakby pogań- 
skie, bo ich nie rozumiał; chrzcząc zatem dzieci słowiańskie, nadawano 
im imiona niemieckie, tak że dziś w dokumentach nikt nie rozróżni 
Słowianina od Niemca, lub Niemca od Słowianina. Nie często wpraw- 
dzie wymienia się w dokumentach imiona Słowian, ale gdzie to ma 
miejsce, są one prawie zawsze niemieckie n. p. „quatuor Slavi de sae- 
penominata yillula, hospites Ludoyici comitis, quorum ista sunt nomina; 
Luzicho, Herolt, Odalrich, Cuno"*). 

Tak się działo za dawnych czasów; ale że i dziś nie dzieje się 
inaczej, tego dowodem są Mazury pruskie, gdzie duchowieństwo nie*- 
mieckie lub zniemczone wytępiło zupełnie imiona polskie; pełno tam 
dziś Gottliebów, Fritzów, Albertów, Wilhelmów itp., ale z imionami 
polskiemi nie łatwo się spotkać. 

Jak dzisiaj ucywilizowane Prusy rugują język polski ze szkół, 
urzędów i sądów, a nauczycielom nawet zakazują używania mowy oj- 
czystej wśród własnej rodziny, tak postępowano i dawniej, ale to były 
wtedy czasy barbarzyńskie. 

Landgraf Fryderyk saski zakazał roku 1327 pod karą cielesną 
mówić po słowiańsku; w Anhalcie i Nowym grodzie nad Salą (Nien- 
burg) wyrugowano r. 1298, a w Lipsku 1327 język słowiański z są- 
dów. Na wyspie rańskiej wymarło tamtejsze narzecze r. 1404*). 



charyassa w liście do 6w. Bonifacego: „Etenim de Sclaris christianomm terram inha- 
bitantibas, si oportet censom accipere, interrogasti, frater. Hoc ąoidem consiliam non 
indiget, dum rei causa est manifesŁa. Si enim sine tributo sederint, ipsam quandoqaft 
propriam sibi yindicabunt terram; si yero tributum dederint, norunt dominatorem 
ipsnm babere terram**. Ob. Jaffś Bibl. rer. Germ. III, Nr. 80, str. 226. 
^) Ob. str. 128. ') Sepp str. 75. Meitzen II, 2^2. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY RENBM A ŁABĄ I T. D. 135 

W Bawaryi również nie obchodzono się po ludzku z mieszkań- 
cami pochodzenia słowiańskiego. Książę Henryk orzekł w dokumencie 
wydanym roku 985 w Ranshofen pod Braunau ^): „Sclayi etiam eius- 
dem coadunationis distńctui subiaceant aut exterminentur^. Hasło 
„ausiotten^ nie jest zatem wynalazkiem filozofa Hartmana. 

Kiedy w różnych stronach terytoryum przez nas omawianego 
język słowiański wygin^, o tern nie przechowały się żadne wiadomości; 
w puszczy tylko łuńskiej (LUneburg) przetrwał do zeszłego wieku. 
Dowodem tego Jan Parum Schultze ze wsi Stlthen, należącej do pa- 
rafii Kusten, który umarł około r. 1734. Schultze był prostym rolni- 
kiem i zostawił po sobie kroniczkę, przy której umieścił także słowni- 
czek języka wendyjskiego. W kroniczce mówił: „Ich bin ein Mann 
Yon 47 Jahren; wenn mit mir und den noch drei Personen es yorbei 
ist in unserem Dorf, alsdann wird wohl Niemand recht wissen, wie 
ein Hund auf wendisch genannt wird" ^). 



f. Nieco o kulturze Słowian zachodnich. 

Pierwsze wiadomości o stanie kultury Słowian podaje nam Ce- 
zar^); są one ciekawe, choć niedokładne, bo nie znając osobiście sto- 
sunków, polegał na informacyach innych osób, a pisząc, nie umiał już 
wszystkiego ściśle rozróżnić, co do Słowian się odnosiło, a co do Ger- 
manów. 

Za Cezara znajdowali się Słowianie, przynajmniej nadreńscy, 
w stadyum przejściowem z pasterstwa do rolnictwa; zboża (frumentum) 
hodują jeszcze nie wiele, a przeważnie żywią się mlekiem i mięsem. 
Mięsa dostarczają im zwierzęta domowe oraz polowania, którym od 
młodości oddają się z zamiłowaniem. Słowianie byli ludźmi silnymi 
i wysokimi (inmiani corporum magnitudine homines); odzienie ich skła- 
dało się z futer, które — naturalnie w porze cieplejszej — nie zakry- 
wały całego ciała. Kąpanie się w rzekach było już wówczas, jak 
i w późniejszych czasach, ogólną potrzebą^). 

Stosunki z obcymi kupcami były skronme, skoro ludność miała 



O Sepp Btr. 58. 

*) Kalina: Jana Parum Sznlcogo słownik jęsjlui polabakiego w Rozprawach 
Akad. Umiej. krak. Wydz. filol. Sery a II, tom III, p. 3. 

«) De beUo Gallico IV, 1—3. 

*) Eigilis Yita a. Sturmii w Mon. Germ. Hitt. SS. II, itr. :>69! „ubi... saper 
flumen Foldam yadit, ibi magnam Sdayorom moltitndinem reperit tliiminis aIveo na- 
tantes, larandis corporibus se immersisse** etc. 



136 



\NOJCISGH KĘTRZYŃSKI. 



tylko takie potrzeby, jakie sama potrafiła zaspokoić. Dla tego też in- 
teres kupców nie polegał tak na imporcie towarów, jak raczej na za- 
kupywaniu taniem łupów wojennych. Cennych koni celtyckich nie 
sprowadzano, lecz używano rasy domowej, małej i brzydkiej, lecz bar- 
dzo wytrwałej i wytrzymałej. 

Wśród walk jazda skakuje nie raz z koni i walczy pieszo; konie 
wyuczono czekać, a do nich walczący uciekają się na nowo w razie 
potrzeby. Siodła nie są w używaniu, bo uchodzą za znak zniewie- 
ściałości. 

Książąt Słowianie nadreńscy jeszcze nie mieli; zwyczajem ich 
było w razie niebezpieczeństwa zwoływać starszych na naradę, a o de- 
oyzyi i postanowieniach uwiadamiać lud cały przez posłańców. Zaczęto 
jednak już się łączyć dla własnej obrony, a do wojny dostarczano 
piechoty i jazdy *). 

W wyprawach wojennych jednak istnieli naczelnicy czyli wodze, 
bo bez nich nie byłoby ani planu ani posłuszeństwa w wykonywaniu 
rozkazów, od czego powodzenie głównie zależy. Takim wodzem naczel- 
nym był prawdopodobnie Aryowist, zwany przez Rzymian „rex"; takimi 
byli także Nazwa i Cębr (Nasua et Cimberius fratres) *). 

powianie mieszkali w miejscach otwartych — oppida — które 
stawiano z drzewa; wobec najazdu nieprzyjacielskiego opuszczano je, 
a kobiety z dziećmi i całym dobytkiem chroniły się do lasów, gdzie 
były bezpieczne'*). 

Jak jeszcze w późniejszych czasach pomiędzy pojedynczymi na- 
rodami jak n. p. pomiędzy Polską a Pomorzem i Prusami były puszcze, 
które te kraje dzieliły, tak było już i za czasów Cezara, „publice 
maximam putant esse laudem, quam latissime a suis finibus yacare 
agros" *). 

Co zaś Cezar na samym początku^) opowiada „ex quibus (pagis) 
quotannis singula milia armatorum bellandi causa ex finibus educunt. 
Beliqui, qui domi manserunt, se atque illos alunt; hi rursus inyicem 
anno post in armis sunt, illi domi remanent. Sic neque agricultura nec 
ratio atque usus belli intermittitur. Sed priyati ac separati agri apud 
eos nihil est neque longius anno remanere in uno loco colendi causa 
licet^, to są szczegóły, które doskonale stosują się do narodów żyją- 
cych z rozboju, jakimi byli Skandynawczycy i jakimi są dziś Arabowie 
w Afryce środkowej, ale nie do Słowian, którzy siedzieli już od wie- 
ków na swej ziemi. Okoliczność zaś, że nie posiadano wówczas roli pry- 



») De bello Gallico VI, 10. — «) Tamże I, 37. — ») Tamże IV, 19. — *) Tamże 
IV, 3. — *) Tamże IV. 1. 



o SŁOWIANACH MIEDZY BSMBM A ŁABĄ I T. D. 137 

watnej, oddzielnej, może niewątpliwie ńciągnąó się do słowiańskich sto- 
smików, skoro rodziny i rody bardzo długo siedziały na grunoie współ- 
njrm. Zresztą cała wiadomońó nie jest zbyt jasna. 

Tacyt podawszy w rozdziałacli 2 — 27 ogólną charakterystykę 
Germanów, na którą złożyły się niewątpliwie zwyczaje i obyczaje nie- 
mieckie i słowiańskie, wymienia w rozdziałach poświęconych Swewom 
tylko takie szczegóły, które jako wyjątki nie dały się pomieścić w głó- 
wnym obrazie. 

lwowianie zacaesują włosy w bok i związują je w węzeł; tym 
nkład^n włosów różnią się oni tak od Germanów -Niemców, jak od 
swoich niewolników, którzy noszą włos krótko strzyżony. Czasem noszą 
ów pukiel włosów na wierzchu głowy. Książęta i wielmoże (principes) 
noszą włos ozdobniej zaczesany^). 

Frzedewszystkiem zastanawia Tacyta pobożnoóó i religijność Sło- 
wian; sam wspomina o świętym gaju Semnonów*), o kulcie Nerta^ 
na wyspie rańskiej, o gaju Nahanarwalów ^) z świątynią holców (Alei); 
był zatem i stan duchowny, były i obrządki kultowe. Część Swewów 
czciła, jak Tacyt utrzymuje. Isidę^. Isidą jest niewątpliwie bożek 
polski „Jasa^, o którym wspominają Statuta provincialia z XV wieku 
w ręk(^isie 1627 biblioteki Ossolińskich k. 263': „Item prohibeatis 
plausus et cantilenas, in quibus invocantur nomina idolorum „lado, 
yleli, yassa, tya^, .que consuererunt fieri tempore festi penthecosten^. 

Ta strona życia słowiańskiego uderzała także późniejszych auto- 
rów. Helmold powiada I, 52: „Invaluitque in diebus illis per uniyer- 
sam Slayiam multiplex idolorum cultura errorąue superstitionum; nam 
praeter lucos atque penates, quibu8 agri et oppida redundabant, primi 
et praecipui erant Proye deus Aldenburgensis terre, Siwa dea Polabo- 
mm, Radigast deus terre Obotritorum. Hiis dicati erant flamines et 
sacrificiorum libamenta multiplexque religionis cultus. Porro sollempni- 
tates diis dicandas sacerdos iuxta sortium nutum denunciat conyeniunt- 
que yiri et mulieres cum paryulis mactantque diis suis hostias de bobus 
et oyibus, plerique etiam de hominibus cristianis, quorum sanguine deos 
suos oblectari iacticant. Post cesam hostiam sacerdos de cruore libat, 
ut sit efficacior oraculis capescendis. Nam demonia sanguine facilius 
inyitari, multorum opinio est. Consummatis iuxta morem sacrificiis, 
populus ad epulas et plausus conyertitur^ etc.**')* 

Komentarz to jakby do Tacyta, a choć słowa Helmolda odnoszą 



^) Germania rosds. 88. — ') Genn. 39. — *) Genn. 40. — *) Germ. 43. — 
') Gerin. 9. — *) Podobnie wyraśa się i Thietmar yi, 18: Qaot regionee eont in his 
partibns, tot templa habentnr et simolacra demonom singula ab infidelibus colontnr. 



138 WOJCISCH KirrRZYŃSKI. 

się głównie do nadłabskich i nadodrzańskich Słowian, to jednak wątpić 
nie można, że tak samo było kiedyś między Renem a Łabą. 

Bogów i bogiń nie wyobrażano jeszcze w posągach; zaznacza to 
Tacyt wyraźnie przynajmniej co do Nahanarvalów „nolla simulacra". 

O Haryaoh czyli góralach mówi Tacyt, że czarne mają tarcze 
i ciała tatuowane. 

Do szkicu, który nam zostawili Cezar i Tacyt, nie można już 
wiele dorzucić z czasów późniejszych, gdzie niewola niemiecka gnębiła 
coraz bardziej Słowian zachodnich. Że panowało u nich wielożeństwo, 
tego dowodem król Samon, który miał żon 12. Wierność małżeńska 
znana była powszechnie, tak iż św. Bonifacy, który Słowian nie lubił, 
że byli poganami, pomimo to ich stawiał drugim za wzór, pisząc: „Et 
Wenedi, quod est foedissimum et deterrimum genus hominum, tam 
magno zelo matrimonii amorem mutuum obseryant, ut mulier, viro 
proprio mortuo, yi^ere recusat. Et laudabilis mulier inter UIob esse 
iudicatur, quae propria manu sibi mortem intulit et in uno strue pariter 
ardet cum viro suo" ^). 

Z notatki powyższej wynika także, że ciała zmarłych palono na 
stosie, oraz że żony nieraz po śmierci mężów zadawały sobie śmierć. 

Ubranie nosili Słowianie inne od Franków, co wynika stąd, że 
poseł frankoński, nie mogąc dotrzeć do Samona, który go nie chciał 
przyjąć, „yestem indutus ad instar Sclayinorum cum suis ad conspe- 
ctum peryenit Samonem^ *). 

Miecze nosili Słowianie krótkie jak Saksończycy, „longis cultellis, 
ut hodie Sclavi pro gladio utebantur" ®). 

To jest nieomal wszystko, co bezpośrednio o stanie kultury Sło- 
wian zachodnich wiemy; nieco światła na tę cienmą sprawę rzuca je- 
szcze okoliczność, że Niemcy niejedno przejęli od Słowian, co natu- 
ralnie także na rachunek kultury słowiańskiej policzyć należy. 

Przyznają sami Niemcy, że wyrażenia w górnictwie używane są 
słowiańskiego pochodzenia^); Słowianie zatem musieli być nauczycie- 
lami Niemców pod tym względem; znani byli także w Niemczech stąd, 
że umieli wyrabiać sól, a Qazuini całą tę czynność opisuje^). Ze Ba- 
warczycy od nich przyjęli chmiel i od nich nauczyli się warzyć piwo, 
wynika stąd, że „Hopfen^ u nich nazywa się ze słowiańska „hummel= 
chmiel" ^, 



O List Bonifacego do króla Aethilbalda w Jaff^ Bibl. rer. Germ. III, str. 172. 
«) Fredogar IV, 68. 

') Vita Altmanni episcopi Palaciensis 1 1^^ ^ ^on. Germ. Hist. SS. XII, str. 229. 
*) Dahn: Urgeschichto der germ. nnd rom. V5lker IV, 187. Sepp str. SO itd. 
^) Ob. str. 52. *) Sepp str. B3. 



o SŁOWIANACH MIĘDZY REMEM A ŁABĄ 1 T. D. 139 

Już za czasów Ladwika Pobożnego ogród chmielny nazywa się 
po łacinie „humalare*^. 

I kapnsta była Słowianom wcześniej znana, aniżeli Niemcom, 
którzy swój „KopfkoU^ dziś jeszcze miejscami nazywają ^kapis^ lab 
„kapns^, jak nad Benem, co jako „gabusia" przeszło do średniowiecznej 
łaciny ^). 

Tak samo ma się rzecz z chrzanem, który w pc^udniowych Niem- 
czech nazywa się „Krenn^. 

Miód do picia (meod) dostał się nawet do Anglii^), a chleb nasz 
sti^ się udziałem nieomal wszystkich narodów germańskich od Gotów 
począwszy: po got. ,,hlaifs", po staroszwedzku „hleifr^, po anglosaks. 
,,hlaf^, po Staroniem, „hleib^, po średnioniem. ,,leip^, a teraz „leib lub 
laib« 8). 

I „Pflug" = pług jest w języku niemieckim obcym wyrazem, 
przejętym niewątpliwie od Słowian, co Grimm już przypuszczał^). 
Nowsi wolą go wyprowadzać od Czuchońców, byleby nie przyznać, że 
Niemcy coś winni Słowianin. 

Nadmienić jeszcze należy, że najdawniejsza kamienica w Mona- 
chium, w której obecnie mieści się archiwum miejskie, była własnością 
rodziny słowiańskiej Gt)llierów z przydomkiem Schluderer i jej za- ^ 
wdzięczą swój początek^. 

Badając narzecza niemieckie będzie można znaleść jeszcze wiele 
wyrazów, które poświadczą, że z nazwą i rzecz przeszła do Niemców. 
Podobnie rzecz się ma i z gockim językiem, gdzie wyrazy, nie spotykane 
w innych językach germańskich, a znajdujące się w słowiańskich, są 
pożyczone od Słowian, a nie odwrotnie, jak dowolnie wbrew wszelkiej 
logice utrzymywano do niedawna. 



ZAKOŃCZENIE. 



Na tem kończę mą pracę, której celem było wyświetlenie prawdy 
od wielu nieuznawanej lub umyślnie zaćmiewanej, a nie, jak szowinizm 
lubi głosić, zamach na zasłużone stanowisko Niemców w dziejach świata. 



^) Sepp atr. 82. 
*) MtUlenhoff IV, 274. 

^ HttUenhoff lY, 345. Dzió jeszcEo mówi się w niektórych okolicach „Laibbrot 
cmd Łieibkachen". 

*) Orimin: Geschichte der deatschen Sprache I, 56. 
*) Sepp str. 30—31. 



140 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

Stanowisko Niemców w historyi jest tak ńwietne, że rezultaty mojej 
pracy, choć wypadły dla nich pod pewnym względem ujemnie, nie 
odbiorą im wiele blasku, zwłaszcza ie za to ich pierwotna ojczyzna, 
Skandynawia, tern większem świadem zajaśnieje w dziejach. 

A czego nie zdziałała ta mała Skandynawia? Ludy z niej wyszłe 
rozsiadły się szeroko po całej Europie od Dniepru i morza Czarnego 
do Atlantyku, od Anglii aż do brzegów północnej Afryki. Gdzie się 
spotkały z wyższą kulturą rzymską, straciły wprawdzie swą narodo- 
wość, ale stały się zarazem podkładem i podstawą nowego rozwoju, 
bo przelewając swe soki nie zepsute w organizm przeżytych Rzymian 
i rzymskich prowincyałów, użyźniły i rozgrzały na nowo wypalone ich 
serca i zobojętniałe dusze. 

Gdzie zaś spotkały się z kulturą mniej rozwiniętą, tam organi- 
jsacya wojskowa, wyrabiająca się z konieczności w zawodzie korsarzy 
i rozbójników lądowych, czem przez długie wieki byli Skandynaw- 
czycy, dawała im przewagę nad słabszym, bo pielęgnującym swe 
trzody lub pracującym w polu i roli, a nie rozbijającym Słowianinem. 
Udało im się to mianowicie w okolicach nadreńskieh, gdzie usadowili 
się w czasie bardzo dawnym, bo na kilka wieków przed Chrystusem. 

Z biegiem czasu i Niemcy, parci skandynawską naturą, zaczęli 
gwałtownie rozszerzać się; Frankowie zdobyli Gallię, lecz utracili swą 
narodowość; Alamanowie ujarznuli Słowian naddunajskich i podalpej- 
skich, a Saksonowie na ostatku zajęli cały brzeg morski od Renu aż 
do Dźwiny. Wszędzie było postępowanie ich jednakowe; gdzie tylko 
mogli, zabierali słabszym ich mienie, a ich samych zamieniali w nie- 
wolników, pracujących dla nich i za nich. 

Przyszli zatem Skandynawczycy i Niemcy krótką drogą do go- 
towego, zdobyli odrazu to, na coby musieli w innych warunkach pra- 
cować przez całe wieki. Osiągnęli wyższy i nareszcie bardzo wysoki 
stopień kultury krwią, krwawym potem i mieniem słowiańskiem, a dziś 
niestety odzywają się na nowo owe starodawne instynkta, bo czem 
różni się dzisiejszy hakaty sta od pierwotnego wikinga lub warega? 
nie rzeczą, lecz fonną! 

Niemcy prawie wszystko zawdzięczają SłoYrianom, Słowianie im 
nędzę tylko niewymowną i niewolę, nazwaną przez nich kulturą! 

I myśmy oszczędzeni przez nich w prawieku, przytulali ich od 
Xin wieku we własnym kraju, nadając im ziemię i dobra, szanując 
ich język, zwyczaje i prawa, myśmy usadowili zakon niemiecki na 
ziemiach chełmińskiej i michałowskiej. Jak nam się odwdzięczyli, o tern 
świadczą dzieje i dzisiejsza nasza niedola. 

Tylko plemiona ruskie pomimo dwukrotnego najazdu: Gt)tów, 



o SŁOWIANACH MIĘDZT RBKBM A ŁABĄ I T. D. 141 

którzy poszli dalej, i Waregów, którzy wsiąkli do narodu, zyskały na 
zetknięcia się z narodami skandynawskimi, bo przejęły się tern, czego 
brak było wszystkim Słowianom, władzą silną i szacunkiem dla niej^ 
a tą władzą Bosya dziś góruje nad Niemcami, których toczą choroby 
wypływające z nadmiernego rozwoju przemysłu i życia parlamentar- 
nego. Czy ona kiedyś pomści krzywdy Słowianom wynądsone? 

Z podziwem patrzymy na foztrój dziejów niemieckich, z podzi- 
wem chylimy czoło przed ich wielkością i potęgą; ale serca nasze są 
zimne. Na podziw zasłużyli Skandynawczycy i Kiemcy, o miłość na- 
rodów Niemcy nie starali się nigdy. 



<E>- 



TREŚĆ. 



Str. 
I. 

Ślady słowiańskie na ziemi sachodnio-niemieokiej. 

a. Uwagi wstępne 3—5 

b. Słowiańskie naiwy miejscowe w Niemczech poładniowych i w kra- 
jach alpejskich 6-12 

c. Słowiańskie naswj miejscowe w Niemczech pi^ocnyoh i środkowych 12 — 16 

d. Hipotezy niemieckie o nazwach słowiańskich 16 — 29 

e. Znaczenie nazw słowiańskich. Osiedlenie się Słowian 29—34 

f. Nazwy wsi niemieckie a ludność słowiańska 34—47 

g. Rzekomi Celtowie mi^y Renem a Wizerą 47—63 

h. Słowianie znani byli Rzymianom pod nazwą Swewów i Wenedów . 63 — 61 

i. Nazwy miejscowe słowiańskie znane jui Rzymianom 61 — 66 

U. 

Hipotezy uczonych niemieckich o Germanii i o Germanach. 

a. Charakterystyka Mtlllenhoffa 66—69 

b. Germania obejmowała nie tylko narody germańskie czyli niemieckie, 

lecz takie słowiańskie. Myt o synach Manna 69—90 

c Wi^ nie była wschodnią granicą Germanii. Silingae 90—96 

d. Rozłączenie Niemców i Skandynawczyków nie nastąpiło nad Wisłą. 

Trądy cye narodów skandynawsko-germańskich o ich pochodzenia 96 — 114 

m. 

Dzieje Słowiańszczyzny zachodniej. 

a. Najazdy skandynawskie 114—119 

b. Państwo Samona 119—124 

c. Niewola Słowian zachodnich 124 — 130 

d. Chiystyanizacya Słowian zachodnich 131 — 133 



142 WOJCIECH KĘTRZYŃSKI. 

atr. 

e. Gtermaniiacya Słowian zachodnich 134—185 

f. Nieco o knltone Słowian zachodnich 135 — 139 

zakończeni* 139—141 

Mapy: 
I. Veatagia Slayonun in Germania meridionali. 
II. Yeatigia Slayonun in Germania media, 
m. Yestigia Slayonun in Germania septentrionalL 
rv. Yeetigia Slayonun in HeWetia. 
y. Germania Caesarea. 
YL Tacitea Germania Magna. 
"^11. Tacitea Ghirnuwia propria. 




LATA SZKOLNE JANA ZAMOYSKIEGO 

przes 

Witolda Nowodworskiego. 



Najmniej zbadanym i wyświetlonym okresem w życiu Jana Za- 
moyskiego, kanclerza i hetmana w. koron., są jego lata szkolne, t j. 
ezas, kiedy okształcił się ten wielki nmysł o zdolnościack tak różno- 
rodnych. Wprawdzie'^ mamy rozprawkę Pawła Popiela o pobycie Za- 
moyskiego w Padwie i Wenecyi^), lecz praca ta niewielką posiada 
wartość nankową. Autor rozwodzi się zbyt szeroko, jak na zakres swej 
rozprawki, nad urządzeniem uniwersytetów włoskich w średnich wie- 
kach, przyczem podaje fakty z życia ich zewnętrznego, nie wnikając 
wcale w stan umysłowości Włochów, nic przeto nie umie powiedzieć 
o ideach,^które Zamoyski mógł sobie przyswoić w Padwie, niedokładne 
ma wiadomości o profesorach, na których "^wykłady Zamoyski tu uczę- 
Bsczał; nareszcie zarzucając Heidenszteinowi, biografowi Zamoyskiego^ 
mylność w podawaniu faktów, czyni to niesłusznie i sam pop^ia błędy, 
bo źle jest obeznany "ze źródłami, na które się powołuje a wymienia 
ieh bardzo wiele. 

O latach szkolnych Zamoyskiego mówią także St. Windakiewicz >) 
i Józ. Kallenbach % ale to, co podają, można nazwać potrąceniem raczej 
o sprawę, aniżeli jej wyświetleniem, z czego zarzutu robić im nie wy- 



') Paw^ Popiel, Jan Zamoyaki w Padwie i Wenecji, Kraków 1876. 
^ Si. WindakiewicE, Padwa, Stadynm i daiejów cywiliaacji polfkiej, Kraków 1891. 
*) Lee hnmaniatea Poloaais (Index leetionum qaae in nniyenitate Fribnrgenai 
1891). 



144 wrroŁD nowodworski. 

pada, bo wykształcenie Zamoyskiego nie stanowi właściwego przed- 
miotu ich badań. 

Brakuje tedy naszej historycznej literaturze pracy, któraby wy- 
świetlała, w jaki sposób ukształtował się umysł wielkiego człowieka. 
Że brak ten jest pożałowania godny, nie trzeba chyba tłómaczyć. Wy- 
kształcenie zagraniczne urobiło Zamoyskiego na prawdziwego męża 
stanu, jak sam to twierdził o Padwie (Patavium virum me fecit)^). 

Brak ów spowodował właśnie, iżeśmy postanowili rozproszyć nieco 
mrok otaczający lata młodzieńcze kanclerza, aby ułatwić tym sposo- 
bem badania przyszłemu dziej opisowi. Musimy z góry uprzedzić, iż 
mieliśmy pod ręką materyały nader szczupłe, co odbiło się niekorzy- 
stnie na naszem opowiadaniu; szczegółowem i dokładnem być ono nie 
mogło. 

Bzecz naszą rozpoczynamy od podania kilku faktów z życia 
przodków Zamoyskiego, a to dla tego, żeby w charakterze jego ozna- 
czyć, o ile możność na to pozwala, te cechy, które po przodkach swych 
odziedziczył. 

Rodzina Zamoyskich pochodzi z Wielkopolski i należy do jednego 
z naj starożytnie] szych rodów szlacheckich, którego herbem był herb 
Eożlarogi albo Jelita, stąd też nazwa rodu — Jelitczycy. 

Wielkopolska była krajem drobnej własności szlacheckiej; wielkie 
posiadłości spotykały się tu bardzo rzadko *). Mnożące się rodziny szla- 
checkie dzieliły się ziemią pomiędzy siebie, wskutek czego powstawały 
działy tak drobne, że nie mogły wyżywi ć swych właścicieli. Więc 
musieli oni z konieczności przesiedlać się do innych prowincyi Bee- 
czypospolitej ^). Niedostatek był główną przyczyną emigracyi, ale cza- 
sem pobudkę do niej stanowiła także i żądza zbogacenia się na ob- 
czyźnie. Od pc^owy XV-go wieku szlachta polska z wielką skwapli- 
wością rzuciła się do uprawy roli, zaniechała — rzec można — rzemiosła 
rycerskiego i całkiem się oddała gospodarce rolnej, przjrtem do taki^o 
stopnia, że te dążności stanu szlacheckiego przyczyniły się wielce do 
zmiany stosunków społecznych w Polsce. Gdy się zaczęła rozszerzać 
uprawa roli, zabrakło ziemianom robotnika. Więc ażeby go pozyskać, 
szlachta zaez^a wymagać od włościan, kft<kvy wydzierżawiali u niej 
grunta, robocizny zamiast czynszu i krępować swobodę i<^ ruchów^}. 

*) St Windakiewica, op. cii. str. 85. 

>) A. Pawiński, Polska XVI w. pod względem geog^raficsno-sta^tjcsnym (źró- 
dła ddejowe^i XII). Wielkopolska t. I. 164—170). 

*) K. SBfljnocha. Jadwig^a i Jagi^o (Dai^a t. Y. 4). 

*) Edm. Stawiski, Poszukiwaniti do historyi rolnictwa krajowego Warssawa 1858 
str. 85 -1-86. 



ŁATA 8ZK0ŁNE JANA ZAMOYSKIEGO. 145 

Stopniowo przytwierdzono kmiecia do gleby i zawieszono nad nim su- 
rowe, bo nawet okrutne prawa poddaństwa, tak iż różniło się ono bar- 
dzo mało od zwykłej niewoli. 

Do wychodźców szlacheckich, którzy na obczyźnie poszukiwali 
bogactw, należał praszczur rodziny Zamoyskich Tomasz z Łażnina^). 
W Wielkopolsce miał on trzy posiadłości ziemskie: Łaźnin, Zawadowo 
i Wzdary^). Częśó ostatniego majątku, dopłaciwszy pewną sumę pie- 
niędzy, zamienił on na Zamość i Wierzbę, majętności położone w ziemi 
chdmskiej **), i tu przeniósł swoją gospodarkę, a posiadłości swe wiel- 
kopolskie sprzed^ albo odstąpił krewnym swoim*). 

Tomasz Zamoyski ^) miał dwóch synów: Floryana i Macieja ^); osta- 
tni godzien jest naszej uwagi; jako przedstawiciel tej szlachty, która 
z zamiłowaniem uprawiała sztukę rycerską, poczytując służbę wojskową 
za właściwe dla siebie powołanie. Maciej dowodził oddziałem żołnierzy 
zaciężnych u króla Kazimierza IV-go. Służył przez jakiś czas w woj- 
sku króla węgierskiego Macieja Korwina, a po powrocie do Polski bral 
udział w różnych wyprawach wojennych, np. w wyprawach przeciw 
Tatarom '). 

Floryan Zamoyski nie odznaczał się skłonnościami rycerskiemi: 
spędził on całe życie w zaciszu wiejskiem, zajmując się gospodarką 
i wychowaniem swoich dzieci®). 

^) St. Dańczewski (Herbarz wielu domów Korony polskiej i W. X. Litewskiego 
1757, C7sąk& L str. 187) nazjwa go Qaae8itor bonoram. W genealogii doma Zamoy- 
■kicli, któr^ ułożył nan Jan Zamoyski, wskazaną jest inna pobudka, mianowicie ią- 
daa sławy rycerskiej, — studium militiae p. Stemma Samosciorum ab Ulnstrissimo 
Heroe Joannę Samoscio conscriptum et filio dedicatum, Samoscii an. 1609. 

*) Dnńezewski op. cit. nazywa go dziedzicem na mniejszym Łaźainle i Zawa- 
dowie. Łaźnin, obecnie Łazin, znajduje się w powiecie łowickim, p. Słownik geografi- 
czny; Wzdary (zapewne Żdiary) w województwie łęczyckiem p. A. Pawiński, Polska 
Xyi w. etc. Wielkopolska t. Ii. 101 — 102. Majętności te zawierały w sobie po kilka 
łanów, więc dziwimy się, skąd autor artykułu Zamość w Słown. geegraf. zaczerpnął 
wiadomość, iż przodkowie Zamoyskicb usadowieni byli w Wielkopolsce na pół-łankach. 

*) B. Paprocki, Herby rycerstwa polskiego, wyd. 18&8 r. str. 258. 

*) Ueidensztein (CoUectanea yitam etc. str. 6) tak mówi: hic (t. j. Tomasz 
z Łaźoina) .... patrimonio fratribus yel cesso yel yendito in Bełzensi primnm palati- 
natu BuBsiae domicilium constituit 

*) Paprocią, op. cit 258 i Heidensztein op; cit. 6 wywodzą nazwisko jego od 
nazwy jego majętności na Rusi. v 

*) Paprocki wymienia Macieja, nie określając stosunku jego pokrewieńitwa do 

Zamoyskicb, lecz Maciej, jako syn Tomasza, figunge w Stemma Samosciorum. 

^ Paprocki, op. cit 258. 

^ Stemma Samosciorum tak o nim mówi: 

Hic pius pius et frugi transąuille transiit aevum, 
Ultra annos centum protulit usque dies, 

Bosprawy Wyd«. liUt-filos. T. ZŁ. 10 



146 WITOLD NOWODWORSKI. 

Miał on dwóch synów: Mikołaja i Feliksa. Mikołaj Zamoyski 
ujawnił na pola działalności politycznej znakomite zdolności; im on 
zawdzięczał stanowisko sekretarza królewskiego, oraz referendarza i sławę 
wytrawnego prawnika. To właśnie sprawiło, iź wszedł do składa ko- 
misyL której zlecono poprawić istniejące prawa i ułożyć z nick jeden 
statut. Komisya spełniła swoje zadanie, lecz sejm odrzucił statut, przez 
nią ułożony; jest to statut, zwany statutem Taszy ckiego ^). Mikołaj Za- 
moyski o tyle był wybitną postacią, iż Padniewski, znany podkanderzy 
Zygmunta Augusta, zaliczył go w poczet znakomitości współczesnych *). 
Sława Feliksa Zamoyskiego była skromniejszą; ale i on przerastał 
swemi zaletami pospolitych ludzi. Zygmunt stary za dzielną obronę 
Rusi od napaści tatarskich zaszczycił go łaskawym listem pochwalnym 
i obdarował majątkiem Tworyczów ^). U swoich zaś ziomków — szlachty 
ziemi chełmskiej i województwa bełskiego Feliks Zamoyski cieszył się 
wielkiem poważaniem, tak iż poruczano mu zaszczytne urzędy ziemskie 
wojskiego, sędziego i podkomorzego*). 

Feliks miał trzech synów: Stanisława, Flory ana i Mikołaja. Pier- 
wszy z nich odznaczył się rozumem niepospolitym i wybitnem uzdol- 
nieniem w dziedzinie' spraw wojskowych. Za czyny waleczności, doko- 
nane w wojnach z Wołoszą, Tatarami, zakonem kawalerów mieczo- 
wych i Moskwą, otrzymał on niemało zaszczytów i nagród. Zygmunt 
August mianował go hetmanem swego wojska nadwornego, nadał mu 
starostwa zamechskie i bełskie i ofiarowywał kilkakrotnie godność ka- 
sztelana i nawet wojewody, lecz Stanisław Zamoyski wymawiał się od 
tego zaszczytnego urzędu i dopiero w 51-ym roku życia zgodził się 
go przyjąć ^). Zdaje się, iż fakt ten należy tłómaczyć sobie w ten spo- 
sób. W XVI w. szlachta toczyła zawziętą walkę z możnowładztwem 
duchownem i świeckiem o przywileje w tym celu, aby przekształcić 

Militia excolait natos MoBisąae seyeris 
Sic Yitae penaans otia lentae saae. 

Naiwiflko jego, jako świadka przy układania zapisa darowizny, napotykamy w jednjm 
z dokumentów, umieszczonych w zb. n-^^ty izdowajemyje Wilenskojn Archieografi- 
czeskoju kommisyjeju** t. XIX 8tr. 17. Nr. 48. 

') Yol. leg. (wyd. Petersb.) t I. str. 499 i Starodawne prawa polskiego pomniki 
t. Ul. str. V — VI. 

*) Paprocki, a ca nim Niesiecki przytaczają urywki z dzieła Padniewskiego 
^lHogia yirornm illustrium.'' 

*) Paprocki op. cit. 259. 

*) Akty, izdow. Wileńsk. Archieogr. Kom. t. XIX NN. 66, 78, 82, 88, 94, 103. 
Feliks Zamoyski był takie łowczym chełmskim p. S. Ptaszycki, Opisanije knig i aktów 
litowskoj metryki str. 234, N. 186. 

*) Paprocki op. cit. 260. 



ŁATA SZKOIiNE JANA ZAMOYSKIEGO. 147 

państwo na ustrój, oparty na zasadach zupełnej równości szlacheckiej. 
Zawziętość szlachty na stan moźnowładczy, zwłaszcza duchowieństwo, 
była tak wielką, iż popchnęła szlachtę do rzucenia się z wielkim za- 
pałem w wir ruchu reformacyjnego, w nadziei, iż protestantyzm dopo- 
może jej urzeczywistnić upragnione ideały społeczno-polityczne. Prąd 
ten pociągnął za sobą i Stanisława Zamoyskiego: przyjął on naukę 
Kalwina^). Jako jeden z najwybitniejszych działaczy szlacheckiego 
stronnictwa reformy^). Stanisław Zamoyski nie chciał należeć prawdo- 
podobnie do stanu możnowładców, ażeby nie zrazić do siebie swej braci 
szlachty, jako też i dlatego, że stan ten z jego punktu widzenia 
wielkie szkody zrządził interesom państwa. 

Oto wiadomości urywkowe, które zdołaliśmy zgromadzić o przod- 
kach naszego Jana Zamoyskiego. Powstaje pytanie, czy jest rzeczą 
możliwą wyciągnąć z nich jakieś wnioski. Mnie się zdaje, że pokusić 
się o nie, chociaż dane są nader szczupłe, nie zawadzi. Ma się rozu- 
mieć, że gdybyśmy byli w posiadaniu szczegółowych wiadomości o ge- 
nealogii naszego bohatera nie tylko w linii męskiej, ale i żeńskiej, 
wnioski nasze byłyby bardziej stanowcze. Wszakże i obecnie można. 
Jak się zdaje, twierdzić co następuje. Przodków Jana Zamoyskiego ce- 
chowały zdolności do gospodarki rolnej, spraw wojskowych i polity- 
cznych. Dość przypomnieć sobie Tomasza, Macieja, Mikołaja i Stani- 
sława Zamoyskich, ażeby się przekonać o słuszności tego twierdzenia. 
U przodków Jana 2^moyskiego zdolności owe ujawniały się każda 
zosobna, u naszego zaś Jana, jak to zobaczymy następnie, połączyły 
się razem i wystąpiły na jaw w wyższym stopniu potęgi. 

Jan Zamoyski urodził się w nocy z dnia 19 na 20 marca 1542 
roku^ w Skokówce, posiadłości swego ojca Stanisława. Był to zamek 

') W r. 1551 Stan. Zamojski pnerobU w Starym Zamościa kościół katolicki 
na f^abór" protestancki, p. Słownik geograf, pod wyrazem Zamość. 

*) Mikołaj Bej, który snął go dobr/.e, z wielkiemi pochwałami mówi o jego ro- 
aamie, p. Pnęało ze Zwiersyńca, Poznań 1882 atr. LX XIV. 

*) Tylko u jednego Heidenszteina (Collectanea Titam resąae geataa Joannia 
Zamoyacii etc. Poananiae 1861) mamy rok 1541, ale i to skutkiem omyłki, popełaio- 
nej zapewne przez przepisywacza (napisał zamiast MDLII — MDLLI. t. j. opaścił je- 
dno I), bo ten sam Heidensztein powiada (ib. 138), że Zamoyski umarł 3 czerwca 
1605 r., mając lA 63, skąd wynika, iż sie urodził w r. 1542. O śmierci Zamoyskiego 

mianowicie tak pisze: tandem die tertii menaia Jnnii, anno 1605, anno aetatia 

•ezagesimo ąuarto, quem cum ineuntem grutulati ei amici faisnent, quod dimacterium 
•nperaaaet, praesagiena quasi animo, mortem non ]onginquam, qai aczagesimum ter- 
tinm anperaaset, ei singnlos, qai 8abseqiierenŁar, annoa climactericoa esso respondit. 
Zaanaczymy jeszcze świadectwo nuncyusza papieskiego kardynała Yalentiego, który 
w Jipca r. 1604 tak pisze o Zamoyskim: Cancelliere di Polonia & Gioyanni Zamoscio, 

10* 



148 WITOLD NOWODWORSKI. 

Z początku drewniany a następnie murowany, zbudowany przez Za- 
moyskich w celu obrony od najazdów tatarskich, które srodze dawały 
się we znaki południowym ziemiom Rzeczypospolitej. Matka Jana 
Anna, z domu Herburtówna, odumarła go, gdy był jeszcze dzieckiem, 
więc pozostali on i brat jego Auctus na pieczy ojca jedynie*). Szczę- 
ściem posiadali w nim opiekuna troskliwego i rozumnego, który, cho- 
ciaż sam „domowego ćwiczenia^ ^), rozumiał jednakże potrzebę nauki 
i pragnął daó synom jak najlepsze wykształcenie. Więc oddał najpierw 
syna Jana do szkoły w Krasnym Stawie, gdzie ten kształcił się pod 
kierownictwem znanego w swym czasie uczonego Wojciecha Ostrow- 
skiego^. Wykłady odbywały się tu według planu szkół średniowie- 
cznych, t. j. wykładano t. zw- septem artes liberales i gramatykę, re- 
torykę, dyalektykę, arytmetykę, geometryę, muzykę i astronomię, lecz. 
szkoła musiała być dobrze urządzoną i prowadzoną, skoro mogła przy- 
gotowjrwać uczniów do studyów za granicą. Zamoyski właśnie wyjechał 
na życzenie ojca swego do Paryża*), mając nie więcej jak lat 15*^),. 



per quanto dice esso di 62 anni compiti nel Marso passato .... (Cellectanea Titam 
resqae gestas etc. str. 215). Co się tyczy dnia arodsenia, to Paprocki (op. cit. 262^ 
tak o tern pisze: urodsS się z niedziele na poniedziałek Dominica Letare w roku 154S. 
Niedziela ta przypadała wtedy na dzień 18 kwietnia (p. H. Grotefend, Handbnch der 
historigchen Chronologie des deatsohen Mittelalters and der Neuzeit, HannoTcr 1872). 
Wiadomość Paprockiego stwierdza antor listu do arcyksiccia austryackiego Karola (Bis. 
bibl. Zamoyskich N. 1646) i kardyni^ Yalenti (nel Marżo passato). St. Duńczewski 
(Herbarz wielu). 

^) Auctus posiadał znakomite zdolności, ale agin^ jeszcze młodzieńcem w po* 
tyczce z Tatarami, p. Stemma Samosciorum. 

*) O Stanisławie Zamoyskim M. Bej, który go znał dobrze, tak powiada: 

Domowegoć ćwiczenia, ale Włoszku miły 
Jeśli mi go oszukasz, będziem cie chwalili, 
Bo ocz go kolwiek spytasz, wnet Moskwicin z niego. 
Znajdziesz słuszną odpowiedź wedle stanu swego, 
Więc stc k temu tym para, poczciwa myśl jego. 
Aby mćgł na wszem uibyć stanu rycerskiego 
Lecz cóż po takich ludziach niedbałej koronie 
Wziąwszy drugi tarcz z drzewem porzuciwszy planie. 
(Przęsło ze Zwierzyńca Mikołaja Beja. Poznań 1884 str. LXXIV). 

*) Duńczewski (op. cit. ) nazywa go „laureatus.** 

*) B. Plenkiewioz w swem dziele „Jan Kochanowski, jego ród, żywot i dzieła*^ 
(Jana Kochanowskiego dzieła wszyskie t. lY. str. 55) mylnie powiada, że Zamoyski 
z Krasnego Stawu udał się na dalsze nauki do Strassburga. 

^) Chwilę wyjazdu Zamoyskiego za granicę możemy tak określić. Do Padwy 
Zamoyski mógł pnybyć najpóźniej na początku roku 1561, bo już we wrześniu tegoż, 
roku zajmuje wpośród tamecznej młodzieży polskiej wybitne stanowisko konsyliarza 
(Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce t. VII. str. 172). Pobyt jego wd» 



ŁATA SZKOŁNB JANA ZAMOYSKIBOO. 149 

<co Świadczy zarazem o znakomitych zdolnościach młodzieńca. Na py- 
tanie, dla czego to miasto Stanisław Zamoyski wybrał dla swego syna, 
nie możemy dać ścisłej odpowiedzi. Sądzićby raczej wypadało, że jako 
wyznawca kalwinizmu, powinienby był pomyśleó o wysłaniu syna do 
miasta, gdzie kwitnęła naaka Kalwina, ażeby syn utwierdził się w za- 
sadach swej wiary. Heidensztein powiada^), że Stanisław Zamoyski 
wydal syna na dwór delfina francuskiego Franciszka, t. j. przyszłego 
króla Francyi Franciszka II. Stąd wnieść należy, że musiał posiadać 
na tym dworze jakieś stosunki, których natury bliżej określić nie je- 
steśmy w stanie; prawdopodobnie miał tu znajomych. Dla zrozumienia 
tego przypomnijmy sobie, że Katarzyna Medici, matka Franciszka, 
miała podówczas na swym dworze w roli błazna nadwornego Jana 
Krasowskiego, syna kasztelana podlaskiego; ten był w takich łaskach 
u swej pani, iż zdołał wpłynąć nawet na jej postanowienie ubiegania 
się o koronę polską dla syna Henryka'). 

Chwila, kiedy przybył Zamoyski do Paryża, była jedną z naj- 
bardziej znamiennych w dziejach umysłowości francuskiej; nowe kie- 
runki umysłowe, uznające swobodę badania za niezbędny warunek roz- 
woju wiedzy ludzkiej, które reprezentował podówczas humanizm, od- 
niosły świetne zwycięstwo nad scholastyką — która tamowała rozwój 
nauki broniąc z wytrwałością godną lepszej sprawy obskurantyzmu 
umysłowego. Twierdzą obronną scholastyki i prawomyślności katolickiej 



Fran^ miał trwać według Heidensateina (CoUectanea yitam etc str. 8) około 4 lat- 
€0 stwierdaa i sam Zamoyski, powiadają w li6cie do Pawła Manacyausa, iż pnepę, 
dził w tym kraju kilka lat, a to chyba może oznaczać nie nmiej jak trzy lata (patrs 
dodatek I). Na stndya tedy w Poryta i Strasabarg^ wypadsio odliczyć 4 lata co naj- 
mniej, skąd wynika, że do Francyi mćgł adać się najpóźniej na początku roku 1557. 
O ircBeśniejszym wyjeździe trudno myfileć, bo był zanadto miody: przecież w począ- 
tkach 1557 r. miał dopiero lat 15. Późniejszy wyjazd jest niemożliwy, bo cała po- 
wyższa rachuba, oparta na świadectwach niezbitych, w niweczby się obróciła. Więc 
prawie stanowczo twierdzić możemy, że wyjazd Zamoyskiego do Francyi nastąpił na 
początku r. 1557. Na poparcie tego obrachunku przytaczamy jeszcze taką uwagę. Pa- 
procki (Herby rycerstwa Polskiego, wyd. r. 1584 str. 196) świadczy, iż Zamoyski 
słuchał w Paryża wykładów matematyki u Jana Penny, ten zaś dostat katedrę tej 
nauki zaraz po ukończeniu uniwersytetu w roku 1557 i w następnym roku umarł. 
(Charles Waddington, RamuP, sa yie, ses ócrits et ses opinions Parisl855p. 111 
i Abel Lefranc, Histoire de collage de France, Paris 1893 p. 381). Powyższe obliczenie 
stwierdaa się świadectwem, zamieszczonem w Aktach synodów protestanckich (Actorum 
synodalium in Distr. Min. Pol. Conjunct, etc. Ms. bibl. Zamoyskich N. 1182 1. 1 str. 3); 
według tego świadectwa Zamoyski na początku r. 1560 ud^ się na naukę do Niemiec 
t. j. do Strassburga. 

*) CoUectanea Titam resque gestas etc. 8. 

*) A. Traczewskij, Polskoje bezkorolewje, Moskwa 1869 str. 280. 



150 WITOLD N0W0DW0B6KI. 

opartej na zasadach średniowiecznych, była Sorbonna; kollegiam kró- 
lewskie (Collfege de France), założone przez Franciszka I, stanowiła 
najważniejsze ognisko wolnomy sinych prądów duchowych. Niektórzy 
profesorowie tutejsi byli protestantami albo podejrzywano ich przynaj- 
mniej o przychylność dla nowinek religijnych, idących z Niemiec 
i Szwaj caryi^). Dzielnym i utalentowanym bojownikiem nowych idei 
był znakomity filozof ówczesny Piotr Bamus. Umysł oryginalny i ba- 
dacz nieustraszony, powstał on zuchwale przeciwko od wieków uzna- 
wanej powadze Arystotelesa, czczonego przez scholastykę jako boży- 
szcza, i w swych dzidach (zwłaszcza w Aristotelicae Animadyersiones) 
usiłował dowieść, często paradoksalnie, iż niektóre pisma mędrca ze 
Stagiry są podrobione, inne zaś zawierają w sobie naukę zupełnie fat- 
sz3rwą. Napaść ta była tak zuchwałą, iż obskuranci z obawy o trwa- 
łość gmachu swej wiedzy uderzyli na trwogę i wezwali pomocy prze- 
ciwko Ramusowi władzy królewskiej. Franciszek I. kazał zniszczyć 
pisma filozofa, jemu zaś samemu zabronił roztrząsać publicznie kwestye. 
filozoficzne '). Ale kiedy wstąpił na tron Henryk II, czasy się zmieniły 
i król zezwolił Ramusowi miewać wykłady i pisać dzieła w sprawach 
filozoficznych, lecz co jeszcze ważniejsza, w sierpniu 1551 r. zamiano- 
wał go profesorem języka łacińskiego i literatury rzymskiej w kolle- 
gium królewskiem ^. Wtedy w życiu filozofa nastąpił okres najszer- 
szego rozgłosu i największych wpływów (1551 — 1561). Nowość i śmia- 
łość poglądów tudzież znakomity dar wymowy skupiały około niego- 
tfumy słuchaczów i mówiono, że liczba ich dochodziła czasem do 2000; 
od czasów Abelarda nikt nie zażywał dotąd takiej wziętości. Wy- 
kłady miały piętno oryginalne i jakkolwiek Ramus był profesorem 
literatury, zajmował się jednakże bardziej kwestyami filozoficznemi^ 
aniżeli literackiemi. Rozbiór dzieła Cycerona „o losie^ (De fato) na- 
stręczał mu sposobność przełożenia słuchaczom konieczności zmian w dzie- 
dzinie retoryki i dyalektyki; wykładając Georgiki Wergiliusza, roz- 
prawiał o fizyce; traktat p. n. sen Scypiona dawał mu możność po- 
mówienia o astronomii. 

Ramus był wtedy u szczytu swej sławy i nawet król Henryk II. 
zasięgał u niego rady co do sprawy, jakie reformy należy przeprowa- 
dzić w dziedzinie wykształcenia wyższego we Francyi. W roku 1557 
wyznaczono w tym celu komisyę, a do składu jej wszedł także 
Bamus. 



*) Charleg Waddington, op. cit str. 128. *) Ibid. str. 40 — 68. ■) Ib. Btr. 79. 

*) Ch. Waddin^on, op. cit. str. Si. 

") M. Crevi&r, Historie de rUniTersitć de Paris. Pam 1761 t. YI 25 — 28. 



LATA SZKOLNE JANA ZAMOYSKIEGO. 151 

Uniwersytet paryski przebjrwal podówczas chwilę nader kryty- 
czną. 2jabnrzenia nieustanne pomiędzy studentami, gwałty, których do- 
puszczali się na mieszkańcach stolicy, sprawiły, iż król wydał prze- 
ciwko nim bardzo surowe rozporządzenia. Spadła na uniwersytet — 
powiada ze smutkiem jego dziejopis, — klęska tak okropna, jakiej nie 
doznawał w przeciągu 700 lat swego istnienia. Studenci poszli do wię- 
zienia, na wygnanie i nawet na szubienicę; gmachy szkolne zamknięto, 
wykłady ustały i tam, gdzie niegdyś życie wrzało, zapanowała cisza 
głucha *). 

Król dał się jednakże wkrótce ułagodzić i życie w uniwersytecie 
przybrało swój bieg normalny^). Nie przestawało ono wszakże być 
nader burzliwem, bo się ostro ścierały wrogie sobie prądy umysłowe. 

Najzawziętszym przeciwnikiem Ramusa i najżarliwszym zarazem 
wielbicielem i obrońcą Arystotelesa był Jakób Charpentier (Carpenta- 
rius). Zręczny mówca, umiał on także przyciągać do siebie liczne tłumy 
buchaczów, często liczniejsze nawet od tych, które słuchały Ramusa '). 
Rozgłos sporu filozoficznego i wziętośó profesora sprawiły, że i Za- 
moyski należał do słuchaczów Charpentier'a — i przytem prawdopodo- 
nie do najpilniejszych. Albowiem wpływom tego uczonego zapewne 
przypisać należy ów szacunek, jaki żywił w latach późniejszych dla 
Arystotelesa *), 

Do obudzenia w naszym młodzieńcu zapału i uwielbienia dla sta- 
rożytności przyczynili się także niemało i tacy znakomici filologowie, 
jak Adryan Tumńbe, Dyonizy Lambin i Lćger Duchesne (Leodegarius 
a Quercu), tem bardziej, że był to umysł nader żądny wiedzy. Mamy 
wiadomość, że 2jamoyski studyował w Paryżu matematykę u słynnego 
uczonego Jana Penny. Ten był uczniem Ramusa, który pokładał w nim 
wielkie nadzieje. Ramus, podziwiający zdolności swego ucznia, uzyskał 
dlań katedrę matematyki w koUegium królewskiem, lecz wyldtady 
Penny'ego trwały niedługO; albowiem w rok potem umarł*). 



*) Historia UniTersitatis Parisiensis aatore Caesare Eg^ssio B u 1 a e o X>u Boulay 
t. VI 490. 

*) CroTier, op. cit. 29 — 67 (opis zaburzeń). 

*) I, Bertrand, Ramus et Charpentier BeTue de deux Mondes 1881 15 Mars 296. 

*) Charpentier nie wykładi^ jeszcze podówczas w kollegiam królewskiem ale 
dopiero w latach 1566 — 1574 i przytem matematykę, p. Abel Lefranc, Histoire da 
Collage royal p. 381. St^ wynika, ie Zamoyski uczęszczał w Paryża nie tylko na wy- 
kłady profesorów koUegium królewskiego, lecz i Borbonny. 

^) Ch. Waddington, op. cit. 110—111. Naiwiska profesorów, których Zamoyski 
słachiJ w Paryża, podają Paprocki (Herby rycerstwa wyd. 1584 r. str. 196) i A. Burski 
(Collectanea Titam resqae gestas etc. str. 193), przyczem ten ostatni wymienia Lara- 



152 WITOLD NOWODWORSKI. 

Mówiąc o pobycie Zamoyskiego w Paryża, musimy zaznaczyć 
jedną zdaniem naszem nader znamienną cechę środowiska umysłowego, 
w którem się obracał nasz młodzieniec: oto zupełną swobodę badań; 
nie dogmatyzm, narzucający swe poglądy ludziom bezwzględnie, nie 
pytając, czy są przekonani o ich prawdziwości, lecz krytycyzm, prze- 
mawiający do rozumu ludzkiego i usiłujący go przekonać, nie zaś 
ujarzmić, cechują wykłady uczonych paryskich, o których wyżej mó- 
wiliśmy. W takiem środowisku umysłowem łatwo mogła wyrobić się 
tolerancya dla przekonań innych ludzi, a ta właśnie stanowiła jeden 
z zasadniczych rysów Zamoyskiego w przeciągu całego jego życia. 
Kształcenie się dalsze w Strassburgu i Padwie cechę tę jeszcze bardziej 
rozwinęło i utrwaliło, jak o tem przekonamy się niebawem. 

Zamoyski musiał przyswoić sobie w Paryżu niemało wiadomości 
naukowych, bo odznaczał się tu pracowitością wielką, ujawnił, jak na 
wiek młodzieńczy hart duszy nielada. Zycie dworu, na którym miał 
przebywać według życzenia swego ojca, rychło mu się sprzykrzyło, 
więc porzucił je dla nauki, której zdobywaniu oddawał się z wielką 
pilnością i wytrwałością^). 

Po trzechletnim z górą pobycie 2jamoyski powrócił na krótki od- 
poczynek do ojca, ażeby następnie udać się na dalsze studya za gra- 
nicę^. Ojciec posyłał teraz swego Jana do Niemiec, mianowicie do 
Strassburga, który słynął podówczas, jako jedno z najważniejszych ognisk 
protestantyzmu. Gorliwy wyznawca kalwinizmu, Stanisław Zamoyski 

biua, gdy Paprocki nie naiywa go wcale. Wiadomości tych sprawdzić nie mogli&my; 
jedno tylko twierdzić możemy, że Zamoyski uczęszczał na wyUady Tarn&be^a i Lam- 
bin^a nie w kollegium królewskiem, bo pierwszy wykładał tu w latach lbŁ7 — 1566 
język grecki, którego Zamoyski dopiero zaczął uczyć się w Paryżu, przytem według 
Paprockiego u Kenć Guillon^a, dragi zań był profesorem kollegium już po wyjeidsie 
Zamoyskiego z Paryża bo w latach 1561 — 1572; patrz Abel Lefraac, op. cit. str. 381. 

^) Heidensztein, op. cit. str. 7. 

*) Twierdzenie to zasadzamy na wiadomości, ktćrej wskazanie zawdzięczam na- 
szemu znakomitemu historykowi T. Korzonowi. W Actorum Syoodaliuin in Districtu 
Min. Pol. conjunct. etc. (bibl. Zamoyskich Ms. 1182) T. I. str. 3 mamy taki zapisek 
pod r. 1560: „Fssi Stanisław Zamoyski, Łowczy chełmski, syna swego p. Jana, w lat 
18 młodzieńca uczonego, który na ten czas na naukę mii^ wyjechać do Niemiec 
a potym do Paryża, zborowi i Modlitwom zborowym oddał i tam pan Zamoyski młody 
piękną uczynił rzecz, modlitwom się zborowym oddawaj ąc i siebie zborowi ofiarując* 
Wiadomość tę powtórzył Andrzej Węgierski w dziele swem „Systema Historico-chrono- 
logicum Ecclesiarum slaYonicarum per provincias yarias** Trajecti ad Khennm 1652 
pag. 134: — 135. Synod ów odbył się 24 kwietnia. Daje to nam możność określić 
E większą ścisłością chronologię pobytu Zamoyskiego za granicą. Jeżeli we Francyi 
był z górą trzy lata, to pierwszy wyjazd musiał nastąpić albo na początku 1557 roku, 
jak to wyżej twierdziliśmy, albo w końcu r. 1556. Odnosić powyższej wiadomości do 



ŁATA SZKOLNE JANA ZAMOYSKIEGO.. 153 

uczynił to prawdopodobnie dla tego, że pragn^ głębiej wpoić w swego 
syna zasady swego wyznania. Jeżeli ten cel miał na względzie, to 
musimy przyznać, że wybór był nader trafny. 

W Strassburgu od r. 1538 istniała szkoła, urządzona przez zna- 
komitego pedagoga-humanistę Jana Sturma. Łączyła ona w sobie dwa 
zakłady i szkołę średnią, na 9 klas podzieloną, której uczniowie mu- 
sieli podlegać ścisłemu regulaminowi szkolnemu i powtóre rodzaj uni- 
wersytetu, w którym odbywiJy się wykłady publiczne i którego słu- 
chacze nie byli skrępowani przepisami szkolnymi. Wykładano tu teo- 
logię, fizykę, prawo cywilne, sztukę krasomowstwa, matymatykę, tu- 
dzież języki łaciński, grecki i hebrajski ^). 

Celem wychowania zdaniem Sturma powinny były być wiedza, 
krasomowstwo i pobożność czyli, jak sam się wyrażał, mądra i kra- 
somówcza pobożność (sapiens atque eloquens pietas)'). Wychowanie 
tedy miało charakter religijny, lecz Sturm, jako gorliwy i prawdziwy 
humanista, cenił przedewszystkiem znajomość języków klasycznych 
oraz literatury, odznaczał się tolerancyą religijną i żywił nawet na- 
dzieję, iż jest możliwem połączenie kościołów protestanckich z kato- 
lickim*). Więc Zamoyski znowu trafił do atmosfery duchowej, nie fa- 
natyzmem przesiąkniętej, lecz napojonej łagodnością i pobłażaniem dla 
przekonań, które z nią nie licowały. 

W Strassburgu kwitn^a teologia protestancka, ale kwestye teo- 
logiczne Zamoyskiego mało interesowały. U Starma ćwiczył się on 
nie w umiejętności prowadzenia sporów religijnych, lecz w sztuce kra- 
somowstwa; zarazem studyował dalej język grecki, z którym zapozna- 
wać się zaczął już był w Paryżu, znajomości atoli doskonałej tego 
języka nigdy nie posiadł, czego w latach późniejszych mocno żałował*), 

pierwszego wjjozda niepodobna, bo w takim razie trzeba byłoby całkiem wynacić 
lata szkolne we Francyi: przeoie jaż na początku r. 1561 Zamoyski jest w Padwie 
a stamt^ powraca do krają, aby wstf^pić do służby w kancelaryi królewskiej. 

*) Les statnts et priyilćges des Unirersltes francaises depois lenr fondation 
jasqii'en 1789 t. IV. 67 — 70. 

*) O charakterze nauczania w Kzkole Starma patrz Friedrich Panlsen, Gesohi- 
chte des gelehrten Unterrichts anf den dentschen Schalen and Uniyersitftten, Leipzig 
1885 str. 193 — 198. 

*) I. Kallenbach, Les humanistes polonais w Index lectionum, qaae in Uniyer- 
sitati Frlbnrgensi etc. 1891 str. 21. 

*) Heidensztein w Collectanea yitam etc. str. 8. Zdauiem naszem Kallenbach 

przesadza, a nawet fałszywie przedstawia wpływ Starma na Zamoyskiego; aator ten 

powiada: c*est sans doute aa gymnase de Starm qne le jeane Zamoyski acquit le goClt 

•de reloqnenoe et d^reloppa ces grandes facaltćs oratoires, qai, plus tard, ont fait de 

Ini on PeiicUs polonus (Les Hamanistes polonais str. 22). Studya Zamoyskiego trwały 



154 WITOLD NOWODWORSKI. 

Pobyt Zamoyskiego w Strassburgu trwał krótko, zaledwo kilka 
miesięcy, albowiem profesorowie tatejsi nie mogli zaspokoić wszystkich 
potrzeb umysłowych młodzieńca. On zapewne już wtedy marzył o ja- 
kimś zawodzie publicznym, w kraju ojczystym, więc potrzebną mu 
była znajomość nauki, która do tego najlepiej mogła go przysposobić, 
t. j. znajomość prawa ^). Pod tym względem Zamoyski nie róźn^ się 
od reszty swych rodaków ze stanu szlacheckiego i szlachta przede- 
wszystkiem interesowała się nauką prawa, co jest rzeczą zupełnie zro- 
zumiałą, bo tylko nauka prawa mogła zapoznać ją ze sprawami pań- 
stwowemi, które w swych rękach trzymała. Tej zaś nabyć w Strassburgu 
niepodobna było. Przez kilka lat wykładał tu prawo słynny w swoim 
czasie francuski prawnik Franciszek Hotmann, autor dzieła „Franco- 
Gallia^, ale ten był już wtedy Strassburg opuścił, skutkiem czego 
liczba słuchaczów prawa tak się zmniejszyła, iż powstała nawet obawa, 
ażeby z braku ich nie trzeba było wykładów prawa zawiesić zupełnie '). 

Wobec tego 2jamoyski powziął zamiar wyjechania do Włoch, 
gdzie wiedza prawnicza zdawien dawna kwitnęła, chociaż w XVI w. 
mocno już była podupadła. Że ten kraj mianowicie wybrał, nic w tern 
dziwnego, szedł on pod tym względem za przykładem swych rodaków; 
którzy w XVI w. tłumnie Włochy zwiedzali, zwłaszcza w połowie tego 
stulecia (1540 — 1670)'). Mówiąc o pobudkach, które sprawiły, iż ZŁ- 
moyski udał się na dalsze studya do Włoch, nie należy także zapo- 
minać o uczuciach zachwytu i uwielbienia dla kraju cywilizacyi sta- 
rożytnej, któremi byli przejęci wszyscy wogóle humaniści. 

Ojciec 2jamoyskiego chętnie przystał na tę podróż, albowiem syn 
stawał u samego źródła wszelkiej wiedzy, tak zapatrywano się pod- 
ówczas na Włochy*). 

Zamoyski przybył do Włoch w chwili, kiedy się one znajdowały 
wstanie wyczerpania umysłowego. Humanizm i odrodzenie doszły w swym 
rozwoju do naj bujniejszego rozkwitu w pierwszej ćwierci XVI stulecia. 



zbyt krótko w Strndsburifn, abj mogły dae takie rezaltaty, o jakich mówi Kallenbach; 
powtóre, jeszcze przed swym wyjazdem do Niemiec Zamoyski okazał już znakomita 
zdolno6ci krasomówcze: mowa jego na synodzie r. 1560 wywarła niemało wraienie na 
jego współwyznawców, o czem wyżej str. 152. 

') Patrz, co mówi o tem Barski Collectanea str. 194. 

*) Les Statats et Priyilóges des Univ. franc. t. IV. 74 

") St. Windakiewicz, Padwa, Studyom z dziejów cywilizacyi polskiej, Kraków 
1891 str. 10. 

^) Heidensztein w Collectanea etc. str. 8. 



ŁATA SZKOLNE JANA ZAMOYSKIEGO. 155 

poczem nastąpił upadek zupełny^). Dla rozwoju umysłowego Włoch 
skończyła się jedna faza ewolacyi i powstałaby, prawdopodobnie, ry- 
chło nowa — faza ścisłych badań naukowych i śmiałych, oryginahiych 
uogóhiień filozoficznych, gdyby reakcya katolicka nie zdusiła nowego 
mchu w samym jego zarodku *). Od połowy XVI stulecia inkwizycya 
i cenzura zaczęły srożyć się we Włoszech z siłą niepohamowaną, tak 
iź w przeciągu krótkiego czasu herezye doszczętnie wytępiono, a książki 
niekatolickie prawie wszystkie zniszczono w kraju; zabito zarazem 
swobodę myśli i badań, ten nieodzowny warunek rozwoju naukowego 
i ruch umysłowy prawie całkiem ustał ^). 

Nieco dłużej, aniżeli w innych krajach włoskich, utrzymał się 
on w rzeczypospolitej weneckiej. Rząd tego państwa gorliwie bronił 
swych praw zwierzchniczych od roszczeń władzy papieskiej do wtrą- 
cania się w sprawy wewnętrzne Wenecyi. To też istniał tu osobny 
urząd inkwizycyjny, ustanowiony przez rząd republiki i niezależny od 
Bzymu^}. Inkwizycya wenecka była pobłażliwszą od papieskiej dla 
kacerzy i wolnomyślicieli, więc studenci niemieccy, z wyznania pro- 
testanci, mogli swobodnie uczęszczać do uniwersytetu padewskiego^). 
Dla tego też w Padwie panowała, jak to wkrótce ujrzymy, swoboda 
dla różnych poglądów filozoficznych, nawet takich, które odrzucały 
najważniejsze zasady nauki chrześcijańskiej, panowała przynajmniej 
w chwili, kiedy tu przebywał Zamoyski. 

Uniwersytet padewski składał się z dwu wyższych zakładów 
sztuk wyzwolonych i prawa ^). Każdy zakład nosS miano uniwersytetu 



*) Pier Leopoldo Ceechi, Torąuato Taaso und italienisches Leben im ZYI Jahr- 
hnndert (pneklad s włoskiego) Leipsig 1880 str. 6. 

*) John Addington Symonds. Renaissance in Ital. The catolic Reaction. London 
1880 Part n p. 136 — 137. 

*) M. PhilipBon, La contrę — róyolation r^ligiense an KYI siacie, Brazellea 1884 
etr. 184, 203 — 204. 

*) L Ad. SymondB op. cit. Part I p. 204 — 106. 

*) M. Philipson, op. eit 280. 

*) Organisacyę 8amoni)da uniwerByteckiego opisujemy na podstawie s tata ta, 
wydanego w r. 1564. (De constitntionibas et immonitatibas almae nniyersitatis ioris- 
tarom libri lY. Patarii 1564), chociaż przy wstąpienia Zamoyskiego do nniwersyteta 
prawomocną była dawniejsza ustawa. Poprawić ją postanowiono w r. 1561 a zadanie 
to zlecono komisyi z czterech profesorów (p. Jacobus Facciolatus, Fasti Gymnasii Pa- 
tarinL Patairii 1757 Pars posterior p. 17), która pracę swoją skończyła w r. 1563 
(p. przedmowę do statuta z r. 1564). Stąd wynika, ża chociaż astawę wydrukowano 
dopiero w roku następnym, jednakże Zamoyski, który był w 1563 — 1564 rektorem, 
ntógl już trzymaó się przy spełniania swych obowiązków — nowej ustawy. Ka- 
osprawiedliwienie tego, że opisując organizacye uniwersytetu, powołujemy się na ustawę 



156 WITOLD NOWODWORSKI 

(uniyersitas artistarum et uniyersitas iuristarum), a całość nazywano 
gimnazyum (Gymnasinm Patayinnm). Studenci — wszyscy wogóle — 
dzielili się na przedalpejskich i zaalpejskich; nadto ci, którzy pocho- 
dzili z tego samego kraju, stanowili osobne stowarzyszenie czyli t. zw. 
nacyę. Ilość ich na wydziale prawa, czyli wedłag ówczesnego wyra- 
żenia na uniwersytecie prawników, wynosiła 23; szły one w porządku 
następującym: niemiecka, polska, czeska i t. d. ^). Przedstawicielem 
nacyi był wybrany przez nią konsyliarz, na którego wkładano obo- 
wiązek pilnowania interesów stowarzyszenia. Nacya niemiecka miała 
dwa głosy, a reszta tylko po jednym. Prawie wszystkie sprawy swojo 
młodzież uniwersytecka rozstrzygała zapomocą głosowania według nacyi; 
porządek taki obrad zaprowadzono w tym celu, aby zabezpieczyć in- 
teresa studentów zaalpejskich, którzy liczebnie ustępowali studentom 
przedalpejskim '). 

Na czele każdego wydziału czyli uniwersytetu znajdował się rektor, 
którego studenci obierali z pośród siebie na rok jeden w sposób na- 
^stępujący. Każda nacya wybierała najprzód jednego obiorcę i obiorcy 
już, złożywszy przysięgę, iż będą postępowali sumiennie, wybierali więk- 
szością za pomocą karteczek (więc głosowanie było tajemne) rektora* 
Jeżeli głosy podzieliły się równo, głosowanie powtarzano; gdy podział 
równy głosów znowu się wydarzał, sprawę ostatecznie rozstrzygali bi- 
skup, podesta i kapitan miasta przy współudziale składającego swój 
urząd rektora. Rektor musiał odznaczać się wpośród kolegów swoich 
zaletami rozumu i charakteru oraz hyć człowiekiem zamożnym, ponie- 
waż urząd jego wymagał wystawnego życia, co pociągało za sobą zna- 
czne koszta '). Zaszczytny ten urząd sprawowali po kolei najgodniejsi 
przedstawiciele studentów przedalpejskich i zaalpejskich^). 

Nadanie godności rektora odbywało się z wielką uroczystością 
w katedrze miasta, w obecności biskupa i najwyższych urzędników 



z r. 156 (, moiemj przytoczyć jeszcze i ten wzgląd, Łe zmiany, poczynione przez ko- 
ni isyę, dotknęły nie podstaw organizacyi, lecz tylko lada życia nniwersyteckiego (p. 
przedmowę do statutu z r. 1564). Sayigny w swem wiekopomnem dziele „Geschichte 
des rSmischen Rechts im Biittelalter, Heidelberg 1834 Bd. III) opiera opis swój uni- 
wersytetu padewskiego na wszystkich ustawach razem, ponieważ różnice pomiędzy 
ustawami były bardzo nieznaczne. 

») lib. X stat. II. «) lib. I stat. lU. 

') lib. I stat. yill. Wyobrażenie niejakie o kosztowności życia rektora może 
dać fakt następujący: w r. 1560 rektor Bartl. Fryderyk yon Ossa wydal na potrzeby 
8 wego urzędu 14000 dukatów, p. Sayigny, Oesch. des rOm. Rechts im Mittelalter III. 
(wyd. r. 1834) 281. 

*) lib. I. stat. V. 



ŁATA SZKOLNE JANA ZAMOYSKIEGO. 157 

miejskicb, tu świeżo obrany rektor, przyodziany w płaszcz purpurowy, 
otrzymywał oznaki swej władzy: kapturek złoty, sadzony drogimi 
kamieniami, statuta uniwersytetu, pieczęć i berło srebrne, które niósł 
zawsze przed rektorem bedel *). 

Zatwierdzony przez senat wenecki, rektor cieszył się wielkiem 
poważaniem i zażywał znacznych zaszczytów. Na wszelkich uroczy- 
stościach dla niego pozostawiano drugie miejsce po biskupie padewskim 
(trzecie należało do rektora uniwersytetu sztuk wyzwolonych) *). Władza- 
rektora była rozległą, lecz i obowiązki, które miał do spełnienia nie 
łatwe, albowiem musiał czuwać nad porządkiem i spokojem w uniwer- 
sytecie, rozsądzać wszelkie sprawy pomiędzy studentami, rozdawać 
stopnie naukowe, porozumiewać się z władzami odnośnemi, jednem 
słowem pilnować, aby wykonywano statuta, przyczem miał prawo ka- 
rania tych, którzy przeciwko nim wykraczali. Niegdyś studenci sami 
powoływali profesorów na wykłady uniwersytetu, przy czem, ma się 
rozumieć, najważniejszą rolę odgrywał rektor. W r. 1445 atoli prawo 
to odebrano studentom; wprawdzie przywrócono je rychło potem z pe- 
wnemi ograniczeniami, lecz w r. 1560 ostatecznie pozbawiono go stu- 
dentów. Odtąd katedry profesorskie obsadzał wyłącznie według swego 
uznania senat wenecki; miasto Padwa zachowało tylko prawo rozpo- 
rządzania katedrami trzeciego stopnia (in tertio gradu) ^). Wszakże 
i teraz rektor mógł wywierać wpływ pewien na ciało profesorskie uni- 
wersytetu, gdyż miał władzę pilnowania, aby profesorowie wykładali 
według przepisów istniejących i aby wypłacano im regularnie pensye *). 

Najważniejszym obowiązkiem rektora było czuwanie nad porząd- 
kiem życia studenckiego, przyczem mógł studentów, którzy popełnili 
wykroczenia, karać grzywnami albo wydaleniem z uniwersytetu. W pe- 
wnych wypadkach konsyliarze nacyi mogli zabiegać przed rektorem 
o łaskę dla ukaranych albo sami ukarani mieli prawo apellacyi do 
podesty. Władza rektora ściągała się, ma się rozumieć, tylko do spraw 
w zakresie życia uniwersyteckiego, zwykłe przestępstwa należały do 
kompetencyi sądu miejskiego^). 

Zastępcą rektora był prorektor a pomocnikami jego w sprawach 
sądowych syndyk i syndycy nacyi poszczególnych «). 



*) StCEBgólŁj urocsyBtoici p. a Jac. Phil. Tomasini, Gymnssiam PatarinumL 
Utiai 1654 8tr. 45—55. 
*) ib. Btr. 56. 

^ SaYigny, op. dt. III. 294. 
*) Konstjt. B r. 1564 lib. I. stat Xy. 
*) Sa^igny, op. cit. IH. 285. 
«) Konstyt. % r. 1564 lib. I. stat. XXIV i XXV1L 



158 WITOLD NOWODWORSKI. 

Taką była w najogólniejszych zarysach organizacya uniwersytetu 
padewskiego. Teraz zaś kilka słów o powszedniem życiu jego studen- 
tów. Do Padwy gromadzili się młodzi ludzie z różnych krajów Europy, 
różnego pochodzenia i różnych wyznań, tak że pomiędzy nimi łatwo 
mogła wybuchnąć walka skutkiem nienawiści narodowościowej albo 
religijnej. Studenci włoscy spoglądali wrogo na przybyszów z za gór 
alpejskich i młodzież uniwersytecka dzieliła się, jak to już widzieliśmy, 
na dwa wielkie odłamy : studentów przedalpejskich i zaalpejskich. 
Wpośród Włochów istniały dwa stronnictwa: wicentyńskie i breściań- 
skie. Jednakże najmocniej nienawidzili się Niemcy i Polacy, przytem 
nie tylko z pobudek narodowych, lecz i religijnych: wpośród Niem- 
ców było wielu protestantów, gdy tymczasem Polacy wyznawali ka- 
tolicyzm *^). 

Do tych przyczyn zatargów pomiędzy studentami łączyła się je- 
szcze rozwiązłość ich życia. Na naukę do uniwersytetów zagranicznych 
mogli udawać się tylko ludzie przeważnie zamożni; ci mieli na myśli 
nie tyle nauki, ile wesołe przepędzenie czasu, używanie przyj emnostek 
tego życia. A jako młodzi ludzie, w których krew, jak ukrop, wrzała, 
.przebierali często miarę, więc uczty ich stawały się często istnemi ba- 
chanaliami, a rozrywki zamieniały się na skandale, w których przy- 
x^hodziło i do krwi rozlewu^). 

Nareszcie musimy zaznaczyć jeszcze jedną okoliczność. Współza- 
wodnictwo profesorów, zazdroszczących sobie sławy i wziętości śród 
młodzieży, wywoływało często rozterki w jej łonie. Ambitni profesoro- 
wie usiłowali ściągnąć do swego audytoryum jak największą iłość dtu- 
ehaczów, zarzucając na młodzież całą sieć intryg, byle tylko odnieść 
zwycięstwo nad swymi współzawodnikami. Wskutek tego pomiędzy 
studentami tworzyły się stronnictwa zwolenników tego lub owego pro- 
.fesora i burzliwość życia studenckiego jeszcze się wzmagała^). 

Zamoyski przybył do Padwy w końcu 1560 lub na początku 
1561 roku *) i wstąpił na wydział prawa czyli według ówczesnego wy- 



1) St. Windałdewicz, op. cit. 81 — 82. 

*) W r. 1563 Polacy wzniecili wpo6ród mtodziety potężne poroszenie przeciwko 
Niemcom, jako kacerzom, p. St. Windakiewicz op. cit. 84. Że wszyscy studenci Polacy 
byli katolikami, obawiamy się twierdzić to stanowczo. 

*) Plenkiewicz, Żywot Jana Kochanowskiego w Dzieła wszystkie IV, 139. 

*) Z tym objawem w źycin oni wersy teta padewskiego zapoznamy się, gdy po- 
trącimy o stosnnek prof. RoborteUo do prof. Sigonio. 

^ p. wyiej str. 154. Na dowód prawdziwości naszej rachuby możemy przytoczyć 
jeszcze następującą uwagę. Kurs nauk na wydziale prawa trwał 4 lata (p. G. Giomo, 
L'archiyio anticho delia uniyersita di Padora w Nuovo Archivio Veneto t. VI. 387)^ 



LATA SZKOŁNB JANA ZAMOYSKIEGO. 159 

rażenia do uniwersytetu prawników. Kurs nauk trwał tu przynajmniej 
4-ry lata *) i studenci prawnicy obowiązani byli uczyć się prawa cy- 
wilnego i kanonicznego według pandektów, komentarzy Bartola i dekre- 
talii; nadto musieli uczęszczać na wykłady filozofii moralnej w uni- 
wersytecie sztuk wyzwolonych, tudzież na wykłady historyi kościoła 
i mogli słuchać, jeżeli tego życzyli sobie, wykładów prawa feudalnego ^). 
Te nauki obowiązywały Zamoyskiego, jako słuchacza wydziału pra- 
wnego. Ale żądza wiedzy była u niego tak wielką, że słuchał on na- 
wet wykładów medycyny. Nie zawadzi tu dodać uwagi, że prawo 
i medycyna najbardziej pociągały do siebie ówczesną młodzież, nie zaś 
studya filologiczne, którym oddawano się jeszcze z takim zapałem tak 
niedawno i czasy zachwytów humanistycznych dla Włoch już minęły^, 
młodzież studyowała prawo i medycynę z pobudek czysto praktycznych, 
dla korzyści materyalnych, które z tych nauk mogła wyciągnąć w przy- 
szłości ^). 

Głównymi kierownikami Zamoyskiego w Padwie byli profesoro- 
wie następujący: Franciszek Karol Piccolomini, Bassianus Landus, 
Karol Sigonio, Guido Paucicoli, Tyberyusz Deciano i Gabryel Tul- 
lopio *). 

Jeżeli mamy wierzyć Paprockiemu, Zamoyski oddał się najpierw 
z zapałem studyom nad filozofią ^). Wiadomość tę możemy uznawać za 
prawdopodobną z następujących względów. Na uniwersytecie padewskim 
panowała najzupelniejsza swoboda badań; ta budziła ducha krytycy- 
zmu i dawała możność roztrząsania takich kwestyi, które na innych 



Zamojski zaś 5 kwietnia 1565 roka otrzymaZ od sonata weneckiego w swoim rodzaja 
świadectwo o ukończenia naak w uniwersytecie p. P. Popiel, Jan Zamoyski w Padwie 
i Wenecji str. 46. 

*) p. przjpisek powyższy. 

*) Przez filozofię moralna trzeba rozumieć przedewszystkiem komentowanie pism 
psychologicznych i etycznych Arystotelesa. U Tomasiniego p. op. cit. str. 323 mamy 
taką kategoryę profes.: Professores philosophiae moralis ex Aristotele. 

*) Patrz skargi Sigonio na brak zamiłowania do studyów filologicznych wpośród 
młodzieży Caroli Sigonii Opera omnia Mediolani 1737 t. VI. 

^) Nazwiska te przytacza Paprocki (Herby rycerstwa polskiego wyd. 1534 r. 
str. 196), niektóre w postaci skażonej. Oto są jego ^owa: w Padwie naprzód ksiąg 
de anima n Picolhonlna a artem paryam a Bassiana Landa .... Z Sygoniuszem na- 
kładał, a Yidum Pamirolam et apud Decianam stachał. Skażenie nazwisk przemawia 
według mego zdania za tern, że wiadomościom Paprockiego możemy zaufać: oczywista 
rzecz, iż faktów, podawanych przez siebie, on nie wymyślił, lecz wniósł je do swego 
da^eła w tej postaci, w jakiej znalazł je tam, skąd odnośne wiadomości zaczerpnął. 
Osoby, o których mówi Paprocki, istotnie żyły podówczas, kiedy Zamoyski był w Pa- 
dwie i działały w tych rolach, jakie przypisuje im Paprocki. 

*) Ibid. 



160 WITOLD NOWODWORSKI. 

uniwersytetach włoskich, pod naciskiem reakcyi katolickiej, usunięto 
z zakresu nauki, jak np. kwestyę nieśmiertelności duszy. Tymczasem 
uniwersytet padewski zajmował nader żywo spór, który toczyli w tej 
kwestyi pomiędzy sobą znani podówczas filozofowie Piccolomini i Pen- 
dasio. Pierwszy, zwykły komentator Arystotelesa, dowodził, że dusza 
jest nieśmiertelną; drugi, ayerroista, wskazując na sprzeczności w do- 
wodach przeciwników swoich, zaprzeczał nieśmiertelności i dzięki swej 
wymowie, zjednywał dla swej nauki licznych zwolenników^). 

Z wielkiem prawdopodobieństwem możemy przypuszczać, że ta 
ważna kwestya filozoficzna musiała zwrócić uwagę młodzieńca tak chci- 
wego wiedzy, jakim był Zamoyski. W jego duszy powstały, a może 
i przedtem już istniały różne wątpliwości dotyczące zasad religijnych 
a zwłaszcza tych, które sam wyznawał, a więc żeby je rozstrzygnąć, 
żeby odnaleść prawdę upragnioną, zagłębił się w czytanie książek re- 
ligijnych, przedewszystkiem pism ojców kościoła*). Sympatye, które 
zdołał już zapewne obudzić w nim do filozofii Arystotelesa jeszcze 
Charpentier w Paryżu, pociągnęły go na wykłady nie Pendasio, prze- 
ciwnika Arystotelesa, ale na wykłady Piccolominiego. Pod wpływem nauki 
tego filozofa, ksiąg czytanych oraz otoczenia katolickiego wątpliwości 
religijne zaczęły się rozpraszać, Zamoyski odzyskał zachwianą wiarę,, 
przyczem uwierzył w prawdziwość dogmatów tego wyznania, które 
jemu jako Kalwinowi, wydawały się dawniej fałszywymi i w duszy 
jego dokonał się przewrót cały: odrzuciwszy błędy,jak teraz już sądził, 
Kalwinizmu, przeszedł on na wiarę katolicką^). 



*) Pier Leopoldo Cecchi, op. cit. str. 12 — 64. 

^ HeidenBztein w Collectanea Titam etc. Btr. 10. 

") Powstaje pytanie, w jakiej wiene bjł ochncionj Zamoyski, lecs Tozstnygiiąć' 
go nie moglińmy dla braka materyała historycznego. O fakcie aaś nawrócenia Za- 
moyskiego na katolicyzm czerpiemy wiadomości z dwóch źródet. Heidensztein (Collec- 
tanea etc. 9 — 10) powiada, ie czytanie pism ojców kościoła pobudziło Zamoyskiego 
do odrzucenia błędów Latra. Stąd wnieśćby wypadało, ie Zamoyski był Luteraninem, 
ale zdaje się, ie wyraz „Luter** oznacza u Heidenszteina nie specyalne wyznanie pro- 
testanckie, ale wogóle protestantyzm; tak przynajmniej ja tłómaczę sobie to wyraienie 
w biografii Zamoyskiego. Drugiem źródłem są Akta synodów protestanckich, na które 
powoływaliftmy się już wyżej. Tu znajdujemy taki dopisek, skrei^lony w czasie później-- 
Bzym: Ten pan Jan Zamoyski póki był we Frandey, był Ewangielikiem, ale g^y po- 
tem do Padwie jechał na naukę, zostiJ katolikiem rzymskim .... Andrzej Węgierski 
(Systema Historico-chronologicum etc. wyd. 1652 str. 134 — 185) tak mówi o tym 
fakcie : Et sanę, quam diu in (Germania et Oallia yixit, Beligionem Erancelioam eon- 
stanter professus est. Postqnam autem in Italiam Patayium migrayit, studiorum con- 
tinuendorum causa, sensim ab illa recedere cepit ac postea Komano-catholicam am- 
]>lexus desemit. Ze źród<^ nie dowiadujemy się, kiedy nastąpiło mianowicie nawrócenie. 



ŁATA SZKOŁNB JANA ZAMOYSKIEGO. 161 

Skłonności humanistyczne, które rozwinęły się u Zamoyskiego, 
jeszcze pod bytność jego w Paryżu, sprawiły, iż stał się nader pilnym 
uczniem znakomitego historyka -humanisty Karola Sigonio, który roz- 
począł w roku 1560 wykłady filologii klasycznej O- Uczony ten od- 
znaczał się głębokością i rozległością wiedzy, dojrzałością sądów, wzo- 
rowym wdziękiem stylu łacińskiego. On pierwszy zaczął krytycznie 
badać i dokładnie objaśniać starożytności świata klasycznego, a dzieła, 
dotyczące tej dziedziny, które pozostawił, stanowią epokę w dziejach 
tych badań. Jako profesor, nie mógł pociągać swoją wymową, gdyż 
nie posiadał przyjemnego i czystego głosu i — co najważniejsza — 
wysławiał się z wielką trudnością, lecz za to jako człowiek łagodny 
i towarzyski, łatwo zyskiwał przyjaciół*). Młodzież, zwłaszcza Polacy, 
lubiła bardzo swego profesora, który chętnie udzielał rad i wskazówek, 
i tłumnie odwiedzała jego wykłady; niektórzy brali u niego lekcye na- 
wet prywatne. Sigonio mówił o Polakach z wielkiemi pochwałami*); 
zauważył niepospolite zdolności Zamoyskiego i ten stał się jego naj- 
bardsdej ulubionym uczniem^). Nie dość na tem. Zamoysld tak się 
wyróżniał umysłem z pomiędzy swych kolegów, że Sigonio zwrócił nań 
uwagę słynnego humanisty Pawła Manuciusza, który przebywał podów- 



Jednakio prawie napewno twierdzić mo£einj, ie stało sie to już w pierwszym roka 
pobjta Zamoyskiego w Padwie. Przypomnijmy sobie, że naeya polska była katolicką, 
Oeżeli byli protestanci, to stanowili nieliczne wyjątki), Zamoyski zaś joź we wrześnin 
r. 1561 roku piastował zaszczytny urząd konsyliarza. Można domyślać się, że właśnie 
nawrócenie jego podniosło go w oczach towarzyszy i wpływy jego na nich zwiększyło. 

^) Tomosini, Gymnasiom Patarinum. Utini 1654 str. 341. 

*) Patrz jego życiorys, napisany przez Mnratoriego^w Caroli Sigonio Opera omnia 
edita et inedita Mediolani 1732 str. Xy— Xyi. Życiorysów pióra Krebsa (Karl Sigonins 
i Franciosiego (Della rita e delie operę di Carlo Sigonio) nie mogliśmy, niestety F 
dostać. 

") P. Dispntationnm Patarinamm libri JI. Sigonio tak o Polakach tu powiada : 
... — cni enim ignota) est nobilissimae Polonorum gentis propensio erga me animi 
iingnlaris? cni studia, cni of&cia mea erga illam gontem perpetua sunt obscnra? quis 
ąnantnm ab illa mihi gente tribuatur, ignorat? cum illustrissimus Comes Stanislaus Tar- 
noTins in darissima omnium ejus regni familia natus, juyenis, cum ayita gloria, tum 
propriifl Yirtntibus omni honore dlgnissimus, cum reliqui omnes Poloni, adolescentes 
leetisflimi et superiore anno, cum tu (j. j. Bobortello) fiononiae eras et etiam, post- 
quam tu ad disciplinam transalpinis, ut ais, nationibus tradendam occurristi, me non 
solum publice et priratim andierint, sed omni etiam studio atque omni officio pro ipso- 
rum hnmanitate eomplezi sint? (Opera omnia t. VI. str. 313). 

*) 4) St. Windakiewicz, op. cit. str. 60, przypisek 5, twierdzi, że Zamoyski brał 
prywatne lekcye u Sigonio, przyczem powołuje się na zbiór listów Pawła Manuciusza, 
nie wskazując niestety! stronicy, o którą mu chodzi. Ja w Epistolarum Pauli Manutii 
libri X. Coloniae Agrippinae 1572 (i w innych wydaniach) faktu tego nie odszukid^em. 

Romfnwj Wjds. bisŁ-flloz. T. XL. 1 ^ 



162 WITOLD NOWODWORSKI. 

czas w Rzymie, i Manucyusz młodego adepta ą;as9czycił ko^^sponden- 
cyą^). Zamoyskiemu przytem chodziło nię tylkp o sławę, o tojn^as 
w kołach humanistów, lecz miał on na względzie i pirą^tyc^e korzy- 
ści także. Myślał on już teraz, — w pierwszym ipki; studyów sn^yc^i 
w Padwie, o przyszłej swej karyerze w ojczyźnie, więc juź teraz czy- 
nił zabiegi o to^ żeby pozyskacS dla siebie w Polsce wpłyiyowycb p|ro- 
tektorów, którzy by płatwili mu przystęp do urzędów publiczpycji, bo 
taka karyera najbardziej go pociągana. 

Piotr Myszkowski, wybitny humanista polski, słynął jako wspa- 
niałomyślny mecenas uczonych i znany był nie tylko w kraju, ale i za 
granicą. Tak pozostawał on w przyj azpy eh stosunkach z Manuciuszem. 
Jako sekretarz królewski, mógł on łatwo wyrobić teinu, kogo zaprote- 
gował, urząd w kancelaryi króla. Zamoyski wiedział o tern wszystkiem 
bardzo dobrze. Otóż, żeby osiągnąć cel zamierzony, udał się on naj- 
pierw do Sogonia, aby ten polecił go Manuciuszowi, od tego zaś otrzy- 
inał już list polecający do Myszkowskiego 2). Zabiegi te uwieńczył sku- 
tek pomyślny, bo Myszkowski zwrócił na Zamoyskiego uwagę i zaczął 
go protegować ^), a Zamoyski, jak to zobaczymy, dostał się do kance- 
laryi królewskiej. 

Ta zapobiegliwość praktyczna może nas razić trochę, bo mamy 
przed sobą 19 -letniego dopiero młodzieńca i w takim wieku troska 
o karyerę nie powinna zaprzątać umysłu człowieka, na taki wiek przy- 
stają bardziej rojenia o szczytniej szych celach. Ale nie zapominajmy, 
że gonienie za kuryerą, nawet z krzywdą dla wymagań moralności, 
stanowiło cechę właściwą humanistom, więc Zamoyski ulegał tylko 
wpływom epoki i otoczenia. 

^) Manaciasz tak piszo do Zamojskiego: Saepe mihi antea litterae Caroli Si- 
gonii cni ąnantam tribaam non ignoras, praeclarnin et hamanitatis et ingenii doctri- 
naeąae tnae testimoninm dederant. Itaąne te eram complextis amore non mediocri, sic, 
ut farorem tuae laadi znirabiliter, idąno nt ipsa illastri aliqao digno intelligeres, Te> 
hementer caperem. Ut opŁabam, ita contigit. Nam cum ta animam indaiisses ralere me 
gratia apud Potrnm Miscorium, florentem viram honoribus, opibus omniqae yirtute, 
facile impetravit a me ^igonius, cum tao nomine rogaret, at ei te commendarem lit- 
teńs quam possem diligentissime. Yernm, ut est Miscorius in liberales doctiinas egre- 
gie animatus et ingeniornm ezistimator intelligens, non dabito, ąuin tibi apud eum 
TirtuB taa, quam mea commendatio profutora sit... Epistolaram Pauli Manutii libri 
X Coloniae Agriphinae MDLXXII p. Si4. 

') Patrz przypisek powyższy i list Manucinsza do Piotra Myszkowskiego, umie- 
szczony w przytoczonym tam zbiorze zaraz po liście do Zamoyskiego. List do My- 
szkowskiego ma datę Komae XIY Kalend. Octob. MDLXI. 

*) W drugim liście do Zamoyskiego tak pisze (ib. str. 348): Est, car gaudeam, 
capere te fructum aliqaem ez iis litteris, qaa8 ad omatissimum rimm, Petrom Misco- 
yiam, de te scripseram . . . 



ŁATA ą^OŁNB J49A Z4MOT9KIBOO. )6^ 

TjT^ąza^em powz<!icił do Padwy z Bolonii we wrześniu 156^ r. ^) 
'dfagi f^J^T^J hiimai^sta- filolog Franciszek Bobojrtello. Ąni|)itpy aż do 
{^różności i zacozumiały aż do grubiaństwa, uważał się on za Kajwięr 
}fsz/ego uczoi^ęgo i puał sobie za nic najznakomitszy pb ludzi swego 
c^u, ^p. Erazma z Rotterdamu nazywał literatem-nieukiem '). Sigor 
nio, który przewyższał go pod względem uczoności, pozwolił sobie razu 
j^nęgo uczypió kilka uwag krytycąmych nąd jego dziełem, dotypzą- 
cem stafożytno4(2i grecko-rzymskich, co wprawiło w gniew Bobortella. 
Fopiiędzy up^pnymi rozpoczęła się gorąca polemika i odtąd żywili oi^i 
do siebie wzajem mocną nienawiść (od r. 1557)^). Wprawdzie, przy- 
szło następnie między nimi do pojednania, lecz było ono zbyt krótko- 
trwałe. 

Otóż skoro tylko Bobortello przybył do Padwy, natychmiast roz- 
począł knowania przeciwko swemu współzawodnikowi, chcąc go upo- 
korzyć w ten lub inny sposób. Tak najpieryr zamierzył pozbawić go 
prawa wykładów zrana, bo te godziny ranne oddawano zwykle profe- 
sorom, którzy zajmowali katery pierwszorzędne (in primo loco); jednakże 
usiłowania Robortello były bezskuteczne*). Za swym ulubionym profe- 
sorem ujęła się nacya polska, przyczem Zamoyski odegrał najważniej- 
szą rolę. Ten, według opowiadania Heidenszteina ^), przybył razu je- 
dnego do Bobortella, aby zasięgnąć u niego informacyi w jakiejś 
kwestyi naukowej, lecz Bobertello posądził Zamoyskiego o podstępne 
zamiary, mianowicie wydało mu się — i może zupdtnie słusznie, — że 
Zamoyskiego przysłał doń Sigonio w tym celu, ażeby wytknąć mu jego 
nieuctwo, więc Robortello, rozjątrzony tym domysłem, obszedł się z Za- 
moyskim wprost po grabiańsku. Dotknięty do żywego tym postępkiem 
uczonego, Zamoyski rozpoczął agitacyę przeciwko niemu wpośród na- 
cyi polskiej i pozyskał wszystkich swych rodaków dla Sigonia. W ło- 
nie młodzieży utworzyły się dwa stronnictwa : Niemcy stanęli po stro- 
nie Robortella, Polacy i Francuzi po stronie Sigonia. Rozterki pomiędzy 
stronnictwami tak się wzmogły, że wdanie się senatu weneckiego stało 
się koniecznem. Stronnicy Robortella wysłali do Wenecyi tylko 2-ch 



') Tomii^mi, op. cit. Rtr. 342. 

*) P. list Sigonia do Bernardą Naugerio w Caroli Sigonii opera omnia t. YI. 1, 
albo Dispntationum PataTinarom libri II ib, str. 306, albo nareszcie Nicolai Gomneni 
Papadopoli Historia Gymnasu Patayini Yenetiis 1726 t. I str* 318—319 (krótki ^cio- 
rys Kobortello). 

*) P. przedmowę, zwróconą przez Sigonia do Bobortello w Sigonii Emendatio* 
jijua adrersas Franciscum Bobortellam libri II (Opera omnia t. VI). 

*) Dispntationam Patari narom lib. II w C. Sigonii Opera omnia t. Yl. 256. 

*) Collectanea yitam etc. 8—9. 

11* 



164 WITOLD NOWODWORSKI 

delegatów; przeciwnicy zaś, idąc za radą Zamoyskiego, wyprawili de- 
legacyę, złożoną z przedstawicieli różnych narodowości. Gdy delego- 
wani stanęli przed senatem*, okazało się, iż Sigonio ma za sobą prawie 
wszystkie nacye, gdy tymczasem Robortella dwie tylko popierają*) 
W liczbie delegatów był także Zamyski, mianowicie jako przedstawi- 
ciel narodowości polskiej ^). Senat wenecki rozstrzygnął spór na rzecz 
Sigonia i Robortello poniósł porażkę^), wskutek czego zapałał jeszcze 
większą nienawiścią do przeciwnika, walka przeto pomiędzy współza- 
wodnikami zaogniła się jeszcze bardziej. Najpierw rozpoczęli zatarg 
o salę wyldadową; tu Sigonio musiał ustąpić przed Robortellem i na 
prośbę studentów przeniósł swe wykłady do drugiej sali, przyczem sta^ 
nowisko jego, jako profesora, nie straciło przez to nic na znaczeniu^). 
Następnie Robortello (w r. 1562) zaczął nalepiać na ścianach uniwer- 
sytetu ogłoszenia, w których wychwalał własną metodę nauczania, na- 
zywając, chociaż i nie po imieniu, swego współzawodnika ignorantem 
i człowiekiem bez wszelkich zdolności ^), więc walka wybuchła na nowo. 
Sigonio chwycił za pióro, ażeby zdemaskować postępowanie przeciwnika 
i napisał przeciwko niemu rozprawę polemiczną. Knowania Robortella 



') Collectanea yitam re<qae gestaa etc. sir. 9. 

*) Archiwom do dziejów literatury i oświaty w Polsce t. YII, str. 172 I 1661 
XI. 11 Solrentar Johanni Sario 10 librae, qao8 ezpendit Yenetiie, deputatus in causa 
mntatae horae lectionnm Caroli Sigonii. Stąd niewątpliwie wynika, 2e Zamoyski byt 
w Wenecyi dla załatwienia sprawy Sigonia; tymczasem P. Popiel w rozprawie swej 
„Jan Zamoyski w Padwie i Wenecyi'' (str. 34;) fakt ten odrzuca, oskarżając Heiden- 
szteina o podanie fid!szywej wiadomości. Jak powierzchownie autor powyższej rozprawy 
zbadał przedmiot i źródła, do niego się ściągające, niech świadczy to, co mówi o sto- 
sunku Zamoyskiego do Sigonia (ib. str. 34—35) „Zamoyski wtedy do Wenecyi nie 
jeździł, bo jeszcze nie był urzędnikiem uniwersytetu (autor mógł nie wiedzieć, ponie- 
waż protokóły nacyi nie były jeszcze wydane, że Zamoyski piastował już podówczas 
urząd konsyliarza), cała ta rzecz działa się w roku 1569 (Popiel wie tylko o pierw- 
szym zatargu Robortella z Sigoniem, drugi xaś zatarg przeoczył), kiedy jeszcze Za- 
moyskiego w Padwie nie było; wreszcie Sigoniusz w roku 1664 udał się do Bolonii 
(z dzieł samego Sigonia Popiel mógł przekonać się, że słynny humanista był w Bo- 
lonii już w drugiej połowie 1563 r. p. w Opera omnia t. YI mowę jego De ingenio 
excoIendo), Robortellus zaś aż do śmierci w Padwie wykładał. Nawet i co do tak blis- 
kich Zamoyskiego z Sigoniuszem stosunków musimy Heidenszteinowi na słowo wie- 
rzyć** (gdyby Popiel zajrzał do przytoczonego przez czas wyżej zbioru listów Pawła 
Manuciusza, znalazłby łatwo potwierdzenie słów Heidenszteina. 

^ P. Disputationum PataWnarum libri n w Opera omnia VI. 314. 

*) P. dodatki do Disputationum PataT. w Opera omnia t. YI i Tomasini, Qy- 
mnasium Patarinum str. 410 i następ. 

*) Sigonii Opera omnia t. VI, str. 226 i następ. 



ŁATA SZKOLNE JANA ZAMOTSKIBGO. 165 

tak obrzydziły mu pobyt w Padwie, źe się przeniósł do Bolonii; Ro- 
bortello zaś pozostał w Padwie aż do samej śmierci (r. 1567)^). 

Oprócz Sigonia Zamoyski zjednał sobie i drugą znakomitość uni- 
wersytetu padewskiego — Gabryela Fallopio. Uczony ten badaniami 
swemi w dziedzinie anatomii uczynił imię swoje nieśmiertelnem. Po- 
lacy bardzo chętnie uczęszczali na jego wykłady i w jego szkole wy- 
kształciło się wiele naturalistów polskich'). Zamoyski należał do naj- 
bardziej lubionych uczniów Fallopio. Dar wymowy taką mu pozyskał 
sławę w Padwie, że gdy znakomity medyk umarł (9-go października 
1562 r.), zlecono Zamoyskiemu wygłosić mowę na jego pogrzebie. W tej 
mowie Zamojski powiada, że Fallopio żywił dla Polaków wielką sym- 
patyę (summum illud in gentem Polonam studium) i że los pozbawił 
go w osobie Fallopio najdroższego przyjaciela (amico dulcissimo et per- 
necesario) *). 

Jak widzimy, Zamoyski oddawał się w Padwie z zapałem stu- 
dyom przyrodniczym, ale specyalnym przedmiotem studyów, dla któ- 
rych przybył do Padwy, było prawo; tego zaś uczył się tu pod kie- 
rownictwem słynnych prawników ówczesnych Tiberio Deciano i Guido 
Panciroli. Z nich najbardziej zasługuje na uwagę ten ostatni. 

Był on zwolennikiem znakomitego prawnika Alciato, który nadał 
nowy kierunek nauce prawa we Włoszech. Połączywszy studya pra- 
woznawcze z filologicznemi i historycznemi, i wyzwoliwszy prawozna- 
wstwo z więzów rutyny, Alciato dokonał rdzennej reformy w dziedzi- 
nie nauk prawniczych*). 

Stan ich na wszechnicach włoskich XVI w. był wprost opłakany: 
profesorowie zaniechali nawet komentowania prawa rzymskiego, co sta- 
nowiło niegdyś jedyny przedmiot ich badań, a zajmowali się tylko 
glosami^). Panciroli, jako uczeń Alciata, inaczej postępował, stosował 



^) Nacja niemiecka, której Hobortello był nlnbieńcem, postawiła nad jego gro- 
bem pieknjr pomnik p. Papadopoli, Historia Gjmnasii, Patayini, Yenetiis 1727. I. 
31ft-319. 

*) 8t. Windakiewica op. cit. str. 48. 

*) P. Joannis Zamoscii Oratio habita Patarii in fdnere eicellentissimi Tiyi Ga- 
brielis Fallopii IV Id. Oct MDLXII. Jeżeli wierzjć Paprockiemn, Zamoyski przema- 
wiał w zastępstwie Sigonio, który od łez nie mógł mówić, p. Herby rycerstwa pol- 
skiego, str, 196, wyd. 1584 roku. 

«) Sarigny, Gesch. des r5m. B. im Mittelalter Heidelberg 1831, Bd, VI. 363—864. 

') ib. Ul. 54:7. Francesco Schnpfer (Mannale di Storia del diritto italiano, 2-a 
ediz. 1895. p. 612) tak powiada: Nei secoli XVI, XVn e XVUI la sienza gioridica 
italiana e decadata: gia nel cinqnecento non occupa piu ii primo posto e nei dne se- 
coli snccessiri non tiene neppore ii secondo. Non solo lo splendore delie aniversit4 
ara renato meno eon TAlciato etc. 



i66 WITOLD NOWÓDWÓRSkl. 

boi^iem w swych kotńentarżacli prawmczyćK metodę Badania History- 
cznego, usiłtijąc wyjdśnić pochodzenie pewnego pra-c^a, załnldry pra^^-o- 
dAwcy, okolicznością ^^ jakich prawo zostało wydaile i t. j[). ^). Jako 
^rofesorj Panćiroli stadowi! jedną z najpiękniejszych oźdUb liniwerśy- 
tJbitL padewskiego^). 

iteżeli wiisrzyć Paprockiemu, Zamoyski znajoniośćią prawa prze- 
wyższał swoich kolegów; celował on także w studyach nad prawem 
iiieniieckiem albo cesarskiem, czem koledzy jego nie iiiogli się pochlu- 
bić "). NiewątplitHe Zamoyski odznaczał ślę wiedzą bardzo rozległą^ 
skutkiem czego rosły jego powaga i uznanie wpośród kolegów. W roku 
1563 postainowili oni wybrać go rektorem wydziału prawnego. Wyko- 
nać tetl zamiar było rzeczą nielada, ponieważ stroniiictwo przeciwne 
niethieckie, wrogie Polakom, miało przewagę, ale Pokcy liczyli na sym- 
patye innych narodowości i na nienawiść ich do Niemców. Nadto ucie- 
kli si^ oni do takiego podstępnego wybiega. Ogłaszając Niemców za 
kacerzy i odszczepieńców, zdołali oni oburzyć przeciwko nim inne iia- 
cye i wywołać niemały popłoch w łonie riacyi niemieckiej. Środek był 
radykalny i zastosować go nie było trudno, ponieważ reakcya katoli- 
cka zagarniała już i Padwę, w r. 1564 papież Pius V ogłosił bullę; 
która zabraniała nadawać stopni nauko^yych różnowiercom i chociaż 
Niemcom udało się na razie odwrócić od siebie niebezpieczeństwo, je- 
dnakże uznanie bulli papieskiej przez rząd wenecki świadczyło; że 
i w Padwie rychło już nastąpi koniec wolności badań naukowych 
i wyznań religijnych*). Nim to nastąpiło, kacerze niemieccy cieszyli 
się jeszcze na wszechnicy znaczną swobodą. To też popłoch wśród mło- 
dzieży niemieckiej trwał niedługo i Niemcy zaczęli skupiać swe siły, 
a zamierzyli użyć gwałtu, aby pokonać swych przeciwników. Pod po- 
zorem, że podczas wyborów mogą wybuchnąć rozruchy i że wtedy 
wypadnie nawet z orężem w ręku bronić się przeciwko nieprzyjacie- 
lowi, nacya niemiecka uzbroiła w tym niby celu aż 140 ludz^, właści- 
wie zaś uczyniła to dla tego, żeby zagrodzić wstęp swym przeciwni- 
kom do sali, gdzie miały się odbywać wybory. Wtedy Polacy chwi- 
cili się nader zręcznie następującego manewru wyborczego. Postawiwszy 
kandydaturę Zamoyskiego, utrzymywali ją w tajemnicy i pokryjomu 
też wpośród innych narodowości zdobywali dla niej stronników, o któ- 

*) P. życiorys Pancirolicg'0 w Bibliotece Modenese o Notizie delia viŁa e delie 
operę degli scrittori ModeneFi... Modena, 1783 t. IV. fitr. 16. 

>) ib. IV. str. 6. 

') Herby rycerstwa polskiego, wyd. 1584 r. str. 196. 

*) G. Giomo, L*archivio anticho delia uniyeraita di Padora w Nuovo Archirio 
Veneto t. VI, str. 192. 



« •• • 



I.ATA dZltOŁNE JANA ŻaMOYŚKIEOO 1B7 

rybh śapeWne nie Irtiaiio tti było, ponieważ Zainoyśki cieszył się jiiź 
niemałym rozgłosem. Jednocześnie w tym celu, ażeby odwrócid uwagę 
stroniiićlwa przeciwnego od swego ptawdziwiego kaiidydiElta, nacya pol- 
ska |>ód£lła jawnie na rektora, jako kandydata, ińńą zupełnie osobę. 
30 lipca stanął przed wicerektorem Polak Walenty Skultet i w imie- 
niu swej nacyi oznajłiiiŁ, że Polacy bhcą mieć rektorem swego todaka 
Piotta itłoczewśkiego. Wtedy Niemcy i ich stronnicy zaczęli dokładać 
wszelkich usiłować, ażeby tę jawną kandydaturę polską obalić; tym- 
czasem Polacy pracowali po cichu nad urzeczywistnieniem swego isto- 
tnego projektu. W tej kampanii Wyborczej ssasfcedł jakiś wypadek, któ- 
rego nie zdołaliśmy sobie wytłómaczyć. Polacy chcieli odroczyć wy- 
bory, przeciwko czemu Niemcy założyli protest z powodzeniem, wy- 
bory przeto nastąpiły w oznaczonym terminie, mianowicie 4 sierpnia. 
Wynik ich musiał przerazić Niemców niepomału, albowiem z 25 gło- 
sów obierających rektora, 17 padło na Zamoyskiego, 7 obiorców po- 
dało próżne kartki i niemiecki kandydat jeden tylko głos dostał ^). 

Jakkolwiek Zamoyski zawdzięczał swój obiór na rektora prze- 
ważnie podstępnemu działaniu swych rodaków, jednakże fakt wyniesie- 
nia jego do tak znakomitej godności stanowi niewątpliwie świadectwo 
owej popularności, jakiej zażywał w uniwersytecie dzięki swym zdolno- 
ściom i swej wiedzy. Jakkolwiek prawnik co do swej specyalności, 
wszakże najwięcej czasu poświęcał pod kierownictwem Sigonia na stu- 
dya nad starożytnością klasyczną. O jego gorliwości i pracowitości 
w tej dziedzinie świadczą wyciągi z utworów starożytnych pisarzy*) 
i dzieła, które podówczas napisał. 

Pierwsze dzieło, traktujące o przymiotach doskonałego senatora, 
Zamoyski zamierzał przesłać senatorowi hr. Stanisławowi Tarnowskie- 
mu, wojewodzie sandomierskiemu^), jako przedstawicielowi rodziny, 



*) Archiwum do dziejów literaŁary i oówiatj w Polsce, t. VII, str. 172 — 173 
i J>t. Windakiewicz, op. cit. Si — 87. 

') Rękopis tych wyciągów przechowuje się w bibl. Zamoyskich. 

^ W drugiem swem dziele ,,De senatu romauo libri II" (Venetiis 1563, str. 6 
i Argentorati 1608, str. 21) Zamoyski tak o tern pisze: Primum aatezn, quod attinet 
ad incorruptam famam, scio. ut improbum senatorem civita.s habeat neminem, magia 
optari et expeti, quam aut effici aut sperari posse. Neque ausim aftirmaro multos se- 
natores Romae ac ne Scaurum ąuidem, aut CatuJum, aut Nasicam, quos miris in coe- 
lam fert laudibus Cicero, tales fnisse, qualem ac quantum in u o libro, quem ad 
Illastrissimum Comitem et Senatorem Sapientissimu m ac constan- 
tissimnm, Stanislanm Tarnov!nm, Sendomirien som palatinum breri 
mittam, informayi et eipressi. 



168 WITOLD NOWODWORSKI. 

która była z Zamoyskimi w najlepszych stosunkach^). Co się stało 
z tem dziełem, nie wierny^). 

Drugie dzieło o senacie rzymskim, wydrukowane pierwszy raz 
w r. 1563, zjednało Zamoyskiemu wielką sławę w świecie naukowym ^). 



*) Dziad Jana Zamoyskiego (nio w prostej linii), Mikołaj Zamoyski, miał być 
wychowawcą znakomitego hetmana Jana Tarnowskiego, jak twierdzi Paprocki, op. cit 
wyd. 1858, str. 259, a za nim Niesiecki op. cit. X. 56. Nasz Jan Zamoyski kolegował 
w Padwie se Stanisławem Tarnowskim, którego Sigonio (opera omnia i. YI. 313) na- 
zywa ,Javeni8 cam avita gloria, tom propriis Yirtutibns omni honore dignissimaB*^, 
wielki zaó poeta włoski Torqaato Taeso, osobisty jego przyjaciel, nczcił pochlebnymi 
wyrazami w swym poemacie U Kinoldo, p. Pier Antonio Serrassi, La vita di Torąnato 
Tasso Bergamo 1790. 1. 115. Ten Tarnowski był synem wojewody sandomierskiego. 
Przy tej sposobności nie możemy nie wypowiedzieć przypaszczenia, ie Zamoyski pozo- 
stawał także w przyjaznych stosunkach z Torąnatem Tasso ; przypuszczenie się to samo 
przez sie nasnwa, gdyż poeta włoski był podówczas stadentem wszechnicy padewskiej, 
więc za pośrednictwem St. Tarnowskiego masiał znać dobrze grono studentów polskich. 
*) Znał je, jak się zdaje, Sz. Starowolski, albowiem pomiędzy innemi tak pisze 
o Zamoyskim (Simonis StaroYolscii Scriptorum Polonicomm ('KxaTOvia;) Francoforti 
1625, str. 39):... libros de senatn romano roni ta lectione et eruditione refertos edidit; 
tom de perfecto senatore syntagma, sic accurate confectam at ad ye terom scri- 
ptonun landem pervenivet. 

") Na dowód tego przytaczamy świadectwo, które badacze nasi, o ile mi wia- 
domo, przeoczyli. Znany w swoim czasie poeta Daniel Hermann Prosak wygłosił w r. 
1567 przy otwarciu Akademii strassburskiej mowę rymowaną, w której tak wychwala 
Zamoyskiego : 

Quin et Joannes Samoscius hic quoque yixit, 

Quo (yeluti ąuondam Marcello Romulidnm gens) 

Sarmati insigni nunc sese jactat alumno; 

Quem Padus ipse suum Bectorem amplexus honore, 

Tota sed ingenium mirata est Ausonis ora, 

Galliaąue ipsa triplex. Jurenis floren te sub aevo 

Summa quod ezoptans Martem conjungere Musis 

gemper erat risns Romano deque Senatu 

Miranti Italiae monimenta illustria toti 

Prima rudimenta at Gallis Mayortia liquit. 

Hic erit (atque haud yana reor) yenientibus annis 

Turbati fulcrum Begni, si forsan Erynnis 

Defectu ex Kegum et delectu saeriet orta 

Consilio atqne armis lapsas hic restitnet res. 
P. Danielis Hermanni Nidburgensis Borussi de Instituta Academia Argentinensi 
Oratio publice habita Argentinae in Templo Praedicatorum Anno 1567 w Poemata 
academica, aulica, bellica excusa Rigae Liyonum An. 1614 Nie mieliśmy pod ręką 
wydania tej mowy z r. 1567, nie możemy przeto podać świadectwa w pierwotnej jego 
formie, a musiało ono brzmieć wtedy trochę inaczej , mianowicie nie zawierało na pe- 
wno przepowiedni o przyszłej wielkości Zamoyskiego. Dzieło „De senatu romano'* 
wyszło niewątpliwie z pod pióra Jana Zamoyskiego, jak tego dowiedli już badacze; 
z tem wszystkiem musimy znowu potrącić o kwestyę, kto był autorem owego dzieła? 



ŁATA SZKOLNIE JANA ZAM0Y8KIBG0. 169 

Jest to rozprawa z dziedziny badań nad starożytnościami rzym- 
skiemi, przyczem autor ma na względzie dwa cele: czysto -naukowy, 
albo raczej literacki i praktyczny. Po pierwsze, zapoznać się z orga- 
nizacyą i działalnością senatu rzymskiego jest rzeczą niezbędną dla tego, 

ponieważ ostatnimi czasj wyrażono powątpiewanie, ażeby młodzieniec w tym wieku, 
w jakim byt Zamoyski, mógt napisać dzieło tak doskonałe pod względem formy (St. 
Windakiewicz, op. cit. str. 60). Za antora tej znakomitej rozprawy uważano ongri Si- 
gonisk. Historyk francuski de Thon (Historia sui temporis. Coloniae Allobrogum 16S0 
t. y. p. 1179) podaje, jakoby sam bigonio wyznał, że rozprawę ową napisał. Ale już 
Huratori, wydawca dzieła słynnego humanisty, powątpiewa, ażeby rozprawa „De se- 
natu romano** była utworem Bigonia, chociaż bywa mu przypisywaną; falso tamen 
haec Sigonio tributa suspicor, powiada w życiorysie tego uczonego (C. Sigonii O^cra 
omnia Mediolani 1731 t. I. str. XV1U). Za autorstwem Zamoyskiego, oprócz dowodów, 
które przytaczane były przez badaczy, przemawiają zdaniem naszem jeszcze bardziej 
pnekonywające, bo zaczerpnięte z samej rozprawy. Po pierwsze, napotykamy wyrazy, 
które samą formą świadczą, że autorem dzieła nie >Sigonio. Ze prawa obywatelstwa 
rzymskiego nadane były po ukończeniu wojny związkowej (bellum sociale* większości 
mieszkańców Italii, dowiódł tego pierwszy — powiada autor rozprawy — Sigonio: 
,Jam a Carolo Sigonio demonstratam est in extremo libro errum, in qnibus antiąua 
jura Italiae (p. Opera omnia V. 439) rotundissime et litteris explicavit illustrissimis** 
(str. 9 wyd. 1608 r.). O sobie, jako autorze, Sigonio chyba tak nie powiedziałby. ł'o- 
wtóre, autor rozprawy, chociaż w nader delikatnej formie, pozwala sobie wypowiadać 
zdania niezgodne z zapatrywaniami Sigonia. Historyk Appianus podaje, że liczbę człon- 
ków senatu rzymskiego powiększono za konsulatu Sulli i Rnfusa, co Sigonio (rozprawa 
nazywa go tu „doctissimus vir et antiąuitatis Yeteruniąue scriptorum peritissimus**) 
tłómaczy w ten sposób, iż wyborów dokonali ówcześni cenzorowie Caenar i Crassus 
(p. Opera omnia Y. 203); z powodu tego obja.^nienia autor rozprawy dodaje uwagę: 
•go mailem suspicari id extra ordinem factum** (str. 15). W kwesty i wieku, wyma- 
ganego dla kandydatów do senatu nasz badacz powiada (str. 31): Itaque libentius assen- 
tior Carolo Sigonio, riro acumine ingenii summo et in conjicienda antiquitate prope 
divino, qui annum senatorium eum, qui sequerctur quaoaturam, fnisse suspicatur. Przy- 
toczymy jeszcze kilka zwotów nader charakterystycznych: Carolus Sigonius concludit 
argumentis haud leyissimis et infirmissimis . . . (str. 87). Autor rozprawy był Polakiem, 
bo na str. 34 tak się wyraża: cui (zwyczajowi rzymskiemu obierania na senatorów 
wyższych urzędników państwa) non dissimilis ridetur consuetudo, quae in Hep. nostra 
obserratur. Nam qui cepernnt pontificatum aut majorem magistratum, ut qui palatini 
aut castellani facti sunt, in maximo et grarissimo totius liegni polonici concilio locum 
habent. Sozprawę pisał człowiek młody, niedoświadczony, albo niepewny swej wiedzy 
albo pragnący pochlubić się swoją erudycyą. |Quae lex quando lata sit, incertum est 
neque ejus alibi in reterum libris, quos legerim, fit mentio (str. 33). Sigo- 
nio, znawca starożytności klasycznej, chyba nie użyłby podobnego wyrażenia. Neque 
tamen ego in eo, quo dicit (Plutarch) libro id scriptum reperire potui, cum totum 
diligentiasime perlegissem (str. 30) cum rero studiose tempus istius S. C. quaorerem 
inciti in Plinii Jnnioris epistolam . . . (104) Idem obserrayl aportius in proemio tertio 
oratorii lib. a Cicerone scriptum (109) etc. Zastanowiliśmy się nad kwestyą autorstwa 
rosprawy „De senatu romano** nieco dłużej, niż może wypadało, ale to dlatego, że 
pragnęlibyśmy ^ożyó tę kwestyę na zawsze w archiwum historyografii. 



170 WITOLD N0^0I>W0Ri8kl. 

kto chce rozumieć należy eiie dzida pisairzy rzymskich; po wtóre, znajo- 
jomośó taka. jak sądzi autbr, jest nader pożyteczną i illa tych, którzy 
stoją u steru państwa (aut iis, qui ad enhemacula Reip. abceśsun suni, 
utilior? str. 2). 

Badacz stawia przed sobą następujące zadania do rozwiązania: 
wyjąć z utworów pisarzy starożytnych te wiadonioSci o senabife, nd 
które dotychczas nie zwrócono jeszcze uwagi, zebrać wszystko to, co 
tu i owdzie znaleźć można u badaczy, którzy kwestyę daną roztrzą- 
sali i nareszcie dać wizerunek senatu, może i niezupełnie wykończony, 
czasem do rzeczywistego nie zbyt podobny, wszelako oparty zawsze ńa 
świadectwach niewątpliwie wiarogodnych (str. 3). Wpr«LtC^dzie, obfitość 
cytatów szkodzi płynności wykładu, lecz obyć się bież nich niepodobna, 
ponieważ wykład w przeciwnym razie traci wielce na mocy przeko- 
nywania o prawdziwości tego, co się twierdzi (3). 

Zamyski dzieli rozprawę swoją na dwie części: 1) o senatorach^ 
2) o senacie. W pierwszej części autor podaje określenie pojęcia „se- 
nator" w związku z określeniem pojęcia „obywatel rzymski" i roz- 
trząsa kwestyę, do kogo należała władza obierania senatorów, jak do- 
konywano obioru, jakim warunkom powinien był zadośćuczynić kan- 
dydat do senatu, na czem polegały obowiązki senatora i t. p. Pisząc 
tę część swej rozprawy Zamoyski kierował się niewątpliwie wskazów- 
kami, które daje w tym względzie Sigonio w dziele swo^em „De anti- 
quo jurę civium Romanorum"; w 2-gim rozdziale 2-giej księgi tego 
dzieła mistrz Zamoyskiego omawia, chociaż nie tak szczegółowo też 
same kwestyę, które wyżej zaznaczyliśmy i Zamoyski powtarza nawet 
w ślad za Sigoniem też same cytaty, lecz przytacza zarazem i wiele 
własnych. Zupełnie samodzielnie autor nasz opracował tylko tę część 
swego dzieła, w której mówi o obowiązkach, zaszczytach i nagrodach 
senatorów. 

Druga księga rozprawy poświęconą jest roztrząsaniu kwestyi^ 
w jaki sposób odbywały się posiedzenia senatu, więc autor rozstrzyga 
pytania takie jak np., co należy rozumieć przez wyraz „senat", komu 
wolno było wchodzić do senatu, kto miał prawo zwoływania jego zgro- 
madzeń i t. p. Tę księgę rozprawy należy uznać za rzecz, samodziel- 
nie przez Zamoyskiego wykonaną; kierowników w tej części dzieła on 
mieć nie mcWl, gdyż nikt przed nim o takie kwestyę nie potrącał, 
a tem bardziej nikt podobnych kwestyi nie rozstrzygał. Autor świa- 
domy był swego położenia, albowiem sam powiada (str. 161), że sprawę^ 
jak się odbywały obrady senatu, osłaniał mrok gruby, który on roz- 
proszyć spróbował. Świadomość samodzielności badania sprawiała, ii 
Zamoyski, jako badacz niedoświadczony, tracił pewność siebie, powąt- 



ŁATA SZKOLNE JANA ZAMOYSKISaO. 



171 



piewal o prawdziwości wyników, do których dochodził (p. str. 13(J 
134, 144, i48). 

Jaką posiada wartość naukową rozprawa Zamoyskiego? Ściśle 
rozwiązać tego pytania nie możemy, bo zbywa naih iia specyalnej wie^ 
dzy, niezbędnej dla podobnej oceny, wszelako śądźiniy, że naaka w za- 
kresie pytań, przez Zamoyskiego poruszonych, niewielkie postępy ód 
jego czasów uczyniła, rozprawa przeto Zamoyskiego i obecnie nie sira- 
ciła na wartości w pewnych, ma się rozumieć, granicach. Głębśzisgb 
wszakże znaczenia nie ma i iiiieĆ nie mogła, albówieiń rola dziejowa 
senatu irzymskiego uszła zupełnie uwagi badacza, zresztą ujść musiała, 
ponieważ Zamoyski żył w czasach, kiedy tak poważnemi kwestyami 
jeszcze się nie zajmowano i humanistów interesowała nie tyle histofya 
świata starożytnego, ile archeologia. To też rozprawa Zamoj-skiego — 
powtarzamy to jeszcze raz — jest rozprawą starożythiczą, nie zaś hi- 
storyczną *). 

Młody autor przypisał ją swemu protektorowi Piotrowi Myszkow- 
skiemu, który na początku r. 1563 (26 marca) otrzymał urząd pod- 
kanclerzego*), przypisał i exemplarz przesłał w tym celu — rżecź 
oczywista — aby jeszcze bardziej zjednać go sobie. Należy tu jeszcze 
raz podkreślić fakt bardzo ciekawy, bo rzucający światło na charakter 
Zamoyskiego, jako przyszłego działacza politycznego, mianowicie ten, 
źe umiał wyrabiać dla siebie stosunki nader wpływowe np. umiał ująć 
sobie przedniej szych senatorów weneckich Aloizego Mocenigo, Ma- 
rina de Cavallis i podestę weneckiego Bernarda^). Nie ulega wątpli- 
wości, że nawiązywaniu podobnych stosunków sprzyjało sprawowanie 
przez Zamoyskiego tak zaszczytnego urzędu, jakim był urząd rektora 
uniwersytetu, tern bardziej, źe spełniał obowiązki tego urzędu nader 
chlubnie. Za jego rektoratu doszła nareszcie do skutku poprawa statu- 
tów uniwersytetu. Na początku roku 1563 Zamoyski jeździł w tej spra- 



^) Przy tej sposobności pozwoliły sobie nczjnić zarzut naszym badaczom, iż nie 
poznali sie bliżej z dziełem Zamoyskiego, skutkiem czego ocenie jego należycie nie 
amieja. Eoizon zaznacza, iż Zamoyski nie zgłębił mądrości politycznej i cnót obywa- 
telskich senata rzymskiego i wyraża żal, że Zamoyski, bawiąc na terrytoryum Wone- 
cyi, nie zbadał urządzeń tej sławnej arystokracyi i obioru dożów. Znakomity historyk 
stanowczo za wiele wymaga od młodogo studenta, gdyż nawet mistrz jego Sigonio, głę- 
boki znawca starożytności, nie zdoien był chyba podjąć się podobnego zadania, (.'óż 
dopiero mówić o wymaganiu, ażeby Zamoyski zbadał urządzenia Wenecyi! Humaniści 
przecie instytucyami współczesnemi mało się interesowali i XVI w. na porównawcze 
studya urządzeń polityczno-społecznych nie mógł się jeszcze zdobyć, bo to nastąpiło 
dopiero w XIX wieku. 

*) Zródłopisma do dziejów Unii. Część drnga str. 154. 

*) B. Paprocki, op. cit. 261. 



172 WITOLD NOWODWORSKI. 

wie do Wenecyi i uzyskał od senatu zatwierdzenie poprawionej ustawy 
uniwersyteckiej ^). Zasługi Zamoyskiego względem uniwersytetu były 
tak znaczne, że postanowiono imię jego uwiecznić przez stosowny na- 
pis na ścianie sali uniwersyteckiej. Napis ten tak opiewa: 

Sariuszowi Zamoyskiemu, Stanisława Starosty Bełskiego i Het- 
mana Nadwornego Synowi, obojga praw Doktorowi, Polakowi, Rekto- 
rowi dobrze zasłużonemu, szkoła prawników poświęciła 1 Września 
15642). 

Zasługi Zamoyskiego ocenił nie tylko uniwersytet, lecz nawet 
senat wenecki; ten wydał mu 7 kwietnia r. 1565 nader chlubne świa- 
dectwo, polecając go królowi Zygmuntowi Augustowi*). W urzędzie 
rektora, powiada to pismo, tak doskonale i świetnie się sprawował, że 
nie tylko serca całej młodzieży dla kształcenia umysłu nauką do Pa- 
dwy przybyłej, ale i wszystkich obywateli zwłaszcza zaś urzędników 
naszych w szczególny sposób pozyskać potrafił. 

Polecenie pochodziło od rządu państwa, które odgrywało podów- 
czas w stosunkach międzynarodowych bardzo ważną rolę, więc nic 
dziwnego, że wraz z protekcyą takich osób, jak Myszkowski, otwo- 
rzyło Zamoyskiemu wstęp do kancelaryi królewskiej, kiedy powrócił 
do kraju, co nastąpiło w r. 1565*). 

Jako sekretarz królewski, Zamoyski wykonał pracę nielada. Po 
śmierci podskarbiego koronnego Sobka król polecił swemu młodemu 
sekretarzowi, który słynął z uczoności, uporządkować archiwum pań- 
stwowe (metrykę koronną), co stanowiło sprawę nieodbicie potrzebną, 
bo archiwum, powimo rewizyi, dokonanej przez Kromera, znajdowało 
się w stanie wprost oj^akanym: w skarbcu królewskim panował nie- 
ład okropny, tak że i najważniejszych dokumentów trudno było od- 
szukać, Zamoyski nie uląkł się olbrzymiej pracy, którą wykonać na- 
leżało, lecz zabrał się do niej z wielką sumiennością i gorliwością 
i dzięki swej wytrwałości doprowadził archiwum do znakomitego ładu, 
albowiem i księgi i dokumenty nie tylko w pewnym porządku umie- 
ścił, ale i do rejestrów wpisał, nie tylko rejestra sporządził, ale i treść 
dokumentów oznaczył, przez co — rzecz naturalna — odszukanie ich 



^) Archiwom do dziejów literatary i oówiatj w Polsce, t. YII. str. 173 i 1564 
I. 3. Petrus Glocerias et Staaislaus Penasens depuŁati snnt cum Zamoscio Yenetias in 
causa statutorum corrigendorum. 

*) P. Popiel, Jan Zamojski w Padwie i Wenecyi str. 30. Doktorat otrzymał 
Zamojski — prawie stanowczo to twierdzić moiemj, chociai źródła, które mieliśmy 
w rozporządzeniu, nic o tern nie mówią, — za rozprawę o senacie rzymskim. 

») Ib. str. 46. 

*) Wnosić tak możemy ze świadectwa, które Zamoyskiemu wydal senat wenecki. 



ŁATA SZKOŁNS JANA ZAMOTSKIEOO. 173 

i zapoznanie się z ninń stały się bez porównania łatwiejszemi ^). Za 
wykonanie tej pracy Zamoyski otrzymał od króla nagrodę, na którą 
dobrze zasłużył, mianowicie królewszczyznę zamecbską.. 

Praca ta przyniosła Zamoyskiemu i inną jeszcze wielką korzyść, 
bo dała 'mu możność zapoznać się doskonale z dziejami ojczystemi, 
która to znajomość wyświadczyła mu w przyszłości nieraz znakomitą 
usługę. 

W tym okresie życia 2^moyskiego nic jeszcze nie zapowiada 
w nim zdolnego polityka, przynajmniej źródła, któremi mogliśmy roz- 
porządzać, milczą o tem, obecnie nie ujawnia on jeszcze skłonności do 
działania na polu spraw politycznych, lecz pozostaje uczonym, którego 
przedewszystkiem sprawy naukowe interesują. Jako polityk, Zamoyski 
ukaże się nam dopiero po śmierci Zygmunta Augusta, podczas bezkró- 
lewia, 1 j. w chwili, kiedy każdy obywatel Rzpltej powinien był ze 
szczególniej S2^ uwagą zająć się sprawami polityki, tem bardziej pod- 
czas owego bezkrólewia, kiedy wielu obywatelom wydawało się, że 
Rzpltej z powodu wygaśnienia dynastyi i zwłaszcza z powodu rozterek 
wewnętrznych grozi niechybna zguba. Wtedy wystąpią w Zamoyskim 
na jaw znakomite zdolności mówcy i polityka i przytłumią zdolności 
uczonego, w charakterze Zamoyskiego dokona się przełom i Zamoyski 
zjawi się przed nami w innej zupinie postaci. 



^) O tej pracj Zamojskiego Paprocki (Herbj rjc. wyd. t858 str. 262) tak pisie: 
„tak £e go potem król pomieoiony po imierci Sobka podskarbiego koron, posłał do 
odbierania skarbu, z którego nie wjjecbiU!, aż wszystkie przywileje i pisma przeczytał 
i porządnie s terminował i rozłożył, co od 4w. Marcina do świątek czytając we dnie 
i w nocy korrygował. Heidensztein powiada (Collectanea etc. str. 11), że praca Zamoy- 
skiego trwała trzy lata (per trienniam). Badacze nasi pracę tę Zamoyskiego przeoczyli: 
np. T. Wierzbowski (Krzysztof Warszewicki i jego dzieła, Warszawa r. 1887 str. 232) 
mówi, co następuje: Przeszło 30 lat pod Warszewickim (w r. 1551) Marcin Kromer 
był już ułożył inwentarz koronnych przywilejów i dokumentów z polecenia samego Zy* 
gmanta... nic tedy nie wie o pracy Zamoyskiego. 



w SPRAWIE SANKCYI 

STATUTU MAZOWIECKIEGO PIERWSZEGO 

# 

Z r. 1532. 

Napisał 

Oswald Balzer. 



I. 

Polityczne tło i zasadnicza strona sprawy kodyfikacyi prawa sądowego 

mazowieckiego w wieku XVI. 

Przyłączenie księstwa mazowieckiego (dzielnicy czersko-warszaw- 
flkiej) do Korony Polskiej, dokonane r. 1526, zrodziło, zaraz w naj- 
bliższym czasie po tem zdarzeniu, konieczność wyraźnego określenia 
stosunków prawnych, ziemi tej dotyczących. Chodziło przytem o dwie 
po kolei rzeczy: naprzód o ustalenie wzajemnego stosunku pomiędzy 
Mazowszem a Koroną, w której skład nowonabyta ziemia weszła, 
a następnie o rozstrzygnięcie pytania, jakiem prawem w stosunkach 
swoich wewnętrznych sądzić się mają nadal Mazowszanie: dawnem 
swojem prawem mazowieckiem, czy też nowem po części prawem ko- 
ronnem. Pierwsza z tych spraw wkraczała w zakres stosunków pra- 
wno-politycznych; zagadnienie drugie obejmowało całą sferę prawa są- 
dowego. Obie, z istoty rzeczy, domagały się odmiennego załatwienia. 
Zmienione obecnie stanowisko prawno-polityczne Mazowsza, które z odręb- 
nego, pod rządem osobnych książąt zostającego państewka, miało się 
przetworzyć w część składową większego organizmu politycznego, pod 
berłem króla, rozkazującego całemu szeregowi innych ziem, domagało 
się wydania nowych postanowień, któreby stosunek kraju tego i jego 
mieszkańców do Korony Polskiej ustaliły; stosunek zaś ten musiał się 



STATCT MAZOWIECKI PIERWSZY 175j 

jn^ oprzeć ;ia odmiennych podstawach, aniżeli przed r. 152^. Inaczej 
przedstawiało się pytanie co do prawa sądowego, jakie tu w przyszło- 
ści miało obowiązywać. KUkuwiekowa odrębność polityczna Mazowsza 
stworzyła w ziemi tej, bądi to przez praktykę zwyczajową, bądź też 
przez miejscową, dość żywo rozwiniętą działalność nsta^^odawczą ksią- 
żąt, szereg |instyti;cyj i powideł w zakresie prawa sądowego, które, 
liibo co do zasadniczych podstaw nie o wiele odbiegały od powszecjmego 
prawa polskiego, w szczegółach przecież przedstawiały lici^ne, bliżej lub 
dalej w porównaniu z niem idące różnice. Nie można tedy było my- 
śleć o natychmiastowem usunięciu dawnego prawa mazowieckiego w tej 
ziemi, bez wywołania tamże daleko sięgjgącego przewrotu w życiu pra- 
wnem, społecznem i ekonomicznem; nie parł też do tej zmiany konieczny 
interes ówczesnego państwa polskiego, które w równym stopniu, jak ja- 
kiekolwiek inne państ^ro ówczesne, w granicach swoich znieść mogło 
bez uszczerbku wielką różnorodność terytoryalnych praw sądowych. 

Bardziej zawiłą i drażliwą, ale przez to właśnie tem pilniejszą 
do załatw^ienia, przedstawiała się sprawa pierwsza. Zaraz od pierwszej 
chwili zarysowało się tu przeciwieństwo dwu programów politycznych. 
Mazowszanie zmierzali do wywalczenia jaknaj dalej idącej odrębności 
politycznej wobec Korony, a zarazem też do zapewnienia sobie wyjąt- 
kowego stanowiska w ponoszeniu ciężarów państwowych, t. j. służby 
wojennej i świadczeń podatkowych; natomiast król, jako też sejm walny 
koronny dążyli do tego, ażeby przetworzyć Mazowsze w zwykłą pro- 
wincyą Polski, takie samo województwo koronne, jak szereg innych, 
zdawna tu należących ziem, a zarazem też, ażeby szlachtę mazowiecką 
pod względem ponoszenia ciężarów państwowych porównać w zupeł- 
ności ze szlachtą koronną. Załatwieniu tej sprawy poświęcona jest 
cała akcya polityczna najbliższych trzech lat (1526 — 1529) i), ześrod- 
kowująca do tyla interes obu stron, że, o ile przynajmniej wnioskować 
można z dochowanych źródeł, na poruszenie pytania drugiego, t. j. 
sprawy odrębności prawa sądowego mazowieckiego, ani czasu nie stało, 
ani też nie nadarzyła się stosowna po temu sposobność. 

W istocie też widzimy, iż przedmiotem rokowań i układów pomię- 
dzy Mazowszem a królem i sejmem koronnym były w owym czasie wy- 
łącznie tylko kwestye prawno-polityczne. Jeszcze w legacyi Zygmunta I na 
sejm warszawski z r. 1528 zaznaczono wyraźnie, iż Mazowszanie domagają 
się na razie potwierdzenia dawnych swoich przywilejów i wolno- 
ści (privileg%a et immunitates), zatem tylko przywilejów politycznych. 



') O szczegółach por. Balzer, Sejm mazowiecki pod rządem koronnym 1526 — 
1540 r. w Księdze pamiąt. Uniw. lwów. wydanej z powoda jabileasza Uniw krak. str. 5 n. 



176 OSWALD BALZER. 

dającycli im pewne korzyści pod względem ponoszenia ciężarów publi- 
cznych; że zresztą tak, a nie inaczej, ustęp ten rozumieć należy, wynika 
ponad wszelką wątpliwość z odpowiedzi Zygmunta na powyższe żąda- 
nie, zapowiadającej, że król potwierdzi tylko takie przywileje, które 
prawom jego nie uwłaczają i winnemu od Mazowszan obowiązkowi 
służby wobec niego i obrony pospolitej królestwa się nie sprzeciwiają ^). 
Nawet takie wzmianki w źródłach z lat 1526 — 1529, z których pozor- 
nie zdawałoby się wynikać, że już w tym czasie sprawa zapewnienia 
odrębności prawu sądowemu mazowieckiemu wyraźnie została poru- 
szoną i na porządek dzienny obrad publicznych wytoczoną, po bliż- 
szem wglądnięciu w treść ich trzeba będzie pozostawić na uboczu. Tak 
w dokumencie z r. 1526, wydanym zaraz po zajęciu Mazowsza, stwier- 
dza król, jako Mazowszanie prosili go, aby im zatwierdził ich przywi- 
leje, prawa i wolności (eorum primlegia^ tura et libertates)^ przez da- 
wniejszych książąt nadane, i przy tychże prawach, przywilejach 
i wolnościach (in eisdem iurtbus^ privilegiis et Uhertatihus) na przyszłość 
ich utrzymał. Istotne znaczenie powtórzonego tu dwukrotnie zwrotu 
o dawniejszych prawach mazowieckich, który, ogólnie biorąc, możnaby 
także odnieść od prawa sądowego, wyjaśnia dalszy ciąg dokumentu, 
w którym król, zgadzając się w zasadzie na takie żądanie, przyrzeka 
na przyssdym sejmie walnym potwierdzić Mazowszanom rzeczone prawa^ 
przywileje i wolności, ale tylko w tym razie, kiedy je uzna za słuszne 
i odpowiednie, jak niemniej, jeśli się przekona, iż zostały prawnie przez 
dawniejszych, prawnie panujących książąt udzielone ^). Z całego sze- 
regu zastrzeżeń tych wynika, że chodzi tu o wolności polityczne Ma- 
zowsza, i że zatwierdzenie uzyskają tylko te z nich, kt<Sre postawio- 
nemu przez króla programowi zupełnego zjednoczenia tej ziemi z Ko- 
roną sprzeciwiać się nie będą. Podobnież rozumieć należy żądanie 
Mazowszan, przedstawione na sejmie krakowskim z r. 1527, ażeby król 
zatwierdził i utrzymał ich prawa, przywileje, zwyczaje i wolności 
(iura, privilegia, cansuetudinesy lihertates), jakich używali od szeregu wie- 
ków pod rządem książąt. Że i tutaj „prawa i zwyczaje" odnoszą się 
tylko do zakresu stosunków prawno-politycznych, a przedewszystkiem 
do sprawy obrony ziemskiej, dowodzi ponad wszelką wątpliwość odpo- 
wiedź królewska na powyższe żądanie: Zygmunt nie ma w tej mierze 



*) Qaa6 iuribus Maiestatifl snae non officerent et qQae debito ipsorum territio 
erga Maiestatem snam et commanem defensionem Regni non contrarenirent. Acta 
Tomic. X. nr. 31. 

*) Eoram iara et privilegia iasta et honesta legitimeąae emanata ac libertatef 
etiam iaste et legitime concessas a principibas Mafioviae legitime imperantibus. Ibid. 
Vm. nr. U2, 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 177 

nic inn^o do podniesienia, jak tylko to, że pomiędzy złoźonemi mn 
przywilejami dawniejszych książąt znalazł dokument księcia Bolesława, 
stwierdzający, iż szlachta mazowiecka winna jest służbę wojenną swemu 
księciu (zatem obecnie królowi polskiemu); że jednak sporną była rze- 
czą, w jaki sposób służbę tę spełniać należy, przeto odkłada rzecz całą 
na czas późniejszy ^). 

Dopiero, kiedy układ komisarzów królewskich, zawarty z Ma- 
zowszanami na walnym sejmie w Warszawie, dnia 11 lutego 1529 r., 
jako też wydany na tej podstawie przywilej piotrkowski Zygmunta I 
z 27 grudnia t. r., rozstrzygnęły zasadniczo stosunek prawno-polityczny 
Mazowsza do Polski, wcielając je w skład Korony jako zwykłe jej 
województwo, a zarazem porównywając szlachtę mazowiecką z koronną 
pod względem ponoszenia ciężarów państwowych *), przyszła kolej na 
sprawę drugą, t. j. na urządzenie stosunków prawa sądowego. Jak 
gdyby dla zaświadczenia na zewnątrz, że oba przywileje z r. 1529 sta- 
nowią punkt zwrotny w tej sprawie, spotykamy tu pierwsze w tym 
przedmiocie postanowienia, tak jednak wyraźne, stanowcze i zasadnicze, 
że sprawa cała została w nich od razu przesądzoną i załatwioną. Orze- 
czono mianowicie, że wszystkie ustawy ziemskie księstwa, zwyczaje 
i artykuły, stosowane w sądach ziemskich i grodzkich, mają być utrzy- 
mane według dawnej modły, i to tak, że im nie będą uwłaczały od- 
mienne zwyczaje koronne; jak niemniej, że sprawy sądowe z Mazowsza, 
przez apelacyą do trybunału królewskiego lub sejmowego przypadłe, 
nie mają tam być sądzone inaczej, jak tylko zwyczajem i prawem 
mazowieckiem, zdawna w księstwie stosowanem ^. Utratę odrębności 
politycznej wynagrodzono tedy Mazowszanom utrzymaniem odrębności 
prawa, w sądach zachowywanego. 

Zwrócono już przedtem uwagę na to, że z chwilą wydania powyż- 
szych postanowień zrodziła się potrzeba rychłego podjęcia pracy około 
skodyfikowania prawa sądowego mazowieckiego. Przemawiał za tem prze- 
de wszy stkiem wzgląd zasadniczy, ażeby miejscowe prawo, przez utrwa- 



>) Acta Tomic. IX. nr. 80. 

*) Por. Balzer, Sejm maiowiecki pod rządem koronnym 1526 — 1540, sŁr. 6. 

*) Art. 3. przywileju piotrkowskieg'0 z r. 1529: Omnia stacata terrestria eias- 
dem dacatas, consuetudines et articulos quoad indicia terrestria et castrensia... conser- 
yamns et confirmamas inzta antiąuam eiasdem dacatna consnetudinem, quibas non de- 
bent derogare norae consnetndinefl Begni perpetno. Art. 4: Cansae... ducatns MazoYiae 
ad nostram Maiestatem et conyentum Regni... derolntae iudicari non debent alio iure 
et modo, solum consuetndinibns et iare ipsius dncatns, ąnibas omnes subditi in eodem 
dncatn ab antiqao gandent et indicantar, appellationesąne bulnsmodi fieri et serrari 
debent inxta reterem consaetadinem, in terris Mazoviae semper serrari solitam. Bandtkie, 
las Pol. 466. 

Rospntwy WydJc. hUt.-fiIoK. T. XL. 12 



178 OSWALD BAŁZBB. 

lenie jego zasad na pińmie, uchronić od przewidywanego wpływa prawa 
koronnego, jaki obecnie na Mazowsza byłby się był mnsiał objawić 
i na niespisane prawo przetwarzająco oddziaływać. Nie bez znaczenia 
był też wzgląd praktyczny, a^by sądom najwyższym, jakie odtąd 
w sprawach mazowieckich orzekać miały, sprawowanym poza grani- 
cami Mazowsza, i w przeważnej części z sędziów niemazowieckich zło- 
żonym, podać wskazówkę, w jaki sposób rozstrzygać należy sprawy 
tamtejsze. Przyłączyła się nadto potrzeba wprowadzenia niektórych 
zmian, ze względa na zmienione stanowisko prawno-polityczne Mazowsza, 
o ile okoliczność ta oddziałać też musiała na urządzenia prawa sądowego. 
Wreszcie nasuwała się też myśl przeprowadssenia przy tej sposobności 
innych jeszcze reform, ze względu na niektóre, dawniejszym zwycza- 
jem wytworzone zasady, które się przestarzały i zmienionym potizebom 
samego społeczeństwa miejscowego już nie odpowiadały. Zamierzona 
kodyfikacya prawa mazowieckiego miała tedy głównie i przedewszyst- 
kiem stwierdzić i utrwalić to, co wytworzyła przeszłość; obok tego 
jednak, lubo w nieznacznej i podrzędnej mierze, miała ona przynieść 
zarazem pewną reformę urządzeń dawniejszych. 

Tak więc przywileje: warszawski i piotrkowski z r. 1529 sta- 
nowią formalną podstawę wszystkich, jakie później przedsięwzięto, ko- 
dyfikacyj prawa mazowieckiego; istotną i właściwą ich przyczyną stała 
się odczuta w społeczeństwie tamtej szem, z utratą samoistności polity- 
cznej Mazowsza, potrzeba warowania odrębności prawa sądowego ma- 
zowieckiego. Stąd tłómaczy się, dlaczego za rządów książąt do takie] 
kodyfikacyi na szersze rozmiary nie przyszło; jak niemniej, dla czego 
już nawet po wygaśnięciu Piastów, w okresie przejściowym 1626 — 1529 r., 
kiedy sprawa odrębności Mazowsza w stosunku do Korony była 
jeszcze w zawieszeniu, sprawy kodyfikacyi tej nie tylko nie podjęto, 
ale nawet i nie poruszono. Nie jest też wykluczonem przypuszczenie, 
że sprawa ta mogła była wziąć obrót zgoła inny, gdyby było przyszło 
do odmiennego urządzenia stosunku prawno-politycznego Mazowsza do 
Polski, i że, gdyby w jakiejś formie, n. p. pod rządem królewica, było 
się udało utrzymać nadal odrębność tej ziemi, Mazowsze, jak przedtem 
-za panowania książąt, tak też i teraz nie byłoby w ogóle doczekało 
się osobnych, większych kodeksów prawa sądowego, jakie tu powstały 
w ciągu wieku XVI. 

Wiadomo, że kodeksów takich jest trzy: dwa pierwsze pochodzą 
z najbliższego dziesięciolecia po ostatecznem wcieleniu Mazowsza do 
Korony r. 1529, trzeci zamyka niemal całkiem dokładnie pierwsze 
pięćdziesięciolecie, licząc od tejże daty. Zabiegi około skodyfikowania 
prawa mazowieckiego były zatem i usilne i wielokrotne; zdawałoby 



STATUT MACOWISCKI PIERWSZY 179 

«ę, że nawet za caęste, jak na okres csasu stosunkowo tak krótki. 
Zjawisko tłómaesy nam odmienaość dąskeń, pod których hasłem doko- 
nywano każdej z tych trzech kodyfikacyj. 

Dla wyjaśnienia pnEebiega sprawy w głównych jej fazach, przy- 
p(»nnieć maszQ ogólnikowo szereg faktów, przeważnie już znanych. 
W niespełna półtora roku po wydaniu przywileju piotrkowskiego, 
gromadzi si^ dnia 5 marca 1531 r., sejm mazowiecki w Warsza- 
wie, pod przewodnictwem ówczesnego wojewody mazowieckiego' i wi- 
cesgerenta królewskiego, Wawrzyńca Prażmowskiego, i po piętnasto- 
dniowyeh obradach (do 19 marca t. r.) uchwala projekt kodeksu praw 
mazowieckich, obejmujący w kształcie, w jakim się do naszych cza- 
sów dochował, 248 artykułów ^). Projekt przedłożono królowi do sankcyi 
na sejmie walnym krakowskim z r. 1531/2 '). Hasłem, pod którem 
dokonała się niniejsza praca kodyfikacyjna, było warowanie odrębności 
prawa sądowego mazowieckiego wobec prawa koronnego, a zarazem, 
w myśl postanowień przywileju piotrkowskiego, utrzymanie dawniej- 
szych jego właściwości, zasad i urządzeń, jak je tu był wytworzył 
-starodawny zwyczaj i ustawodawstwo miejscowych książąt średnio- 
wieczne. Reform jest stosunkowo niewiele i bez zasadniczego zna- 
czenia. 

Zaraz w najbliższych latach potem, na kilku sejmach mazo- 
wieckich, z pośród których w nauce uwzględniano dotąd sejm, zgro- 
madzony w Warszawie dnia 12 października 1536 r., pod przewodni- 
ctwem nowego wojewody i wicesgerenta, Piotra Goryńskiego, podjęto 
nową próbę skodyfikowania prawa mazowieckiego. Za podstawę, za- 
równo co do porządku i następstwa artykułów, jako też brzmienia 
i treści poszczególnych postanowień, służy jej statut poprzedni, tak, że 
nowa ta praca, zarówno co do układu jako też i tekstu, przedstawia 
się w znacznej części jako powtórzenie i dość wierne odbicie tamtej. 
Są jednak także różnice. Statut nowy zawiera 259 artykułów ^), jest 

^) Nie liczi}c ozc&ci dodatkowych, jako to: zbioru 25 statutów masowieckicb 
średniowiecznych, przywileju piotrkowskiego z r. 1529 i dekretu króla Zygmunta 

męiobójcach a r. 1532. 

*) W ostatnich czasach zajmowali się genezi) i historyą tego statutu: Dunin, 
Dawne miizowieekie prawo (1880) 16 — HO i dr. W i n i a r z, który przedmiotowi temu 
oMbni| poświęci! rozprawę: O zwodzie zwyczajów prawnych mazowieckich, okładu 
Wawrzyńca z Praimowa (Rozpr. Akad. Umiej. XXXII. 91—169 i osób. odb. 1895). 

') Nie licząc tu części dodatkowych, jakiemi są: zatwierdzający dekret Zygmunta 

1 z r. 154:0, trzy dekrety tegoż króla z r. 1532, o dziedziczeniu kobiet, o zakładach 
sadowych, i o graniczeniu dóbr królewskich, 25 statutów książąt mazowieckich z wie- 
ków średnich, przywilej piotrkowski z r. 1529 i dodana później ustawa piotrkowska 

•dla Mazowsza z r. 1538. 

12* 



180 OSWALD BALZER. 

zatem o 11 artykułów bogatszy od poprzedniego, co wynikło stąd, że 
ze Statutu pierwszego opuszczono zupełnie 8 artykułów, dwa ściągnięto 
z innemi w jeden, a wreszcie dodano tu artykułów nowych 21. Po- 
nadto 77 artykułów Statutu pierwszego przedostało się do drugiego 
w kształcie nie tylko stylistycznie, ale i co do treści mniej lub więcej 
zmienionym. Hasłem, pod którem dokonywano niniejszej kodyfikacyi, 
było zatem wprawdzie także, jak poprzednio, warowanie odrębności 
prawa mazowieckiego wobec koronnego, ale zarazem też myśl prze- 
prowadzenia na wewnątrz pewnych, dalej sięgających reform prawnych^ 
które miały usunąć szereg zasad, wytworzonych w czasach dawniej- 
szych, a przez to odpowiedzieć w części zmienionym stosunkom życia^ 
w części zaś nowym dążeniom spc^eczeństwa szlacheckiego na Mazo- 
wszu. Statut ten uzyskał ostatecznie sankcyą królewską dnia 17 sty- 
cznia 1540 r. 

W zgoła odmiennych warunkach podjęto trzec^. z rzędu kodyfi- 
kacyą prawa mazowieckiego. Wystarczyło pół wieku przynależności 
politycznej Mazowsza do Polski, ażeby prąd asymilacyjny, idący z Ko- 
rony, podkopać zdołał do gruntu zasadę odrębności prawa sądowego 
mazowieckiego. Upodabniają się stopniowo, jedno po drugiem, urzą- 
dzenia mazowieckie na wzór koronnych, i to w praktyce zapewne na 
rozmiary o wiele szersze, aniżeli o tem sądzić możemy z zachowanych 
pomników ustawodawczych. Ale i te pomniki rzucają dość jaskrawe 
światło na zasadniczy kierunek rozwoju całej sprawy. Już na sejmie 
z r. 1543 przyjmują Mazowszanie cały szereg postanowień, zawartych 
w wydanej równocześnie konstytucyi koronnej, pośród nich także kilka 
przepisów, wchodzących w zakres prawa sądowego ^). Sejm lubelski 
z r. 1569 zarządza, iż w sprawach o rozgraniczenie dóbr na Mazowszu 
dawani być mają komisarze według prawa koronnego, a zarazem znosi 
odrębny środek prawny w procesie, jaki znało dawniejsze prawo ma- 
zowieckie, t- z. postępowanie per litteras infoimatorias *). Dalej sięga- 
jące znaczenie miała reforma, przeprowadzona jeszcze przedtem, na 
sejmie z r. 1565, zarządzająca skrócenie przewodu prawnego mazowie- 
ckiego, przyjęta wówczas przez większość ziem mazowieckich ^\ a w r. 
1567 przez dwie pozostałe, warszawską i czerską, które jej zrazu były 
się jeszcze oparły *). Mimo odrębne kodyfikacye prawa mazowieckiego, 
dokonane świeżo za Zygmunta I, sprawa przyjęcia prawa koronnego 



*) Maciejowski, Hist. praw. słów. VI. 292. 

') y o 1. leg. II. 790. 792. O znaczeniu postępowania per litteras informato- 
rias por. Balzer, Geneza trybunału koronnego 86 — 87. 
«) V o 1. 1 e g. II. 695. 
*) I b i d. n. 731. 



STATUT MAZOWIECKI PIKRWSZY 181 

W tej ziemi wisiała niejako w powietrzu, po części już pod koniec jego 
rządów a bardziej jeszcze za panowania jego syna. Już w Statucie 
z r. 1540 zastrzeżono Mazowszanom wyraźnie możność przyjęcia prawa 
koronnego ^); toż samo przewiduje konstytucya z r. 1565 2); skądinąd 
dowiadujemy się, że za Zygmunta Augusta nie tylko w tym roku, ale 
kilkakrotnie na innych sejmach poruszano tę sprawę ^). Wreszcie na 
sejmie koronacyjnym Stefana Batorego w Krakowie r. 1576 przyjęło 
Mazowsze prawo polskie, zastrzegając sobie tylko utrzymanie niektó- 
rych dawnych swoich zwyczajów, równocześnie na piśmie podanych *). 
Kiedy ani na tym sejmie, ani na najbliższym toruńskim z r. 1576, nńmo 
nalegania sejmiku głównego (generalnego) mazowieckiego s). do formal- 
nej sankcyi zwyczajów tych nie przyszło, ponowił tenże sam sejmik 
główny mazowiecki, już po ukończeniu sejmu toruńskiego, żądanie swoje 
w legacyi, wysłanej do Stefana 15 maja 1577 roku *), poczem 
wreszcie zwyczaje otrzymały zatwierdzenie królewskie w Malborgu 
dnia 10 czerwca t. r. ''). Szczupły to już co do objętości kodeks 
prawny, z 46 artykułów złożony, a i z tych nie wszystkie zdają 
się byó mazowieckiego pochodzenia; obliczono, że tylko 30 z nich od- 
nieść się da do przepisów, zawartych w poprzednim Statucie mazo- 
wieckim z r. 1540; inne, jeżeli nie wszystkie, to w każdym razie część 
ich, zawiera zasady prawa koronnego zwyczajowego, których stwier- 
dzenia domagali się Mazowszanie tylko dla tego, że ich nie podały wy- 
raźnie statuty koronne ^). Reforma, przeprowadzona w latach 1576/7 
dokonała się zatem pod innem zupełnie hasłem, aniżeli obie dawniejsze; 
w przeciwieństwie do tego, co stanowiło główne zadanie zabiegów kody- 
fikacyjnych za Zygmunta I: utrzymanie i zachowanie odrębności prawa 



*) Si aliqaando iariboB et consaetadinibus se coaeqaare Kegni nostri subditis yo- 
luerint, quod in eonim arbitrio est positom, tum eoram ratio aeqaaliB cam aliis est 
fatara. Yol. leg. I. 563. 

*) Acz to (odmiana zwycsajów i statutów mazowieckich) będzie za czasem być 
mogło za ich (Mazowszan) społecznem zezwoleniem. Ibid. II. 695. 

») Ibid. U. 927. 

*) Ibid. II. 927—928. 

^) Pawiński, Począt. panów. Stef. Batorego nr. 32. 

^ Ibid. nr. 87. 

») V o 1. I e g. II. 931—950. 

^ W konstjtucyi krakowskiej z r. 1576, która w niniejszym nstępie przeszła 
dosłownie do formolki wstępnej w zatwierdzeniu Zwyczaj óni z r. 1577, wyraźnie szcze- 
gół ten podniesiono: Tego tylko osobliwie dokładając, ii tei mają swoje osobliwe nie- 
które zwyczaje... drugie też, acz tymże kształtem w Polszczę bywają obserwowane, 
jedno, że ich erpresse w polskim statucie nie masz opisanych, tedy te sobie tak 
•w mocy zachowują. Ibid. II. 927. 931. 



183 OSWALD BALSBR. 

sądowego, dokonano teras recepeyi prawa koronnego, tak gruntownej 
i WBseclistronnej, że 2 dawnego prawa mazowieekięgo pozostały jvA 
tylko S2C2U||tki w pewnej ilości odrębnyeh sasad i przepisów prawnyeh, 
których ntrzymania domagały się jeszcze stosnnki miejscofwe. Czy i o ile 
dalszy rozwój życia prawnego na Mazowszu przez powolną praktykę 
zdołał nsnnąd takie i te odrębności, na to otrzymamy może z czasem 
odpowiedź po zbadaniu zabytków sądownictwa mazowieckiego z cza- 
sów późniejszych. 

Dla oznaczenia wszystkich trzech omówionych co dopiero kody- 
fikaeyj używamy w dzisiejszej naszej nauce pewnych utartych nomen- 
klatur. Pierwszą z nich nazywamy Zwodem (zwyczajów prawnych 
mazowieckich) albo Statutem Prażmowskiego, drugą Zwodem 
albo Statutem Goryńskiego, trzecią Eksceptami mazowie- 
ckiem i. Z tych tylko ostatnia nazwa jest współczesną; znajduje się 
ona już w uchwale sejmiku głównego mazowieckiego z r. 1576 % tak 
też mieni je potwierdzający dekret królewski z r. 1577 ^); ma ona 
pcoiadto tę zaletę, iż rzeczowo jest zupełnie usprawiedliwioną. Inaczej 
ma się rzecz z dwiema pierwszemi nomenklaturami: są to określenia 
konwencyonalne, źródłowo nieuzasadnione, a prócz tego rzeczowo błędne. 
Okoliczność, że obie pierwsze kodyfikacye oparły się w przeważnej 
części na zwyczajach poprzednio wytworzonych, nie usprawiedliwia 
jeszcze użycia nazwy Zwodu zwyczajów prawnych; na takich zwycza- 
jach opierały się bowiem częstokroć i inne współczesne kodyfikacye, 
i opierać się też zazwyczaj na nich musiały. To, co w obu kodyfika- 
cyach było reformą, nowością, w czem zatem zwyczaj dawniejszy zo- 
stał zniesiony, zmieniony lub uzupełniony — a wiemy, że takie reformy 
na mniejsze lub szersze rozmiary zostały tu przeprowadzone — znaj- 
duje w owej nazwie, wbrew rzeczywistemu stanowi rzeczy, zupełne 
zaprzeczenie. Bądź co bądź oba kodeksy, skoro za współdziałaniem 
powołanych do tego czynników ustawodawczych nabyły jako takie, 
mocy obowiązującej, stały się prawem statutowem, czyli inaczej: Sta- 
tutami, bez względu na to, w jakiej mierze i zakresie wsiąknęły 
w nie elementy dawnego prawa zwyczajowego; mianem statutów trafnie 
je też wyróżnić możemy od rzeczywistych zwodów prawa zwyczajo- 
wego, układanych przez osoby prywatne, niezatwierdzonych przez wła- 
dzę prawodawczą, z jakimi dość często spotkać się można w ówczesnej 
Polsce, nie wyjmując samego Mazowsza ^). Nie ma też racyi zwać 

*) Aby rękojemstwo kmieci w tj ezceptj kładzione nie było. Pawińnki, 
Pocz. panów. Stef. Batorego nr. 32. 

•) Które to eicepcje i t. d. Vol. leg. II. 932. 

^ Użycie nazwy: Zwód zwyczajów prawnych, dałoby sie usprawiedliwić conaj- 



STATUT MAZOWnCSKI PIERWSZY 183 

ich Statutem Frażmowskiego lab Goryńskiego. Przypadkowa okoli- 
cznośóy ie sejm mazowiecki z r. IbSl^ który ułożył projekt kodeksu 
pierwszego, odbył się pod przewodnictwem Frażmowskiego, a sejm ma- 
zowiecki z r. 1536, któremu zawdzięczamy jeden z projektów kodeksu 
drugiego, obradował pod przewodnictwem Goryńskiego, nie przesądza 
pytania tego bynajmniej; nie przesądza go także, w stosunku do 
drugiego z tych statutów, napis tytułowy, zamieszczony w wydaniu 
Wietorowem: Statuta dueatus Mazoviae... collecta et in unum volumen cam- 
portata opera atque diligenłia Magnifici Domini Fetri Gorinski i t. d. 
Sam Gh)ryński, podając rzecz do druku, mógł z łatwo zrozumia- 
łych powodów skorzystać ze sposobności, aby w ten sposób związać 
swoje nazwisko z doniosłą pracą kodyfikacyjną, do czego miał zresztą 
formalną — ale tylko formalną — podstawę, jako przewodniczący sejmu 
z r. 1536; wydawcy zań, jak wszystkim innym wydawcom z owych 
czasów, podanie nazwiska dostojnej osoby na czele publikacyi, mogło 
iść tylko na rękę. Gdyby się naprawdę wykazać dało. iż autorem 
kodyfikacyi pierwszej jest Prażmowski, a drugiej Goryóski, w całości, 
czy chociażby w przeważnej części, nazwy owe możnaby przyjąć jako 
usprawiedliwione. W rzeczywistości jednak dowodów takich nie po- 
siadamy wcale. Co większa, jakkolwiek co do Prażmowskiego nie jest wy- 
kluczonem przypuszczenie pewnego, dalej idącego wpływu, na same 
treść pierwszego Statutu, to jednak, jak okażemy niżej, sama ostateczna 
jego redakcya spoczywała w ręku innej osoby; co się zaś tyczy dru- 
giego Statutu, a mianowicie tych jego ustępów, którymi się różnił od 
poprzedniego, jest rzeczą bardzo prawdopodobną, iż udział Goryńskiego 
w jego złożeniu był najmniejszym, i że wielu, może przeważnej części 
zmian, z jakiemi się tu spotykamy, dokonano jeszcze przed rokiem 
1536. Kwestya autorstwa obu Statutów, sprowadzona do właściwej 
miary, musi tedy w zasadzie pozostać nierozstrzygnięta; lub też, jeśli 
się ją ma rozstrzygnąć zewnętrznie, trzeba bc^dzie autorstwo przyznać 
pełnym sejmom mazowieckim, które projekty obu Statutów składały; 
na wszelki przypadek łączenie nazwisk obu wicesgerentów z tytułami 
Statutów nie ma istotnej podstawy i powoduje niepotrzebne zamieszanie 
pojęć. Wobec czego okazuje się potrzeba wyszukania innej nazwy, 
któraby miała uzasadnienie w przestrzeganej współcześnie terminologii, 
a odpowiadała dokładnie charakterowi i treści obu zabytków. 

Nazwy współczesne zabytków tych dochowały się w kilku źró- 
dłach z XVI wieku; znaczenie i powaga ich są tern większe, że w prze- 

więcej w sŁosanka do kodytikacyi pierwszej, o ile się wyznaje tcorja, iż nie obj- 
skala ona sankcji królewskiej. 



184 OSWALD BALZER. 

ważnej części są to akta urzędowe. Nazwę Statutu z r. 1531 podaje 
tytuł do spisu artykułów w nim zawartych, umieszczony na czele rę- 
kopisu Metryki koronnej: Repertorium in Stałuta ducatus Mazoviae^ jako 
też dopisek, znajdujący się na końcu tegoż, jako też wilanowskiego 
rękopisu: Finis Słatułorum ducatus Mazoviae^)\ tęż samą nazwę dla 
Statutu z r. 1540 zawiera przytoczona powyżej karta tytułowa wydania 
Wietorowego, Na czele zaś samego tekstu tegoż wydania, nad potwier- 
dzającym dekretem królewskim z r. 1540, zamieszczono napis: Proemium 
Constitutionum Mazovien8ium 2). Konstytucya sejmowa z r. 1564 mieni 
tęż same (drugą) kodyfikacyą Statutem mazowieckim*^), a dekret 
królewski z r. 1577, zatwierdzający Ekscepta mazowieckie, nadaje jej 
miano Starego Statutu *), wobec którego zatem Ekscepta same 
przedstawiają się jako Statut nowy. Nawet jeszcze pisarze XVin w., 
powołując się na tę, nieobowiązującą już podówczas kodyfikacyą pra- 
wną, jako źródło historyczne, nazywają ją: Statutem mazowie- 
ckim ^). Stąd nasuwa się wniosek, iż wszystkie trzy kodyfikacye 
najwłaściwiej nazwać Statutami mazowieckimi, odróżniając je wzaje- 
mnie od siebie liczbami porządkowemi. T. z. Statut Prażmowskiego 
otrzymałby tedy nazwę Statutu mazowieckiego pierwszego; 
Statut z r. 1540 (GoryńskiegoJ nazwę Statutu mazowieckiego 
drugiego; dla Eksceptów moźnaby zatrzymać bądź to dawniejszą ich 
nazwę, bądź też określić je jako Statut mazowiecki trzeci. 
Skrupuły, jakie mogłaby zrodzić powyższa nomenklatura, a zwłaszcza 
przeprowadzone w niej liczbowanie, ze względu na to, że z dawniej- 
szych jeszcze czasów znamy kilkadziesiąt innych statutów mazowie- 
ckich, jak niemniej, że w czasie między r. 1531 a 1577 wychodziły 
na sejmach walnych osobne konstytucye mazowieckie (n. p. 1538, 
1543 r.), powyższem liczbowaniem nieobjęte, usuwa spostrzeżenie, że 
do wyrażenia Statut przywiązaną tu jest pewna szczególna myśl, 
a mianowicie znaczenie przeprowadzonej na szerokie rozmiary, i jak na 
stosunki ówczesne dość wyczerpującej kodyfikacyi prawa sądowego, 
jaką nie są ani dawniejsze statuty książąt mazowieckich, ani współ- 
czesne konstytucye sejmów walnych dla Mazowsza. W tem samem rozu- 
mieniu mówimy o Statutach litewskich pierwszym (1529), drugim (1566) 



*) Metr. kor. t. I. fol. 1 i 109; Re kop. Wilan. fol. 116. 

») B and t kie, lus Pol. 365. 367. 

^ A ii postępek prawnj, w Statucie mazowieckim opisany i t. d. 
V o 1. leg. II. 696. 

*) Zwyczaje województwa mazowieckiego z Starego Statat u... wyjęte i zo- 
stawione. Ibid. II. 931. 

^) Niesiecki. Herbarz, wyd. Bobrowicza I. 203. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 185 

i trzecim (1588), jakkolwiek Litwa już w wiekach średnich uzyskała 
szereg osobnych statutów i przywilejów ziemskich, i jakkolwiek przez 
<5ały ciąg XVI stulecia wychodziły tamże liczne inne, szczegółowych 
spraw dotyczące uchwały sejmowe. 

Zewnętrzne dzieje dwu ostatnich kodyfikacyj mazowieckich znane 
są w nauce naszej od dawna, i nie przedstawiały nigdy wątpliwości, 
przynajmniej co do najważniejszych szczegółów i zasadniczych pytań. 
Znaliśmy ich tekst autentyczny, ogłoszony współcześnie drukiem; wie- 
dzieliśmy, że oba, pozyskawszy sankcyą króla i sejmu, stały się pra- 
wem obowiązuj ącem, mogliśmy też najdokładniej określić datę ich sank- 
cyi, zatem także chwilę, w której obowiązywać poczty ^). O wiele 
niedokładniej znaną była do niedawna, a po części znaną jest i dzisiaj 
historya kodyfikacyi Statutu pierwszego, współcześnie drukiem nieogło- 
szonego, a nawet i teraz jeszcze dostępnego nam tylko w rękopisach. 
Aż do czasów Dunina (1880) mieliśmy najbłędniejsze wyobrażenia 
o tem, jakim jest właściwy tekst owej kodyfikacyi; dziwnym trafem 
uważaliśmy za Statut pierwszy zabytek, który nic z nim nie miał wspól- 
nie. Po ustaleniu pytania co do tekstu, które zresztą i teraz jeszcze 
co do pewnych szczegółów wymaga uzupełnienia, nasun^a się dalsza 
wątpliwość, częściowo już i przedtem poruszana: czy Statut ten uzyskał 
zatwierdzenie, a zatem stał się prawem obowiązuj ącem, czy też pozostał 
tylko projektem zamierzonej, ale w rzeczywistości niedokonanej kody- 
fikacyi. Pod tym względem nowsi badacze głoszą zapatrywania wprost 
sprzeczne: jedni wypowiadają zdanie, że Statut został zatwierdzony, 
inni zaś mniemają, że mu zatwierdzenia odmówiono ^). Pytania, w ja- 
kim czasie sankcya udzieloną została, nie poruszyli nawet ci, którzy 
się za nią oświadczyli. Mamy tu zatem jeszcze szereg wątpliwości, 
nad któremi koniecznie zastanowić się trzeba, tem bardziej, że pytanie 
samo przedstawia pierwszorzędną doniosłość dla historyi prawa mazo- 
wieckiego; od tego bowiem, w jakim duchu wypadnie rozwiązanie, za- 
leżeć będzie odpowiedź, czy Mazowsze, w pierwszych latach po przyłą- 
czeniu do Korony, zostawało pod rządem samych tylko dawniejszych 



^) Pewną niedokładność popełnia się tylko, nawet w najnowszych badaniach, 
prawa mazowieckiem a poświęconych, jeśli się Eksceptom nadaje datę 1576 r. Jakkol- 
wiek bowiem Ekscepta przyjął ostatecznie sejm tornński, zwołany na 4i października 
1576 r. (P a w i ń s k i, Pocz. pan. Stef. Batorego nr. 22), to jednak samo zatwierdzenie 
królewskie tego Statuta, o które sejmik główny mazowiecki upominać się mnsiał je- 
szcze dnia 15 maja 1577 r.. wyszło dopiero pod datą 10 czerwca 1577 r. Por. wyiej 
w tekście str. 181. 

*) Za sankcyą przemawia Dunin, Dawne prawo mazow. 22; przeciw sankcyi 
oświadcza się W i n i a r z, O zwodzie zwycz. praw. Wawrz. z Praimowa 12 n. 



186 OSWALD BALZBR. 

statutów ksiąźęcycli, zresztą zaś niespisanego prawa zwyczajowego, ozy 
też uzyskało zaraz wtedy osobny kodeks statutów, który w życie pra- 
wne tamtejszego społeczeństwa wnieść mógł ideę ładu i porządku^ 
a zarazem zawiązek reform. Ponieważ po bliższem rozpatrzeniu matę- 
ryału źródłowego doszedłem do przekonania, że dowody, przemawiające 
przeciw sankcyi Statutu pierwszego, są tylko pozorne, a dowody jakie 
dotąd na stwierdzenie sankcyi przytaczano, tylko ułamkowe i niewy- 
czerpujące, przeto podejmuję sprawę sporną raz jeszcze w nadziei, że 
mi się ją uda wyświetlić dokładniej. 

II. 

Postulaty mazowieckie i Legacya sejmowa z r. 1534 nie dowodzą, jakoby 

Statut pierwszy nie uzyskał sankcyi. 

Nielicznym jest poczet rzekomych dowodów, jakie dotąd udało 
się nagromadzić na poparcie twierdzenia, jakoby projekt kodyfikacyi^ 
ułożony na sejmie mazowieckim z r. 1531, nie uzyskał sankcyi kró- 
lewskiej. 

Uderzało niewątpliwie wszystkich, choć tego wyraźnie nie podno- 
szono, że już w kilka lat po złożeniu tego projektu przychodzi do 
skutku druga z rzędu kodyfikacya prawa mazowieckiego. Okoliczność 
ta mogła nasunąć mimowolne przypuszczenie, że Statut pierwszy sank- 
cyi nie uzyskał, ile że większych kodyfikacyj nie tworzy się na tak 
krótkie okresy czasu, jako też, że właśnie dla tego już w r. 1536 
trzeba było na nowo podjąć akcyą kodyfikacyjną, ponieważ poprzednia 
nie doprowadziła do zamierzonego skutku. Wątpliwość tę można dzi- 
siaj uważać za usunięt'\. Podniesiono słusznie, iż to, co zawarł tekst 
Statutu pierwszego, wydało się samym Mazowszanom, już w najbliż* 
szym czasie potem, w wielu szczegółach nieodpowiedniem, zatem potrze- 
bującem reformy; niżej nakreślimy jeszcze ogólne tło, na którem owo 
dążenie powstać i rozwinąć się mogło; bądź co bądź stwierdzić trzeba, 
że hasło do podjęcia ponownej kodyfikacji wyszło od Mazowszan sa- 
mych. Nie da się natomiast wykazać, iżby u tych czynników, któ- 
rych zadaniem było udzielenie sankcyi Statutowi pierwszemu, t. j. 
u króla i sejmu walnego koronnego, powstały lub powstać były mo- 
gły ważniejsze trudności co do zatwierdzenia, w chwili, kiedy go 
miano udzielić projektowi z r. 1531. 

Przyjmowano wprawdzie, że trudność taką stworzył sam król 
Zygmunt I, że mianowicie zmierzał on do zrównania prawa (sądowego) 
mazowieckiego z koronnem, i że skutkiem tego nie udzielił sankcyi 
odrębnemu Statutowi mazowieckiemu, którego zadaniem głównem było- 



STATUT MAZOWIICKI PIERWSZY 187 

warować jego odrębność ^). Mniemaniii temu zbywa na wszelkiem^ 
eliociaiby tylko pośredniem nzasadnieniii, a kłócą się i niem waaystkie,. 
doś6 łicane wiadomości źródłowe, jakie o tej sprawie posiadamy. 
Wfoakże nie kto inny, jeno Zygmunt I, w przywileju piotrkowskim, 
z r. 1529, zatwierdził niedwuznacznie i stanowczo odrębność prawa są- 
dowego mazowieckiego; wszakże tylko on mógł zwołać i w rzeczywi- 
stości zwołał sqm mazowiecki z r. 1531, który opracował projekt Sta* 
tnta pierwszego '); on też zwołująe takiż sejm w r. 1536, wyraźnie 
mn przekazuje zadanie ułożenia nowego projektu Statutu ^); on projek- 
towi nowemu daje sankeyą r. 1540; za jego wreszcie rządów na aej- 
maeh k(Ht>nnycIi wychodzi kilka odrębnych ustaw mazowieckich. Zwró- 
ciliśmy jaź poprzednio uwagę na to, że odrębność terytoryalnych praw 
sądowych nie wadziła zasadniczo interesom państw ówczesnych; nie 
miał więc także Zygmunt I istotnych powodów do jej zwalczenia. 
Sama zaś myśl skodyfikowania prawa mazowieckiego mogła dlań chyba 
tak samo być upragnioną, jak mu przez cały ciąg jego rządów pożą- 
daną była kodyfikacya prawa koronnego i litewskiego; dla tego słu- 
szniej i właściwiej upatrywać w nim raczej orędownika, aniżeli prze- 
ciwnika kodyfikacyj mazowieckich. 

Pewne nieporozumienie u niektórych badaczów zachodzi co do 
traeciego argumentu, mającego rzekomo przemawiać za przypuszczę- 
niem, iż Statut pierwszy sankcyi nie uzyskał. Mam tu na myśli za- 
pisek, umieszczony na zaginionym dziś rękopisie płockim tegoż Statutu, 
o którym wiadomość w drugiej połowie ubiegłego stulecia podał Jano- 
cki. Zapisek ten, prawie współczesny samemu Statutowi, stwierdza, iż 
Statut został cofnięty (suppressa) za sprawą królowej Bony *). Wiadomość 
tę przyjmowano zwykle z pewnem lekceważeniem, dając jej dowolne 
tłómaczenia, lub przecbodząc nad nią do porządku dziennego — zupeł- 
nie niesłusznie. Sam fakt istnienia takiego zapisku, stwierdzony przez 
Janockiego. nie może podlegać wątpieniu; skoro zaś wiadomość, jaka 
się tu zawiera, jest prawie współczesną, to nie ma racyi podawać jej 



*) Maciejowski, Hist. praw. eHoyr, I. 195. 

*) Że w istocie Zygmunt I zwołał sejm mazowiecki z r. 1531 dla opracowania 
projekta Btatatn, stwierdzają wyraźnie słowa mandatu królewskiego z 27 marca t. r.: 
qnod in conrentn Warschoriensi praeterito iussu et mandato nostro novissime 
celebrato, cnm... aggressnm esset negotinm iuriam eorrigendornm et 
coneinnandornm i t. d. Dodatek I 

*) De statotis et consaetadinibai iadicioram coUigendis. li pis Ossol. (Acta 
Tomic.) nr. 178 fol. 841. 

*) Statuta qaidem illa Bonae reginae instinctu potissimo fuisse sappressa, exem- 
plari vetnsto, quod Plociae in Bibliotbeca Ordinis fratrum Praedicatorum serTatar,'mana 
paalo recontiori est adscriptum. Janociana II. 225 nr. 186. 



188 OSWALD BALZER. 

wiarogodności w wątpliwość, dopokądby za tem jakieś powody rze- 
czowe lub inne wskazówki źródeł nie przemówiły. Ponieważ nie udało 
się ich dotychczas odszukać, przeto w zapisku powyższym upatrywać 
winniśmy poważne świadectwo historyczne, z którem na seryo liczyć 
się należy, które zatem bezwarunkowo spoźytkowanem być winno przy 
rozjaśnieniu dziejów Statutu pierwszego. Zaznaczyć jednak należy, że 
w sprawie, o którą na tem miejscu idzie, wiadomość ta żadnego nie 
może dać wyjaśnienia. Zwrot bowiem, iż Statut został cofnięty (statuła 
.... fuisse suppressa) da się równie dobrze odnieść do projektu Statutu, 
jako też do Statutu już zatwierdzonego. Pytanie, czy Bona przeszko- 
dziła sankcyi, czy też wpłynęła na cofnięcie obowiązującego już kode- 
ksu prawnego, nie znajduje tu zatem żadnego wyjaśnienia; da się ono 
rozwiązać dopiero po rozważeniu wszystkich innych okoliczności, prze- 
mawiających za sankcyą lub przeciw niej. Żadną jednak miarą nie 
można powyższej wiadomości uważać a priori za dowód, iż sankcya 
nie nastąpiła. 

Jedyną wskazówką źródłową, która mogłaby nasunąć pewne 
wątpliwości, azali Statut pierwszy uzyskać mógł moc obowiązującą, są 
dwa ustępy, zawarte w pismach, odnoszących się do sejmu walrego ko- 
ronnego, odbytego w Piotrkowie w początkach r. 1534, pod nieobecność 
króla, który zajęty był podówczas na Litwie tamtej szemi sprawami. 
Upłynęły wtedy prawie trzy lata od czasu, w którym sejm mazowie- 
cki uchwalił projekt Statutu pierwszego, a blisko półtora roku od chwili, 
w której rozstał się z tym światem ówczesny wicesgerent królewski 
na Mazowszu, Wawrzyniec Prażmowski. Jednem z tych pism są po- 
stulaty, przedłożone przez posłów mazowieckich, drugiem zaś legacya, 
wysłana z sejmu do króla, w której poruszono także niektóre sprawy 
mazowieckie. Podaję tu dla bliższego rozbioru odnośne miejsca w do- 
słownem brzmieniu: 

W Postulatach mazowieckich czytamy tedy: Nam Ula (statuła), 
quae olitn Magnificus dominus Prażmowski Celsitudini Suae (regi) Cracoriae 
t7'adiclerat, non dum er ant revisa et co nfo rmata; in quo Statuto, per 
olim dominum palałinum porrecto, continentur nonnulli articuli in 
gravamen et praeiudicium totius nohilitatis, Quos articu- 
los olim dominus palatinus ultra toluntatem omnium consiliariorum et 
nohilitatis imposuit et indiocit; et ommissio plurimorum articu- 
lorum in eisdem statutis facta est propter conflagrationem aliguot 
sextemorum in domo ricariorum Varsaviensium, uhi eiusmodi statutum trans- 
crihehatur per notarium domini Popelskij decani Varsaviensis ^). 



*) Bpis Czart (Acta Tomic.) nr. 272 str. 286. Por. też W i n i a r z 13 aw. 1 



STATUT MAZOWITSCKI PIERWSZY 189 

W Legacyi zaś sejmowej znajdujemy ustęp: Cum omnes domini et 
nuntii Mazotnenses testentur, statułum illud ^) ..... negue in ohaewałione 
unguam fuisse, negue de voluntate aut sententia ipsorum per dominum 
olim palatinum^ atatutis Maiestati Begiae traditis insertum esse, 
ut et plerague alia per ipsum as su ta ^). 

Rozważmy przedewszystkiem końcowy ustęp Postulatów. Wynika 
z niego, że projekt Statutu pierwszego, omówiony na sejmie mazowie- 
ckim z r. 1531, znalazł się był następnie w domu wikaryuszów war- 
szawskich, gdzie go przepisywał notaryusz dziekana tamtejszej kolle- 
giaty, Popielskiego; przyczem część rękopisu, skutkiem nieszczęśliwego 
wypadku, zgorzała. Do samego tylko mechanicznego skopiowania pro- 
jekt ten widocznie nie był tu oddany; sami Mazowszanie stwierdzają, 
że miał być później jeszcze przejrzany i uzgodniony (retnsa et confor- 
matajy co niestety nie nastąpiło. Znaczy to, że sam sejm mazowiecki 
z r. 1531 ostatecznej, stylistycznie wykończonej redakcyi projektu nie 
dokonał; i nie dziw, że jej dokonać nie mógł, jeśli zważymy, że na 
rozpatrzenie i omówienie całego, bądź co bądź ogromnego, w blisko 
250 artykułach złożonego materyału prawnego, poświęcić mógł zale- 
dwie 15 dni czasu. W czemkolwiek zadanie sejmu ułatwionem było 
przez częściowe spożytkowanie gotowych już, dawniej istniejących, pry- 
watnych zwodów prawa zwyczajowego, przyznać trzeba będzie, że 
praca jego musiała nosić znamiona pośpiechu, i że ostateczne ułożenie 
całego tekstu Statutu trzeba było odłożyć na później, zlecając to zadar 
nie czy to jakiejś komisyi, czy też jednej tylko, uzdolnionej do tego 
osobie, chociażby nawet, jak w tym wypadku, z zamiarem lub zastrze- 
żeniem dodatkowej rewizyi. Komuż tedy pracg nad ostatecznem uło- 
żeniem projektu zlecono? Przytoczony poprzednio ustęp podaje wska- 
zówkę, gdzie owego redaktora szukać należy. Bez przyczyny nie zna- 
lazł się chyba projekt w rękach duchowieństwa warszawskiego, i może 
nie przypadkiem tylko spotykamy przy tej sposobności wymienione 
nazwisko dziekana Popielskiego. 

Jaką rolę odgrywał Popielski w ówczesnem życiu publicznem na 
Mazowszu? Przedewszystkiem stwierdzić można, że brał żywy bardzo 
udział w podjętych właśnie wtedy pracach nad kodyfikacyą prawa 



*) Mowa ta o statucie ks. Janusza s r. 1525 o karania mciobójców, przydanym 
w potwierdzenia króla Zy^manta I z r. 1532 do Statutu pierwszego mazowieckiego 
(przy końcu). 

*)Rpis Czart. (Acta Tomic.) nr. 272 str. 275. Por. też Win i ar z 14 uw. 1. 
Oba te ustępy znal już i pierwszy zwrócił na nie uwago, z podaniem cytatu odno- 
śnego tomu i strony rękopiśmiennych Tomicy anów, Janocki, Janociana II. 226, choć 
zużytkował je jedynie tylko w celu ustalenia daty zgonu Prażmowskiego. 



190 OSWALD BAŁSSER. 

maBowieckiego. Albert Popielski, dziekan warszATraki, wymieniony jest 
w sKerega nczestników sejmu warszawskiego z r. 1531, na którym 
powstał projekt niniejszego Statutu pierwszego '); on też należy do 
składu sejmu warszawskiego z r. 1536, który opracował jeden z pro- 
jektów Statutu drugiego *). W liście uczestników obu sejmów wymie- 
niony jest: pierwszym razem na czele wszystkich innych dostojników 
duchownych; drugim razem, z pośród przedstawicieli kleru, jacy się 
tu zgromadzili, sam jeden tylko podany jest imiennie. Widocznie wzbił 
się tu do wielkiego znaczenia nie tylko wysoką swoją godnością ka- 
pitulną, ale zarazem powagą zdania i doświadczeniem. W jakiej szkole 
je zdobył, na to rzuca światło zapisek z 4 października 1527 r., mie- 
niący Alberta Popielskiego podkanclerzym księstwa mazowieckiego (vi' 
cecancellaritis ducatus Mazotńoe) ^). Zapisek pochodzi z czasu, w którym 
podkanclerstwo mazowieckie mogło już być tylko reminiscencyą prze- 
szłości; wskazuje on w każdym razie to, iż Popielski musiał spra- 
wować urząd podkanclerzego w ostatnich czasach samoistności polity- 
cznej Mazowsza. Jakoż w istocie w godności tej spotykamy go jeszcze 
w r. 1525, za rządów Janusza III ^). Wskazówki te wyjaśniają po- 
stawione poprzednio pytanie. W pojęciach ówczesnych osoba, piastu- 
jąca godność kancelaryjną, była przed wszystkiemi innemi powołaną 
do redagowania aktów i pism urzędowych; to też nic dziwnego, że gdy 
się okazała potrzeba złożenia ostatecznej redakcyi projektu statutow^o, 
sejm z r. 1531 zlecił to zadanie „ostatniemu podkanclerzemu mazo- 

*) Bandtkie, las Pol. 367. Ta, jako też w kilka innych źródłach, wjatepaje 
on pod nazwą Popielzmski, gdzieindziej pod nazwą Popielski. Dodawane aawsze imię 
Albertas i godność dziekana warszawskiego nie pozwalają jednak wątpić o identy- 
czności osoby. 

») Ibid. 372. 

') Terr. castr. Yars. t. 15 str. 262. 

*) Por. dekret tegoż księcia przeciw heretykom z r. 1525 w Vol. leg. I. 448, 
gdzie między świadkami wymieniony: Albertas de Popielzino, canonicns VaTsaviensis 
et ducatas MazoTiae saccamerarios (sic). Ostatni wyraz jest niewątpliwie biednym, 
ile ie nie istniała godność podkomorzego księstwa mazowieckiego, jeno tylko osobne 
godności podkomorzych: czerskiego, wiskiego, zakroczymskiego, ciechanowskiego i t. p.; 
powtóre Popielski, jako kanonik warszawski, nie móg} w ogóle spełniać świeckiej fank- 
cyi podkomorzego. Zamiast succamerarias naleiy zatem czytać: saccancellarins. W ten 
sam sposób dostojnik, wymieniony w rzeczonym dekrecie bezpośrednio przed Popiel- 
skim, Mikołaj Żukowski, proboszcz koUegiaty warszawskiej, nazwany ta został dacatus 
MazoTiae camerarius; obdarzono go znowa godnością świecką, i to taką, która nie 
istniała. Z Metr. kor. t. 41 dowiadujemy się, ii sprawował arząd kanclerza księstwa 
mazowieckiego conajmniej od r. 1524 ai do śmierci Janusza III, a następnie tet w cza- 
sie krótkotrwałych rządów Anny mazowieckiej; zamiast camerarius naleiy zatem w po- 
wyższym ustępie czytać: cancellarius. 



STATUT MAZOWIBOKI PIERWSZY 191 

L^, osobie, której przeszłość dawała dostateczną rękojmię, iż 
se stylem i językiem urzędowym i prawniczym dobrze jest obeznaną. 
StaA się to mogło tem łatwiej, źe Popielski brał osobisty udział w tym 
-sejmie, a przeto myól i zamiary sejmujących łatwo mógł wyrozumieć 
i w świeżej zachować pamięci ^). Nie bez znaczenia była może i ta 
•okoliczność, ie Popielski z dawna już zostawał w jakichś bliższych 
stosunkach z Prażmowskim ^), i że skutkiem tego sam wicesgerent 
wskazać go mógł sejmowi na redaktora projektu. 

Nie ma zatem podstawy do twierdzenia, jakoby właściwa, osta- 
teczna redakcya projektu spoczywała w ręku Prażmowskiego. Tego 
rodzaju żmudnych prac, wymagających zresztą dobrego wyszkolenia, 
nie podejmowali zazwyczaj ówcześni dostojnicy niekancelaryjni. Za- 
warte w Statucie zwroty, jak: ludicia..,. zuppariorum dominus palatinus 
cum consensu..., consiliarorum.,., abrogavit, albo Dominus palatinus de com- 
miuni omnium cansensu..,. hoc tempus..., transposuit ^), nie dowodzą bynaj- 
mniej, jakoby Praźmowski był redaktorem wspomnianych tu, tem mniej 
-zaś jakichkolwiek innych ustępów; wynika z nich tylko tyle, że jego 
zdanie w samych obradach sejmu z r. 1531 miało, w niektórych przy- 
najmniej sprawach, znaczenie górujące, i nieraz też zaważyło stanowczo 
na szali. Należało mu się to z urzędu, jaki sprawował: namiestnika 
królewskiego i pierwszego dostojnika ziemskiego na Mazowszu, a bar- 
dziej może jeszcze dla jego znajomości stosunków miejscowych i do- 
świadczenia w rzeczach prawnych, jakie sobie mógł wyrobić przez 
gorliwe i sumienne wypełnianie nałożonych na się obowiązków wyż- 
szego sędziego w tei ziemi. Nie często o ówczesnych dostojnikach 
spotkać można tak bezstronną, pustego panegiryzmu pozbawioną, a prze- 
cież tak rzetelną i daleko idącą pochwałę działalności urzędowej, jaką 
nam o Prażmowskim przechowały źródła współczesne, po części takie, 
gdzie jej najmniej moglibyśmy się spodziewać: akta urzędowe. Zna- 
mienną jest już rzeczą, że gdy na sejmie walnym z r. 1534 posłowie 



« 

') w csasie tjm iyl zresztą takie jeszcze Mikołaj Znkowski, ostatni kanclerz 
mazowiecki (por. nw. poprz.) i brał nawet adział w sejmie z r. 1531. Bandtkie, las 
Pol. 367. Przyczyna, dla cze.o nie on, ale Popielski otrzymał zlecenie dokonania re- 
^lakcyi projektu, jest obojętną; mogło się to stać n. p. dla podeszłego wieka Żukow- 
skiego i t. p. Uwagi godną jest rzeczą, że w liście uczestników sejmu z r. 15B1 
Popielski wymieniony jest przed Żakowskim. 

*) Już r. 1527 król Zygmunt I, pragnąc uwolnić wieś królewską Badzikowo od 
ciąiącego na niej długu, jaki jeszcze książę Janusz III zapisał był na niej Popiel- 
akiemo, skłania Prażmowskiego, podówczas kasztelana czerskiego, do zapłaty Popiel- 
akiemn 200 kop groszy, w zamian za to zaś daje Prażmowskiemu przyzwolenie na 
wykupno wsi królewskiej Kębłowice z rąk Pawła Kuli. Metr. kor. t. 40. str. 676. 

*) Statat pierwszy, Metr. kor. t. 1. fol. 91' 106. 



192 OSWALD BALZER. 

mazowieccy podnieśli przeciw niemu przytoczone poprzednio zarzaty 
co do rzekomych nadużyć z projektem Statutu pierwszego, cały senat 
polski stanął w obronie pamięci zmarłego, wyrzucając posłom niesto- 
sowność ich postępowania ^). Wymowniejszym jeszcze jest akt Zy- 
gmunta I z r. 1532, wydany w najbliższym czasie po zgonie Prażmow- 
skiego, w którym król stwierdza, że stratę tego męża boleśnie odczuli 
zarówno on sam, jako też senat i inne stany królestwa 2), przyczem 
król, mając wzgląd na znaczne utraty, które ponosił, objeżdżając 
często Mazowsze dla wymiaru sprawiedliwości, zwalnia jego 
dziedziców od obowiązku wyrachowania się z dochodów stacyi w dzier- 
żonem przezeń starostwie zakroczymskiem, za przeciąg całego ubiegłego 
roku. Okoliczności te tłómaczą wystarczająco powagę Prażmowskiego 
na sejmie mazowieckim z r. 1531, a zarazem naprowadzają na domysł, 
że gdy sejm ten oddał spisanie projektu w ręce Popielskiego, Praż- 
mowski nie odnosił się zapewne obojętnie do dalszej pracy byłego 
podkanclerzego, że się z nim w tej sprawie mógł stykać, wskazówek 
i rad rzeczowych udzielać, nasuwające się wątpliwości omawiać i roz- 
wi^ywa<5. . ^ 

Popielski spełnił w całości poruczone sobie zadanie. Ze ostate- 
czna redakcya projektu była już gotową, dowodzi okoliczność, iż część 
jego spaliła się w czasie, kiedy go przepisywał na czysto pisarz pod- 
kanclerzego. I nie ma jakiejkolwiek podstawy do przypuszczenia, ażeby 
ów tekst Statutu pierwszego, jaki obecnie posiadamy, przedstawiał co 
innego, jak właśnie owę ostateczną redakcya Popielskiego, z możliwymi 
późniejszymi dodatkami Prażmowskiego, o których jeszcze niżej będzie 
mowa. Tak więc, cokolwiek o tym Statucie da się powiedzieć doda- 
tniego czy ujemnego pod względem jego układu, stylu, jasności wyra- 
żenia i ścisłości prawniczej, w ogóle pod względem jego strony ze- 
wnętrznej, to wszystko policzyć będzie trzeba przedewszystkiem na 
karb Popielskiego. Pamiętać tylko trzeba o tem, że skutkiem owego 
nieszczęśliwego wypadku ze spalonymi sekstemami, dzisiejszy tekst Sta- 
tutu nie przedstawia nam pełnej redakcyi Popielskiego, i ogółu uchwał, 
powziętych przez Mazowszan na sejmie z r. 1531, Posiadamy więc 
tylko niezupełny tekst projektu, jakkolwiek zdaje się, że braki nie są 
zbyt wielkie. Przemawia za tem okoliczność, że przy ogłoszeniu no- 
wej redakcyi r. 1540 uznano za potrzebne dodać do Statutu pierwszego 



*) Rpis Caart. (Acta Tomic.) nr. 272 str. 292 n. Por. też W i ni ar z 15 uw. 1. 

') Qui (Prażmowski) .... rebns hnmaniB decedens non param nobis primoribas- 
qae et proceribus aliinąne Regfni nostri ordinibus desiderium sui reliąnit. Metr. kor. 
t. 4r8. atr. 208. 



STATUT MAZOWIECKI PITCRWSZY 193 

tylko 21 artykułów, a i z tych nie wszystkie chyba ponawiały zagi- 
nione uchwały z r. 1531, jako że znajdujemy pośród nich niektóre 
postanowienia, zostające w ścisłym związku z nowo zbudzonemi dąże- 
niami reformy, jakie się dopiero po ułożeniu Statutu pierwszego obja- 
wiły na Mazowszu. 

Bądź co bądi, projekt, jaki mógł być przedłożony królowi do 
sankcyi, był częściowo defektownym. Czy jako taki mógł, chociażby 
w potwierdzeniu królewskiem, uzyskać moc prawa obowiązującego? 
Innemi słowy: czy sankcya, udzielona projektowi ułamkowemu, mogła 
uchodzić za ważną, skoro była w nim objawioną tylko część woli, 
chociażby nawet przeważna, sejmu mazowieckiego? A następnie: czy 
można było ważnie udzielić zatwierdzenia, chociażby nawet owej ura- 
towanej części projektu, skoro ostateczna jego redakcya, dokonana przez 
delegatów sejmu mazowieckiego, nie została jeszcze przez sejm ten rozpa- 
trzoną i zatwierdzoną, jak to widocznie było zamiarem Mazowszan? 
I wreszcie, czy można było ważnie sankcyonować projekt, w którym 
wicesgerent poczynił samoistne dodatki, na sejmie nieuchwalone, a na- 
wet wbrew woli sejmu tutaj wtrącone, jak to z naciskiem podnoszą 
Postulaty mazowieckie i Legacya sejmowa z r. 1534? Wszystkie te 
pytania łączą się najściślej z innem, zasadniczem: jakiem jest stano- 
wisko prawne sejmu mazowieckiego za Zygmunta I, a mianowicie czy 
i w jakich rozmiarach przysługiwał mu podówczas udział w prawo- 
dawstwie? Sprawie tej poświęciliśmy na innem miejscu szczegółową 
uwagę ^), dla tego ograniczymy się tutaj do przypomnienia najważniej- 
szych szczegółów, do wyjaśnienia rzeczy służących. 

W ostatniej dobie panowania książąt sejm mazowiecki skupił był 
w swem ręku zarówno władzę ustawodawczą, jak i najwyższą są- 
dową w całem księstwie. W jakim zakresie władzę tę, przedewszyst- 
kiem prawodawczą, utrzymać należy pod rządem koronnym, o tem 
rozstrzygnąć miał ogólny kierunek polityki, zastosowanej podówczas 
do Mazowsza. Ogólnie biorąc, w świetle ówczesnych urządzeń polskich, 
ustawodawcza władza sejmu mazowieckiego dała się pomyśleć w spo- 
sób dwojaki. Przedewszystkiem jako władza na wskroś samoistna, 
współdziałaniem jakiegokolwiek innego czynnika niekrc^powana, a więc 
w tym sposobie, iżby sejm wykonywał prawo stanowienia ustaw, nie 
zasięgając niczyjej sankcyi, chociażby nawet samego króla, na wzór 
i podobieństwo wieców koronnych, które na zasadzie przyznanej po- 
szczególnym województwom autonomii ziemskiej, przez cały ciąg wie- 
ków średnich, a także i w początkach stulecia XVI, wykonywały 



^) Balzer, Sejm mazowiecki pod rządem koronnym 1526 — 1540. 

Rosprmwy Wyda. higt.-fllom. T. XŁ. 13 



194 OSWALD BALZER. 

przygodne ustawodawstwo w przedmiotach prawa sądowego, jako też 
co do niektórych podrzędniejszych spraw miejscowego zarządu. W tych 
rozmiarach i w tym zakresie raógl rząd polski nie stawiać przeszkód 
w wykonywaniu władzy prawodawczej przez sejm mazowiecki, uznając 
w nowonabytym kraju zasadę autonomii ziemskiej w tych samych gra- 
nicach, jak ją uznawał także w innych ziemiach polskich. W istocie 
też są dowody, iż sejm mazowiecki, już nawet po wydaniu przywileju 
piotrkowskiego z r. 1529. uchwalał lauda, rozstrzygające poszczególne 
pytania z zakresu prawa sądowego, na wzór laudów, stanowionych 
przez wiece ^). 

Rozważmy zaraz na tem miejscu, czy można sprawę kodyfikacyi 
Statutu mazowieckiego pierwszego zaliczyć do niniejszego działu usta- 
wodawczej działalności sejmu warszawskiego? Przedmiotem kodyfika- 
cyi miało być prawo sądowe, zatem ta sama gałęź prawa, w której 
zakresie poruszało się zazwyczaj polskie ustawodawstwo wiecowe; w tej 
mierze nie nastn^czałyby się zatem przeszkody zasadnicze. Ale już ta 
okoliczność budzi poważne wątpliwości, że w tym wypadku chodziło 
o stworzenie wielkiego kodeksu prawnego, z kilkuset artykułów złożo- 
nego, który cały obszar stosunków prawa sądowego wyczerpywał. Takich 
szerokich zadań nie obejmowało nigdy polskie ustawodawstwu wiecowe 
XV i XVI stulecia. Lauda wiecowe z owych czasów składają się 
z jednego, w najlepszym razie z kilku, wyjątkowo z kilkunastu arty- 
kułów, które uchwalali zgromadzeni na wiecu urzędnicy, dla rozstrzy- 
gnięcia nasuwających się wątpliwości; nawet najobszerniejszy, jaki [)o- 
siadamy, zabytek tego rodzaju, t. z. laudum łęczyckie z początków 
XV w., z 66 artykułów złożone -), jest właściwie zbiorem kilku, w ró- 
żnych czasach wydanych uchwał wiecowych. Całe ustawodawstwo 
wiecowe ówczesne nosi znamię dorywczości i przygodności; rozwija 
się zatem na podstawie wprost odmiennej, aniżeli ta, na której oparto 
myśl wydania Statutu mazowieckiego pierwszego, jako wyczerpującego 
kodeksu prawa sądowego. Ponieważ jednak różnica jest tu raczej ilo- 
ściową niż jakościową, przeto dla rozjaśnienia wątpliwości musimy je- 
szcze sięgnąć do samej treści Statutu. Zaznaczyć tedy trzeba, że w Sta- 
tucie jest cały szereg przepisów, których sejm mazowiecki nie mógł 
bezwarunkowo wydawać sam przez się i sam od siebie, jako że wkra- 
czały w zakres stosunków, co do których, z istoty rzeczy, także innym 

^) Tukie laudum sejmu mazowieckiego z r. 1534, w przedmiocie imania złoczyń- 
ców, zaczerpnięte z Rekop. Peters b. Lat. F. II. 185 fol. 90—93 ogłosiłem jako 
Dodatek V w mojej pracy: Sejm mazowiecki pod rządem koronnym 1526 — 1540 r. sir. 
31 n. Tamże str. 26 n. kilka innych laudów, wydanych przez tenie sejm przed r. 1529. 

*) U a n d t k i e, Iiis Pol. 194 n. 



STATUT MAZOWIECKI PIRRWSZY 195 

czynnikom pozostawić należało głos rozstrzygający. Tak znajdujemy 
ta postanowienia, określające właściwość sądów królewskich (art. 115. 177), 
nie mówiąc już o innych artykułach, przepisujących sposób postępowania 
przed tymiż sądami (n. p. art. 5. 14 19); nie zabrakło także przepisu o za- 
kresie władzy sądowej wicesgerenta królewskiego (art. 218); podobnież 
określoną tu jest władza starostów (art. 77), którzy według zasad, utrzyma- 
nych podówczas jeszcze w Koronie, uważani byli za urząd w ścisłem tego 
słowa znaczeniu królewski, zatem taki, co do którego możność rozporzą- 
dzania się trzeba było pozostawić królowi. Dodajmy, że są tu także posta- 
nowienia o odgraniczeniu dóbr królewskich od szlacheckich (art. 178), że 
nawet jeden z artykułów zarządza czasowe wygnanie mężobójców nie 
tylko z Mazowsza, ale z całego Królestwa polskiego (art. 225), a zrozu- 
miemy, że były to sprawy, o których Mazowszanie sami między sobą 
ostatecznie rozstrzygać nie mogli, i że potrzeba było tutaj jeszcze współ- 
działania innych czynników, ażeby kodyfikacya mogła ważnie przyjść 
do skutku. O tem nie było zresztą żadnej wątpliwości u współczesnych. 
Statut mazowiecki drugi, który powstał wśród tych samych warunków 
zewnętrznych, co i pierwszy, uzyskał moc obowiązującą nie przez 
uchwałę sejmu mazowieckiego, ale dopiero na zasadzie zatwierdzenia 
królewskiego z r. 1540; podobnież i o Statucie pierwszym przechowała 
się nam wiadomość, iż podany został królowi ^), oczywiście nie w in- 
nym chyba celu, jak tylko dla wyjednania mu sankcyi. 

Drogim kształtem, w jakim po zajęciu Mazowsza byłaby się dała 
atrzymać dawna władza tamtejszego sejmu, byłby ten, ażeby mu w spra- 
wach, dotyczących tej ziemi, bez względu na ich charakter i doniosłość, 
przyznać prawo ustawodawcze łącznie z naczelnikiem państwa, królem. 
Król i sejm mazowiecki byliby tu zatem stanęli obok siebie jako dwa 
równorzędne czynniki ustawodawcze, od których łącznego współdziała- 
nia zależałoby dojście do skutku praw na Mazowszu obowiązujących, 
i to w tym sposobie, że brak pełnej zgody jednego z nich stanowiłby 
też istotną przeszkodę w ich powstaniu. W tym wypadku jednak sejm 
mazowiecki byłby tu poniekąd zajął takie samo stanowisko, jakie miał 
sejm walny koronny w innej Polsce; naprawdę byłby to niejako drugi 
sejm walny, znaczeniem i władzą równy lub podobny tamtemu, tylko 
że z ograniczonym terytoryalnie zakresem działania. W tym kształcie 
jednak byłby się stał najsilniejszą dźwignią odrębności Mazowsza, któ- 
rej usunięcie leżało właśnie w interesie rządu polskiego. Dla tego też 
rząd ten, zaraz od pierwszej chwili po nabyciu księstwa, występuje 
z programem usunięcia władzy ustawodawczej sejmu mazowieckiego 

*) Qaae (statata) olim Magnificos dominns Praimowski Celaitndini saae... tradi- 
derat. Postulaty mazowieckie z r. 1534. Hpis Czart. nr. 272 str. 286. 

13* 



196 OSWALD BALZER. 

i przeniesienia jej w całości na sejm walny koronny, jak mu ona przy- 
sługiwała w odniesieniu do innych ziem polskich; naodwrót Mazowsza- 
nie kładą zrazu nacisk na utrzymanie dawniejszych atrybucyj swego 
sejmu. Po pewnych wahaniach, którym sprawa ta ulegała w okresie przej- 
ściowym 1526 — 1529 r., nastąpiło wreszcie stanowcze jej załatwienie 
na zasadzie przywileju piotrkowskiego z 27 grudnia 1529 r. Polityka 
rządu koronnego odniosła tu tryumf zupełny. Z postanowień przywi- 
leju tego, w części bezpośrednio niniejszej sprawy, w części zaś ogólnie 
całego stosunku Mazowsza do Korony dotyczących, wynikało, iż wła- 
ściwym organem ustawodawczym dla nowonabytej ziemi stał się sejm 
walny koronny, jak nim był dla innych województw polskich; że se- 
natorowie i posłowie ziemscy z Mazowsza wchodzą w skład senatu i izby 
poselskiej sejmu walnego jaku istotna ich częśó składowa, podobnie jak 
senatorowie i posłowie innych ziem koronnych; że wreszcie sejm mazo- 
wiecki poza granicami ustawodawstwa wiecowego, które pozostało nie- 
tknięte, żadnej innej władzy ustawodawczej wykonywać nie może. Od 
r. 1529 sejm warszawski traci tedy stanowczo znaczenie organu usta- 
wodawczego na Mazowszu, w ścisłem tego słowa znaczeniu. Może on 
odtąd conaj więcej rozpatrywać i roztrząsać sprawy, jakie na sejmie 
walnym mają być załatwione; może w najlepszym razie uchwalać pe- 
wne wnioski czy projekty; ale to, za czem się oświadczy, ma już dla 
właściwych czynników ustawodawczych conaj więcej znaczenie rady, 
czy życzenia, nie posiada samo przez się mocy wiążącej. Zresztą działa 
sejm mazowiecki od r. 1529 tylko jako wyższa instancya sądowa, i dla 
tego w przywileju piotrkowskim pojawia się dlań po raz pierwszy 
urzędowa nazwa sejmu sądowego (conventio generalia iudiciaria). Wszelako 
i tej funkcyi nie zdołał sejm ten utrzymać na długo. Kiedy w r. 1540 
przyszło do reformy instancyj apelacyjnych na Mazowszu, wykreślono 
sejm warszawski z ich szeregu, w następstwie czego instytucya ta 
przestała istnieć. Pojawiający się od czasów Zygmunta Augusta sej- 
mik główny mazowiecki nie zostaje w żadnym związku z dawnym sejmem 
mazowieckim, i jest tu nowością, wprowadzoną przez proste tylko na- 
śladownictwo urządzeń koronnych, a mianowicie istniejących zdawna 
w Polsce sejmików głównych dzielnicowych, korczyńskiego i kolskiego *). 
Ze spostrzeżeń tych wyprowadzamy na razie jeden wniosek dla 
wyjaśnienia sprawy, o którą chodzi: że, skoro do złożenia Statutu 
pierwszego zabrano się w czasie, kiedy sejm mazowiecki stanowczo już 
został pozbawiony władzy ustawodawczej, przeto też i Statut ten nie 
mógł powstać za współdziałaniem rzeczonego sejmu jako czynnika roz- 
strzygającego; owszem, potrzebnem tu było, jak co do innych spraw 

^) Balzer, Sejm mazowiecki pod rządem koronnym 1526 — 1540 r. sir. 7 n. 



STATUT MAZOWiECKI PIERWSZY 197 

mazowieckich, współdziałanie sejmu walnego koronnego. Ażeby zda- 
nie to bliżej jeszcze wyjaśnić i utwierdzić, rozpatrzmy historyą dwu 
dalszych kodyfikacyj mazowieckich, Statutu drugiego i trzeciego. 

2jaczynamy od Statutu trzeciego (Eksceptów) z r. 1577. Zajmo- 
wały się niemi dwa sejmy walne z r. 1576, krakowski koronacyjny, 
odbyty w początkach, i późniejszy toruński, zebrany pod koniec tegoż 
roku. Juź na pierwszym z nich Ekscepta, ułożone widocznie na sej- 
miku głównym warszawskim, podane zostały do rozpatrzenia i zatwier- 
dzenia króla i sejmu. Ponieważ jednak dla braku czasu nie mogły być 
przez sejm „rewidowane", przeto stanowczą w tej mierze uchwałę odło- 
żono na czas późniejszy; już jednak wtedy orzekł sejm, że aż do owej 
uchwały, Ekscepta mają mieć na Mazowszu tymczasową moc obowią- 
zującą. Uwagi godnym jest szczegół, zaznaczony w odnośnej konsty- 
tucyi, że stało się to za przyzwoleniem króla, jako też wszystkich se- 
natorów i po^ów koronnych *); jakkolwiek sprawa miała charakter 
ściśle mazowiecki, nie rozstrzygali tu zatem wyłącznie przedstawiciele 
Mazowsza. Ostateczna uchwała co do Eksceptów zapadła na sejmie 
toruńskim; że i tym razem stało się to za współudziałem wszystkich 
składników sejmu, dowodzą słowa zawarte w zatwierdzeniu z r. 1577: 
„potym na sejmie toruńskim przez posły mazowieckie i wszech 
innych ziem są Nam i panom Radom podane" *). W świetle 
tych spostrzeżeń tłómaczyć należy okoliczność, na pozór dziwną, że 
pismo królewskie, zatwierdzające Ekscepta, wyszło nie na sejmie, ale 
dopiero w blisko pół roku po jego ukończeniu, w czerwcu 1577 r. 
w Malborgu. Wykazują one, że król nie występował tu bynajmniej 
jako samoistny czynnik tworzący prawo, bez udziału sejmu walnego; 
owszem, zgoda sejmu była już przedtem uzyskaną, a tylko formalne 
zatwierdzenie dla jakichś przyczyn zewnętrznych przeciągn^o się przez 
kilka miesięcy. Gdyby wywód ten pozostawiał jakie wątpliwości, roz- 
proszą je petyta sejmiku głównego mazowieckiego z 15 maja 1577 r., 
w których sejmik ten, nastawając o rychłe załatwienie sprawy, podnosi, 
że Ekscepta zostały już poprzednio przez sejm uchwalone i wszystkie 
formalności co do nich ułatwione, jeno dotychczas jeszcze nie przeszły 
przez kancelaryą królewską ^). 

^) Accedente ad id consenBU praesenti nostro ac consiliariomm Kegni ac nun- 
tiorum terrestriom in praesenti conrenta congregatomm. Y o 1. leg. II. 927. Por. 
toś odnośną do tego wsmiankę w później szem zatwierdzenia Eksceptów z r. 1577: I My 
ze wszemi stany na ten czas warowaliśmy im je i potwierdzili. Ibid. II. 931. 

*) Ibid. n. 931. 

*) Gonsaetndines z prawa naszego dawnego wyjęte weding przysięgi króla Jmci 
i uchwały sejmowej zatrudniają i hamują; proszą, aby Jkmśó, jako in freąiienti 
senatn na sejmie blisko przeszłym, solenniter wziąwszy je od panów posłów naszych, 



198 OSWALD BALZER. 

Historya kodyfikacji Eksceptów służyć może za podstawę do snu- 
cia wniosków analogicznych o przebiegu akcyi kodyfikacyjnej Statutu 
pierwszego tylko pod jednym względem: a mianowicie, w jaki sposób 
postępowano w tej mierze na samym sejmie walnym; nie daje nato- 
miast podstawy do porównań co do wzajemnego w tej sprawie stosunku 
dwu organów, państwowego i wojewódzkiego, które przytem współdzia- 
łały. Projekt Eksceptów spisano bowiem na sejmiku głównym war- 
szawskim, gdy natomiast w czasie powstania Statutu pierwszego istniał 
jeszcze dawny sejm mazowiecki. Tem cenniejsze są dla nas wskazówki, 
jakie podaje przebieg kodyfikacyi Statutu drugiego z r. 1540, że 
projekt Statutu tego ułożony został przez taki sam sejm mazowiecki, 
co i projekt Statutu pierwszego; przyczem pamiętać należy, iż w czasie 
tym stanowisko prawne sejmu mazowieckiego, zatem także i stosunek 
jego do sejmu walnego, były takie same, jak w r. 1531. 

W mandacie z 20 sierpnia 1536 r., zwołującym sejmiki ziemskie, 
a także sejm mazowiecki przed zapowiedzianym na dzień 1 listopada 
t. r. sejmem walnym krakowskim, oświadcza król, iż Mazowszanie pro- 
sili go, aby im wolno było naradzić się między sobą nad zebraniem 
statutów i zwyczajów sądowych, a następnie odnieść je do króla ^); 
czyniąc zadość tej prośbie, poleca on odbyć sejmiki ziemskie^ któreby 
się nad tą sprawą zastanowiły, a zarazem posłów z p^ną mocą wy- 
brały; posłowie ci mają się potem zebrać na sejmie mazowieckim, gdzie 
sprawę tę omówią i postanowią ^). Stanowisko sejmu warszaw- 
skiego określono tu zatem dwukrotnie wyrazami, które niezupełnie się 
pokrywają; powiedziano raz, iż ma on nad Statutem naradzić się (con^ 
sultare)^ drugi raz, iż ma o nim postanowić (constituere)^ zresztą 
zaś zastrzeżono tylko sankcyą samego króla, nie wspominając nic 
o sejmie walnym. Sam sejm mazowiecki wyraża się też ogólnie o zło- 
żonym przez siebie Statucie (drugim), iż przyszedł on do skutku za 
wspólnem zezwoleniem i zgodną wolą zgromadzonych ^; w dalszych, 
poszczególnych jego artykułach, powołanie owego wspólnego przyzwo- 



podać był Ichmo&ć panów pieczętarsów raczył, aby terai jaż je za 
pieczęcie koronna w liczbie artykułów i słowy, jako są od panów posłów naszych po- 
dane i podpisane, wydać rozkazać raczył, nic nie przeciągfając. Pawiński, Poczi|t. 
panów. Stef. Batorego nr. 87. 

^) Qiiia Tero rogati sumas nomine nobilitatis dacatns Maioviae, ut liceret eis de 
statatis et consaetadinibos iadiciorom colligendis inter se consnltare et postea 
adNosdeferre. RpisOssol. (Acta Tomic.) nr. 178 f. 84. 

*) Ut in eisdem particnlaribos conrentibas boc ipsom faciant et nontios, qai de 
ea re in ipso conrenta commoni terrestri (t. j. na sejmie mazowieckim) agere et eon- 
stituere possint, com plena facnltate eligant. Ibid. fol. 84. 

*) Ck>mmani omnium consensn et Yolontate concordi. Bandtkie, los Pol. 372. 



STATUT MAZOWIKCKT PIEKW8ZY 199 

lenia powtarza się jeszcze dośd często. Możnaby stąd wziąd pochop 
do twierdzenia, źe w sprawie niniejszej sejm mazowiecki był w istocie 
czynnikiem ustawodawczym we właściwem tego słowa znaczeniu, po- 
wołanym, przy współudziale samego króla, a z wyłączeniem sejmu 
walnego, do uchwalenia Statutu. Bliższe wglądni^cie w rzecz usuwa 
jednak możliwość takiego przypuszczenia. 

Przedewszystkiem bowiem zwaźyd należy, iż wspomniane tu sej- 
miki ziemskie, jako też i sam sejm mazowiecki, zwołane zostały z ra- 
cyi zapowiedzianego równocześnie, wnet po nich odbyć się mającego 
sejmu walnego. To, czego miały dokonać, zostawało zatem w ścisłym 
związku z przyszłą akcyą centralnego organu ustawodawczego; innemi 
słowy; miały one przygotować materyał do uchwał sejmu walnego. 
Gdyby rzecz miała się inaczej, król byłby zwołał sejm mazowiecki 
osobno, nie oglądając sig na termin sejmu walnego. Z tego punktu 
widzenia tłómaczyć też należy znaczenie słów, zawartych w mandacie, 
iż tekst Statutu będzie królowi podanym do zatwierdzenia: miał mu 
on być podanym na sejmie walnym; i tutaj więc miano na myśli 
współudzit^ organu centralnego. Wymowniejszą od tych rozumowań 
jest treść legacyi królewskiej, wysłanej na sejmiki mazowieckie, przy- 
toczonym poprzednio mandatem zwołane. Wzywa tu król szlachtę 
tamtejszą, ażeby swoje statuty i zwyczaje sądowe zebrała i przebrako- 
wała, nad nimi się wspólnie naradziła, w tem, co wymaga reformy, 
odpowiednie zmiany przeprowadziła, a następnie ułożony w ten sposób 
tekst Statutu przez posłów swych na sejm walny odesłała^), oczy- 
wiście nie w innym celu, jak tylko dla tego, ażeby sejm ten o rzeczy 
samej ostatecznie mógł postanowić. Zaraz w następnym ustępie legacyi 
zastrzega król, iż z projektu togo zatwierdzi wraz z senatorami 
koronnymi te prawa i zwyczaje, które uzna zaodpowiednie*). 
Współudział niemazowieckich składników sejmu walnego przy zamie- 
rzonym akcie ustawodawczym jest tu zatem z góry zastrzeżony, podo- 
bnie, jak się rzecz miała przy zatwierdzeniu Eksceptów; różnica za- 
chodzi tylko w tem, że mamy tu wymienioną jedne tylko izbę sejmową 
(senat), podczas gdy przy Eksceptach współdziałały obie, zatem także 

') Permisit etiam Kegia Maiestas ipsarom Dominationnm Yestraram rogatn, ut 
constitationes et iaris consaetadines receptas in onnm coinportent et scligant. Itaquo 
hortatar Dominationes Yestras, at ea de re nonc in commnne consnltent, habi- 
toqiie delecta legom et consuetudinam, et qaae ridebantar in his commcndanda et 
emendanda, emendent et conscribant, ac ad generalia comitia per nnntios 
saosmittant. BpisOssol. nr. 178 f. 88. 

*) Ibi vero Regia Maieitas, cum dominis coniliariis Regni, leges et 
consuetudincs, qaa9 aequabile8 esso consuerit, irrefragabili edicto buo sanciet et con- 
firmabit. Ibid. f. 88. 



200 



OSWALD BALZER. 



izba poselska. Nie można jednak do tej różnicy przywiązywać zby- 
tniego znaczenia: nie jest ona istotną i rzeczową, lecz raczej tylko ze- 
wnętrzną, stylistyczną. W czasach, kiedy wydawano Ekscepta, zna- 
czenie szlachty w Rzeczypospolitej było już tak wszechwładnem, że 
w tekstach konstytucyj sejmowych nie przepominano nigdy o przyzwo- 
leniu jej przedstawicieli, t. j. posłów ziemskich ; natomiast w czasach 
Zygmunta I bardzo często jeszcze statuty sejmowe, przez reminiscen- 
cyą stosunków dawniejszych, zawierają formułkę o przyzwoleniu sa- 
mego tylko senatu, nie wspominając nic o zgodzie posłów ^); a przecież 
współudział izby poselskiej, w myśl statutu radomskiego z r. 1505, 
musi tu być za każdym razem dorozumiany i uzupełniony, skoro odno- 
śne postanowienia przychodziły do skutku na sejmie. Gdyby i ten 
argument nie wystarczył, przypomnieć można jeszcze ustęp, zawarty 
w przedmowie do urzędowego wydania zbioru Statutów Zygmuntowskich 
z r. 1524, według którego zawarta w tymże zbiorze, uchwalona w Piotr- 
kowie r. 1523 Formuła processus (kodeks przewodu sądowego koron- 
nego) przyszła do skutku za zgodą samego tylko króla i senatu ^) ; 
z przypadkowo dochowanego listu, opisującego szczegółowo przebieg sejmu 
piotrkowskiego z r. 1523, dowiadujemy się, że sprawa uchwalenia Far- 
muldę processus była właśnie podówczas przedmiotem bardzo ożywionych 
rozpraw w izbie poselskiej, i że dla tego zrazu ogłoszono ją jako prawo 
obowiązujące tylko w Małopolsce, ponieważ posłowie wielkopolscy zgo- 
dzić się na nią nie chcieli ^). Zwrot stylistyczny w legacyi królew- 
skiej z r. 1536 o przyzwoleniu samych tylko senatorów koronnych na 
Statut mazowiecki drugi, nie przesądza tedy w niczem kwestyi zasa- 
dniczej o łącznym współudziale całego sejmu walnego, zatem także 
izby poselskiej, przy dokonaniu tego aktu ustawodawczego. Jakoż, 
kiedy ostatecznie przyszło do sankcyi Statutu drugiego, stało się to nie 
gdzieindziej, jeno tylko na sejmie walnym; sejm ów zwołany był bo- 
wiem na 11 listopada 1539 r. ^). a obradował jeszcze conaj mniej 17 



') Por. Btatnt z r. 1510: de consilio consiliariorom nostromm; consiliaiiifi no- 
stris id ipsnm suadentibaB; de consilio omniom regni consiliariomin; consiliariis no- 
stris consentientibuB. Y o 1. leg. I. 368. 372 bis, 373. Ststnt i r. 1532: cnm assensa 
et consilio totios senatas. Ibid. I. 510. Statat z r. 1539: deqae senatornm et con- 
siliariomin nostromm sententia. Ibid. I. 549. Statat z r. 1540: ita cum senatoribns 
noBtris constitnimas. Ibid. I. 558. Statat z r. 1543: yisom est nobis et consiliariis 
nostris. Ibid. I. 571. We wszystkich tych astepach niema nigdzie powołanego 
przyzwolenia izby poselskiej. 

*) Adiecimns praeterea Formolam processas iadiciarii.... per Nos et consiliaiios 
nostros approbatam. Ibid. I. 359. 

•) Acta Tomic. VI. str. 341 n. 

«) Metr. kor. i. 59 fol. 117. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 201 

marca 1540 r. ^); dekret zaś królewski, zatwierdzający Statut, nosi 
datę 17 stycznia 1540 r. *). 

Cóź tedy mamy sądzić o wzmiankach, zawartych w mandacie 
królewskim z r. 1536, według których sejm mazowiecki miał powziąó 
uchwałę (constituere) co do Statutu drugiego, i jak tłómaczyó zawarte 
w samym Statucie zwroty o zgodnem przyzwoleniu (consensus) jego 
uczestników? Dopiero w świetle powyższych wywodów rzecz cała 
nahiera właściwego znaczenia. To, na co się zgodził sejm mazowiecki, 
było wprawdzie uchwałą, ale tylko na wewnątrz, mającą znaczenie 
dla niego samego; niedostawało jej powagi ze wnętrznej, t. z. uchwała 
ta nie miała mocy wiążącej przy dokonaniu samego aktu ustawodaw- 
czego, do którego powołanymi byli tylko: król i sejm walny. Innemi 
słowy: sejm mazowiecki powziąć mógł wprawdzie, za zgodą uczestni- 
ków, uchwałę co do projektu Statutu, ale nie mógł, choćby za 
współudziałem króla, a z wyłączeniem sejmu walnego, uchwalić sa- 
mego Statutu. 

Rozpatrzone tu dzieje drugiej i trzeciej kodyfikacyi prawa mazo- 
wieckiego dają podstawę do wyrobienia sobie zdania^ w jaki sposób 
przyjść mogła do skutku kodyfikacya pierwsza, której szczegółowego 
przebiegu nie możemy śledzić tak, jak u tamtych, dokładnie, dla braku 
wyczerpujących wiadomości źródłowych. Szczególnie ważną jest tu 
analogia, jakiej dostarcza historya Statutu drugiego; warunki bowiem 
formalne i stosunki zewnętrzne, wśród których powstał, były zgoła te 
same, co i przy uchwaleniu Statutu pierwszego. W obu wypadkach 
cały punkt ciężkości zamierzonej akcyi ustawodawczej był i musiał 
być ześrodkowany w sejmie walnym; sejm mazowiecki, który przytem 
w8p<Udział£i, był już tylko sejmem sądowym, nie prawodaw- 
czym we właściwem tego słowa znaczeniu, jak się go mylnie do 
ostatnich czasów nazywało. Jako taki nie mógł on sam brać udziału 
w ostatecznem rozstrzygnięciu pytania, jakim ma być Statut mazowie- 
cki; musiał on tę sprawę pozostawić powołanemu do jej przeprowa- 
dzenia centralnemu organowi ustawodawczemu w Koronie, na co jest 
zresztą wyraźne świadectwo źródłowe '). Jak w r .1536, tak też i w r. 1531 
mógł mu on przedłożyć conaj więcej projekt Statutu, udzielić in- 
f ormacyi, jakiemi są urobione z dawna zasady prawa mazowieckiego, 
objawić wreszcie życzenie co do pożądanych ze względu na zmienione 

^) Pod tą datą wychodzą konHtytacye sejmowe i uniwenały poborowe tegoż 
sejmn^ a wyraźnym dodatkiem: actam in conTentione generali. Metr. kor. t. 57 
fol. 211. 218. 222; t. 61 fol. 189. 201. 209. 

*) Bandtkie, las Pol. 367. 

*) Por. niiej. 



202 OSWALD BALZER. 

stosunki przeobrażeń lub uzupełnień prawa. Takie zadanie zakreślał 
mu wyraźnie sam król; w mandacie, wydanym w najbliższym czasie 
(27 marca 1531 r.) po odbyciu rzeczonego sejmu, wyraża się on, iż 
zadaniem tego sejmu była naprawa i zestawienie praw na Ma- 
zowszu obowiązujących ^), przyczem pod naprawą rozumieć należy 
wnioski co do pożądanych reform dawnego prawa zwyczajowego. Je- 
szcze dobitniej i wyraźniej określił to zadanie swoje sam sejm mazo- 
wiecki z r 1531 w opracowanym przez siebie projekcie. Wstępne 
słowa Statutu pierwszego nie mówią bynajmniej o współudziale jego 
w uchwaleniu Statutu; stwierdzają one tylko, iż sejm ten zgroma- 
dził się dla zebrania i spisania dawnych ustaw i zwyczajów ma- 
zowieckich -). Kiedy zaś powstała tu różnica zdań co do zakresu 
prawa dziedziczenia, jakie przyznać należy kobietom, przyczem większa 
część dygnitarzów jako też posłów miejscowych oświadczyła się za jego 
rozszerzeniem, a inna, mniejsza część, za ścieśnieniem, nie omieszkała 
większość, jeszcze w czasie trwania sejmu, conajpóźniej 14 marca 1531 r., 
zwrócić się do osób wpływowych z prośbą, ażeby zarówno u senato- 
rów koronnych, jako też przez nich u króla poparły jej myśl, i przez 
to przyjęcie odpowiedniego postanowienia na sejmie walnym umożli- 
wiły **). Rozumiano dobrze, iż zarówno król jako też sejm walny, ma- 
jąc przed sobą dwie sprzeczne informacye w tej samej sprawie, mogliby 
się przychylić do któregokolwiek zdania, zatem także do zdania mniej- 
szości, którego bądź co bądź za uchwałę sejmu mazowieckiego nie mo- 
żnaby było uważać *). 

Uwagi powyższe wyjaśniają ostatecznie, jaka była zasadnicza 
wartość zarzutów, podniesionych ze strony mazowieckiej przeciw Sta- 
tutowi pierwszemu na sejmie piotrkowskim z r. 1534. Biorąc zarzuty 
owe dosłownie i w całej rozległości, a pamiętając zarazem, iż tekst, 
przedłożony przez Prażmowskiego, był tylko informacyą dla króla i sejmu 



^) Quod in conrentu Warschoriensi praeterito cum.... aggressnm esset n e g o- 
tiumiarium corrigendorum et concinnandorn m... Por. Dodatek I. 

') Ad colligendam et conscribendum statata et consuetadines ter- 
rarnm Mazoviae. Metr. kor. t. 1 fol. 58; K e k o p. W i 1 a n. fol. 60. 

•) Por list Krzyckiego do biskupa Tomickiego z daty 14 marca 1631, w któ- 
rym Krzycki, na prośbę większości sejmu mazowieckiego, sprawę tę poleca Tomickiemu, 
i prosi o wstawiennictwo u króla. Gpis Czart. (Acta Tomic.) nr. 215 str. 485. 
Por. Winiarz 11 uw. 2. 

*) Instancye w tej sprawie odniosły na raiie ten skutek, ie król mandatem 
z 27 marca 1531 r., a na tej zasadzie wicesgerent Prażmowski mandatem z 27 maja 
t. r. polecili sndom mazowieckim, aieby aż do załatwienia niniejszego spora przez 
BBJm walny koronny, wstrzymały się z wydawaniem jako toż ogzekucyą wyroków w spra- 
wach o dziedziczenie kebiet. Por. Dodat^^k I i II. 



STATUT MAZOWIECKI IIERWSZY 203 

walnego, będziemy przecież musieli stwierdzić, że, jeśli złożona przez 
Popielskiego redakcya Statutu nie została poddaną ponownej rewizyi 
sejmu mazowieckiego, i przez to nie we wszystkiem może odpowiadała 
jego zamiarom, to inforraacya mogła l)yó w istocie częściowo błędną; 
że, jeśli przedtem zgorzało kilka sekstemów projektu, to była niezu- 
pełną i niewyczerpującą ; że wreszcie, jeśli Prażmowski poczynił tu su- 
mowobae dodatki, to — w najgorszym razie — była spaczoną; ale wszyst- 
kie te okoliczności nie dowodzą, iżby sejm walny, gdyby nawet o tem 
wszystkiem z góry wiedział, nie mógł Statutu w takim właśnie kształ- 
cie przyjąć i uchwalić, i u króla zatwierdzenie dlań wyjednać; albo 
też, iż))y Statut, na podstawie tak wadliwej informacyi uchwalony, mógł 
z tego powodu formalnie uchodzić za nieważny. Sejm walny bowiem 
i król. jako wyłącznie rozstrzygające czynniki ustawodawcze, mieli 
wobec udzielonej sobie informacyi zupełną swobodę działania i mogli 
uznać taką, jaka była, za dobrą i wystarczającą. 

Cóż jednak sądzić o owych dodatkach Prażmowskiego, na które 
później tak się użalali Mazowszanie? Byłże to w istocie jakiś akt sa- 
mowoli z jego strony, a zarazem podstępne i nieszczere działanie wobec 
sejmu mazowieckiego? Ażeby rzecz wyrozumieć, rozważmy warunki, 
wśród których kodyfikacya przychodziła do skutku. Chodziło o stwo- 
rzenie obszernego, o ile możności wyczerpującego kodeksu praw są- 
dowych mazowieckich. Sejm walny, choć był tu wyłącznie powoła- 
nym do ustawodawczego orzeczenia, choć zresztą w składzie swym, 
w obu izbach, jednoczył także żywioły mazowieckie, nie mógł się pod- 
jąć pracy przygotowania same;;o projektu. Było to zadanie nazbyt 
obszerne, i nie takie, dla którego możnaby tu było znaleźć i czas po- 
trzebny i grunt stosowny. Gdyby zresztą pod tym względem istniały 
jakie wątpliwości, byłoby je rozwiało doświadczenie, jakie w tej mierze 
zebrano co do wlokącej się już od dłuższego szeregu lat, a wtedy je- 
szcze nieukończonej sprawy korrektury praw koronnych. Trzeba było 
zatem złożenie projektu zlecić jakiemuś innemu czynnikowi, poza obrę- 
bem sejmu walnego stojącemu. Nikt lepiej nie nadawał się do tego. 
jak sejm mazowiecki sądowy: jednoczył on w swym składzie dostoj- 
ników, urzędników i posłów mazowieckich, z miejscowem prawem naj- 
lepiej obznajomionych; przytem, spełniając zdawna wyższe sądownictwo 
ziemskie, stykał on się z niem ciągle w żywem jego zastosowaniu. 
Informacya, udzielona przezeń sejmowi walnemu, w kształcie odpowie- 
dnio ułożonego projektu, choć na zewnątrz nie miała mocy wiążącej, 
była przecież sama w sobie bardzo pożądaną, mogła nawet na wewnątrz 
cieszyć się wielką powagą. W każdym razie jednak nie był sejm ma- 
zowiecki jedynem, jakie się pomyśleć dało, źródłem informacyi. Ani 



204 OSWALD BALZER. 

on sam nie miał wyłącznego na to przywileju, ani sejm walny nie 
miał obowiązku szukać jej u niego wyłącznie. Mógł i miał prawo 
szukać jej także gdzieindziej, gdzie się ją spodziewał znaleźć dobrą 
i trafną; w zasadzie byłby mógł nawet sięgnąć wyłącznie do innego 
źródła, z zupełnem pominięciem sejmu mazowieckiego. Taką właśnie 
drogą postępowano już od lat kilkunastu w Koronie, w sprawie przy- 
gotowywanej tamże od dawna kodyfikacyi prawa polskiego. I tam zamie- 
rzono oprzeć Korrekturę nie tylko na dawniejszych statutach, ale także 
na wytworzonem zdawna prawie zwyczaj o wem; i tam zakrzątano się 
gorliwie około zebrania prawa zwyczajowego w każdem województwie, 
ażeby potem spisy tegoż prawa przedłożyć do zużytkowania korrekto- 
rom, a przez nich, w opracowanym ostatecznie projekcie kodeksu, sej- 
mowi walnemu Ale w Koronie zadanie zebrania praw zwyczajowych 
nie zostało zleconem żadnemu ciału zbiorowemu, choć i tutaj byłyby 
się znalazły organy, do takiej pracy stosowne i odpowiednie, n. p. wiece, 
sprawujące wyższe sądownictwo ziemskie, z miejscowych dostojników 
i urzędników złożone; zadanie to poruczono tutaj wojewodom poszcze- 
gólnych ziem, wychodząc z zapatrywania, że jako pierwsi dostojnicy, 
a zarazem przewodniczący wieców, sami zdołają ustalić obowiązujące 
zwyczaje prawne. O tem zebraniu praw zwyczajowych przez woje- 
wodów koronnych wspominają liczne współczesne listy i mandaty kró- 
lewskie ^); zarządza je statut sejmowy z r. 1520 *), a co uwagi godniej- 
sza, to samo zarządzenie powtarza statut sejmu z r. 1532 % tego sa- 
mego sejmu, na którym toczyła się sprawa zatwierdzenia Statutu 
mazowieckiego pierwszego. Mógł tedy król i sejm, idąc tu za wzorem, 
stosowanym w Koronie, również i przy dokonaniu kodyfikacyi mazo- 
wieckiej, korzystać z informacyj wojewody mazowieckiego, uzup^ia- 
jacy eh projekt sejmu tamtejszego; tym zaś wojewodą, a zarazem wi- 
cesgerentem królewskim na Mazowszu był wtedy właśnie — Prażmo- 
wski. Bezwzględnie rzecz biorąc, moźnaby sobie nawet zadać pytanie, 
czy Praźmowski nie był do tego powołanym bardziej, niż którykolwiek 
inny wojewoda koronny co do zwyczajów swojej ziemi; przypominamy 
wiadomy szczegół o sumiennem pełnieniu funkcyj sędziowskich, jaki 
o nim przekazały źródła. W tem leży zasadnicze wyjaśnienie jego 
współudziału w tej sprawie. Moźnaby tu poruszyć jeszcze pewien 
wzgląd praktyczny. Nie należy zapominać, że sejm mazowiecki z r. 1531 



') Por. piBma z r. 1513, 1514, 1521, 1526 i 1527. Acta Tomic. n. nr. 158. 
in. nr. 6. VI. nr. 1. VI1L nr. 7. IX. nr. 76. 283. 
») Vol. leg. I. 393. 
^ Ibid. I. 600. 



STATUT MAZOWIECKI PIIBRWSZY 205 

dokonał pracy złożenia projektu bardzo pospieszie, w ciągu dni kilku- 
nastu; że skutkiem tego nie było tu rękojmi nie tylko zupełnego wy- 
czerpania przedmiotu, ale brakowało nawet pewności, czy nie pominięto 
jakichś przepisów ważnych, aktualne znaczenie przedstawiających, w za- 
mierzonym Statucie istotnie potrzebnych. Wszakże sam sejm warszawski 
przy końcu swojego projektu zastrzegł, iż utrzymuje na przyszłość 
w mocy inne statuty i zwyczaje, których dla krótkości czasu zebrać 
i spisać nie było można *). Co z tych pominiętych statutów i zwy- 
czajów na szczególne jeszcze zasługiwało podniesienie, na to mógł 
snadno królowi i sejmowi walnemu zwrócić uwagę — wojewoda ma- 
zowiecki 

Bozważmy wreszcie, w jakim zakresie Prażmowski zrobił użytek 
z przysługującego mu prawa; na czem polegały lub polegać mogły jego 
uzupełnienia, przynajmniej te, z których Mazowszanie później byli nie- 
zadowoleni? Pamiętając o tem, że już w r. 1540 wydany został Sta- 
tut drugi, który widocznie miał na celu usunąć to, co Mazowszanom 
wadziło w Statucie pierwszym, musielibyśmy, biorąc rzecz ogólnie, 
zwrócić uwagę na te artykuły, które w Statucie drugim zostały co do 
treści zmienione, jako też te, które w nim zupełnie opuszczono. 
Pierwszych, jak wiadomo, jest 77, drugich 8 we właściwym tekście, 
a ponadto, jako część dodatkowa, statut o rrężobójcach, na 10 artyku- 
łów rozłożony *). Co do grupy pierwszej zachowanie Prażmowskiego 
polegałoby na tem, iż tekst pewnych artykułów, przez sejm mazowie- 
cki z r. 1531 uchwalonych, samowolnie zmienił; co do grupy drugiej 
na tem, iż pewne postanowienia, przez sejm wcale nieuch walone, sa- 
mowolnie dodał. Zwrócić tedy musimy uwagę na to, że zarówno Po- 
stulaty mazowieckie, jako też Legacya sejmowa z r. 1534, jakkolwiek 
w niczem nie oszczędzają Prażmowskiego, nie zarzucają mu przecież, 
iżby w czemkolwiek spaczył myśl uchwalonych przez Mazowszan arty- 
kułów, a więc, jakoby poczynił w nich jakiekolwiek zmiany; pierwsza 
z nich mówi tylko ogólnie o niektórych artykułach na szkodę szlachty 
dodanych*); druga wymienia szczególnie statut o mężobójcach, jako 
też inne artykuły przydane*). Nie można wątpić, że gdyby wina 



^) Omnes alias consaetadineB, pririle^ia et articolos terrestres.... qnafl.... ob tam 
breye tempas conyentioniB istins coiligere et conecribere non poterant, in Wgore sno et 
robore perpetno resenrayeront. Art. 248. 

*) Por. Btr. 179. 

") In qao statato.... continentar nonnalli articnli in grayamen et praeindiciam 
totioa nobilitatis. Qno8 articulos olim dominuB palatinuB.... imposnit. Bpis 
C a a r t. (Acta Tomic.) nr. 272 str. 286. 

*) Statntam illud (do homicidiis) .... neqae de volantate ant sententia ipsoram 



206 OSWALD BALZER. 

Prażmowskiego, w rozumieniu Mazowszan, była sięgała dalej, nie by- 
liby mu oszczędzili najcięższego zarzutu, t. j. świadomego przekręcenia 
istotnie już objawionej i w projekcie wyrażonej woli; z tym zarzutem 
jednak, mimo wszystko, przeciw niemu nie występują. Tak więc w do- 
chodzeniu pytania, co jest samoistnym dodatkiem Prażmowskiego, mu- 
simy się f>graniczyć wyłącznie do grupy drugiej, t. j do artykułów, 
które w Statucie drugim opuszczona. 

Spotykamy tu, jak już wspomniano, przede wszy stkiem 8 artyku- 
łów, należących do właściwego tekstu Statutu pierwszego. Dwa z nich 
(art. 97 i 98) zawierają przepisy o sposobie graniczenia dóbr królew- 
skich od szlacheckich, oba, jak z samej ich treści wynika, oparte na sta- 
rodawnym zwyczaju, zatem takie, których utrzymanie na przyszłość 
orzekała w zasadzie końcowa klauzula generalna Statutu, potwierdzająca 
całe dawniejsze prawo zwyczajowe (art. 248). Co ważniejsza, jeden 
z tych artykułów wymaga przy graniczeniu obecności panującego, drugi, 
przeładowuje [)roces graniczny niedogodnym dlań formalizmem. Oba 
zniesione zostały dekretem królewskim z 29 stycznia 1532 r. ^); sam 
dekret zaś nie pozostawia wątpliwości, dla czego się to stało: oto dla 
tego, że przewód taki zarówno dla króla, jak i dla jego skarbu był 
uciążliwym % Oba te artykuł j^ nie mogły zatem w niczem wadzić Ma- 
zowFzanom, owszem miały dla nich nawet pewną wartość, podnosząc 
znaczenie ceremoniału granicznego^ jako też utrudniając dowód granic 
dóbr królewskich, na korzyść stanu szlacheckiego. Nie na tem więc 
chyba polegały dodatki Prażmowskiego, na które się uskarżano w r. 1534 

per dominum olim palatinuin... insertam esse, ut ot pleraqne alia per 
ipRnm a 8 8 u t a. K p i s Czart. nr. 272 str. 275. 

^) Mam ta na mjśli pr2epi8, wydrukowany w Statacie drugim p. t. De bonis re- 
galibus limitiindis. Bandtkie, lus Pol. 417. Zewnętrznie nie jest on tu wyróżniony 
jako osobny dekret królewski ; nie ma tei w nim nmieszczonej daty, pod któr^ został 
wydany. Widocznie jednak nie należy on do wła&ciwogo tekstu Statutu dmgiogo, 
jest bowiem stamti^d wyleczony, a mianowicie znajduje się już nawet po końcowej 
klauzuli tegoż Statutu o otrzymaniu wszystkich dawniejszych ustaw i zwyczajów ma- 
zowieckich. (Ibid. 414). Z tego wypływa, że zawdzięcza swoje powstanie osobnemu 
aktowi ustawodawczemu. Poni''waż zaś bezpośrednio przed nim zamieszczono tu dwa 
dekrety królewskie z 29 stycznia 1532 r., a bezpośrednio po nim nie następuje joż nic, 
jak tylko zgrupowany w osobną całość zbiór statutów mazowieckich średniowiecznych, 
przeto słuszna przypuścić, że także i ów przepis o graniczeniu dóbr królewskich wy- 
dany został jako osobny dekret, równocześnie z dwa innymi dekretami królewskimi 
z 2d stycznia 1532 r., do których go tu bezpośrednio przyłączono. Opuszczono tylko 
formułkę wstępną i końcową, może dla tego, że je dwa razy przedtem powtórzono; 
skutkiem czego sam przepis wygląda pozornie jakoby artykuł statutowy. 

') Nonnihil nobis et fisco nostro damni allatura esse yidebatur. Bandtkie, 
ins Pol. 417. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 207 

Dwa inne artykuły dotyczą stosunków kmiecych: jeden z nich stanowi, 
że kmieć, wydający córkę poza granice Mazowsza, winien panu, według 
starego zwyczaju, zapłacić jeden wiardunek kunnego (art. 121); druo-i 
przepisuje, że szlachcic, jeśli był pomocnikiem w zabójstwie kmiecia 
lub w ogóle nieszlachcica, nie ma być pociąganym do odpowiedzialności 
sądowej, jeno tylko sprawca główny (art. 159). Oba postanowienia 
przestrzegają ściśle interesów szlachty przeciw ludności poddańczej, 
i to po części w granicach zbyt daleko zakreślonych; ale właśnie 
dla tego oba nie mogły stanowić przedmiotu zgorszenia dla posłów 
szlacheckich, zwłaszcza przy ułożeniu Statutu drugiego, którego doko- 
nano właśnie pod hasłem większego jeszcze ścieśnienia praw ludności 
włościańskiej, aniżeli to uczynił Statut pierwszy. Tak więc i do tych 
dwu artykułów nie odnoszą się chyba zarzuty Mazowszan. podniesione 
przeciw Praźmowskiemu na sejmie piotrkowskim. Jest rzeczą najpra- 
wdopodobniej szą, że jak tamte, tak też i niniejsze dwa artykuły umie- 
szczono w Statucie pierwszym wprost z woli sejmu mazowieckiego 
z r. 1531 ; jeśli je zaś w redakcyi drugiej opuszczono, to tylko dla tego, 
że ostatni był krzycząco niesprawiedliwym, a pierwszy, jak się tego 
już domyślano, dla tego, że przedstawiał podrzędne znaczenie; podobnie 
jak dwa inne, na wstępie wymienione artykuły o graniczeniu dóbr kró- 
lewskich, dla tego nie weszły do Statutu drugiego, iż zniósł je dekret 
z r. 1532. Dwa dalsze artykuły określają stosunki prawne kobiet do 
nieruchomości, i to w sposób wielce dla nich korzystny: jeden stanowi, 
że córki po śmierci ojca, pokąd za mąż nie wyjdą, nie mogą być z dóbr 
ruszane przez braci (art. 80); inny, że kobieta, której ojciec na dobrach 
zapisał pewną sumę, nie może być z nich skupioną na zasadzie t. z. 
taksy ziemskiej (t. j. na podstawie oszacowania, dokonanego przez 
krewnych i sąd), jeno tylko przez spłatę całkowitej, przez ojca zapisa- 
nej wartości pieniężnej (art. 163). Oba te artykuły, gdyby je nawet 
był dodał Prażmowski, odpowiadały chyba zamiarom większości sejmu- 
jących z r. 1531, skoro na ówczesnym sejmie mazowieckim większość 
ta oświadczyła się także za rozszerzeniem praw kobiet przy dziedzi- 
czeniu nieruchomości ^). Nie jest zresztą wykluczonem przypuszczenie. 
że i owe artykuły weszły do pierwotnego tekstu projektu, uchwalo- 
nego r. 1531, że zatem nie są dodatkiem Praźmowskiego; jeżeli bowiem 
większość, uznająca szersze prawa kobiet, nie mogła się zgodzić z mniej- 
szością co do rzeczy najważniejszej i najdalej idącej, t. j. dziedziczenia 
kobiet w dobrach nieruchomych, i z tego powodu odnośnego postano- 
wienia w sam tekst Statutu nie wprowadziła, to jednak co do pytań 



*) Por. Btr. 202. 



208 OSWALD BALZKR. 

bądź co bądi podrzędniejszych, znaczeniem swojem tak daleko nie się- 
gających, jak pytania w art. 80 i 163 rozstrzygnięte, mogła doprowa- 
dzić do zgody, a przeto też i odnośne postanowienia w projekcie za- 
mieścić. Art. 238, opuszczony w Statucie drugim, stanowi, że pozwany 
o zwrot dóbr nieruchomych, jeśli się zasłoni zarzutem, iż posiada je 
po ojcu, dziadach i pradziadach, przez czas dawności ziemskiej, ma 
prawo twierdzenie to udowodnić pełnymi świadkami, a w takim razie 
wychodzi zwycięsko z procesu ^). Zawarty tu przepis, zarówno o stro- 
nie dowodzącej, jak i o skutkach przeprowadzonego dowodu, jest 
tylko przypomnieniem elementarnej zasady mazowieckiego 2), jako też 
w ogóle polskiego przewodu sądowego, jakiej tu przestrzegano zarówno 
przedtem jak i później; w samym tekście artykułu wyraźnie też za- 
znaczono, iż jest on wzięty z prawa zwyczajowego. I ten więc przepis, 
gdybyśmy nawet przyjęli, że go dodał Prażmowski, nie mógł później 
stać sig kamieniem obrazy dla Mazowszan; jego pominięcie w Statucie 
drugim dałoby się usprawiedliwić wprost przypuszczeniem, iż nie chciano 
tu powtarzać myśli, wyrażonej w ten sam sposób w całym szeregu in- 
nych szczegółowych postanowień tegoż Statutu 3). Ostatni wreszcie 
z należących tu artykułów (221) stanowi, jakie opłaty należą się pod- 
komorzemu za jego czynności urzędowe: jeżeli jedna strona zawezwała 
go do dokonania wizy i, winna mu zapłacić kopę groszy; jeśli obie to 
uczyniły, każda płaci po kopie *). Nie mamy podstaw źródłowych do 



') ArŁyknł ten, nieuws^lędniony w ostatniej pracy o Statucie pierwszym, przy- 
taczamy tu w pełnem brzmienia: De praescriptione patrimonii. Si ąais 
citaYorit pro possessione et tenuta aIiquomm bonorum, alle^ans ista bona ease propria, 
et iura super eadem bona produzerit, ci tatuś Tero eadem bona sua patrimonium suum 
in responsione nominaverit, asserens ea tenere et pacifice possidere post patrem, arum, 
praeayum et ultra post praedecessores suos iure naturalis successionis et le^time tan- 
qaam rerum patrimonium suum, qui semper fuerunt in continua et pacifica possessione 
dictorum bonorum absąue omni impedimento et inqaietatione actoris et eius anteces- 
sorum, in quibu8 bonis praescriptionem terrestrem satis longo tempore retinuerit, iudi- 
ci om in tali casu decemere debet citato plenis testibus supportare suam possessionem 
et praescriptionem terrestrem iuzta responsionem, quod ipsa tenet ex praearo, avo, 
patre in pacifica possessione; qua probata actori silencium, et citato pax perpetua 
(w rękop. błędnie: pacem perpetuam) pro eisdem bonis iadicialiter imponi debet inzta 
consuetudinem terrae. Metr. kor. t. I. fol. 104. 

') Por. Schoennet, Dowód ze świadków w prawie mazowieckiem 33 n. 

«) Ibid. 33 n. 

*) I ten artykuł, pominięty w ostatniej pracy o Statucie pierwszym, podajemy 
tu w caIo6ci: Pretium succamerarii a risione. Quando succamerarius capitalis 
alicuius terrae recipitur per aliqaem ez iure ad yisionem pro aliqua haereditate, se- 
zagenam grossorum pretii habere debet ab eo, qui eum recipit et oonducit. Si [ab] ntra- 
que parte recipitur, ntraqne pars unam sezagenam sibi solyere debet et non plus. 
Metr. kor. t. I. fol. 100. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 209 

porównania, jakiemi były przedtem i potem taksy podkomorskie za 
„widzenie^; z tekstu artykułu, zastrzegającego, że ponad wymienione 
powyżej należytości podkomorzy więcej pobierać nie powinien, wy- 
nika jednak niewątpliwie, że w przepisie tym mamy albo zniżenie da- 
wniejszej taksy, albo przynajmiej wyraźne jej ustalenie, zmierzające 
do usunięcia nadużyć, jakicb się tu może dopuszczali podkomorzowie. 
W jednym i drugim wypadku przepis taki mógł być tylko pożądanym 
dla szlachty, ułatwiając jej dochodzenie prawa w sporach granicznych. 
Dlatego przyjąć możemy, że i ten artykuł uchwalony został przez 
sejm mazowiecki z r. 1531, a nie jest dodatkiem Prażmowskiego; 
gdyby zaś nim nawet był, to, pomijając nawet drobnostkowość sprawy, 
i biorąc wzgląd na sarnę treść postanowienia, przyznamy, że Mazowsza- 
nie nie mieliby żadnego powodu występować później przeciw niemu. 

Jedynym dodatkiem, co do którego na pewno da się powiedzieć, 
że pochodzi od Prażmowskiego, i którego nie zawierał pierwotny pro- 
jekt Statutu^ uchwalony r. 1531, jest statut o mężobójcach, ks. Janu- 
sza m mazowieckiego z r. 1525, umieszczony tu w potwierdzeniu 
Zygmunta I z 29 stycznia 1532 r. Że statut ten został później do- 
dany, podnosi przedewszystkiem wyraźnie przytoczony poprzednio 
ustęp Łegacyi sejmowej z r. 1534 ^). Pewniejszą jeszcze wskazówkę 
podaje miejsce jako też forma, w jakiej go tu zamieszczono. Przede- 
wszystkiem znajduje się on na samym końcu całego kodeksu, a więc 
w miejscu dla siebie niewłaściwem, wszystkie bowiem statuty dawniej- 
szych książąt mazowieckich, w liczbie 25. jakie na przyszłość utrzymać 
chciano, podano w kodeksie na jego czele; nie można wątpić, że gdyby 
i ten statut, według pierwotnego zamiaru Mazowszan, miał był wejść 
w skład kodeksu, byłby się znalazł w jego części początkowej, pośród 
innych statutów dawniejszych. Powtóre: żaden ze statutów książęcych 
nie jest zaopatrzony formułką ratyfikacyjną króla, z jedynym wyjąt- 
kiem niniejszego statutu o mężobójcach; dowodzi to, że dostał się 
w skład kodeksu w odmiennych warunkach, aniżeli tamte. Wreszcie 
następuje on w kodeksie po artykule (248), który, powołując się na 
wszystkie poprzednio tu zamieszczone statuty i zwyczaje, dodaje klau- 
zulę ogólną o utrzymaniu na przyszłość wszystkich innych, wyraźnie 
niepodanych statutów i zwyczajów: z samej treści artykułu tego wy- 
nika, iż w pierwotnym projekcie musiał być ostatnim, i że to. co po 
nim w kodeksie następuje, jest dodatkiem późniejszym. 

Rozważmy pobudki, które na zamieszczenie tego dodatku wpły- 
nąć mogły. I^ypomnieć winniśmy, że w czasach Zygmunta I warunki 

*) Por. str. 189 i tamże pnjp. 1. 2. 

Busprawy Wjrds. blit fllos. T. XŁ. 14 



210 OSWALD BALZER. 

i rękojmie bezpieczeństwa życia i mienia ułożyły się w całej Polsce 
nad wyraz niekorzystnie. Przyczyniło się do tego pewne rozkiełzanie 
obyczajów i rosnąca samowola szlachty, z drugiej zaś strony upadek 
najwyższego sądownictwa, skutkiem wadliwego ustroju, jaki mu jeszcze 
w wiekach średnich nadano ^). Szczególnie zagnieździły się męźo- 
bójstwa, wzruszając do najgłębszych podstaw porządek społeczny 
w kraju ^). Nasuwała się myśl, sama przez się, ażeby takiemu stanowi 
rzeczy zapobiec przez stosowne przepisy ustawodawcze, a mianowicie 
przez zaostrzenie kar na mężobójców, jako też przez sprężyste wyko- 
nywanie wydanych w tej mierze postanowień przeciw winnym. Osta- 
tnia z ustaw dawniejszych, przedmiotowi temu poświęconych, uczyniła 
już po części zadość temu zadaniu. Statut z r. 1496 podniósł głów- 
szczyznę szlachecką do 120 grz., polecił męźobójców karać wieżą jednego 
roku i sześciu niedziel, zarządził wreszcie, iż obwiniony o mężobójstwo, 
gdyby uciekł z królestwa, podlegać ma karze infamii *). Ale i te 
środki nie wystarczały jeszcze. Kiedy po objęciu rządów przez Zy- 
gmunta I, w trzech pierwszych latach jego panowania, mężobójstwa 
mimo to w zastraszający sposób szerzyć się poczty, zwrócił król ba- 
czną na tę sprawę uwagę i postanowił zapobiec złemu przez stosowne 
zaostrzenie przepisów ustawowych. Po raz pierwszy na sejmie piotr- 
kowskim z r. 1510 udało mu się przeprzeć ustawę, przedmiotu tego 
dotyczącą, która była znakomitą reformą statutu z r. 1496. Utrzymała 
ona nie tylko oznaczoną poprzednio główszczyznę i karę wieży; zarzą- 
dziła ponadto, iż o każdym wypadku mężobójstwa starostowie miej- 
scowi winni natychmiast donosić królowi, pod wysoką grzywną pie- 
niężną lub utratą urzędu; a zarazem postanowiła, iż na takie zawia- 
domienie sąd królewski wezwie winnego do odpowiedzialności; zerwała 
zatem stanowczo z zasadą oskarżenia prywatnego; orzekła następnie, 
iż rodzina zabitego ma otrzymać dobra mężobójcy w zastaw, póki 
główszczyzny nie zapłaci, a gdyby dobra na to nie wystarczały, pole- 
ciła winnego więzić aż do zadośćuczynienia, chociażby ponad ustawowy 
termin kary; postanowiła wreszcie, że kara konfiskaty dóbr co do osia- 
dłych, a infamii co do nieosiadłych, ma być stosowaną nie tylko wobec 
tych, którzy uciekli z królestwa, ale w ogóle wobec wszystkich 
którzy na pozew sądowy nie staną przed królem ^). Zapoczątko- 
wana przez króla akcya zanadto się usprawiedliwiała sama przez 
się, ażeby ktokolwiek odważył się był wystąpić przeciw niej otwarcie 

^) Por. Bal 2 er, Geneza trjban. koron. 93 n. 104 n. 

*) Jui statat piotrkowski z r. 1510 podnosi: Homicidia.... in Beg^o nostro ino> 
lererant. Vol. leg. I. 370. 
») Ibid. L 274 
*) Ibid. 1. 370. 371. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 211 

i stanowczo; niemniej przeto, godząc surowo w dwa najcenniejsze klej- 
noty szlacheckie, wolność osobistą i własność ziemską, nie była pozba- 
wioną pewnych stron drażliwych dla tego stann, nawet pośród naj- 
przedniejszych jego przedstawicieli — na sejmie. To też, nie odrzucając 
wniosków królewskich, i godząc się na nie w zasadzie, próbowano 
przynajmniej osłabić ich doniosłość, przyjmując odnośne postanowienia 
tylko na pewien, z góry określony, krótki przeciąg czasu, jakoby za- 
rządzenie wyjątkowe, w niezwykłych stosunkach wydane; poczem miały 
odzyskać moc obowiązującą dawniejsze, łagodniejsze przepisy. Statut 
z r. 1510 uchwalony został tylko na przeciąg pięciu lat Nie zraziło 
to króla w niczem; otwarty, stanowczy orędownik ładu i porządku 
w państwie, nie złożył broni w wypowiedzianej raz temu występkowi 
walce, i przez długi czas swoich rządów z rzadką wytrwałością pro- 
wadził ją bez ustanku. Stąd na wielu późniejszych sejmach sprawa 
mężobójstw wraca na porządek dzienny obrad; treść postanowień, jakie 
przy tej sposobności zapadały, wskazuje, iż król ciągle walczyć musiał 
z ukrytym oporem sejmujących: zrazu przedłużano moc obowiązującą 
statutu z r. 1510 na coraz mniejsze okresy czasu czterech, trzech 
i jednego roku (1523, 1532, 1538) ^), aż wreszcie r. 1539 wyraźnie 
nznano, iź statut ten jest za surowy, i przyzwolono tylko na odnowienie 
statutu z r. 1496; podobnież postanowił także i późniejszy sejm z r. 1543 *) 
Z tem większą usilnością popierał król sprawę tę poza sejmem, przez 
samoistne rozporządzenia edyktowe, niewiązany małostkowymi skrupu- 
łami przedstawicieli szlachty; przyczem nie ograniczał się tylko do po- 
leceń wydawanych starostom, aby uchwał sejmowych ściśle przestrzegali, 
ale niejednokrotnie, kiedy na sejmie nie zapadła odnośna uchwała, sa- 
modzielnie przedłużał na pewien przeciąg lat moc obowiązującą statutu 
z r. 1510, albo (później) statutu z r. 1496. Takich edyktów królew- 
skich przeciw mężobójcom z całego okresu rządów tego władcy, znamy 
ilość bardzo wielką, dwa z r. 1510 ^), jeden z r. 1512 ^), dwa z r. 1524 % 
i po jednym z lat 1532 «), 1535 ^ i 1540 ®). Doliczywszy tu nieustanne 
nawoływania króla w legacyach sejmikowych przed każdym niemal 
sejmem walnym, szczególnie w drugiej połowie jego panowania *), wzy- 

') Yol. leg. I. 402. 609. 582. 

^ Ibid. L &49. 573. 

') Metr. kor. t. 24. fol. 465; Acta Tomic. I. nr. 86. 

*) Castr. Chęcin, t. 3. fol. 17. 

') Ibid. t 3. fol. 237; Metr. kor. t. 36. str. 868. 

^ Metr. kor. t. 47. fol. 370. 

O Terr. Beli. t 9. str. 1136. 

") Ibid. t 10. Btr. 50. 

*) Acta Tomic. I. — X. pata.; Metr. kor. pasi. 

14* 



212 



OSWAIiD BALZER. 



wające do obmyślenia środków na poskromienie mężobójstw, będziemy 
mieli, w samej ilości przywiedzionych tu szczegółów, jako też w samym 
fakcie tak częstego ich powtarzania się, wymowny dowód na to, jak 
bardzo sprawa ta leżała królowi na sercu, i jak statecznie, gorliwie 
i wytrwale zmierzał on do pomyślnego jej załatwienia. 

Spostrzeżenia powyższe tłómaczą same przez się, że także i na 
Mazowszu, po przyłączeniu tej ziemi do Polski, polityka królewska 
zmierzać musiała do osiągnięcia tych samych celów, jakie sobie co do 
niniejszej sprawy założyła w Koronie. Nie było lepszej po temu spo- 
sobności, jak właśnie w owej chwili, kiedy miało przyjśó do zatwier- 
dzenia Statutu mazowieckiego pierwszego, kodeksu praw sądowych, 
zatem także prawa karnego, który miał tutaj na przyszłość uzyskać 
moc obowiązującą. Osobne załatwienie tej sprawy stawało się tu tern 
potrzebniej szem, że to, co projekt Statutu w przedmiocie niniejszym 
postanawiał, było już zgoła niewystarczającem. Postanowienia o męża- 
bójstwach, rozrzucone zarówno w dołączonych 25 statutach dawniej- 
szych książąt, jako też w kilku artykułach właściwego tekstu (art. 119. 
157. 159. 162. 166. 187. 188. 225. 226) obracały się wszystkie jeszcze 
w granicach wyobrażeń średniowiecznych, pojmujących tę zbrodnię jako 
występek prywatny, i określały dla tego tylko różne wysokości głów- 
szczyzn, albo też urządzały starożytny ceremoniał wróżby i pokory. 
Niedostawało przepisu, który, chociażby tylko w tych rozmiarach, jak 
statut koronny z r. 1496, byłby tu wprowadził elementy prawno-publi- 
czne. Zatwierdzenie projektu w tym kształcie, w jakim został po- 
dany, byłoby zatem mogło sprowadzić najgorsze następstwa; byłoby 
pośredniem zapewnieniem daleko sięgającej bezkarności mężobójcom. 
Trzeba było koniecznie dodać tu jakieś przepisy, któreby sprawę ni- 
niejszą przystosowały o ile możności do wzorów koronnych, a przez to 
też w pojmowaniu samego występku wysunęły naprzód moment publi- 
czno-prawny. Gdyby dla tych przepisów udało się znaleźć jaką pod- 
stawę w dawniej szem ustawodawstwie mazowieckiem, najważniejsze 
trudności formalne byłyby usunięte; boć przecie cała niniejsza akcya 
kodyfikacyjna dokonywała się pod hasłem utrzymania dawnego, rodzi- 
mego prawa mazowieckiego. Na szczęście, podstawa taka znalazła się; 
dostarczył jej wzmiankowany statut o mężobójcach, wydany przez ks. 
Janusza III r. 1525. Statut ten podwoił dawniejszą główszczyznę* szla- 
checką z 48 na 96 kop groszy, nałożył na mężobójców jednoroczną 
karę wieży, co do niejawiących się pozwanych zarządził konfiskatę 
dóbr; co do tych, których majątek nie starczy na zapłatę głowszczyzny 
lub którzy w ogóle majątku nie posiadają, postanowił, iż na żądanie 
pokrzywdzonej rodziny mają być karani gardłem; przydał zarazem 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 2 13 

postanowienie, że układ, zawarty później z rodziną zabitego, nie znosi 
kary wieży i konfiskaty majątkn; różne rodzaje krewnobójstwa obłożył 
nie tylko konfiskatą, ale też zaostrzoną karą śmierci; wreszcie starostom, 
pod wysokiemi grzywnami pieniężnemi, snrowe postępowanie przeciw 
mężobójcom zalecił ^). Niewątpliwym wzorem, na którym się ta ustawa 
oparła, był statut koronny z r. 1510; w niektórych wymiarach kary 
posunęła się ona wszelako jeszcze dalej od samego wzoru. Łatwo tedy 
zrozumieć, że, jak w Koronie samej statut z r. 1510 nie cieszył się 
popularnością, tak też tem bardziej na Mazowszu surowe przepisy 
ustawy z r. 1525 spotkać się musiały z niezadowoleniem i oporem. 
To też już r. 1526, po śmierci Janusza, za krótkotrwałych rządów 
księżniczki Anny, szlachta mazowiecka cofnęła całą ustawę. Niemniej 
przeto sam fakt jej wydania stworzył ważny precedens, do którego 
obecnie odwołać się mógł Zygmunt: statut ten, w ponownem zatwierdze- 
niu królewskiem, mógł być przywrócony napowrót jako prawo obo- 
wiązujące. 

Otóż i geneza dodatku owego w Statucie mazowieckim pierwszym. 
Byłoby rzeczą próżną i bezcelową dochodzić, czy pierwsza pobudka do 
tego uzup^nienia wysda wprost od króla, który skłonił Prażmowskiego 
do wydobycia aktu z zapomnienia i przyłączenia go do Statutu, czy 
też naodwrót sam Praimowski zwrócił mu nań pierwszy uwagę, i zna- 
j^ j^?^ dążności, podsunął myśl zatwierdzenia Januszowego statutu. 
W jednym i drugim wypadku szedł on tu królowi na rękę, służąc 
zarazem idei ładu i porządku spc^ecznego w swej ziemi. Godzi się 
okoliczność tę zapisać na tem miejscu; jedyny to dodatek, jaki na 
pewno da się przypisać współdziałaniu Prażmowskiego, rzuca bowiem 
jaskrawe światło na rozjaśnienie kwestyi, jakiemi pobudkami wojewoda 
mógł się kierować w swoich uzupełnieniach projektu z r. 1531. 

Zapytajmy jednak ostatecznie: w jakichkolwiek rozmiarach Pra- 
żmowski poczynił tu dodatki, czy było ich więcej, czy tylko ten jeden, 
niewątpliwy, czyż możliwą było rzeczą, ażeby je mógł przyjąć sejm 
walny ? I, jeżeli sam projekt, jaki sejmowi przedłożono, był niezupełny 
z powodu spalenia się kilku seksternów, jeżeli nawet w redakcyi tego, 
co ocalało, nie wszystko odpowiadało rzeczywistej woli Mazowszan, 
czy taki projekt mógł tu być uchwalonym? Jeżeli bowiem poprzednio 
stwierdzić mogliśmy, iż cały punkt ciężkości akcyi ustawodawczej nie 
tkwił w sejmie mazowieckim, ale w sejmie walnym, to z drugiej strony 
nie należy zapominać o tem, że Mazowsze miało tu także swoich przed- 
stawicieli, zarówno w senacie, jak i w izbie poselskiej. Trzeba też 



*) Por. Dodatek III. 



214 OSWALD BALZER. 

pamiętać o tern, że wchodzący tu dostojnicy-senatorowie jako też po- 
słowie mazowieccy, to byli ci sami, którzy należeli do sejmu mazowie- 
ckiego, i to niemal ogół jego crionków, bo wszyscy, którzy się i tam 
gromadzili, z odliczeniem chyba niższych urzędników ziemskich. Co 
było nieodpowiedniem i niepożądanem dla sejmu mazowieckiego, to 
mogło i musicio być takiem samem dla przedstawicieli Mazowsza na 
sejmie walnym; nie można też wątpić, że tutaj rzecz cała byłaby się 
musiała spotkać z taką samą zasadniczą opozycyą, jaką w danym wy- 
padku mógłby był stworzyć sam sejm warszawski. I jeiSliby odnośne 
protesty czy zarzuty nie miały tu znaleźć posłuchu, to musielibyśmy 
chyba przyjąć, że stanowisko przedstawicieli Mazowsza na sejmie wal- 
nym było upośledzone, albo też, że sejm ten głosami innych przedsta- 
wicieli koronnych miał możność i prawo zmajoryzowania ich jako 
mniejszości. 

Wiadomo, że ani jedna ani druga możliwość nie da się pomyśleć 
w ramach ówczesnej organizacyi sejmowej. Stanowisko senatorów i po- 
słów wszystkich ziem było równorzędnem, a zasada stanowienia ustaw 
formalną większością głosów obcą była ówczesnemu parlamentaryzmowi 
polskiemu. Owszem, nie możemy wątpić, iż przedstawiciele mazowieccy 
mieli w niniejszej sprawie głos — przedewszystkiem rozstrzygający. 
Pamiętać należy, iż ze stanowiska sejmu walnego była to sprawa par- 
tykularna, jednej tylko ziemi, nie zaś całej Korony dotycząca. 
Wprawdzie w tego rodzaju sprawach, o ile się tu rozstrzygamy, sejm 
walny — cały — miał formalnie zastrzeżony głos dla siebie. Stąd 
naprzykład tlómaczy się zaznaczony poprzednio szczegc^ o przyjęciu 
Eksceptów z r. 1577 przez cały senat koronny i całą izbę poselską ^); 
stąd także w czasach Zygmunta I wydawano niejednokrotnie ustawy 
partykularne, powołujące przyzwolenie obu pełnych izb sejmowych '). 
Ale to prawo udziału całego sejmu w sprawach partykularnych speł- 
nii^o w zasadzie jedne tylko funkcyą praktyczną; możnaby ją okre- 
ślić jako ujenmą. To znaczy: jeżeli w jakiejś zamierzonej ustawie 
pj-rtykulamej znajdowi^o się postanowienie, które czy to interesowi 
całego państwa, czy też innych ziem szkodzićby mogło, natenczas sejm 
przez odmówienie swej zgody mógł przeszkodzić dojściu do skutku ta- 
kiej ustawy. O ile względy tęgo rodzaju nie wchodziły w rachubę^ 



*) Por. tir. 197. 

^ Por. ttatat i r. 1540: Tenramin Podoliae et Rassiao nimiiiB a nobis 
petantiboB.... Noi cmn contiliariis nostrit et terrarnm Regni nostri nnn- 
tiis.... statiiimoB. A dalej: ConsiliariiB nantiitąne Maioris Poloniae terramm no- 
bla reeensentibnB.... proinde nnirersis consiliariii ^t terraram nnntiiB Be- 
gni noBtri oenBentiboB, BtatnimoB. Yol. leg. I. 662. 568. 



STATUT MAZOWIBCKI PJKRWSZY 215 

zatem o ile projekt ustawowy obracał się wyłącznie w zakresie inte- 
resów miejscowych, pozostawiano rzecz całą przedstawicielom odnośnej 
ziemi, i jeśli przytem nawet, w tekście ustawy, powoływano przyzwo- 
lenie całego sejmu, to miało to znaczenie tylko formalne. Bzeczowo — 
uchwała należała do owego szczuplejszego grona, które miało tu zupełną 
swobodę poruszania się, tak w kierunku dodatnim jak ujemnym, t. z. 
mogło uchwałę przyjąć albo ją odrzucić. Szczególnie zaś, jeśli przed- 
stawiciele miejscowi przeciwni byli pewnej ustawie dla odnośnej ziemi 
przygotowanej, żadna większość głosów sejmowych, i żadna, choćby 
z największym naciskiem objawiona wola całego sejmu, nie mogła ich 
do tego przynaglić. Dowodu dostarczają przytoczone poprzednio obrady 
nad Formuła processus z r. 1523 ^), gdzie skutkiem oporu posłów wiel- 
kopolskich kodeks ten przewodu sądowego dał się wprowadzić zrazu 
jako prawo obowiązujące tylko w Małopolsce. Dla tego w partykular- 
nych ustawach sejmu walnego powoływano też czasem wyłącznie przy- 
zwolenie samych tylko przedstawicieli miejscowych *) ; działo się to 
mianowicie często w odniesieniu do ustaw mazowieckich, jak n. p. 
w statutach z r. 1538 ») i 1543 *). 

Tak więc stwierdzona poprzednio zasada o formalnem prawie 
astawodawczem sejmu walnego, z wyłączeniem sejmu mazowieckiego, 
nie usuwa bynajmniej wątpliwości co do pytania, czy Statut pierwszy 
mógł być zatwierdzonym, jeżeli w czemkolwiek nie odpowiadał woli 
i zamiarom Mazowszan; mieli oni bowiem tutaj taką samą możność 
udaremnienia akcyi kodyfikacyjnej, jaką w przeciwnym razie byłby 
był miał sejm warszawski. Wątpliwość tę usuwa spostrzeżenie inne, 
źródłowo stwierdzić się dające: że stanowisko przedstawicieli Ma- 
zowsza woboc projektu Statutu, zajęte na sejmie walnym, który miał 
go uchwalić, było zgoła innem, aniżeli stanowisko ich wobec uchwa- 
lonego już Statutu, na jakiem stanęli w r. 1534, w znanych nam już 
Postulatach i Legacyi do króla. 

Pod datą 29 stycznia 1532 r., zatem równocześnie z trzema in- 
nymi^ omówionymi poprzednio dekretami królewskimi, w chwili, kiedy 
sprawa zatwierdzenia Statutu była właśnie na porządku dziennym obrad 
sejmowych, wyszedł inny jeszcze, czwarty z rzędu dekret Zygmunta I? 
vr przedmiocie jednania stron co do t. z. zakładów sądowych (v<id%um^ 



>) Por. str. 200. 

^ Por. n. p. statat z r. 1507: ad snpplicationem [nnntioram] terrarum Bassiao. 

Vol. leg. I. 365. 

") SammiB precibaB consiliariomm nostromm ac nuntiomm nobilitaiis dacatiu 
sea palatinatas Mazoriao permoti... eonstitnlmus et ordinamns. Ibid. L 536. 

^) Maciejowski, Uist. praw. bIow. VI. 288. n. paBsim. 



216 OSWALD BALZER. 

poena vallała). Przedmiotem tym projekt Statutu, przedłożony do za- 
twierdzenia, zajmował się na trzech miejscach. Tak mianowicie za- 
mieszczony w nim statut ks. Bolesława IV z r. 1448 ^) stanowił, że 
jeśli między stronami zwaśnionemi zakład taki przez księcia czy też 
przez sąd postanowionym zostanie, a jedna z nich dopnóci się czynu, z po- 
wodu którego zakład przepada, naó wczas, gdyby się nawet strony poje- 
dnały później między sobą nie tylko po wydaniu wyroku, ale chociażby 
nawet przedtem, zakład taki należy uiścić. Jak się statut wyraża, 
dziać się to miało dla skarcenia zuchwałości stron, a, jak tu niewątpli- 
wie uzupełnić należy, głównie i przedewszystkiem ze względów fiskal- 
nych; zakłady bowiem przypadały w całości lub w połowie na rzecz 
skarbu książęcego. Ten sam przepis powtórzył także włączony do pro- 
jektu statut zakroczymski Bolesława V z r. 1482 ^, przydając, iż za- 
sada w nim wyrażona utarła się już z dawna jako prawo zwyczajowe. 
Sam wreszcie właściwy tekst Statutu pierwszego zawarł takie samo 
postanowienie w art. 72, stwierdzając ponownie ów dawny zwyczaj. 
Otóż wspomniany dekret Zygmunta z 29 stycznia 1532 r., powołując się 
na wstawienie się senatorów jako też prośbę posłów mazowieckich '), 
a zarazem podnosząc to jako szczególną łaskę ze strony króla ^), wpro- 
wadził tu ważną reformę: orzekł mianowicie, że zakład, mimo jednania, 
ma być wprawdzie płacony, jak inne kary sądowe, jeżeli jednanie 
nastąpiło po wyroku; że jednakowoż strony wolne są od jego zapłaty, 
jeśli się pojednają przed wyrokiem sądowym. Przydał zarazem, że przez 
to znosi zwyczaj zdawna w tej ziemi przestrzegany, jako też postano- 
wienia, zawarte w przywilejach dawniejszych książąt ^), t z. odniósł 
się wyraźnie do trzech przytoczonych poprzednio miejsc Statutu i uchylił 
ich zastosowalność. 

Zarówno wyraźne wzmianki dekretu, jako też sama jego treść 
wskazują, że było to ustępstwo ze strony króla na rzecz szlachty ma- 
zowieckiej, zrzeczenie się pewnej części swoich praw fiskalnych na jej 
korzyść. Niewątpliwie zatem nie przyszło ono do skutku za pobudką 
samego króla; stało się to na żądanie Mazowszan, zarówno senatorów 
jak i posłów, o czem zresztą dekret również wyraźnie wspomina. Oko- 
liczność ta jest ważną z dwu względów: naprzód bowiem stwierdza 



') Bandtkie, los Pol. 466. 

*) Ibid. 462. 

") Ad intercessionem noBtrorom eonsiliariomm et ad petitionem nontionuD eiiu- 
dem ddcatas (Kuotim). Ibid. 416. 

^) De gratim noitra speeiali admittimiis. Ibid. 416. 

*) OoEmTiB yeteri coninetadine et priTilegils dncam HasoTiae.... probibitom erat 
i t. d. Ibid. 416. 



STATUT MAZOWIECKI PISRW8ZY 217 

poprzedni wywód, że przy dokonaniu niniejszej kod3rfikacyi brały adział 
obie izby sejmowe, chociażby tylko przez przedstawicieli miejscowych; 
powtóre zań, i o to tu przedewszystkiem chodzi, że ci sami członkowie 
sejmu mazowieckiego, którzy ułożyli projekt Statutu w r. 1531, opa- 
trzywszy się później na sejmie walnym, iż zawiera on pewne nieko- 
rzystne dla nich postanowienia, sami z żądaniem ich reformy zaraz 
wystąpili; albo, gdybyśmy tu nawet przyjęli, że ustępy owe zawdzię- 
czają swe powstanie mylnej redakcyi Popielskiego czy też dodatkom 
Prażmowskiego (co w każdym razie niepodobna byłoby odnieść do 
tekstu statutów z r. 1448 i 1482), że zaraz z miejsca przeciw temu, 
co im wadziło, wystąpili. Z tern zestawić trzeba dalszy szczegół: że 
prócz dekretu o zakładach, jako też znanego nam już dekretu o dzie- 
dziczeniu kobiet, nie dochował się żaden inny współczesny dekret kró- 
lewski, któryby projekt Statutu, w interesie i na żądanie samych Ma- 
zowszan, w czemkolwiek zmieniał lub uzupełniał. A jednak przyjąć 
musimy koniecznie, że skoro na sejmie walnym przedstawiciele mazo- 
wieccy zakrzątali się około naprawy pewnych wad projektu, jako też 
uzup^ienia jego luk, to nie mogli tej rzeczy robić połowicznie; gdyby 
zatem w projekcie nie dogadzały im jakiekolwiek inne postanowienia, 
czy to mylnie przez Popielskiego zredagowane, czy to samowolnie przez 
Prażmowskiego dodane, to byliby zażądali tak samo odpowiedniej reformy 
przez stosowny dekret królewski, jak to uczynili co do tamtych. Skoro 
dekretów takich niema, to widać, że na wszystko inne, co się w pro- 
jekcie zawierało^ dali swe przyzwolenie. I nie można tu bronić się 
przypuszczeniem, że może król wobec niektórych żądań mazowieckich 
zachował się odpornie, a przeto dekretów reformujących nie wydał; 
w takim bowiem razie Mazowszanie mieli możność, wraz z niewygo- 
dnymi dla siebie artykułami, odrzucić cały projekt Statutu; ale wtedy 
też nie byłby się był mógł pojawić, jako rzecz zupełnie bezprzedmiotowa, 
dekret królewski o zakładach, zmieniający niektóre jego przepisy. 

Zwracamy dalej uwagę na to, iż dekret o dziedziczeniu kobiet 
wyraźnie stwierdza, jako na sejmie mazowieckim z r. 1531 zgroma- 
dzeni tam dostojnicy i posłowie zgodzili się na wszystko, co się w pro- 
jekcie zawiera, z wyjątkiem jedynej sprawy, dotyczącej rzeczonego 
dziedziczenia, co do której objawiło się dwojakie zdanie ^). Przyjmijmy 
ta omyłkę po stronie króla, w granicach możliwości najdalej idącą: że 
inną po części była wola sejmujących z r. 1531, a innym, skutkiem 

^ In qao ąoidetn conirento YarschoYienBi, licet consiliarii nostri et nobilitas 
illiiu dneatiiB de aliis modii et consnetadinibas secam convenerint et 
eoBCordarerint, tamen de hac re, yidelicet de feminaram saooessione, 
neutiqaam Becufti conveiiire poterant. Bandtkie, Ioa Pol. 415. 



218 OSWALD BALZER. 

zmian Popielskiego i dodatków Praźmowskiego przedstawiał się tekst 
Statutu, przedłożony na sejmie walnym. W każdym razie przyznać 
będziemy musieli, że król, mówiąc ó treści uchwał mazowieckich 
z r. 1531, nie mógł mieć co innego na myśli, jak tylko ów tekst, jaki 
mu rzeczywiście przedłożono, jedyną piśmienną informacyą, jaką w tej 
mierze rozporządzał, zatem z owemi rzekomemi zmianami i wtrętami 
podkanclerzego i wojewody. Mówiąc zatem o zgodzie Mazowszan na 
cały projekt, miał na myśli wszystkie jego postanowienia, i to w tem 
brzmieniu, jak je tu zamieszczono. Widocznie i przedstawiciele mazo- 
wieccy, z pominięciem dwu zaznaczonych przedtem szczegółów, przyj- 
mowali podówczas ów projekt w całej rozciągłości, taki, jakim był, bez 
zarzutów; inaczej byliby królowi zwrócili uwagę na jego usterki, a wów- 
czas w dekrecie, wydanym wśród toczącej się właśnie sprawy przy- 
jęcia Statutu, w obecności tych, którzy sprawą tą bezpośrednio byli 
interesowani, i każdej chwili mogli dać świadectwo prawdzie, nie byłby 
się był mógł znaleźć przytoczony ustęp — niezgodny z rzeczywistym 
stanem rzeczy. 

Najbardziej znamiennym jest szczegół, przechowany w dekrecie 
przeciw mężobójcom. W potwierdzeniu z 29 stycznia 1532 r., dekre- 
towi temu udzielonem, oświadcza król, że stało się to na żądanie Pra- 
źmowskiego, jako też innych senatorów i posłów mazowieckich ^). Jeżeli 
tedy, w zupełnej sprzeczności do tych słów, na sejmie z r. 1534 po- 
słowie mazowieccy twierdzili, że ustawa o mężobójcach właśnie wbrew 
ich woli została do Statutu wcielona, to trzeba powiedzieć, że ktoś tu, 
świadomie czy nieświadomie — rozminął się z prawdą. I żeby nie 
badać wewnętrznych znamion wiarogodności, a ograniczyć się tylko 
do zewnętrznej strony całej sprawy, zapytujemy: kto snadniej mógł 
zboczyć od prawdy, czy król, który dekret swój wydawał na sejmie, 
obradującym właśnie nad sankcyą Statutu, w obecności tych, którzy 
najlepiej o przebiegu sprawy wiedzieli, czy też posłowie mazowieccy 
z r. 1534, w części, jeżeli nie przeważnie inni, aniżeli ci, którzy 
Statut przyjęli, po upływie dwu lat, kiedy szczegóły obrad łatwiej już 
mogły zatrzeć się w pamięci, i kiedy osoba, upatrzona na kozła ofiar- 
nego w tej sprawie, była już — nieboszczykiem? 

W ten sposób udało się stwierdzić, że wszystkie zarzuty, jakie 
w r. 1534 podniesiono przeciw formalnej stronie dokonanego przedtem 
aktu kodyfikacyjnego, były właściwie nieuzasadnione: że w stanowczej 
chwili Mazowszanie ani przeciw tekstowi Statutu, z pod czyjejkolwiek 
on wyszedł ręki, ani przeciw dodatkom, jakiekolwiek w nim poczy- 

}) Sinceritate toa (Prażmowski) et aliis consiliariis nostris et nantiis terrestri- 
bu8 dacatai nostri MazoTiae idem apud nos petentibai. Por. Dodatek III. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 219 

niono, nie występowali, i że nie troszczyli się też o luki, jakie w nim 
powstoly z powodu spalenia się kilku sekstemów. Poprzestali jedynie 
na nielicznych uzupełnieniach i poprawkach, o których poprzednio była 
mowa. W czasie, kiedy sprawa zatwierdzenia Statutu stała na po- 
rządku dziennym obrad sejmowych, n i e b y ł o tedy żadnych isto- 
tnych przeszkód do sankcyi; i dla tego sankcya ta, za zgodą 
wszystkich interesowanych czynników, mogła mu być udzieloną. 

Jakże jednak wytłómaczyć, że już w najbliższym czasie potem 
zrywa się taka burza przeciw przyjętemu Statutowi, że próbowano, nie 
hcząc się zbyt dokładnie z prawdą, podawać w wątpliwość formalne 
warunki jego ważności; że już w kilka lat potem przedsięwzięto pono- 
wną jego redakcyą, która kilkadziesiąt artykułów co do treści zmie- 
niła, kilka opuściła i przeszło dwadzieścia nowych dodała; jak wreszcie 
rozumieć chociażby owo przyjęcie statutu o mężobójcach, tyle niedo- 
godnego dla szlachty, i raz już poprzednio osobną uchwałą zniesionego? 
Wątpliwości te wymagają koniecznie dodatkowego wyjaśnienia, jeżeli 
poprzedni wywód przyjąć mamy za usprawiedliwiony. 

Przyponmieć tedy musimy przedewszystkiem, że sam projekt Sta- 
tutu z r. 1531 złożony został z niesłychanym pośpiechem. Kilkunastu 
zaledwie dni potrzebowano na ułożenie kodeksu, który prócz 25 sta- 
tutów dawniejszych książąt, obejmował półtrzecia sta artykułów. Po- 
sługiwano się częściowo przy tej pracy różnymi gotowymi zbiorami 
dawniejszych zwyczajów, dla jej ułatwienia i przyspieszenia; ale ani 
owe zbiory nie wyczerpywały poszczególnych materyj i działów prawa, 
ani też nie zawsze istniała pomiędzy niemi zupełna zgodność przepi- 
sów, ani wreszcie nie wszystko, co zawierały, lubo się opierało na da- 
wniejszym zwyczaju, odpowiadało nowym, zmienionym potrzebom. Na 
dokładne, gruntowne rozpatrzenie tych wszystkich szczegółów, na prze- 
prowadzenie stosownych zmian i uzupdnień na uzgodnienie wszystkich 
sprzeczności, wobec ogromu materyału, jaki ogarnąć należało, brakło 
niewątpliwie czasu na krótkim sejmie mazowieckim z r. 1531; tem 
mniej można było taką pracę podjąć na sejmie walnym, który miał do 
załatwienia szereg ważnych spraw ogólno-państwowych, i co do poda- 
nego do sankcyi Statutu mazowieckiego polegać musiał przedewszyst- 
kiem na informaeyi sejmu warszawskiego. Jak rychło jednak sami 
przedstawiciele Mazowsza, ci sami, którzy projekt uchwalili, opatrzyli 
się co do niektórych jego braków, dowodzi przeprowadzona za ich na- 
leganiem zmiana przepisów co do zakładów, dokonana już na t3rm 
sejmie walnym, który projekt miał zatwierdzić. Tem snadniej mogły 
różne braki wystąpić zaraz w najbliższym czasie po jego zatwierdzeniu: 
rzecz świeżo ukończona, dopiero co gotowa, wywołuje zazwyczaj nie 



220 OSWALD BALZER. 

tylko zainteresowanie ale i krytykę; a pola do krytyki było tu po- 
dostatkiem. Przytem, kiedy Statut poczęto stosować w praktyce, mogły 
zaraz w pierwszej chwili wystąpić na jaw różne jego niedostatki, na 
które może nawet nie było sposobności zwrócić uwagi wśród teore- 
tycznych obrad, przeprowadzonych na sejmie warszawskim z r. 1531. 
I tak rzecz zrazu przyjęta, mogła już w najbliższych potem latach 
okazać się z wielu względów niewystarczającą, a w ślad za tern zrodzić 
dążenie do odpowiednich reform, któremu zapewne wielka ilość zmian, 
przeprowadzonych ostatecznie w Statucie drugim, zawdzięcza swój 
początek. 

Ponadto działały tu pobudki innej jeszcze treści. Niewątpliwie — 
trudno wymagać i spodziewać się od społeczeństwa ówczesnego grun- 
townie urobionego zdania w rzeczach polityki prawodawczej, a zarazem 
jasno postawionego, stale przestrzeganego programu legislatywnego, 
szczególnie w zakresie urządzeń prawa sądowego. Trudniej niż gdzie- 
indziej było o nie u Mazowszan. którzy aż do ostatniej niemal chwili, 
skutkiem kilkuwiekowego odgraniczenia swego księstwa i zaścianko- 
wego rozwoju stosunków tamtejszych, nie przeszli jeszcze tej szkc^y 
publicznego życia na szersze rozmiary, w jakiej już od dłuższego czasu 
uczyła się szlachta koronna. Chwilowe, nie zawsze dobrze odważone 
zapatrywania, zrodzone wśród przypadkowego ułożenia się stosunków 
poglądy i dążności, pewna krewkość usposobienia, samorzutność i odru- 
chowość działania, właściwa ludziom owej doby, powodowały, że uchwa- 
lano nieraz przepisy prawne, które w najbliższym czasie potem, wśród 
odmiennego ułożenia się warunków, porzucano dla innych, częstokroć 
wprost sprzecznych. Prino na to dowodów w ponmikach ówczesnego 
ustawodawstwa. Wybieramy dwa, oderwane, do Mazowsza się odno- 
szące. R 1511, jeszcze za rządów książęcych, uchwalono na sejmie 
warszawskim statut, który jeszcze tego samego roku inny sejm zmie- 
nił i poprawił ^). R. 1536, przy ułożeniu projektu Statutu mazowi^ 
ckiego drugiego, ustanowiono pewne warunki, pod którymi szlachta 
żądać może rozgraniczenia swych dóbr od majątków sąsiedzkich *). 
W r. 1538 konstytncya sejmu walnego, wydana dla Mazowsza na żą- 
danie jego przedstawicieli, określiła ten sam przedmiot zgoła odmiennie 
w przepisie, który z poprzednim zostawał w sprzeczności ^. W r. 1540 
projekt Statutu drugiego, za zgodą Mazowszan, uzyskał sankcyą kró- 

*) Articnli.... de pace oommoni in conyentioiie Yarsohoriae pro die S. Andreae 
posita conscripti et in alia diaeta per dominos emendati anno Domini 1511. Macie- 
jowski, Hist. praw. slow. YI. 173 n. 

^ B a n d t k i e, Ina Pol. 405. 

») Vol. lag. I. 537. 



STATirr MAZOWIKCKI PnCRWSZT 221 

lewską, zaczem przywrócono dawniejsze postanowienia o warunkach 
graniczenia dóbr szlacheckich. W ten sposób stało się, iż w ciągu lat 
czterech zmieniano trzykrotnie zapatrywanie na ten sam przedmiot. 
Możemy na karb tej nieurobionej, niekonsekwentnej polityki pra- 
wodawczej policzyć niejeden zarzut, z jakim się Statut pierwszy wnet 
po zatwierdzeniu spotkał, niejedne zmianę, jaką w nim zaraz potem, 
w redakcyi drugiej, przeprowadzono. Możemy zwłaszcza, z tego punktu 
widzenia, wytłómaczyć sobie chwiejne stanowisko Mazowszan wobec 
statutu o mężobójcach. Już raz przedtem ta chwiejnośó objawiła się 
tu dość jaskrawo: boć przecie sejm mazowiecki, który statut ten 
w r. 1526 znosił, to był ten sam sejm, który go w r. 1525 za wolą 
Janusza III uchwalił. Że obecnie, przy sposobności zatwierdzenia Sta- 
tutu pierwszego, zgodzono się na odnowienie jego przepisów, na to 
wpłynęło chwilowe ułożenie się stosunków. Naglił o to król; przema- 
wiał za tem Prażmowski, którego po śmierci można było wprawdzie 
obrzucać zarzutami, ale który za życia był — powagą i potęgą; po- 
pierali myśl tę zapewne inni dostojnicy mazowieccy. Ponadto sejm 
walny sadził się właśnie wtedy na odnowienie statutu koronnego 
z r. 1510 na przeciąg dalszych lat trzech dla całej Korony ^); nie 
mogło Mazowsze tej samej sprawy zostawić zupinie niezałatwionej, 
skoro ją już poruszono. Zbyt wiele, i z różnych stron, było moralnego 
nacisku na przedstawicieli mazowieckich, i zbyt niewygodnem stano- 
wisko przeciwników, ażeby się było można dalej opierać; dla tego, 
choć z ciężkiem zapewne sercem, dano przyzwolenie na renowacyą. 
Ale kiedy wnet potem jednemu z „braci^, używającemu snąć miru 
pośród szlachty, zastosowanie statutu groziło utratą wolności i fortuny, 
zerwała się przeciw niemu burza *); stąd wynikły zaczepki, wymierzone 
przeciw statutowi na sejmie z r. 1534, stąd także nie dopuszczono już 
do zamieszczenia go w Statucie drugim. I trzeba dodać, że odtąd za- 
chowali już Mazowszanie większą konsekwencyą w tej sprawie; prze- 
pisów z r. 1525 nigdy już potem nie odnawiano; a nawet jeszcze w r. 1543, 
kiedy za naleganiem króla zgodzono się przyjąć na Mazowszu statut 
korcimy o mężobójcach, łagodniejszy, jaki już podówczas obowiązywał 
w samej Polsce, t j. statut z r. 1496, stało się to za przyzwoleniem 
jedynie tylko większości posłów mazowieckich, i to w tym sposobie, 



*) Vol. leg. I. 509. 

*) Wiadomo, iż sarzaty, podniesione na aejmie b r. 1534 przeciw statatowi 
o mężobójcach, najściślej wiązały się ze spraw- Wiszniewskiego, którego z powodu 
popełnionego zabójstwa zamknięto w wieży i pozbawiono dóbr. Bpis Czart nr. 272 
itr. 274 — 5. Por. cytat u Winiarza 14 nw. 1. 



222 OSWALD BAI^ER. 

Że im zastrzeżono na przyszłość prawo dowolnego odstąpienia od tych 
przepisów ^). 

Dalszą pobudką rychłej zmiany stanowiska, jakie zajęli Mazo- 
wszanie wobec Statutu pierwszego, były nowe po części dążności spo- 
łeczne, jakie się tu wnet, skutkiem oddziaływania wpływów koronnych, 
zbudziły pośród szlachty miejscowej. Pamiętajmy o tem, że w czasie, 
kiedy układano projekt tego Statutu, mijał zaledwie piąty rok od wy- 
gaśnięcia dynastyi książęcej, a niecałe półtora roku od ostatecznego 
przyłączenia Mazowsza do Korony. Mogły zatem do projektu przedo- 
stać się niektóre zasady, urobione przez dawniejszy zwyczaj i ustawo- 
dawstwo mazowieckie, które szlachcie tamtejszej dawały względnie 
mniej przywilejów, aniżeli je podówczas była już zdobyła dla siebie 
szlachta koronna. Uwaga ta dotyczy zwłaszcza przepisów, określają- 
cych stosunek panów do kmieci; wiadomo, że sprawa chłopska nie była 
jeszcze przeszła na Mazowszu przez ten zasadniczy kataklizm, jaki jej 
w Polsce zgotowało ustawodawstwo z końca XV i pierwszej ćwierci 
XVI stulecia. Dla tego przepisy Statutu pierwszego, dotyczące stano- 
wiska prawnego kmieci, są jeszcze dla stanu tego względnie korzystne^ 
w każdym razie korzystniejsze, aniżeli w ustawodawstwie koronnem; 
władza i prawa panów wobec ludności poddańczej nie sięgają jeszcze 
tak daleko, jak u szlachty polskiej. Ale w ciągu kilku najbliższych 
lat mogła się szlachta mazowiecka, dopiero co z polską w zasadzie 
zrównana, nauczyć wiele na przykładzie koronnym; w ślad za tem 
musiała się też zaraz zbudzić dążność do odpowiedniej reformy stosun- 
ków chłopskich. Wykazano już, iż jednem z głównych has^ pod 
którem dokonywano drugiej redakcyi Statutu, była właśnie owa re- 
forma, nieprzyjaznym wobec ludności wieśniaczej duchem przejęta. Im 
rychlej da się dokonać, tem pożądańszą była dla stanu szlacheckiego. 
I to jest może wzgląd, z którym pc^ączyć należy wiadomość zaginio- 
nego rękopisu płockiego o przyczynieniu się królowej Bony do cofnię- 
cia Statutu pierwszego ^). Właśnie w r. 1530 otrzymała Bona zapis 
dożywocia na królewszczyznach całej ziemi płockiej '); dla tej, z chci- 
wości dobrze znanej pani, pierwszorzędną doniosłość przedstawiało py- 
tanie, jak się tu ułożą stosunki chłopskie. Ziemia płocka podlegała 
podówczas już ustawodawstwu koronnemu, ale właśnie dla tego, że 
sąsiadowała bezpośrednio z województwem mazowieckiem, gdzie stano- 
wisko prawne chłopów określono szeregiem korzystniejszych przepisów, 



') Maciejowski, Hist. praw. slow. YI. 291. 

«) Por. Btr. 187. 

•) Metr. kor. t. 44. fol. 397'. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 223 

groziło niebezpieczeństwo, że miejscowa ludność rzaci się w tłumną 
emigracją na Mazowsze, której nawet przepisy o ściganiu zbiegłych 
kmieci nie zdołają zapobiedz, i przez to wartość królewszczyzn zna- 
cznie się obniży. W ten sposób złożyło się przypadkiem, że ta sama 
władczyni, której ręka zaciężyła tak fatalnie nad korrekturą praw ko- 
ronnych, znienawidzana coraz bardziej w spc^eczeństwie, a przecież 
kierująca jego sprawami nie tylko przez króla, ale i na sejmach przez 
oddane sobie kreatury, stanęła też w szeregu przeciwników Statutu 
mazowieckiego pierwszego, i spowodować mogła rychłą jego ponowną 
rewizyą. 

Nie było po temu zarówno dla niej, jako też dla niezadowolonych 
z własnego dziria Mazowszan, sposobniejszej chwili, jak właśnie podów- 
czas. Nastała doba najostrzejszego przesilenia w wewnętrznych dzie- 
jach Polski za Zygmunta I. Sejm z r. 1532 kończy ów okres prac 
nad uporządkowaniem domowych spraw państwa, nad utwierdzeniem 
ładu w niem i porządku, nad przeprowadzeniem potrzebnych reform 
w którym wprawdzie nieraz potykać się trzeba było z poważnemi tru- 
dnościami i niejedna myśl zdrowa natrafiła na nieprzezwyciężone prze- 
szkody, ale w którym praca cała rozwijać się mogła mniej więcej 
prawidłowo, a nawet przeciwieństwa polityczne ścierały się ze sobą 
w sposób więcej poważny i godziwy. Naraz zmienia się wszystko 
prawie do niepoznania. Słabość i ustępliwość króla, rosnąca buta ży- 
wiołów przewrotowych, demoralizacya i korrupcya polityczna, szerzona 
przez królowę na dworze i w sejmach, wydają smutny owoc: anarchią. 
Przez kilka lat trwa w Polsce wielkie zamieszanie wewnętrzne: szereg 
sejmów, odbywanych częściowo pod nieobecność króla, często bez udziału 
licznych, najpoważniejszych senatorów, nieobsyłanych czasem posłami 
z całych dzielnic, rozchodzi się na niczem, albo też wydaje uchwały 
potępienia godne; sejm z r. 1533 nie przyznaje nawet poboru, o który 
trzeba było zwrócić się do sejmików głównych; z dwu sejmów z r. 1534 
drugi uwiecznia swą smutną pamięć stanowczem odrzuceniem Eorre- 
ktury praw koronnych; sejmy z r. 1535 i 1536, przez współczesnych 
jnź pogardliwemi przezwiskami określane, odznaczają się takiem po- 
deptaniem powagi parlamentarnej, że posłowie, którzy dla pośmiewiska 
zjawiali się na nich przebrani w wilcze skóry, nie tylko mogli brać 
udział w obradach, ale nawet wzbić się na stanowisko przewodników 
całej izby poselskiej. Kończy się wszystko na najstraszniejszym po- 
gromie moralnym, jaki za ostatnich Jagiellonów poniosły królewskość 
i idea państwowa — na wojnie kokoszej. Zjednoczone co dopiero 
z Koroną Mazowsze, wciągnięte w ten wir politycznych zamieszek, 
skazane na to, ażeby w najsmutniejszych warunkach odbyć pierwszą 



224 OSWALD BALZSR. 

szkołę politycznego życia, nie mogło samo świecić wzorem i przykła- 
dem doskonałości. Walka przeciw Statutowi pierwszemu była w za- 
sadzie walką przeciw idei ładu i porządku, jaką on wyobrażał; i jeśli 
przytem nawet chodziło o zastąpienie go Statutem nowym, to zawsze 
mogła się wydać pożądaną: nasuwała się tu sposobność utargowania 
pewnych ustępstw przy drugiej redakcyi, czy to w odmiennem okre- 
śleniu stosunku pana do chłopa, czy to w usunięciu surowych przepi- 
sów statutu przeciw mężobójcom. W tej dobie przesilenia była naj- 
lepsza po temu sposobność; trzeba było z niej korzystać, trzeba się 
było spieszyć; nikt bowiem nie mógł przewidzieć, czy później znajdzie 
się stosowna do tego pora. I przez to stała się rzecz niezwykła, pra- 
wie że wyjątkowa, jaką mają do zapisania dzieje prawodawstwa nie 
tylko już polskiego, ale w ogóle europejskiego. Wielkie kodeksy pra- 
wne,' do jakich należał i nasz Statut, choć czasem bardzo niedoskonałe, 
wystarczają społeczeństwom częstokroć przez całe stulecia, a powstają 
w każdym razie na to, ażeby na dłuższy okres czasu urządzić i upo- 
rządkować stosunki prawne. W samej istocie i charakterze kodeksów 
takich tkwi idea stałości i ciągłości. Jeśli nawet zmiany i uzup^nie- 
nia okażą się potrzebnemi, dzieje się to zazwyczaj przez szczegółowe 
dodatki i nowele. Nasz Statut już zaraz po zatwierdzeniu zaczepiono 
w całości, a w kilka lat potem zastąpiono go Statutem nowym. Ale 
był to tylko wynik szczególnego, wyjątkowego ułożenia się stosunków 
w państwie; a przeto niema w tern jakiegokolwiek dowodu na to, 
jakoby Statut sam nie był mógł uzyskać zatwierdzenia. 



UL 
Dowody, stwierdzające, ii Statut pierwszy nsyskat sankcyą. 

Powyższe nasze uwagi miały na celu usunąć nastręczające się 
w sprawie sankcyi Statutu pierwszego wątpliwości. Uzupełniamy je 
teraz dowodami dodatniej treści, wykazującymi, iż Statut ten w rze- 
czywistości został zatwierdzony. 

Pierwszym z nich jest nadpis, zamieszczony na czele spisu artykułów 
Statutu w rękopisie Metryki koronnej. Stwierdza on wyraźnie, iż 
Statut uzyskał zatwierdzenie króla Zygmunta I ^), a że spisem objęte 
zostały wszystkie bez wyjątku tytuły całego kodeksu, przeto nie mo- 
żna wątpić, iż szczegół o zatwierdzeniu odnosi się do całej kodyfikacyi, 



*) Kepertoriam in Statuta Dacatus Masoyiae per Serenissimam dominom domi- 
num Sigismandnm primnm.... confirmata. Metr. kor. t. 1 fol. 1 nielicsb. Ka 
asczegót ten iwrócił jnź awage Danin, Dawne pmwo maiow. 22. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 225 

nie zaś do pewnych tylko jej części, n. p. zamieszczonego na czele 
zbioru 25 statutów średniowiecznych. Jak cały rękopis, tak teź i ów 
spis artykułów pochodzi z wieku KYI, i to, jak wskazuje pismo, naj- 
prawdopodobniej z pierwszej jego połowy; nie jest wykluczonem przy- 
puszczenie, źe powstał on jeszcze za Zygmunta I ^), i to mianowicie 
w tym czasie, kiedy Statut drugi nie był jeszcze wydany, a więc przed 
rokiem 1540. Zapisek jest zatem albo współczesny, albo conajmniej 
prawie współczesny, i jako taki posiada wszelkie znamiona wiarogo- 
dności; nabiera on większej wagi przez to, źe znajduje się w egzem- 
plarzu, przeznaczonym widocznie do użytku kancelaryi królewskiej, 
skoro rękopis dochował się pośród ksiąg tejże kancelaryi. Przez to 
zapisek ten nabiera poniekąd znaczenia świadectwa urzędowego; i dla 
tego, gdybyśmy już żadnych innych nie posiadali dowodów na to, iż 
Statut pierwszy uzyskał sankcyą, byłby on sam wystarczającym 
argumentem, zwłaszcza skoro nic nic można przytoczyć na poparcie 
zapatrywania przeciwnego. 

Są wszelako jeszcze inne, pośrednie lub bezpośrednie wskazówki, 
przemawiające za powyższem twierdzeniem. 

Zwrócimy się przedewszystkiem do owych czterech, poprzednio 
już omówionych, równocześnie pod datą 29 stycznia 1532 r. wydanych 
dekretów królewskich *). Dwa z nich wyszły niewątpliwie z inicya- 
tywy królewskiej; jeden, o męźobójcach, jako uzupełnienie luki w pro- 
jekcie Statutu, drugi, o graniczeniu dóbr królewskich, jako zmiana za- 
wartych tamże przepisów, które okazały się nieodpowiednimi. Dwa 
inne, wydane na żądanie samych posłów mazowieckich, wykazują przy- 
padkowo te same znamiona: jeden, o dziedziczeniu kobiet, uzupełnia 
to, czego w projekcie nie dostawało, drugi, o zakładach sądowych, 
zmienia kilka przepisów, zawartych w Statucie. Przyjmując, iż projekt 
został zatwierdzony, będziemy mogli wszystkie owe dekrety uważać za 
nowele do Statutu, za pomocą których oba czynniki rozstrzygające, 
król i przedstawiciele mazowieccy na sejmie walnym, zmierzali do 
przeprowadzenia pewnych swoich szczególnych celów, jakie się wśród 
rokowań nad sprawą ogólną, t. j. nad zatwierdzeniem Statutu, wyłoniły. 
Przyjmując natomiast, iż rzecz miała się odwrotnie, a więc, że Statut 
zatwierdzenia nie uzyskał, stanęlibyśmy wobec dziwnej i trudnej do 



*) Okolicznofić, że w przytoczonjrm co dopiero nadpisie król określony jest sło- 
wami: Sigismondns p r i m a s, nie dowodzi, jakobj zapisek powstał później, n. p. za 
Zygmunta Augusta; już bowiem za życia Zygmunta I, skutkiem elekcyi królewica 
r. 1530 i zaprzysiężenia przezeń praw w r. 1687, odróżniano obu Zygmuntów cyframi 
porządkowemi. 

') I ten szczegół poruszył, lubo bliżej go nie rozwinął, Dunin, 22. 

Bosprawy Wydz. hUt. filos. T. XŁ. 15 



226 OSWALD BALZER. 

wytłómaczenia zagadki: dla czego do ustawodawczego określenia prz}'- 
szło tylko co do tych przedmiotów, których w projekcie brakowało 
i które po części były sporne (mężobójstwo, dziedziczenie kobiet), jak 
niemniej tych, które w projekcie urządzono w sposób nieodpowiedni 
(graniczenie króle wszczyzn, zakłady); a natomiast nie przyznano mocy 
obowiązującej całej przeważającej ilości innych postanowień, które 
w projekcie zamieszczono, i co do których nie było zasadniczej różnicy 
zdań ani po jednej ani też po drugiej stronie. Wszakże całą akcyą 
podjęto z tym, z góry wytkniętym zamiarem, ażeby stworzyć dla Ma- 
zowsza kodeks prawa sądowego; wszakże zrobiono wszystko, co do jej 
urzeczywistnienia prowadzić miało: zwołano sejm mazowiecki dla uło- 
żenia projektu, sejm ten projekt taki opracował, projekt ten polecono 
odpowiednio zredagować, i w istocie taka jego redakcya doszła do 
skutku; następnie przedłożono rzecz gotową sejmowi walnemu; aż wre- 
szcie w ostatniej chwili, mimo że wszystkie czynniki, powołane do za- 
łatwienia sprawy, godziły się na całość — cofnięto się, i w tem wła- 
śnie, co nie przedstawiało żadnych wątpliwości, zawahano się wyrzec 
ostatnie, rozstrzygające słowo. Pobudki takiego postępowania wyma- 
gałyby koniecznie jakiegoś usprawiedliwienia, którego szukamy na- 
próżno. 

Szczególnie ważnym jest w tej mierze dekret o graniczeniu dóbr 
królewskich. Jego treść jest tego rodzaju, że wyrozumianą być może 
tylko w odniesieniu do przepisów Statutu; zawiera on tylko uchylenie 
pewnych jego postanowień, w których miejsce nie wprowadza jakiejś 
nowej, stałej zasady, ograniczając się wyłącznie do tymczasowego za- 
rządzenia. Wyraża sig on mianowicie w ten sposób: Consuetudinem 
vero de bonis.... regiis.,., limitandis, quae si tła, ut scripta erał, ste- 
łisset, nonnihil nobis et fisco nostro damni allaiura esse videbatur, eum 
scripta easet ad modum etc... et ea propter hunc articulum ad eon- 
V en tum a li urn regni tractandum distulimus, ubi,.., cum ordini- 
bus Regni et ducatus illius (Mazoviae) constituemus et ordinabimu s... 
Interim vero.... in litteris commissionum.... informationem praescribemus ^). 
Ów „zwyczaj spisany", na jaki się dekret powołuje, są to oczywiście 
artykuły 97 i 98 projektu; treść bowiem zwyczaju, w dekrecie przyto- 
czona, pokrywa się z treścią rzeczonych artykułów ^. Otóż król, uchy- 
lając zastosowalność tych przepisów, zastrzega przedewszystkiem wy- 
raźnie, iż o przedmiocie tym naradzi się i postanowi ostatecznie przy- 
szły sejm walny; znaczy to, że co do innych przedmiotów, projektem 



^) Ban dt kie, los Pol. 417. 
') Por. nadto Btr. 206 aw. 1. 



STATUT MAZOWIBGiU PISBWSZY 227 

objętych, me zachodziła już potrzeba wydawania postanowień dopiero 
w przyszłości. Ważniejszym jeszcze, i wprost rozstrzygającym jest 
nstęp, według którego skarb królewski byłby narażony na szkodę, 
gdyby zwyczaj co do graniczenia dóbr królewskich pozostał takim, 
jak jest napisany. Król podnosi zatem wyraźnie, że gdyby ni* 
niejszym dekretem nie uchylił owego zwyczaju, miałby on moc obo- 
wiązującą, i to nie jako zwyczaj w praktyce przestrzegany, ale jako 
zwyczaj spisany, t j. jako artykuł 97 i 98 Statutu. Artykuły te mo- 
gły zaś obowiązywać tylko wtedy, jeśli przyjmiemy, że sam Statut, 
którego część składową stanowiły, uzyskał zatwierdzenie powołanej do 
tego władzy ustawodawczej. 

Posiadamy następnie dowód, że Statut pierwszy został też ogło- 
szony jako prawo obowiązujące. Wydawane w tym czasie ustawy ma- 
zowieckie zawierają częstokroć w formułkach promulgacyjnych polecenie, 
wystosowane przez króla do wicesgerenta, ażeby treść ich ogłosił, jako też 
zarządził, czego potrzeba, iżby ogłoszenie takie przez władze niższe doko- 
nanem zostało. Taką formułkę zawiera n. p. znany nam dekret o mężobój- 
cach ^) tudzież o zakładach sądowych ^. Wynika stąd, że w pierwszym 
rzędzie troska o ogłaszanie ustaw spoczywała na wicesgerencie. Z tymi 
szczegółami zestawić należy ustęp Postulatów mazowieckich z r. 1534 : 
In quo Stałuto (t. j. w Statucie pierwszym) .... continenłur nonnulli arii- 
euli in gravamen et praeiudicium totius nobilitatia. Qiws articuloa olim do- 
minu8 palatinus (Prażmowski) ultra voluntatem omnium consiliariorum et 
nobilUatis impoauit et indixit'^), Indixit nie może znaczyć nic innego, 
jak tylko: zapowiedział, ogłosił; sens zdania jest zatem taki: Praż- 
mowski nie tylko w Statucie poczynił samowolne dodatki, ale je zara- 
zem ogłosił jako prawo obowiązujące. Tak więc ze strony samych 
przeciwników Statutu poświadczony mamy szczegół, iż nastąpiła jego 
publikacya. Wprawdzie jest tu mowa o ogłoszeniu samych tylko do- 
datków wicesgerenta; ponieważ jednak, według twierdzenia Mazowszan 



*) Ideo mandarnuB Sinceritati (w adresie dekretu snajdowało się nazwisko Pra- 
źmowskiego, jako wicesgerenta) .... qaatenas statutum hoc... ad notitlam omnlam et 
Biognlomm dedaeat et praesentes litterafi nostras in libros terrestres omnium distri- 
ctaom Tna Sinceritas, Palatine, iuBcribi et iuduci faciat. Por. Dodatek I. 

*) Ideo committioiuB Tuae FideUtati et mandamas, praecipiat id nostra auctori- 
tata in omnibus iadiciis et districtibus ducatus istius publicari etc. Bandtkie, lus 
PoL 417. Ze nakaz powyższy skierowany był do Praimowskiego, dowodzi okoliczność, 
ie ma polecono ogłosić dekret we wszystkich s^ach i powiatach księstwa mazowie- 
ckiego, i to pod powagą królewską. Czynności tej mógł dokonać tylko wicesgerent- 
wojewoda. W adresie dekretu wymieniony jest zresztą wyraźnie Praimowski. 

") Bpis Czart. nr. 272 str. 286. 

15* 



228 OSWALD BALZER. 

Z r. 1534j weszły one w skład Statutu, przeto nie można rzeczy poj- 
mować inaczej, jak tylko, że dodatki te razem z całym Statutem ogło- 
szone zostały. Gdybyśmy zaś, ze względu na poprzednie nasze wy- 
wody, przyjąć chcieli, że pod owymi dodatkami rozumianą jest wyłącznie 
ustawa o męźobójcach ^), która wyszła w kształcie osobnego dekretu 
królewskiego, to zawsze jeszcze utrzymaćby należało twierdzenie o pu- 
blikacyi całego Statutu; stanowi ona bowiem integralną część jego 
tekstu 2). 

Wreszcie posiadamy dowody, iż Statut pierwszy w najbliższych 
czasach po jego wydaniu był też w istocie w praktyce stosowany. 
Art. 152 tegoż Statutu postanowił mianowicie, odmieniając zwyczaj po- 
przednio przestrzegany, że sam akt wwiązania w dobra, za pośredni- 
ctwem woźnego dokonany, nie wystarcza do przeniesienia tytułu wła- 
sności, ale ponadto trzeba jeszcze, ażeby woźny akt ten w księgach 
sądowych zeznał. Ten sam przepis ponowił także Statut mazowiecki 
drugi (z r. 1540), z tym dodatkiem, że rygorowi postanowienia tego 
podlegają wszystkie wwiązania, dokonane od dnia 5 marca 1531 r. ^, 
t. j. od daty, pod którą zebrał się sejm mazowiecki dla ułożenia pro- 
jektu Statutu pierwszego*). Przyjmowano, że postanowienie to nie zostaje 
w żadnym związku ze sprawą sankcyi Statutu pierwszego, i że mamy 
tu do czynienia jedynie tylko z przepisem, który nadał sobie wsteczną 
moc obowiązującą. W tym razie należałoby jednak wytłómaczyć dal- 
sze pytanie zasadnicze: jakie mogły być pobudki, które przy dokona- 
niu drugiej kodyfikacyi z r. 1540 skłonić mogły sejm walny do ta- 
kiego zarządzenia? Szukalibyśmy ich napróżno. Przedewszystkiem 
podnieść należy, iż w całym Statucie drugim niema jakiegokolwiek 
innego artykułu, którego rygor rozciągniętoby do czasów przeszłych, 
tak że już z tego punktu widzenia rzecz cała przedstawiałaby się jako 
wyjątkowa. Powtóre, przepis ten, pojęty jako ustawa o wstecznej mocy 
obowiązującej, nieoparta o żadną z dawniejszych, rzeczywiście wyda- 
nych ustaw, byłby w wysokim stopniu niesprawiedliwym, a zarazem 
mógłby się był stać źródłem wielkiego zamieszania w zakresie stosun- 
ków własnościowych na ówczesnem Mazowszu. Jeżeli dawniejszy zwy- 



') Liczba mnoga: nonnulU articali, quo8 articulos, niekoniecznie sprzeciwiałaby 
się takiej interpretacji, gdyż sam statut o meżobójcach podzielony był na 10 oso- 
bnych artykułów. 

») Por. niżej str. 230. 

^ Et haec intromissio a data conrentionis, qaae erat YarschoYiae pro Dorni- 
nica Reminiscere anno Domini 1531 et recognitione praeconis debet inscribi et iadnci 
in libram terrestrem. B a n d t k i e, lus Pol. 394. 

**) Niniejszy szczegół porasza też Dunin, 22. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 229 

czaj dokonywania wwiązań był odmienny, a Statut pierwszy, który go 
zmieniał, nie uzyskał sankcyi, naówczas oczywistą było rzeczą, iż nie 
tylko do roku 1531, ale i później, aż do sankcyi Statutu drugiego, 
wwiązania te w wielu wypadkach mogły być przeprowadzano bez 
wpisu do ksiąg sądowych; jeżeli zaś Statut drugi zażądał obecnie tej 
formalności co do wszystkich wwiązań od r. 1531 począwszy, to tem 
samem zachwiewał i podawał w wątpliwość cały szereg tego rodzaju 
aktów dawniejszych, co do których brakujące formalności nie łatwo 
już, przynajmniej nie w każdym wypadku, uzupełnić się dały. Prze- 
pisem powyższym szlachta mazowiecka skręciłaby bicz sama na siebie, 
z przyczyny zupełnie niezrozumiałej, tem trudniejszej do wyjaśnienia, 
że chodziło tu o rzecz pierwszorzędnej wagi, o stosunki własności 
ziemskiej. Zgoła inaczej przedstawi się nam cała sprawa, jeżeli przyj- 
miemy, że Statut pierwszy, jako ustawa zatwierdzona, wszedł też zaraz 
w zastosowanie; wtedy bowiem okaże się jasno, że szlachta mazowie- 
cka rzeczywiście już odtąd miała obowiązek przestrzegać nowych for- 
malności przy wwiązaniu; przepis Statutu drugiego skierowany był 
zatem tylko przeciw tym, którzy w^brew wyraźnym postanowieniom 
obowiązującego prawa stosowali się jeszcze do starego zw)'czaju, po- 
przednio już zniesionego; jako taki nie był tedy ani niesprawiedliwym, 
ani też większego zamieszana w zakresie stosunków własności ziemskiej 
sprowadzić nie mógł. Jest zresztą, mimo wszystko, pewna niedokła- 
dność w oma wian j^^m tu przepisie: Statut pierwszy nie obowiązywał bo- 
wiem od dnia 5 marca 1531 r., ale od daty nieco późniejszej ^); i dla 
tego, zasadniczo rzecz biorąc, należało dopiero od owego terminu później- 
szego stawiać wymagania nowych formalności przy wwiązaniach. Przy- 
czyna leżała w tem, że w tekście Statutu pierwszego, jakim rozporzą- 
dzano przy dokonywaniu redakcyi drugiej, nie było wskazówki co do 
rzeczywistej daty jego sankcyi ^); dla tego oparto się o jedne z dat, 
która w tekście tym znajdowała się, t. j. datę zebrania się sejmu ma- 
zowieckiego, który projekt Statutu uchwalił. Jak powierzchownie 
przytem rzecz oceniano, dowodzi okoliczność, że nie uwzględniono przy- 
najmniej daty zakończenia obrad sejmowych (19 marca 1531 r.) ale 
datę ich rozpoczęcia, pod którą nawet sam projekt nie mógł być jeszcze 
uchwalony. Bądź co bądź, zasadnicza myśl postanowienia przeziera zeń 
całkiem wyraźnie: wymaganie nowych formalności przy wwiązaniu, 
począwszy od rzeczonej daty wstecznej, postawione zostało dla tego, że 
je przepisywał już Statut pierwszy, i że skutkiem uzyskanego zatwier- 
dzenia należało się doń zaraz zastosować w praktyce. 

1) Por. niżej str. 236. 
*) Por, niżej str. 238. 



230 OSWALD BALZER. 

Dalszym dowodem praktycznego stosowania Statutu jest sprawa, 
poruszona w Legacyi sejmowej z r. 1534. Znajdujemy w niej prośbę, 
wystosowaną do króla, ażeby w odniesieniu do jednego ze szlachty ma- 
zowieckiej, który dopuściwszy się męźobójstwa, podległ rygorowi de- 
kretu o męźobójcach z 29 stycznia 1532 r., uchylił zastosowalność tej 
ustawy. Na poparcie tej swojej prośby przytaczają Mazowszanie oko- 
liczność, iż Praźmowski wbrew ich woli ustawę o męźobójcach wcie- 
lił do Statutu pierwszego^). Ustawa ta, formalnie rzecz biorąc, 
była odrębnym dla siebie aktem prawodawczym, wyszła bowiem 
w kształcie osobnego dekretu królewskiego, z osobną intytulacyą wy- 
stawcy i osobną datacyą; zewnętrznie tylko połączoną została ze Statu- 
tem pierwszym, przez to, źe ją wpisano do jego rękopisów, tuż po wy- 
czerpaniu tekstu właściwego. Gdyby Statut pierwszy nie był uzyskał 
sankcyi, nie wadziłoby to w niczem zastosowalności samej ustawy o mę- 
źobójcach, wydanej z zachowaniem wszystkich form i warunków, po- 
trzebnych do nabycia obowiązującej mocy prawnej. Ale w takim razie 
Mazowszanie byliby mogli zaczepiać same tylko ustawę, pojętą jako 
odrębną dla siebie całość. Tymczasem proszą oni o uchylenie jej skut- 
ków jako części składowej większej całości, t. j. Statutu pierwszego, 
i przyznają w ten sposób pośrednio, źe cały ów Statut miał w owym 
czasie moc obowiązującą. Przyczyna łącznego traktowania obu ustaw 
nie trudno da się odgadnąć: ze względu na rękopiśmienne ich pcJą- 
czenie uważano dekret o męźobójcach za integralną część składową 
Statutu pierwszego. Bądź co bądź, istniało tedy podówczas pośród sa- 
mych Mazowszan przeświadczenie, iż obowiązywała nie tylko ustawa 
o męźobójcach, ale i cały Statut, do którego ją dodano. W ten sposób 
Legacya z r. 1534, uważana za główny dowód twierdzenia, jakoby 
Statut pierwszy sankcyi nie uzyskał, dostarcza właśnie najwymowniej- 
szego świadectwa na to, że go w r. 1534 stosowano jako prawo obo- 
wiązujące, że zatem przedtem musiał uzyskać zatwierdzenie królewskie. 

Nie pochlebiamy sobie, iżby się nam udało wyczerpać wszystkie, 
jakie dziś jeszcze istnieć mogą, dowody o zatwierdzeniu i stosowania 
Statutu pierwszego. Przypuścić można, że znajdą się one jeszcze, może 
wcale liczne, w aktach sądowych województwa mazowieckiego z czwar- 
tego dziesiątka lat wieku XVI. Kto znajdzie możność i zada sobie 
trud przejrzenia tych aktów, może przy niejednej sprawie sądowej 
spotka się z powołaniem Statutu pierwszego jako prawa obowiązują- 
cego, podobnie jak w innych aktach sądowych powoływano nieraz 
wyraźnie obowiązujące w danym czasie ustawy. Pozostawiając tę 



O Por. nstep z Legacyi, przytoczony na str. 189. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 231 

sprawę poszukiwaniom innych, pragniemy na tem miejsca zwrócić uwagę 
na jeden jeszcze szczegół, podrzędoiejszej zresztą wagi, i taki, który sam 
przez się dowodu nie stanowi, a przecież na tle spostrzeżeń poprzednich 
w właściwem dopiero staje oświetleniu i poniekąd spostrzeżenia te po- 
piera. Mam tu na myśli stanowisko króla wobec zapoczątkowanej przez 
Mazowszan ak?yi nad ułożeniem Statutu drugiego. Zwołując sejm ma- 
zowiecki z r. 1536, który miał się zająć opracowaniem nowego pro- 
jektu, nadmienia król wyraźnie, iż czyni to na żądanie i prośbę Ma- 
zowszan; wzywa ich przytem, ażeby się dokładnie nad sprawą zasta- 
nowili, potrzebne ustawy i zwyczaje wybrali, poprawili wszystko, 
w czem okazuje się potrzeba zmiany; dodaje wreszcie, że gdy projekt 
podany zostanie sejmowi walnemu, król wraz z senatem, wybrawszy 
wszystko, co będzie stosownem, zatwierdzi nowy Statut niewzru- 
szalnym edyktem^^. Kiedy zaś wreszcie przyszło do sankcyi Sta- 
tutu drugiego w r. 1540, zarządził dekret potwierdzający, iż ma on 
być podany do druku, ażeby na przyszłość żadnych już wątpli- 
wości nie budził, a zarazem polecił, ażeby Statut ten, tak jak zo- 
stał spisany, bez żadnych zarzutów i oporu w sądach stoso- 
wano i przestrzegano^). Jest w tych zwrotach jakoby przebłysk 
zniecierpliwienia z powodu tego, co się działo przedtem, a zarazem za- 
powiedź odmiennego, stanowczego postępowania na przyszłość. Na tle 
poprzednich naszych wywodów zrozumiemy jedno i drugie: niecierpli- 
wiło króla, iż Statut pierwszy, dopiero co zatwierdzony, tak rychło 
spotkał się z oporem i dążnością do zastąpienia go innym; z tem łą- 
czyła się zapowiedź, iż król nie da się już potem tak łatwo skłonić 
do cofnięcia Statutu drugiego, skoro on z kolei uzyska zatwierdzenie. 
Ale jakież król miałby powody dotykać tych szczegółów, gdybyśmy 
przyjęli, że projekt z r. 1531 nie uzyskał sankcyi, i że wszystko, co 
aż do r. 1540 przedsięwzięto, było tylko szeregiem prac przygotowawczych 
do wydania pierwszego za rządów koronnych Statutu mazowieckiego? 

IV. 
Data sankcyi Statutu pierwszego. 

Zarówno Postulaty mazowieckie, jako też i Legacya sejmowa 
z r. 1534 stwierdzają, iż Statut podany został królowi (do sankcyi) 
przez wicesgerenta-wojewodę Prażmowskiego; pierwszy z tych zabyt- 

') Ibi rero Segia Maiestas.... irrefragabili edicto ano sanciet et con- 
finnabit. Rpia O 8 s o 1. nr. 178. fol. 88. 

*) Ne qaid veTO ambiguitatia deinceps pariant ... at has ipsas constitationea 
atqTie mores, ita ąnemadmodtim conacripti aunt, abaąne ulla exceptioxie et contradic- 
tiono iii indiciis colant et obseryent. B if n d t k i e, lua Pol. 367. 



232 OSWALD BALZER. 

ków przydaje nadto szczegół, że stało się to w Krakowie ^). Sprawa 
zatwierdzenia Statutu była tedy w każdym razie rozpatrywana jeszcze 
za życia Prażmowskiego. Według dotychczasowego, powszechnie przy- 
jętego mniemania, możnaby tu zatem myśleć jeszcze o roku 1533, 
w którym wojewoda rzekomo miał umrzeć; w rzeczywistości data jego 
śmierci jest nieco wcześniejszą. Jeszcze dnia 21 września 1532 r. bie- 
rze on udział w rokach sądowych, odbytych w Warszawie -); już zaś 
w przywileju z 30 listopada t. r. Zygmunt I mieni go zmarłym, i to 
z tym dodatkiem, iż przybywszy niedawno do Krakowa, rozstał się 
tamże ze światem ^). Śmierć Prażmowskiego przypada zatem na mie- 
siąc październik lub listopad 1532 r. Ponieważ zaś sejm warszawski, 
który projekt Statutu uchwalił, rozszedł się 19 marca 1531 r., przeto, 
nie odliczając już nawet żadnego czasu na pracę redakcyjną Popiel- 
skiego, możemy przyjąć, jako najobszerniejsze granice chronologiczne. 
w obrębie których data sankcyi da się umieścić, czas pomiędzy 20 
marca 1531 r., a październikiem lub listopadem 1532 r. 

Ponieważ w jednym z dwu tych ostatnich miesięcy Prażmowski 
bawił w Krakowie, przeto nasunąćby się mogła myśl, czy nie do tego 
czasu dopiero należy odnieść poświadczony w Postulatach mazowie- 
ckich szczegół o dokonanem przezeń w Krakowie podaniu projektu do 
sankcyi królewskiej. Przypuszczenie takie upada jednak wobec tego. 
że ani w październiku, ani w listopadzie 1532 r. nie odbywał się żaden 
sejm walny w Krakowie, czy też chociażby gdziekolwiek indziej 
w państwie. Wiemy zaś, iż sprawa nie mogła być załatwioną gdzie- 
indziej, jak tylko na sejmie walnym; nie brak też wyraźnego na to 
dowodu źródłowego. Oto znany nam dekret królewski o dziedziczeniu 
kobiet na Mazowszu stwierdza, że zarówno sprawa dziedziczenia, jako 
też wszystkie inne, projektem Statutu objęte przedmioty, miały być 
naprzód rozpatrywane na sejmie mazowieckim (z r. 1531), a następnie 
na 8 e j m walny odniesione, gdzie król, za radą senatorów, zatwierdzić 
miał to, co się okaże stosownem i odpowiedniem *). Ponieważ zaś 



^) Nam iUud (statutiim), qaod olim magnificus dominuB Prażmowski Celsitudini. 
Suae Cracoriae tradlderat.... IUud statntum (de homicidis) per dominum olim palati- 
nom Statatis Maiestati Keg-ine traditis insertom esse. R p i s C z a r t. nr. 272 str. 
274. 286. 

^ Torr. castr. Tars. t. 9 str. 355. 

') Qui nuper hic ad nos Cracoviam reniens rebasqae humanls decedens... Metr. 
kor. t. 4-8 str. 208. 

*) Keieceramus primum in conrentum ducatas Mazoviae... ut... de hac re, vide- 
licet saccessioue et haereditatione feminarum et allis suis consuetudinibas, modis et 
iuribus secum conyenirent et concordarent rarsusąue in conventum praesenteni 
Uegni generałem omnia illa afferrent, ut nos ea despicieutes nostro et eenatus 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 233 

W całym, oznaczonym poprzednio okresie czasu, odbył się tylko jeden 
sejm walny, zwołany rzeczywiście do Krakowa na dzień 6 grudnia 
1531 ^), a obradujący do końca stycznia 1532 r., przeto musimy przy- 
jąć, że tutaj właśnie sprawa zatwierdzenia Statutu została wytoczoną 
na porządek obrad, i że na tym właśnie sejmie załatwioną też być mu- 
siała. Udział Prażmowskiego w obradach sejmu, jako pierwszego do- 
stojnika mazowieckiego i jednego z najprzedniejszych senatorów, lubo 
bezpośrednio przez żadno z dostępnych nam źródeł niepoświadczony, 
rozumie się sam przez się. 

Wypowiedziano mniemanie, że Praźmowski projekt Statutu przed- 
łożyć mógł królowi do sankcyi dopiero po 29 stycznia 1532 r. ^), a to 
dla tego, ze przyłączona doń ustawa Janusza III o mężobójcach, w za- 
twierdzeniu Zygmunta I, nosi właśnie powyższą datę. Zwracamy wsze- 
lako uwagę na to, iż rękopisy, w których przechował się nasz zabytek, 
nie są bynajmniej tekstami projektu, ale Statutu już zatwierdzonego, 
i to nawet tak, że żaden z nich nie jest oryginałem, ale wszystkie 
kopiami zaginionego pierwopisu. Jeżeli tedy ustawa o mężobójcach 
znajduje się w rękopisach razem ze Statutem, to można to połączenie 
wytłómaczyć przypuszczeniem, iż jako nowela do Statutu została doń 
po dokonanej sankcyi przydaną, ale nie można stąd wysnuwać wniosku, 
jakoby sam projekt Statutu dopiero po 29 stycznia 1532 r. podano 
do sankcyi. Byłoby to tem trudniej, że owa data znajduje się 
w zatwierdzeniu Zygmunta I, udzielonem Januszowej ustawie; Praź- 
mowski nie mógł tedy królowi podawać do zatwierdzenia ustawy już 
przedtem przezeń zatwierdzonej; owszem, rzecz musiała się mieć prze- 



nostri decreto, quae visa fuerint idonea et licita, approbomus et confirmemas. Bandt- 
kie, las Pol. 41<^. O znaczenia formułki co do współudziału tamcgo tylko senatu, 
por. str. 2(0. Ze zrcszti| i wtedy brali udział w obradach i uchwałach posłowie, 
por. str. 218. Co do samej sprawy dziedzicsenia kobiet stwierdza ja2 także tymcza- 
sowy mandat królewski z 27 marca ló31 r., ii miała ona być rozpatrywan.*} na przy- 
szłjm sejmie walnym: iSed illas usąue ad futurum regni generałem conventum 
praedlctum reiciatis, in quo nos, ccmmunicato cum praelatis et baronibus tam 
regni quam istius ducatus consilio.... constituemus, prout rei aequitas et de- 
centia postulare yidebitur. Por. Dodatek I. Ze wzmianki o udziale samych tylko 
senatorów w załatwieniu tej sprawy nie należy tłómaczyó całkiem ściśle, dowodzi 
mandat Prażmowskiego, wydany w tej samej sprawie d. 27 maja 1531 r., stwierdza- 
jąc/ wyraźnie, iż na przyszłym sejmie walnym zajmie się nią zarówno senat jak 
i ixba poselska: donec Kegla Maiestas cum consiliariis et nuntiis huius duca- 
tas in coDventione generali regni.... tractabit et sanctiet id, quod erit Beipu- 
blicae proficuum. Por. Dodatek U 

M M e t r. k o r. t. 46 fol. 101. 

*) Skutkiem mylnego rozwiązania daty, wypadł właściwie termin jeszcze pó- 
źniejszy, t. j. po 30 stycznia 1532 r. 



234 OSWALD BALZER. 

ciwnie: królowi podano do zatwierdzenia ustawę przezeń niezatwier- 
dzoną, poczem dopiero nastąpić mogło zatwierdzenie. 

Ponadto zważyć należy następującą jeszcze okoliczność. Oma- 
wiane kilkakrotnie dekrety z 29 stycznia 1532, o ile posiadają data- 
cyą ^), podają wszystkie wyraźnie, iż wyszły na sejmie walnym: datum 
in convention€ generali 2). W tym dniu odbywał się zatem jeszcze niewąt- 
pliwie sejm krakowski. Odbywał się jeszcze dnia 31 stycznia t. r.; 
posiadamy bowiem ogłoszony pod tą datą, również na sejmie walnym 
krakowskim, dekret królewski o odbywaniu roków ziemskich na Ma- 
zowszu *). Nie znamy natomiast jakiejkolwiek ustawy, uchwalonej na 
sejmie pod datą późniejszą, i nie dochował się nawet żaden inny do- 
kument późniejszy, z którego datacyi możnaby wnioskować, że go 
wydano na tymże sejmie. Stąd wniosek, iż dzień 31 stycznia 1532 
był ostatnim, albo przynajnmiej jednym z ostatnich dni sejmu kra- 
kowskiego. Dla tego zgoła nieprawdopodobnem byłoby przypuszczenie, 
żeby z tak ważną i obszerną sprawą, jak zatwierdzenie całego kodeksu 
prawa sądowego, można było występować na samym schyłku obrad 
sejmowych, kiedy już brakowało stosownego dla niej czasu. 

Tak więc pytanie co do daty wręczenia projektu musimy pozo- 
stawić na uboczu jako niezałatwione; niema bowiem jakiejkolwiek 
podstawy do jego rozwiązania. Gdyby chodziło o wyrażenie prawdo- 
podobnego przypuszczenia, moglibyśmy raczej przyjąć, że projekt ów 
wręczonym został królowi przez Prażmowskiego zaraz po przybyciu jego 
na sejm, a zatem w pierwszej połowie grudnia 1531 r. Jest to zresztą 
rzecz podrzędna; ważniejszem i zasadniczem dla nas jest pytanie, kiedy 
projekt uzyskał sankcyą. Ze względu na poprzedni wywód przyjąć 
należy, iż mogło się to stać w jakimkolwiek dniu w czasie trwania 
sejmu, zatem między 6 grudnia 1531 r. a 31 stycznia 1532 r. Zwróćmy 
obecnie uwagę na to, że z czterech nowel do Statutu trzy, datowane, 
wydano równocześnie dnia 29 stycznia 1532 r., a czwarta, niedatowana^ 
prawdopodobnie również tego samego dnia wyszła *). Okoliczność ta 
daje nam podstawę do przypuszczenia, że właśnie pod tą datą ześrod- 
kowała się cała działalność konfirmacyjna króla i sejmu co do posta- 
nowień w sprawach mazowieckich, jakiemi się podówczas zajmowano, 
że zatem i cały projekt Statutu pierwszego, na sejmie krakowskim 
zatwierdzonego, uzyskał sankcyą pod tąż samą datą. Nie można też 



') T. z. wszystkie, z wyjątkiem dekretn o graniczeDiu dóbr królewskich. 
") B a n d t k i e, lus Pol. 416. 417 i Dodatek lU. 
«) Terr. castr. Yars. t. 15. str. 1188-1189. 
♦) Por. wyżej str. 206 uw. 1. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 235 

przyj%ć, iżby mógł ją uzyskać później, dla tego, że wydawanie uzu- 
pełniających i zmieniających nowel do Statutu jeszcze niezatwierdzo- 
nego nie miałoby żadnej rozumnej racyi. Również nie dałoby się 
utrzymać mniemanie, jakoby Statut zatwierdzono wcześniej, a no- 
wele wydano później. Zważmy, że oba czynniki, o sprawie tej prze- 
dewszystkiem rozstrzygające, król i przedstawiciele mazowieccy, miały 
przytem pewne szczególne cele do przeprowadzenia, które też w istocie 
osiągnięto przez nowele: każdy zmierzał do tego, ażeby Statut w pe- 
wnym kierunku uzupełnić, a co do innych szczegółów zmienić. Pokąd 
Statut był niezatwierdzony, istniała możność uzyskania ustępstw po 
stronie drugiej, nawet w tych sprawach, gdzie jej interesy krzyżowały 
się z interesami przeciwnymi; gdyby natomiast Statut zatwierdzono 
naprzód, a wydanie nowel odłożono na później, nie było pewności, czy 
strona druga, wobec dokcmanego faktu głównego, nie cofnie się przed 
ustępstwami w szczegółach. Kto mógł zaręczyć Mazowszanom, że po 
ostatecznem przyjęciu Statutu, król skłoni się do uzupełnienia go prze- 
pisami o dziedziczeniu kobiet w duchu większości, i że nie da może 
poriuchu tym, którzy bronili zdania przeciwnego? I na odwrót król, 
któremu tak bardzo zależało na wprowadzeniu surowej ustawy przeciw 
mężobójcom, czyż nie miał słusznych powodów obawiać się, iż Mazo- 
wszanie, mając już zatwierdzony Statut w ręku, nie zgodzą się na 
przyjęcie tych niewątpliwie dla siebie niepożądanych, wśród obrad 
może nawet gorliwie zwalczanych przepisów? A dalej, jeśli uciążliwe 
dla skarbu postanowienia o formalizmie graniczenia dóbr królewskich, 
jako też niewygodne dla szlachty przepisy o zakładach sądowych, po- 
zostawione bez zmiany w tekście Statutu, byłyby wraz z całym Statu- 
tem uzyskały sankcyą, bez równoczesnego wydania zmieniających je 
nowel, któż mógł zapewnić, że później druga strona, której interes 
w obu wypadkach był właśnie wprost przeciwny, zgodzi się na stoso- 
wne zmiany? Rzecz cała ułożyła się w ten sposób, że trzeba było 
wszystkie poruszone na sejmie sprawy ustawodawcze mazowieckie za- 
łatwić łącznie i współrzędnie, warunkować jedne drugiemi, ażeby uzy- 
skać wzajemne ustępstwa; zaczem też i sankcya dla nich wszystkich 
musiała wyjść równocześnie. 

Tak więc Statut mazowiecki pierwszy uzyskał za- 
twierdzenie dnia 29 stycznia 1532 r., w jednym z ostatnich 
dni sejmu krakowskiego z r. 1531/2, równocześnie z czterema uzupcł- 
niającemi go lub zmieniaj ącemi nowelami. Ponieważ Statut drugi, 
który go zniósł, zatwierdzonym został 17 stycznia 1540 r., przeto m o c 
obowiązująca tego pierwszego wielkiego kodeksu prawa sądowego 
mazowieckiego trwała przez lat blisko ośm. 



236 OSWALD BALZER. 

Zapytać można: dla czego to. co w Statucie tym wymagało uzu- 
pełnienia lub zmiany, przybrano w kształt nowel, zatem osobnych de- 
kretów królewskich, formalnie od Statutu wyodrębnionych; dla czego 
raczej nie postąpiono w sposób, który sam z siebie nasuwałby się jako 
najwłaściwszy, i jaki dziś niewątpliwie znalazłby zastosowanie: ażeby 
artykuły uzupełniające wtrącić we właściwych miejscach, jako istotną 
część składową projektu, to zaś, co w nim domagało się naprawy, 
usunąć przez stosowną zmianę tekstu redakcyi odnośnych artykułów. 
i poprawionemu dopiero w ten sposób projektowi dać sankcyą, tworząc 
jednolitą, formalnie doskonałą całość, bez dodawania jakichkolwiek de- 
kretów uzupełniających? Powtóre. jakże sobie wytłómaczyć, że w Sta- 
tucie zatwierdzonym pozostawiono bez zmiany pierwotną redakcyą po- 
stanowień o graniczeniu dó1)r królewskich i o zakładach sądowych, 
a dodanemi nowelami przepisy te zniesiono lub gruntownie zmieniono? 
Wszakże, skoro zarówno Statut jak i nowele wydano pod tą samą 
datą, to powstawała skutkiem tego antinomia, i mogło się stać wątpli- 
wem, które z sprzecznych postanowień ma być stosowanem. Ażeby na 
pytania te odpowiedzieć, przypomnieć trzeba, że ówczesna technika ko- 
dyfikacyjna bardzo jeszcze była niewydoskonaloną, jak niemniej, ze 
sama praca nad złożeniem kodeksów natrafiała na różne trudności 
z jakiemi już dzisiaj liczyć się nie potrzeba. Było widocznie zamia- 
rem, Statutu tego nie drukować, jak go też w istocie nie wydruko- 
wano; los ten spotykał niejedne ówczesną konstytucyą sejmową, jak 
o tern dziś na pewno wiemy, chociażby z uzupełnień Tomicyanów; 
spotykał też zwłaszcza często większe kodyfikacye prawne, jak n. p. 
wydany prawie równocześnie Statut litewski pierwszy (1529), a później 
także i drugi. Tekst projektu, jaki przedłożono sejmowi, miał tedy 
jako autentyk służyć za podstawę dla późniejszych odpisów; i nie 
było rzeczą bezpieczną kreślić go i uzupełniać dopiskami, jeśli się nie 
chciało stworzyć pod tym względem precedensu dla samych kopistów, 
a przez to zrodzić zamącenie co do właściwego brzmienia ustawy. Po- 
nadto było to rzeczą wprost niebezpieczną z innego jeszcze powodu. Je- 
dna bowiem czy kilka poprawek, przeprowadzonych w tekście, mogły 
dać pochop do szerokich rozpraw nad całym szeregiem innych popra- 
wek możliwych, chociażby one nie dotyczyły już rzeczy zasadniczych 
jeno tylko samej wyraźniejszej czy stosowniej szej redakcyi odpowiednich 
przepisów. Możliwość taka nasuwała się tu bardziej, aniżeli gdziekol- 
wiek indziej; wiemy bowiem, iż ostateczna redakcyą projektu doko- 
naną została poza obrębem sejmu mazowieckiego, i nie była mu podaną 
do rewizyi. Na takie szerokie rozprawy nie miał już czasu sejm kra- 
kowski, który sprawami mazowieckiemi zajął się pod koniec swych 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 237 

obrad ^); groziło zatem niebezpieczeństwo, źe w takim razie sprawa 
wydania Statutu nie dałaby si.^ odrazu załatwić, i źe ją trzeba będzie 
odłożyć na czas późniejszy, kiedy juź może nie znajdą się tak pomyślne 
po temu warunki, jak obecnie. Takiego wyniku rzeczy nie mógł sobie 
życzyć ani król, który przez cały ciąg swoich rządów dążył statecznie 
i wytrwale do skodyfikowania różnych praw w państwie obowiązują- 
cych, i niejednego juź w tej sprawie doczekał sie zawodu, ażeby roz- 
myślnie narażać się na możliwość zawodu nowego; ani Mazowsza- 
nie, którz}% jak wszystko za tem przemawia, nie mieli podówczas za- 
sadniczych zarzutów przeciw projektowi, a w których interesie leżało 
uzyskać jaknajrychlej osobny kodeks zastrzeżonego im odrębnego 
prawa sądowego. Przez to stało się, źe projekt sejmu mazowieckiego 
z r. 1531 przyjęto tu jakoby całość nietykalną, to zaś, co w nim wy- 
magało zmian i uzupełnień, określono osobnemi nowelami. 

Co do antinomii, jaka stąd wynikła, przypomnijmy, że jeśli na- 
wet w dzisiejszych, subtelnie obmyśliwanych i przygotowywanych ko- 
deksach nie zawsze można się jej ustrzec, to tem mniej, przy niedo- 
skonałej technice kodyfikacyjnej, mogła ona razić w ustawach z owych 
czasów. W Statucie naszym było i tak pełno antinomij. Kłóciły się 
przedewszystkiem z sobą różne postanowienia 25 ustaw dawniej- 
szych książąt mazowieckich, do Statutu przydane i równocześnie z nim 
zatwierdzone, jako że wydawano je wśród różnych, częstokroć odmien- 
nych warunków, w różnych czasach z ostatniej ćwierci XIV i przez 
e^ły ciąg XV stulecia; były dalej sprzeczności między ustawami ksią- 
żęcemi a różnemi postanowieniami właściwego tekstu Statutu; kto wre- 
szcie zadałby sobie trud, mógłby zestawić spory zapewne poczet anti- 
nomij pomiędzy samymi przepisami tekstu właściwego. Żeby nie po- 
przestać na tym jednym przykładzie, sięgnijmy jeszcze do Statutu 
mazowieckiego drugiego i przypomnijmy, że równocześnie z nim za- 
twierdzono także 25 dawniejszych ustaw książęcych, tak samo 
z sobą jako też z postanowieniami Statutu w niejednem sprzecznych ; 
ponadto zaś dodano tu, i razem z nim bez zmiany wydrukowano nie- 
które nowsze ustawy mazowieckie, które znowu w pewnych szczegó- 
łach sprzeciwiały się jego przepisom. Tak przydane tu konstytucye 
mazowieckie z r. 1538 podawały zgoła odmienne warunki graniczenia 
dóbr szlacheckich, aniżeli je określał Statut 2); tak pozostawiono tu też 
w całości artykuł przywileju piotrkowskiego z r. 1529 o czterech in- 
stancyaeh sądowych w sprawach mazowieckich, podczas gdy Statut 



') Por. niżej str. 239. 
*) Por. str. 220. 



238 OSWALD BAŁZSR. 

sam zmniejszył łiczbę instancyj do trzech, wykreślając z ich rzędu 
sejm warszawski ^). Dodane do niezmienionego Statutu pierwszego no- 
wele, o ile zostawały z nim w sprzeczności, nie przedstawiały zatem nic 
wyjątkowego, a nadto nie mogły też rodzić zasadniczych wątpliwości 
w praktyce. Dla sędziów ówczesnych jasną było rzeczą, że skoro 
w Statucie zachowano pewien przepis, który usuwa lub zmienia no- 
wela, wydana osobno, chociażby nawet równocześnie, to trzeba uwzglę- 
dnić nowelę, a nie odnośny artykuł Statutu; i dla tego w praktyce 
mogli stosować rzeczywiście obowiązujące prawo, lepsi w tem od nie- 
jednego z dzisiejszych „jurystów", który zacietrzewiwszy się w rze- 
czach formalnych, traci zmysł dla zrozumienia istotnej woli pra^ 
wodawcy. 

Z czterech znanych nam nowel jedna tylko, t. j. ustawa o mc- 
żobójcach przeszła do rękopisów, w których dochował się tekst Sta- 
tutu pierwszego; trzy inne ogłoszono drukiem dopiero przy Statucie 
drugim ^). W zasadzie tekst Statutu pierwszego mógłby był nie poda- 
wać także żadnej noweli, skoro każda z nich, formalnie rzecz biorąc, 
była osobnym aktem ustawowym; nie tyle wi<^c zadziwia tutaj brak kilku 
nowel, ile raczej okoliczność, dla czego podano tylko jedne z nich, nie 
Y/szystkie. Przypuszczeń, jakie dla wyjaśnienia tego pytania nasunąćby 
się mogły, jest kilka, przedewszystkiem dwa. Naprzód przypomnieć 
należy, iż żaden z rękopisów, jakie posiadamy, nie jest oryginałem; 
SĄ to wczesne wprawdzie, ale zawsze już pochodne odpisy *). Nie 
można tedy przesądzać, czy w autentyku nie znajdowały się i inne 
nowele, z których kopiści zachowali tylko najważniejszą. Powtóre, przy- 
jąć też można, że ponieważ ustawa o mężobójcach przedstawiała szcze- 
gólne znaczenie dla króla, przeto z polecenia jego przepisano ją przy 
Statucie, opuszczając inne nowele, które nie miały już dlań tak wielkiego, 
zasadniczego znaczenia. Jakkolwiekbądż, ustawa o mężobójcach, złączona 
w ten sposób zewnętrznie z Statutem samym, musiała przez to ucho- 
dzić za istotną • jego część składową. Stąd tłómaczy się, dla czego 
już na sejmie z r. 1534 zarzuty przeciw tej ustawie skierowane, połą- 
czono najściślej z zarzutami przeciw całemu Statutowi *). 

Dekretu królewskiego, zatwierdzającego Statut pierwszy, nie prze- 
chowiJ nam żaden z jego rękopisów; tem różni się jego tekst od Sta- 



») Por. 8tr. 196. 

») Band t kie, Iu8 Pol. 414 416. 417. 

*) Mam ta na myśli rękopisy Metryki koronnej i Wilanowski; odpis w Tekach 
Namszewicza jest kopia pierwszego z nich, z końca XyiII wieka. 
*) Por str. 230. ' 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 239 

tntu drugiego, na którego czele znajduje się taki dekret ^). Nie można 
jednak z tego powodu podnosić jakichkolwiek wątpliwości przeciv/ po- 
przednim wywodom o sankcyi Statutu; nawet bowiem w konstytncyach 
sejmowych, za Zygmunta I drukowanych, opuszczano częstokroć for- 
mułki zatwierdzające, poprzestając na podaniu samych tylko postano- 
wień sejmowych, w stosowne artykuły ujętych. Bez takich formułek 
zatwierdzających ogłoszono konstytucye z lat 1510, ISll, 1519, 1520, 
1521, 1523 2), nie mówiąc o wydanych później, jak z r. 1543, 1544 8). 
Nie ma też dekretu, potwierdzającego nasz Statut, w księgach kance- 
laryi królewskiej; wszelako i ten wzgląd nie zachwiewa w niczem 
poprzednich naszych spostrzeżeń. Do ksiąg tych zapisywano wpraw- 
dzie zazwyczaj uchwały sejmowe i rozporządzenia królewskie; nie była 
to jednak reguła bez wyjątku. Niejednokrotnie w zwykłych księgach 
sądowych, czasem w innych, prywatnych zbiorach, rękopiśmiennych 
czy drukowanych, spotykamy rozporządzenia królewskie, niekiedy nawet 
dekrety sejmowe, których napróżno szukalibyśmy w księgach kan- 
clerskich czy podkanclerskich. Ażeby nie wybiegać daleko poza 
przedmiot, zwracamy tylko uwagę na to, że niema w tych księgach 
żadnej z czterech omówionych nowel mazowieckich z r. 1532, jak nie- 
noLniej, co ważniejsza, i w tym wypadku stanowcza, niema tu także 
dekretn królewskiego z r. 1540, zatwierdzającego Statut mazowiecki 
drugi. 

Powróćmy raz jeszcze do dat, ażeby rzucić promień światła na 
przebieg obrad sejmu krakowskiego z r. 1531/2, o ile one dotyczyły 
zamierzonej i dokonanej tamże kodyfikacyi mazowieckiej. Widzieliśmy, 
iż sejm ten trwał jeszcze 31 stycznia 1532 r., i że w tym, lub jakim- 
kolwiek najbliższym dniu zakończyły się jego obrady. Natomiast ude- 
rza, że wszystkie ustawy koronne wydane na nim zostały już pod datą 
20 stycznia t. r. Powyższą datę noszą obszerne, widocznie cały poru- 
szony materyał wyczerpujące konstytucye sejmowe *); pod tąż datą 
wychodzi także uniwersał o poborze wiardunkowym ^), jako też drugi 
osobny uniwersał o czopowem ^. Nawet szczególne sprawy koronne^ 
jakie się jeszcze do załatwienia nasunęły, rozstrzygnięto rozporządze- 
niami z 20 stycznia; datę tę nosi dekret królewski o czasie odbywa- 



^) Bandtkie, las Pol. 367. 

^ V o 1. I e g. I. 366. 374 387. 392. 396. 399. 

*) Ibid. I. 566. 682. 

*) Ibid. I. ^99. 

^ M e t r. k o r. t. 46 fol. 148'; t. 47 fol. 234'. 

V b i d. t. 46 fol. 153'. 



240 



OSWALD BALZER. 



nia roków ziemskich bełskich ^). Ź późniejszych dni, przez które je- 
szcze* odbywał się sejm krakowski, nie dochowały się jakiekolwiek 
uchwały koronne. Znaczy to, iź sejm ze wszystkierai sprawami ogólno- 
państwowemi ułatwił się był już dnia 20 stycznia, i że, gdyby tylko 
o nio chodziło, byłby się był mógł rozejść już pod tą datą. Jeżeli 
jednak mimo to ti-wał aż do 31 stycznia, a dopiero 29 stycznia przyjął 
ostatecznie zarówno Statut pierwszy, jako też uzupełniające go nowele, 
to oczywisty stąd wniosek, iż właśnie dziewięć a wzgl. jedenaście 
ostatnich dni sejmu poświęcono załatwieniu spraw mazowieckich. Nie 
chcemy przez to przesądzać, czy i przedtem już, wśród obrad nad spra- 
wami koronnemi, nie poruszono częściowo także mazowieckich; bądź 
co bądź stwierdzić trzeba, iź główna akcya sejmu w sprawach mazo- 
wieckich ześrodkowała się właśnie w tym ostatnim okresie jego obrad. 
Przyjmując nawet, że jej przedtem nie podjęto wcale, otrzymamy sto- 
sunek 9 dni obrad sejmu walnego do 15 dni obrad sejmu warszaw- 
skiego z r. 1531; lub, odliczając dnie świąteczne, stosunek dni 7 do 12. 
Rozważając warunki, wśród których dokonywała się praca obu sejmów, 
będziemy musieli przyznać, iź sejm krakowski poświęcił sprawie sto- 
sunkowo baczniejszą uwagę, aniżeli sejm mazowiecki; inna rzecz bo- 
wiem radzić nad gotowym już projektem ustawy, aniżeli projekt ów 
dopiero układać. Na wszelki przypadek znajdujemy w tym szczególe 
ponowną wskazówkę na stwierdzenie okoliczności, iż sejm krakowski 
nie zajmował się jedynie nowelami mazowieckiemi; gdybyśmy bowiem 
nawet przyjęli, iź niektóre sprawy, jak statut o mężobójcach, dały je- 
szcze pobudkę do rokowań i sporów, to jednak przy ówczesnym spo- 
sobie prowadzenia obrad, nie można przyjąć, aby tych kilka szczegó- 
łów zajęło dziewięć dni rozpraw sejmowych; musiała tu być niewąt- 
pliwie rozpatrywaną sprawa obszerniejsza, t. j. projekt całego Statutu. 
I, skoro co do przeważnej części jego postanowień nie było zasadni- 
czego oporu, jakże potrafilibyśmy usprawiedliwić zdanie, iż Statut 
nie uzyskał zatwierdzenia? 



V. 

Prace przygotowawcze nad ułożeniem Statutu mazowieckiego drugiego. 
Trzy projekty tegoż Statutu z lat 1533, 1536 i 1539. 

Poprzednie uwagi nasze wyczerpały główny przedmiot niniejszej 
pracy, a mianowicie pytanie, czy i kiedy Statut mazowiecki pierwszy 
został zatwierdzonym. W rozdziale niniejszym i następnym zamierzamy 



*) T e r r. B e I z t. 9 str. 907. 949; Castr. Bełz. t. 162 atr. 55. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 241 

omówić jeszcze niektóre szczegóły, z sprawą tą w dalszym już zostające 
związku, nieobojętne wszelako dla dziejów ustawodawstwa mazowie- 
ckiego, jak się one w najbliższym czasie po wydaniu Statutu pierw- 
szego rozwinęły. 

Zwracamy tedy przedewszystkiem uwagę na znany już poprze- 
dnio, ale dotąd zupełnie niewyzyskany ustęp, zawarty w przytoczonych 
już kilkakrotnie Postulatach mazowieckich z r. 1534. Podniósłszy 
wiadome zarzuty przeciw Statutowi pierwszemu, domagają się tu Ma- 
zowszanie u króla: Itetn quod Maiestas Sua Regia Statut a ducatus 
Mazopiae per daminum palatinum modernum et consiliarios nec 
non nuntios terrarum [Mazoviae] Suae Serenissimae Maiestati Regiae porri- 
genda approbare et confirmare gi^atiose dignaretur ^). Jest tu zatem mowa 
o nowym projekcie Statutu, różnym widocznie od Statutu pierw- 
szego, skoro mu się go przeciwstawia, który miał być królowi przed- 
łożonym do zatwierdzenia. Czy w chwili, w której Postulaty mazo- 
wieckie spisywano, był on już gotowym, czy też miał byó dopiero 
w przyszłości opracowanym? Pożądanego wyjaśnienia dostarcza nam 
w tej mierze słowo porrigenda. Że jest tu mowa o doręczeniu, które 
później miało nastąpić, tłómaczy się tem, że na sejmie walnym z r. 1534 
król obecnym nie był; bawił on właśnie podówczas na Litwie. Z dru- 
giej strony nie można przyjąć, iżby wzmianka o zamierzonem dorę- 
czeniu odnosiła się do projektu jeszcze nieistniejącego; znaczyłoby to, 
że Mazowszanie przesądzali o rzeczy, która w przyszłości dopiero miała 
dojść do skutku, i to w czasie, kiedy nie było po temu żadnej isto- 
tnej i rozumnej przyczyny. Na cóż bowiem przydałoby się Mazowsza- 
nom prosić króla z góry o zatwierdzenie Statutu, który jeszcze nie 
istniał? Wszakże ani oni sami nie mogli wiedzieć, jaką będzie 
treść projektu jeszcze nieułożonego, ani też król nie mógł go za- 
twierdzać, skoro, jako nieistniejący, projekt taki nie mógł mu być 
jeszcze znanym. W tym wypadku spodziewalibyśmy się raczej, iż 
Mazowszanie prosić go będą o złożenie sejmu w Warszawie, któ- 
ryby nowy projekt opracował, a potem dopiero przyjdą doń z proś- 
^ o jego zatwierdzenie; i wtedy też, ale dopiero wtedy, prośba taka 
miałaby uzasadnienienie. Jeżeli mimo to przedstawiciele Mazowsza 
zapowiadają królowi wręczenie projektu i z góry proszą dlań o sank- 



*)BpiB Czart. (Acta Tomic.) nr. 272. str. 286. Por. tei cytat n W i ni ar z a 
13 nw. 1. Uzupełniam w tekście wyraz: Mazoyiae, gdył chodzi o doręczenie królowi 
Statutu mazowieckiego, który mógł obchodzić przedewszystkiem tylko senatorów i po- 
słów mazowieckich, nie zaś w ogóle koronnych. Dodany szczegół, iż obok nich ma go 
wręczyć obecny wojewoda (mazowiecki) nie pozostawia zresztą pod tym względem 
żadnych wątpliwości. 

Rozprawy Wjd£. bI«t.-fl1os. T. ZŁ. 16 



242 OSWALD BALZER. 

cyą, to jest w tem dowód, iż w czasie, w którym prośbę wystosowano, 
istniał już projekt nowego Statutu. 

Kiedy i wśród jakich okoliczności projekt ten złożono? Ażeby 
na pytanie to odpowiedzieć, trzeba przedewszystkiem wyjaśnić inne. 
które się z niem bezpośrednio łączy: kto jest owym palatinus modemus^ 
zatem wojewodą (i wicesgerentem) mazowieckim, sprawującym władzę 
w czasie spisania i wysłania Postulatów (1534 r.) ? 

Na pytanie to dotychczasowi badacze dziejów ustawodawstwa 
mazowieckiego odpowiadali jednozgodnie, iż był nim Stanisław Śrzeó- 
ski, rzekomy następca Prażmowskiego, a poprzednik Goryiiskiego na 
tym urzędzie. Najbliższem źródłem tej wiadomości jest Janocki, poda- 
jący następujący po pierwszym, Brzeskim, szereg wicesgerentów z na- 
stępującemi datami: Prażmowski (f pod koniec 1533, »tc), Stanisław 
Śrzeński (f 1535), następnie Goryński *). Janocki opiera się znowu na 
Niesieckim, który podaje tę sarnę listę, z odmiennemi nieco datami, 
nie określa bowiem czasu śmierci Prażmowskiego, a Srzeńskiemu umie- 
rać każe dopiero r. 1536 -)• Powołuje się przytem na właściwe źródła 
pierwotne, t. j. nagrobki Srzeńskich, podane u Okolskiego i Starowol- 
skiego. Zwracając się do Okolskiego, znajdujemy tu wiadomość o na- 
grobku Stanisława Srzeńskiego, zwanego Gradem, wojewody mazowie- 
ckiego, zmarłego rzekomo 30 marca 1636 r.. jako też o nagrobku Feliksa 
Srzeńskiego, wojewody płockiego, którego tekst nie podaje bynajnmiej, 
czyim był synem, a zarazem w jakim czasie umarł ^), Starowolski na- 
tomiast przytacza nagrobek Feliksa, wojewody płockiego, z dodatkiem, 
iż był on synem Stanisława, wojewody mazowieckiego, i że zmarł 
(Feliks) 30 marca 1636 r. *). Zestawiając obie wersye ze sobą, przy- 
jął Niesiecki, za drugą, iż Feliks był synem Stanisława, a za pierwszą, 
po zredukowaniu daty rocznej śmierci o całą setkę, iż Stanisław umarł 
r. 1536. Nie chciał dostrzec, że oba jego źródła kłócą się ze sobą 
w rzeczach zasadniczych, wedKig jednego bowiem tekst nagrobku okre- 
śla pochodzenie Feliksa, według drugiego nie; w pierwszym ta sama 
data śmierci odnosi się do Stanisława, w drugim do Feliksa. Które 
z nich jest błędnem, nie opłaciłoby się dochodzić; mylą się bowiem 
oba. Znacznie od obu wcześniejszy Paprocki podaje oba nagrobki w au- 
tentycznem brzmieniu; zawierają one zgoła odmienne szczegtSy. Tak 
przedewszystkiem nagrobek Stanisława Srzeńskiego, wojewody mazo- 



^) Jan o elan a II. str. 106 nr. 49, str. 226 nr. 118. 
') Niesiecki, Herbarz, wjd. lip. I. 203. 
') Okolski, Orbis Polonus L 153. 
*) Starowolski, Monnm. Sann. 490. 



STATUT MAŻOWlflCIĆI PIERWSZY 243 

wleckiego, swanego Gradem, który zmarł 30 marca 1436 i*., a nastę- 
pnie nagrobek Feliksa Śrzeńskiego, wojewody płockiego (bez podania 
pochodzenia), który zmarł 19 września 1554 r. *). I Paprocki w ni- 
ezem się tn nie myli: w istocie bowiem w dokumentach z r. 1412 — 1435 
występuje Stanisław O-rad *), raz nawet wyraźnie Stanisławem Gradem 
ze Śrzeńska nazwany ^, jako wojewoda płocki, co, ze względu na istnie- 
jąci^ podówczas udzielność Płoeka mogło dać pochop do nadania mu 
w nagrobku tjrtułu wojewody mazowieckiego; żył także w pierwszej 
połowie XVI stulecia Feliks Śrzeński, wojewoda płocki, występujący 
w tej godności r. 1534, jako jeden z wysłańców, którzy mieli królowi 
zawieśó znaną nam Legaoyą odbywającego się podówczas sejmu piotr- 
kowskiego *). Ale ów Feliks nie mógł być żadną miarą synem Sta- 
nisława Grada, ani też sam Stanisław, który według nagrobku dożyć 
miał 140 lat wieku, zatem urodził się jeszcze pod koniec Xin stule- 
cia, nie mógł być wicesgerentem mazowieckim po śmierci Prażmow- 
skiego, i umierać r. 1536 ! W początkach XVI wieku (1505 i 1506 r.) 
występuje wprawdzie inny Stanisław Śrzeński jako kasztelan wiski ^), 
co do którego możnaby nawet przyjąć, że był ojcem Feliksa, wojewody 
płockiego; nie mamy jednak żadnego śladu, iżby się posunął kiedykol- 
wiek do godności wojewody mazowieckiego; gdybyśmy już zaś chcieli 
twierdzić, że ją przecież uzyskał, to możnaby tu myśleć conajwięcej 
o ostatniej dobie panowania książąt, ale bezwarunkowo nie o czasach 
zostawania Mazowsza pod berłem króla polskiego, nie tylko ze względu 
na dowody przeciwne, jakie zaraz niżej podamy, ale także i dla tego, 
że w tym wypadku musielibyśmy go spotkać w bardzo dokładnych 
listach dostojników i urzędników mazowieckich, jakie się nam przecho- 
wały z r. 1525 ®) i 1531 ^, chociażby na jakimś innym jeszcze, od wo- 
jewodzińskiej godności niższym urzędzie. Tymczasem obie listy nie 
wymieniają go wcale; w czem dowód, że zmarł przed r. 1525. 

Tak więc skutkiem dziwnego pomieszania wiadomości źródłowych 
przez dawniejszych, niekrytycznych heraldyków, przyjmowanych na 
wiarę w dzisiejszej nauce, zrodziło się twierdzenie o Stanisławie Śrzeń- 
skim, jako następcy Prażmowskiego na wicesgerencyi i województwie 
mazowieckiem. Autentyczne źródła mówią zgoła co innego. Pod datą 



») Paprocki, Herby, wyd. Turów. 400. 401. 

*) Kod. djpl. Masow. nr. 150. 163. 176. 

») Ibid. nr. 162. 

*) Epis Czart. nr. 272 8tr. 271. Por. te* cytat u Winiarza 14. uw. 1. 

*) Vol. leg. I. 809; Kod. djpl. Mazow. nr. 282. 

•) Vol. leg. I. 448. 

Ó Bandtkie, Ina Pol. 367. 368. 

16* 



244 08WAŁD BALZER. 

4 lutego 1533 r. Zygmunt I nadaje wicesgerencyą na Mazowsza Ja- 
nowi Łoskiemu z Woli Chinowskiej, dawniej kasztelanowi wiskiema 
(1525 — 1531) ^), a w chwili mianowania wojewodzie mazowieckiemu *j. 
Wojewodą mazowieckim był zatem Loski ustanowiony już przedtem, 
według zwyczaju bowiem, jakiego podówczas przestrzegano, obie no- 
minacye: na województwo i wicesgerencyą przychodziły do skutku 
z osobna, i to tak, że palatynat dostawał się upatrzonemu kandydatowi 
rychlej, aniżeli wicesgerencyą ^). Ponieważ jednak odstęp czasu po- 
między niemi bywał zazwyczaj stosunkowo krótki (kilka dni, conaj- 
więcej miesiąc) *), przeto możemy przyjąć, iż Loski otrzyma! woje- 
wództwo mazowieckie w samym początku r. 1533, lub conajwcześniej 
przy końcu r. 1532. I nie mógł go otrzymać rychlej, skoro wiemy, 
iż śmierć Prażmowskiego przypada na październik lub listopad 1532 r. ^}. 
Na wszelki przypadek niema pomiędzy Prażmowskim a Łoskim miej- 
sca na Śrzeńskiego czy też jakiegokolwiek innego wojewodę. Jako wo- 
jewoda-wicesgerent występuje Loski na sejmie sądowym mazowieckim 
pod datą 15 czerwca 1534 r. ^. Kiedy umarł, niewiadomo dokładnie; 
ponieważ jednak dekret królewski z 13 października 1535 r., mianu- 
jący Goryńskiego wojewodą mazowieckim, wyraźnie zaznacza, iż nowy 
dostojnik obejmuje ten urząd po śmierci Leskiego ^, przeto wynika 
stąd, iż zgon jego nastąpił na krótko przedtem, jak nienmiej, że znowu 
pomiędzy Loskim a G-oryńskim nie da się umieścić żaden inny woje- 
woda. Tak więc z pocztu wojewodów i wicesgerentów mazowieckieh 
wykreślić należy stanowczo nazwisko Śrzeńskiego, a w jego miejsce 
wstawić pomijanego dotąd zupinie Loskiego. On też jest owym pala- 
tinus modemus, o którym wspominają Postulaty z r. 1534. 

Ponieważ sejm piotrkowski, z którego Postulaty owe wysłano do 
króla, rozpoczął się już dnia 6 stycznia t. r., a nowy projekt Statutu 
był już w tym czasie gotów, przeto nie mógł on powstać później, jak 
w r. 1533. Z drugiej strony nie można dlań przyjąć także wcześniej- 
szej daty rocznej, ile że projekt ten złożono widocznie za rządów no- 
wego wicesgerenta, który wtedy dopiero uzyskał tę godność; i byłoby 

O Vol. leg. I. 448; Bandtkie, lue Pol. 367. 

*) Metr. kor. t. 48 str. 608. 

*) Tak Piotr Goryński mianowany sos tał wojewodą mazowieckim 18 paźdaier- 
nika 1535 r., a wicesgerentem 10 listopada t. r. ibid. t. 51 fol. 136. 143% Podo- 
bnież następca Goryńskiego, Piotr Gamrat, mianowany wojewodą mazowieckim 15 gm- 
dnia 1542 r., a wicesgerentem 23 gmdnia t. r. Ibi d. t. 64 fol. 74*. 84. 

*) Por. nw. poprz. 

») Por. str. 232. 

^) Por. Balzer, Sejm mazow. pod rządem koronnym, str. 31 Dodatek V. 

■) M e t r. k o r. t. 61 fol. 136. 



STATUT MAZOWJECKI PIERWSZY 245 

rzeczą zgoła nieprawdopodobną, ażeby jeszcze za życia PrażmowskiegOj 
którego osoba tak ściśle się związała z pierwszą kodyfikacyą mazo- 
wiecką, można było przystąpić do rewizyi Statutu. Tak więc pierwszy 
widoczny objaw opozycyi przeciw Statutowi pierwszemu przyniósł ze 
sobą już rok najbliższy po jego zatwierdzeniu; data ta schodzi się ści- 
śle z początkiem owego okresu w rządach Zygmunta I, w którym 
wybuchło przesilenie w wewnętrznem życiu państwa, stwarzając grunt 
podatny do kwestyonowania i obalania tego, co wprowadzono niedawno 
dla zabezpieczenia porządku i ładu społecznego. 

Samego projektu z r. 1533 nie znamy; o treści jego posiadamy 
tylko dwie niewyczerpujące wskazówki: jedne szczególną, iż nie za- 
wiera! on już statutu Januszowego o męźobójcach, skoro go równo- 
cześnie tak ostro zaczepiano; i drugą ogólną, że opuszczono w nim 
pewne, bliżej nam nieznane, dla Mazowszan niedogodne artykuły, w re- 
dakcyi pierwszej rzekomo przez Prażmowskiego dodane. Ponieważ je- 
dnak dążność i charakter całego ruchu, jaki się już podówczas obja- 
wił, są jakościowo te same, jakie istniały w czasie ostatecznego do- 
konania drugiej z rzędu kodyfikacyi mazowieckiej z r. 1540, przeto wolno 
wypowiedzieć przypuszczenie, iż czę^ć, może nawet znaczna, zmian, 
uzupełnień i opuszczeń, jakie wykazuje Statut drugi w porównaniu 
z pierwszym, mogła się już znajdować w projekcie z r. 1533. A wobec 
tego twierdzenie, przypisujące autorstwo wszystkich tych nowości sej- 
mowi mazowieckiemu z r. 1536, trzeba będzie postawić pod znakiem 
zapytania; równem bowiem prawem można tu przyjąć także częściowe 
przynajmniej autorstwo sejmu mazowieckiego z r. 1533. Tern mniej 
można stawiać pewnik o autorstwie Goryńskiego; jeśli już bowiem 
czysto zewnętrzna okoliczność przewodniczenia na sejmie warszawskim 
miałaby o tej sprawie rozstrzygać, to urasta teraz Goryńskiemu współ- 
zawodnik w osobie Łęskiego. To też pomiędzy obu tych dostojników, 
a ściśle rzecz biorąc, pomiędzy oba sejmy z r. 1533 i 1536 trzeba bę- 
dzie rozdzielić, w stosunkach bliżej określić się niedających, nie tylko 
winę tego, co w reformach Statutu drugiego jest zarzutu godnem, ale 
i zasługę w przeprowadzeniu tego, co w nim występuje jako postęp 
i zmiana dodatniego znaczenia. 

Nie znamy dalszych losów projektu z r. 1533; wiemy nie tylko, 
iż zatwierdzenia nie uzyskał, ale ponadto nie znajdujemy żadnej 
wzmianki, iżby stanowił przedmiot obrad na którymkolwiek z sejmów 
walnych. Nie było też w istocie warunków po temu; kilka najbliż- 
szych sejmów odbyło się pod nieobecność Zygmunta; inne, w których 
król brał udział, skłóciły do tyla wewnętrzne rozterki i waśni, że już 
nie tylko spraw partykularnych, ale nawet najważniejszych spraw 



246 OSWALD BALZER. 

Ogólno -państwowych nie było można na nich załatwić. Na ten czas, 
już za wicesgerencyi Goryńskiego, przypada zwołanie sejmu mazowie* 
ckiego z r. 1536 celem uchwalenia nowego projektu Statutu. Stało się 
to, jak wiemy, na żądanie samych Mazowszan ^); widocznie po latach 
kilku doszli do przekonania, iż projekt z r. 1533 wymaga uzupełnień czy 
poprawek; nie jest też, jak niżej to wskażemy, wykluczonem przypu- 
szczenie, że i sam król, przy ponownej rewizyi, zmierzał jeszcze do 
przeprowadzenia pewnych celów, którym nie odpowiadał projekt po- 
przedni. 

Czy tekst Statutu drugiego, jak go ostatecznie w r. 1540 za- 
twierdzono i wydrukowano, zawiera w istocie niezmieniony w niczem 
projekt sejmu warszawskiego z r. 1536, jak się to powszechnie przyj- 
muje? Pod tym względem uderza przedewszystkiem dziwne zjawi- 
sko: że na zatwierdzenie trzeba było czekać całych lat cztery. A przecież, 
gdyby projekt z r. 1536 dla żadnego z czynników, o sprawie rozstrzy- 
gających, nie przedstawiał wątpliwości czy niedogodności, należałoby 
się raczej spodziewać, iż uzyska sankcyą w rychlej szym czasie. I była 
niewątpliwie po temu sposobność jeszcze przed rokiem 1640. Właśnie 
po przejściu wielkiej zawieruchy z r. 1537, zebrał się w początkach 
r. 1538 sejm walny w Piotrkowie, jeden z najważniejszych z całego 
okresu rządów Zygmunta I, który w obszernych konstytucyach zała- 
twił szereg pierwszorzędnych spraw państwowych 2). Nie dość na tem; 
tenże sam sejm wydał nadto osobne konstytucye dla Mazowsza, roz- 
strzygające również wiele ważnych pytań, jakie dotyczyły tej ziemi ^). 
Jeżeli tedy z całej działalności sejmu tego przebija widoczna dążność 
do uporządkowania zagmatwanych stosunków w Polsce, i jeżeli wśród 
obrad, jakie się tu toczyły, zwrócono też szczególną uwagę na sprawy 
mazowieckie, to słusznie można się domyślać, iż sprawa zatwierdzenia 
Statutu drugiego, którego projekt był już wypracowanym, przedstawiająca 
dla Mazowsza pierwszorzędną doniosłość, musiała wtedy spotkać się 
jeszcze z jakiemiś przeszkodami, z powodu których trzeba ją było 
odłożyć. Ta sama uwaga dotyczy też obrad sejmu krakowskiego 
z r. 1539, które również doprowadziły do wydania obszerniejszych 
konstytucyj koronnych ^), ale z zatwierdzeniem Statutu ułatwić się nie 
zdołały. Można przyjąć, że trudności nie wychodziły od przedstawi- 
cieli mazowieckich. Boć skoro Mazowszanie uchwalili nowy projekt 
w r. 1536, to nie było powodu, aby mu się sprzeciwiali na sejmach 

') Por. str. 19b\ 
«) Vol. leg. L 516 n. 
'') Ibid. I. 536 n. 
*) Ibid. L 546. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 247 

walnych; raczej król mógł ta stawiać jeszcze pewne przeszk<)dy. 
Z jakich przyczyn — tego możemy się tylko domyślać. Zwróciliśmy 
już poprzednio uwagę na okoliczność, iż rychła opozycya, jaka się 
przeciw Statutowi pierwszemu zbudziła, mogła go w pewnej mierze 
zniechęcić i zniecierpliwić ^); być może zatem, iż teraz umyślnie tom- 
poryzował, wyczekując, czy sami Mazowszanie nie uznają jeszcze po- 
trzeby jakichś zmian i uzupełnień w projekcie; przytem mogły też 
powstać sprzeczności pomiędzy nim, a wysłańcami tej ziemi co do za- 
mieszczenia w nowym Statucie pewnych postanowień, których projekt 
nie zawierał, albo opuszczenia innych, które królowi wydały się nie- 
dogodnemi. Na wszelki przypadek powstawała możność poddania pro- 
jektu z r. 1536 ponownej rewizyi, wzgL opracowania nowego projektu, 
któryby owe sprzeczności uchylił. Zobaczmy, czy na poparcie tego 
przypuszczenia dadzą się przytoczyć jakiekolwiek wskazówki źródłowe. 
W Bibliotece cesarskiej w Petersburgu, ze zbiorów niegdyś Bi- 
blioteki Załuskich, znajduje się, pod sygnaturą Lat. F. II. 185 r*^ko- 
pis z XVI wieku, zawierający Statut mazowiecki. Nie miałem mo- 
żności zbadać go osobiście, i dlatego poniższe moje wywody przedsta- 
wiam z zastrzeżeniami; posiadam wszelako dość dokładne wiadomości 
o jego stronie zewnętrznej i układzie zawartego w nim tekstu, które 
pozwalają wyrobić sobie zdanie o stosunku tego zabytku do obu Sta- 
tutów mazowieckich z r. 1532 i 1540 -). Tekst rękopisu zgadza się 
w przeważnej części z obu Statutami, nie pokrywa się wszelako z ża- 
dnym; owszem łączy on w sobie niektóre właściwości Statutu pierw- 
szego z właściwościami drugiego. Na ogół biorąc, zbliża się najwię- 
cej do Statutu drugiego. Tak z 8 artykułów redakcyi pierwszej, które 
opuszczono w drugiej, nie zawiera 7; natomiast pomieszczono w nim 
już wszystkie 21 artykuły, o które redakcya druga bogatszą jest od 
pierwszej. Niemniej też porządek i następstwo artykułów idzie tu, 
z zaznaczonymi poniżej wyjątkami, w całości za redakcya drugą, wy- 
kazując w ten sposób w wielu względach różnice od układu redakcyi 



') Por. str. 231. 

*) Bliższych szczogółów o rękopisie adzielil mi uprzejmie dr. Józef Korze- 
uiowski z przygotowanego przez siebie sprawozdania o poszaki w aniach w bibliote- 
kach i archiwach zagranicznych. Kilka uzupełniających wyjaśnień zawdzięczam uprzej- 
mości p. Stanisława Ptaszyckiego w Petersburgu. Obu tym uczonym skłudam 
na tern miejscu gorąco podziękowanie za udzieloną mi łaskawie pomoc. — Prawdopo- 
dobnie niniejszego rękopisu dotyczy opis Janeckiego, Janociana II. 225 nr. 118. 
Ze zawarty w nim tekst Janecki odnosi do r. 1631 i przypisuje autorstwo jego Praż- 
luowskiemu, wynikło Ftąd, że na początku znajduje się wzmianka o sejmie warszaw- 
skim, odbytym w r. 1531 pod przewodnictwem Prażmowskiego, ta sama, która 
w dosłnwnom brzmieniu przeszła także do Statutu drugiego z r. 1540. 



248 OSWALD BALZER. 

pierwszej. Jak się przedstawia rzecz co do zmian, przeprowadzonych 
w samej treści 77 artykułów, określić nie umiem; informacye moje nie 
sięgają bowiem tak daleko; pytanie to da się zresztą rozwiązać dopiero po 
ogłoszenia tekstu Statutu pierwszego, jako też na podstawie autopsyi 
niniejszego rękopisu. Stwierdziwszy wszelako, iż co do samego układu 
rękopis ten tak bardzo jest zbliżony do redakcyi drugiej, możemy przy- 
jąć z wielkiem prawdopodobieństwem, że także i w owych 77 artyku- 
łach przeprowadzone już zostały, przynajmniej w znacznej części, owe 
zmiany, któremi się ona wyróżnia od pierwszej. Prócz tych podobieństw 
co do właściwego tekstu, zachodzą jeszcze dalsze co do części dodat- 
kowych. Tak niema w rękopisie statutu o mężobójcach, który podała 
redakcya pierwsza, a który nie znajduje się w drugiej; natomiast są 
tu zamieszczone dwa dekrety królewskie, w redakcyi pierwszej nieza- 
w^arte, o zakładach sądowych i dziedziczeniu kobiet. Różnica w po- 
równaniu z redakcya drugą zachodzi tylko w tem, że porządek ich 
jest przestawiony, jak niemniej, że oba przedzielone są przywilejem 
piotrkowskim z r. 1529, który w Statucie drugim następuje dopiero 
po 25 ustawach książęcych z wieków średnich. Niema tu natomiast 
konstytucyj mazowieckich sejmu piotrkowskiego z r. 1538. które za- 
mykają Statut drugi. 

Właściwości, któremi rękopis zbliża się do Statutu pierwszego* 
polegają na tem, że zamieszcza on art. 97 tegoż Statutu o graniczeniu 
dóbr królewskich, którego nie ma już w redakcyi drugiej; nie zawiera 
wszelako także łączącej się z tymże artykułem noweli z 29 stycznia 
1532 r.: De honis regalibus limiłandis, którą obok innych, równocześnie 
wydanych, zamieściła redakcya druga. Tutaj moźnaby jeszcze zali- 
czyć inny szczegół, że przed art. 3 Statutu pierwszego (Citałio ad 
praesenłiam prindpis) zamieszczono artykuł De citatione et conciłatione 
intra terminos, którego wprawdzie w redakcyi pierwszej niema, a którj' 
posiada już redakcya druga, wszelako zamieszcza go dopiero po art. 
trzecim. 

Od obu Statutów wyróżnia się wreszcie rękopis tem, że nie za- 
wiera artykułu: De concitałione post mortem rei (St. I. art. 21; St. II. 
Bandtkie 370), natomiast zamieszcza laudum sejmu warszawskiego 
z r. 1534: Consuetudo de captivandis furibus, którego one nie mają. 
Brakuje tu także 25 statutów książęcych z wieków średnich. Wreszcie 
porządek artykułów Statutu pierwszego 140. 141. 142. 143, w tem 
miejscu zupełnie zgodny z porządkiem Statutu drugiego, został 
w rękopisie zmieniony; następują one po sobie w ten sposób: 140. 143. 
141. 142. 

Z podanego tu przeglądu treści wynika przedewszystkiem. iż rę- 



STATUT BfAZOWlECEI PIERWSZY 249 

kopisu naszego nie można uważać za prosty tylko odpis, chociażb}^ na- 
wet defektowny, któregokolwiek Statutu, a mianowicie nawet nie za 
odpis Statutu drugiego; w tym razie bowiem nie wytłómaczylibyśmy 
sobie, skąd się tu mogły wziąć niektóre artykuły, zawarte w redakcyi 
pierwszej, jako też inne, których i tam niema, a które musiałyby być 
zaczerpnięte z innych źródeł. Niemniej też nie dałoby się utrzymać 
przypuszczenie, jakoby rękopis był prywatną kompilacyą obu Statutów, 
której za główną podstawę służyła redakcya druga; i w tym bowiem 
razie pozostałoby bez wyjaśnienia pytanie, skąd się wzięło laudum 
o imaniu złoczyńców z r. 1534; co ważniejsza, nie dałaby się pomy- 
śleć żadna rozumna przyczyna, dla której kompilacyą taką mianoby 
składać z dwu Statutów, z których jeden przestał już obowiązywać. 
Nie pozostaje zatem nic innego, jak tylko przyjąć, że tekst zawarty 
w rękopisie jest zabytkiem o samoistnem znaczeniu, który powstanie 
swoje zawdzięcza jakiemuś szczególnemu, dla osiągnięcia pewnego 
praktycznego celu podjętemu aktowi. Ponieważ zaś nie jest ani Sta- 
tutem pierwszym ani drugim, a natomiast łączy właściwości obu, przeto 
należy go uważać za tekst projektu, złożonego już po sankcyi Sta- 
tutu pierwszego, a przed zatwierdzeniem drugiego, wśród przygotowań, 
zmierzających do zastąpienia kodyfikacyi poprzedniej nową, zmienio- 
nym dążeniom społeczeństwa mazowieckiego lepiej odpowiadającą ko- 
dyfikacyą. 

Do jakich czasów projekt ten odnieść należy? Najbliższe przy- 
puszczenie, jakieby się tu nasunąć mogło, że jest to projekt z r. 1533, 
wykluczyć należy stanowczo; mieści się w nim bowiem już wspo- 
mniane laudum o imaniu złoczyńców z 15 czerwca 1534 r., a ponadto, 
po artjT^kule 33 następuje tu znana wstawka o odbytym pod przewo- 
nictwem Goryńskiego dnia 12 października 1536 r. sejmie warszaw- 
skim, który niniejszy projekt uchwalił. Wstawka ta określa zarazem 
początkową datę okresu, do którego powstanie projektu odnieść można. 
Było widocznie zamiarem redaktorów podać w nim także te ustawy, 
Mazowsza dotyczące, które przyszły do skutku już pod rządem koron- 
nym, jak tego dowodzi zamieszczony tu przywilej piotrkowski z r. 1529. 
Jeżeli mimo to nie podano tu konstytucyj mazowieckich, uchwalonych 
na sejmie piotrkowskim z r. 1538, to trzeba stąd wysnuć wniosek, iż 
projekt złożono jeszcze przed dojściem ich do skutku; że zaś ów sejm 
piotrkowski rozpoczął obrady już dnia 6 stycznia 1538 r., przeto datę 
ułożenia projektu można odnieść conajpóźniej do r. 1537. Mając do 
wyboru pomiędzy datą 1536 i 1537 r. oświadczyć się musimy za 
pierwszą, nie tylko dla tego, że rok 1537, skłócony największą zawie- 
ruchą polityczną z czasów Zygmunta I, mało nastręczał pola do podej- 



250 OSWALD BALZER. 

mowiinia czynności kodyfikacyjnych, jako też, że niema jakiegokol- 
wiek ćladu, iżby w roku tym odbywano jakikolwiek sejm mazowiecki 
celem ułożenia projektu; ale głównie i przedewszystkiem dla tego, ii 
mamy wyraźną wiadomość, jako sejm taki złożony był na 12 paździei^ 
nika 1536 r., i że sejm ten projekt rzeczywiście uchwalił. Ponieważ 
zaś tekstu, zatwierdzonego w r. 1540 nie możemy już uważać za pier- 
wotny projekt z r. 1536, przeto nie pozostaje nic innego, jak tylko 
przyjąć, że jest nim tekst, podany w rękopisie peters- 
burskim. 

Ważną jest rzeczą wyświetlić pytanie, jakie znaczenie przy osta- 
tecznej sankcyi Statutu drugiego na sejmie z r. 1540 mógł mieć ów 
pierwotny tekst projektu z r. 1536; a mianowicie, czy korzystano tu 
zeń bezpośrednio, czy też miano już podówczas pod ręką jakiś nowy, 
odmienny projekt późniejszy. Ogólnie biorąc, możnaby przyjąć za- 
równo jedno jak drugie. W pierwszym wypadku czynność sejmu 
z r. 1540 polegałaby na tem, że w projekcie z r. 1536 pewne arty- 
kuły dodano, inne opuszczono i wogóle przeprowadzono wszystkie 
zmiany, które mu nadały taki kształt, w jakim uzyskał zatwierdzenie; 
w drugim razie możnaby przyjąć, że owe zmiany, czy to w całości, 
czy też przynajmniej w pewnej części, przeprowadzono w nowym, pó- 
źniejszym projekcie, i że on właśnie stanowił dla sejmu z r. 1540 go- 
towy materyał do zatwierdzenia. Przypuszczeniu pierwszemu sprzeci- 
wia się analogia wypadków, jakie towarzyszyły sankcyi Statutu pierw- 
szego; widzieliśmy bowiem, że tam z tekstu właściwego ani nie usuwano 
artj'kułów zbytecznych, ani też go nie uzupełniano artykułami, które 
uznano za potrzebne; utrzymując tekst jako całość nienaruszalną, przepro- 
wadzono wszystkie zmiany przez osobne nowele, dodane do tekstu w kształ- 
cie odrębnych dekretów królewskich ^). Nie chcąc wszelako na ten 
szczegół kłaść wyłącznego nacisku, zwracamy jeszcze uwagę na okoli- 
czność następuj ;icą. Moglibyśmy sobie wytłómaczyć ostatecznie, iż sejm 
z r. 1540, mając przed sobą projekt z r. 1536, mógł w nim wykreś- 
lić artykuły zbyteczne, a dodać inne, które uznał za potrzebne; ale 
zguła już niewytłómaczoną pozostałoby dla nas rzeczą, dla czego miałby 
dokonywać pewnych zmian w samym układzie materyału. Przestawki 
te, jak wynika z podanego poprzednio zestawienia, dotyczyłyby w czę- 
ści porządku artykułów, w właściwym tekście Statutu zawartych, 
w cz(^ści zaś porządku ustaw, zamieszczonych tu jako rzeczy dodat- 
kowe. Jedyną pobudką do ich dokonania byłaby chyba dążność do 
systematjTczności i przejrzystości w układzie Statutu; tu jednak nie 



») Por. str. 236. 



STATUT MAZOWIBCKI PIERWSZY 251 

dałoby się wyjaśnić, dla czego się ograniczyła do tak małego zakresu 
i przyniosła tak nieznaczne skutki: wiadomo bowiem, źe Statut drugi, 
nawet w tym kształcie, w jakim go zatwierdzono, jest wzorem kodeksu 
na wskróó niesystematycznego. Ponadto dążenie do systematyczności 
układu nie stanowiło właściwości ówczesnych zabiegów kodyfikatorskicb; 
z drugiej strony sejm wabiy miał zanadto wiele ważniejszych spraw 
państwowych do załatwienia, ażeby sobie miał zaprzątać głowę tego 
rodzaju drobiazgami. Tak więc nasuwa się tu przypuszczenie inne: 
iż sejm z r. 1540 miał przed sobą jakiś późniejszy projekt, opraco- 
wany ponownie przez sejm mazowiecki, który mu służył za właściwą 
podstawę przy zatwierdzeniu Statutu drugiego. 

Ze' spostrzeżeniem tem łączy się p3^nie dalsze: do jakich czasów 
odnieść powstanie owego późniejszego, ostatniego z rzędu projektu? 
Przedewszystkiem zwracamy uwagę na to, że w tekście zatwierdzonego 
w r. 1540 Statutu znajdują się już, jako dodatek do niego, oprócz 
przywileju piotrkowskiego z r. 1529, nadto także konstytucye mazo- 
wieckie, uchwalone na sejmie z r. 1538 (7 marca) ^), Możemy przyjąć, 
że znajdowały się one już w projekcie samym, podobnie jak w pro- 
jekcie z r. 1536 zamieszczono jedyną, jaka do tego czasu wyszła była 
pod rządem koronnym, ustawę zasadniczą mazowiecką, t. j. przywilej 
piotrkowski z r. 1529. Z tego wypływałby wniosek, że projekt ostatni 
powstał po 7 marca 1538 r. Ważniejszą, i bardziej stanowczą jest 
okoliczność inna: że ani na sejmie z r. 1538, ani też na sejmie z r. 1539 
nie przyszło jeszcze do zatwierdzenia Statutu drugiego. Gdyby już 
podówczas istniał projekt odpowiednio zmieniony, do przyjęcia sposo 
bny, tak jak istniał przed sejmem z r. 1539/40, naó wczas sankcya 
byłaby mogła nastąpić rychlej. Widocznie zatem projekt złożono do- 
piero w r. 1539, a to po 28 lutego, w którym obradował jeszcze 
pierwszy sejm z tego roku 2), a przed 11 listopada, w którym to dniu 
rozpoczął się sejm krakowski z r. 1539/40 ^j. Okoliczność, że mimo 
to utrzymano w nim wstawkę, która przeszła także do Statutu za- 
twierdzonego, o sejmie warszawskim z r. 1536, i że skutkiem tego 
znaczna część Statutu, od art. 34 począwszy, przedstawia się jakoby 
wyłączne dzi^o tegoż sejmu, nie osłabia w niczem poprzednich wywo- 
dów; tak samo bowiem utrzymano tu na czele tekstu zapiskę o sejmie 
warszawskim z r. 1531, o którym wiadomo, że złożył projekt Statutu 



*) Bandtkie, lus Pol. 469. 

*) Pod tą datą wychodzi ostatni znany mi akt, datowany z tego£ sejmu. Metr. 
kor. t. 58 fol. 26\ 

^ Ibid. t. 59 fol. 117. 



252 



OSWALD BALZER. 



pierwszego; a dodać trzeba, że nawet w szeregu 33 artykułów, po za- 
pisku tej następujących, które na zewnątrz przedstawiają się jakoby 
wyłączne jego dzieło, naliczyć można w Statucie drugim trzy arty- 
kuły dodane, a trzy co do treści zmienione. Przepisując mechanicznie 
znaczną część tekstów dawniejszych, utrzymano w ten sposób pewne 
wzmianki, które już dokładnie nie odpowiadały rzeczywistości. Podo- 
bnież nie możemy się dziwić, że w tekście Statutu drugiego, zatem 
przypuszczalnie także w ostatnim projekcie, niema wzmianki o sejmie 
mazowieckim z r. 1539, który go właśnie ułożył; sejm ten bowiem 
przeprowadził już tylko stosunkowo nieznaczne zmiany w projekcie 
z r. 1536, i dla tego nie było powodu, a zapewne też i stosownego 
miejsca, do zaznaczenia, iż doszedł do skutku. Tak samo niema tu 
żadnej wstawki o sejmie mazowieckim z r. 1533, którego projekt słu- 
żył niewątpliwie za podstawę do opracowania projektu z r. 1536, a po- 
średnio z r. 1539, pomimo że reformy, jakie przeprowadził w tekście 
Statutu pierwszego, mogły tu, ilościowo i jakościowo, sięgać najgłębiej 
i najdalej ^). 

Porównywając projekt z r. 1536 z przypuszczalnym tekstem 
projektu z r. 1539, lub chociażby nawet z samym Statutem z r. 1540, 
zyskujemy niespodziewane oświetlenie pytania, w czem leżał powód 
dłuższej, kilkuletniej zwłoki w jego zatwierdzeniu. Pomijając brak 
25 statutów średniowiecznych, których w rękopisie petersburskim dla 
tego może nie przepisano, iż bez zmiany dały się zaczerpnąć z tekstu 
Statutu pierwszego, jako też brak konstytucyj mazowieckich z r. 1538, 
których oczywiście nie podobna było uwzględniać w projekcie o dwa 
lata wcześniejszym, główne różnice rzeczowe pomiędzy nim a Statutem 
drugim objawiają się w następujących szczegółach. Przedewszyst- 
kiem zawiera projekt z r. 1536 dawny, z Statutu pierwszego wyjęty 
przepis o graniczeniu dóbr królewskich, jak wiadomo, uciążliwy dla 
skarbu królewskiego, i to bez podania noweli z 29 stycznia 1532 r^ 
która go uchyliła; pomimo, że dwie inne równocześnie wydane nowele 
zostały tu umieszczone. Widocznie Mazowszanie, mimo chwilowego 
ustępstwa w r. 1532, nastawali przecież na to, aby utrzymać stary zwy- 
czaj w tej sprawie, przeciwko któremu król już raz poprzednio był się 
oświadczył; z tego to powodu musieli też natrafić na opór z jego strony. 
Po wtóre jest tu zamieszczone laudum z r. 1534 o imaniu złoczyńców, 
które w motywach swoich wyraźnie podnosi, iż zmierza do ukrócenia 
władzy starostów na korzyść władzy patrymonialnej panów nad chło- 
pami. Wzbrania ono mianowicie starostom ścigać chłopów, powołanych 



*) Por. str. 2i5. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 253 

po raz pierwszy lub dragi o złodziejstwo, i przekazuje te sprawy są- 
dom pańskim; dopiero za trzeciem powołaniem uznaje ono właściwość 
sądu starościńskiego ^). I przeciw temu przepisowi musiał wystąpić 
król zarówno w interesie utrzymania ładu społecznego, jako też w obro- 
nie uszczuplonej władzy swojego urzędu wykonawczego. Jako trzeci 
punkt sporny pomiędzy królem a szlachtą mazowiecką dałoby się po- 
myśleć jego żądanie, może takie, na które największy kładł nacisk, 
o zamieszczenie w nowym Statucie dekretu o mężobójcach, jak go po- 
dawał Statut pierwszy, opuszczonego już niewątpliwie w projekcie 
z r. 1533, a także w projekcie z r. 1536. Na wszelki przypadek wy- 
jaśniają przytoczone szczegóły zasadniczą stronę sporu i tiómaczą 
zwłokę w zatwierdzeniu: były jeszcze różne sprzeczności między kró- 
lem a Mazowszanami, skutkiem których sprawa nie od razu dała się 
załatwić. 

Tak więc, zanim przyszło do sankcyi nowego Statutu, w ciągu 
krótkiego czasu lat ośmiu, jakie upłyńmy od przyjęcia Statutu pierw- 
szego, trzeba było trzechkrotnie składać coraz to odmienne projekty 
nowej kodyfikacyi, wszystkie przedzielone od siebie okresami trzech- 
letnimi: 1533, 1536 i 1539 r. Do ostatecznej zgody doszło dopiero, 
jak zwykle w podobnych wypadkach, przez wzajemne ustępstwa. Sta- 
tut z r. 1540 opuścił przepis o graniczeniu dóbr królewskich, zastępu- 
jąc go znaną nam nowelą z r. 1532; opuścił także laudum o imaniu 
złoczyńców; ale nie pomieścił statutu o mężobójcach, choć na wszystkie 
trzy inne nowele, równocześnie z nim wydane, znalazło się tu miejsce. 
Ustępstwo króla w tym ostatnim kierunku schodzi się z równoczesnem 
prawie ustępstwem jego w odniesieniu do Korony; zwróciliśmy już po- 
przednio uwagę na to '), że właśnie w r. 1539 król po raz pierwszy 
zgodził się, aby na przyszłość nie odnawiać statutu piotrkowskiego 
o mężobójcach z r. 1510, jeno tylko statut łagodniejszy z r. 1496. 



VI. 
Nowe szczegóły z życia Piotra Goryńskiego. 

Udało mi się zebrać sporą wiązankę nieznanych dat z życia 
Piotra Goryńskiego, które w związku z kilku szczegółami, poprzednio 
już ogłoszonymi, pozwalają skreślić wcale dokładną biografią tej osobi- 
stości, a zarazem rzucają pewne światło na jej charakter i działalność 



^) Por. Balzer, Sejm mazowiecki pod rządem koronnym 1526 — 1540 r. Do- 
datek V. 

*) Por. 8tr. 211. 



254 OSWALD BALZER. 

publiczną. Ponieważ Gorj^^ński, jako wieesgerent mazowiecki, przewo- 
dniczył obu sejmom warszawskim z r. 1536 i 1539, na których zło- 
żono dwa projekty Statutu drugiego, a stąd też nazwisko jego za- 
zwyczaj ściśle bywa łączonem z dziejami ówczesnych zabiegów kody- 
fikacyjnych na Mazowszu, przeto zestawiam poniżej zebrane szczegóły, 
w nadziei, że rzucą pewne światło na rolę, jaką przytem mógł 
odegraó. 

Nie zdaje się, iżby ród Goryńskich był mazowieckiego pochodzę^ 
nia. Przed Piotrem niema tu jakichkolwiek śladów jego istnienia *); 
nie istnieje też na Mazowszu wieś Goryń czy Gorynino. Herb, którego 
używali Goryńscy (Poraj czyli Róża), wskazuje raczej pochodzenie 
wielkopolskie, tam bowiem w przeważnej części rozsiedlone były rody, 
do herbu tego należące. W jednym z dokumentów Piotr nazwany jest 
amicus et necessarius podkanclerzego Tomickiego 2)^ w dwu innych eon- 
sanguineus Chojeńskiego, podkanclerzego, a później kanclerza koron- 
nego ^). O jakiemś współklejnotnictwie, a zatem chociażby dalszem 
pokrewieństwie po mieczu z obu tymi dostojnikami nie może tu jednak 
być mowy; Tomiccy pieczętowali się bowiem herbem Łodzią, a Cho- 
jeńscy herbem Abdank. Można tu zatem przyjąć tylko pokrewieństwo 
po kądzieli, albo powinowactwo, uzasadnione jakimiś dawniejszymi, 
bUżej nam nieznanymi związkami małżeńskimi między rodem Goryń- 
skich. a dwu wspomnianymi co dopiero rodami. Ponieważ zarówno 
Tomiccy jak i Chojeńscy mieli osiadłość w Wielkopolsce, przeto 
i ten szczegół wskazuje, iż właściwe gniazdo, z którego się wywodzili 
przodkowie Goryńskiego, leżało w tej dzielnicy. Jak się ono nazywało, 
dzisiaj określić nie można, niema bowiem i w Wielkopolsce wsi Go- 
rynia. Na przestrzeni całej ówczesnej Rzeczypospolitej istnieją tylko 
trzy osady tego nazwiska, jedna w Radomskiem, a dwie w Prusiech *); 
musimy zatem przyjąć, że do jednej z nich przenieśli się przodkowie 
Piotra z Wielkopolski, i od niej też, z ustaleniem się nazw rodzinnych, 
wzięli późniejsze swoje nazwisko. Ponieważ w dekrecie z r. 1540 
Piotr nazwany jest Petrus a Gorinino^). a z trzech dzisiejszych Go- 



*) To, co Niesiecki, Herbarz I. 202. IV. 215 podaje, jakoby jnż w r. 1511 
inay Piotr Goryński był wojewodą mazowieckim, polega na oczywistem nieporozomie- 
niu, a mianowicie na mylnie odczytanej dacie dokumentu, wspominającego o wojewo- 
dzie mazowieckim Piotrze Goryńskim, który odnieść nale^ do czasu między r. 1535 
a 1542, zatem do osoby niniejszego Piotra. 

*) Acta Tomic. IX. nr. 120 (1527). 

») Metr. kor. t. 48 str. 733 740. (1532). 

*) Słown. geogr. U. 728. 

^) Bandtkie, lus Pol. 367. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 255 

ryniów jeden tylko, t. j. Goryń w powiecie chełmińskim, przy granicy 
powiatu grndadądzkiego, nazywał się dawniej prawdopodobnie Goryni- 
nem, jak to wskazuje obecna jego nazwa niemiecka: Gorinnen, 
przeto tę miejseowojć przedewszystkiem związać należy z bistoryą rodu 
GoryAskich. Tutaj nie mogli się oni przesiedlić z Wielkopolski ry- 
chlej, jak dopiero po rewindykacyi Prus, zatem conajwcześniej w dru- 
giej połowie XV wieku. Byli zatem w Prusiech homines novi, Ale 
i tutaj długo nie zagrzali miejsca. Kasz Piotr, jeżeli nie któryś 2 jego 
przodków, utracił tę majętność; jakkolwiek bowiem później zatrzymał 
nazwisko rodowe, z imienia jej urobione, to jednak nie pisze się nigdy 
haeres de Gorinino; występuje tylko jako dziedzic Ojrzanowa, jednej 
z posiadłości swej żony ^). W chwili, w której miał rozpocząć karyerę, 
zdaje się, że posiadał conajwięcej jakiś dział wioskowy; takie przynaj- 
mniej przypuszczenie nasuwa znany ustęp z paszkwilu na sejm walny 
r. 1535, wyrażający się o Gorynskim, podówczas już wojewodzie ma- 
zowieckim: sine caeteris sars unica^). 

Miał jednak spryt, kark giętki, gorącą chęć wydobycia się na 
wierzch i - najlepszy po temu środek, protekcyą. Z pomiędzy swo- 
ich krewniaków wybrał najbardziej wpływowego, wszechwładnego 
w owych czasach Tomickiego i rozpoczął karyerę — od wysługiwania 
mu się. Najwcześniejszy akt, jaki się nam o Gorynskim dochował, 
stwierdza znamienite usługi, oddane przezeń podkanclerzemu i jego do- 
mowi. Jestto list Tomickiego z roku około 1527, pisany do Mikołaja 
Boglewskiego, chorążego czerskiego, z prośbą, ażeby ułatwił Goryń- 
skiemu małżeństwo z swoją siostrą Katarzyną, wdową po zmarłym nie- 
dawno Janie Ojrzanowskim, cześniku liwskim i staroście warszawskim. 
Tomicki zaznacza dość wyraźnie, iż Goryński niczego bardziej nie 
pragnie, jak przez stosowne i godne małżeństwo utrwalić swój los; 
w zamian przyrzeka z swojej strony pomoc i opiekę ^). Nielada to były 
widoki dla biedaka, prawie że nieposesyonata, jakim był Goryński; 
pani cześnikowa była bowiem właścicielką dwu kluczów na Mazowszu, 
jednego w powiecie tarczyńskim, z siedmiu wsi złożonego, do których 
należał też Ojrzanów, i drugiego, w powiecie liwskim, obejmującego 
cztery wsie. Nie była to jej ojcowizna; miała bowiem przynajmniej 
jednego brata, który, według zasad polskiego prawa spadkowego, wy- 
kluczał siostry od dziedziczenia dóbr ziemskich; oba klucze, widocznie 
własność pierwszego niegdy jej męża, skupiła ona po owdowieniu od 



«) Bandtkie, lus Pol. 367. 372. 

*) Corp. pogtar. latinor. III. 279. 

*) Acta Tomic. IX. nr. 120. 



256 OSWALD BALZER. 

jego krewnych płci żeńskiej, na które spadły w braku męskich przed- 
stawicieli rodziny. Instancya Tomickiego odniosła pożądany skutek; 
już w pierwszej ćwierci r. 1527 Goryński jest mężem Katarzyny Bo- 
glewskiej - Ojrzanowskiej. Ale tytuły, jakie Katarzyna do rzeczonych 
dóbr posiadała, nie były jeszcze całkiem pewne; jej prawo opierało się 
bowiem na kupnie u kobiet z rodu Oj rżano wskich, było zaś wątpłi- 
wem, czy owe kobiety mogły się swobodnie dobrami temi rozporządzać. 
Istniała jeszcze podówczas na Mazowszu zasada, za którą oświadczyła 
się mniejszość na sejmie warszawkim z r. 1531 ^), że kobiety w ogóle 
od dziedziczenia dóbr ziemskich mogą być usunięte, przez dalszych 
nawet krewnych płci męskiej; jeszcze zaś przy końcu wieku XVI żyła 
jakaś boczna gałąź Oj rżano wskich (w Łęczyckiem) *), która mogła wy- 
stąpić z żądaniem unieważnienia aktu sprzedaży. Żeby więc zabezpie- 
czyć Katarzynę i jej męża przed roszczeniami z tej strony, wstawili 
się za nimi u króla senatorowie — nie trudno się tu domyśleć prze- 
dewszystkiem Tomickiego — i wyjednali u niego przywilej, z datą 
11 kwietnia 1527 r., mocą którego Zygmunt zatwierdził tytuły Kata- 
rzyny do rzeczonych dwu kluczów, a nawet na przyszłość przyznał tu 
prawo dziedziczenia potomkom żeńskim Goryńskich na wypadek, gdyby 
zabrakło potomstwa męskiego ^). 

Ten pierwszy, znany nam wypadek z życia Goryńskiego, mał- 
żeństwo z bogatą wdową, rozstrzygnął o całej jego przyszłości, a zara- 
zem stanowił punkt wyjścia w dalszem powodzeniu, które mu już stale 
odtąd towarzyszyło w życiu. Związał go przedewszystkiem z obcem mu 
dotąd Mazowszem ^) i dał tu od razu silne oparcie materyalne. Prócz 
tego przyniósł inne jeszcze korzyści; przez żonę wszedł Goryński 
w koligacye z kilku potężniejszymi domami na Mazowszu i w Koronie. 
Boglewscy, z dawna w księstwie osiadli, wybili się jeszcze w wiekach 
średnich do większego znaczenia i piastowali wielokrotnie ważne do- 

*) Por. Btr. 202. 

*) Paprocki, Herby 324 

•) Acta Tomic. IX nr. 121. 

*) Ze Goryński przed poślabieniem Bog^lewskiej nie miał osiadłości na Mazowsza, 
a mianowicie, ie nie leżała tu owa jego sors unica, o której wspomina dyalog 
o sejmie z r. 1535, dowodzi okoliczność, ii w całym szerega późniejszych aktów, do- 
tyczf^cych majątku Goryńskich na Mazowsza, wymieniane są zawsze tylko te wsie, 
które Katarzyna wniosła Piotrowi w posaga, niema zaś wzmianki o jakiejkolwiek 
posiadłości samego Goryńskiego. Nawet znajomości z Boglewską nie zawarł Goryński 
na Mazowsza; poznał ją pierwszy Tomicki w r. 1526 w Warszawie, towarzysząc kró- 
lowi w czasie pierwszej jego podróży na Mazowsze, i dopiero po powrocie do Krakowa 
naraił to małżeństwo Goryński emu, który widocznie aż do tego czasu przebywał na 
dworze Tomickiego. Acta Tomic. IX nr. 120. 



STATUT MAZOWIBGKI PISRWSZY 257 

stojeństwa ziemskie; rodzona siostra Katarzyny, Zofia, była żoną Ło- 
skiego ^), podówczas (1527) kasztelana wiskiego, a wnet potem wojewody 
i wicesgerenta mazowieckiego, poprzednika Piotra na tej godności; ja- 
kiś bliższy związek krwi łączył też Katarzynę z Tomaszem Sobockim, 
cześnikiem nadwornym, późniejszym kanclerzem koronnym *). Do po- 
parcia krewniaków własnych przybywało więc nowe poparcie licznych 
kolligatów żony, i to znowu bardzo wpływowe. Ale Goryński nigdy 
go nie miał dosyć; więc szukał go jeszcze gdzieindziej, przez wysługi- 
wanie się. I oto rzecz szczególna: jeszcze w r. 1531 małżonkowi ko- 
biety, posiadającej dwa klucze na Mazowszu, biskup wileński Jan na- 
daje w akcie urzędowym tytuł: fidelis 8ervitor noster, i za pcJożone 
wobec siebie usługi zwraca mu Ojrzanów, który przedtem zapisała była 
biskupowi Katarzyna Boglewska *). 

Skutki tych wielostronnych związków i łączącej się z nimi pro- 
tekcyj nie długo dały czekać na siebie. Już w r. 1531, „na instancyą 
senatorów" Zygmunt I nadaje Goryńskiemu, jego żonie i ich potom- 
stwu ważny przywilej jurysdykcyjny, t. z. „prawa nieodpowiednie" 
(tura non responswa), t. j. wyjmuje ich z pod władzy wszystkich niż- 
szych sądów, poddając jedynie orzecznictwu roków książęcych (termini 
ducales)] zarazem zwalnia ich na przyszłość od opłaty wszelkich kar 
sądowych, w jakie mogliby popaść ^). Ale taki przywilej nie mógł je- 
szcze wystarczyć Goryńskiemu; uśmiechały mu się intratne urzędy 
i zaszczyty dostojeństw ziemskich. Poparty wpływami swoich potę- 
żnych orędowników, zyskuje tedy rychło jedne godność po drugiej, 
i to w tak szybkiem po sobie następstwie, iż rzecz ta nawet w ówcze- 



Metr. kor. t. 48. str. 734. 736. 

*) W akcie z r. 1542 Sobocki nazwany wnjem (aTuncnlas) dzieci Goryńskiego 
s Katarsjnj. Wierzbowski, Materyały do dziejów pism. polskiego nr. 123. 
O wujowstwie w ścisłem tego słowa znaczenia myśleó tn nie można, gdyż w tjm wy- 
padku Katarzyna musiałaby być siostrą Sobockiego, wiadomo zaś, że była z domu 
Boglewską; jest tu zatem tylko jakiś dalszy stosunek powinowactwa, którego bliżej 
określić nie umiem. Miał o nim wiadomość i Niesiecki, Herbarz VIII. 437, ale 
wyjaśnił rzecz błędnie, przyjmując, że jedna z córek Sobockiego, Agnieszka, była 
żoną Piotra Goryńskiego. Ponieważ Katarzyna Boglewska przeżyła także drugiego 
męża (występuje bowiem jeszcze w r. 1547, Asses. kor. t. 6 fol. 238*), przeto trze- 
baby przyjąć, idąc za Niesieckim, że Goryński miał dwie żony, z których Agnieszka 
Sobocka była pierwszą. Niema wszelako jakiegokolwiek wiarogodnego świadectwa, 
któreby przypuszczenie takie popierało. Nadto Sobocki, który później dopiero wystę- 
puje na widownię publiczną, był, jak wszystko za tem przemawia, młodszym od Go- 
ryńskiego, lub w najlepszym razie mniej więcej dorównywał mu wiekiem; nie mógł 
tedy Goryński mieć jego córki za żonę. 

*) Metr. kor. t. 45 fol. 379. 

*) Ibid. t. 46 fol. 379\ 

Bospirawy Wyds. Usk-flloz. T. XL. 17 



258 OSWALD BALZER* 

snych stosunkach słusznie zadziwiać może. D. 29 listopada 1532 r. 
otrzymuje starostwo ciechanowskie ^); d. 9 kwietnia 1533 r. mianuje 
go nadto król wojskim ciechanowskim ^)j a już w półtrzecia roku 
później, d. 13 października 1535 r.. po śmierci swego dziewierza Ło- 
skiego, nie przeszedłszy nawet przez zwykłą drabinę godności po- 
średnich, choćby jakiejś kasztelanii, powołany zostaje Goryński na naj- 
wyższe dostojeństwo ziemskie, palatynat mazowiecki ^); poczem zaraz 
10 listopada t. r. następuje nominacya jego na wicesgerenta królew- 
skiego *). Człowiek, który na Mazowszu był prawdziwym homo novus, 
który nie dawniej jak przed laty ośmiu przy żenił się tu był do dóbr 
bogatej wdowy, a przedtem był niczem, bo jednym z owego wieloty- 
siącznego, szarego tłumu szlachty zagrodowej, „serwitor*^ biskupi z r. 1531, 
wyniósł się naraz w całem księstwie — ponad wszystkich. Nie byłyby 
mu tu może pomogły wpływy wszystkich jego znamienitych opiekunów, 
gdyby, wierny trądy cy i całego swego życia, nie był szukał poparcia 
jeszcze gdzieindziej, u osoby, która z pośród wszystkich była orędo- 
wnikiem najpotężniejszym, szafującym w państwie wszelkiemi godno- 
ściami — u samej królowej Bony. Dekret nominacyjny Goryńskiego 
na wojewodę zaznacza wyraźnie, iż godność tę uzyskał: ad intei-cessio- 
nem Reginae. 

Na województwie i wicesgerencyi utrzymał się Goryński przez 
lat siedm, aż do śmierci. Zmarł na krótko przed 26 listopada 1542 r., 
pod którą to datą z kancelaryi królewskiej wychodzi dokument, wspo- 
minający o tym wypadku jako niedawno zaszłym ^). Następca jego, 
Piotr Gamrat, otrzymuje mianowanie na województwo mazowieckie 
dnia 15 grudnia, a na wicesgerencyą dnia 23 grudnia 1542 r. **). 
Jeszcze przy śmierci, a nawet po śmierci Gt)ryńskiego, okazało się, że 
wszystko czem był, zawdzięczał żonie, i że krewniacy żony mieli po 
jego zgonie stanowić o losach pozostałej rodziny. Umierając, powie- 
rzył Goryński opiekę nad dwojgiem nieletnich dzieci krewnemu żony 
Tomaszowi Sobeckiemu, cześnikowi nadwornemu, a król osobnym przy- 
wilejem potwierdził to jego zarządzenie, usuwając wyraźnie od opieki 
wszystkich stryj ców rodowych i klejnotników, z samym Goryńskim 
spokrewnionych, którym się ona właściwie z prawa należała ^. 

^) Metr. kor. t. 48 str. 218. 
*) Ibid. t. 48 str. 830. 
'Ó Ibid. t. 51 fol. 136. 
^) Wiersbowski, Materjaly I. nr. 85. 
*) Ibid. I. nr. 123. 
«) Metr. kor. t. 64 fol. 74\ 84. 

'') Omnes alios patruoa tam g^ermanos ąuara denodiales ... remorendo. Wie ra- 
fo o wski, Materyały I. nr. 123. 



STATUT MAZOWIBCKl PIERWSZY 259 

Do czego zdążał, i co mu na sercu leżało, kiedy przez szczęśliwy 
zbieg okoliczności zapewnił sobie byt i dobił się znaczenia i wpływa 
przez wysokie dostojeństwa? Wyjaśnienia niech nam dostarczą pisma 
urzędowe. Z daty 21 grudnia 1532 r. dochował się szereg równocze- 
śnie dokonanych aktów, zawierających tranzakcye w sprawie dóbr 
ziemskich Goryńskiego, a raczej jego żony. W jednym z nich Kata- 
rzyna, pożyczywszy od Chojeńskiego, biskupa przemyskiego, sumę 
10000 złp., zapisuje mu przeważną część dóbr swych, należących do 
klucza w powiecie tarczyńskim *). W drugim, w zamian za pożyczkę 
1000 złp. zapisuje Katarzyna temuż Chojeńskiemu wszystkie cztery 
wsie, stanowiące jej klucz w powiecie liwskim •). Dwu równocześnie 
zeznanymi aktami Chojeński, „z szczególnego afektu krewniactwa^ za- 
pisuje oba klucze Goryńskiemu '*). Wreszcie aktem, znowu z tejże 
daty, Goryński dobra, ustąpione sobie przez Chojeńskiego, zapisuje swej 
żonie *). Wróciło więc wszystko tam. skąd wyszło, i trudno się oprzeó 
przypuszczeniu, że mamy tu do czynienia z czynnościami prawnemi 
pozomemi, przedsięwziętemi dla osiągnięcia pewnego ukrytego celu. 
Jakim on mógł być, można się tylko domyślać. Ponieważ już r. 1533 
podjęto pierwszą próbę rewizyi Statutu mazowieckiego pierwszego, przeto 
słuszna przypuścić, że już pod koniec r. 1532 zdawano sobie na Ma- 
zowszu dokładną z tego sprawę, jako nowa kodyfikacya prawna stała 
się tu rzeczą potrzebną, i że w istocie rychło może dojść do skutku. 
Przytem nie można było przewidzieć, w jaki sposób w nowym Statu- 
cie rozstrzygniętą zostanie sprawa dziedziczenia kobiet, czy przypadkiem 
nie utrzyma się ze swem zdaniem mniejszość z r. 1531, i nie przeprze 
teraz postanowienia, wbrew dekretowi królewskiemu z 29 stycznia 1532 r., 
któreby prawa kobiet pod tym względem ścieśniało i ograniczało. W ta- 
kim razie tytuł prawny Goryńskiej do całego posiadanego przez nią majątku, 
mimo nawet przywileju, udzielonego jej przez króla w r. 1527, mógł 
się stać znowu wątpliwym. Żeby się zabezpieczyć przeciw możliwym 
roszczeniom współklejnotników pierwszego męża, przedsięwzięła ona 
tedy powyższe akty, na mocy których prawo do majątku przelanem 
zostało kolejno na dwie inne osoby, a dopiero potem znowu na nią; 
jak na ówczesne stosunki, można w tem było znaleźć podstawę do sta- 
wiania zarzutów, albo przynajmniej do zawikłania procesu, gdyby w isto- 
cie druga strona praw swych dochodzić chciała. Jakkolwiekbądi, 



*) Metr. kor. t. 48 8tr. 727. 
') Ibid. t. 48 8tr. 780. 
*) I b i d. t. 48 Btr. 733. 740. 
«) I b i d. t. 48 8tr. 743. 

17» 



260 OSWALD BALZER. 

jeżeli ten domysł nasz jest trafnym, stwierdzić trzeba, że chodziło tu 
tylko o obronę tego, co dla Goryóskich było wszystkie m, co sta- 
nowiło podstawę ich bytu, bez czego, nie tylko ekonomicznie, ale i spo- 
łecznie, nie mogliby mieć żadnego znaczenia. Nie gardzono wszelako 
i innymi sposobami przysporzenia sobie fortuny, nie przebierając w środ- 
kach. Zdarzyło się, że biskup poznański Jan, ten sam, u którego przed- 
tem, jeszcze na stolicy wileńskiej, Goryński był serwitorem, ustanowił 
przy śmierci kilku wykonawców swego testamentu, między nimi także 
Goryńskiego, zapisując im za poniesiony trud 3000 kop groszy. Kiedy 
więc ks. Eliasz Ostrogski, któremu biskup zapisał wieś Januszpole, 
żądał od egzekutorów wydania tej wsi, odmówił mu Goryński, domagając 
się naprzód zapłaty sumy, przeznaczonej sobie jako wykonawcy testa- 
mentu. Jakiekolwiek postanowienia testament biskupa co do pierw- 
szeństwa tej pretensyi zawierał, żądanie samo nie świadczy o wysokim 
poziomie moralnym uprawnionego; zdaje się wszelako, że nawet w te- 
stamencie zarządzenia takiego nie było, gdyż król, rozstrzygając w r. 
1539 wszczęty z tego powoda spór, polecił wydać ks. Ostrogskiemu 
zapisaną wieś, odkładając na później sprawę zapłaty wynagrodzenia 
dla egzekutorów ^). W rok potem uwikłał się Goryński w spór z mia- 
stem Przasnyszem, żądając odeń, jako starosta ciechanowski, pewnych, 
zbyt daleko idących świadczeń na swoją korzyść. Przynaglał miano- 
wicie mieszczan tamtejszych, ażeby własnym kosztem spławiali Wisłą 
sep (daninę w zbożu) aż do Zakroczymia, jakkolwiek według dotych- 
czasowego zwyczaju obowiązani byli spławiać go tylko do Ciechanowa; 
ponadto od przybywających na targ z chlebem ściągał targowe, któ- 
rego przedtem wcale nie pobierano. Sprawa wytoczyła się przed króla. 
I stał się wypadek, jaki nie często spotykał wówczas magnata w spo- 
rze z chudopachc^kami: Przasnyszanom przyznano słuszność w obu 
względach, a nawet zwolniono ich od obowiązku spławu do Ciecha- 
nowa *). Mniejszymi były tytuły prawne pana wicesgerenta, aniżeli 
jego pożądliwość grosza '). 

Oto żywot człowieka. Całą jego treść wypełniają: dążenie do 
karyery i fortuny, a cały zasób środków, za pomocą których je osią- 
gną, wyczerpują: bogaty ożenek, koUigacye, protekcye. Ilekroć w źró- 
dłach mowa o jego zasługach, są to zawsze wysługi wobec wpły- 



^) Metr. kor. t. 68 fol. 31. 
^ Ibid. t 61 fol. 112. 

') Kilka innjch szczegółów z życia Goryńskiego zawierają jeszcze Wierzbow- 
skiego Materyały 1. nr. 83. 91. 113. 114. 115. 116. 120. 121.' 122. 



STATUT MAZOWIBCKI PIKRWSZY 261 

wowych protektorów, od których można się było spodziewać poparcia 
w różnorodnych sprawach osobistych. Że w r. 1586 Zygmunt I poru- 
czył Goryńskiemu dopihiowaó formalności posagowych przy ślubie 
księżniczki Anny mazowieckiej z Odrowążem i), w tem nie można 
upatrywać dowodu szczególnego dlań zaufania ze strony króla, boć, 
skoro ślub odbywał się w Warszawie, osoba wicesgerenta mazowiec- 
kiego była wprost przez swój urząd wskazaną do załatwienia tego aktu. 
Janocki, który skądsiś zaczerpnął dobrych i autentycznych wiadomości 
o Gteryńskim, skoro wiedział o względach, jakimi się cieszył u Bony *), 
nazywa go hotno callidus et factiosua '). O publicznych zasługach Go- 
ryńskiego zupełnie głucho w źródłach. Nie udało mi się też odszukać 
aktu, któryby, jak o Prażmowskim, stwierdził, iż obowiązki swego 
urzędu spełniał gorliwie i nadstawiał dla nich fortuny. 

Co do autorstwa jego w łożeniu projektów Statutu drugiego, za- 
znaczyliśmy już poprzednio, iż mylną jest rzeczą wysuwać je naprzód; 
należy ono całemu sejmowi mazowieckiemu z r. 1536 i! 1539, w tem 
zaś, co one wziąć mogły z projektu poprzedniego, sejmowi z r. 1533. 
Gdybyśmy zaś chcieli mówić o pewnym, obok innych, stosunkowym 
udziale w autorstwie, to przypomnieć trzeba, że Goryński miał po 
temu warunków mniej, niż którykolwiek z członków sejmu; albowiem 
jako świeży przybysz na Mazowszu nie mógł znać dokładnie dawniej- 
szych zwyczajów tej ziemi, które stanowiły główny substrat Statutu. 
Jeżeli w czemkolwiek podał myśl reformy, to można się domyślać, 
z jakich pobudek i w jakim duchu; w tym wypadku najsnadniej mo- 
żnaby mu przysądzić postanowienia, zmierzające do pogorszenia doli 
chłopów, choć tutaj zapewne winę dzielą z nim całe sejmy mazowie- 
ckie, i te, które się odbywały za niego, i ten, który obradował je- 
szcze za Łoskiego. W ogóle tedy związek Goryńskiego z dziejami 
Statutu mazowieckiego drugiego jest tylko czysto zewnętrzny. A po 
tem, co nam wykazał żywot tego człowieka, przyznamy chyba, że Sta- 
tut drugi nic na tem nie zyska, nawet zewnętrznie, jeżeli tytulaturę 
jego zdobić będziemy nazwiskiem Goryńskiego. 



^) Rpis ObboI. t. 178 Btr. 70. 
*) Janociana, II. 107. 
^ Ibid. U. 106. 



262 OSWALD BALZER. 



DODATKI 7 



I. 

Zygmunta I mandat do sądów w księstwie mazowieckiem, polecający im 
wstrzymać się od sądzenia spraw o dziedziczenie kobiet w dobrach nieru- 
chomych aż do zasadniczego rozstrzygnięcia tego pytania na przyszłym 

sąimie walnym koronnym, 

wydany w Krakowie d. 27 marca 1531 r. 

luductio litterarum Maiestatis Regiae pro haeredi- 
tatę femellarum 2). 

Sigismundus, Dei gratia rex Poloniae, magnus dux Lithaaniae, 
Russiae, Prussiae, Mazoyiae etc. dominus et haeres. 

Uniyersis et singulis, palatino, dignitariis, iudicibus, subiudicibus, 
capitaneis, ceterisque officialibus, iudiciis terrestribus et castrensibus 
praesidentibus, in ducatu nostro Mazoviae ubilibet constitutis, sincere 
et fidelibus dilectis gratiam regiam. 

Sincere et fideles dilecti. Cum nuper retulissent ad nos dignitarii 
ac officiales et bona pars nobilitatis istias ducatus, qnod in conyentu 
Varschoviensi praeterito, iussu et mandato nostro novissime celebrato, 
cum inter alia, quae in communem consultationem proponebantur, 
aggressnm esset negotium iurium corrigendorum et concinnandorum. 
inciderit non parva controversia et difficultas de feraellis post obitnm 
parentum suorum, deficiente prole mascula derelictis, contendentibns 
nonnnllis ipsas femellas in tali casu pro yeris haeredibns censendas, 
bonaąue parentum derelicta perinde ac masculos possessuras esse, aliis 
vero c^ntrarium sentientibus et trahentibus se ad consuetudinem quan- 
dam in ducatu isto ab antiquo obseryatam^ iuxta quam femellae ipsae 
in bonis suis patrimonialibus non haereditarent, sed pretio de illis re- 
dimerentur, nos eam ipsam controyersiam molesto animo ferentes eam- 
que distrahere et sopire yolentes, suspendi illam duximus et suspen- 
dimus harum serie litterarum ad futurum regni nostri generałem con- 
yentum. Interim yero yolumus mandamu3qne yobis, sic prorsus habere 
yolentes, ut a cognoscendis et diffiniendis actionibus et causis, eandem 
controyersiam concementibus, hoc est de femellis deficiente prole m^- 



^) Pisownia, także w imionach własnych, zmodernizowana. 

*) Tak B.; Ldtterae Sacrae Maiestatis regiae de consenso iadicii ingrossatae C. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 263 

scula post obitam parentum suorum relictis, yos non intromittatis, sed 
illas nsąue ad futurum regni generałem conyentum praedictum reicia- 
tis, in quo nos, communicato cum praelatis et baronibus tam regni, 
quam istius ducatus consilio, impendemus omnem operam nostram, ut 
de ea ipsa controyersia ita constituamus, prout rei aeąuitas et decentia 
postulare yidebitur. Pro gratia nostra praemissa facturi. 

Harum, quibus sigillum nostrum est impressum, testimonio litte- 
rarum. Datnm Cracoyiae, feria secunda post Dominicam ludiea, anno 
Domini MDXXXI, regni nostri XXV. 

Ad mandatum Regiae Maiestatis propńum. 

Terr. Btonsc. t. 6 fol. 206—206*; Terr. castr. Czenc. t. 9 fol. 274*— 276. 



n. 

Wawrzyńca Prażmowskiego, wojewody i wicesgerenta mazowieckiego, man- 
dat do sądów ziemi czerskiej w tejże samej sprawie, 

wydany w Łomiy, d. 27 maja 1531 r. 

Litterae domini Palatini. 

Laiirencius Prażmowski, palatinus ac yicesgerens Maiestatis Re- 
giae in ducatu Mazoyiae, capitaneus Zacroczymensis, generosis dominis 
Floriano Paris, capitaneo Czimensi et pincemae Nurensi, Serafino 
Oborski de Zalesie, iudici, Stiborio Swiderski, snbiudici, caeteri8que di- 
gnitariis et officialibus iudiciorum terrae et districtuum Czimensium, 
amicis dilectis. 

Generosi domini, amici dilecti. Allatae sunt mibi litterae Sacrae 
Maiestatis Regiae, quibus sua Maiestas inhibuit et interminatus est, ne 
amplius yestris iudiciis pro causis compositionis, reemptionis bonorum 
sexus feminei, quibusyis propinquitatibus procedi audeant, sed omnes 
causas in illis punctis et executione suspendant, prout sunt, donec Sua 
Maiestas cum consiliariis et nuntiis huius ducatus in conyentione ge- 
nerał! regni pro controyersia huiusmodi compositionis tractabit et sanc- 
tiet id, quod erit Reipublicae proficuum. Ideo yestris Generositatibus 
auctoritate Maiestatis Regiae mandando praecipio, ne audeant in talibus 
casibus quicquam iudicare aut in illis procedere. Sub gratia Maiesta- 
tis Regiae aliter non facturi. 

Datum Lomźae, sabbato antę Pentecosten, anno Domini mille- 
simo quingentesimo tricesimo primo. 

Laurentius Prażmowski, qui supra, propria manu subscripsit. 

Terr. castr. Czersc. t. lOa fol. 135—136. 



264 OSWALD BALZER. 



m. 

Zygmunta I dekret o męźobójstwach na Mazowszu, zawierający potwierdze- 
nie takiegoż dekretn ks. Jannsza III mazowieckiego z r. 1525, 

wydany na sejmie walnym w Krakowie d. 29 stycznia 1532 r. 

Constitutiones noyae de homicidiis. 

Sigismundus, Dei gratia rex Poloniae, magnus dux Lithuaniae, 
Rnssiae, totiusqae Frussiae ac Mazoyiae etc. dominus et haeres. Ma- 
gnifico et generosis Laurencio de Praźmowo, palatino, castellanis, capi- 
taneis aliisąue dignitariis et officialibus nostris dilectis gratiam nostriam 
regiam. Magnifici et generosi, sincere nobis et fideles dilecti. Quod 
dum hic cum omnibus statibus regni nostri conyentum generałem tenu- 
issemus, inter alias actiones publicas, quae hic egimus, communi sub- 
ditorum nostrorum petitione hortati sumus, ut homicidia, quae iam 
postposito Dei et hominum, immo legumque publicarum timore, adeo 
inter subditos regni nostri, hoc praecipue tempore, inoleyerunt, ut plu- 
rimum yereamur, ne diyina ultio in nos et regnum nostrum ob hoc 
sequatur ^), et proinde ea ratione moti, nolentes homicidia huiusmodi 
impunita esse, et sine debita animadversione *) praeterire, de unanimi consi- 
liariorum **) nostrorum regni nostri sententia *) et decreto, statutum 
regni de homicidiis, illud sancitum, quod iam abrogatum et sublatum 
fuerat, ad petitionem consiliariorum nostrorum et nuntiorum terrestrium 
innovamu8. Proinde nolentes etiam animadversioni publicae praete- 
rire occasionem homicidiorum ^) huiusmodi etiam in ducatu nostro Ma- 
zoyiae patrandorum, Sinceritate Tua ®) et aliis consiliariis nostris et 
nuntiis terrestribus ^ ducatus nostri Mazoyiae, idem apud nos peten- 
tibus, et instaurandum et innoyandum etiam duximus statutum de ho- 
micidiis huiusmodi per illustrem olim lanussium, dominum ducem 
Mazoyiae, praedecessorem nostrum immediatum et consiliarios eius 
sancitum, quod statutum huiusmodi sequitur: 

1. Poena duplicata capitis occisi. 

Item homicidae et interfectores nobilium post ultimam proclama- 



^) Bp.: seąaentur. 

*) Rp.: adyersione. 

") Bp.: consilionun. 

*) Bp.: sententia nostra. 

^) Bp.: homicidiamm. 

^ Bp.: Sinceritati Toae. 

*) Bp.: nontionim terrestrium. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 265 

tionem possnnt statim et debent citari a parte laesa ad praesentiam 
nostram pro capite interfecto. nbi absque omiii exceptioiie in termino 
primo peremptorio iuri parere et respondere homicida tenebitur. Quo 
negante bomicidium ^\ pars laesa testibus plenis, nobilibus, bene fama- 
tis et possessionatis illum coniurare debet. Quos testes in eodein 
termino nominabit, et tandem in sex septimanis ducat in proprio di- 
strictu. Eo facto homicida sic convictus statim capi debet per officia- 
les nostros et in carceres poni tenerique illic ad unius anni decursum 
irremissibiliter, nec inde dimitti debet, donec duplicatam poenam capi- 
tis nobilis, yidelicet nonaginta 8ex sexagenas grossorum amicis occitsi 
solvat in eflFectu. Citatio vero contra talem homicidam debet dari et 
inferi per praeconem et duos nobiles in domum seu bona eiusdem 
bomicidae ąuataor septimanis antę terminum. 

2. Homicida non comparens. 

Si yero talis homicida non comparuerit citatus, omnia bona eius 
confiscari debent, de quibus parti laesae solntionem capitis facere te- 
nebitur, aut illi bona eiusdem bomicidae tradi ^) taradiu tenenda, denec 
homicida snmmam praedictam pro capite occiso exolvat, et carceris 
poenam unius anni expleat. Quod si bona bomicidae ad summam 
praefatam capitis se non extendant, vel ipse homicida sit impossessio 
natns, talis per capitaneos nostros inquiri et capi debet. Quod si non 
habuerit, unde solyat, parte laesa instigante et coniurante, homicida 
capite plectatur. Et si capitanei nostri, per partem laesam admoniti, 
istud facere neglexerint ac recusaverint ^), quinquaginta sexagenas mi- 
nus duabus poenae nobis solyere tenebuntnr. 

3. Homicidae conseryator. 

Item si qui8 nobilis in domo aut bonis suis aliquem yagum ac 
impossessionatum foyerit aut conseryayerit, et ille de domo aut bonis 
eius exiens, bomicidium in ducatu nostro perpetrayerit, talis conserya- 
tor homicidae tenebitur homicidam huiusmodi tradere officialibus no- 
stris et parti laesae, alias solus poenas suprascriptas pro eo pendere 
et pati debet. Et hoc, si pars eum laesa plenis coniurare testibus 
praesumpserit, quod istum homicidam yagum ad hoc in domo et bonis 
foyerit et seryayerit, et quod istud bomicidium cum scientia et yolun- 
tate eius perpetrayit. 

4. Quod si homicida moriatur in carcere. 

Item si talis homicida in carcere moreretur, successores de bonis 



^) Bp.: homicidum. 

*) Bp.: tradere. 

*) Bp.: praecasaTerint. 



266 OSWALD BALZER. 

eius non plus solum quadraginta octo sexagenas amicis ocoisi pro ca- 
pite solyere tenebuntur. 

6. De patricidis. 

Item si ąuis patrem, matrem, fratrem, sororem, patruum, maritus 
uxorem aut illum. cui in bonis succedere deberet, interfecerit. talis 
patricida proclamatus, et per amicos occisi, ut supra, convictus, ab 
omni successione cum pueris suis ad bona illius, quem occidit, remo- 
veri et privari ^) debet, et ipse patricida aliquo mortis genere atrociori 
perdi et puniri, ut caeteri exemplo mortis suae turpissimae a tam ne- 
fando retrahantur facinore. 

6. Poena patricidii inter coniuges. 

Item inter yirum et uxorem tali patricidio subsecuto, omnes do- 
nationes, dotalicia, dotes, successiones et inscriptiones quaecunque 
ei, qui occiderit socium suum, non cedunt in commodum, sed ad ami- 
cos occisi devolvuntur. 

7. Patrieidae non comparentes. 

Item si tales patrieidae citati comparere non curaverint nec po- 
tnerint ^) per ofEciales nostros apprehendi, ipso facto infames erunt 
et bona eorum confiscari debent. Nihilominus tamen capitanei no- 
stri, ut eos apprehendant, curare debent omni studio sub poena supra- 
scripta. 

8. De oecisione feminae nobilis. 

Item, qui feminam nobilem cuiuscumque status interfecerit, con- 
victus per amicos eius, ut supra scriptum est, infamis erit et pro ea- 
pite occiso feminae summam suprapositam nonaginta sex sexagenas 
solvere tenebitur; et insuper poena, quae ^) nobis pertinet, sexaginta 
marcae numeri et monetae Polonicalis solvi *) debebit. 

9. De homicida non permittente se proclamari. 
Item si quis homicida non permiserit se proclamari *) et cum parte 

laesa componeret, volens bas poenas constitutas evadere, talis. si ho- 
micidium manifestum fuerit, per capitaneos nostros capi debet et in 
turri spatio unius anni detineri. Et si sint bona ipsius, confiscari de- 
bent, neque sibi restitui, nisi prius carceris poenam expleat. 

10. Mandatum praemissa exequendi. 

Ideo mandamus Sinceritati et Fidelitatibus Vestris praesentibus, 
quatenus statutum hoc de homicidiis, per illustrem dominum lanussium, 



^) Rp.: remoTere et priTare. 

*) Bp.: poterint. 

") Rp.: nie ma qnae. 

*) Rp.: BolTore. 

^) Rp. proclamare. 



STATUT MAZOWIECKI PIERWSZY 267 

dncem Mazoyiae, antecessorem nostrum sancitum, per publicam itiini- 
sterialinm proclamationem ad notitiam omnium et singulorum dedncat 
et dedncant ^); et praesentes litteras nostras in lihros terrestres omnium 
districtuum -), Tua Sinceritas Palatine, inscribi et induci faciat; patra- 
tores vero homicidiorum et capitaneos nobis negligentes deferat, poenis 
in statnto suprascripto contentis irremissibiliter puniendos. Sic et non 
aliter factura Sinceritas Tua et Fidelitates Yestrae pro debito sao et 
gratia nostra. 

Datum in conventione generali Cracoviensi, feria secunda antę 
festum Purificationis Sanctissimae Dominae nostrae Mariae proxima, 
anno Domini millesimo ąuingentesimo tricesirao secundo, regni vero 
nostri yigesimo Bexto. 

Metr. kor. t. 1. f. 107—109. 



') Bp. niema et dedncant, które to nznpeZnienie ze wz^^lędn na podwójny adroR 
jest ta koniecznem. 

*) W rp. nastepnje zbędne słowo: litteras. 



-♦^♦-•^ 



Kalimach i znajomość państwa tureckiego w Polsce 

około początku XYI w. 

Napisał 

Franciszek Bujak. 



I. Kalimach. 

Szereg naszych pisarzy geograficznych okresu humanistycznego 
rozpoczyna Kalimach, powszechnie za należącego do naszej literatury 
uważany^). I słusznie, albowiem ambitny ten i niesłychanie utalento- 
wany Toskańczyk, znalazłszy na polskiej ziemi przytułek i obronę 
przeciw Euryi rzymskiej, która go ścigała za głośny spisek na życie 
papieża, Pawła II, ułożony wespół z Flatiną i Pomponiuszem Laetusem, 
głośnymi humanistami, przywiązał się do tej krainy i do życzliwych 
sobie jej mieszkańców, zżył się i obył dziwnie szybko z naszymi sto- 
sunkami, stał się obywatelem naszego państwa i jako taki działał 
słowem i piórem aż do śmierci. 

Nim jednak zabierzemy się do rozpatrzenia jego działalności jako 
geografa, musimy się usprawiedliwić, dlaczego pierwszeństwa w tym 
względzie odmówiliśmy Grzegorzowi z Sanoka, o którego poglądach 
na nasze pochodzenie i pierwotne dzieje opowiada Kalimach w roz- 
dziale 17 i 18-tym swego Vita et mores Gregorii Sanocei^), Ponieważ 
on w imieniu własnem wypowiada gdzieindziej (w żywocie kardynała 
Zbigniewa Oleśnickiego) odrębne zapatrywanie tej samej kwestyi do- 
tyczące, możemy sądzić, że jest to istotnie opinia Grzegorza samego^). 
Skrytykowawszy w dosadnych słowach brednie naszych kronikarzy, 
a zwłaszcza mistrza Wincentego, te słowa wkłada Kalimach w usta 

^) Finkel w Mon. Pol. hist. YI. 176. Zeissberg i WiszniewskL 
*) Mon. Pol. hUt. VI. 193 i 194. 

*) Może nas w tern przekonania wzmocnić poniekąd i ńwiadomośó, ie życiorys 
Grzeg^oTza powstał jeszcae za jego życia, a więc nie powinien się z prawdą mijać. 



KALIMACH I ZNAJOMOŚĆ PAŃSTWA TURECKIEGO W POLSCE. 269 

swego opiekuna: „Rozważając nasze obyczaje i instytucye dochodzę 
do tego przekonania, że Polacy pochodzą od ludu Wenetów, który 
mieszka nad Oceanem między Peucyami i Sarmatami. Albowiem w po- 
koju i na wojnie tak samo się zachowujemy, z tą samą rzeźkością 
i ze śpiewem rozpoczynamy bój, a nadzieję zwycięstwa pokładamy 
w konnicy uzbrojonej we włócznie. Oni nie chcą przeżyć wodza lub 
go na placu porzucić, my to za rzecz występną i haniebną poczytu- 
jemy. U nich władzę królewską pewne prawa i instytucye miarkują, 
nad nami nie ma także król absolutnej władzy. Zarząd gospodarstwem 
domowem i troskę o zasoby oba narody kobietom poruczają. Tam nie- 
ma żadnych miast, my również w miastach, acz są one u nas bardzo 
wielkie, nie mieszkamy. Zarówno my, jak i oni, zwykliśmy nie obierać 
siedzib przyległych sobie, ale żyć oddzielnie, domy zdała jedne od 
drugich stawiać i to z materyału prostego. Nadto ten sam strój i czę- 
ste używanie futer zwierzęcych; tak u nas, jak u nich, nie różni się 
niczem strój kobiecy od męskiego tylko Inianemi chusteczkami, które 
ocieniają głowy. Co do wyposażenia żon i okupu mężobójstwa pewną 
sumą pieniężną, to samo prawo u obu (narodów) obowiązuje". W dal- 
szym ciągu jest zwrócona uwaga na analogię kary za kradzież, na 
wspólną obu narodom gościnność, zamiłowanie wystawnych uczt i pi- 
jaństwa, na sposób odżywiania się i zwyczaj używania łaźni. Ci Wene- 
towie, żyjąc w zimnej i niegościnnej, pc^ocnej krainie, z biegiem czasu 
rozsiedlili się, jego zdaniem, po Sarmacyi aż do Dniestru, później nad 
Wisłą się usadowili, ze wzrostem ludności zalali Dacyę a wreszcie 
i niiryę. Że to jest jeden szczep, mieszkający od Oceanu (Bałtyku) po 
Adryatyk, dowodzi najlepiej język, który jest jeden i ten sam u wszyst- 
kich, cokolwiek tylko zmieniony przez zetknięcie się i obcowanie z ró- 
żnymi obcymi narodami. 

Choć niewiadomo, które plemię dowiańskie nazwane tu jest We- 
netami, ani kogo oznaczają Peuoini i Sarmaci, moglibyśmy podziyńać 
mądrość naszego ziomka, widzimy bowiem, że jako „człowiek wyższy 
nad swój wiek" trafnie pojął porównawczą metodę etnografii, czem 
przypomina poniekąd starożytnego Strabona, i dal zarazem przykład 
jej właściwego zastosowania bez puszczania się na banalne etymologie 
i genealogie. Niestety ta bystrość i głębokość umysłu Grzegorza jest 
figlem humanistycznym Kalimacha^), albowiem cały powyżej przyto- 



*) Zdaje się, ie cała dawa i wielkofi6 Orzegona s Sanoka jest tworem p^ego 
wdzięcsności chwalcy-biografa, którj w tym wypadku działał w przekonania wła6ci- 
wem wszystkim hamanistom, te moie swem piórem nnieśmiertelnić lab zniesławić na 
wieki, kogo się ma podoba. 



270 FRANGISZRK BUJAK 

czony ustęp (c. 18) traktujący o pochodzeniu Polaków od Wenetów, 
zaczerpnięty jest z Tacytowej Germanii. Kalimach odnosi do Wenetów 
i Polaków to. co Tacyt wogóle o Germanach lub pojedynczych ple- 
mionach mówij biorąc jego tekst zupełnie dosłownie ^) lub z niewielkiemi 
zmianami stylisty cznemi i dorabiając odpowiednio zwroty, to podo- 
bieństwo miedzy Wenetami i Polakami zaznaczające. Wobec tego, co 
najwięf*ej moźnaby Grzegorzowi przypisywać znajomość tego dziełka 
tacytowskifgo i wyszukiwanie tych analogii, ale przecież takiego po- 
równywania poglądów Tacyta do wszystkich Germanów się odnoszą- 
cych ze stanem Polski w XV w. za naukową opinię uważać nie można. 
Grzegorz bowiem dobrze czuł i rozumiał całą różnicę między Słowia- 
nami a Niemcami i chyba tak dalece w domysłach się nie gubił, żeby 
aż w pewnych ludach (np. Swewach), opisywanych jako germańskie 
przez Tacyta, upatrywał Słowian, bo wiadomo, że takie hipotezy (Sem- 
bera, Kętrzyński) zjawiły się w naszym wieku dla udowodnienia 
tubylstwa Słowian nad Odrą i Łabą, a jemu o to bynajmniej nie 
chodziło ^). 

W Żyioocie kardynała Zbigniewa Oleśnickiego^ pisanym zapewne 
w roku 1480 poświęca Kalimach cztery początkowe rozdziały etno- 
grafii polskiej 3), w których przedstawia czytelnikowi cztery bardzo 



') Wykazał to Tadeusz Sinko w pracy drukowanej w Eo$ tom VL, Lwów 1900 
pod ty tarem: De Oregorii Sanocei studiis humanioribas, str. 265 — 266. 

*) Tacyt nie awaia Wenetów za Germanów, a zatem przenoszenie na nich 
charakterystyki plemion germańskich jest grabym błędem. — Z drugiej strony trzeba 
przyznać, ie te rysy charakterystyczne, zebrane skrzętnie z Germanii, dotó wiernie 
odpowiadają stosunkom polskim w XV w. Prawdopodobnie więc Grzegorz, czy Kali- 
mach, zauważywszy tę osobliwszą analogię między Germanami w I w. po Chr. a Pol- 
ską współczesną, chciał ją wyzyskać, ale nie mógł plemienia słowiańskiego od Niem- 
ców wyprowadzać, skorzystał tedy z tego, że Tacyt w swem dziełkn wymienia także 
Wenetów, o których skądinąd wiadomo, że są Słowianami, i przypisał im wszystkie 
te właściwości plemion germańskich, któremi odznaczali się także Polacy. Tak więc 
jednocześnie są Wenetowie i niemieckiem i słowiańskiem plemieniem. 

^ Mon. Pol. hist. YI. str. 226 — 281. — Epoka odrodzenia obok ¥riela cech 
wspólnych z wiekami średnimi ma jeszcze i tę właściwość wspólną, że namiętnie 
lubuje się w genealogiach osób i narodów od czasów przedhistorycznych z tą tylko 
różnicą, że biblijnego Adama i Noego zastępuje klasycznemi i barbarzyńskiemi imio- 
nami. Badania nad prahistoryą ludów europejskich były wówczas niesłychanie 
gorliwie uprawiane, autorzy polemizowali ze sobą, wykształceni ladzie dytkatowali. 
Był to zwrot racyonalny, ale do osiągnięcia na razie niemożliwy wobec braku środków. 
Z czasem studya się pogłębiły a poglądy oparte na głębszej lekturze pisarzy średnio- 
wiecznych początkowych i starożytnych, choć błędne, nie raziły już potem monstraal- 
nością i lekkomyślną bezczelnością. — Kalimach mii^ jeszcze w owym sławionym 
i wielokrotnie drukowanym „Attyli" pole i sposobność do podobnych wywodów o po- 
chodzeniu Gotów i Hunnów. 



KAŁIMACU I ZNAJOMOŚĆ PAŃSTWA TURECKIEGO W POLSCE. 271 

pomysłowe teorye o pochodzenin Polaków; pierwsza, najśmieszniejsza, 
wywodzi ich w prostej linii od Polifema i Galatei, pierwotnie zwali 
się oni TryballamŁ ale wypędzeni z Tracyi tak znienawidzili swą 
przeszłość, że nawet nazwy swej się pozbyli. W końcu jednak dodaje: 
„Zaiste wśród takich różnic zgoła niepodobna twierdzić, co jest praw- 
dziwe*^, co dowodzi, że autor słów swych nie brał na seryo. Czwarty 
rozdział, również na tle fantastycznem, jest o tyle ciekawy, że opisuje 
pogańskie zwyczaje i wyobrażenia religijne i prawne Polaków, które 
oni mieli przejąć jakoby od Scytów. Wiadomości te czerpał zapewne 
z tradycyi, bo Długosza historyi nie znał jeszcze, jak to wykazał prof. 
Finkel, a my dziś nie znamy żadnej dawniejszej kroniki, któraby 
te wiadomości zawierała. Kreśląc stosunki Zbigniewa Oleśnickiego 
z Witołdem w. ks. lit. korzysta z tej sposobności, aby przedstawić 
swój pogląd na pochodzenie Litwinów. Przyprawy humanistyczne ze- 
psuły w zupełności wartość tych wywodów zawartych w rozdziale 
14 i 15-ym ^). Mimo to cenny jest ten krótki rys etnograficzny Litwy, 
daje on razem z odrębnym zupełnie opisem Litwy i Żmudzi Dłu- 
gosza obraz nader nizkiego stanu kulturnego pogańskiej Litwy. W po- 
pisach tych erudycyjnych Kalimacha widać najwięcej wpływu lektury 
Herodota^) i Strabona. 

Humaniści odkryli „człowieka^, jest to utarta opinia, dodać 
jednakże do tego należy, że oni też pierwsi zrozumieli, iż natury i ziemi 
nie należy obserwować i opisywać jedynie dlatego, że jest czemś nad- 
zwyczajnem, czemu się można dziwować, ale dlatego, aby samemu ją 
poznać i zrozumieć i innym uprzystępnić. Ciekawość niewykształconego 
cdowieka zastępuje teraz pragnienie umiejętnego i wszechstronnego 
poznania; Solinus ustępuje teraz Strabonowi i Ptolomeuszowi. Oczywi- 
ście nie odrazu nastąpiła zmiana radykalna; nowa metoda geografii 



^) Mon. Pol. hist. YI. 243—246. Najprzód omawia pomysły npatraj^ce ich 
przodków w Gallach i Rzymianach, a następnie stawia jakby własna teoryę wykazu- 
jąca pokrewieństwo Litwinów z Bosforanami. Używa w tym celu metody porównawczej, 
jak poprzednio odnośnie do Polaków i Wenetów, ale również fałszywie. Jakie plemię 
okrywa się n niego pod nazwą Bosforanów, trndno się domyślać. Starożytność nie 
znała takiego ladn, tylko drobne ,,regnam Bosphoranam", które leżało po obu stronach 
cieśniny Kercz (patrz atlas Mencke-Siegelin). Współcześnie cały Krym zajmowali Ta- 
tarzy, zwani przezeń Thauroscythae, o których wiedział, że przybyli dopiero w XIII w., 
a przeciwległe wybrzeże kaukaskie dzierżyły te same, co i dziś plemiona, zwane 
w Polsce podówczas ogólną nazwą Pięciogórców (Piatihorci, stąd nazwa lekkiej jazdy 
litewskiej : Petyhorcy) a zapewne Kalimachowi bliżej nieznane. 

*) Ważna jest takie okoliczność, że K. cytuje przy tej sposobności Herodota 
którego znał zapewne w ttómaczeniu łacińskiem Wawrzyńca Walii. 



272 FRANCISZEK BUJAK 

Ugruntowała się powoli i daleko później, jednakże już u humanistów 
XV w. widzimy ten zwrot; nie tylko wypadki i ludzie, manekiny 
Opatrzności, zasługują na ich uwagę, ale i ziemia, i przyroda, i urzą- 
dzenia społeczne. Typem takiego humanisty jest Eneasz Sylwiusz, ta- 
kim jest także poniekąd i nasz Kalimach. 

W głośnem swem dziele: Historia rerum gesłarum in Hungaria et 
contra Turcos per Wladislaum Poloniae et Hungariae regetn^ które powstało 
najprawdopodobniej r. 1487 ^), pojmuje rozsądnie zadanie swoje jako 
historyka oświadczając we wstępie 2), że uważał za swój obowiązek po- 
łożenie tych ziem, na których się wypadki rozgrywają, oznaczyć dla 
łatwiejszego zrozumienia opowiadania, ale zarazem odsłania się w nim 
humanistyczna natura. Nie zadowala się więc współczesnemi nazwami, 
lecz stara się uwzględnić przedewszystkiem starożytną geografię i do 
niej dostosowuje obecne stosunki, kreśląc obraz wschodniej Europy. 
Stoi tu autor na stanowisku atlasu Ptolomeuszowego '^), ale czy znał 
go w wydaniu Donisa już wówczas istniejącem, niema pewności. 
Ogółem biorąc jest to szkic zbyt pobieżny i wcale bałamutny. Oto co 
czytamy o Polsce właściwej: „Górne dorzecze do źródła tudzież rów- 
niny pcJożone między górami sarmackiemi (Karpaty) i początkiem 
Wisły, nadto same góry Sarmackie dzierżą Polacy, których kraina 
leżąca w obrębie granic Germanii i Sarmaeyi, tyle w jednej co 
i w drugiej, i rozciąga się przez te okolice, które od początku zamie- 
szkiwali Ombrony, Saboki, Sidony i Wisburgi*^. Ponieważ właściwie sie- 
dziby tych ludów kładli starożytni w Małopolsce i Śląsku, więc 
o Wielkopolsce wcale nie ma wzmianki u Kalimacha, tern mniej 
o Mazowszu. Mówiąc o mons Carpatus przy Węgrzech każe K. przy- 
puszczać, że nazwę tę nadaje Tatrom, tymczasem poniżej Siedmiogród 
rozdziela od Multan Karpatami, stąd wniosek, że u niego montes Sar- 
matici i mons Karpatus to 2 osobne systemy górskie*). Węgry i po- 
łudniową Słowiańszczyznę daleko pewniejszą ręką oznacza, i klasyczne 
reminiscencye nie wprawiają czytelnika w zakłopotanie, jak niektóre 
nazwy do obszaru północnej Słowiańszczyzny się odnoszące. Na uwagę 
zasługuje okoliczność, że Kalimach rozróżnia: „Montana Valachia" (tj. 
Multany) i „Valachia altera, cui Moldaviae nomen est". Tak nazywano 
wówczas i długie czasy później obie części dzisiejszego królestwa Ru- 
munii, gdy tymczasem w bieżącym wieku utarła się dla południowej 



») S. Kwiatkowski w Mon. Pol. hist. VI. a. 13. 
') Mon. Pol. hiBt. VI. 8. 20 s dołu. 

*) S. Kwiatkowski w Mon. Pol. hist. VI. uwagi na str. 21 — 23. 
*) W atlasie Donisa mons Sarmaticas jest odroślą Karpat rozci^aji^cą sie naj- 
więcej kn północy, ai do źródeł Warty. 



KAŁIMACH I ZNAJOMOŚĆ PAŃSTWA TURBCKIBOO W POLSCE. 273 

niewłaściwie nazwa Wołoszczyzny (jest to nazwa słowiańska Rumunii), 
a północną zwie się zarówno Multanami jak i Mołdawią. Wydawca 
tego dzieła Kalimachowego sądzi ^), że powyższy traktat geograficzny 
jest własnością literacką Kalimacha. Podane tu wiadomości były zresztą 
dość znane wówczas; dodać należy, że przedewszystkiem sam autor 
i jego przyjaciel Grzegorz z Sanoka znali dobrze z własnych podróży 
południową Słowiańszczyznę, dlatego też ona dość jasno się przed czy- 
telnikiem zarysowuje, gdy strony północne przedstawiają się w mglistej 
szacie starożytnej. 

Kalimacb nie poprzestaje jednakże na tym ogólnym wstępie, 
owszem wśród opowiadania wtrąca, jakby dla urozmaicenia, ustępy 
geograficzne. Do nich należą: 

rozdział 37 *) zawierający ogólną, ale wcale trafną charaktery- 
stykę Bułgaryi pod względem fizycznym; 

opis dwóch dróg, które prowadzą z Orsowy nad Dunajem do 
Gallipoli; pierwsza między Rodope a jeziorem Bistonia (Burgiul) krótsza, 
ale uciążliwsza i dla wozów nie do przebycia, druga dalsza przez 
dolną Bułgaryę ku wschodowi, a następnie wzdłuż morza Czarnego, 
choć górzysta, jednak dla wozów dostępna*); 

ustęp o rzece Panisus (dziś Prawadi)*); 

opis położenia Warny ^). Ponieważ ustęp ten wykazuje, jak grun- 
townie był obeznany Kalimach z terenem pobojowiska, a zarazem po- 
nieważ może posłużyć za miarę jego wartości jako geografa, zamie- 
szczam go tutaj w tłómaczeniu. „Bałkan (Hoemus) rozpoczyna się mniej- 
więcej w okolicy Mezembryi a sięga jednolitym grzbietem aż do 
Macedonii i górnej Mizyi, wysuwając na obie strony przedgórza na 
kształt łokci i kolan. I najsamprzód nie opodal swego początku zwró- 
ciwszy się na prawo, cofa się ku Euxynowi, powoli się obniżając 
w drobniejszych odnóżach i przechodząc w dalszym ciągu w postaci 
lekko wzniesionych wzgórz w równinę. W tej okolicy stosownie do 
jej budowy liczne są doliny, częścią dzikie i nieurodzajne, częścią 
nadające się do wypasania bydła i uprawy roli, a więc przez mie- 



>) Mon. Pol. hist. VI. str. 23. uw. d. 

*) Tamie str. 109 i 110. Grzbiet przepaścistego i skalistego Bałkann, niegościn- 
nego nawet dla pasterzy, pochyla się na północ powoli ku Donajom; bardziej pochyłe 
Jego stoki s^ pokryte głębokimi borami i Bzerokiemi paszczami, nie ma też Bnłgarya 
abyt urodzajnej gleby. Przekroczenie najwyżej położonych przełęczy otwiera łatwą 
drogę stokami południowymi do Tracyi, krainy daleko urodzaj niej szej i piękniejszej. 

*) Mon. Pol. hist. VI. str. 143 c. 54. 

*) Tamże str. 147 c. 66. 

*) Tamże str. 160 c. 68. 

Kospnkwy Wyds. hiit.-filos. T. XŁ. ]^g 



274 FRANCISZEK BUJAK 

szkańców poddane kulturze. Jedne z nich zewsząd wzgórzami są oto- 
czone, inne zaś ku morzu otwarte; najbardziej uwagi godną i najpię- 
kniejszą jest dolina Warny, tak z natury jak i przez zabiegi ludzkie. 
Warna sama leży nad samą zatoką, niedośó nawet głęboką, aby po- 
mieścić większe statki, między dwoma przylądkami, z których na 
jednym mieści się Galata, na drugim zaś Makropolis. Całe wybrzeże 
wokół miasta jest pokryte winnicami i innemi owocowemi drzewami. 
Wnętrze doliny po prawej stronie chłopi uprawiają i zamieszkują 
w nielicznych drobnych wioskach, w pobliżu Galaty opodal wzgórz 
rozlewa się bagnisko, wypełnione wodą morską, które sięga na zachód 
aż ku drugiej dolinie". Dzisiaj nawet dość rzadko spotyka się z tak 
plastycznym i dokładnym opisem topograficznym; przynosi on zaszczyt 
autorowi. Gdyby ówczesne społeczeństwo czuło potrzebę takich sumien- 
nych opisów geograficznych, humaniściby się tego zapewne podjęli 
i zasłużyliby się rzetelnie koło geografii, a nasz Kalimach nie opisy- 
wałby Polski według atlasu Ptolomeuszowego. 

Znamy jeszcze jedno dzi^o historyczne Kalimacha pod tytułem: 
„Dc hiSy quae a Venełis contra Turcos tentała sunł^ ^) przedstawiające za- 
biegi dyplomatyczne Wenecyi w latach 1473 — 1487 *), aby pobudzić 
Tatarów i Persów do wojny z Turkami. W negocyacyach tych brał 
Kalimach czynny i wybitny udział; pismo to jednak samo w sobie 
nie przedstawia interesu geograficznego. 

Z tego, cośmy dotąd rozpatrywali, mogliśmy powziąć wyobrażenie 
o Kalimachu, iż to jest historyk, który geografię ceni, jej doniosłość 
rozumie i chętnie opisy geograficzne wtrąca, gdzie może, sądząc, że 
podaje czytelnikowi pewne wiadomości skądinąd wcale albo niedość 
znane. Wiemy jednakże, że wydał on „De Tarłarorum tnoribus liber /.^, 
wspomina o tern opat Tritheim w swem dziele: De scripłoribus eccle- 
siastici8\ niestety nie było ono drukowane i żadnego rękopisu nie 
udało się dotąd odszukać. Już Ciampi ^) poczytuje je za zaginione po- 
dobnie jak i inne dzieło znane tylko z tytułu: Historia peregrinationum 
suarum^). Ciampi domniemywa się, że ta ostatnia praca może być 
identyczna z listem: „e^e exilio suo^ do Dersława z Rytwian pisanym 



') Korz78t£j!em z P. Bizara, Reram Penicarum historia Frankfart 1601, gdzie 
ta rzecz wydrukowana jako dodatek str. 402 — 431. 

*) Por. Zeissberg, Poln. Geschichtaschreibiing str. 360 i 368. 

*) Bibliographia critica I. str. 35. 

*) W pierwszem wydaniu Historyi Władysława Warneńczyka, Augsburg 1519, 
wydawca Scheufler wspomina Libros peregrinationum suarum, n więc dzieło to obej- 
mowało prawdopodobnie co najmniej 2 księgi i zawierało iiioie opowiadanie nie tylko 
o ucieczce z Rzymu, ale i o innych, zwłaszcza dyplomatycznych, podróżach; byłby to 



KAŁIMACH I ZNAJOMOŚĆ PAŃSTWA TURECKIEGO W POLSCE. 275 

W r. 1471 1), domysł to jednak mojem zdaniem chybiony, albowiem 
list ten jest za krótki, aby go ^księgą'' nazwać, a nadto zawiera 
głównie obronę przeciw prześladowaniu Kuryi rzymskiej, podróż zaś 
a raczej ucieczka przed pościgiem urzędników papieskich, którzy go 
pochwycić i do odpowiedzialności za wspomniany wyżej spisek pocią- 
gnąć chcieli, zajmuje w nim podrzędne miejsce*). Rzecz o Tatarach 
nie zaginęła jednak zupełnie, streszczenie jej przechował nam autor 
w Historyi zabiegów dyplomatycznych Wenecyi przeciw Turkom. 

Ealimach był w swej pierwszej podróży na Wschód podróżni- 
kiem z musu, z konieczności, ale nie pozostawał wcale jedynie w roli 
biernej prześladowanego. Bynajmniej nie opłakiwał swego losu, lecz 
starał się położenie swoje jak najkorzystniej wyzyskać. Obok poezyi 
przyświecała mu druga równie świetna gwiazda — polityka. Zuchwałe 
doktryny i plany polityczne o mało go życia nie pozbawiły, nie wy- 
rzekł się mimo to polityki, owszem jął się badania sprawy tureckiej 
czyli kwestyi wschodniej. Wiadomości swoje rozszerzył i pogłębił 
prawdopodobnie za czasów swego pobytu u Grzegorza z Sanoka. Przy- 
bywszy bowiem z Konstantynopola nad Dniestr nie oddalił się od 
kwestyi wschodniej wcale; był to grunt, na którym można się było 
również wiele nauczyć, można było przedewszystkiem kwestyę tę po- 
znać z innej nie mniej ważnej strony. Ziemia ruska była wówczas 
jakby progiem świata chrześcijańskiego, o który ocierała się ciągle 
i chłostała go srodze nawałnica pogańska. To też zagony ordyńskie 
i walki z nimi utkwiły głęboko Kalimachowi w pamięci, wspomina 
o nich w poezyach, w żywocie Grzegorza z Sanoka, kładzie na nie 
nacisk w historyi zabiegów weneckich i w mowie do Innocentego VJII. 
Ugaszczający go arcybiskup lwowski, długoletni obserwator i znawca 
stosunków wschodnio-europejskich mógł wiele przyczynić się do usta- 
lenia i ugruntowania jego poglądów w tym względzie. Od razu też 
występuje w Krakowie na dworze i w kancelaryi królewskiej jako 



nader rzadki w owych czasach pamiętnik wybitnego agenta dyplomatycznego. Mon. 
Pol. hist. VL str. 6. 

') Drukowany w Acta Tomic. L Appendix str. 1 — 6. 

*) Przygody te opisał on takie w łacińskim wiersza pod tytolem : De sois ca- 
lamitatibos, który zapewne odpowiadał obszerniejszemu opisowi prozaicznemu, wy^j 
wymienionemu. Janecki w Specimen Cathalogi cod. mss. bibl. Zalascianae 1752 wspo- 
mina na str. 33 pod nr. 87 takie Calimachi de suis calamitatibus liber proprius. 
Wiadomo z testamentu Kalimacha, ie pisma swoje niewydane kazał spalić po swojej 
śmierci; być moie, ie obie te rzeczy, mimo że je znano z rękopisu autora nawet 
w Niemczech, należały do niewydanych. Por. np. jego list do L. Tfaedalda z 6 lutego 
1490 i do bisk. wrocławskiego z 1495: Zeissberg, Polens kleinere Oeschichtsąuellen 
s. 71 i 74; tudziei opis kodeksu monachijskiego, tamże s. 75 — 77. 

18» 



276 FRANCISZEK BUJAK 

dyplomata-specyalista do spraw włoskich i turecko-tatarskich. Ten 
zakres idei politycznych tak dalece go opanował, że do końca życia 
po zań nie wyszedł. Działanie w tym kierunku stało się celem jego 
życia, dowodzą tego wszystkie poważniejsze jego pisma. Na tem tle 
daleko jaśniej i zrozumiałej występuje też jego ścisły związek z woło- 
ską wyprawą Jana Olbrachta. Usługami na tem polu, acz płonnemi, 
wywdzięczał się najlepiej za liczne dobrodziejstwa, których mu Polska 
nie skąpiła. Ten jednostronny kierunek jego działalności politycznej 
zauważył i podniósł J. Caro ^), myli się tylko utrzymując stanowczo, 
iż do Konstantynopola pociągnęła Kalimacha tylko chęć poznania tego 
źródła ciągłej strasznej trwogi dla całego chrześcijaństwa, które było 
zarazem całym światem cywilizowanym, aby ewentualnie wiado- 
mościami swemi służyć chrześcijaństwu przeciw Turkom. Tak się stało 
w rzeczywistości później, ale wtedy prawdopodobnie ten humanista, 
przyjaciel spoganizowanego Pomponiusza Laetusa, prześladowany przez 
papieża, nie myślał narażać się jako szpieg, który chce wydrzeć ta- 
jemnice najgroźniejszemu wrogowi imienia chrześcijańskiego, raczej 
szedł on tam z tą samą myślą, co tylu innych 2), tj. szukał chleba 
a ofiarowywał swe usługi. Nie jest to oczernianiem Kalimacha, ale 
jedynie przyłożeniem doń miary, którą się go jako typowe dziecko 
epoki Odrodzenia mierzyć powinno^). 

Wkrótce też i w Wenecyi uchodził Kalimach za znakomitego 
znawcę stosunków tatarskich, dlatego do niego zwraca się rząd wene- 



^) Geschichte Polens, B. Y. Abth. II. str. 590—594 i 642—649 a Bzcsególnie 
sir. 647. 

*) Jalian Klacsko, w Romę et la Renaisance. Jtiles II. w rozdz. III. wymienia 
Bellini^ego, Carpaccia i Bertolda działających jako artyści na dworze Mahometa II. 
I Bnonarotti wybierał się także do Konstantynopola. 

") Ówcześni ladzie dali liczne dowody konsekwentnego egoizma i bezwzględnej 
waUd o byt. Co do Kalimacha są na to wskazówki we wspomnianym jaź wyżej liście 
do Dersława z Rytwian (Acta Tomic. I. Append. str. 5); pisze on tam: Aiant me ad 
imperatorem Tnrcoram confngisse. Qais non intelligit id me inritnm fecisse... Ustęp 
zaś ten kończy temi słowy : Caret itaqae colpa profectio mea ad Torcos, qaod eoacta, 
qnod necessaria, qaod preter institutnm et yolantatem meam faerit; laudanda esi re- 
gremo ad fidfUi, qaod sponte, qaod consilio, quod optima conscientia mea evadente 
facta ertiterit. Oprócz tego jeszcze cały końcowy ustęp listu poświęca K. wykazaniu 
niemożliwości jakiejkolwiek chęci służenia sułtanowi. Fakt jest, że byl silnie podej- 
rzany o gotowość i zamiar wsti^pienia do służby dyplomatycznej tureckiej, że starał 
się nsilnie od tych zarzntów oczyścić jak najwymowniejszymi argumentami, ale te 
arg^menta są tej samej wartości logicznej, co i wywody, że nie mógł uknuć żadnego 
spisku na papieża i że żadnego spisku nie było. Bronić się mu łatwo było, bo za- 
miary nie doszły do skutku, nie udało mu się zbliżyć do sułtana i zyskać zaufanie, 
bo doradca polityczny to nie artysta nadworny. 



KAŁIMACH I ZNAJOMOŚĆ PAŃSTWA TURECKIEGO W POLSCE, 277 

cki przez swego posła wysłanego do Persyi z prośbą o radę i opinię 
czy się uda Tatarów skłonić do walki z Turkiem ^). Kalimach poro- 
zumiawszy się prywatnie z wybitniejszymi polskimi mężami stanu 
a następnie z królem Kazimierzem, przesłał na ręce Bernarda Giusti- 
niani'ego obszerną w tej sprawie relacyę ^\ uwzględniając oczywiście 
przedewszystkiem stronę czysto polityczną i sposób prowadzenia wojny 
u Tatarów, a pobieżniej zapewne traktując właściwy opis życia, zwy- 
czajów ^). 

Mojem zdaniem nie można wątpić, iż ta sama relacya, któraby 
się może dala odszukać w archiwach weneckich, przerobiona może 
nawet znacznie, aby się szerszej publiczności ukazała w czysto lite- 
rackiej szacie, wyszła pod tytułem: De Tartararum moribus liber unus. 
Była ona ułożona w ten sam sposób, jak relacye dyplomatów wene- 
ckich. Ze streszczenia tylko się tyle dowiadujemy: 

Kalimach oświadcza, że nie mógł wybadać, jak się król polski 
zapatruje na zamiar Wenecyi popchnięcia Tatarów do wojny z Tur- 
kami, bo nie wie, o których Tatarach w tym wypadku myślała B^plita 
wenecka, jest bowiem kilka odrębnych hord. Aby więc wyrobiono 
sobie w Wenecyi dokładny pogląd na sprawy tatarskie, i aby przez 
to zabiegi względem Tatarów zyskały pewien określony kierunek, 
kreśli Kalimach obszerny obraz Tatarszczyzny. Dziki ten lud, pędzący 
życie na wozach w stepie pod gołem niebem, zajmuje olbrzymie prze- 
strzenie p<^ocnej Europy i Azyi, ale mieszkający w Azyi nie zja- 



*) De his, quae a Yenetis ... a Bizara str. 410. 

*) De his, qaae a Yenetis... n Bizara str. 411 i 412. 

*) Relacyę niniejsaą napisać mógł K. najwcześniej w dragiej połowie 1474 r. 
a najpóźniej pod koniec 1476 r. Contarini, ów poseł do Persyi wysłany, spotkał się 
z Kalimachem, naówczas nauczycielem królewiczów w Lublinie 19 i 20 kwietnia 1474 : 
Porównaj itinerarium Contarini*ego cap. I. drukowane u Bizara Rerum Persicarum 
historia 1601 str. 484 — 512 ; ustępy do Polski sie odnoszące są przetłómaczone w Niem- 
cewicza Zbiorze pamiętników tom I. Przed wysłaniem relacyi odbywały się dłuższe 
narady. Kalimach w „De his, quae a Yenetis...'* (u Bizara str. 412 wiersz 45) powiada, 
że wydany „panlo post (t. j. po wyekspedyowaniu relacyi do Wenecyi) Romam cum 
mandatis ad Sixtum Pontif. Mai." wstąpił do Wenecyi, a to nastąpiło około Bożego 
Narodzenia r. 1476, już bowiem 1. i 7. stycznia 1477 przemawiał w imieniu Kazimie- 
rza Jagiellończyka przed senatem weneckim w tej właśnie sprawie i powtarzał te same 
argumenty, co w oma wianem piśmie przytoczył. Rezultatem tego ostatecsmym było 
porzucenie przez senat przynajmniej na rasie myśli o skierowaniu Tatarów przeciw 
Turkom i odwołanie specyalnego posła Jana Babtysty Treyisana w Polsce tą sprawą 
się aajmującego już 18 marca 1477. Materyały do hist. Jagiellonów z archiwów we- 
neckich wyd. A. Cieszkowski w Rocznikach Tow. przyjaciół nauk poznańskiego, tom 
XIX (1892) str. 13—25 i 47—50. Por. Caro, Geschichte Polens B. V. Abth. II. 
str. 645. 



278 FRANCISZEK BUJAK 

wiają się w Europie i na odwrót, tylko europejscy niepokoją azyaty- 
ckie wybrzeże Bosforu cymeryjskiego zamieszkane przez „Cercetae** 
(Czerkiesi) i „Zigores" (Zagórcy?). Wyjątek także stanowi horda ko- 
czująca na pograniczu obu części ziemi, w zimie posuwa swe koczo- 
wiska aż nad Wołgę i inną rzekę (zapewne ma na myśli Jajk-Ural) 
w pobliże morza Kaspijskiego, latem zaś wędruje nad Don i dosięga 
niekiedy Dniepru. Wytrwali na wszystko, chciwi łupieży są oni wszy- 
scy, ale azyatyccy, choć liczniejsi i dziksi, są niedostatecznie uzbrojeni, 
przeto łatwo pierzchają w boju; są to prości rabusie, którzy się wcale 
nie znają na sztuce wojennej, głębsza myśl nie kieruje ich wyprawami, 
lecz chwilowa korzyść. Przeciwnie europejscy i pograniczni Tatarzy 
posługują się sztuką wojenną przyjętą od ludów zachodnich: działają 
zawsze według planu, używają podstępów, wysyłają zwiady. W ciągłej 
wojnie z Polską i Moskwą przyzwyczaili się nie tylko bronią nękać 
nieprzyjaciół, lecz i ogniem niszczyć, co się uprowadzić nie da. Krj^mscy 
Tatarzy, choć niechętnie znoszą zwierzchnictwo Turcyi, zbyt są nie- 
liczni i słabi, aby się odważyć na podjęcie wojny, gdyby się zaś zde- 
cydowali, nie wieleby wskórali. Tatarzy nadwołżańscy mogliby się 
wprawdzie mierzyć z potężnym przeciwnikiem, ale chcąc wpaść do 
Tracyi, musieliby koniecznie przez dzierżawy polskie przechodzić. 
Wpuszczenie zaś tych drapieżnych i wojowniczych mas w granice 
Polski byłoby nie tylko dla niej, ale i dla całego chrześcijaństwa rze- 
czą bardzo niebezpieczną ** ^). 

Drugiem dziełem Kalimacha treści geograficzno-politycznej, które 
się do naszych czasów dochowało, jest: Ad Innocentium VIII pontificem 
maximum de bello Turcis inferendo orałio. Mowę tę wypowiedział K- 
w Rzymie na kongresie przedstawicieli państw chrześcijańskich zwo- 
łanym przez papieża na dzień 25 marca 1490 r. ^) i zapewne ją później 
znacznie rozszerzył i przerobioną opublikował^). Dokonał tego w prze- 



^) Z fra^entów tych nie możemy jednakie odtworzyć całego dzieła, ani wy- 
robić sobie dokładnego pojęcia, albowiem pod względem stylistycznym są odpowiednio 
do miejsca, w którem są wtr^one, należycie przykrej one i przerobione. Homanlsta 
a do tego literat tej miary co Kalimach, nie rad powtarzał temi samemi słowy dawniej 
wyrażoną myńl; to jest jedna z wybitniejszych różnic między średnimi wiekami 
a Odrodzeniem. 

*) Caro, Gesch. Polens V. 2. str. 598. 

") Mowa w tej formie, jak jest przekazana, tj. obejmująca 27 stron folio praw- 
dopodobnie nie mogłaby być wygłoszona, choć był to czas, kiedy bardzo chętnie słu- 
chano najdłuższych mów, jeżeli tylko cyceronowskim językiem były wypowiadane. 
Burckhardt, die Kultur der Renaissance I. str. 255—262. 



KALIMACH I ZNAJOMOŚĆ PAŃSTWA TURECKIEGO W POLSCE. 279 

ciągu 2 lat, albowiem razem z listem z 25 marca 1492 ^) przesyła ją 
Janowi IV Both, biskupowi wrocławskiemu. 

Prof. Caro uważaj ją za jedyny pozytywny rezultat tych aka- 
demickich debat dyplomatycznych, których bezpłodność mógł z góry 
każdy bystrzejszy polityk przepowiedzieć, albowiem Kuryi rzymskiej 
chodziło głównie o grube dochody, jakie przynosiły ciągle ponawiane 
głoszenia krucyaty przeciw Turkom. Mowa ta jest projektem sojuszu 
papieża z Polską i ma na celu wykazać, że jedynie w związku z Polską 
i jej siłami można się spodziewać powodzenia w tej wojnie. Zresztą 
i ze strony Polski nie było, zdaje się, stanowczego zamiaru przystą- 
pienia do wojny; w gruncie rzeczy chodziło Kazimierzowi raczej o go- 
dność kardynalską dla najmłodszego swego syna, o co się Kalimach 
bardzo usilnie przy mawia'), wyliczając wszystkie zasługi Jagiellonów 
około Kościoła położone i wielbiąc ich ród świetny; projekt niniejszy 
jest raczej tylko środkiem do tego celu. 

Rzecz swoją rozpoczyna Kalimach od wcale surowej krytyki do- 
tychczasowych, bezładnych i nieracyonalnych usiłowań papieży w celu 
wypędzenia Turków z Europy z wyjątkiem jednego Piusa II., który 
jednakże dzi^a do skutku doprowadzić nie zdołał. Ponieważ najwięcej 
starań dokładała Kurya, aby przeprowadzić powszechną pacyfikacyę 
w świecie chrześcijańskim i cały pchnąć do krucyaty przeciw Turkom, 
wykazuje niemożliwość skłonienia do udzi^u w takiej wyprawie wszy- 
stkich ludów chrześcijańskich, olbrzymie trudności techniczne i prawdo- 
podobieństwo ujemnego rezultatu, a nadto stawia tezę, że zgoda i udział 
w tej wojnie całego chrześcijaństwa są zbyteczne, że owszem najsku- 
teczniejszą ona będzie, gdy wezmą w niej udział tylko ci, których 
najprędzej i najdogodniej można w pole wyprowadzić, a którzy dają 
gwarancyę swoją dzielnością, że ją wieść będą energicznie i wytrwale. 
Następnie uzasadniając tę tezę przedstawia stan mocarstwa tureckiego, 
obejmującego rozległe dziedzictwo cesarstwa greckiego w Azy i po 
Eufrat sięgające, w Europie po Dunaj. Obszary te są prawie pustko- 
wiem, z dawnej kultury i dawnych licznych narodów je zamieszku- 

^) ZeiBBberg, Poln. Oeschichtaschreibang str. H90 i Kleinere Geschichisąnellen 
Btr. 72173. ZeiBiberg odnosi słowa lista, wyraźnie wskazujące niniejszą mowę, zawierającą 
projekt wyprawy na Tarka, błędnie do Historyi nieadałycb asiłowaii Wenecyi 
(De hiB, qaae a Yenetis . . .), które joi przebrzmiały, Kalimach bowiem nie omawia 
w opowiadania tych asiłowań szczegółowej akcyi, któraby Tarka wyrzaciła z £aropy, 
czyni to jedynie w mowie do Innocentego YIU. 

*) Caro, Gesch. Polens Y. 2. str. 593. Jego zdaniem jest to ,, jedna z najgłębiej 
pomyślanych i najbardziej poaczających mów, które wypowiedziane lab napisane zo- 
stały w owych czasach wcale nie abogich w oratorskie prodakcye**. 

*) U Bizara str. 393. 



280 



FRANCISZEK BUJAK 



jących niema śladu, a wszędzie słychać tylko język turecki I euro- 
pejskie posiadłości również rzadko są zamieszkane przez podbite ludy 
słowiańskie, wyczekujące tylko sposobności do zrzucenia jarzma Klęski 
wojenne, których dzieje w ostatnich kilkudziesięciu latach pokrótce 
przedstawia, rozbój morski i długo grasująca zaraza do reszty osłabiają 
Turków, którzy i tak powodzenie swoje nie swym siłom zawdzięczają, 
lecz swej chytrości, przyjaznym okolicznościom i nieudolności poko- 
nanych. O opustoszeniu mocarstwa tureckiego przekonał się Kalimach 
naocznie w Azyi i Europie, tu nawet dwukrotnie. Na całej tej drodze 
z Polski, t. j. od Dunaju do Konstantynopola, nie spotkał fortec ani 
wojska, tylko brudna i zdegenerowana ludność rolnicza z lichych cha- 
łup gapiła się na jego wspaniały orszak. Uzbrojenie tureckie jest nie- 
dostateczne i wobec chrześcijańskiego nieodpowiednie (opis miecza 
tureckiego). Olbrzymie zasoby złota i srebra płynące do skarbu sułtana 
w szczupłej ilości z kopalń, nieco obficiej z ceł i danin a przedewszy- 
stkiem z łupów wojennych, których najwięcej dostarczyła Teodozya 
i Kaffa, przez ciągłe a kosztowne wojny prawdopodobnie gruntownie 
nadszarpnięte zostały. Dla innych licznych narodów nie byli Turcy 
tak straszni jak dla Zachodu, wszędzie spotykali silny opór i nie 
jednokrotnie ponosili krwawe klęski. Wobec tego wszystkiego dochodzi 
K. do wniosku, że dotychczasowe wygórowane wyobrażenia o Turkach 
należy obniżyć, a z drugiej strony podnosi liczebność, zasobność i wyż- 
szość uzbrojenia zachodnich narodów. Nie ma więc powodu poruszać 
ich wszystkich do wojny z Turcy ą, skoro wystarczy do tego daleko 
nmiejsza siła. Chodzi tylko o wybór państwa, któremu naj snadniej ją 
poruczyć można. Zdaniem Kalimacha paść on powinien na Polskę^ 
albowiem ona stacza walki z Tatarami, rozbójniczym i zaciętym wro- 
giem, który napada niesłychanie szybko i niespodziewanie, a unika 
bitew, tak iż obrona i zwyciężenie go jest prawie niemożliwe. W usta- 
wicznych tych i ciężkich zapasach Polska pod rządami Jagiellonów 
wyćwiczyła się znakomicie, zasłużyła się wielce chrzęścił aństwu, jako 
jego przedmurze ^) i złożyła dowód, że do podjęcia wojny z Turcyą 
jest dostatecznie przygotowaną, zwłaszcza za Kazimierza Jagiellończyka, 
kiedy do niewoli brano hanów tatarskich i wykonywano nad nimi 
władzę zwierzchniczą tudzież teraz wskutek ostatniej zwycięskiej wy- 
prawy Olbrachta. Już z tego i z wypraw Władysława Warneńczyka 
widać dostatecznie, co Polska może i co gotowa uczynić dla obrony 



^) Dobitnie i z naciskiem podnosi Kalimach, ie państwo Jagiellonów taką role 
wobec Zachodu spełnia i że jego obywatele od kolebki niemal pasają się s wrogiem 
chnse6cij aństwa. 



KALIMACH 1 ZNAJOMA )ŚĆ PAŃSTWA TURECKIEGO W POLSCE. 281 

chrześcijaństwa ^). Kalimach objaśnia jeszcze innymi przykładami z nie- 
dawnych dziejów, jak wielką potęgę reprezentuje monarchia Jagiel- 
lonów i jaką atrakcyę wywiera, i wykazuje dalej, jak jest Polska 
rozległą i ludną ^), jak w bogactwa urosła przez bardzo rozległy handel 
z zagranicą. Atoli Polska nie tylko rozporządza środkami do podjęcia 
wojny z Turcyą, ma także najodpowiedniejsze do niej warunki, a mia- 
nowicie blizkość położenia, łatwość dowozu żywności i dostępu ^) wcale 
wygodnemi drogami. Kończy się mowa gorącą zachętą do pojęcia tego 
planu, albowiem ma on najlepsze warunki powodzenia. 

Rozporządzał Kalimach w chwili, kiedy powyższą mowę wygła- 
szał, poważnym zapasem wiadomości i doświadczenia całego niemal 
życia*), odbył już wtedy swoją drugą podróż do Konstantynopola^), 
jako poseł królewski do Porty w r. 1487 ^). Musiał więc mieć zna- 
czenie jednego z naj kompetentniej szych rzeczoznawców w sprawach 
wschodnich, nawet na kongresie z całego świata chrześcijańskiego 
zebranym, a zdanie jego przynajmniej teoretycznie musiało być wy- 
soko cenione. Jego widnokrąg polityczno-geograficzny obejmuje wszy- 
stko, co w danej chwili dla sprawy wschodniej miało znaczenie. Nie 
możemy na razie dać ścisłej odpowiedzi, czy jego wiadomości geogra- 
ficzne i poglądy polityczne były pod każdym względem zgodne z rze- 
czywistością; wiele przesady, niedokładności i nieuzasadnionych wnio- 
sków i analogii uderza w oczy, prawdopodobnie jest jeszcze więcej 
usterek, ale ogółem biorąc Kalimach przedstawia się nam jako rozpo- 
rządzający jak na owe czasy pierwszorzędnemi, tak co do rozmiarów 
jak i ścisłości informacyami. 



^) Że nie były to czcze przechwałki homanistyczne w zapale oratorskim wypo- 
wiadane, ale silne przekonanie Kalimacha poparte zresztą powszechną w Polsce świa- 
domo6cią potęgi i sił dostatecznych do sprostania takiemn przeciwnikowi, świadczy 
wyprawa w<^oska Jana Olbrachta, która jeżeli bezpośrednio nie była przeciw Tarcyi 
skierowana, to w każdym razie pośrednio liczyła się z tą ewentualnością. 

*) Na uwagę szczeg'ólnie zasługują następujące o ludności słowa: £t terrarum 
tanto spatio aequalis est gens et natio, non moribus, nou lingua, non institutis varia, 
sed omnium diyinarum humanarumąne consensu simul et iure sociata, cnius si studia, 
si Yolnntates, si denique ceu conspirationem quandam in omnibus agitandi rationibus 
spectes, Yerias domum unam et familiam, quam nationem dixerls. U Bizara str. 396 
wiersz 16 — 20. 

') Tutaj zupełnie inaczej mówi K. o drogach prowadzących z nad Dunaju do 
Rumelii niż w Historia rerum gestarum . . . per Wladislaum Poloniae et Huugariae 
regem (Mon. Pol. hist. YI. str. 143). 

*) U Bizara, str. 373 w. 47. Kalimach chwali się swem doświadczeniem i po- 
dróżami. 

*) Tamże, str. 380 w. 16, 381 w. 5*. 

^ Zeissberg, Poln. Oeschichtsschr. str. 868. 



282 FRANCISZEK BUJAK 



II. Pamiętnik janczara Michała Konstantynowicza z Ostrowicy. 

Ten wielkiej wagi zabytek, choć różny pod względem formy 
i nastroju literackiego od prac Kalimacha, łączy się z niemi treścią 
i dlatego tutaj go omówimy. 

Przechodził on różne koleje od chwili zainteresowania się nim. 
Pierwotnie brano u nas autora nieznanego z imienia za Polaka, a czas 
powstania pamiętnika oznaczono na lata około r. 1500^), później za- 
uważono, że wyszedł on już w r. 1565 w Litomyślu po czesku, nazwi- 
sko autora i jego narodowość były już na pewno znane. Wobec tego 
nastąpiła tak silna reakcya, iż tekst polski uznano za tłómaczenie 
z języka czeskiego 2), a czas powstania jego oznaczono ze względów 
filologicznych na drugą połowę XVI w. Dopiero w r. 1860 Józef 
Jińćek^) wykazał, że polski tekst jest źródłem czeskiego tłumaczenia, 
i że autor nie mógł pisać po serbsku. bo wtedy nikt z Serbów we 
własnym języku nie pisał. Ponieważ zaś niema żadnych śladów łaciń- 
skiego tekstu, więc uważa tekst polski za pierwotny i czas jego po- 
wstania naznacza na okres 1490 — 1516. Nie mając pod ręką tekstu 
czeskiego, nie mogę się wdawać w samodzielne badanie. Argumenta 
podane przez Jirićka przekonywują mię^), podnieść jednak muszę, że 
w jednym z rękopisów opisywanych przez Trębickiego znajduje się 
wzmianka, że oryginał był pisanym greckim charakterem, co prawdo- 
podobnie ma oznaczać cyrylicę, a nadto zwrócić uwagę na tę okoli- 
czność, że znane rękopisy wywodzą się z ruskich stron Rzplitej. 

Cenne to dzieło zasługuje koniecznie na nowe wydanie krytyczne. 
Jak już zaznaczyliśmy, wydano je u nas dwa razy 5), ale wcale nie 
użyto ani wszystkich znanych rękopisów, ani czeskich wydań z XVI w., 



') Wydanie z r. 1828 w Zbiorae pisarzów polskich Galęzowskiego II. 5; autorem 
tego przypuszcsenia jest Ł. Gk>Icbiow8ki w notatce wstępnej do rękopisu w Moseom 
Czartoryskich. 

*) Trębicki w Bibl. Warsz. 1845 t. m. str. 229 i nast. i Załuski w przedmo- 
wie do II. wydania Pamiętnika w r. 1857. 

•) W ^Rozprawy z oboru historie... ** Bocznik I. str. 1—9 cytow. u Zeissberga 
Poln. G^schichtsschr. str. 420, który uważa 3 znane rękopisy polskie za pochodzące 
z Xyil. w. Co do rękopisu Muzeum Czartoryskich (nr. 1588, który nazywają Berdy- 
czowskim), stwierdziłem, że pisany jest ręką Xyi. w., pisownia również wskazuje 
wiek XVI. 

*) Słowa czeskie, które się w istocie znajdują w polskim tekście, można uważać 
za objaw teg^ silnego wpływu czeszczyzny w Polsce; np. na pocz. rozdz. IX siodłak 
(wieśniak), wiborni (wybornyj, rozdz. XI pieszky (pieszo). 

^) Wydanie trzecie z r. 1868 jest tylko na karcie tytułowej. 



KAŁIMACH I ZNAJOMOŚĆ PAŃSTWA TURECKIEGO W POLSCE. 283 

nadto rękopis Berdyczowski (dziś w Muzeum Czartor. nr. 1588), któ- 
rym się posługiwano do druku, ma liczne braki, nie dostaje mu końca 
i wśród tekstu zaznacza pisarz kilkakrotnie (rozdz. 40 i 41 i inne). 
źe brakuje po kilka kart już w źródle, z którego przepisywał, w nim 
samym jest wydarty koniec 3-go rozdziału i początek 4-go *), tudzież 
kilka innych kart. Rozporządzamy więc tekstem niedostatecznym^ 
wskutek czego sąd nasz i wnioski na nim oparte mogą się okazać 
zawodnymi; ograniczyć się wobec tego należy do ogólnego scharakte- 
ryzowania tego pomnika. 

Polskie wydania zwą go dość niewłaściwie pamiętnikiem^ 
bo osobiste wspomnienia i przygody autora nie wielką w nim odgry- 
wają rolę; trafniejsza jest może nazwa kroniki lub historyi, jak się 
zwie w czeskich wydaniach. Tytuł ten pochodzi zapewne od autora, 
ale i on nie charakteryzuje dokładnie jego dzieła. Choć bowiem autor 
przedstawia całe dzieje Turcyi, powstanie i rozrost tej potęgi, choć 
opowiada wiele wypraw wojennych na podstawie własnych wspomnień^ 
to jednak za główny cel postawił sobie: zaznajomić Polskę z Turcy ą 
pod każdym względem, głównie oczywista roztoczyć przed jej oczami 
obraz groźnej potęgi wojennej Padyszacha, sposobu wojowania i orga- 
nizacyi wojskowej osmańskiej, bo niebezpieczeństwo wojny z Turcyą 
ciągle od upadku Konstantynopola wisiało nad Polską. On zaś szcze- 
gólnie nadawał się do tego, bo długie lata spędził w służbie tureckiej, 
jako janczar, zdobył sobie nawet imię zaufanego i dzielnego wojownika, 
skoro mu poruczono komendę w jednym z bośniackich grodów, był 
więc wybornym znawcą wojskowych stosunków tureckich. Nie zado- 
wala się też samem przedmiotowem przedstawieniem, ale często (np. 
w rozdz. 40, 46) daje rady i nauki, w jaki sposób należy podejmować 
walkę z tymi wrogami chrześcijaństwa, wskazuje słabe strony potęgi 
tureckiej, która nie wydaje się mu bynajmniej jak całemu chrześci- 
jaństwu nieprzeliczoną ani niezwyciężoną, choć nie posuwa się tak 
daleko jak Kalimach, który twierdzi, że całe państwo tureckie niemal 
pustką stoi. Eksjanczar nie ubiegał się wyłącznie o laury kronikarskie, 
ale pisał traktat polityczno-geograficzny, czyli, jakbyśmy dziś powie- 
dzieli, memoryał o kwestyi wschodniej. Stwierdzają to jego własne 
rfowa: „I będzie o tem szerzej powiedziano, jako a którem obyczajem 
by to zwycięstwo za pomocą Bożą nad pogany mogło być otrzymane" *)• 
Tyczy się to dokładnie opracowanego projektu wielkiej krucyaty 



^) To spowodowało hr. Załuskiego wydawcy U wydania do opaaaczenia poso- 
stałej reszty 4rgo rozdziała. 

*) Wyd. D. (Turowskiego) str. 67 rozdz. 18. 



284 FRANCISZEK BUJAK 

W celu wypędzenia Turków z Europy i Caro^j^ruuu. Jt*st on obszerny 
i por74dnie ułożony, co chlubnie świadczy o literackich zdolnościach 
tego janczara, jeżeli sam był redaktorem swego dzieła. Ponieważ z ostrą 
krytyką odzywa się o papieżu i o wszystkich monarchach zachodnich, 
a z uznaniem dla Olbrachta *). więc wnosić należy, że Polsce przezna- 
czył w tej krucyacie główną rolę i kierownictwo. 

Oto krótka treść jego dzieła: Pierwszy rozdział poświęca autor 
charakterystyce mahometanizmu i opisowi jego obrzędów, drugi jego 
powstaniu tj. legendom o Mahomecio i jego zięciu Alim, trzeci zaś 
nabożeństwu codziennemu. Trzy następne rozdziały zawierają bardzo 
ciekawe streszczenia dwu mahometańskich kazań i dysputy teologi- 
cznej derwiszów, których słuchał Konstantynowicz w meczecie, a roz- 
dział ósmy traktuje o stosunkach sułtana do poddanych. Rozdziały 
od 9 -ego do 37-ego stanowią część historyczną zawierającą dzieje 
rozwoju państwa osmańskiego od bajecznych początków (Otman) aż 
do Bajazeta II z głównym uwzględnieniem panowania Murata II 
i Mahometa III, wplecione są także znaczne ustępy z dziejów serbskich 
(rozdział 15 — 17 i dalej mniejsze ustępy), według l^endy opowiedziana 
jest bitwa na Kosowem Polu. Dla historyi polskiej ważne są rozdziały 
21 i 23. opisujące tureckie wojny Władysława Warneńczyka i jego 
śmierć. W ciągu tego opowiadania miał autor nieraz sposobność za- 
akcentować niektóre wiadomości charakteryzujące Turcyę, np. o pie- 
chocie dworskiej (rozdz. 11), o azapach (rozdz. 12), o derwiszach 
(rozdz. 22, krótko, ale treściwie), o skarbach i dochodach sułtana 
(rozdz. 36), wreszcie kilka ustępów malujących jego despotyzm. Reszta 
t. j. rozdz. od 38 do 47 zawierają opis wojskowości tureckiej, a więc 
o rodzajach broni, sztuce oblężniczej i staczaniu bitew, a w szczegól- 
ności uwydatniają stanowisko i znaczenie janczarów w państwie ture- 
ckiem, oprócz tego malują administracyę państwową, urządzenie dworu 
cesarskiego, stanowisko i usposobienie chrześcijan względem ucisku 
tureckiego, kończy się zaś ustępem charakteryzującym Turków, jako 
czartowskie plemię, niespokojne jak morze, wiecznie wojny z sąsia- 
dami toczące. 

Przyznać trzeba, że kronikarska strona jest daleko obszerniejsza 
niż część opisowa (28 rozdziałów na 17 rozdz.) do tego stopnia, że 
można powiedzieć, iż nadaje ton i charakter całości. Należy jednak 
mieć na względzie, że końca tej całości brakuje. Ostatni rozdział jest 
właśnie jakby wstępem do zapowiedzianego szczegółowego planu kru- 



*) Wyd. II (Turowskiego) str. 54 i 56; jest wiec pod tym względem zgodnj 
2 pogl^ami Kalimacha. 



KAŁIMACH I ZNAJOMOŚĆ PAŃSTWA TURECKIEGO W POLSCE. 285 

cyaty. Również zwrócić należy uwagę, że w opowieści historycznej 
musiał autor podać i zużytkować dla jej objaśnienia bardzo wiele 
wiadomości, któreby bezsprzecznie w traktacie ściśle polityczno-geo- 
graficznym uwzględnił. Właśnie za stronę dodatnią i za zasługę poczy- 
tać należy, że autor starał się kwestyę bałkańską gruntownie, gene- 
tycznie a więc historycznie przedstawić i skreślić także instytucye 
państwa tureckiego. 

Historya tureckich wypraw wojennych zwłaszcza tych, w których 
sam Konstantynowicz brał udział, dała mu sposobność do poruszania 
kwestyi topograficznych, choć nie okazuje on wybitnego zainteresowa- 
nia się niemi. Jako janczar pieszo przebiegał kilkakrotnie półwysep 
bałkański od Morei do granic Kroacyi i ujść Dunaju; nie obcą mu 
też była azyatycka część państwa osmańskiego, w pochodach przeciw 
perskiemu Ussun-kassanowi docierał razem z całą armią turecką do 
górnego Eufratu, oblegał Trebizondę, stał nad granicami Georgii, zdo- 
bywał wyspę Mikilenechę (Mitilene). Wiadomości jego topograficzne 
nie są zbyt liczne, ani zbyt dokładne co do szczegółów ^). albowiem 
dopiero w trzydzieści kilka lat po opuszczeniu służby tureckiej spisy- 
wał swe wspomnienia*), ale były one cenne naówczas, trzeba bowiem 
pamiętać, że o tych stronach prawie wcale nie miano współczesnych 
wiadomości. I później nie były one obfitsze, lecz posługiwano się ma- 
pami i opisami starożytnymi tak, że dopiero w naszem stuleciu po- 
znano i zbadano półwysep bałkański i Azyę Mniejszą. 

Zwrócić należy uwagę np. na początek 18-go rozdziału, gdzie 
jest wzmianka o wielkim hanie, panu tatarskim, którego stolica Kataj 
leży w stronie północno-wschodniej. Potężny ten pan zdobył wiele 
krain ku zachodowi słońca leżących, a granice swego państwa ozna- 
czać kazał kopcami (kurhanami?). Jest to dalekie echo powszechnie 



^) Niekiedy popełnia błędy np. na str. 128 (rozdz. 22) opowiada o Jednej 
wielkiej wodzie, którą zowią Eafrat, a jest rychło i wielka rzeka a szeroka jako 
Dnnaj, a ciecze ku północy a wpada do Czarnego morza jako i Dunaj **. Byó moie, 
ma ta na myśli Kizyl-Jrmak. Na mapie tradno odszukać miejscowości wspomnianych 
prseień z powoda błędnej pisowni, która prawdopodobnie nie jest jego winą, ale 
kopistów. 

Wyjątkowo tylko np. w M. Azyi Brussa, Sinob, Trapesont, Engari (Angora) 
nie są poprzekręcane. 

*) Do niewoli tureckiej dostał się po upadku Konstantynopola (1453) a przed 
oblęieniem Belgradu (1456), opowiadanie właściwe kończy na r. 1464, póiniejsze dzieje 
jai tylko pobieżnie rekapitultge i roswija poglądy na organizacyę państwa tureckiego. 
Opuścił służbę turecką po zdobyciu Jajec przez Macieja Korwina 25 grudnia 1463 r. 
Pisał w każdym razie przed śmiercią Bajazeta II w r. 1509 r. a może jeszcze przed 
śmiercią Jana Olbrachta 1501. 



286 FRANCISZEK BUJAK 

wówczas znanej książki M. Pola. W rozdziale 21 dość dokładnie 
oznaczone jest itineraryum Warneńczyka w pierwszej wyprawie bał- 
kańskiej, a w rozdz. 23 (str. 76) znajduje się opis pola bitwy pod 
Warną, w rozdz. 26 (str. 92. 94 i 96) wiele szczegółów do topografii 
Konstantynopola. Nieco więcej opowiada o odleglejszych stronach np. 
o Morei, którą Morajem zowie, „ziemia to piękna i żyzna, cała morzem 
oblana oprócz u jednego miasta na H mile włoskie, co się morze nie 
zeszło" 1), nazwy jednak miast są poprzekręcane (Korwo = Korono?). 
Stosunkowo wiele opowiada o Azyi Mniejszej. 

Charakterystyczną cechą Konstantynowicza jest wybitna skłon- 
ność do legend ludowych, które jednakże kryją na dnie prawdę hi- 
storyczną, opowiadanie jego przypomina też poniekąd historyczne pieśni 
serbskie. Typowym tego przykładem jest rozdział 18-ty, zwłaszcza 
w części swej środkowej. Niekiedy także odzywają się u niego echa 
historyi starożytnej i biblijnej, opowiada np. o powstaniu Konstanty- 
nopola, wspomina Daryusza perskiego, wieżę Babel i Babilon. 

Jak żywo się Polska pod koniec XV i na początku XVI w. 
interesowała Turcyą i planami wojny tureckiej, świadczy pozostała 
literatura. Mamy jeszcze do omówienia jedno dzieło do tych spraw 
się odnoszące, bardzo cenne a będące niejako rezultatem i koroną 
dotychczasowych na tern polu usiłowań. 



III. Opis potęgi tureclciej. (Descriptio potentiae Turciae et Ordlnatlo 

belli contra illam 1514). 

Sławne są relacye weneckich i rzymskich posłów o innych pań- 
stwach europejskich i bardzo ważne dla geografii historycznej. Że 
i Polacy ich musieli naśladować, choć może mniej skrupulatnie i pe- 
dantycznie 2), przekonywa nas list Zygmunta I. do papieża Leona X^ 
którego treść jest następująca. „Zachęcasz nas. Wasza Świątobliwość, 
do wojny przeciw Turkom, przesyłam tedy dokładny opis potęgi 
tego kraju, z którego łatwo przejrzeć, że potrzeba zjednoczonych sił 
całego chrześcijaństwa i wielkich skarbów do takiego przedsięwzięcia ^). 
Opis ten znajduje się w III tomie Tomicyanów (str. 168 — 181) wy- 



*) Mowa tu o Istmie Korynckim — wydania Turowskiego str. 112. 

*) 1 Polska od pocz. XVI w. miewała czas dtatazy swjoh reprezentantów 
a obcych dworów, np. Dantjszek catomi latami siedział w Hiszpanii, jednakie nie 
znamy dotąd żadnych takich relacyi poselskich. 

') Grabowski, Starożytności hist. pol. tom ii. str. 1. 



KAŁIMACH 1 ZNAJOMOŚĆ PAŃSTWA TURBCKIBOO W P0L8CB. 287 

drukowany jako mowa Wawrzyńca Miedzieleskiego ^)j posła (orator) 
królewskiego, do papieża zwrócona. Był to więc memoryał zredagowany 
w kancelaryi królewskiej przez najwyższych urzędników na podstawie 
wiadomości zebranych przez funkcyonaryuszów polskich (posłów, agen- 
tów, szpiegów) *) w państwie tureckiem, odczytany przez posła a na- 
stępnie złożony w papieskiej kancelaryi do spraw politycznych. Świetny 
projekt Kalimacha wypędzenia Turków siłami samej Polski przypo- 
mniano sobie w Rzymie i przedstawiono go Polsce, która jednak za- 
jęta kłopotami u swych wschodnich granic powróciła obecnie do 
powszechnej opinii, wyznawanej dawniej przez Kuryę, że do wypę- 
dzenia Turków z Europy potrzeba sił całego chrześcijaństwa. 

Pomijamy tu czysto praktyczną część tej relacyi odnoszącą się 
do projektu wojny z Turcyą pod naczelnem dowództwem króla Zyg- 
munta I, a zwrócimy uwagę jedynie na sam zasób informacyi o pań- 
stwie tureckiem. Daje ona nam pogląd na stan znajomości ziem obcych 
w Polsce, a znajomość ta była istotnie niepospolita, wprost zdumiewa- 
jąca. Jeżeli porównamy ją z relacyami weneckiemi lub rzymskiemi, 
to z całem przeświadczeniem możemy przyznać, że stoi na równym 
z niemi poziomie i przynosi zaszczyt naszej służbie dyplomatycznej. 
Widnokrąg jej polityczny i geograficzny jest rozległy, sięga bowiem 
od Szkocyi i Portugalii na zachodzie, po Szwecyę, Moskwę i Persyę 
na wschodzie, a na południe po Egipt i Arabię szczęśliwą. Ogromna 
ilość szczegółów zawartych w tym memoryale wydaje się ścisłą i praw- 
dziwą i budzi zupełne zaufanie, tembardziej, że niema tu prawie 
tych retorycznych zwrotów i superlatywów humanistycznych, które 
każą się krytycznie i ostrożnie zapatrywać na wiadomości zgroma- 
dzone u Kalimacha *)j ale styl rzeczowy, chłodny, niemal suchy. 

Z natury swej zajmuje się memoryał niniejszy głównie stosun- 
kami wojskowymi i potęgą wojenną Turcyi. A więc omawia jej skład 
etnograficzny, liczbę wojska, rodzaje broni i daje przytem wyborny 
pogląd na ówczesny stan Tatarów, dobitnie wskazujący, jak dokładnie 
kancelarya królewska w Krakowie była o sprawach krymskich poin- 
formowana ; opisuje mianowicie ich podział polityczny, sposób koczo- 
wania i wojowania, podaje liczbę mężczyzn dorosłych i wyjaśnia zna- 
czenie Tatarów dobrudzkich. Dalej omawia położenie i siłę hospodarstw 



') Finkel w Bibliografii swej zwie go NiedzielBkim. 

*) Zygmunt Btara} się prsj każdej sposobnoftoi o informacje, np. 1510 r. poalo- 
^16 jego brata Władysława do Bohdana mołdawskiego „noritates Constantinopolitanas 
eidem regi Poloniae notificanf. Wisłocki, Incimabnla typograpłiica. Krak. 1900 str. 441* 

*) Zauważyć należy, że autor tej relacyi nie waha sie powiedzieć za staroży- 
tnymi, że Wisła dzieli Germanią od Sarmacyi. 



288 FRANCISZEK BUJAK 

lennych Mołdawii i Multan, które to ostatnie nazwane jest także be- 
sarabskiem, z czego wynika pewna niejasność, albowiem do Besarabii 
nie mogą się odnosić słowa: „quae intra montes Hungariae situatur*', 
lecz tylko do Multan samych. Po tyra zewn(^»trznym opisie potęgi po- 
gańskiej przechodzi memoryał do rozważenia jej podstaw, uważając 
zaś za najsilniejszą podstawę administracyę polityczną, kreśli jej 
przejrzysty obraz, następnie wyłuszcza, w jaki sposób przygotowuje 
się i kształci młodzież, mająca się poświęcić słnźbie państwowej i sta- 
nowić gwardyę sułtańską. w końcu omawia źródła dochodów sułtana 
i stosunek chrześcijan do mahometan. 

Porównanie memoryału z r. 1514 z mową Kalimacha wygłoszoną 
w r. 1490 pokazuje identyczność ich treści: oba pisma zajmują się 
planami wojen z Turcyą pod egidą Kuryi rzymskiej i w tym celu 
opisują potęgę militarną Turcyi. Ale gdy Kalimach nizko ją ceni, 
memoryał późniejszy, jakby odpowiednio do ponownego wzmożenia 
się energii zaborczej za- Solimana W. stara się ją we właściwem świetle 
przedstawić, ani nie przeceniać ani nie obniżać; gdy tamten dla swej 
natury literackiej, dla pięknej formy poświęca ścisłość, ten dba tylko 
o poprawność stylu, to też każde jego słowo ma znaczenie, skutkiem 
tego w daleko krótszej formie, podaje daleko więcej informacyi ^), 
a kontury jego zarysu są znacznie wyrazistsze i bardziej określone. 
Jednem słowem memoryał Zygmunta I. stoi daleko wyżej pod wzglę- 
dem naukowym, niż mowa Kalimacha. 

Widzimy więc, że znajomość państwa tureckiego w Polsce szybko 
i stale wzrasta, a wyrabia się trzeźwiej szy i trafniejszy na nie pogląd. 
Zainteresowanie to jednakże rozwija się ciągle w kierunku prakty- 
cznym; obawa, groza najazdu jest jego źródłem, nie zapał badawczy, 
nie sama żądza wiedzy, która kierowała Miechowitą, Wapowskim, 
Samickim i innymi. Chronologicznie najbliższem pismem polskiem do 
Turcyi się odnoszącem jest cenny opis podróży Taranowskiego do 
Turcyi i odpowiednie rozdziały Kroniki świata M. Bielskiego. 



') Bogactwo Bzczeg<^ów a stosankowe ubóntwo słów atradnia streBzczenie do- 
kładniejsze, bo niewiadomo, na co połoiyć większy nacisk, co awydatni6 a co pominąć 
należy; streszczenie takie dostatecznie i niejednostronnie informujące o całości musiałoby 
być znacznie obszerniejsze od streszczenia mowy Kalimacha. 



Sądy ziemskie i grodzkie w wiekach średnich. 

I. Województwo Krakowskie. 
(1374—1501) 

Napisaf 

Dr. Stanisław Kutrzeba. 



Przedmiot naszej pracy stanowi historya organizacyi sądów ziem- 
skich i grodzkich w Polsce, oparta na zbadaniu średniowiecznych ksiąg 
tych sądów. Przedstawiamy więc obraz tej jurysdykcyi, która jest 
zwyczajną, przedewszystkiem dla szlachty, z wykluczeniem wszystkich 
sądów, które wobec tych uchodzić muszą za wyjątkowe, jak: sądy 
kościelne, prawa niemieckiego w miastach i po wsiach, patrymo- 
nialne i t d. 

Kwestya organizacyi sądów ziemskich i grodzkich nie została 
dotąd należycie zbadaną. Zajmują się nią w większej mierze: 

senator Romuald Hubę: Prawo polskie XrV w. Sądy i ich pra- 
ktyka pod koniec XIV w., 

prof. Piekosiński: Sądownictwo polskie w wiekach średnich, 

Rafał Firlej : Die Gerichtsyerfassung Polens (1333—1672). Berlin. 
1892. 
Niektórych kwestyi dotyka ubocznie: 

prof. Balzer: Geneza trybunału koronnego. 

Nie wystarcza to jednak. Tylko senator Hubę i prof. Balzer 
wciągają w swój zakres źródła praktyki, t. j. nasze księgi sądowe. 

Bompnwj Wyda. hlat.-fllos. T. ZŁ. 4q 



290 STANISŁAW KUTRZEBA 

Lecz pierwszy obejmuje w swem dziele wyłącznie tylko wiek XIV, 
drugi potrąca jedynie o te kwestye, by wyjaśnić stosunki XVI 
stulecia. 

Firlej i prof. Piekosiński obejmują wprawdzie cały okres, z re- 
guły jednak uwzględniają wyłącznie ustawy, prof. Piekosiński także 
dokumenty. Z ksiąg sądowych, nawet z ogłoszonych, nie korzystali. 

Z dzieł polskich, które opracowują ten sam temat monograficznie 
dla pewnych części Polski, wymienić możemy dwa tylko: 

Dunin: Dawne prawo mazowieckie, 

Bostel: Sądownictwo oświęcimskie i Zatorskie. 
Obie tf monografie tyczą się dwóch prowincyi, które rozwijały się 
w specyalnych warunkach, gdzie odrębnie się ukształtowały także 
stosunki sądowe. Tylko druga oparta jest na księgach sądowych. Do 
dzielnic właściwej Polski nie mamy zgoła żadnej monografii. 

Aż nadto więc usprawiedliwiona jest ta praca, która ma podać 
dokładny obraz urządzeń sądowych i ich rozwoju w jednostce ustroju, 
jaką dla sądów stanowiło województwo. Wybraliśmy zaś przedewszyst- 
kiem województwo krakowskie dla takiego opracowania z tego powodu, 
iż jest ono w każdym razie województwem naj ważniej szem w Polsce, 
a zwłaszcza typowem dla Małopolski i Rusi, które mają mniej więcej 
jednakie urządzenia sądowe, w przeciwieństwie do Wielkopolski, idącej 
innymi torami. Dość spojrzeć na poszczególne przywileje nieszawskie, 
zwłaszc/a na te ich rozdziały, które zawierają kilka bardzo ważnych 
reform sądowych, by stwierdzić, jak wybitne różnice zachodzą między 
temi dwiema częściami Polski, gdy przeciwnie dla Małopolski i Rusi 
jednakie mniej więcej zawierają one postanowienia. 

Drugi wzgląd — to olbrzymi zasób materyału, tyczącego się tego 
właśnie województwa. Zapewne żadne inne nie posiada ani tylu, ani 
tak dobrze zachowanych ksiąg Część ich. oczywiście bardzo drobną, 
ale dobrze wybraną, ogłosił od dawna Helcel (Starodawne prawa pol- 
skiego pomniki, t. II). My zaś mogliśmy z łatwością korzystać z tak 
obfitego zasobu archiwum krajowego aktów grodzkich i ziemskich w Kra- 
kowie. Przeglądnęliśmy też zarówno księgi, których Helcel zupełnie 
nie znał, n. p. czchowskie i bieckie, jak i te, z których korzystał. 
Wybierając bowiem z tak olbrzymiego zasobu, musiał się bardzo ogcra- 
niczać, dał też tylko część teico, co koniecznie uwzględnić należy. 
Zadna praca, monograficzna zwłaszcza, dotycząca stosunków prawnych 
województwa krakowskiego, nie będzie się też mogła obejść bez tych 
poszukiwań archiwalnych, mianowicie o ile chodzi o czas od r. 1400. 
Po rok 1400 wydawnictwo prof. Uianowskiego objęło wszystko, co 



SĄDY ZIEMSKI1B I ORODZKIB W WIEKACH ÓRBDNIOH S9ł 

można było odnaleźli, tak, iż czyni zupełnie zbytecznem odwoływanie się 
do oryginałów (Star. pr. p. pomniki, t VIII) ^). 

W takiej pracy, jak nasza, która ma podać główne linie i zarysy 
nrządzeń i rozwoju, często nie podobna było podawaó dokładnie źródeł, 
skąd zaczerpnięta pewna wiadomość, kiedy na poparcie pewnego twier- 
dzenia trzebaby przyt4»czyć dziesiątki, a nawet nieraz statki miejsc, 
gdzie ten sam fakt się powtarza. Z tego też powodu nie dokumentuję 
nieraz ściśle twierd/eń, ale podaję jedynie tomy, bez stronicy, lub tylko 
cytatów kilka, jako przykład By uzupełnić więc te twierdzenia, wy- 
robione po większej części na f)od8tawie cJbrzymiego materyału, ogło- 
simy osobno wybór zapisek, które objaśnijiją nam organizacyę sądów 
ziemskich i grodzkich, zebranych w księgach wszystkich województw, 
tak, iź ten wybór służyć będzie do umotywowaniu naszych zapatry- 
wań i zastąpi w części Lrak cytłttów. 

Usprawiedliwić należy jeszcze jedno, t. j. granice naszej pracy. 
Obj<^4iśmy okres lat stu kilkudziesięciu, dokładniej od r. 1374—1501. 
Końcowa granica — oczywiście niezupełnie ścisła, jak tego przy po- 
dobnych badaniach nie podobna wymagać nie potrzebuje, sądzę, 
usprawiedliwienia. Trzeba go dla daty pierwszej. W obecnej prucy 
chcemy przedstawić obraz stosunków sądowych średniowiecznych już 
rozwiniętych i wydoskonalonych. Dopiero wtedy, kiedy zna się osta- 
teczny rozwój, można bezpieczniej przystępować do opracowania zawsze 
mniej pewnych, niejasnych zwykle s^tadyów rozwoju danych instytu- 
cyi, ich gmezy. Z te^o właśnie powodu rozpoczynamy pracę od chwili, 
kiedy pojawiają się nasze księgi s^^dowe, główna podstawa do badań 
nad ustrojem sądownictwa. A krakowskie sięgają tego właśnie roku 
1374. One też stanowią podstawę naszych studyów, choć oczywiście 
staramy się uwzględnić także wszystkie inne źródła, zresztą tylko nie- 
wielkiego wobec ogromu pierwszych dostarczające materyału Na g^ 
nezę może przyjść kolej dopiero później; a trzeba ją b<^*dzie opraco- 
wywać ze względu na całą Polskę, bo źródeł zbyt mało, by na ich 
podstawie kreślić niepewny obraz stosunków dla jednego tylko woje- 
wództwa. 

Jest to pierwsza część naszej pracy. W podobny sposób będziemy 
się starali opracować inne województwa, Uwzgl(^dniamy tu tylko sam 
szkielet organizacyi sądów. Kwestyi kompetencyi na razie zupełnie nie 
dotykamy. 



^) Niewydan^ joBt jedynie najataraza kaięga proaiow^ka, majdajj^ca aic 
w Waraiawie. 

19* 



292 STANISŁAW KUTRZEBA 

Serdeczne podziękowanie niech mi tn wolno będzie złożyć JWPP. 
prof. B. Ulanowskiemu za zachętę do tej pracy, prof. Piekosińskiemn 
i Dr. Kniaziołuckiemu za łaskawe ułatwienia w żmudnej robocie w ar- 
chiwum krajowem aktów ziemskich i grodzkich w Krakowie^). 



-*•*-€• 



Część I. Sądy ziemskie. 

Do sądów ziemskich zaliczamy trzy główne rodzaje sądów: 

1) roczki, t. j. sądy powiatowe (iudicia terrestria), 

2) wiece (coUoąuia), które w województwie krakowskiem zbierają 
się tylko w stolicy, 

3) sądy królewskie (iudicia in curia), o ile tyczą się tegoż wo- 
jewództwa. Ze względu na to, iż sąd królewski stoi także ponad są- 
dami grodzkimi, mówić będziemy o nim dopiero w części trzeciej. 

W tej części omawiamy nadto jeszcze 

4) sąd podkomorski, który jest sądem ziemskim, lecz tylko dla 
pewnych spraw, mianowicie granicznych. 



Rozdział I. Roczki. 

A). Podział na powiały, 

W r. 1466 wymienia księga krakowska wszystkie powiaty są- 
dowe ^, które składają województwo krakowskie. Jest tych powiatów 
sześć, a mianowicie: 

1) krakowski (cracoyiensis), 

2) proszowski (proschoyiensis), 

3) ksiąski (xanzensis), 

4) lelowski (leloyiensis), 

5) czchowski (czchoyiensis), 

6) biecki (beczensis). 

Miejscowościami, w których zasiada sąd, są z reguły miasta 
i miasteczka, od których otrzymały te powiaty swoje nazwy, a więo: 



^) Skrócenia cytatów p. w dodatkach na końcu. 
*) H. n, atr. 711. 



SĄDY ZUBMSKIB I OBODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 293 

SIraków, Proszowice, Xiąź, Lelów, Czchów i Biecz. Jeśli jednak bę- 
dziemy przeglądać księgi, to się pokaże, iż sądy te zasiadały także 
i w innych miejscowościach, jak: Włodzisław (Wladislavia), Żarnowiec 
i Wojnicz. Nie tak jasno przedstawia się ta kwestya, jakby się zda- 
wać mogło, zwłaszcza z tego powodu, iż zapiski nieraz nie są jasne. 
We Włodzisławiu spotykamy roczki tylko w końcu XIV i początko- 
wych latach XV wieku *), w Żarnowcu również w tym czasie *), a po 
raz wtóry w drugiej połowie tegoż stulecia przez lat kilkanaście^). 
Również wtedy pojawiają się także roki w Wojniczu *), by znów 
wkrótce zniknąć. 

Z ksiąg sądowych występują od końca XIV w. wybitnie dwa po- 
wiaty: krakowski i proszowski. E^rakowski jeden nigdy swej siedziby 
nie zmienił; raz tylko zdarzyło się, iż roczki z powodu zarazy odbyły 
się nie w Krakowie, lecz w Proszowicach^). 

Inaczej z dwoma dalszymi powiatami , lelowskim i ksią skim. Tu 
najwięcej trudności. Na pierwszy rzut oka widoczna, że roczki wło- 
dzisławskie i żarnowieckie zostają w bliższym stosunku do lelowskich 
i ksiąskich. Pojawiają się one przez czas tylko krótki: włodzisław- 
skie po raz pierwszy w r. 1381, po raz ostatni w r. 1407, żarno- 
wieckie istnieją od r. 1388 do 1407. Oczywiście daty niezupełnie pe- 
wne, zwłaszcza co do dat końcowych, gdyż po roku 1406 jest w księ- 
gach luka lat kilku. Tyle napewno można twierdzić, że znikają te 
roki pod koniec pierwszego dziesiątka lat XV stulecia. Zostają tylko 
roki ksiąskie^ — najdawniejsze znane z r. 1376^) i lelowskie®, — 
poczynające się w znanych źródłach z rokiem 1394 ^). 



*) Po raz pierwszy 17 sierpnia 1381 Ul. p. 3d. Po raz ostatni spotykamy się 
z nimi w r. 1407. terr. lei. I. Księga ta, to tylko kilka defektownych poszytów. 
Wobec tego, że w następnych księgach, zwłaszcza w księskich, zaczynających się 
od r. 1409 i już kompletnych prawie, niema wzmianek o WłodzisZawia , moina 
prsyjąć, ie te roczki przestały się odprawiać przed r. 1409. terr. pro8z. I. 

*) Po raz pierwszy 31 sierpnia 1388 r. Ul. p. 270, po raz ostatni w r. 1407 
terr. lei. I. Wobec tego, że nie ma o nich wzmianek w następnej lelowskiej księdze, 
która zaczyna się z r. 1411, masiały one astać przed tym rokiem terr. lei. II. 

") Szerzej o tem mówimy niżej. 

*) Szerzej o tem mówimy niżej. 

') Termini faerant oontinuati, qai Gracovie celebrari debaerunt, sed propter 
pestem qne tanc Talde Cracoyie Yigebat, in Proschoricze positi faerant. H. U. p. 721 
(22 września 1466). 

^ terr. prósz. I. od r. 1409, zawierająca i roki ksiąskie. 

Ó Ul. p. 2. 

*) terr. lei. I. od r. 1411. 

») Ul. p. 365. 



294 STANIMiAW KUTRZEBA 

Porównanie zapisek z roczków ksiąskich i włodzisławskich wy- 
kazuje, iż odnoszą się one do tego samego powiatu. Widoczna to prze- 
dewszystkiem z tego, iż jedne roki zastępują drugie. Tak spoty- 
kamy raz wzmiankę, która wskazuje, że chodzi tylko o zmianę miej- 
sca, gdzie sąd będzie zasiadał. W roku 1381 14 sierpnia notuje 
księga, że następne roczki odbędą się nie we Włodzisławiu , lecz 
w Książu, i to właśnie w dniu, na który przypadłyby roki ksiąskie ^). 
Jeśli sprawdzamy daty, to widzimy, że roki, tak włodzisławskie, jak 
ksiąskie, przypadają na ten sam dzień tygodnia — każdy powiat 
ma pewne ulubione dni roczków — a nawet na te same daty '). Jeśli 
przez pewien czas odbywają się roki w Książu, niema roków we 
Włodzisławiu ^), i naodwrót, co trudnoby było przypisywać tylko za- 
ginięciu ksiąg. Jeśli ustają ksiąskie, w tę samą księgę dalej wpisują 
się włodzisławskie i naodwrót*). Wszystko to dowodzi, iż nie mamy do 
czynienia z dwoma powiatami, lecz że jest tylko jeden powiat, który 
później nosi stale nazwę ksiąskiego, mający dwie miejscowości, w któ- 
rych zwykły dbywać się sądy: Książ i Włodzisław. Zmiana miejsca 
sądu nie odbywa się przecież regularnie naprzemian w obu tych miej- 
scach, lecz przez czas dłuższy, kilkomiesięczny , w jednem, poczem 
sądy znów odprawiają się w dru«;iem, znowu przez znaczniejszy prze- 
ciąg czasu. Zmiana zależy od woli sądu, który zapowiada, że ona na- 
stąpi. Niema co do tego żadnych stałych reguł. 

Jeszcze trudniej załatwić kwestyę Żarnowca. Tyle pewna, że nie 
tworzy on osobnego powiatu. Od połowy r. 1390 do początku r. 1394 
zachodzi w księgach krakowskich znaczna luka. Przed tą luką, jak 
z zapisek widoczna, sąd żarnowiecki zajmuje wobec ksiąskiego takie 
stanowisko, jak włodzisławski. Z Książa naznaczane bywają następne 
roczki w Żarnowcu^), daty roczków żarnowieckich przypadają na te 
dni, kit-dy odbywać powinny się roczki ksiąskie^. Kiedy są jedne, 
niema drugich '). Zaliczyćby więc trzeba i te roczki do powiatu 
ksiąskiego. Co więcej, odkąd pojawia się Żarnowiec, jako miejsce zbi^ 
ranią się sądu, znika Włodzisław. Możnaby to łatwo wytłomaczyć, ii 



) Z 14 września na 28 t. m., a właśnie włodzisławskie odbjwalj się co dwa 
tygodnie. Ul. p. 41. 

*) Na trzeci dzień po proszowskich np. Ul. p. 142, 143, 144 i 146, nadto ta- 
blice roków. Ul. p. 2l»-23». 

") p. tę tablicę. 

*) p. tablicę Ul. p. 14*. 

») Ul. p. 266. 

•) Ul. p. 23*— 24». 

O ib. 



SĄDY ZIEM8KIB I 6R0DZKIB W WIEKACH ŚREDNICH 295 

ze względu na położenie tych miast zamiast w Książu i Włodzisła- 
wiu, zaczęto od r. 1388 odprawiać roczki w Książu i Żarnowcu, by 
ułatwić ludności udział w sądach. A przypuszczenie to jeszcze zyska 
na prawdopodobieństwie w dalszem badaniu. 

Po luce w księgach, tj. od początku r. 1394, już jest inaczej. 
Jak mówiliśmy, pojawiają się wtedy roczki lelowskie, z którymi po- 
przednio się nie spotykaliśmy. Roczki żarnowieckie zajmują odtąd 
wobec tego sądu to stanowisko, jakie miały poprzednio wobec rocz- 
ków ksiąskich. Wszystko, co wyżej powiedzieliśmy, można tu powtó- 
rzyć, podstawiając tylko Lelów w miejsce Książa *). Tylko dowody 
są znacznie jaśniejsze, dobitniejsze, tak iż ta kwestya żadnej nie ulega 
już wątpliwości. Możemy więc stwierdzić, że od r. 1394 istnieje po- 
wiat, który no:ji później stale nazwę lelowskiego, a posiada dwa miej- 
sca, w których zbiera się sąd ziemski, tj. Lelów i Żarnowiec. Jak 
tam, i tu także sądy odbywają się nie naprzemian w tych miejsco- 
wościach, ale najpierw przez czas dłuższy w jednej z nich, a potem 
przenoszą się do drugiej, znowu na okres kilkomiesięczny. 

Zachodzi więc, jak widzimy, znaczna różnica w stosunkach przed 
r. 1390 a od r. 1 394. Trudność w rozwiązaniu stanowią te roczki żar- 
nowieckie, które poprzednio były roczkami powiiitu ksiąskiego, a po- 
tem liczą się do powiatu lelowskiego. 

Różnicę tę możnaby wytłomaczyć w taki sposób. Roczków le- 
lowskich, ani wzmianek o sądach w Lelowie do r. 1394 zupełnie nie 
spotykamy. Wprawdzie nie mamy wszystkich ksiąg sądowych, które 
zostały spisane w ciągu tego czasu, jednak materyał już jest bardzo 
obfity, tak iż milczenie źródeł tak stałe o roczkach lelowskich może 
naprowadzić nas na domysł, czy w ogóle poprzednio one istniały? 
Zdaje nam się, że śmiało można się oświadczyć za tem, że nie. Wobec 
tego przypuścićby należało, że przed r. 1394 Kraków posiadał (prócz 
dwu powiatów dalszych, czchowskiego i bieckiego) powiaty: krakow- 
ski, proszowski i trzeci, który nazywajmy na razie ksiąskim. Pierwsze 
dwa miały stałe miejsca zbierania się roczków, trzeci, bardzo ob- 
szerny, bo obejmował dwa późniejsze powiaty, ksiąski i lelowski, po- 
siadał dwa miejsca zbierania się roków, Książ i Włodzisław. Wobec 
tego, iż mieszkańcom późniejszego powiatu lelowskiego nie były te 
miejsce zbyt dogodne*), przeprowadzają w r. 1388 zmianę. Odtąd 

*) Z Lelowa roczki bywają odsyłane do Żarnowca. Ul. p. H68, terr. lei I. pod 
datą 23 sept. 1406, naodwrót z Żarnowca do Lelowa. Ul. p. 373. Nigdy się z Bob% 
nie •chodsą. Ul. p. 3Q* i 37* i terr. lei. I. Wpisywane S2} w jedną księga. Ul. 25* 
i 26* i terr. lei. 1. 

*) Ksi^ i Włodzisław leżą blizko siebio, a bardzo oddalone są od Lelowa. 



296 STANISŁAW KUTRZBBA 

roczki odbywać się mają, jak dawniej, w Książa, a zamiast we Wio- 
dzisławiu, w Żarnowcu, który był punktem daleko dogodniejszym dla 
mieszkańców późniejszego powiatu lelowskiego. Ale i ta próba udo- 
godnienia sądownictwa nie powiodła się. W ciągu więc mniej więcej 
lat 1392 i 1393 przystąpiono do radykalniejszej zmiany. Podzielono 
ten pierwotny obszar wielkiego powiatu ksiąskiego na dwa powiaty. 
Pierwszy otrzymsił na miejsca zbierania się roków miasteczka: Książ 
potem Włodzisław, i znów Książ ^), jak przed r. 1388; w drugim roczki 
bywają odprawiane w Lelowie, gdzie dotąd sądu nie było i w Żar- 
nowcu. Tak województwo krakowskie wzbogaca się o jeden powiat. 

Jestto tylko hipoteza. Sądzę jednak, że można jej bronić, gdyż 
za nią wiele przemawia, przeciw — nic, a w ten sposób dadzą się wy- 
jaśnić trudności, którycbby inaczej niepodobna było usunąć. 

Jak mówiliśmy, roczki włodzisławskie , według nas wznowione 
wtedy, i żarnowieckie utrzymują się najwyżej po koniec pierwszego 
dziesiątka XV stulecia. Odtąd w tych czterech powiatach odprawiają 
się roczki tylko w ich głównych miastach, od których powiaty otrzy- 
mały swoje nazwy, a więc w ksiąskim w Książu , w lelowskim w Le- 
lowie i t. d. 

Na wschód od tych powiatów znajdowały się jeszcze dwa, które 
wchodziły w skład województwa krakowskiego: czchowski i biecki. 
Roczki czchowskie zaczynają się od roku 1399*), księgi bieckie od 
1411 r. ^). Czy te powiaty nie stanowiły poprzednio jednego wiel- 
kiego, musi pozostać kwestyą otwartą. Można wskazać pewien ślad 
tego, lecz zbyt słaby, by na jego podstawie budować dalej sięgające 
wnioski *). 

Tak więc przynajmniej od r. 1410 ma już Kraków ustalone 
swoje powiaty w liczbie sześciu, jak je wymieniliśmy na początku 



') Ksiąskie rociki po raz ostatni 28 kwietnia 1399. Ul. p. 695. Potem nastę- 
puje luka. W latach 1406 — 1407, które znów mamy (terr. lei. I.), nie spotjkamj 
Ksiąia tylko Włodzisław. Ksi^i wraca od r. 1409 terr. prósz. I. 

*) Ul. p. 963 i terr. Czchów. I. 

*) terr. biec. I. 

*) 18 maja 1400 r. odprawiają się roczki w Czchowie; przy zapisku spotyka- 
my uwagę: continuantur per dnas septimanas. Tymczasem pod t^ datą (1 czerwca) 
zapisuje taż księga czchowska roczki bieckie, pierwsze, jakie znamy. I znów tu 
uwaga, Łe następne continuantur feria tercia proz. post Trinitatis. Bzeczywiócie wtedy 
są roczki, ale znów w Czchowie. Ul. str. 970 — 971. Toby mogło naprowadzać na 
domysł, że jestto jeszcze jeden powiat z siedzibą sądu w Czchowie, i &e tylko wy. 
jątkowo raz odprawiono roczki w Bieczu. Ale przeciw temu znów moina powołaó 
zapisek o camerarius beczeni^is z 17 lipca 1400: o liber becensis z 28 września 1400 
roku. Ul. nr. 10355 i 11190. Kwestya więc jest bardzo wątpliwa. 



SĄDY ZISMSKIB I GRODZKIE W WIBKAOH ŚRBDNIOH 297 

Stan ten bez żadnych zmian utrzymuje się bez przerwy przez więcej, 
niź lat 50. 

Rok 1466 przynosi zupełnie niespodziewane, nagłe i radykalne 
zmiany, których przecież niepodobna wyjaśnić i zrozumieć dokładnie. 
Ale już zewnętrzny bieg wypadków jest bardzo ciekawy, o ile go 
można odtworzyć z krótkich zapisek, które pisarze ziemscy pozostawili 
w księgach jako ślad tych usiłowań. 

W maju r. 1465 nie dochodzą roczki lelowskie. Do dwustu mę- 
żów rzuciło się na sąd z dobytymi mieczami i rozbiło go ^). 

Tyle wiemy. Jaki powód, pozostaje zupełnie rzeczą nieznaną. 
W księgach lelowskich następuje luka, nie zapisują przez jakiś czas 
roczków. Zdziwienie rośnie, jeśli się weźmie do rąk inne księgi, 
z innych powiatów. I tam roczki się nie odprawiają, gdzieniegdzie 
nawet już wcześniej ustały; tak jest zarówno w Książu i Proszowi- 
cach, jak i w odległych powiatach Czchowa i Biecza. Co to znaczy, 
jaki powód? Co się stało z wymiarem sprawiedliwości? 

Objaśnienie pewne, choć nie zupełne, znajdujemy w księgach 
krakowskich. Dnia 3 marca 1466 odprawiają się w Krakowie roczki 
nietylko krakowskie, ale ze wszystkich powiatów całego krakowskiego 
województwa *). Dowiadujemy się dalej, iż zostały one przeniesione do 
Krakowa „in districtum Cracoyiensem inficti seu coadunati^, i to na 
podstawie uchwały, która zapadła na zjeździe w Nowem Mieście Kor- 
czynie *). 

Daremnie szukać tej uchwały. Znamy statut zjazdu korczyń- 
skiego z roku 1465, który przeprowadził dość ważne reformy co do 
sądownictwa w Małopolsce, np. co do terminów i t. d. Czy to o ten 



^) Termini ad finem non sant terminati neque devenerunt ad condompnaclo- 
nea, quia indicinm est dispercaBsam , nam ad dacenti gladii faerant evaginati. terr 
lei. V. p. 102. 

*) Gracovie ... termini omniam distńctuam tociuB terre GracoyiensiB . . . iazta 
dominoram in conrencione generał! Noto Ciritatis Corcsin adinrencionem, continuati 
fuemnt. Helcel. II. Btr. 711. Acta Cracorie . . . termini continuati secundnm landom 
conrencionis Nove Civitatis ita, quod omnes districtns tocins terre GracoTienaia in 
districtum Cracoriensem sunt inficti seu coadunati, unde hic in actis presentibus 
omnes inscripciones et condempnaciones sunt notate et acticate. Zapiska, pominięta 
przez Helcia, z tejże daty 3 marca 1466. terr. Grac. XVI. p. 319. Acta Cracoyie in 
actis leloriensibuB . . . acta tamen, termini quam condempnaciones yide in actis cra- 
coYiensis districtus, ibi vide, inrenies omnia. terr. lei. V. p. 102 — 103. Acta Gra- 
coYie in actis Xansz . . . termini quam condempnaciones continentur in actis Graco- 
Tienaibus, yide ibi, inyenies omnia. terr. XanB. IX. p. 171. Oba zapiski a tejie daty. 

*) Bandtkie. Jus polonicum. str. 308—309. 



298 STANISŁAW KUTRZEBA 

Zjazd chodzi? czy więc prócz powyższego, znanego, jeszcze inne wy- 
szły statuta? Na to wszystko odpowiedzi niema. Jako pewnik pozostaje 
tylko ten fakt, że sądy z powiatów przeniesiono do Krakowa. Jaki był cel? 
Przecież trudno przypuścić, by spodziewano się. że to zarządzenie da 
się utrzymać dłużej. Jeden sąd dla takiego obszaru, to była rzecz zbyt 
niepraktyczna, by taki zamiar mógł powstać. 

Rzeczywiście też stan ten trwa nadzwyczaj krótko. Gdy przyszły 
następne roczki, 2 czerwca 1466 roku ^), w Krakowie odbyły się one 
już tylko dla dwóch powiatów: krakowskiego i proszowskiego, które, 
jak zobaczymy, zostały w jeden złączone. Ale nie odrazu znikła bez 
śladów ta reforma. Jeszcze przeszło lat dziesięć kołacze się. nim na- 
reszcie wróciły normalne stosunki, które stwierdziliśmy poprzednio 
w czasie przed rokiem 1466. 

Sprawą uporządkowania stosunków zajął się widać wiec z maja 
z r. 1466. On to przynajmniej wprowadza ciekawą zmianę w ustroju 
powiatów ksiąskiego i lelowskiego. Stworzył z nich jeden duży powiat, 
dla którego roki miały się odprawiać tylko w Żarnowcu. Stąd też i po- 
wiat nosi nazwę żarnowieckiego^). Pierwsze roczki odbyły się 9 -go 
czerwca 1466 roku ^). 

Lecz i ta zmiana nie mogła być trwałą. Jakkolwiek Żarnowiec 
był położony bardzo dobrze, bo prawie w środku tych dwu złączonych 
powiatów, to przecież byłto okrąg zbyt duży, by mógł tworzyć jedno- 
stkę organizacyi sądowej. Już w roku 14**9 następuje pewna zmiana. 
Zostają wznowione roczki w Lelowie, i to za staraniem panów z po- 
wiatu żarnowieckiego. Pierwsze odbywają się dnia 9 marca t. r. *). 
W ten sposób powstają dwa powiaty: lelowski i żarnowiecki. W po- 
równaniu jednak ze stosunkami przed rokiem 1466 zachodzi pewna 
różnica, polegająca nie tylko na przeniesieniu sądów w dawnym po- 
wiecie ksiąskim z Książa do Żarnowca. Okrąg żarnowiecki, czyli ści- 
ślejszy powiat żarnowiecki, należał, jak już mówiliśmy, do powiatu 
lelowskiego. Obecnie co do sądów zostaje on przyłączony do po wiata 

») H. II, p. 717. 

*) 9 czerwca 1476. Acta in Zarnowecz . . . tanc termini in Zamowecz ez lando 
dominomm in coIloqaio Gracoyiensi nuper lapso protanc residenciam dnos distiictua 
Yidelicet Kansznenaem et Leloriensem in unam dintrictum noram ZamoTiensem eon- 
inngendo institauntur. Terr. lei. V. p. 273, p. także terr. Xan8. X. Ten wiec p. H. II. 
p. 714. 

*) Ibidem. 

^) Termini celebrati sont et restitnti per dominos de districto ZamoTiensi. terr. 
lei. lY, p. 235. Jaki hjX adział tych ,, domini'' w przywrócenia roczków lelowekich,. 
i kogo przez nich rozumieć należy, niewiadomo. 



SĄDY ZIRMSKIB I ORODZKIB W WIKKACH ŚRRDNICH 299 

ksiąskiego, i jego roczki odbywają się, jak i roczki ksiąskie, w Żar- 
nowcu. Ale przecie zachowuje się utarty podział, który obwód żarno- 
wiecki zaliczał do lelowskiego, tak, iż roczki, o ile szło o sprawy 
szlachty z żarnowieckiego obwodu, wpisywano nadal do ksiąg lelow- 
^ich, jakby na dowód tej łączności *). Z tego powodu powstał ttn 
dziwny stosunek, że powiat lelowski miał dwa miejsca sądów, a miejsce 
roczków powiatu ksiąskiego znalazło się poza jego granicami. 

Takie stosunki są aż do roku 1476. W końcu tego roku wglądnął 
w tę sprawę król. przy współudziale swoich doradców uchylił te nowe 
reformy, i przywrócił sądy w Książu i Lelowie, jak było dawniej *). 
Odtąd już bez żadnych dalszych zmian odbywają się stale roczki 
w Książu dla ksiąskiego, w Lelowie dla lelowskiego powiatu. 

Widaó wraz z Książem i Lelowem oddzieliły się od krakowskiego 
powiatu i dwa dalsze: czchowski i biecki. Ale i tu podobnie, jak w tam- 
tych, nie od razu wracają normalne stosunki. Pierwsze roki po tych 
wypadkach zapisane zostały 6 października 1466 r. ^). Ale nie odbyły 
się one ani w Czchowie, ani w Bieczu, ale w Wojniczu, który leży 
mnie) więcej w środku między temi miastami. Jak więc tam, i tu także 
zmieniono miejsce, gdzie się sąd zbierał. Cel był w obu wypadkach 
jednaki. Połączono bowiem oba powiaty; czchowski i biecki, w jeden 
duży, musiano więc szukać innego miasta, więcej nadającego się na 
siedzibę sądu tego powiatu nowego, więc miasta więcej w pośrodku 
pc^ożonego. Wybrano Wojnicz, za którym przemawiały te same względy, 
co za Żarnowcem w nowym żarnowieckim powiecie. 

Połączenie i tu nie było trwałe, nie utrzymało się dłużej, niż 
gdzieindziej. Ost^itnie roki wojnickie datują z 18 marca 1476 rijku ^)- 
Nie było ich więcej w tym roku. W następnym na rozkaz króla od- 
prawiają się już po dawnemu w Czchowie, pierwsze 3 lutego 1477 r. ^), 
i w Bieczu, w trzy dni po tamtych^. 



«) Terr. lei. IV i V. 

*' 20 stycznia 1477 roka. Acta in Xan8z... termini continaati faerant et alii 
positi sant in crastino dominice ocali, translati et tranRpositi de Zamowjecz in Xansi. 
terr. Xan8z. Xli, p. 43; 10 marca 1477 roka. Acta in Xan8z... termini continaati 
faerant et de Żarno wyecz Tice^ersa in Xan8z per dominum regem et sae serenitatis 
eonsiliarios et alii positi sant feria secanda infra octavam Corporis Christi. Terr. 
JLauiB. XII, p. 50. Ostatnie żarnowieckie są z 17 czerwca 1476 r. Terr. leloT. t. V. 

*) Terr. Czchov. IV, p. 332. 

*) Terr. Czchov. IV. i 

') Termini continaati faerant et de Wojnycz de mandato Berenissimi domini i 

regis reBtitati. H febr 1477 r. Terr. Czchov. IV, p. I. 

*) Acta Beycz... termini continaati fuerant et de Woynycz... restitati. Terr. 
biec. III, p. 1. 



300 STANISŁAW KUTRZEBA 

Jeszcze krócej utrzymało się połączenie powiatów: krakowskiego 
i proszowskiego ^) w jeden krakowski. Razem odprawiają się one 
w Krakowie przez lat trzy. Pierwsze proszowskie spotykamy znown 
2 marca 1469 ^). W ciągu tego czasu raz się zdarzyło, że roczki dla 
obu powiatów odbyły się w Proszowicach, a to z powodu zarazy, która 
srożyła się w stolicy. 

Jak więc widzimy, dążność skupienia sądów wszystkich powiatów 
w Krakowie była tylko efemerycznem zjawiskiem. Ale przecież kiero- 
wano się przy urządzeniu stosanków pewną zasadniczą myślą. Nowa 
organizacya była zdaje się tworem obrad wiecu z maja roku 1466*). 
Chciano stworzyć nowe powiaty większe, z sześciu zrobiono trzy duże, 
łącząc powiat krakowski i proszowski w nowy krakowski, lelowski 
i ksiąski w żarnowiecki, czchowski i biecki w wojnicki. Łączą się te 
starania z reformą terminów sądowych. Wtedy właśnie zamiast co 
miesiąc, zaczynają odprawiać roczki w terminach dłuższych, cztery 
razy na rok. Dotąd więc, w sześciu istniejących powiatach było na 
rok w województwie krakowskiem roczków nmiej więcej 72, a przy- 
najmniej powinno było być tyle. Odtąd wobec tego, iż liczbę powiatów 
i terminów prawie równocześnie zmniejszono, liczba ta zmalała do 
12-tu na rok! Różnica to kolosalna. Szło więc widać o to uproszczenie 
wymiaru sprawiedliwości. Co do terminów, reforma się zupełnie po- 
wiodła. Przy łączeniu powiatów zapomniano o tem, że ludności było 
nie na rękę częste odbywanie roczków, bo ją to za bardzo odrywało 
od pracy, że więc dlatego przychylnie na tę zmianę patrzyła. Ale 
przez połączenie powiatów wprawdzie również zmniejszano ilość ro- 
czków, przecież nie na korzyść ludności, której powiększenie odda- 
lenia od siedziby sądu wobec większego obszaru powiatu utrudniało 
dochodzenie sprawiedUwości. Tak więc reforma upadła; po latach dzie- 
więciu nie zostało już z niej nawet śladu *). 

Odtąd wracają stosunki poprzednie. Kraków pozostaje aż po ko- 
niec okresu, który nas tu zajmuje, przy swoich sześciu powiatach, 
które wymieniliśmy na początku. 



^) Acta CracoTie... termin! continiiati faerant de duobos districtibns, scilicet 
Cracoyiensi et Proschoriensi (2 czerwca 14;66 r.). H. II. p. 717. 

') Termin! fuerant ... de districta Cracoriensi hic riceyersa remissi. Terr. 
proaz. Vni, p. 341. 

") Wyraźnie stwierdza to zapiska co do połączenia Lelowa z Książem, j. w. 
Zmiany w innych powiatach są równoczesne z nią, widad więc jednolitoóó działania. 
Z tego powodu odnosimy te zarządzenia do wiecu z roku 1466. 

*) Zarządzenia królewskie co do rozdziału powiatów: żarnowieckiego i wojni- 
ckiego przypadają na ten sam czas. Widać równocześnie te kwestye załatwiono. 



8ĄDT ZIBH8KIB I aRODZKIB W WIEKACH ŚRBDNICH 301 

Mówiąc o miejscowościach, w których odprawiały się roczki, 
dodać chcemy słów kilka o miejsca, gdzie zasiadały. Widoczna, iż 
nie było specyalnych na ten cel budynków. Dość zresztą mało o tem 
wiemy. W Krakowie raz zasiadają w klasztorze 00. Dominikanów 
w refektarzu 1). Zdaje się, iż był to dość powszechny zwyczaj. Kla^- 
sztory najłatwiej mogły dostarczyć sal obszernych dla pomieszczenia 
znaczniejszej ilości ludzi. Z roku 1428 ciekawa zachowała nam się 
wiadomość. Jednego z mieszczan krakowskich skazują na grzywnę 
piętnadziesta za to, że gdy chciano odprawiać sądy w jego domu, 
zamknął okna, drzwi zaparł stołem, i nie dozwolił, by sąd dostał się 
do wnętrza. Przy tej sposobności zaznacza zapisek, iż komornicy mogą 
zasiadać w którymkolwiek domu w mieście, gdzie zechcą: ex consuetu- 
dine camerarii iudicare habent ordinarie in ąualibet domo ^. Jestto 
ciekawy obowiązek, który cięży zwłaszcza na mieszczanach. Zapewne 
był on przyjęty nie tylko w Krakowie: odnosi się to tylko do sądu ko- 
morników, zapewne z tego powodu, iż sądy te, mniej liczne, łatwiej 
pomieścić się mogły w małych pokojach miejskich. 

W pokoju, w którym zasiadał sąd, znajdował się stół, za któ- 
rym prezydowali sędziowie wraz z assessorami. Nie bardzo wielki pa- 
nował porządek; wprawdzie bez wezwania nikomu pod karą piętna- 
dziestej nie wolno było wchodzić do sali, gdzie zasiadał sąd, i każdy 
musiał zachowywać się przyzwocie, jednak czytamy, jak strona się 
żali, że z powodu natłoku i hałasu, ani słyszeć wywoływania woźnych, 
ani do sali dostać się nie mogła »). 

B). Terminy roczków. 

Dopiero odkąd zaczynają się księgi, możemy dokładniej poznać 
terminy, w których odprawiają się roczki. Jestto cechą średniowie- 
cznych stosunków sądowych, iż niema sądów stałych, któreby urzę- 
dowały przez cały rok. Zbierają się one tylko od czasu do czasu, 
w stałych mniej więcej peryodach. 

Sąd z regały na roczkach odrazu zapowiada, kiedy się znów 
zbierze w tem samem miejscu *). W tym zaś wypadku, jeśli na pewien 
czas znów przenosi się na inno miejsce, jak to było w zwyczaju np. 
w powiecie ksiąskim przez czas pewien, to oczywiście i to także za- 

^) In maiori refeotorio fratrom praedicatomm K. Mp. Ul. nr. 326. Dok. z r. 1385. 

") H. n. nr. 2164. Por. takie ib. nr. 8831. 

«) H. n. nr. 3822. 

^) PasBim w nagłówkach. 



302 STANISŁAW KUTRZEBA 

pawiedzieć trzeba było^). Zdaje się, że te zapowiedzi następnych ro- 
czków na sessyi wystarczały, że nie trzeba byt) osobnego ogłaszania 
po powiecie, które stawało się rzeczą niezbędną w razie, jeśli roczki 
przez czas jakiś się nie odprawiały '), albo jeśli odprawiały się w zna- 
cznych odstępach czasu, jak to było w zwyczaju w drugiej połowie 
XV stulecia. W tych wypadkach musiano specyalnie zapowiadać ro- 
czki. W jaki to działo się sposób, nie wiemy. Zapewne woźni ogła- 
szali to ustnie po ważniejszych miejscowościach . zwłaszcza w dni 
targowe. Zauważyć tylko musimy objaw bardzo częsty, iż gdy roczki 
schodzą się dopiero po dłuższym przeciągu czasu z powodu jakiejś 
nadzwyczajnej przerwy, zwykle na pierwszej sesyi spraw albo wcale 
niema notowanych, albo bardzo ich niewiele. Widoczna więc, że 
obwieszczenia nie były zbyt staranne, tak, że ludność z tego powodu 
nieraz nie wiedziała o roczkac!), i słaby brała udział w sądzie. Tylko 
w taki sposób można wytłornaczyć powyższy objaw bardzo dziwny, 
boć przecie właśnie z powodu wstrzymania sądownictwa na czas pe- 
wien należałoby się raczej spodziewać po ich przywróceniu ogromnego 
nawału spraw. 

Obwieszczanie terminu następnych roczków zwie się: proclama- 
cio *), a dokonywają tej czynności woźni sądowi. Z reguły wpisuje n(»ta- 
ryusz w księgg obok nagłówka datę odprawiających się roczków i datę 
następnych. Używane są stale wyrażenia: termini transponuntur, po- 
siti, prorogati lub assignati sunt albo continuabuntur z dodaniem okre- 
ślenia czasu, i to albo w ten sposób, iż zostaje oznaczcmy dzień we- 
dług jakiejś uroczystości kościelnej (święta lub świętego), albo zazna- 
czają, że następne roczki odbędą się po tylu a tylu tygodniach, licząc 
od tego a tego dnia w tygodniu, najczęściej od dnia, w którym roki 
się odprawiają*). Niekiedy zostaje dzień oznaczony nie w taki katego- 
ryczny sposób. Wobec związku, jaki zachodził między roczkami, od- 
prawianymi w różnych miejscowościach, powoływano się na inne roki, 
zaznaczając, iż następne roczki odbędą się w tyle a tyle dni, wzglę- 
dnie tygodni po roczkach w tem a tem miejscu ^). Terminy nie są 
nigdy zupełnie stałe. Ustalają się przecież więcej w drugiej połowie 
XV stulecia. Oznaczenie następnych roków jest atrybucyą sądu, więc 
tych, którzy mu przewodniczą, t. j. sędziego i podsędka, względnie ko- 



') P. wyiej. 

•) Np. H. II, 8tr. 731, 737. Terr. Crac. XVI, p. 317, terr. Proea. III, p. 351, 
370 i 371, VIII, p. 185, terr. C«chov. U, p. 335. 
») Np. H. II. p. 731. 737. 
^ P. knięgi wszystkich powiatów. 
•) P. np. terr. czchov. IV. 



SĄDY Z1BM6KIE I GRODZKIE W WIBKACH ŚRRDNIOH 30S 

momików. Niekiedy przecież porozumiewano się z tymi, którzy naj- 
więcej byli interesowani w naznaczenia roczków, tj. szlachtą ^). Uważać 
to jednak trzeba raczej za ustępstwo, niż za prawny wpływ. Tylko 
wyjątkowo wtedy, kiedy terminy ulegają zmianie jakiejń, dzieje się to 
na mocy rozkazu króla *), jego doradców *), lub wojewody ♦). 

Zauważyć należy, iż każda sesya, która nam się przedstawia 
jako odrębna całość, była uważaną za ciąg dalszy poprzedniej. Widać 
to wyraźnie z nomenklatury. Używają księgi a*bo wyrażenia ogólnego: 
termini sunt celebrati, albo i to znacznie częściej: termini sunt con- 
tinuati, termini continuantur. Wyraźnie więc nacisk jest tu położony 
na tę continuatio. 

W końcu XIV wieku roczki odprawiają się z reguły co dwa 
tygodnie. Jestto termin bardzo stale przestrzegany. Rzadziej spotykają 
sic^ terminy co trzy, już tylko wyj.'itki)wo co cztery tygodnie Boczki 
są zatem bardzo częste, mniej też s[)raw przypada na każde roczki. 

Wprawdzie termin następnych roczków zależał od uznania sądu, 
przecież widzimy, iż odbywają się one w danych miejscowościach 
prawie że stale — a przynajmniej zwykle stale przez pewien przeciąg 
czasu — w pewne dnie tygodnia, n. p. we wtorki, lub środy etc. *). 
Nadto zaś musiano się liczyć także względem na inne sądy. By tę 
sprawę dokładniej poznać, musimy oddzielić powiaty: krakowski, pro- 
szowski, ksiąski i lelowski od dwóch pozosUiłych, czchowdkiego i biec^ 
kiego. W czterech pierwszych powiatach spotykamy się z regułą, 
prawie że bez wyjątków, iż terminy sądów nigdy ze sobą nie koili* 
dują. Roczki przenoszą się z miejsca na miejsce, by znowu wrócić po 
pewnym okresie czasu, dwóch lub trzech tygodni. Jeśli zaczniemy od 
Krakowa, to widzimy, że proszowskie idą po krakowskich, po pro- 



*) Termiai continuabuntar. qaando domini demandabant clebrare ▼enientes de 
exppdicione. Torr. biec. I, p. 247; continaantar post fe^tam s. Johaanis Baptiste yel 
ąoaodo domini demandabant ponere terminos iadicialea. Terr. czchov. U, p. 870. 

•) K. II. 8tr. H71. Terr. prosa. IX. p. 281. Xl, p. 18. Terr. czchov. II. p. 3'^5. 

') H. LI. str. 660*, ad mandatam dominorum, dni regis videlicet consiliariurum 
Terr. prósz. 111. p. 73 -. p. ib. p. 371. 

*) H. II. p. 708. 727 ad mandatum litterale domini pallatini Cracoyiensis. 
Terr. prósz YIII, p. 185 iaxta decretnm duminorum et ez speciali niandato dtii pal- 
latini CracovienBi>«. Terr. prósz. III, p. 361 ez mandato... domini pallatini. Terr- 
Crac. XVI, p. 317 i 3i8; raz na rozkaz kasztelana. Torr. pr<.sz. V, p. 337. 

*) W archiwum krajowem aktów g^. i z. w Krakowie sporządzono zestawienie 
-wszystkich roczków z czterech pierwszych powiatów województwa krakowskiego. Po- 
niższe wywody oparte t^ą na przeglądnięcia wszystkich ksiąg, z małą tylko pomocą 
powyższego spisa. 



304 STANISŁAW KUTRZBBA 

Bzowskich dopiero roki w powiecie ksiąskim. Mniej więcej można, o ile 
chodzi o wiek XIV, taki ułożyć schemat: 

wtorek Kraków 

czwartek Proszowice 

sobota, a później poniedziałek — Książ, Włodzisław, lub Żarnowiec. 
Oczywiście to tylko schemat *), który mniej więcej się utrzymuje, 
ale nieraz doznaje zmian. W wieku XV przybywa — według na- 
szego zdania — powiat lelowski. Odprawiają się w nim roczki stale 
w czwartek lub piątek po poprzednich. Schemat w latach po roku 
1410 najczęściej taki: 

poniedzisiłek Kraków 

środa Proszowice 

sobota lub poniedziałek Książ 

środa lub czwartek Lelów. 

W ten sposób w ciągu dwóch tygodni z reguły we wszystkich 
czterech miejscowościach odbyć się mogły roczki *). 

Zupełnie odrębnie ustanawiane są roki w dwóch pozostałych po- 
wiatach, bieckim i czchowskim ^). Ze sobą one nie kolidują, za to 
bardzo często przypadają na te dnie co roczki w powiatach poprzednio 
omówionych. Widoczna, iż nie liczą się one z tem zupełnie, i ustana- 
wiane są zupełnie samoistnie. I tu są pewne dni ulubione, w Czchowie 
n. p. zwłaszcza wtorek lub czwartek, lecz ta regularność nie może się 
nawet porównać z regularnością, jaka panuje w tamtych powiatach. 
Wogóle widać tu daleko więcej swobody w oznaczaniu terminów. 

Ten pierwszy okres urządzenia terminów sądów charakteryzuje 
zwłaszcza to, iż odbywają się one tak często, zwykle co dwa tygo- 
dnie. Jeden tylko ważniejszy spotykamy wyjątek. Oto w lipcu, zwła- 
szcza w drugiej jego połowie i sierpniu bardzo często terminy ro- 
czków wydłużają się do czterech, pięciu, a nawet sześciu tygodni. 
Powtarza się ten objaw wcale często, w różnych powiatach. Nietrudno 
zgadnąć powód. Na ten czas właśnie przypadają największe roboty 
w polu, bo żniwa. Starano się więc o to, by przez odprawianie ro- 
czków nie przeszkadzano zajęciu. Odraczano więc je z lipca nieraz 
aż na wrzesień^). 

Częstość roczków przecież zbyt stawała się uciążliwą dla szlachty. 
A musimy mieć na uwadze zarówno liczne odraczania spraw, które 

*) Ul. nagiówld roczków, a iwlaeicsa str. 21*^24* 1 86*— 40*. 
*) Terr. crao. do t. VIII. Terr. pross. I— III, terr. lei. I — II, i spU rocików 
■) Terr. czchoY. I — III, terr. biec. I. 

*) P. księ^ w lipca i sierpnia, i spis roesków. Wyraźnie ten powód podawany, 
w księgach grodikieh, o czem niiej. 



SĄDT ZIEMSKIE I ORODZKIB W WISKAGH ŚREDNICH 305 

je przewlekały na liczne terminy, jak i wcale znaczną wielkość po- 
wiatów, co jeszcze utrudniało sprawy, bo zabiersJo wiele czasu na 
jazdę do sądu i z powrotem. Musiała się więc objawić opozycya prze- 
ciw tak częstemu odprawianiu roków. Szlachta określa je jako ye- 
xatio i turbatio. Rzeczywiście też stara się zaradzić złemu statut 
warcki z roku 1423, który, jak wiemy, był wyrazem szlacheckich pe- 
tytów. Co do roczków stanowi on, iź mają się odbywać odtąd w po- 
szczególnych powiatach tylko raz na miesiąc i). 

Z przepisami ustaw dość dziwne u nas działy się rzeczy. Pra- 
ktyka była zawsze oporną zmianom, zwłaszcza w kwestyach prawa 
cywilnego i procesu cywilnego. Tak i tutaj się stało. Choć statuty na- 
kazywały odprawianie roków co miesiąc tylko, odbywają się one dalej 
wciąż co dwa lub trzy tygodnie, mimo że szlachta przecie sama 
upominała się o zmianę terminów, i głównie ona ją przeprowadziła. 
Dopiero w ostatnich miesiącach 1425 roku zaczyna wchodzić w życie 
powyżej podany przepis statutu warckiego. Odtąd naznaczano terminy 
stale przynajmniej co cztery tygodnie ^). Wyjątki są bardzo 'rzadkie 
by terminy były krótsze; częściej zdarza się. iż dłuższe są wyzna- 
czane. Do przepisu, by co miesiąc odbywać roczki, nie stosowano się 
więc zupełnie ściśle, choć różnica była niewielka. 

Zresztą nie wywarło to większego wpływu na dnie roczków, 
zwłaszcza w czterech pierwszych powiatach. Prawie ciągle tak, jak 
poprzednio, po krakowskich następują na trzeci dzień proszowskie, 
w kilka dni później ksiąskie, a po nich lelowskie ,tak, iż zwykle 
w ciągu dwóch tygodni roczki obchodziły wszystkie te sądy, a przez 
dwa następne roczków wcale nie było. Lecz swoboda w oznaczeniu 
terminów jest już znacznie większa. Prawie zaś zupełna swoboda pa- 
nuje w Czchowie i Bieczu, gdzie zdaje się równocześnie z Krakowem 
przeprowadzono tę reformę'). 

A jednak na tych zmianach nie skończyło się jeszcze. W lat 
mniej więcej trzydzieści widzimy znowu ruch, który zmierza do jeszcze 
większego ograniczenia ilości roczków. Spotykamy się z tą dążnością 
już w petytach opockich *), i to zarówno co do wieców, jak o tem 



^) De terminig autem particnlaribus simpliclbaa, qaia Yeracioni et tarbacioni 
nostromm paaperam mili tum snmus compatientes, taliter dimmas providendiim, qaod 
praefati termini particalares non plorieB, nisi aemel infra mensem, in qaolibet districta 
•en iorisdictione alias powiat fień debebnnt. Bandtkie. Ina pol. p. 210 — 211. 

*) Terr. crac. t VIII, teir. prósz. t. m i IV, terr. lei. t. II. 

*) Terr. czchow. II, bieckich brak s tego czasu, ale wnosić moina, ie bjto 
tam tak, jak w Czchowie. 

*) Arch. kom. prawn. I. p. 161. Bobrzyński, p. bŁ 

Rosprawj Wyds. hJst.>fllox. T. XL. 20 



306 STANISŁAW KUTRZEBA 

mówić będziemy niżej, jak i co do termini particulares. Jak więc 
w roku 1423, tak i tu starania o zmniejszenie ilości roków wy- 
chodzą od interesowanych, od szlachty. I tym razem się powiodło. 
Petyta zmienione w przepis prawny przez przywileje nieszawskie, prze- 
prowadzają odnośną reformę. Według tekstu małopolskiego — Wielko- 
polska wciąż innemi idzie drogami — zostaje ilość roczków, z mniej 
więcej dwunastu na rok^ ograniczona bardzo, bo do czterech. Odby- 
wać się one mają na suchedni w każdym powiecie. Dokładniejsze 
oznaczenie dat pozostawia przywilej zarządzeniu tych, którzy prze- 
wodniczą na sądach ^). 

I znów, jak to już nieraz zaznaczyliśmy, a jeszcze częściej bę- 
dziemy musieli wspominać, ustawa pozostała na razie tylko przepisem, 
z którym praktyka wcale się nie liczy. Po dawnemu roczki odbywają 
się, jak poprzednio, co cztery lub pięć tygodni. 

Ale szlachta wie przecież, że taki przepis zawierają nieszawskie 
statuty. A kiedy ci, którzy przewodniczą sądowi, nie chcą wyp^niać 
ustawy, szlachta postanawia zmusić ich siłą do tego. W roku 1458, 
więc w lat przeszło trzy od czasu Opok i Nieszawy, rozbija ona 
„nobiles terrigenae'' dwa razy krakowskie roczki, w styczniu i marcu, 
żądając, by odprawiały się tylko na suchedni ^). Od Krakowa zależało 
głównie. Gwałt pomógł, spotykamy po drugiem rozbiciu roczków na- 
stępne rzeczywiście w terminach ustawowych. Ale nie na długo •). 
Już bowiem uchwała ogólnego sejmu piotrkowskiego z roku 1459 
przywraca dawny zwyczaj odprawiania roczków co cztery tygodnie, 
aż do czasu, kiedy sejmiki (conyentiones particulares) postanowią, czy 
odbywać je należy co cztery tygodnie, czy tylko na suchedni *). Rzeczy- 
wiście w Krakowie wraca dawny zwyczaj, roczki zbierają się mniej 
więcej raz na miesiąc. Trzeba było w Małopolsce czekać lat sześć na 
uchwałę sejmiku, zapowiedzianą przez sejm piotrkowski. 

W roku 1465 zbiera się sejmik małopolski w Korczynie. Re- 
zultat jego pracy stanowi niezbyt duży, ale staranny statut, który prze- 
prowadza kilka ważnych reform, głównie odnoszących się do organi- 
zacyi sądu i procedury. W krótkich słowach ponawia przepisy nieszaw- 
skie o roczkach. Dla uniknięcia niepotrzebnych wydatków i trudów, 



^) Arch. kom. prawn. I, p. 161. Bobrsjński, p. 64. 

*) Termini continuati faerunt, sed destmcti per nobiles terrigenas ex eo, qiiia 
nolnenint, qaod prefati termini celebrarentar seu iadicarentor, tantum in ąaatuor 
temporibuB. H. II. p. 643; p. także ib. str. 644. 

') P. spis roczków w arch. kraj. 

*) Bandtkie, p. 306. 



SĄDT ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 307 

mają się one iaxta priorem concessionem et admissionem, t. j. sto- 
sownie do przywileju z roka 1454, odprawiać cztery razy na rok ^). 

Tym razem poszło inaczej, i już na roczkach krakowskich 
w oktawę Bożego Ciała naznaczono terminy, i naznaczano już później, 
stosownie do przepisa sejmiku '). Zresztą w roku 1465 było to tylko 
zaakcentowaniem uznania przepisu, bo z powodu zarazy sądy nie przy- 
chodziły do skutku. Ale za to odtąd już niema wyłomów w nowej 
zasadzie. Najprzód w Krakowie, gdzie właśnie, jak wiemy, skupiły się 
wtedy sądy wszystkich powiatów, a odkąd znowu się sądy po powia- 
tach zaczęły, także i na powiatach sądy pojawiają się tylko cztery 
razy na rok*). 

Jak poprzednio mówiliśmy, jeszcze największy porządek w na- 
stępowaniu po sobie roczków można było stwierdzić na przełomie 
XIV i XV stulecia. Tam to było koniecznością, bo ledwie dwa ty- 
godnie czasu zostawały na odprawienie ich w czterech powiatacL 
Teraz widać sejmik, lub może prędzej wiec jaki, wprowadził ścisłe co 
do sądów przepisy. Odbywają się one w pewnych bardzo dokładnie 
określonych terminach ^), od których zboczenia stanowią bardzo rzadki 
tylko, względnie łatwo dający się usprawiedliwić wyjątek. 

Wszystkie roczki stosują się do roczków krakowskich. Te zaś 
odbywają się stosownie do przepisów statutów nieszawskich i nowo- 
korczyńskich z reguły na suchedni, mianowicie w poniedziałek naj- 
bliższy po quatuor tempera. Odprawiają się roczki krakowskie: 

1) Pierwsze w styczniu, w najbliższy poniedziałek po święcie Trzech 
Króli (feria II post festum Epiphanie). Suchedni przypadają wła- 
ściwie na grudzień. Wobec tego jednak, iż po nich zaraz następują 
święta Bożego Narodzenia i Nowego Roku, przeniesiono je na później. 
To jest najważniejszy wyjątek, jak widzimy, zupełnie usprawiedlwiiony. 

2) Drugie roczki przypadają na luty lub marzec, w najbliższy 
poniedziałek po quatuor tempera, więc nazajutrz po drugiej niedzieli 
posta, czyli niedzieli: reminiscere (feria II, lub in crastino dominice 
reoiiniscere). 



*) Item Tolamas et decernimos, qaod iadicia terrestria qaater in anno iaxta 
priorem concessionem et admissionem ad eritandum inanes eipensas et faiigas ce- 
lebrentur. Bandtkie, p. 308. 

*) Termini snnt continuati et alii sunt positi feria secunda proxima post qua- 
taor tempora aattimpni prozima in eodem rigore prout hodie fieri debaerant nallios 
partia iure leso iaxta conclasionem duminornm in cunvencione Norę Ciritatis noYissi- 
mam factam et conclnsam. Terr. Crac. XVI. p. 318. 

■; Terr. Crac. XVI i n., terr. prosa. VIII i n., terrr. XanB. X i n., terr. lelor. IV, 
V i n., terr. Czchoy. IV i n., terr. biec. Ul i n. 

*) P. księgi, jak w powjżssej zapisce i spis roczków. 

20* 



308 STANISŁAW KUTRZEBA 

3) Trzecie roczki odprawiają się wedle tejże zasady, więc w po- 
niedziałek po niedzieli św. Trójcy (feria secnnda lub in crastino do- 
minice s. Trinitatis), zatem zwykle w czerwcu. 

4) Wreszcie suchedni przypadają na koniec września. Tu prze- 
sunięto nieco w dwa lata później termin roczków, bo na poniedziałek 
po świętym Michale (feria secunda post fest u m s. Michaelis). 

Po roczkach krakowskich następowały w dni trzy, tj. w czwartek, 
roczki proszowskie oznaczane w taki sposób, jak i roczki krakowskie. 
Wyjątek stanowiły trzecie z rzędu roczki. Wobec tego, że we czwartek 
po niedzieli św. Trójcy przypada Boże Ciało, odbywano je w piątek, 
i oznaczano według tego święta (in crastino Corporis Christi). 

W tydzień po krakowskich szła kolej na sądy w Żarnowcu, 
jak długo tam się odbywały, względnie później w Książu. Drugie 
z rzędu w roku oznaczano jako odprawiające się nazajutrz po trzeciej 
niedzieli postu (feria secunda lub in crastino dominice oculi), zaś 
trzecie według Bożego Ciała. 

Jak po krakowskich proszowskie, tak po ksiąskich szły we 
czwartek lelowskie. Sposób oznaczania był taki, jak przy ksiąskich. 

Mniej więcej więc tak układały się roczki w tych czterech po- 
wiatach, jak poprzednio. W ciągu dwóch tygodni załatwiano się z nimi 
w całości. 

Co do ostatnich dwóch powiatów, czchowskiego i bieckiego, swo- 
boda jest większa. Ale z reguły przypadają one z początku na trzeci, 
a później na czwarty z rzędu tydzień, najpierw w Wojniczu, również 
w poniedziałek, więc w trzy tygodnie po krakowskich, potem w te 
dni w Czchowie, a w czwartki następne w Bieczu. 

Kwestyą terminów już się więcej ustawodawstwo nie zajmuje. 
Zostają te zwyczaje, które poprzednio skreśliliśmy, przez cały ten 
przez nas objęty okres. 

Zaznaczyć wypada jeszcze jedną drobną zmianę. Poprzednio ro- 
czki trwają zwykle dzień jeden. Dopiero od roku 1426, odkąd za- 
cz^y odbywać się co miesiąc, przeciągają się sądy; odprawiają je 
często jeszcze i na drugi dzień, co zresztą ustawowo było przewidziane 
na wypadek, gdyby w ciągu jednego dnia nie udało się załatwić 
wszystkich spraw. Teraz, po roku 1465, staje się to regułą; w powia- 
tach ludniejszych, jak zwłaszcza krakowski, zdarza się, iż sąd urzę- 
duje nawet dni kilka. 

Beformy domagała się szlachta ze względu na to, iż częste od- 
prawianie roków było dla niej ciężarem. Zapewne, iż to zarzut słu- 
szny. Jednak również powątpiewać należy, czy sposób załatwienia kwe- 
styi był odpowiedni. Boki odbywały się odtąd w terminach bardzo 



SĄDT ZIBMSKIB I GRODZKIIB W WIBKAOH ŚREDNICH 809 

odległycłi. Moie jeszcze nie byłoby to tak złem, gdyby nie sposób ich 
rozłożenia. Roki przypadają na styczeń (względnie początek lutego), ma- 
rzec (lub koniec Intego), czerwiec i wrzesień (względnie początek paździer- 
nika). Więc na pierwszą połowę roku przypada trzy, na drugą tylko 
jedna kadencya. Rozdział to bardzo nierównomierny. Różnica jeszcze 
bardziej staje się rażącą, jeśli się zaznaczy, że także wiece — wtedy 
odprawiane raz na rok — przypadają na pierwszą połowę roku, bo 
na maj. 

Jeśli będziemy przeglądać daty roczków, spostrzeżemy, iż nie od- 
bywają się one nieraz miesiącami, a nawet latami całemi. Nie zatrzy- 
mujemy się tutaj nad wypadkami zupełnie wyjątkowymi, jak n. p. 
rozbicie sądu ^). Oprócz tego jednak zachodzi cały szereg innych oko- 
liczności, także co prawda wyjątkowych, ale częściej się powtarzają- 
cych, które sprawiają, iż bądź na razie jakiś termin nie dochodzi, 
bądź też niema ich przez czas dłuższy. Wstrzymanie biegu sprawiedli- 
wości następuje zwykle na wyraźny rozkaz króła *), który jest naj- 
wyższą władzą nad sądami, lub wojewody *). sprawującego tę władzę 
w okręgu województwa. Ale, sądzę, w razie potrzeby wystarcza zarzą- 
dzenie sędziego i podsędka. 

Krótsze luki w odprawianiu roczków powodują sejmy i sejmiki^), 
a to z tego powodu, iż biorą w nich udział licznie ci, których obe- 
cność jest w sądzie konieczną. Ma to zresztą większy wpływ na ter- 
miny sądów grodzkich. A jak już mówiliśmy, w drugiej połowie lipca 
i sierpniu niema zwykle roków z powodu żniw *). 

Daleko ważniejsze są wstrzymania biegu sądownictwa na czas 
dłuższy. Są tego głównie dwie przyczyny: 



*) H. II. p. 643, 644 nadto; rok 1464: termini... sunt... saspensi... et hoc 
ideo qaia iadiciam est repercassum gladiis, caltris nitra oentam eraginatis et com- 
bacis eztensis et iniciam haius repercaNsioms est per Praadotham de Przelank et 
ipsins daos filios Yidelicet lacobum et*Iohannem. Qaare poDam regalem Xliii marca- 
mm super eos camerarii notare fecerunt; terr. lei. Y. p. 48; iadiciam est repercas- 
snm per nob. Prandotham cnm duobas filiis Yidelicet Imbram et lohanne eraginatis 
^ladiis. Ideo penam regalem Xliii raarcaram qailibet seorsam saccabnit erga iadi- 
ciam; amplias non est iudicatum, sed ad terminos proximoB camerarii dederant. Ib. 
H. 1489: non est indicatam propter violenciam iudicii et repercussionem. Terr. lei. 
VI. p. 142. 

') H. II. p. 731 ; ad mandatam maiestatis regie et propter proclamacionem belli. 
Terr. proflz. IX. p. 63 ; per regiam maiestatem dilati. Ib. XI. p. 18 ; termini non 
fnenint istis temporibas ob mandatam dni regii<. Terr. czchoY. II. p. 335. 

^ H. II. p. 727. Terr. Cracor. XVI. p. 317. Terr. prosa. VIII. p. 185. 

*) H. II. 745; propter yiam ad celebracionem conrentionis Pjotrkoyiensis. Terr. 
prósz. VIII. p. 185. P. niżej o rokach grodzkich. 

*) P. wyżej. 



310 STANISŁAW KUTRZEBA 

1) Zaraza (pestis, aura infecta). Nawiedza ona wówczas Polskę 
bardzo często. Widzimy raz wypadek, iż starają się zaradzić przer- 
waniu roczków przeniesieniem ich z Krakowa do Proszowic *). Z re- 
guły roki zostają przerwane*). Zaraza daleko częściej nawiedza Kra- 
ków, niż inne miejsca roczków. Spotykamy się z odwołaniami roczków 
z tego powodu w latach 1426, 1465, 1466, 1467 i 1468. 

2) Wojna. W razie, jeśli tylko jakaś drobna część szlachty szła 
na wyprawę, tylko dla nich wstrzymywano terminy sądowe, a roczki 
odprawiały się, jak zwykle. Jeśli jednak szło o wyprawę większą, 
a więc zawsze w razach pospolitego ruszenia, wtedy pozostawało 
w ziemi tak mało osób, iżby nie było dla kogo odbywać roczków. 
Zawieszano je więc aż do powrotu tych, którzy się na wojnę udali'). 
Z reguły ustawały roczki już w chwili, kiedy zapowiedziano wy- 
prawę *). Nie było to odpowiedniem załatwieniem kwestyi, że już z re- 
guły na pierwsze wici wstrzymywano sądy. Zaradza temu statut piotr- 
kowski z roku 1493 % który stanowi, że inskrypcye czyli wpisy do 
ksiąg (t. j. akta dobrej woli) można uskuteczniać jeszcze po rozesłania 
pierwszych wici. Podaje też powód tego zarządzenia, że właśnie wtedy 
wielu zaciąga pożyczki i chce oprawiać posagi żon. Było to zarzą- 
dzenie zupełnie słuszne, nie wiemy, jak wykonywane w praktyce. 
Zresztą zauważyć musimy, iż w części — co do niespornych spraw — 
zastępowały roczki sądy wojskowe, które również prowadziły księgi 
i sądy grodzkie, o których później będzie mowa. Zawieszenia sądo- 
wnictwa z powodu wypraw spotykamy w wieku XV bardzo często. 

Wyjątkowo raz jeden powodem takiego zawieszenia roczków była: 

3) Zła moneta. Z tego powodu i z powodu wyprawy w r. 1461 
wcale roczków nie było^). 

Inny charakter mają wypadki, kiedy sądy nie dochodzą z winy 
sądu. Dotąd bowiem mówiliśmy tylko o okolicznościach czysto ze- 



») H. 11. p. 721. 

«) H. 11. p. 708, 710, 721, 731, 737. Terr. Crac. XVI. p. 318 i 319. XVII 
p. 485 i 493, terr. prósz. 111. p. 364, terr. Xan8. p. 169. 

") H. II. 660, 666. Terr. prósz. I. p. 209—210, U. 64, 142, 291, III. 180 
IX. 63; terr. Xans. X. p. 358; terr. czchoY. U. p. 93. 

*) Propter faturain ezpedicionem bellicam. H. II. p. 660; ad prodamationem 
belli. Terr. prósz. IX. p. 63. 

') In dłstrictibas omnium terramm . . . acta terrestria . . . reponantnr . . . etiam 
et post missionem primarum restium, qatiin pro illo tempore plorimi necessitantor 
inscripcionibus tam pro pecaniaram mataacione, qaam etiam pro dotam refonnacione. 
Bandtkie, str. 324. 

') Termini non erant celebrati per anam annam integrnm propter ezpedicionem 
in Pmssiam et propter peconiam falsam. H. II. p. 665. 



SĄDY ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH « 311 

wnętrznych, które wpływ wywierały na bieg sądownictwa. Prócz tego 
przecież zdarza się, że roczki nie dochodzą dlatego, że w sądzie jest 
jakaś wada. Zachodzi to albo: 

1) jeśli sąd się nie zejdzie w komplecie, który jest niezbędnie 
potrzebny do załatwiania spraw ^), albo 

2) w razie t. zw. motio iudicis, jeśli sędzia zostanie ;, ruszony", 
t. j. pozwany z powodu niesprawiedliwego wyroku ^). Był to jednak 
zdaje się tylko abusus, który później dopiero się wyrobił, a zniesiony 
został przez tyle razy już wspomniany statut korczyński z roku 1465 ^)- 

Nie zawsze jednak takie zatamowanie sprawiedliwości staje się 
zupełne. Zwłaszcza o ile chodzi o akty niesporne, o ile można, starają 
się przeeież przyjmować wpisy, n. p. w czasie zarazy, albo gdy brak 
kompletu sądu dla sądzenia spraw spornych, a wystarcza dla in- 
skrypcyi *). 

Gdy przerwa nie była tylko chwilową, ale dłuższą, podejmowano 
roczki na nowo na rozkaz króla lub wojewody ^). 

Wyraźnie jednak zaznaczamy, iż nie są to jedyne powody nie- 
odbywania roków. Nie zawsze dają wyjaśnienie księgi. Często zazna- 
czają one tylko, iż roczki się nie odbyły ^). Daleko częściej jednak 
wogóle brak roczków, a wcale niewiadomo, dlaczego. A sądzę, w nie- 
licznych tylko wypadkach trzeba przypuszczać, zwłaszcza im dalej 
w wiek XV, kiedy więcej o księgi dbano, by jedynym powodem braku 
roczków była zatrata księgi. Raczej przyjąć należy, iż one rzeczy- 
wiście się nie odbyły. A to naprawdę rzadkością, nawet później, kiedy 
ledwie cztery były do roku kadencye, by roczki regularnie się od- 
bywały. Jestto jedną z wielkich wad ówczesnego ustroju sądownictwa, 
że temu nie umiano zaradzić. 



') Ul. p. 448. H. II. nr. 8761 i 3690, torr. prósz. VIII. p. 272. 

«) H. II. nr. 3689, 3690 i str. 676. 

*) Bi qai8 contra indicem qaidquam attentaTorit eamąue inculpaverit, alias 
raszy, extanc solammodo illa caa.<;a, in qaa indici derog^ayerat, non debet iadicari, 
aliae omnes caasae coram eodem iadice yertentes, eo non obstante iudicentar. Bandt- 
kie, p. 308. 

*) N. p. H. II. 710, 727, 792. 849. Terr. prósz. IX. p. 74, 84 etc. 

*) Cytaty p. w. 

^ N. p. terr. prósz. V. p. 106, 428. IX. 74, 84, 117, 123. Terr. Xans. VI. 
p. 160, 236. VU. 72. 



312 STANISŁAW KUTRZEBA 



C). Skład sądu. 

Przyjęło ^) się to już w nauce, iż na roczkach zasiada sędzia i podsę- 
dek, a obok nich kiku assessorów. Uchodzi to za pewnik, a popierać 
się zdają powyższe zdanie ogłoszone i nieogłoszone dokumenty, wyda- 
wane na roczkach. Wychodzą one bowiem wszystkie, bez żadnego 
wyjątku, w imienin sędziego i podsędka: nos ... iudex et . . . snbiudez 
terre .. generales notum facimus, quod . . . Każdy też taki dokument 
opatrzony jest dwiema pieczęciami, sędziego i podsędka. 

A jednak to twierdzenie, tak stałe, mimo przemawiającego za 
taką interpretacyą brzmienia dokumentów, mimo jasnych zresztą ustę- 
pów statutów Kazimierzowskich, powinno było przecież wzbudzić pe- 
wne wątpliwości. Już w późniejszy cli ustawach od warckioh statutów 
począwszy, nie tylko o sędzim i podsędku jest mowa, jako o tych, któ- 
rzy tworzą skład sądu. A jeśli się kto rozglądnie choć nieco w ter- 
minach roczków, o których poprzednio mówiliśmy, to musi zauważyć^ 
iż kolidują one z sobą, mianowicie roczki czchowskie i bieckie z rocz- 
kami w czterech innych powiatach , a niekiedy, choć rzadko , nawet 
roki lelowskie lub ksiąskie z krakowskimi lub proszowskimi. Któż 
więc na tych rokach sądził ? A przecie na całe województwo krakow- 
skie jest stosownie do postanowień jeszcze statutów Kazimierza W. *) 
tylko jeden sędzia i podsędek. Przecie początkowo roczki odbywają 
się co dwa tygodnie, tak, że w ciągu tego czasu mogli oni ledwie 
objechać cztery miejsca posiedzeń sądu w zachodnich powiatach wo- 
jewództwa, a zupełnie nie mogli mieć czasu na to, by jeszcze zdążyć 
do wcale znacznie oddalonych: Czchowa i Biecza. Wątpliwości sporo. 
Już z tych ogólnych uwag widać, że to twierdzenie utrzymać się 
nie da. A gdy się więcej ogłosi aktów sądowych, napewno napotka 
się akty wystawione np. w Krakowie i w Bieczu, pod tą samą datą 
w imieniu sędziego i podsędka, z ich autentycznemi pieczęciami. 

Już jednak w tych dokumentach znalazłoby się wytłómaczenie 
tej na pozór dziwnej zagadki. Z dokumentów tych możnaby utwo- 
rzyć dwie grupy. Zaraz po tytule formuła tych aktów, taka szablo- 

') Wyraźnie zastrzegamy, iż nie tyczy się ten wywód ziemi sudeckiej, którą wogóle 
co do sądów ziemskich z przedstawienia organizacyi wyłączamy. Miała ona swój zapeł- 
nię odrębny ustrój; na jej czele stał kasztelan sądecki, iudez generalis terre Sande- 
censis. Źródeł do tego bardzo mało, tak, ie na razie niepodobna tej kwestii bliiej 
rozjaśnić. 

^ Statnimas qnod onas in Cracoriensi, et alter in Sandomiriensi terris indices 
nostri habeantar. Habe. Statut wiślicki, art. I. 



SĄDT ZIEMSKIE I GBODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 313 

nowa i stała, wykazuje dwie nieduże , ale bardzo ważne odmiany. 
W jednych czytamy: 

notum facimus ... quod ad nostram nostrornmque assessorum 
presenciam • • • ^) 
w innych zaś: 

notum facimus ... qnod in iudicio nostro Cracoyiensi coram 
certis camerariis iudicialibus nostris . . . ^) 

Widoczna więc już z tej odmiany, że nie zawsze zasiadają sę- 
dziowie, że wprawdzie oni wydają dokument, swoje dołączają pieczę- 
cie, ale wyraźnie zaznaczają, że nie oni zasiadali, że nie wobec nich 
to się działo. Jako czynnik sądzący występują: camerarii czyli ko- 
mornicy. 

Rzeczywiście, jeśli uwzględnimy nie tylko dokumenty i ustawy, 
ale także pomniki praktyki sądowej, tj. księgi, przekonamy się, jak 
wybitne zajmują ci camerarii stanowisko. Wszędzie ich pełno, na nich 
prawie w równej, a gdzieniegdzie nawet w wyższej mierze spoczywa 
ciężar wykonywania sądownictwa. 

Bez porównania najciekawsze są pod tym względem księgi są- 
dów bieckich i czchowskich. To były okręgi prawie zupełnie usunięte 
z powodu swej odległości od wpływu sędziego i podsędka, a pozosta- 
wione ich staraniu. Widzimy, iż zajmują oni nie jakieś podrzędne tylko 
stanowisko, ale stoją na czele sądu, wykonywają nie jakieś poszczególne 
tylko czynnoś'*^ , lub pewną ich część , przekazaną przez sędziego i pod- 
sędka, ale bezwzględnie wszystkie, i to w tej mierze, co sędziowie. 
W prawie polskiem jestto zasadą wcale długo przestrzeganą ściśle, iż 
ten, kto występuje w imieniu innego, i załatwia sprawy, wchodzące 
do rzędu atrybucyi swego mocodawcy, ma wszystkie te prawa, które 
przysługują jego mocodawcy. Jestto zasada nadzwyczajnej doniosło- 
ści, która dopiero w końcu XV stulecia doznaje osłabienia, aż do- 
prowadzi do tego, że działający jako delegat stanie się niższą instan- 
cyą wobec delegującego. Lecz to już prawie wychodzi za okres, który 
nas tu obchodzi. W ciągu tego peryodu jest ona najsilniejszą, omal 
bezwzględną. I wszędzie też spotykamy zastępców. Ma ich i król, 
i starosta, i podkomorzy, woźny nawet. Takimi zastępcami są właśnie 
obaj komornicy, zupełnie równorzędni z głównymi naczelnikami rocz- 
ków, którymi są: sędzia i podsędek. Jeśli przeglądniemy tych kilka 



') Passim, p. d^plomatarysze. 

*) Dopiero od r. UU. Kod. Kat. Krak. II. nr. 652, 568, 674!,575, 583. Akta 
grodskie i ziemskie II— IX. passim. 



314 STANISŁAW KUTRZEBA 

ksiąg bieckich i czchowskich , to widzimy, iż oni występują") jako 
„pro tribunali sedentes", tj. jako przewodniczący w sądzie, do nich 
adresują listy, wystosowane do sądu, oni kierują rozprawą, do nich 
zwracają się strony, gdy przemawiają do sądu, tytułując ich: domini 
camerarii , oni wydają czy jakieś zarządzenia sądowe, czy też wyrok, 
który stanowi najistotniejszą część władzy sędziowskiej, oni nakazują 
wpisy do ksiąg i wykonanie wyroku, oni wreszcie na roczkach na- 
znaczają, kiedy odbędą się następne. Co może robić sędzia, może i ko- 
mornik. Dopiero pod koniec w. XV zaczyna się budzić pewna opozy- 
cya wobec tego sądu, zaczyna się pojawiać zdanie, że to sąd niższy 
od zwykłego sądu, w którym zasiada s^^^dzia i podsędek ^), „insuffi- 
ciens iudicium propter absenciam domini iudicis et subiudicis'^, że 
tylko pewne sprawy, mniej ważne, należą przed ich forum, czemu 
i ustawodawstwo daje wyraz ^). Lecz to nie wchodzi tu , należy już 
do kompetencyi. 

Dwa te powiaty, jak mówiliśmy, są prawie wyłącznie w rękach 
komorników. Sędziemu i podsędkowi ciężko było tu dostać się. Księgi 
czchowskie notują dość starannie przez drugą ćwierć XV stulecia, 
kiedy na sądach zjawiają się ci dwaj dygnitarze, przybywający zwy- 
kle z notaryuszem generalnym ziemi krakowskiej. Od r. 1427 do 
1451 zdarza się ten fakt, o ile go wyraźnie zaznaczono, 14 razy, które 
przypadają na lat dziesięć*) z reguły, o ile przybywają, to zwykle 
w styczniu. Stąd też zjeżdżają, choć zdaje się rzadziej, do Biecza. 
Oczywiście znacznie częściej, nawet na wszystkie roki, mogli zjeż- 
dżać po reformie z r. 1465. Kto wie, czy nie ten wzgląd właśnie był 
jednym z głównych czynników zmniejszenia ilości roków i uregulo 
wania ich dat. Nie da się stwierdzić, jaki był skutek. W każdym ra- 
zie komornicy wcale nie tracą swego dawnego znaczenia. 

») np. terr. biec. I. p. 6, 11, 16. 21, 36, 90, 40, 69, etc. U. p.6, 7, etc. terr. 
czchow. I p. 34, 144, 172, 191, 192, 194, 198 etc, dajemy zresztą te cjtatj tylko 
przykładowo. Z regały o osobach zasiadających na sądach, księgi niewiele wspomi- 
nają. W aktach bieckich i czchowskich wzmianek o camerarii jest duio, a o sędzim 
i podsedkn prawie ie niema zupełnie. 

*) terr. biec. IV. p. 72—79 (r. 1486); hoc Yestrom non est iudicare pro tan ta 
somma magna. terr. biec. lY. p. 6. (r. 1477>; affectabat sibi dań ad dnimi indicem, 
qnia iudicium non fuit ex integro et eciam, qaia summa est maior qnam centum 
marce, que non debet iudicari in terminis terrestribus et precipue , qaando dominna 
iadex non presidet in iudieio. terr. prósz. XII. p. 453—454. 

") Bandtkie p. 809. 

*) 1427. 2. I. i 18. XII, 1428. 16. I, 1430. 18. I. 1436. 24. IX, 1442. 6. I, 
1444. 16. I, 1447. 2. I, 1449. 7. Vn, 2. IX i 6, X, 1460. 6. I i 23. U, 1461. 19. 
terr. czchow. III i IV. 



8ĄDT ZIKMSKIB I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 315 

Nie wyklucza to wcale, żeby i na sądach w innycb wojewódz- 
twach nie zasiadali komornicy. Zdarza się to, zdaje się, dość często. 
W każdym razie w czterech zachodnich powiatach daleko częściej 
biorą w rokach osobiście udział sędzia i podsędek. Rzadziej słychać 
o komornikach. Te księgi są znacznie mniej w takie szczegóły obfite, 
w każdym razie jestto i tn równie dobrze przyjętą zasadą, jak w Bie- 
czu i Czchowie ^). 

Już według statutów Kazimierza W. miało być w Małopolsce 
tylko dwóch sędziów, jeden w ziemi krakowskiej, drugi w ziemi san- 
domierskiej, i dwóch podsędków. Stan ten, oddawna istniejący jako 
reguła zwyczajowa, utrzymuje się też bez najmniejszego zboczenia 
przez cały ten okres. Sędzia i podsędek utrzymują władza we wszyst- 
kich powiatach, a przynajmniej mają prawo ją wykonywać. Najwidocz- 
niej objawia się to w tem, iż wyroki, jak mówiliśmy, wychodzą we 
wszystkich powiatach stale zawsze w imieniu sędziego i podsędka, choć 
nieraz sądzą tylko komornicy. Z tego też widać powodu, iż władza ich 
obejmuje cale województwo, noszą oni tytuł generalnych: iudex et 
subiudex terre Cracoviensis generales. 

Obok nich występują komornicy, zwani po łacinie: camerarii 
iudiciales, camerarii iudicii terrestris, camerarii iudicii, lub zwykle po- 
prostu camerarii. Ważniejszy dla nas jest inny ich tytuł; początkowo 
zwą ich stale camerarii iudicii, lecz już w XIV w. wyrabia się zwyczaj, 
iż dzielą ich na camerarii iudicis i camerarii subiudicis % Jestto wzgląd 
bardzo ważny. Jak się przekonamy poniżej, od tego zależą ich atrybucye. Są 
oni bowiem zastępcami sędziów i podsędków, każdy z nich działa 
z upoważnienia swego mocodawcy, a więc camerarius iudicis w miej- 
sce sędziego, camerarius subiudicis w miejsce podsędka. 

Komorników jest nietylko dwóch. Taka ilośćby nie wystarczyła. 
Spotykamy w źródłach komorników**): 

1) krakowskich, 

2) lelowskich, 



^) Kaphael de Rjther affectabat a domino indice tanc in iudicio presidente 
qaod recogno^isset, quomodo personaliter solns in terminis proxime lapsis non fuit 
nec iadicio presidebat, et dnas iudex terre CracoYiensis recognoYit, qaod non presi* 
debat iadicio personaliter, nec fuit in terminis proxime lapsis, solam camerarius suas 
Johannes Syjder de Modlnjcza fait. Sabiadei terre Cracoyiensis ad desiderium gener. 
Raphaelis de Kytreh recognorit, ąoia in terminis proxime lapsis iudicio non preside- 
bat nec personaliter interfuit, solam camerarius suus. Zapisek z 22 czerwca 1481 r. 
terr. pross. IX. p. 427— 428. Dajemy ten jeden tu dla przykłada, większą iloóó zapisków, 
zwłaszcza tyczących się mooyi, podamy w wydaniu excerptów. 

•) Nazwiska p. Fedorowicz p. 77—83. 

•) Fedorowicz 1. c. 



316 STANISŁAW KUTRZEBA 

3) czchowskicfa, 

4) bieckich i 

5) wojnickich. 

Najwięcej znamy komorników krakowskich. Jakkolwiek wogóle 
w księgach dośó często słychać o komornikach, to jednak zwykle 
wyrażają się o nich zapiski bardzo ogólnie: domini camerarii, doda- 
jąc niekiedy, czy są to komornicy sędziego czy podsędka. Rzadko 
zaś z regały się zdarza, by ich wymieniano po nazwiska, z tego też 
powoda nie możemy złożyć ich listy zupełnej dla różnych powiatów, 
ani rozwiązać kilku kwestyi, które byłyby dla nas jasne, gdybyśmy 
znali ich nazwiska. Przez lata całe, zwłaszcza w sądach na dalszych 
powiatach, nie wie się, jak oni się zwali. 

Krakowscy komornicy częściej imiennie występując). Widzimy, 
iż z reguły jest ich dwóch, jeden komornik sędziego, drugi podsędka. 
Zdarza się przecież, że na pewien okres czasu przypada ich więcej, 
nieraz trzech. Wprawdzie zachodzi to wyjątkowo, z tem się jednak 
liczyć musimy. Pojawiają się oni w księgach roczków krakowskich, 
proszowskich i ksiąskich. Oczywiście mamy na myśli te zapiski tylko, 
w których oni występują w charakterze urzędowym, nie w charakte- 
rze stron prywatnych. Otóż, jak widać z zapisków, władza komorników 
krakowskich rozciąga się na te trzy powiaty. 

Osobnych komorników mają: sędzia i podsędek dla powiatu le- 
lowskiego. Jest ich również dwóch, jak było regułą. Zwą się oni: ca- 
merarii leloyienses. Nazwisk tych komorników nie znamy wcale z dru- 
giej połowy XV stulecia ^), tak , iż nie wiemy, czy oni się dochowali 
dłużej, czy też ich może nie usunięto po reformie terminów z r. 1465, 
i nie poddano krakowskim komornikom także i tego powiatu. 

Wreszcie osobnych komorników spotykamy dla Czchowa, Bie- 
cza i Wojnicza 8). Wojniccy pojawiają się tylko w czasie połączenia 
Biecza i Czchowa w jeden powiat od r. 1469 do 1476. Są to więc wła- 
ściwie komornicy czchowsko-bieccy. Co więcej, może my przypuszczać, 
że Czchów i Biecz mają zawsze wspólnych komorników. Przemawia 
za tem to, iż sądy w tych dwóch miejscowościach nigdy z sobą nie 
koUidują, po rokach w Czchowie odbywają się w kilka dni roczki 
bieckie, zawsze od poprzednich zależne, tak, iż ma się wrażenie, że 
to ten sam sąd, który się tylko z jednego miasta do drugiego prze- 
nosi. Nazwiska komorników zaś spotyka się te same wśród bieckich, 



>) ib. p. 78—82. 

*) ib. p. 83. 

•) ib. p. 77, 78, 82—83. 



SĄDY ZIEHSKIR I ORODZKIB W WIEKACH ŚREDNICH 317 

CO i czchowskich ^), a raz nawet wprost jeden z nich występuje jako 
komornik czchowski i biecki zarazem'). 

Oświadczyć się więc należy za tern, iż dwa te powiaty miały 
wspólnych komorników, którzy w czasie pc^ączenia obn powiatów 
w wojnicki nosili nazwę komorników wojnickich. 

Z reguły więc mają sędzia i podsędek sześciu komorników dla 
województwa krakowskiego, a to: 

1) dwóch, krakowskimi zwanych, dla powiatów: krakowskiego, 
proszowskiego i ksiąskiego, 

2) dwóch lelowskich, dla powiatu lelowskiego, 

3) dwóch, zwanych czchowskimi, bieckimi lub wojnickimi, dla 
powiatów: czchowskiego i bieckiego. 

Z tych dwóch zawsze jeden jest komornikiem sędziego, drugi 
zaś komornikiem podsędka. 

Tych ośmiu, tj. sędzia, podsędek i sześciu komorników, stano- 
wią zapas osób, z których składać się musiały sądy, zasiadające na 
roczkach w sześciu powiatach krakowskiego województwa. 

Kwestyą najważniejszą do rozstrzygnięcia jest zbadanie, w jaki 
sposób musi być sąd obsadzony, by mógł wypełniać zwykłe czynności 
sądowe. A dopiero w ten sposób można zrozumieć także należycie i to 
stanowisko, które zajmują camerarii, i wzajemny stosunek osób, które 
w sądzie ewentualnie mogą brać udział. 

Sędzia i podsędek są wyłącznymi na całe województwo. Mogą 
więc oni równie ważnie zasiadać w sądach każdego powiatu. Czy także 
tak jest i z camerarii? Mówiliśmy, iż dla pewnych powiatów są stale 
wyznaczeni camerarii. Wobec tego jednak, iż taki camerarius sam 
nie ma żadnej władzy, a ma ją tylko z woli sędziego i podsędka 
przypuszczać przecie należy, że gdyby sędzia tak zarządził, mógłby 
zupełnie ważnie zasiadać camerarius i nie w swoim powiecie, bo byłby 
zastępcą sędziego lub podsędka, a to tylko rozstrzygało kwestyę pra- 
wną. Oczywiście w tym wypadku byłaby to delegacya ad hoc, na raz 
jeden-). Z reguły jednak komornicy mają delegacyę stałą, aż jej nie 
odwoła sędzia, względnie podsędek. To też zwyczajne warunki musimy 
brać przedewszystkiem pod uwagę, jeśli chodzi o normalne stosunki 



') p. ib. Andrzej Żyta, Piotr ze Strzelec, Jan Pirzchała. 

*) Nota. De littera dni snbiadicis Alberto de LnczslaWcze camerańo pront 
ipse dominns subiadei sibi camerario ano in Bjec et in Czchów sibi dedit Zapisek 
nieskończony, terr. crac. XI. p. 537. 

*) Że sędzia moie dać, koma chce, prawo do chwilowego zastępstwa komor- 
nika, ftwiadczj zapisek u H. II. nr. 8283: qni . . . ex mandato . . . sabindicis in in- 
dicio pro camerario presidebaŁ 



318 STANISŁAW KtJTRZEBA 

Do sądu więc wchodzi w każdym powiecie z osobna: sędzia, pod- 
sędek i dwóch komorników, jeden sędziego a drugi podsędka. Wobec 
tego. iż pełnia władzy jest w rękach sędziego i podsędka, a komor- 
nicy są tylko delegatami, sąd pełny składają oni dwaj razem. Obe- 
cność sędziego i podsędka wystarcza zupełnie; na to mamy aż nadto 
dowodów^). Co więcej, jestto normalny skład sądu; takim z zasady 
być on powinien. To też ustawodawstwo dąży do tego, by i w prak- 
tyce przywrócić ten typowy stosunek, którego pewnem zwichnięciem 
jest wprowadzenie do sądu obu ich zastępców. 

Oczywiście nie zmienia tego stosunku zupinie obecność komor- 
ników. Trzy tu są możebne wypadki, iż w sądzie są obecni: 

1) sędzia, podsędek i obaj komornicy, 

2) sędzia, podsędek i komornik sędziego. 

3) sędzia, podsędek i komornik podsędka. 

Źródła nasze, choć tak zasobne, przecież są bardzo lakoniczne, 
o ile chodzi o oznaczenie składu sądu. Z reguły nie mówią o tern, 
zaznaczają go tylko albo ubocznie, albo w razie jakichś zboczeń od 
regularnych przepisów. Z tego też powodu nie możemy stwierdzić 
istnienia wszystkich trzech możliwych wypadków. Niewątpliwie jednak 
na podstawie tego, co powiedzieliśmy już o stosunku komorników do 
sędziego i podsędka, i co jeszcze niżej powiemy, jak zresztą wynika 
i ze wskazówek źródeł, możemy stwierdzić zasadę, iż obecność ko- 
morników zupełnie nie zmienia stanu rzeczy. We wszystkich trzech 
wypadkach okolicznością stanowczą jest tylko obecność sędziego i pod- 
sędka. Komornicy działają tylko jako ich delegaci i obowiązani są 
bezwzględnie i zawsze stosować się do ich poleceń i rozkazów, swej 
woli nie mają wobec nich i mieć nie mogą. Sędziowie tylko przez 
nich działają, za swoje przyjmują ich działania. Wobec nich giną ko- 
mornicy zupełnie. Z istoty więc rzeczy wynika, iż w razie, jeśli obok 
sędziego i podsędka zasiadają w sądzie obaj komornicy, lub tylko 
jeden z nich, nie zmienia to zupełnie rzeczy. Sędziami, przewodniczą- 
cymi sądu, są tylko sędzia i podsędek; komornicy nie wchodzą zu- 
pełnie w rachubę. Czy są, czy nie, sąd pozostaje sądem sędziego 
i podsędka, którzy jedynie prawnie mają władzę, a jeśli posługują 
się przecież komornikami przy wypełnianiu pewnych czynności pra- 
wnych, lub zasięgają ich opinii przy wydawaniu uchwał, to jest to tylko 
czynnością faktyczną. 2jarządzenia , dekreta. tylko w ich wychodzą 



*) Wida<S to choćby z te^o, ie sędzia i podsędek w swojem imienin wysta- 
wiają dokumenty, jak i a wyraień nstaw, bardzo pod tym względem wyraźnych. Jeiii 
sędzia i podsędek są na sądzie, to ich tylko nazwiska z regnły notują, passim. 



8ĄDT ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 319 

imieniu, pod ich firmą. Stąd też nawet rzadko się zdarza, by wspo- 
minali o obecności swoich komorników, a jeśli o nich mówią, to tylko 
ogólnie, nie wymieniając ich imiennie^). 

Inaczej się przedstawia kwestya, jeśli niema w sądzie jednego 
lub oba z tych głównych działaczy: sędziego lub podsędka. Mogą tu 
zajść wypadki, iż w sądzie zasiadają trzy lub dwie osoby: 

1) sędzia z obu komornikami, 

2) podsędek z obu komornikami, 

3) sędzia z swoim komornikiem, lub z komornikiem podsędka. 

4) podsędek z swoim komornikiem lub z komornikiem sędziego. 

5) tylko obuj komornicy. 

Wypadki, iż w sądzie znajdują się obaj komornicy obok sę- 
dziego <) lub podsędka ^), zachodzą nieraz w źródłach. Sąd taki uważa 
się zawsze za kompletny i ważny. Wobec tego, iż ten komornik, 
którego pan zasiada w sądzie, nie ma wobec niego żadnego znacze- 
nia, waga cała polega na obecności komornika nieobecnego. Stosunek 
w obu wypadkach przedstawia się więc tak, jakby w sądzie za- 
siadali: 

1) sędzia i komornik podsędka, 

2) podsędek i komornik sędziego*). 

Bardzo częste , nieustannie powtarzające się wypadki , są te, 
gdzie występują jako przewodniczący sądu obaj komornicy, sędziego 
i podsędka. Jestto sąd zupełny, jak już powyżej zaznaczyliśmy, który 
też wykonywa pełną władzę, jaką ma sędzia i podsędek, aż prawie 
po koniec XV wieku , kiedy przeciw temu zaczyna się budzić pe- 
wien opór. 

Pozostają więc do rozstrzygnięcia wypadki, kiedy zasiada sę- 
dzia lub podsędek obok któregoś z komorników, czy więc jestto kwe- 
stya obojętną, kto z nich zasiada, czy więc wystarcza także (bo wobec 
tego, co poprzednio powiedzieliśmy, o to tylko chodzić może) obecność: 

1) sędziego i jego komornika, lub 

2) podsędka i jego komornika. 

Wyjaśnienie zupełne dają nam trzy ciekawe przypadki: 
1) w pierwszym przypadku nie znamy składu sądu, nie ulega 
jednak żadnej wątpliwości, iż zasiadał w nim sędzia. Strona nie chce 
pozwolić się sądzić z tego powodu, iż sąd nie jest pełny (propter non 



') Zwykle wyliczeni są wóród świadków («= assessorów) na końca doknmenta. 
') H. II. nr. 41H7 i 4254, z lat U75 i 1481. terr. czchow. I. p.224z r. 1409. 
■) H. II. nr. 15786, 29ob, 4266 z lat 1418, 1441 i 14A2. 
*) H. U. nr. 4011. z r. 1470. 



320 STANISŁAW KUTRZEBA 

plenitudinem iadicii), ponieważ niema podsędka, ani nikogo w jego 
miejsce ^). 

2) Dwa razy zdarza się , iź w sądzie zasiada to sędzia, to nawet 
sędzia i jego komornik. Uznają oni przecież, że sąd nie jest zup^y 
(non erat ex integro) z powoda, jak motywują, nieobecności podsędka 
lub jego komornika. Z tego powodu roczki się nie odbyły'), nazna- 
czono tylko nowe terminy. 

To, co w obu wypadkach stosuje się do podsędka, można z ró- 
wną pewnością zastosować i do sędziego^). Nie wystarcza więc, jak 
widzimy, obecność obok sędziego lub podsędka któregokolwiek z ko- 
morników; musi to być komornik tego, którego niema w sądzie. 

Możemy więc już zupełnie pewnie sformułować zasadę, którą 
uznaje ówczesne prawo co do obsady roczków, iż muszą na nich 
zasiadać: 

1) sędzia lub jego komornik, i 

2) podsędek lub jego komornik. 

Sąd na roczkach jest więc pełny, jeśli zasiadają na nim: 

1) sędzia i podsędek, 

2) sędzia i komornik podsędka, 

3) podsędek i komornik sędziego, 

4) komornik sędziego i komornik podsędka. 

W tym też składzie, jak widzieliśmy, sąd zasiada i ważnie za- 
łatwia sprawy. Do drugiego i trzeciego przypadku ściągają się wy- 
padki, kiedy obok sędziego lub podsędka zasiadają obaj komornicy. 
Tak też bez wątpienia, jak tu wyłożyliśmy, rozumieć należy przepis 
statutu piotrkowskiego z r. 1444, że w sądach mają siedzieć: iudex 
vel subiudex, et loco absentis camerarius *). 

Natomiast sąd jest niezupełny i nie może urzędować w tych 
wypadkach, jeśli w nim zasiadają: 



^) Qaia non est sabindei, neque aliąuis loco snbiadicis, ideo pęto, at ... propter 
absenciam sabiudicis non iadicaretar, tamquam [propter] non plenitudinem iadicii. 
Zapiska z r. 1478. H. U. nr. 4106. 

*) Termini non sunt terminati, et hoc ideo, qnia indiciom non erat ez inte- 
gro ; nam dominus sabiadez neąne suus camerarias non intererat Zapiska a r. 1464. 
H. II. nr. H761. termini hodierni non faerunt continnati ad finem, quia dominus Jo* 
hannes de Pjelgrzimoyicze subiudex et camerarius eius aut propter infirmitatem ant 
propter aliam causam in iudicio non sederunt. Zapiska z r. 1464. terr. prósz. YIII. 
p. 272. To tłomaczy, ii pozwano komornika sędziego) „quod sine subiudice indicas- 
set. terr. crac. V. 410. z r. 1414. 

«) por. H. U. nr. 4011. 

*) Arch. kom. prawn. I. p. 158. 



SĄDY ZIBMSKIB I ORODZKIB W WIEKACH ŚRBDNICH 321 

1) sędzia i jego komornik, 

2) podsędek i jego komornik. 

Nie znamy też ani jednego wypadku, by sąd w takim składzie 
arzędował. Sąd albo sam uznaje się za niezupełny, albo zarzuea mu 
to strona w drodze ekscepcyi. 

Jak więc widzimy z tego, przyjmuje prawo polskie ścisłe prze- 
pisy, kto ma w sądzie zasiadać. Jest c^onków sądu zawsze dwóch, 
i być musi, jak to już z powyższego wynika. Nie może być więc 
mowy, by mogła w sądzie zasiadać tylko jedna osoba, sędzia lub 
podsędek, względnie jeden z ich komorników^). Wyraźne na to są 
też w źródłach dowody, zresztą nawet, wobec powyższych wywodów, 
zbyteczne. 

W razie, jeśli sąd nie jest kompletny, może ta osoba, względnie 
te osoby, które w sądzie zasiadają, jedynie zapowiedzieć czas zebra- 
nia się następnych roczków i naznaczyć stronom nowe terminy '). 

a). Sędzia i podsędek. 

W okres, przez nas badany, wchodzą sędziowie i podsęlkowie 
z zakresem praw dokładnie już od pół wieku mniej więcej określo- 
nych przez wolę ustawodawcy i przez zwyczaj. Nie widać też ża- 
dnych zmian. W tych samych warunkach utrzymują się oni i nadal 
przez cały wiek XV. 

Najważniejszy może punkt stanowi to, iż już wtedy należy 
sędziostwo do urzędów piastowanych dożywotnie. Zalicza je bowiem 
jeszcze koszycki przywilej z r. 1374 do urzędów „que usque ad vi- 
tam conseryari consueyerunt^, do których wówczas należą godności 
wojewodów, kasztelanów i podkomorzych, a więc jedynie trzy naj- 
wyższe godności ziemskie. Rzeczywiście też w praktyce widzimy, iż 
sędziowie i podsędkowie zatrzymują swój urząd aż do śmierci, wobec 
tego, że z reguły wyżej już oni nie idą. Dwa tylko znamy wypadki 
rezygnacyi z urzędu sędziego z lat 1403 ^) i 1464 *). Dopiero statu " 



') Camerarins subiudicis dixit: nolo eondempnare neminem, qaia camerarias 
domini iadicis non sedit, led facio scribere terminos. Zapiska i r. 1410. terr. cschor • 
I. p. 255. 

*) H. II. nr. 3761, terr. proii. YIII. p. 272, terr. czchor. I. p. 255. 

*) 1403. 7. list. hic cessarit iadicatos strenai militis domini Michaelis do 
Ohmelow iadicis iastissimi generalis terre CracoTiensis viri graoiosisBimi ioris terre- 
■tris bene ezperti, qui dominns Michael safficiens iasticiam nnicuiąae reddere eodem (!) 
exiBtenB, rolens scrapolam (!) saae (!) eyitare, iodicatam liberę dimisit consilio aaxilio et 
faTori commanis boni et reipnblice diligenter ae fideliter assistens, explicit ergo liber 
eins inste. Cop. I. p. 322. Federowici, str. 58. aw. 1. 

*) Besidente in indicatu gen. Johanne Bohnn de Donossj iadice terre Oracor • 

RoBprawj Wydx. hlit.-flios. T. XŁ. 21 



322 STANISŁAW KUTRZEBA 

piotrkowski z r. 1496 przewiduje wypadek usunięcia sędziego z jego 
urzędu w razie, gdyby przez przeciąg jednego roku w ziemi, gdzie 
piastuje tę godność, nie przebywał i w sądach nie brał udziału ^). 
W krakowskiem województwie nie znamy takiego wypadku. 

Bez wątpienia na urząd s^^dziego i podsędka mianował wprost 
król, może po zasiągnięciu zdania swoich doradców. Wzmianki w źró- 
dłach o ustanawianiu sędziów są bardzo rzadkie i lakoniczne. Po raz 
pierwszy słyszymy pod r. 1403, iż sędzia otrzymał swój urząd przez 
wybór, dokonany przez baronów i doradców królestwa '^per eleccio- 
nem dominorum baronum et consiliariorum regni) i przez nadanie kró- 
lewskie (dacio regalis, donacio regalis)*). W r. 1414 zaś obejmuje 
urząd podsędek^), jako „electus et locatus". Widoczna więc, iż już 
od początku XV wieku zaczyna być król krępowany przez elekcyę 
ze strony dostojników, czy zebranych na convencio, czy może raczej 
przez przedstawienie ze strony szlachty tegoż województwa. Czy i w Kra- 
kowie, jak w Wielkopolsce, przedstawiano królowi czterech kandyda- 
tów, wątpić należy, wobec tego, iż odnośnego ustępu statutów nie- 
szawskich w tekstach małopolskich brak zupełny ^). Z lat , które na- 
stępują po okresie średniowiecznym 5), zr. 1507, dowiadujemy się, iż 
sędzia został „electus^, a następnie przez króla i jego doradców crea- 
tus „delegatus et confirmatus". Widoczna więc, że wpływ na wybór 
osoby wywierają dostojnicy — na pewno głównie zważano na życze- 
nia dostojników tej ziemi, o którą chodziło — lecz samo nadanie go- 
dności sędziego i podsędka, tak, ii mógł on prawnie rozpocząć od- 
prawiać roki, było przez cały czas wieków średnich wyłączną atry- 
bucyą monarchy, jako tego, który był najwyższym sędzią. 

Jakie były warunki, by mógł kto dostać urząd sędziego i pod- 
sędka, prawie nic nie mówią źródła. Te wymienić można: 

1) musiał być szlachcicem. Źródła tego co do Krakowa wyra- 
źnie nie stwierdzają, nie może to jednak ulegać żadnej wątpliwości, 
iż w sądach par excellence szlacheckich, jakimi były właśnie sądy 
ziemskie, nie mógł zasiadać nieszlachcic. Oczywiście też niema prze- 
ciwnego przypadku; 



generalif qai tanc iadicatam post liberam resignaoionem domini Johannis Kokosa de 
CoBchczicze iadicatam accepit. Terr. prósz. VIII. p. 272. i H. II. p. 695. Toż terr. 
lei. IV. p. 203. 

M Bandtkie, str. 352. 

») H. II. p. 162. 

») H. II. p. 195. 

*) Bobrzański, p. 5S — 61. 

*) H. II. p. 958. 



SĄDY ZIEMSKIK I ailODZKIE W WIKKAGH ŚREDNICH 323 

2) przypuszczać należy, iż musiał być osiadły w tej ziemi, w któ- 
rej sądził. Wynika to, sądzę, z ogólnych żądań szlachty co do dostoj- 
ników ziemskich, zamienionych w przepis prawny, począwszy od końca 
XIV wieku. Statut piotrkowski z r. 1496 wyraźnie to przyjmuje jako 
istniejącą zasadę, ale idzie o tyle dalej, iż nietylko wyraźnie domaga się, 
by sędzia w ziemi, gdzie sądzi, był osiadły, ale nadto, by w niej prze- 
bywał, pod grozą utraty urzędu *). Wszyscy też sędziowie i podsęd- 
kowie rzeczywiście posiadają dobra, w województwie krakowskiem 
położone. 

3) przywilej czerwiński stanowi, że sędzia nie może zostać sta- 
rostą tej ziemi , której jest sędzią ^). Rzeczywiście ani razu to się 
nie zdarza. 

4) Statut nowokorczyński z r. 1465 stanowi, iż s(^dzia „ruszony^ 
tj. pozwany o niesłuszny wyrok czy zarządzenie, tylko tej sprawy nie 
może dalej prowadzić; co do innych spraw jednak nie jest niezdolny. 
Widocznie wyrobiJ się i co do sędziów ten zwyczaj, który spotykamy 
odnośnie do komorników, iż pozwany o niesłuszne zarządzenie nie 
mógł sprawy dalej prowadzić. Praktycznego w\padku nie znamy ani 
jednego. Statut z r. 1465 zniósł to nadużycie^). 

Innych warunków nie znamy, i sądzić wypada, nie było. Wpraw- 
dzie sędzia i podsędek mają dużą władzę , wprawdzie zwą ich nietylko 
nobiles i strenui, jak z reguły szlachtę, ale nawet magnifici, przecież 
nie jestto urząd zbyt wybitny. Jeden tylko znamy wypadek, iż sę- 
dzia opuszcza swój urząd i zostaje łowczym *). Z reguły — uderza to 
bardzo — żaden z tak licznych sędziów nie poszedł wyżej, nie został 
nigdy nawet podkomorzym, że już nie mówimy o wyższych godno- 
ściach kasztelana lub wojewody. Jeśli śledzimy poprzednią karyerę 
sędziów i podsędków, to widzimy, iż poprzednio zajmują oni najwyżej 
stanowiska burgrabiów ^), podstarościch ^), wielkorządców krakowskich^) 
lub komorników s). Po razu zostają sędziami dawny podżupnik bo- 
cheński % podkomorzy królowej i wpierw kuchmistrz dworski i^). 



>) Bundtkie. p. 352. 
•) Ib. p. 222. 
') Ib. p. 308. 

*) Jan Key. sędzia 1436—1140, łowcay 1440—1466. Federowica, index. 
^) Jan Kokosz, Zygmunt z Bobowy, ib. 
") Jan Rokosz, Piotr de CzcikoWcze. ib. 
^) Bartosz Obalec z Gor, Jakusz de Botarzin. ib. 
^) Jan de Pyelgr/iinovice, Jan Świder, ib. 
*) Piotr de Ozcikovicze. ib. 
'*^) Jukusz de Boturzin. ib. 

21* 



324 STANISŁAW KUTRZEBA 

wreszcie stolnik ^). Łączą też, zasiadając już w sądzie, z tą godnością 
jedną z powyżej wymienionych, zwłaszcza dość często burgrabiow* 
ską *). Jeden poprzednio był starostą sądeckim ^), dwóch połączyło 
z sędziostwem godność starostów, jeden Zatorskiego^), drugi sieradz- 
kiego^). Są to jedyne wyjątki, które też trochę zastanawiając). Zau- 
ważyć należy, iż obsada starostw zależała od króla, który wolał nie- 
raz widzieć na tych stanowiskach, tak ważnych dla niego, raczej lu- 
dzi mniej wybitnych, niż c^onków znanych i potężnych rodzin szla- 
checkich. Nie jest więc z reguły sędziostwo, ani podsędstwo, wybitną 
godnością ziemską. 

Podsędek dość często zostaje sędzią , lecz i to nie stanowi reguły. 

W razie opróżnienia tego urzędu zwykle spotyka się w aktach 
pewna luka; widocznie wstrzymywano roczki aż do czasu obsadzenia 
nowego sędziego. Dwa razy spotykamy się z innem postępowaniem. 
W latach 1404 — 1405 i powtórnie w r. 1413 na czas wakansu sę- 
dziostwa przyjmuje na siebie ten ciężar kasztelan krakowski (a ró- 
wnocześnie i starosta) Jan Tęczyński^); występuje on przez ten czas 
jako locum tenens iudicis terre Cracoyiensis generalis ^). Później z ta- 
kim wypadkiem już się nie spotykamy. 

Czego domagało się społeczeństwo od dobrego sędziego, obja- 
śniają nas dwie zapiski, które sławią przymioty sędziów. Sędzia po- 
winien znać prawo, wymierzać każdemu sprawiedliwość, kierować się 
dobrem powszechnem i względem na obronę rzeczypospolitej , być 
opiekunem sierot, obrońcą wdów, pomocą dla biednych^). Czy takimi 
sędziami byli ci , którzy w Krakowie zasiadali , nie możemy odpowie- 
dzieć. Przecież skarg na nich nie słychać. 

b). Komornicy. 

Komornicy są, jak to mówiliśmy, zastępcami sędziów i podsęd- 
ków, i to nie ogólnie tylko, tj. wogóle jako zastępcy tych urzędników 



^) Dobko de KosseiioM (w. Xiy). ib. 

*) Jan Bokosł, Jan Bohan, Jakoss de Botnrsin. ib. 

*) Zaklika de Coriekwa. (pociotek Xy v/. ) ib. 

*) Jan RokoBi. ib. 

*) Drogomir de Chrobera. (w. XIV), ib. 

*) Wszystkie te tny wypadki przypadają na koniec Xiy i początek XV sta- 
lecia. Potem się to nie zdarza. 

') Dominas CracoWensis sascepit in se onns et locnm indicis Cracoriensij . 
H. II. p. 160 i 162. honns indicatns in se assompsit. ib. p. 192. 

') R. Kat. U. nr. 299. Nakielski. Miechoria p. 374. 

•) Fedorowicz, p. 58 aw. 1, H. II. p. 162. 



SĄDY ZIBMHKIE 1 GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 325 

ftle jako osobiście oznaczonych. Więc komornik nie jest tylko: camerarius 
domini iudicis lub subiudicis, ale wprost: camerarius dni N. N. iudi* 
cis (lub subiudicis) terre Cracoyiensis generalis. Już więc ten tytuł 
sam wskazuje wysoki stopień zależności od sędziego i podsędka. On 
nie jest tylko komornikiem, który taki tytuł nosi, ale wprost komor- 
nikiem pewnej osoby. 

Widzimy też, iż w innych okolicznościach objawia się ta zale- 
żność w sposób bardzo dobitny. Sędzia, względnie podsędek wydaje 
wprost rozkazy, jak postępować należy, jak załatwić pewną sprawę, 
czy darować karę, w razie niepewności przepisów prawnych komor- 
nicy odraczają stronom termin, by ich się zapytać o zdanie. Qdy 
ssasiada sędzia lub podsędek, komornicy ich nie ważą się sami dzia- 
łać, lecz jedynie za ich zezwoleniem. Nieraz sędziowie wyrażają się 
o nich: noster camerarius, a znów komornicy nazywają ich swoimi 
panami: domini. Lecz to zauważyć musimy, iż są oni zależni tylko od 
swoich panów, a więc komornik sędziego tylko od sędziego, komornik 
podsędka tylko od podsędka, gdy przeciwnie sędzia nie może dawać 
rozkazów komornikowi podsędka, ani podsędek komornikowi sędziego. 
Występują oni jako ich zastępcy osobiści, tylko od nich zależni, nie 
zaś jako urzędnicy, podporządkowani urzędnikom wyższym. 

Najdobitniej występuje ta zależność w wypadkach t. zw. „motio'' 
czyli ruszenia, w razie, jeśli komornik zostanie pozwany, że pewne 
jego zarządzenie jest niesłuszne. Pozwany mógł być każdy z osobna, 
lub też obaj razem. Zdaje się. iż rozstrzygającą okolicznością było 
to, kto ogłaszał odnośne zarządzenie czy wyrok. Otóż już od początku 
XV wieku wyrobione są pod tym względem zupełnie stałe normy po- 
stępowania ^). Komornicy odpowiadają wobec swoich mocodawców- 



*) Szereg zapisków, objaśniających raocyę, podamy w excerptach z ksiąg. Ta 
tylko kilka ciekawszych dla scharakteryzowania: r. 1U8: A. citavit ... camerarinm 
[iadicis] ad presenciam dni iadicis Crac. in colloqainm generale, terr. czchov. U. 
p. 237; r. 1429: camerarius dni snbiudlcis [contra] dnam IC . . . pro hiis, pro ąnibns ipsam 
residentem in indicio ad presenciam dni regis citarerat . . , per sentenciam dni snb- 
subindicis instificatas remansit ... ez eo qaod dictns camerarins enndem terminnm 
coram dno sabindice domino sno sascepit. terr. Crac. IX. p. 132*, r. 1429. St. . . de 
omnibus terminis, pro ąnibns ad coUoąninm ad presenciam dnomm et dni sab iudicis . . 
camerarinm dni subindicis . . citaverat . . terr. Crac. IX. p. 152; r. 1450: J . . actor 
eontnmax contra camerarinm dni snbindicis pro eo, qaod camerarinm in indicio presi- 
deniem pro indebita sentencia ad presenciam dni subindicis citaverat^ . Idemqne . . ca- 
merarins condemnayit ipsnm J. coram ipso domino sno . . subiudice . . terr. Crac. 
XIII. p. 389; r. 1451 : snbiudez . . ezpurgarit . . camerarinm snnm terrestrem . . terr. 
Crac. XIII. p. 427; r. 1445: ci ta vi t . . camerarios protnnc in iudicio presidentes ad 
coUoąninm generale prox. Cracovie ad presenciam dnomm in eodem colloąnio presi- 



326 STANISŁAW KUTRZRBA 

Wprawdzie nieraz się zdarza, iż strona powoływa komornika nie przed 
sędziego lub podsędka, lecz na wiec. W tych wypadkach z reguły 
mimo tego wprost komornik daje termin stronie przed swego przeło- 
żonego, raz usprawiedliwiając się tem, że nie chce tak długo zostawać 
nieoczyszczonym z zarzutów. A choć zostanie wyznaczony termin na 
wiec, to nie wiec rozstrzyga sprawę, tylko sędzia lub podsędek na 
wiecu. 

Każdego komornika sądzi jego tylko zwierzchnik, a więc ko- 
mornika sędziego sędzia , komornika podsędka podsędek ^). Zwykle 
nawet tak to ściśle jest przestrzegane, że w razie pozwania obu, każdy 
z osobna się oczyszcza, i osobne o tem wciąga się do ksiąg zapiski] 

Jeśli już z poprzedniego widzieliśmy, jak daleko sięga zależność 
komorników i jak bardzo jest ona osobistą, to tem bardziej wystę- 
puje to w tej kwestyi mocyi, którą tylko dla scharakteryzowania tego 
stosunku tu w krótkości zaznaczyć musieliśmy. Więc występuje on 
w tym nawet wypadku nie jako urzędnik, który wykonywa przeka- 
zany sobie zakres spraw, bo musiałby odpowiadać wyłącznie wobec 
roczków (tj. sędziego i podsędka wraz z assessorami), wiecu lub króla. 
Oni usprawiedliwiają się tymczasem ze swoich czynów wobec swego 
bezpośredniego przełożonego, sędziego lub podsędka, i tylko wobec 
niego. Wyjaśnić się to może tylko, jeśli się zrozumie, iż komornicy 
są czysto prywatnymi zastępcami sędziów, działającymi w ich imie- 
niu, z ich zlecenia, na mocy ich władzy. On tyle miał praw, ile mu 
ich dai sędzia i podsędek. A byli oni ich generalnymi zastępcami 
Stąd też jestto kwestyą obojętną, czy np. w sądzie zasiada sam sę- 
dzia, czy tylko jego alter ego, komornik. Przyjęci jednak do hierar- 
chii sądowej, wyrabiają oni sobie pewne stanowisko urzędowe, co się 
pojęciom średniowiecznym nie sprzeciwia, że biorą np. pewne kary 
i t. d. 

Kto mianował komornika, źródła nie mówią jasno. Wyra- 
żają się co najwyżej ogólnie, że komornik, który rozpoczął urzędo- 



denciam . . Ipsi . . . camerarii nolentes in eadem caasa tam di a iacere , citaverunt 
ipfiam dnam M. ad presenciam magn. saoram dnomm . . . indicis . . et . . . Babiudlcis 
terre Grac. gen. etc. terr. Proaz. t. YI. p. 271; r. 1470: Dni iadex et sabiadez . . P. 
de y. et S. de P. camerarios districtas yojnjcziensis . . [iostificayerant]. terr. Crac. 
XVin. p. 5H. etc. Zapiska n H. II. nr. 36iK) pozornie tylko świadczy przeciw nam, 
gdyi została źle odczytaną (iadex zamiast snbiudes). 

*) P. poprzednią zapisek. Por. terr. czchoy. II. p. 172 : camerarins dni subin- 
dicis citatns est . . Tandem camerarios dizit: ego nolo respondere coram camerario 
dni indicis. (r. 1416). 



SĄDY ZIRMSKIE I ORODZKIB W WIKKACH ŚRRDNIGH 327 

wanie, wszedł ^in cameram iudicis^ ^) . Raz tylko się zdarza, iż za- 
znaczono, że sędzia na raz jeden wyznacza komornikowi zastęp- 
cę*). Nie ulega jednak wątpliwości wobec tego, co powyżej po- 
wiedzieliśmy o stanowiska komorników, a zwłaszcza o mocyi, iż ko- 
mornicy są zastępcami sędziów i podsędków z ich woli, przez nich 
też bez niczyjej ingerencyi zupełnie dowolnie na dowolny czas usta- 
nawianymi. Dość zresztą na to analogii w urządzeniach sądowych pol- 
skich, tak w Mało- jak i Wielkopolsce, gdzie system wyręczenia się 
zastępcami dowolnie obranymi stanowi jedną z głównych zasad na- 
szego prawa. 

Jakie warunki musiał mieć komornik, nie wiemy. Sądzić wy- 
pada, iż musiał być szlachcicem, później pewnie i osiadłym, zwłaszcza 
wobec tego, iż mógł być bezpośrednio odpowiedzialny za wyrządzone 
szkody. Jedynie zresztą ten warunek musiał zachodzić, by mógł 
wyrokować, źel}y nie był ruszony. Aż do oczyszczenia był niezdolny 
do sądzenia. Spotykamy takie wypadki w końcu roku 1462 i początku 
roku 1463 '*), kiedy kilka razy roczki nie odbyły się dlatego, że ko- 
mornik został ruszony, a potem nic został jeszcze oczyszczony. Przedtem 
takie wypadki się nie zdarzają, tak, iż sądzić możemy napewno, że jestto 
nadużycie, które dopiero mniej Aviccej wtedy się pojawia, i uznane zo- 
staje za prawne. Na dowód można przytoczyć, że nagany komorników 
są bardzo częste . a przecież mimoto dalej urzędowali i nie przerywali 
roków. Uznanie, źe ruszenie komornika czyni go niezdolnym do wy- 
konywania jurysdykcyi, musiałoby było wprost uniemożliwić odpra- 
wianie przez nich roczków. Ustawodawstwo opamiętało się wkrótce, 
i zapobiegło złemu. Stanowi ono, że w razie nagany tylko sprawy, 
która została naganiona, nie może dalej prowadzić sędzia, inne ma za- 
łatwiać mimoto, jak zwykle *j. Ogólna stylizacya tego ustępu, który 



^) Nob. Petrassias de Zagforze ex parte dni Paali de Bogumilowicze iudicio 
^neralia CracoYiensis [intrans] cameram iadicii terreatris incepit presidere m Czchów. 
Terr. czchov. U. p. 146; Felka Schpargalth de Wyeznowa tanc temporiR intrayit ca- 
meram dni Paali iudiois g^eneralis Cracoriensis. Terr. czchov. II. p. ;i64. 

') Ex mandato . . . subiudicis in iudicio pro camerario subiadicis pre^idebat. 
H. II. nr. 3283. 

*) H. U. nr. 3689, 3690, p. 675 ; propter hoc terminos non iudicarerant, qaod 
camerarins dni subiadicis citatas est in terminie. Terr. Crac. Xyi. p. 79; termini sede- 
nint sed non erant ad finem continaati propter citacionem camerarii prias lactam. 
Terr. Crac. XVII. p. 30. 

*) Statat korczyński, powyiej jaż powołany. Bandtkie. p. 308. I^cz przecie 
w roka 147-4 czytamj: Andreas de Radoschownjcza protei^tatuB est coram iare qaia 
fait paratas eliberare Petmm de Pą^w fideiassorem saum, si iudicium non faiaset 
motam. Terr. lei. IV. p. 312. 



328 STANISŁAW KUTRZEBA 

mówi tylko ogólnie o „iadex^, miała bez wątpienia na myśli włańnie 
komorników. Mocyi sędziów prawie nie znać, odnośnie do komorników 
są one nadzwyczaj liczne. Może właśnie wypadki z lat 1462 — 3 przy- 
spieszyły naprawę złego. 

Urząd komorników nie należy wcale do zaszczytnych. Nie wchodzi 
on zresztą wcale do hierarchii ziemskiej, bo są oni, ściśle biorąc, urzę- 
dnikami prywatnymi. Nie zajmują też nigdy wybitniejszych stano- 
wisk, najczęściej w przeważające licznej ilości wypadków zaczynają 
i kończą swoją kąryerę na komomictwie. Dwóch z nich spotykamy 
poprzednio wśród ^uźby królewskiej, jako łożnych ^), jeden występuje 
poprzednio jako pisarz sędziego ^). Naprzód w godnościach się nie po- 
suwali prawie. Jeden idzie na najwyższego łożnego królewskiego ^), 
kilku dochodzi do podsędkostwa ziemskiego ^), sędziostwa grodzkiego ^ 
lub podstarostwa ^). Ale na tem już kończą swoją karyerę. Wcale 
częste skargi o obrazę komorników świadczą również, że nie mieli 
zbyt poważanego stanowiska. 

c). Assessorowie. 

Na r3czkach obok sędziego i podsędka, względnie komorników, 
zasiadają assessorowie. Jestto jedną z właściwości prawa polskiego ten 
udział, który bierze S|)ołeczeństwo, względnie dygnitarze w wymiarze 
sprawiedliwości. Spotykamy go we wszystkich sądach, zarówno na 
wiecach i sądach królewskich, jak na sądach podkomorskich, lub utwo- 
rzonych na wzór sądów polskich, sądach żydowskich. Nawet sądy 
grodzkie, tak ściśle poddane staroście, mają swoich assessorów. R(5- 
żnicę główną stanowi stopień społeczny, który zajmują ci assessoro- 
wie. Na sądach roczkowych zasiada zawsze szlachta. Wynika to z na- 
tury rzeczy. Niekiedy zdarza się, że assessorami są nawet dygnitarze, 
a skład ich prawie taki, jak na wiecu. Z reguły jednak są to oso- 
bniki niezbyt wybitne, szlachta na wsi osiadła, nie piastująca żadnych 
urzędów. Liczba ich prawie stała, rzadkie tylko wyjątki. Jest ich z re- 
guły sześciu. Przypuszczać musimy, iż dobierają ich sobie sami sę- 
dziowie. Nazwiska te same powtarzają się bardzo często, lecz nie jest 
to regułą. 



^) Zbigniew Łapka de Łapanów i Mikołaj Stadnicki. Federowicz, index. 

^ Klonowski ib. 

») Stadnicki ib. 

*) Jan de Pyelgrzimovic2e, Svider. ib. Sędzia ^den ani razu nie zosta}. 

^) »Svider, Jan de Laczianovicze. ib. 

«) Svider. ib. 



SĄDV ZIEMSKIE I ORODZKIB W WIEKACH ŚREDNICH 329 

Jak mamy wyobrazić sobie stosunek trybunału do assessorów? 
Kwestya nie występuje zupełnie jasno. Dekreta sądowe wychodzą 
w imieniu sędziego i podsędka, lecz zawsze jest zaznaczoną obok nich 
(lub komorników) obecność assessorów: coram nobis (względnie coram 
certis nostris camerariis) et assessoribus nostris. Wymienieni są oni 
imiennie na końcu dokumentu, jako: presentes. lub testes. Jeśli prze- 
glądniemy księgi, to widzimy, iż ci assessorowie w biegu spraw nie 
biorą prawie udziału. Procesem kiórują sędziowie. Oni wydają zarzą- 
dzenia sądowe, do nich zwracają się strony w swoich przemowach, oni 
ogłaszają wyrok. Jakież więc stanowisko assessorów? Niezawsze je- 
dnakie. Wiele znaczy tu osoba assessora. Wpływ oni mieli, jeśli pia- 
stowali wysokie godności ziemskie. Wtedy sędzia pytał ich o zdanie 
i szedł za niem. Ale przy zwykłych assessorach on dość swobodnie 
się rozporządza. Ich rola w procesie ogranicza się. zdaje się, tylko do 
tego, iż w kwestyach ważniejszych, gdy trzeba rozstrzygnąć kwestyę 
sporną, a przedewszystkiem wydać wyrok, zasięgają sędziowie ich rady, 
by wymyślili wyrok. Mogą przyjąć wtedy propozycyę wyroku i ogłosić 
go. Znamy dość ciekawy przebieg jednego posiedzenia. W sądzie sie- 
dzieli: podsędek, jako przewodniczący, i dwaj komornicy. Komornik 
sędziego za radą podsędka i zgodą całego sądu zleca komornikowi 
podsędka. by sprawę osądził. Strona pozwała o niesłuszny wyrok 
wprost komornika sędziego, lecz sędzia go uwolnił, a to przytaczając 
za powód, iż on zastosował się w tym wypadku do listu, który wydał 
wiec, i że działał za radą podsędka i całe<:^o sądu ^). 

Zachodzi kwestya, w jaki sposób załatwiano sprawę w takim 
razie, jeśli między sędziami, lub assessorami nie było zgody, jeśli różne 
pojawiły się zdania. Kto wtedy przeważał, czy egzystowało formalne glo- 
sowanie? Napewno nie. Głosowanie, liczenie wotów, to rzeczy zupełnie 
prawie obce wogóle ustrojowi średniowiecznemu, a specyalnie w sto- 
sunkach polskich. Takie wątpliwości nie zachodziły znów tak często, 
jakby można przypuszczać, znając słabo wykształcony wówczas jeszcze 
zmysł interpretacyi ustaw, które do tego były często wadliwie stylizo- 
wane, a nieraz znane w jeszcze wadliwszych tekstach. Przedewszystkiem 
więcej, niż połowa spraw, które przychodziły wówczas przed sąd, były 
to sprawy niesporne, w których oczywiście takich wątpliwości praw- 
nych nie mogło być wcale. W sprawach spornych zaś proces polski 
odznaczał się formalistyką, dochodzącą bardzo daleko. Formalistyka 



\. Pi. II. nr. 3283. Por. terr. lei. V. p. 106: ipsi camerarii niandayerunt de- 
cemere notario et notarias pronanciavit decretam [ex interrogacione] et ipse . . . affec- 
iabat, ut dominoB dicerent, qai hoc decretnm decrcYerant. 



330 STANIStAW KUTRZEBA 

zaś ułatwia niesłychanie rozstrzygnięcie kwestyj spornych, gdyż czyni 
je zawisłem nie od meritum rzeczy, ale od okoliczności zewnętrznych, 
łatwo dających się skonstatować. Oczywiście nie wyklucza to wy- 
padków, iż zachodziły kwestye sporne także i odnośnie do zrozumienia 
i skutków formalności. Wreszcie to prawo ówczesne, zastosowane do 
rolniczych stosunków, nie było zbyt rozwinięte, zbyt zawikłane. Sprawy, 
które przed sąd przychodziły, były z reguły bardzo do siebie po- 
dobne. Na to wystarczała znajomość prawa sędziego i podsędka, wzglę- 
dnie tych osób, które w sądzie zasiadały. Ówczesne społeczeństwo da- 
leko więcej interesuj .i się prawem, niż dzisiejsze, a może go łatwiej 
znać, bo ono prostsze, nie tak rozległe, jak dziś; nie czytano wpraw- 
dzie tekstów, nie studyowano prawa, lecz znano je ze zwyczaju i z są- 
dów, z którymi każdy szlachcic miał wciąż do czynienia. Assessoro- 
wie zaś zwykle wybierani byli z pośród tych samych osób, ciągle te 
same wśród nich powtarzają się nazwiska. Mieli oni więc większy 
zasób wiadomości prawniczych, mniej odbiegali od zasobu wiedzy sę- 
dziów, również nie będących zawodowymi urzędnikami, niż to jest 
dziś, w odmiennych stosunkach prawnych. To wszystko sprawiało, iź 
kwestye sporne nie tak często się wyłaniały. Za to, jeśli powstały? 
trudność była duża. Zwracano uwagę nie na ilość głosów, nie było 
wotowania, lecz w razie, jeśli zasiadał jakiś wyższy dostojnik, on roz- 
strzygał. Kiedy tylko szlachta zasiadała w miejsce assessorów, lub 
kiedy między sędziami zachodziła sprzeczność z powodu wątpliwości? 
innego chwytano się środka, na którego doniosłość nie zwrócono dotąd 
uwagi. A w tych stosunkach był to jedyny sposób zaradzenia złemu. 
Środkiem tym jest interrogacio. Zwracano się z prośbą o rozjaśnienie 
kwestyi wątpliwej do innego sądu, mianowicie do sądu królewskiego, 
lub wiecowego. Król i wiec posiadały nie tylko wyższą powagę, ale 
także i władzę prawodawczą. Mogły więc interpretować przepisy 
w sposób autentyczny, jeśli wolno użyć tego wyrażenia. Odpowiedź 
taka bezwzględnie wiązała sąd, musiał się do niej zastosować. Stąd to 
spotykamy w źródłach tak często, iż termin zostaje odroczony, po- 
nieważ sprawę wzięto „ad interrogandum". Na pozór zdawaćby się 
mogło, że sąd zastosowywał interrogacyę tylko z tego powodu, że 
sprawa była niejasna. Przecie i tak miał zawsze prawo, a nawet obo- 
wiązek załatwić ją, a strona mogła w drodze mocyi bronić się przeciw 
temu. Na sądach wiecowych, do których się odwoływano, zasiadali 
przecież również sędzia i podsędek, którzy stanowili właściwy cz3rnBik 
prawniczy wiecu, i znali przepisy może lepiej, niż dostojnicy. W ta- 
kich warunkach odwołanie się o poradę do wiecu nie miałoby racyi 
bytu. Tylko to może nam ją wytłomaczyć, iź starano się w ten sposób 



SĄDY ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIRKACH ŚREDNICH 331 

zaradzić na wypadek niezgodności zdania wśród tych. którzy aąd 
składali, że więc z tego powodu tak często musiano sh^ do interro- 
gacyi uciekać. 

Więcej kłopotu było, jeśli zasiadali w sądzie komornicy, bo oni 
mniejszą znacznie od sędziów mieli powagę, tem bardziej więc bali 
się samodzielnie załatwiać sprawy, i więcej liczyć się musieli z asses- 
sorami w razie niezgodności zdania. Jak sędzia miał pierwszeństwo 
przed podsędkiem, tak znów podsędek przed komornikami, jeśli z nimi 
zasiadał. Raczej on sam rozstrzygał sprawy. Tam, gdzie byli obaj sę- 
dziowie obok komorników, więc w zachodnich powiatach, często sę- 
dziowie załatwiali ważniejsze sprawy, a resztę, zwłaszcza niesporne, 
powierzali komornikom. Za to w tych powiatach, w których jest są- 
downictwo komorników, t. j. w czchowskim i bieckim, dochodzi za- 
stosowanie interrogacyi do wielkiego rozwoju. Odraczania terminów są 
ciągłe, bez przerwy, aż do czasu, gdy dostaną odpowiedź na zapytanie. 
Tylko, że oni, jako prywatni urzędnicy sędziego i podsędka, nie do 
wiecu, ale do nich zwracali się z każdą prośbą o radę. To był jeden 
z tych powodów, który obniżał znaczenie jurysdykcyi komorników, 
ten mały stopień samodzielności w zdaniu i brak przewagi wobec 
innego zapatrywania assessorów. 

d). Pisarze, 

Kancelaryę sądową stanowią notaryusze, czyli pisarze. Jest ich 
cały szereg w sądach ziemskich województwa. Tak widzimy ich w Kra- 
kowie trzech ^); są to: 

1) Pisarz generalny ziemi krakowskiej (notarius generalis terre 
Cracoviensis. 

2) Zastępca tegoż pisarza (yicenotarius notarii). 

3) Pisarz sędziego (notarius iudicis, camere iudicialis, iudiciorum 
terrestrium). 

Nadto spotykamy notaryuszów osobnych 2): 

1) w Lelowie, 

2) w Bieczu i 

3) w Czchowie. 

W dwóch ostatnich miejscowościach sprawowali tę funkcyę pewnie 
ci sami notaryusze. 

Stanowisko tych pisarzy jest bardzo różne. Tylko krakowscy 



*) P. FederowicJŁ, p. 73—77. 
«) Ibid. 



332 8TAMIBŁAW KUTRZEBA 

trzej są nieco lepiej znani. Choć bowiem od nich głównie pochodzi ta 
cała spuścizna po naszych sądach, przecież nikną oni prawie poza 
aktami, żyją w aktach tylko, tak że raczej po tych śladach, po piśmie, 
możnaby o nich nieco więcej się dowiedzieć. Nie odrazu widzimy ich 
wszystkich trzech. Wicenotaryusz występuje dość późno, bo po raz 
pierwszy dopiero w roku 1417, notaryusz sędziego nieco wcześniej, 
od roku 1404. Bez wątpienia poprzednio wszystkie czynności kance- 
laryjne prowadził sam notaryusz, później dopiero przybyli ci dwaj do 
pomocy. 

Notaryusz nosi tytuł szumny: notarius gcneralis terre Cracoyiensis. 
Jego władza rozciąga się na obszar całego województwa. Kiedy sędzia 
i podsędek zjawiają się w odleglejszych powiatach, n. p. w Czchowie, 
zjeżdża z nimi także i notaryusz jako trzeci. On z nimi zasiada na 
wiecach, jeśli kiedy w księgach notują, iż prowadzone były za czasów 
tego a tego sędziego i podsędka, notują nieraz obok i jego nazwisko 
(tempore... iudicis... subiudicis et... notarii). Jestto więc wydatna 
figura sądowa. Przecież dwóch tylko wyżej wyszło, jeden do wice- 
kanclerzostwa ^) drugi do kasztelanii ^). Są oni bez wątpienia mianowani 
tak, jak sędzia i podsędek, t. j. przez króla, może na przedstawienie 
ze strony ziemian ^). Odpowiadają za przekroczenia wobec wieców, po- 
dobnie jak sędzia i podsędek*). 

Drugi z pisarzy bardzo często wyraźnie nazywa się: yicenota- 
rius... notarii generalis. Jest on więc jego zastępcą. Przypuszczać mo- 
żemy na podstawie tej nomenklatury, jak i z układu ówczesnych sto- 
sunków, iż jest on również mianowany przez notaryusza, że jest jego 
zastępcą, podobnie jak komornicy ziemscy. Dopiero wtedy się po- 
jawia, kiedy organizacya sądu w pełni już była rozwinięta. Nieco tą 
sprawą zajęły się dopiero przywileje: krakowski i jedlneński. Stanowią 
one, iż z reguły mają notaryusze sami brać udział w sądach i wy- 
ręczać się przez zastępców (subscriba) tylko w razie niemożności. By 
zaś tę kwesty ę uregulować lepiej, niż dotąd, przepisują przywileje, że 
notaryusz ma zastępcę, odpowiednio uzdolnionego, przedstawić panom, 
którzy zasiadają na sądach, a więc wiecowi, do potwierdzenia ^). Może 
z tego powodu odpowiada on w razie mocyi nie przed notaryuszem, 



') Ciosek Stanisław p. Fedorowicz, itidex. 
') Wrocimowski, p. ib. index. 

'j Przepis statutów nie^zawskich o mianowania pisarza przes króla z czterech 
przedstawionych tyczy się tylko Wielkopolski. Bobrzyński, p. 59. 
*) H. U. nr. 1058, 2738. 
') Cod. epist. s. XV. nr. 177. 



SĄDY ZIEMSKIE 1 GRODZKIE W WIEKACH ŚAEDNIOH 333 

ale wprost wobec wieca ^). Jak przeprowadzono te przepisy w Kra- 
kowie, nie wiemy. 

Trzeci — to pisarz sędziego. Znów więc tu podobnie, jak przy 
komornikach. Wyraźnie nazwany raz notarius camere. Z tego, jak 
i z okoliczności, że odpowiada w razie skarg na niego nie wobec 
wiecu, lecz tylko wprost wobec sędziego '), twierdzić możemy, że on 
zostaje mianowany przez niego, od niego jest zawisły. 

O notaryuszach lelowskich i czchowsko-bieckich nic nie umiemy 
powiedzieć. Raz odpowiada jeden wobec wiecu. Musieli być podpo* 
rządkowani notaryuszowi głównemu, najprędzej więc mieli stanowisko 
takie, jak wicenotaryusz krakowski. 

Pisarze zależni są od sędziów, i muszą wykonywać ich zlecenia ^). 
Jak oni dzielili się w sądzie robotą, również nie łatwo odpowiedzieć. Zdaje 
się, iż notaryusz generalny później nie załatwia bezpośrednio żadnych 
czynności, jeśli nie wyjątkowo tylko. Z reguły rzecz najważniejsza, pro- 
wadzenie ksiąg, należy, jak to na dość licznych wyraźnych przykładach 
da się stwierdzić ^), do notaryusza sędziego. On je prowadzi, on je na rozkaz 
produkuje wobec sądu. W razie jego nieobecności kilka razy widzimy, 
iż zastępuje go wicenotaryusz. Raz wyraźnie mamy stwierdzonem, iż 
dokument sądowy wystawiał wicenotaryusz 5). On też dawał roty *). 
Może więc w ten sposób należy sobie przedstawić stosunek tych trzech 
pisarzy: notaryusz generalny, który „sedet in iudicio"" ^, kieruje czyn- 
nościami kancelaryi, wydaje rozkazy, kontroluje, wyjątkowo sam za- 
łatwia jakie sprawy. Księgi prowadzi pisarz sędziego, podpisek zaś 
wygotowywa dokumenty, które sąd wydaje ®). Oczywiście to tylko do- 
mniemanie, które sprawdzić i rozjaśnić może badanie pisma ksiąg 



») H. n. nr. 2738. 

*) H. II. nr. 2729. por. nr. 1897. 

*) Penam dno camerario . . . pro eo qood... dizit: Tui lunt notarii et ta man- 
daati tibi soribere, qaid Tolnisti. Terr. prosi. III. p. 292. 

*) H. II. nr. 1897 ; i rokn 1417 : hic Bernardai rieenotarioB . . . scripsit in absenoia 
mei Michaelifl notarii [iadicis]. Terr. Grac. VI. p. 324; p. takie ib. p. 333 i roka 
1'422: Hic Bernardas notarius scripsit in absencia Michaelis notarii [iudicis]. Terr. 
prosa. III. p. 136; z roku 1443: notario dni iudiois protunc absente per me (t. j. 
podpiska) oportebat... scribi. 

*) H. n. nr. 2738. 

*) Yicenotarios recognorit, quia... rotam dedit... terr. Crac. VIL p. 388. 

') H. II. nr. 803. 

") U. II. nr. 808 ; % roku 1424 : ricenotarius recoc^noyit . . . quia . . . rotam dedit . . 
terr. Crac. VII. p. 388; s roku 1427: Ticenotariam . . . pro citatorio et sigillo... iore 
eirasit Terr. Crac. Vni. p. 290. 



334 8TANISł.AW KUTRZEBA 

i aktów, w Biecza zaś, Czchowie i Lelowie oależy załatwianie wszyst- 
kich czynności do jedynych pisarzy, którzy przy nich są ustanowieni. 

Podstawą znajomości zwłaszcza sądowych stosunków naszej 
przeszłości są księgi sądowe. Dochowały się one do naszych czasów od 
końca XIV stulecia, nie zawsze w porządnym stanie, zwłaszcza naj- 
dawniejsze. Nie zajmujemy się tu specyalnie księgami, musimy prze- 
cież poświęcić im słów kilka. 

Początkowo niezbyt o nie dbano. Kto wie, czy nie stanowiły 
pierwotnie prywatnej własności notaryuszy. Zwłaszcza o przechowanie 
niezbyt się troszczono, jak pokazuje stan ich obecny. Dopiero statut 
warcki z roku 1423 zawiera przepis, iż księga — ale tylko ta, która 
zawierała roki wiecowe - — ma być przechowana w skrzyni, zamkniętej 
na trzy klucze, z których po jednym mają mieć sędzia, podsędek i no- 
taryusz ^). Statut nieszawski małopolski przypomina to, ale już ogólnie 
co do ksiąg ziemskich, nie tylko wiecowych *). Czy przepis był ściśle 
wykonany? Z tego czasu już posiadamy księgi bardzo porządne. Tylko 
o Czchowie wiemy, że były one złożone w skrzynce zamkniętej. Klucz 
był w rękach komornika. Czy tylko jeden istniał, czy w myśl sta- 
tutów trzy, nie wiemy'*). 

Z okresu, który nas tu obchodzi, dochowała się do nas ilość 
ksiąg bardzo znaczna, bo przeszło sto, jeśli wliczymy i grodzkie. Z wy- 
jątkiem najdawniejszych, i to nie wszystkich, zachowały się ogólnie 
biorąc wcale dobrze, a na pewno w znacznie większej ilości, niż któ- 
regokolwiek innego województwa. 

Sposób ich prowadzenia zmieniał się, zwłaszcza w początkach, 
na co wpływała także i organizacya powiatów. Najdawniejsze urywki 
ksiąg krakowskich pochodzą z roku 1374 ^). Pozostawiamy na razie 
na boku księgi powiatów czchowskiego i bieckiego. W czterech po- 
wiatach zachodnich początkowo walczą ze sobą dwa systemy^: 

1) albo prowadzą się księgi tylko dla pewnych powiatów z oso- 
bna, jak zaraz z początku osobno dla Proszowic od roku 1381, osobno 
dla powiatu ksiąsko-włodzisławskiego. względnie ksiąsko-żarnowieckiego, 
od roku 1376, albo 

2) prowadzą je razem dla wszystkich, uwzględniając tylko po- 



») Bandtkie. p. 209-210. 

») Ib. p. 280. 

^) In isto aextemo nallas defectuB, solam propter abBenciam camerarii, qai 
non porta^erat clave8 ad cistellam libroram, extiinc ad 8extemnm Bant insoripte. 
Terr. czcbov. V. p. 253. Powołuje się na zwycsaj tnecb klaczy, w lienii krakowskiej 
istniejący, statnt dla Wielkopolski z roku 1488. Bandtkie, p. 322. 

*) Ul. p. 1 i n. 



SĄDY ZIKMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 335 

rządek chronologiczny i wpisując po kolei roki, w miarę, jak się sąd 
przenosi z powiatu do powiatu. I tu znów spotykamy się z tą różnicą, 
że albo są w jednej księdze połączone sądy wszystkich powiatów, 
albo tylko pewnych, n. p. ksiąskiego i proszowickiego, lub później 
ksiąskiego i lelowskiego ^). 

Dwa te systemy walczą ze sobą. Drugi rzadziej się pojawia. 
Widać próby, jak prowadzić, jeszcze jeden system się utrzymuje, gdy 
już nastaje drugi, tak że zapiski te same w jednych i drugich księ- 
gach nieraz się spotyka. Gdy zaś prowadzą się księgi osobno, nieraz 
przez nieuwagę zapiski z jednego dostaną się wyjątkowo do ksiąg in- 
nego powiatu. 

Nareszcie przeważa w zasadzie system pierwszy. Krakowskie 
ksi^ zaczynają się wyodrębniać silnie i już stale na zawsze od roku 
1397, choć jeszcze dalej istnieją księgi drugiego rodzaju z zapiskami 
i tego sądu. Od roku 1400 następuje w księgach — z wyjątkiem 
krakowskich — luka lat mniej więcej dziesięciu. Z tego okresu znane 
są tylko kawałki ksiąg lelowsko-ksiąskich (a raczej lelowsko-włodzi- 
sławskich), wspólnie prowadzonych *). Widać już były wyodrębnione 
i księgi proszowskie •^). 

Po luce zaczynają się księgi znacznie porządniej prowadzone, 
i odtąd już prawie w komplecie zachowane *). Krakowskie wciąż biegną 
osobno. Osobno również prowadzone są księgi lelowskie, które za- 
czynają się po luce od roku 1411. Niema już w nich śladów zapisek 
ksiąskich. Za to wspólnie prowadzą księgi powiatów: ksiąskiego i pro- 
szowskiego, tak, że po sobie następują, wzajemnie się mieniając, raz 
proszowskie, raz ksiąskie roki. Trwa to jeszcze dość długo. Ksiąskie 
kśif^gi zaczynają prowadzić osobno od roku 1437. A więc odtąd każdy 
z tych czterech powiatów posiada swoje odrębne regesta. 

Czchów (od roku 1399) i Biecz (od roku 1411) mają swoje 
księgi zawsze zupełnie oddzielnie prowadz(jne. 

Dopiero wypadki z roku 1466 wprowadzają pewne zamieszanie. 
Jedne roki wszystkich powiatów zostały wciągnięte do ksiąg krakow- 
skich. Ale zdarza się to tylko raz jeden. Następnie przez lat kilka 
wpisuje się do ksiąg krakowskich i roczki powiatu proszowskiego, 
gdy one jeden powiat stanowiły. Roczki żarnowieckie, wprowadzone 
wtedy w miejsce ksiąskich i lelowskich, wpisują do ksiąg tego 



») P. Ul. opw ksiąg, str. 5»— 20*. 25—36*. 
•) Terr. lei. I. 

") Księgi proszowskie osobne zaczynają się od roku 1409. Jednak w metryce 

koronnej ma się znajdować starsza księga proszowska, poczynająca się rokiem 1394. 

*) Wykaz ksiąg średniowiecsnych : Ulanowski. Inscriptiones clenodiales p. IX — XI. 



336 STANISŁAW KUTRZEBA 

ostatniego powiatu. Odkąd przywrócono roczki ksiąskie, zatrzymując 
jeszcze żarnowieckie dla całego powiatu ksiąskiego i dla części lelow- 
skiego, żarnowieckie wpisy spotykamy w jednych i drugich księgach^ 
zależnie od tego. o który powiat chodziło. Później, po przywróceniu 
roczków lelowskich i zaniechaniu żarnowieckich, wraca dawny zwy- 
czaj z przed roku 1466. 

Wojnickie roczki, zastępujące czchowskie i bieckie, wpisują do^ 
ksiąg czchowskich, poczem znów wraca dawny porządek. 

Już w XV. wieku przeprowadzają w Krakowie pewne podziały 
ksiąg. Początkowo do ksiąg krakowskich wpisują zarówno zapiski 
z roczków, jak z wieców i sądów królewskich, z tych ostatnich nawet 
wtedy, jeśli się odprawiały poza obrębem ziemi krakowskiej. Z bie- 
giem czasu następuje podział. Najpierw wyodrębniają się specyalne 
księgi dla wieców od roku 1425 W roku zaś 1436 założono wyłączne 
księgi i dla sądów królewskich. Nazwą ksiąg ziemskich obejmuje się 
wszystkie te księgi, a to przedewszystkiem z t^go powodu, iż w tych 
sądach bierze udział trybunał ziemski, t. j. sędzia i podsędek, a zwykle 
także pisarz. Ciekawą jest rzeczą, iż w wieku XV nie zdawano sobie 
jasno sprawy, czy wszystkie te księgi uważać należy za ziemskie 
(libri terrestres), czy tylko księgi roczków, i gdy na wiecu zaszła ta 
kwestya, odniesiono się o poradę do króla ^). 

W księgach roczków następuje dalszy podział dopiero w drugiej 
połowie XV stulecia. Mianowicie rozpadają się na księgi spraw nie- 
spornych (wpisów) i spraw spornych (kontrowersyi) ; tak : krakowskie 
od roku 1462, ksiąskie od 1464, proszowskie od 1469, bieckie i czchow- 
skie od 1477, lelowskie od 1479. I tu więc ten podział ksiąg łączy 
się w pewnej części z wypadkami roku 1465. Nie jest on jeszcze 
ścisły, nieraz mieszają się zapiski, a pewnie powodem była nie tylko 
pomyłka, lecz częścią także brak pewności, do której kategoryi ksiąg 
pewne zapiski wciągnąćby należało. 

Nie wchodząc w dokładny rozbiór ksiąg, chcemy ogólnie tylko 
zaznaczyć, iż zawierają one zapiski z posiedzeń sądowych takich czyn- 
ności, które trzeba było zachować w pamięci na przyszłość. Nie są to 
staranne protokoły sądowe, notują one tylko pewne fakta. Z tego też 
powodu nie dają p^nego obrazu przebiegu spraw. Sposób zapisywania 
zależał dużo od indywidualności pisarzy, od ich uzdolnienia, bardzo 
różnego. Oczywiście księgi krakowskie są najlepiej prowadzone. Jeśli po- 
równywamy księgi z różnych lat, to widzimy, iż stają się one coraz peł- 
niejsze. Najdawniejsze zapiski są bardzo lakoniczne, krótkie i suche* 



') H. II. nr. 3382 s roku 1449. 



SĄDY ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 337 

Z biegiem czasu nabrzmiewają, zwłaszcza zwiększa się formuła, coraz 
pełniejsza, choó nigdy nie dochodzi tu do tej przewagi formuły, jak 
w księgach sądów kościelnych. Zawsze treść bardzo nad słowami 
przeważa. 

Nie dają księgi w pełnej mierze tego, czegoby od nich można 
się spodziewać. Zawsze pełno niedomówień, a więc i niejasności dla 
nas, którzy ówczesne stosunki dopiero odtwarzać musimy. Zwłaszcza 
daje się to uczuć, o ile chodzi o badanie organizacyi sądu. To nie 
było przedmiotem wpisów, wszyscy ją znali. Tylko więc ze wzmianek 
ubocznych, rzadziej z notatek pisarzy w nagłówkach trochę się o niej 
dowiedzieć możemy. 

Prócz ksiąg wygotowują notaryusze akty, które z sądu wychodzą. 
Odróżnić należy dwa ich rodzaje: 

1) wyroki, 

2) inne akty. 

Tylko pierwsze z tych aktów mają uroczystą formę. Wystawiane 
są zawsze przez cały ten okres na pergaminie, i przywieszone są do 
nich herbowne pieczęcie sędziego i podsędka, wyciśnięte w wosku 
ż<^tym, i przymocowane za pomocą pasków pergaminowych. Jestto 
stałą regułą. Pisane są z reguły starannie. W daleko wyższym stopniu, 
niż księgi, stają się one coraz pełniejsze w miarę, im głębiej się wchodzi 
w wiek XV. 

Inne akty nie mają już tej uroczystej formy. Są to więc zwła- 
szcza pozwy i listy, wysyłane z sądu do sądu, wychodzące bądź od 
sędziego lub podsędka (względnie obu razem), bądi od komorników ^). 
Wszystkie one są pisane bez staranności, właściwej dekretom, kur- 
sywą, i na papierze. Pieczątki — małe sygnetowe na czerwonym 
wosku — są wyciśnięte, i to bądź na tej stronie, gdzie znajduje się 
pismo, bądź służą do zalepienia aktu. 2 zewnątrz znajduje się adres. 

Księgi i dokumenty stanowią dział urzędowej czynności nota- 
ryuszy. Od nich odróżnić należy dział trzeci, który ma więcej naukowy 
charakter. Działalność ta notaryuszy objawia się 

1) w przepisywaniu, przerabianiu i porządkowaniu tekstów sta- 
tusów, zwłaszcza zaś statutów Kazimierza Wielkiego. Im zawdzięczamy 
te teksty, które się do nas dochowały, a które oni sporządzali dla po- 
trzeb swej kancelaryi. Starali się je przy tej sposobności odpowiednio 
ugrupować, a nieraz nawet i przerobić. Już XV wiek przynosi naj- 
dawniejsze próby systematycznych układów przepisów statutów. Dają 
nam te teksty miarę stopnia inteligencyi pisarzy ziemskich, a zwra- 



») Np. H. II. nr. 2730; terr. prosa. I. między p. 86 i 87, VI. między p. 292 i 293. 

Rosprawy Wydz. hiat -Dlos. T. XL. 22 



338 STANISŁAW KUTRZEBA 

cają na siebie uwagę także jako najdawniejsze pomniki pracy nad 
prawem polskiem ^). 

2) Pracę ich widać w formularzach, które podają często przepisy 
i wzory, w jaki sposób należy wygotowywać akty, które z sądu wy- 
chodzą, a nawet jak stylizować zapiski, wciągane do ksiąg ^). 



Rozdział II. Sąd podkomorski. 

Podkomorzy wykonywa również władzę sądową, i to na obszarze 
całego województwa. Władza ta jednak ma charakter bardzo specyalny, 
ograniczoną jest bowiem tylko do pewnego zakresu spraw. Podko- 
morski sąd — ius domini succamerarii — występuje w źródłach 
jako sąd graniczny'*). Atrybucye te zachował podkomorzy przez czas 
bardzo długi bez zmian żadnych. Początek jednak tego sądownictwa 
nie jest tak dawny. Pierwsze akta, które wystawia podkomorzy w tym 
charakterze, pochodzą dopiero z drugiej połowy wieku XIV. Najstarszy 
akt wogóle, sandomierski, datuje z roku 1362*), krakowski dopiero 
z roku 1381 ''). Ale już pod koniec wieku wyraźnie jestto rzeczą 
stwierdzoną, że prawo do wykonywania sądu granicznego stanowi atry- 
bucye podkomorzeu^o ^). Odtąd już częśniej go spotykamy. 

Do podkomorski ego sądu — ius graniciale — należy wyłącznie 
i jedynie rozgraniczanie posiadłości szlacheckich. Uczestniczy on za- 
równo wtedy, gdy chodzi tylko o odnowienie granic, a więc o usy- 
panie na nowo kopców, gdy się granice zacierają, jak i wtedy, gdy 
one są sporne, i trzeba dopiero przez świadectwa, zbierane zwykle od 
starców, dochodzić do tego, gdzie dawniej biegły granice. Ale też tylko 
to należy do podkomorzego, nic więcej. Nie może on wdawać się w roz- 
poznawanie żadnych innych spraw, choćby się one łączyły z kwesty ą 
granic, n. p. o szkody polne i t. d. Te sprawy musi odesłać przed 
sąd właściwy. Za to też znowu odsyłają do niego sprawy graniczne 



^) P. B. Ulanowski: Najdawniejszy układ systematyczny prawa polskiego 
z XV w. wstęp. Archiwum komisyi prawuiczoj t. III. 

*) Arch. kom. prawu. t. 1. p. 239 i n. 

'} Prócz tego podkomorzy jest sędzia w sprawach zupnych. Te jego atrybucye 
wyjaśnimy gdzieindziej, gdyż wychodzą one poza ramy sądów ziemskich. 

*) K. K. II. nr. 260. 

*) K. Mp. I. nr. 353. 

*) Widoczna z tego, iż wojewoda i starosta, rozgraniczając wsie, wyraźnie 
zaznacz ija. źa się to dzieje w czasie wakansu podkomorstwa. K. K. II. nr. 414. 



SĄDY ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 339 

wszystkie inny sądy, tak ziemskie, jak grodzkie. Wyraźnie zeznaje 
raz strona — i nie doznaje żadnego zaprzeczenia — że podkomorzy 
neąne facit iadicia pro aliąuibus iniuriis, nisi pro sipacione granicierum 
et scopulorum currencium, dum per aliquem yentilatum fuerit^). 

Drugą charakterystyczną cechą sądu podkomorskiego jest to, iż 
nie ma on stałej siedziby. Na końcu dokumentów podkomorskich czy- 
tamy, iż działo się to in loco campestri.., lub in loco granicierum. 
Podkomorzy osadza sąd — ius locat — tam, gdzie przeprowadza gra- 
nice, między rozgraniczanemi posiadłościami. Wyraźnie też mówią 
strony: dominus camerarius nuUa certa [habet] loca iudiciorum — 
nuUum certum locum habet iudicandi, ubi celebraret iudicia. tantum 
pro sipacione scopulorum *). Z tego też powodu sąd odsyła raz strony 
do sądu podkomorskiego ad campum"). 

Sąd swój wykonywa podkomorzy, jak nieraz w dokumentach 
zaznacza, w imieniu, czyli z władzy króla *). Nie znaleźliśmy też do- 
wodów na to, by podlegał n. p. wiecowi. Widocznie stoi on z nim na 
równi, i wprost poddany jest władzy monarchy, tak iż z mocyą mu- 
sianoby się do króla zwrócić. Nie znamy zresztą takiego wypadku. 

Podkomorzy nie przeprowadza nigdy sam rozgraniczenia dóbr. 
Ma i on swego zastępcę, komornika (camerarius domini succamerarii) 
Ten przeprowadza rozdział nieruchomości na miejscu, a następnie pod- 
komorzy wystawia dokument w swojem imieniu, w którem opisuje do- 
konane rozgraniczenie i przywiesza do niego swoją pieczęć ^). Komornik 
działa w jego imieniu, i jak napewno wnosić możemy, przez niego jest 
mianowany. W stosunku do podkomorzego ma on mniej więcej to sta- 
nowisko, eo komornicy sędziego i podsędka. Czy już wtedy prowadził 
podkomorzy osobne księgi, nie wiemy. Przechowały się takie księgi 
dopiero z wieku XVI. 

Przy dokonaniu rozgraniczenia bierze udział kilku ze szlachty^ 
jako świadkowie. I tu zwykle spotykamy się z liczbą sześciu, choć 
mniej ona jest stałą®). 

Jak się zachowywano w razie wakansu, objaśnia nas jeden tylko 
akt z roku 1396, kiedy w zastępstwie przeprowadzają rozgraniczenie 
wojewoda i starosta krakowscy ^). 



») H. II. nr. 4r264. 

*) H. 11. nr. 426if. 

«) H. II. nr. 4228. 

*) Zwisszcza w pierwszych dok. K. K. II. nr. 2^6, K. Mp. II. nr. 353. 

*) Po raz pierwszy w dok. z r. 1419. K. K. II. nr. 590. Imiona ich p, Fedorowicz, p. 77. 

«) P. np. dokumeuty podk. w kod. tynieckim nr. 231, 237, 257, 268, 271 itd. 

') K. K. II. nr. -414 

22* 



340 STANISŁAW KUTRZKBA 

Nie we wszystkich jednak wypadkach, gdy szło o ustanowienie 
granic, dokonywał go podkomorzy. Dwa zaznaczyć należy wyjątki: 

1) W razie, jeśli stroną był podkomorzy. Baz spotykamy ten 
wypadek, kiedy sprawa toczy się wobec wiecu. Wiec wtedy wyznacza 
tych, którzy mają rozgraniczenia dokonać. Wyznaczono sędziego i pod- 
sędka ^). Jestto wyjątek bez większego znaczenia; wynikał on z konie- 
czności z tego, że strona nie mogła być sędzią we własnej sprawie ; 

2) jeśli szło o rozgraniczenie dóbr królewskich od szlacheckich. 
W tych wypadkach król według przepisów statutu nieszawskiego miał 
wyznaczyć za każdym razem specyalnych komisarzy. Mówimy o tem 
poniżej, przy omawianiu sądów komisarskich *). 

Podkomorstwo należało do wysokich urzędów ziemskich (trzecie 
z urzędu), i nadawane było dożywotnio*^). 



Rozdział III. Wiece. 

Pod koniec rządów Kazimierza Wielkiego spotykamy nowy zu- 
pełnie rodzaj sądów ziemskich, które noszą łacińską nazwę: colloquia 
lub colloquia generalia, polską: wiece. Nazwa to bardzo ogólna; zjazdy, 
które poprzednio również tak określano, miały zupełnie inny charakter 
i nie zostają wcale w związku z tymi wiecami^ mającymi wyłącznie 
charakter sądów. 

Najstarsze coUoąuia noszą datę roku 1362. Od razu zaj^y one 
w rzędzie sądów polskich bardzo wybitne miejsce, zarówno ze względu 
na swój skład i stosunek do roczków, jak na charakter spraw, które 
wchodzą w ich kompetencyę. Jestto rodzaj sądów wyższych. A nie 
tylko posiadają szerszy zakres jurysdykcyjny; przez swoje orzeczenia 
i przez działalność ustawodawczą w t. zw. landach czyU uchwałach 
wpływają one bardzo wydatnie na rozwój prawa, bądź interpretując 
dawne, bądź nawet tworząc nowe przepisy prawne. 

Wiece istnieją w Polsce tylko dwa wieki, a przez drugie 'sto lat 
swego istnienia bardzo straciły na znaczeniu. Za to, o ile chodzi o ko- 
niec wieku XIV i cały prawie wiek XV mają one olbrzymią donio- 
słość. Poznanie ich historyi stanowi też może najciekawszą stronę 



') K. U. nr. 3846. 

') Zaznaczamy, iż jestto tylko pozorny wyj ij tek. 

•) Przywilej koszycki z roku 1374;. 



SĄDY ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 341 

urządzeń sądowniczych polskich w tych czasach. Z tego więc powoda 
na szczególną zasługują uwagę. 

A). Terminy wieców. 

Wiece odprawiają się w stosunku do roczków hardzo rzadko. 
Staraliśmy się zebrać wszystkie wzmianki o wiecach odbytych w ziemi 
krakowskiej od roku 1362, i podajemy ich wykaz na osobnej tablicy ^). 

Wziąć pod rozwagę musimy najprzód wiece, sięgające po rok 
1454. Jeśli je przeglądniemy, uderzy nas, iż odbywają się one w pe- 
wnych stałych terminach, które nawet w części dłużej jeszcze, bo do 
końca XV w., nie ulegają żadnej, najmniejszej zmianie. Jestto jeden 
z objawów tego konserwatyzmu, który należy do tak ciekawych cech 
rozwoju średniowiecznego prawa. Trzy są daty w roku, na które przy- 
paść może odprawianie się wieców. Zaczynają się one: 

1) nazajutrz po święcie Oczyszczenia Matki Boskiej, t. j. 3-go 
lutego, 

2) nazajutrz po św. Stanisławie t. j. 9-go maja, 

3) nazajutrz po św. Michale t. j. 30-go września | 

jednak tylko wtedy, jeśli to jest dzień roboczy. Gdy na ten dzień 
przypada niedziela, wiec opóźnia się o dzień jeden, a więc zaczyna 
się 4 lutego, 10 maja, lub 1 października. 

Jedynie w początkach istnienia tych sądów, w ciągu pierwszych 
lat 20, spotykają się wyjątki od tej reguły. A i to są wyjątki bardzo 
nieliczne, bo ich ledwie 3 naliczyć można. Tak odprawiają się wiece 
w roku 1363 — 5 czerwca, w roku 1367 — 2 listopada, w roku 1379 do 
16 czerwca. Jaki był powód tych zmian, nie wiemy. Może w r. 1363 
i 1379 miały one zastąpić roki majowe? Tego domysłu nie możnaby 
stosować do wieców z listopada roku 1367, bo wtedy roki wrześniowe 
się odbyły. 

Z reguły też, po rok 1454, miały się wiece odprawiać rzeczy- 
wiście trzy razy do roku, w powyżej podanych terminach. Widać to 
z tego, iż niekiedy zaznaczano w takich dniach, że wiece do skutku 
nie przyszły. Nie potrzeba więc też było zapowiadać, kiedj przypadają 
termina coUoąuiów, bo były stałe raz na zawsze. Inaczej się przed- 
stawia kwestya, czy one rzeczywiście odbywały się co roku trzy razy. 



') Z tego tei powoda nie podajemy w tym rozdziale odnośników źródłowych, 
ponieważ są pomieszczone w tabeli; p. dodatki, tablica I. Po rok 1370 zestawił 
wiece z całej Polski (lecz nie w formie tabeli) prof. Piekosiński: Uwagi nad usta- 
wodawstwem... Kazimierza W. Rozpr. Ak. U. Wydz hi«t.-fil. ser. II. t. III. p. 270—279. 



342 



STANISŁAW KIJTRZBBA 



Jeśli zliczymy wszystkie wiece, znane od roku 1362 do 1454, kiedy 
w ich odbywaniu zaprowadzono pewne zmiany, przekonamy się, iż 

w ciąe^u lat 93 odbyło się wieców 102, z których przypada: 

na luty wieców 31, 

na maj ^) wieców 34, 

na wrzesień*) wieców .... 37, 
że więc ledwie jeden wiec co roku wypada. Innemi słowy w ciągu 
tych lat 93 było: 

lat, w których odbyło się po 3 wiece 1 

r? 77 77 77 77 P^^ 2 „ 23 

77 77 77 77 77 P^ 1 ^l^CU 35 

„ „ „ nie było wieców 28. 

Rachunek ten mógłby spotkać zarzut, iż tylko z powodu braku 
źródeł takie wychodzą cyfry. Przyznajemy, iż materyał wcale nie jest 
zadowalniający. Po rok 1381 ograniczeni jesteśmy do wzmianek o wie- 
cach, spotykanych w dokumentach. Od roku 1381 znachodzą się pro- 
tokoły z wieców w księgach, lecz i to materyał niezupełny, gdyż 
księgi nie dochowały się w tak dobrym stanie, nie ulega też wątpli- 
wości, że odbyło się wieców znacznie więcej, niż wiemy. Pomimo je- 
dnak tych wadliwości materyału, choó nawet przypuścimy, że o wielu 
odbytych rokach nic sig nie wie, przecież to pewna, że one wcale 
często nie dochodziły. Stosunkowo, o ile dziś wiemy, najregulamiej 
odbywają się one w latach 1400-1424, gdyż 

lat, w których odbyło się po 3 wiece, było .... 4 

2 10 

7777 77 77 7777^ 77 p....XV 

77 77 77 77 77 77 "^ WlCCU ;, .... 7 

„ „ „ nie było wieców . . j, .... 4. 
Od roku 1425 v.aczynają się pewniejsze dane o wiecach. Posia- 
damy mianowicie dwie księgi, w które zapisywano — i to wcale po- 
rządnie — wyłącznie roki wiecowe; pierwsza księga obejmuje lata 
1425 — 1485, druga 1441 — 1513, tak że co dość znacznej ilości lat 
jest podwójna kontrola. Tu już śmielej korzystać możemy z cyfer, 
jakie nas doszły. Rezultat tak się przedstawia. W latach 1425 — 1454 
odbyło się: 

po 2 wiece w latach .... 4 

po 1 wiecu „ 16 

nie było wieców „ 10. 

Jak widzimy, na lat 30 przypada ledwie 20 takich, w których 



^) Wliczam w to wiece czerwcowe z lat 1363 i 1379. 
') Wraz z wiecem październikowym z roka 1367. 



SĄDY ZllCMSKIE I ORODZKIK W WIRKACH ŚREDNICH 343 

odbyły się wiece. Było wszystkich razem 24. Roku takiego, w któ- 
rymby wszystkie trzy wiece przyszły do skutku, brak zupełnie. Dwa 
wiece w jednym roku zdarzają się po raz ostatni w roku 1437. Jestto 
rezultat bardzo ciekawy, zwłaszcza wobec tego,'iż dane &f^ wcale pewne. 
W stosunku do lat 1400 — 1424, co do których nadto zachodzi wątpli- 
wość, czy znane są wszystkie odprawione wiece, widać zwrot na 
gorsze. Zapewne odłożyć tu należy wiele na karb wcale częstych 
wojen i powietrza morowego, z których to powodów wiece nieraz nie 
mogły przyjść do skutku, a nawet wszelkie czynności sądów ulegały 
zawieszeniu. Przecież nie temu tylko przypisać trzeba takie znaczne 
luki. Główny powód należy upatrywać zarówno w niedbałości tych, 
którzy należeli do składu wieców, a przez swoją nieobecność wiece 
unieważniali, jak w niechęci społeczeństwa, które się żali na to, że 
sądy za cz<^sto się odbywają, że przez to szkody ponoszą. 

W razie, jeśli eolloquium się nie odbyło, wyjątkowo tylko się 
zdarza, by pisarz to zaznaczył i podał, dlaczego. Stąd znamy tylko 
dwa wypadki, kiedy z powodu nieprzybycia na sąd dygnitarzy więc 
się nie odbył *). Musiało się to jednak częściej powtarzać, kiedy za- 
częto myśleć, by temu zaradzić. Już statut piotrkowski z roku 1447 
uznając, iż „cz^^ste odprawianie wieców utwierdza pokój i zapobiega 
waśniom wewnętrznym", przykazuje 2)^ by dygnitarze obowiązani do 
ijego osobiście stawiali się na wiecach, a w pewnych przypadkach, 
gdyby przybyć nie mogli, dawali za siebie zastępców. W razie zaś, 
gdyby ani osobiście na wiec nie przybyli, ani nie dali zastępców? 
strony poszkodowane mogą pozywać ich prze^J króla o pełne wyna- 
grodzenie szkody. 

To jednak widać nie pomogło. Stąd trzeba było dalej starać się, 
by złemu zaradzić. Tej myśli — sądzę — wyrazem jest przepis sta- 
tutu nieszawskiego dla Małopolski z roku 1454, który stanowi, iż 
odtąd wiece odbywać się będą w Małopolsce raz na rok, w szczegól- 
ności w Krakowie tylko w lutym, nazajutrz po święcie Oczyszczenia 
Matki Boskiej*^), t. j. 3 -go tegoż miesiąca. Przywileje nieszawskie są 
wypływem petytów szlacheckich. Widoczna więc, iż pobudka do tej 
zmiany, a raczej ograniczenia liczby colloąuiów wyszła ze strony spo- 
łeczeństwa. 

Ustawy średniowieczne nie odznaczają się zbytnią siłą, a raczej 
władza była za słabą, by zapewnić im energiczną egzekutywę. Wszystkie 



') U. II. p. 401 i 581. p. takie p. 197. 
*) Bandtkie. p. 266. 
*) Bobrsyński. p. 54. 



344 STANISŁAW KUTRZEBA 

nowe postanowienia miały z reguły do walczenia ze zwyczajem, który 
okazywał siłę bardzo wielką, niełatwą do złamania. Poprostu niezbyt 
się liczono z ustawami, o ile tylko nie było kogoś takiego, któryby, 
sam interesowany w wprowadzeniu jakiejś uchwały w życie, nie do- 
łożył starań, by się zadośó stało przepisowi. 

Co do powyżej zaznaczonego przepisu przywileju nieszawskiego 
to tylko o tyle wszedł on w życie, iż rzeczywiście nigdy nad jeden 
wiec niema w ciągu roku. Co do daty, już zachodzi różnica między 
statutem a praktyką. Statut 'naznaczał 3 lutego jako dzień wiecu dla 
ziemi krakowskiej. Wiece, które się odbyły po tej dacie, wszystkie 
przypadają na 9 maja. Bez wątpienia powód mógł być dość racyo- 
nalny; sądzimy, iż na tę zmianę przepisu wpłynęła głównie ta oko- 
liczność, że w lutym zawieje i zimna bardzo utrudniać musiały przy- 
bycie na sąd interesowanych. Zwłaszcza było to ważne wobec zna- 
cznych nieraz odległości, z których musiano zdążać na sąd krakowski; 
wiec bowiem rozciągał swoją jurysdykcyę na znaczny kawał ziemi, 
bo na całe województwo krakowskie, wigc na kilka powiatów. W każ- 
dym razie jestto rzeczą charakterystyczną, że tak niewiele troszczono 
się o przepis ustawy. Sądzę nawet, że pod tym względem musiano 
zmienić przepis przez wyraźną uchwały wiecu. 

Obok tej, zresztą nie posiadającej większego znaczenia, zmiany 
daty wiecu, daleko więcej zwraca uwagi fakt, iż nawet to ograni- 
czenie wieców do jednego na rok niewiele pomogło, by je regularniej 
odprawiano. Statut nowokorczyński dla Małopolski z roku 1465 dla 
zapobieżenia, by z powodu nieprzybycia którego z dygnitarzy wiec 
się nie rozszedł, wprowadza jeszcze ułatwienia, iż w takim razie po- 
zostali mogą mu wybrać zastępcę ^). I to było daremne. Wiece z re- 
guły nie dochodzą. Dość powiedzieć, iż od roku 1456 do 1485, a więc 
w ciągu lat 30 -tu, odbyło się w ziemi krakowskiej ledwie siedm 
wieców w latach : 1459, 1464, 1466, 1468, 1469, 1480 i 1485 «). Wiec 



') Bandtkie p. 309. 

') Mógłby mnie spotkać zarzat, że z braku wzmianek o wiecach nie moioa 
jeszcze wyciąj^ać wniosków, iż wieców nie było, że mogły zaginać księgi. Na to masze 
zawczasu odpowiedzieć. Brak księgi byłby bardzo dziwny, bo inne księgi są w kom- 
piec e, wtedy już staranniej je przechowuj:), o co się upominały zarówno warckie, 
jak nieszawskie statuty. Nadto musimy położyć nacisk, iż nie znamy ani jednego 
wiecu po r. Iif5-i, któryby nie był do ksiąg wpisany. Tak w trzech klasztorach, któ- 
rych dokumenty są nam znane także z w. XV, mian. mogilskim (p. kodeks mogils ki) 
tynieckim (p. kodeks tyniecki) i Dominikanów krakowskich (p. arcbiwnm tychże) znaj- 
dujemy kilka dokumentów wiecowych z tego okresu czasu, ale odnoszą się one tylko 
do uicców, znanych z ksiąg. Sądy grodzkie odraczają niekiedy swoje posiedzenia 
w czasie obrad wiecu, i wyraźnie to zaznaczają; 1464: racione colloąui! generalia* 



SĄDY ZISMBKIB I aRODZKIB W WIEKACH ŚREDNICH 345 

Z roku 1485, odgrodzony od swego poprzednika ilością lat pięcia, 
jest też na długo ostatnim. Od tej daty nie znamy ani jednego col- 
loquium, któreby się było odbyło w Elrakowie w XV stuleciu. A ten 
stan trwa i dalej, dopiero bowiem wskutek uchwały konstytucyi z r. 
1511, która, wskazując na szkody z powodu niedochodzenia wieców, 
na nowo przypomina obowiązek ich odbywania, pojawiły się wiece 
w następnych latach, by jeszcze mamie egzystować do roku 1590. 
Ciekawe to fakty. Dają one dowód, jak mało społeczeństwo dbało 
o jedną ze spraw zawsze najważniejszych, o wymiar sprawiedliwości. 
Winę ponosi jednak nie tylko niedbałośó, lecz cały bieg wypadków, 
a zwłaszcza rozwój sądu królewskiego, który sprawia, że punkt cięż- 
kości sądownictwa przesuwa się do jcuria regis. Oczywiście traciły 
wiece na znaczeniu w miarę, jak coraz więcej spraw zaczęło się sku- 
piać w rękach króla. Przestano dbać o nie, coraz częściej nie docho- 
dziły, powiększając wskutek tego ilość spraw rozstrzyganych „in cu- 
ria" — co wszystko stało się powodem tego okropnego stanu rzeczy, 
jaki przedstawia sądownictwo polskie w wieku XVI. 

B). Skład wieców. 

Kwestyą bardzo ważną dla oceny wieców i ich znaczenia jest 
poznać, kto na nich zasiada. Na wiecu spotykają się dwa czynniki. 
Obok sędziego, podsędka i notaryusza, którzy reprezentują właściwy 
element prawny, bierze udział w colloquium jeszcze cały szereg osób, 
które występują jako assessores, a zwane są zwykle w sposób bardzo 
ogólny: „domini in coUoąuio presidentes" lub poprostu krócej: ^do- 
mini^. Jaki zachodzi stosunek między tymi dwoma czynnikami, bę- 
dziemy mówili później. Obecnie chodzi nam tylko o charakter osób, 
biorących udział w wiecach, właściwie tylko o tych „domini", bo sę- 
dziego, podsędka i notaryusza już znamy. 

Ci „domini", są to z reguły dygnitarze, wyżsi urzędnicy, prze- 
cież niekiedy i szlachcice. Wiele co do ich udziału nastręcza się kwe- 
styi. Zwłaszcza zaś zaciemnia sprawę to, iż brak zupełny jakiegoś 



1468. propter colIoquiuin, 1469 propter gonerale colloąaam. A więc i tu wzmianki 
odpowiadają wyłącznie znanym z ksiąg wiocom. Jeśli więc weźmiemy to na uwagę, 
a zarazem i tę okoliczność, że knięgi wiecowe Bą starannie wówczas prowadzone, jako 
jedne z najważniejszych, musimy stanowczo oświadczyć się za tern, że dają nam one 
pełny wykaz wifców i luk nie zawierają. Liczą Rio też nieraz z tern, że wiec może się 
nie odbyć: np. quarta die post f. s. Stanislai in mayo, 8i'non erit colloquiam, sed si 
non erit, tunc ąninra die. Castr. Crac. Xy. p. 75. 



346 STANISŁAW KUTRZRBA 

przepisu, któryby normował te stosunki, a dla nas mógł służyć za 
punkt oparcia w badaniu. 

Najdawniejszą wzmiankę o wiecach zawierają statuta Kazimie- 
rza W. Według tego postanowienia ma na wiecach obok sędziego 
i podsędka zasiadać sześciu, a już co najmniej czterech baronów, tj. 
wyższych urzędników, których król oznaczy. Niewiele więc z tego się 
dowiadujemy^). Następny statut, który mówi o uczestnikach wiecu 
to piotrkowski z r. 1447 ^). Według ustępu V. tegoż statutu należą do 
wieców wojewodowie, kasztelanowie, starostowie, sędziowie, podsędko- 
wie i inni dygnitarze i urzędnicy. Znów więc ogólnikowy sposób wy- 
rażania się; stwierdzić możemy tylko, że do colloąuium należą woje- 
wodowie, starostowie i kasztelanowie. Udział sędziów w wiecach jest 
zupełnie inn(*go rodzaju. Nadto nie wiemy, kogo należy rozumieć 
przez tych „innych dygnitarzy i urzędników"? Ze zaś wzmianka to 
dość późna, nie może nas zaspokoić, o ile chodzi o skład wieców 
z przed r. 1447. Z statutu z r. 1465 wnosić możemy tylko tyle, że 
do godności wiecowych wtedy nie zalicza się ani podkomorzych, ani 
chorążj^ch. 

Braki, jakie przedstawiają przepisy prawne, musimy zastąpić 
innemi źródłami, mianowicie zbadaniem, kto w praktyce na wiecach 
zasiada. Dwojakiego rodzaju źródła przychodzą nam z pomocą: 

1) nagłówki w księgach roków, 

2) dokumenty, na wiecach wydane. 

Notaryusz w księdze, w której wpisywał sprawy załatwiane 
przez wiec, na początku każdej kadencyi wiecowej podaje datę wiecu, 
a niekiedy i osoby, które w wiecu biorą udział. W Krakowie zapi- 
ski, które podają prócz daty także skład wiecu, spotykają się dopiero 
od r. 1414; ale też za to odtąd jestto regułą, prawie bez wyjątku. 
Te nagłówki mają dla nas pierwszorzędne znaczenie. Wyraźnie jednak 
już tu zaznaczamy, iż nagłówki podają skład wiecu tylko w chwili 
rozpoczęcia się posiedzenia. W ciągu jego trwania — a wiec ciągnął 
się zwykle dni kilka — nieraz ulegał ten skład zmianom; tego na- 
główki nie zaznaczają. 

Uzupełniają te wiadomości dokumenty, wydane przez wiec 
Wprawdzie wychodzą one z kancelaryi sądowej w imieniu sędziego 
i podsędka, na końcu jednak takiego aktu jako obecni wymienieni 
są — jak to widać z porównania z nagłówkami — ci, którzy jako do- 
mini siedzą na wiecu. Dokumenty są dla nas nadzwyczaj ważne, zwła- 



') llube. statut wiślicki art. I. 
') Bandtkie p. 256. 



SĄDY ZIBM8KIB 1 GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 347 

szcza Z tego względu, iż posiadamy je już od r. 1362, że więc mogą 
zastąpić brak nagłówków. A i późniejsze dokumenty po roku 1414 
nie są bez znaczenia; dają nam bowiem możność uwzględnienia zmian 
w składzie wieców, czego, jak właśnie zaznaczyliśmy, nie podają na- 
główki. Szkoda tylko wielka, że nasze dyplomataryusze jeszcze z re- 
guły nie obejmują XV stulecia. 

Na podstawie tych danych ułożyliśmy tablicę, dająca wykaz wie- 
ców, których skład jest nam obecnie znany, i osób, które na nich 
zasiadały (p. dodatki, tablica II). i drugą, wykazującą cyfrowo ich 
udział w wiecach (p. dodatki, tablica III). Na ich podstawie możemy 
przedstawić, kto i jak często w wiecach brał udział ^). 

Pierwsza kwestya, która się nasuwa, to ta, jaką była liczba tych 
dygnitarzy, biorących udział w wiecu ? Statuta Kazimierza naznaczają 
sześciu, a co najmniej czterech. Rzeczywiście też z reguły zawsze 
jest ich sześciu. Jestto cyfra jakby sakramentalna, bardzo rzadko wię- 
cej, co nie mogło zaszkodzić ważności czynności prawnych, przedsię- 
branych wobec sądu, równie rzadko mniej. 

Zwraca uwagę, iż w ostatnich rokach stale jest tylko pięciu 
assessorów. Do tego wrócimy jeszcze poniżej. 

Z pośród spotykanych assessorów pojawiają się tylko wyjątkowo 
duchowni i urzędnicy koronni. 

Duchowni częściej zasiadają na wiecach w początkach ich egzy- 
stencyi, i to z niższych tylko kanonicy, po raz ostatni w r. 1379. 
Po tej dacie już tylko niekiedy biskupa zoczymy wśród „panów^. 
A i tych nie spotka się już od r. 1430, a wogóle w stuleciu XV nad- 
zwyczaj rzadko, wyjątkowo tylko. Udział więc duchowieństwa jest 
bardzo słaby, a ginie zupełnie już w pierwszych trzf^ch dziesiątkach 
XV stulecia. Przypisać to, sądzę, należy wzmocnieniu się zapatrywań 
prawnych wśród szlachty, i wzbudzeniu w tym czasie większej reakcyi 
przeciw wpływowi duchowieństwa. Zresztą w sądach tych nigdy oni 
nie mieli większego znaczenia. Za to zauważyć należy, iż, o ile za- 
siadali, to nie było im przeszkodą , że z innej pochodzili dyecezyi, np. 
poznańskiej lub gnieźnieńskiej. 

Jeszcze rzadziej pokazują się na wiecach urzędnicy państwowi. 
I dla nich nie istnieją szranki województw, bo urząd ich rozciąga się 
na całe państwo. Brak prawie zupełny ich udziału w wiecach jest 
bardzo rażący. Ledwie dwóch się spotyka , w latach 1363 — 1369 
i 1405 kanclerza, w latach 1423, 1435 i 1448 marszałka. Do tego ten 



*) I ta nie dajemy szczegółowych dopisków, zastepnj% je bowiem tablice. 



348 STANISŁAW KUTRZEBA 

kanclerz, Jan, był równocześnie dziekanem krakowskim, i jako dzie- 
kan już pierwej zasiadał na wiecu '). 

Z urzędników grodzkich pojawia się efemerycznie, raz jeden, 
sędzia grodzki krakowski, i to jeszcze w r. 1392, wśród sądu, któ- 
rego skład jest bardzo dziwny ^ i zdaje się był inny w chwili otwarcia 
wiecu. Za to gość znacznie częstszy, to starosta krakowski. Żadnego 
innego starosty ani razu na wiecu niema. 

Jeśli się trochę uważniej przypatrzymy aktom, w których wy- 
stępuje starosta, uderzy nas rzecz ciekawa. Początkowo starosta na 
wiecu nie zasiada. Tylko raz jeden czytamy nazwisko starosty S^ 
dziwoja wśród panów wiecowych. Dopiero od r. 1412 starosta stale 
prawie bierze udział w odprawianiu sądów colloquialnych, mianowicie: 
Krystyn z Ostrowa, starosta w latach 1411 — 1418 
Mikołaj Michałowski „ „ 1418 — 1431 i 

1432—1438 
Jan Czyżowski „ „ 1440 — 1457 

Mikołaj Pieniążek „ „ 1457—1463 

Otóż równocześnie każdy z tych starostów piastował także go- 
dność ziemką; tak: 

Krystyn z Ostrowa jest kasztelanem krakowskim 

w latach 1410—1430 
Mikołaj Michałowski wojewodą sandomierskim 

w latach 1410—1430 
a kasztelanem krakowskim 

w latach 1430—1438 
Jan Czyżowski kasztelanem krakowskim 

w latach 1438—1458 
Mikołaj Pieniążek podkomorzym krakowskim 

w latach 1458—1474. 
Wprawdzie statut piotrkowski zalicza do tych, którzy mają 
brać udział w wiecach, także starostę. Przecież budzi to pewne po- 
dejrzenia -). Starosta, jako naczelnik sądu grodzkiego, zostawał w pewnej 
opozycyi do sądu ziemskiego, a przecież wiec do sądów ziemskich 
się liczył. Czemuż nigdy nie zasiada wyłącznie jako starosta? Nie- 
zawsze, kiedy starosta jest urzędnikiem ziemskim, nadają mu źródła 
oba tytuły. Tak w naszych aktach ^) występuje: 



') W pierwszych zapiskach ten tylko dają ma tytal, choć był juź kanclerzem. 
•) Tylko odnośnie do Krakowa. Gdzieindziej ud/iał starosty w wiecu jest rze- 
cz}| zwykła. 

^) Obliczamy tylko według wyrażeń nagłówków, p. H. II, 



SĄDY ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 



349 









razy 


Krystyn z Ostrowa 


jako starosta .... 


7 




n 


kasztelan . . . 


. 2 




T) 


starosta i kasztelan 


• 


Mikołaj Michałowski 


r) 


starosta .... 


p "~ 




7) 


wojewoda .... 


3 




7) 


starosta i wojewoda . 


11 




n 


kasztelan .... 


3 




T) 


starosta i kasztelan . 


6 


Jan Czyżowski 


7t 


starosta 






n 


kasztelan .... 


5 




n 


starosta i kasztelan . 


6 


Mikołaj Pieniążek 


n 


starosta 






y) 


podkomorzy .... 


1 




n 


starosta i podkomorzy 1 



Widzimy więc z tego, iż tylko Krystyn z Ostrowa używa często 
wyłącznie tytułu starosty, choć równocześnie piastuje wysoką godność 
krakowskiego kasztelana. Ale później (po r. 1418) nie zdarza się to 
już ani razu. Zarówno Michałowski, jak Czyżowski, używają bądź 
obu tytułów razem, bądź tylko tytułów kasztelana lub wojewody, ale 
niema ani jednego przykładu, by który z nich wystąpił tylko jako 
starosta. Uderza to zwłaszcza co do Michałowskiego, który kilka razy 
używa wyłącznie tytułu wojewody sandomierskiego, choć przecie Kra- 
kowa był bliższy jako krakowski starosta. Akty zaś i sposób nomen- 
klatury tem ważniejsze ^są dla nas, im głębiej w wiek piętnasty, 
gdyż w biegu czasu coraz lepiej ustalają się pojęcia i precyzuje nawet 
strona formalna aktów i zapisek. 

Najciekawszy może jest stosunek Mikołaja Pieniążka; obok sta- 
rostwa ma on podkomorstwo krakowskie. W dwóch nagłówkach z lat 
1459 i 1464 występuje on raz z obu tytułami, drugi raz tylko 
z tytułem podkomorzego. Wprawdzie podkomorzy, to wysoki dostojnik 
ziemski, ale przecieżTustępuje staroście. Ciekawa więc rzecz, że właśnie 
ten tytuł bardziej naprzód wysunięto. Co więcej, i porządek, w jakim 
są wymienieni w tych dwóch zapiskach dygnitarze, jest bardzo chara- 
kterystyczny. A oba nagłówki są stylizowane nadzwyczaj starannie, 
więc na tem większą zasługują uwagę. Idą po sobie nazwiska w taki 
sposób: 

1) kasztelan krakowski, 

2) wojewoda krakowski, 

3) inni kasztelanowie (wojnicki, sądecki, biecki), 

4) Pieniążek, starosta i podkomorzy. 



350 STANISŁAW KUTRZEBA 

Zwykłe miejsce staroatów jest po wojewodach a przed kaszte- 
lanami, podkomorzy stale zawsze idzie dopiero po kasztelanach. Otóż 
Pieniążek, jako starosta, powinien był stać wyżej. Tymczasem idzie 
on po kasztelanach 5 zajmuje więc miejsce, właściwe podkomorzemu. 
Wnosić więc z tego możemy, iż jeśli wyznaczono mu miejsce jako 
podkomorzemu, a nie jako staroście, choć ten ostatni tytuł był wyż- 
szy, to widoczna chciano zaznaczyć, iż on na wiecu jako podkomo- 
rzy zasiada. 

To wszystko, cośmy o starostach powiedzieli, uprawnić nas może — 
mimo brzmienia statutu z r. 1447 — do wątpliwości, czy wogóle sta- 
rosta jako taki na wiecu miał prawo zasiadać. Raczej dalibyśmy od- 
powiedź przeciwną. Może jeszcze do r. 1418 były pod tym względem 
pewne wątpliwości, pewna chwiejność pojęć. Ale później zdaje się 
bardzo wyraźnie przemagać zapatrywanie, że starosta do składu wiecu 
z swego urzędu nie należy, że jeśli bierze w nim udział, to wtedy 
tylko, kiedy piastuje także jakąś godność ziemską do tego upra- 
wniającą, że też wtedy w rzędzie assessorów zasiada na miejscu, 
które mu przypada ze względu na tę godność ziemską. Oczywiście 
nie chcemy tego podawać za pewnik, zwłaszcza, że wynik oparty 
tylko nu rozumowaniu. Jednak sądzimy, że za tem pojmowaniem rze- 
czy przemawia bardzo wiele. 

Stwierdziliśmy więc dotychczas, iż duchowieństwo wogóle bar- 
dzo mały, i to tylko przez jakiś czas z początku, brało udział w wie- 
cach; urzędnicy koronni prawie zupełnie się nie zjawiali, udział sta- 
rostów zaś jest bardzo wątpliwej natury. 

Główny, a śmiało można powiedzieć, że prawie wyłączny udział 
w obsadzaniu wiecu biorą dostojnicy ziemscy, i to przede wszy stkiem 
wojewodowie i kasztelanowie. Wprawdzie zasiadają i niżsi dygnitarze, 
jak podkomorzowie , stolnicy, podczaszowie , łowczowie, miecznicy 
i chorążowie, przecież na nich wogóle mały przypada procent, jeszcze 
mniejszy, jeśli się odejmie podkomorzego, który do znakomitych zali- 
czał się urzędów, ilusimy tu przeprowadzić różnicę między wiecami 
do r. 1396 włącznie i późniejszymi. 

O ile chodzi o pierwszy okres, to najpierw zwraca uwagę udział 
bardziej różnorodny osób, niż w okresie drugim, a zarazem dość duża 
zmienność czynników, która wchodzą w skład wiecu. Wprawdzie pe- 
wni urzędnicy już tu pojawiają się częściej, niż inni, przecież jeszcze 
przewaga ich nie jest zbyt wybitną. Częściej od innych pojawia 
się wojewoda krakowski (27 razy na 30 wieców). Na kasztelanów 
już tu przypada procent bardzo znaczny (7*83 kasztelanów na 18 in- 
nych osób), choć jeszcze nie tak wielki, jak później. Ale wśród nich 



SĄDY ZIEMSKIE 1 GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 351 

niema wybitnej przewagi na korzyść niektórych. Najczęściej pojawia 
się kasztelan krakowski, później wojnicki, lubelski i radomski, choć 
ci dwaj ostatni byli ze stron więcej odległych. Bardzo wybitny udział 
bierze w colloqniach podkomorzy krakowski; ledwie kilka razy nie 
widzimy go wTÓd członków wiecu. On najrzadziej opuszcza wiece, 
jest z pośród wszystkich najstalszym jego uczestnikiem. Wcale czę- 
sto, czego później nie ma, spotyka się na wiecu wielkorządcę kra- 
kowskiego i łowczego krakowskiego. 

Przegląd aktów po rok 1396, w których podany bywa skład 
wiecu, robi to ogólne wrażenie, iż do ważności wiecu potrzeba z re- 
guły obecnuści sześciu osób, do których przedewszystkiem wchodzą 
wojewodowie, kasztelanowie i podkomorzy krakowski, a obok nich, 
choć rzadziej, duchowni i urzędnicy mniej wybitni, zwłaszcza łowczy 
i wielkorządca. Częsty udział biorą podkomorzy i wojewoda krakow- 
ski. Zresztą skład jest jeszcze dość swobodny, nieustalony. 

Drugi okres, od r. 1398^), odznacza się tem, iż udział ducho- 
wnych niknie prawie zupełnie, urzędników niższych również mniej 
widać, i to najmie od tej daty, a za to w całej pełni wykonywają sądy 
wojewoda krakowski i kasztelanowie. Wśród tych, którzy pojawiają 
się na rokach. niektórych spotyka się prawie stale. Wreszcie rozwój 
dochodzi do tego, iż obecność pewnych dostojników staje się ko- 
nieczną. Równocześnie zaś, jak to mówiliśmy wyżej, wiece coraz rza- 
dziej dochodzą, po roku 1485 przez czas lat kilkudziesięciu zupełnie 
się nie odprawiają. 

Z wojewodów spotykamy w Krakowie czterech: krakowskiego, 
sandomierskiego, łęczyckiego i sieradzkiego. Już tu zaznaczamy, a je- 
szcze silniej będziemy mogli skonstatować w dalszym ciągu, iż jeśli 
cliodzi o urzędników ziemskich, w wiecach biorą udział wyłącznie 
urzędnicy małopolscy. Nie dziwi nas więc udział w krakowskich wie- 
cach wojewody sandomierskiego, bo było to województwo małopol- 
skie. Zastanawia, skąd się biorą wojewodowie: łęczycki i sieradzki. 
Widać, że musiano Łęczycę i Sieradz liczyć do Mało[)olski w szer- 
szem znaczeniu. Po raz ostatni zdarza się to w r. 1429. Odtąd obok 
krakowskiego pojawia się już tylko wojewoda sandomierski. Najczę- 
ściej spotyka się go w latach 1419 — 1430, ponieważ ówczesny woje- 
woda Michałowski był wtedy również starostą krakowskim, a więc 
musiał w Krakowie częściej przebywać. 

Wojewoda krakowski zaczyna się powoli wysuwać coraz bar 
dziej na plan pierwszy wśród tych, którzy wiec tworzą. Już w pier- 



*) R. 1397 niewiadomo gdzie zaliczać, bo brak znpelnie aktów. 



352 STANISŁAW KUTRZEBA 

wszym okresie pojawia się bardzo często. Teraz staje się to regałą; 
od r. 1407 niema wiecu, na którym wojewoda krakowski byłby 
nieobecny. Jedyny wyjątek stanowi wiec z września 1416 r. Wtedy 
wojewoda, nie mogąc na wiec się stawić, wyznaczył zastępcę, podko- 
morzego sandomierskiego, który zajął jego miejsce. W ten sposób za- 
pobiegł swej nieobecności. 

Z tego, iż wojewoda tak ściśle przestrzega obecności na wiecu, 
a w razie przeszkody daje zastępcę, wnosić możemy, iż nie tylko jest 
on zobowiązany na wiec się jawić, ale że jego obecność jest niezbę- 
dną, i że w razie, gdyby on nie przybył, wiec nie mógłby się odbyć 
On jest pierwszy z urzędników, którego udział w wiecu był już przy- 
najmniej od r. 1416 jasno i wyraźnie uznany. 

Obok wojewody krakowskiego drugi czynnik przeważny wiecu 
stanowią kasztelanowie. Zaczyna się to od r. 1396. Przez lat dwa- 
dzieścia tak ściśle jest to przestrzeganą zasadą, iż żadnych niższych 
urzędników nie spotykamy - później jednak znów się obok kasztela- 
nów pokazują, lecz w bardzo skąpej mierze. Kasztelanowie, to naj- 
ważniejsza podwalina wiecu. 

Kasztelanowie, których spotykamy jako obecnych na krakow- 
skich wiecach pochodzą z 14 kasztelanii. Jeśli wyłączymy kasztelana 
łęczyckiego, który pojawia się wyjątkowo dwa razy (w r. 1407 i 1416) 
przekonamy się, iż reszta — to wyłącznie kasztelanowie małopolscy. 
Skąd się bierze kasztelan łęczycki, trudno odgadnąć. I tu więc przy- 
puszczać tylko możemy, że Łęczycę liczono za Małopolskę w szer- 
szeni znaczeniu, jak to już zaznaczyliśmy, mówiąc o wojewodzie łę- 
czyckim. Za to od r. 1428 ani kasztelanów, ani wojewodów z poza 
obrębu ścisłej Małopolski, tj. województw krakowskiego i sandomier- 
skiego lubelskiego, niema zupełnie. Twierdzić możemy, że z biegiem czasu 
coraz ściślej w drodze zwyczaj ustala się udział w wiecach wyłącznie 
małopolskich dostojników. Przedział, który oddziela te dwa wojewódz- 
twa od innych, staje się coraz wyraźniejszy. Za to województwo san- 
domierskie stoi na równi z krakowskiem. Widoczna, iż wpływ na po- 
jęcia społeczeństwa wywarła historya. która dwa te województwa tak 
silnie i stale łączyła w biegu czasów, iż one czuły się jedną całością. 
Trwa to bardzo długo i stanowi cechę charakterystyczną składu wie- 
ców krakowskich; kasztelanowie lubelscy, radomscy lub sandomierscy 
częściej się tu pojawiają, niż np. czchowski. A jedn-^k segregacya 
idzie dalej: po r. 1454 niema już na wiecach ani razu ani jednego 
kasztelana — wogóle żadnego dostojnika z poza województwa krakow- 
skiego. Możemy postawić jako regułę to, co dotąd mieliśmy kilkakro- 
tnie sposobność skonstatować, a zwłaszcza co do kasztelanów. Skład 



8ĄDT ZUMSKIS I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 353 

wiecu wyrabia się powoli, zwyczajowo, z biegiem czasu, a rozwój 
idzie w tym kierunku, że coraz bardziej odsuwa pierwiastki obce, 
a więc najpierw usuwa udział duchowieństwa, potem dostojników pań- 
stwowych, wreszcie nawet dostojników z poza województwa krakow- 
skiego, więc zacieśnia granice swego składu na korzyść tego małego 
okręgu ziemi, a nawet, jak zaraz zobaczymy, i wśród nich przepro- 
wadza selekcyę, wyklucza większą część dostojników wojewódzkich, 
a zapewnia udział tylko niektórym. 

Jeśli się przyglądniemy, ile razy który z kasztelanów bierze 
udział w wiecach, to uderzy częsta obecność trzech z nich, kasztela- 
nów: krakowskiego, wojnickiego i sądeckiego. Przyłączyć do nich wy- 
padnie jeszcze czwartego z rzędu kasztelana bieckiego, który — jak 
zobaczymy — podobną jak oni odgrywa rolę. W miarę im dalej 
w wiek XV, udział ich staje się coraz częstszym, coraz rzadziej zda- 
rza się, by ich na rokach brakło. 

Najpierw ustala się udział „pana^ krakowskiego. Od roku 1398 
zdarza się tylko dwa razy, w roku 1414 i 1423, iż niema go w sądzie ^). 
Od roku 1424 nie zdarza się to już ani razu. Jego obecność jest widać 
konieczną, niezbędną na wiecu. Jeśli jest wypisuje się jego nazwisko 
na czele dostojników. Rzecz to znana, że zajął on wśród hierarchii 
urzędniczej tak wybitne stanowisko, iż szedł nawet przed krakow- 
skim wojewodą. 

Podobnie rzecz się ma z trzema innymi kasztelanami, których 
powyżej wymieniliśmy. Są obecni na wiecach bez wyjątku: wojnie k 
^d roku 1436, sądecki od roku 1441, biecki od roku 1446 ^). 

Co do dwóch pierwszych da się stwierdzić na pewno, że udział 
ich jest niezbędny, by colloquium mogło się odbyć. Już w roku 1430 
kasztelan wojnicki, widać nie mogąc przybyć, daje za siebie za- 
stępcę, jakiegoś szlachcica. Toż samo w roku 1451 kasztelan sądecki, 
którego zastępuje kasztelan małogojski. Gdyby nie musieli być obe- 
cnymi, nie byłoby potrzebnem dawanie zastępców. Co więcej, jeszcze 
ciekawszy na to dowód, iż ich obecność była niezbędną, daje nam na- 
główek wieców z maja roku 1449. Przybyli dostojnicy w liczbie dość 
znacznej, większej, niż wymagało z reguły colloquium. Jest ich bowiem, 
siedmiu. Obok krakowskiego wojewody jest pięciu kasztelanów: kra- 
kowski, sandomierski, wiślicki, biecki i radomski — i sędzia sando- 
mierski. A przecież to nie wystarczało, wiec się nie odbył, gdyż 
uznano zjazd za niekompletny, jak to wyraźnie w księdze zaznaczono. 



*) Nadto w nagłówka wieoo s roka 1414 napisano: ąuasi in colloqaio. 
*) Jedyny wyjątek % roku 1469 tlomaciymy poniiej. 

BMtprawy Wyda. hlrt.-flloB. T. ZŁ. 23 



354 STANISŁAW KUTRZEBA 

Z powodu nieobecności kasztelanów : wojnickiego i sądeckiego: coUo- 

quium generale non yaluit celebrari. A więc oni być muszą, ich 

obecność jest nieodzowną. 

Stwierdzić się tego nie da, ale z wszelkieni prawdopodobieństwem 
można to przypuszczać i co do czwartego kasztelana bieckiego ^). Po- 
czątkowo bierze udział w wiecach dość rzadko. Od roku 1446 nie 
brak go ani razu. 

Oprócz statutów nieszawskich niema żadnego z tych czasów prze- 
pisu, któryby normował sprawę odprawiania wieców. A jednak zdaje 
nam się, iż podobna uchwała w tym czasie zapaść musiała, choć zresztą 
praktyki prawie nie dotknęła. 

Jeśli porównamy wiece z czasów przed rokiem 1401 z wiecami 
od roku 1454, zauważymy różnicę ogromną. Najwydatniejszą jest ta, 
iż dawniej szło tylko o to, by na wiecu było sześciu dygnitarzy wyż- 
szych, zwłaszcza małopolskich. Od połowy mniej więcej wieku już 
jest inaczej ; nie wystarcza obecność który chkolwiek dygnitarzy. Kilku 
być musi obowiązkowo, a to, jak poznaliśmy : wojewoda krakowski, 
z kasztelanów: krakowski, wojnicki, sądecki i biecki. Jeśli nie mogą przy- 
być, dają zastępców. Z reguły bywało na rokach sześciu dygnitarzy. Zda- 
rza się to po r. 1454 jeszcze dwa razy. W latach 1459 i 1464 obok tych pię- 
ciu jako szósty zasiada podkomorzy krakowski. Ale tylko pięciu jest, 
którzy być muszą. Wyrabia się też na podstawie tego przekonanie, 
iż obecność tych pięciu wystarcza. Później już bowiem tylko tych 
pięciu widać na wiecach, w latach 1466, 1468, 1469*) i 1480. Nawet 
jeszcze w roku 1464 trzeciego dnia wiecu już nie było podkomorzego, 
a asesorowie zasiadali tylko w pięciu. Stąd też wnosimy, iż zapewne 
jakaś uchwała te zmiany koło roku 1450 musiała wprowadzić, choć 
były one zupełnie już przygotowane przez tak długi, systematyczny 
rozwój. 

Kiedy więc w początkach istnienia wiecu był długi szereg dy- 
gnitarzy, którzy mieli zdolność zasiadania na wiecu, a nie było ni- 
kogo, którego obecność byłaby niezbędną, w drugiej połowie XV stu- 
lecia jest pięciu, którzy mają nie tylko prawo, ale i obowiązek brania 
udziału w colloąuiach. Na innych nie nałożono tego obowiązku. Nie 



^) W XVI wieka on takie daje aaatępcę, więo masi być na rokach. Potwierdsa 
to nasze przypaBzczenie. 

*) W roko 14:69 brak na wiecu kasztelanów: wojnickiego i sądeckiego. Z tego, 
co mówimy wjiej, rzeczą jest pewną, iż ich obecność była bezwzględnie potrzebną, 
bądi osobista, bądź przez zastępców. Z tego też powodu miecznika krakowskiego 
i borgrabiego, którzy na rokach zasiadali, raasimy aważać jako występujących w ich 
zastępstwie, choć tego zapisek wyraźnie nie zaznaczył. 



SĄDY ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 355 

chcemy bezwsględnie twierdzić o tej reszcie, że stracili także prawo 
do udziału w wiecach; jednak wobec tego, iż tych pięciu wystarczało do 
ważności sądu, możemy stwierdzić, że obecność innych dygnitarzy 
była zupd!nie obojętną, zbędną. Rzeczywiście też na rokach ich nie 
widać. 

Dopiero na tern miejscu możemy rozpatrzeć kwestyę zastępców. 
Nie dochodziły wiece bardzo często z powodu absencyi dygnitarzy. 
Dwa razy wracają do tego statuta. Statut piotrkowski z roku 1447 ^) 
żąda, by powołani do wieców sami na nie się stawiali. W dwóch 
tylko wypadkach ich zwalnia : 

t) w razie ciężkiej choroby, i 

2) w razie odbywania posługi publicznej. 

W tych wypadkach ten, któremu taka przeszkoda uniemożliwia 
przybycie na wiec, ma wysłać odpowiedniego zastępcę i uwierzytelnić 
go pisemnie, pod groźbą, iż inaczej będzie mógł być pociągnięty przed 
króla do odpowiedzialności i wynagrodzenia szkody przez tych. którzy 
z powodu jego nieobecności zostali narażeni na straty. 

Nie zapobiega przecież statut rozbiciu się wiecu na wypadek, 
jeśli dygnitarz, czy to ze złej woli, czy z powodu niemożności, nie 
da zastępcy. Taki n. p. przypadek zaszedł, jak mówiliśmy, w Kra- 
kowie w roku 1449. Zaradza temu dopiero statut nowokorczyński 
z roku 1465^), który daleko lepiej tę kwestyę załatwia. Jeśli braknie 
którego z dygnitarzy z jakiejkolwiek przyczyny, n. p. z powodu 
śmierci lub choroby, reszta dygnitarzy ma wyznaczyć im zastępców. 
2iapobiega to więc rozbiciu wiecu i na ten wypadek, jeśliby nieobecny 
nie mógł dać zastępcy. 

Według brzmienia statutu, taki zastępca jest nim nietylko na 
raz jeden, dla pewnego wiecu, lecz aż do czasu, kiedy przeszkoda 
minie, aż więc dygnitarz się zjawi, lub urząd, jeśli zmarł, zostanie na 
nowo obsadzony. 8tatut mówi, iż prawo to dania zastępcy nieobecnemu 
przysługuje zebranym wtedy, jeśli brak jednego lub dwóch dygni- 
tarzy. Ze ścisłej interpretacyi wnosićby należało^ iż w razie, jeśliby 
brakło więcej, niż trzech, prawa tego zebrani nie mogli wykonywać. 

Jeśli przepisy statutów porównamy z praktyką, to widzimy, iż 
dawanie zastępców dawno przed rokiem 1447 było w użyciu w Kras- 
kowie. Już w roku 1416 wykonywa je wojewoda krakowski, w roku 
1430 kasztelan wojnicki. W roku 1449 przepis statutu nie zapobiegł 
niedojściu wiecu. Wogóle jednak jestto rzeczą bardzo rzadką, by który 



^) Bandtkie, p. 256. 
•) Ib. p. 309. 

89* 



356 STANISŁAW KUTRZEBA 

Z uczestników wiecu wyręczał się zastępcą. Z reguły jawią się oso- 
biście. 

Przepisy o dawaniu zastępców mogły tylko o tyle mieć zastoso- 
wanie, o ile już wyrobiły się pewne ściślejsze przepisy co do udziału 
niektórych dygnitarzy w colloquiach. Jak długo uprawnionych było 
bardzo wielu, tak, że obecność pewnej ich części wystarczała, nie mogło 
być mowy o uregulowaniu kwestyi zastępców. Ktoby miał ich dawać? 
kogo możnaby się czepiać w razie, gdyby wiec nie doszedł z powodu 
nieprzysłania zastępców, jeśli tak wielu było uprawnionych? Nadto 
ta liczba duża dygnitarzy, którzy mogli zasiadać na wiecach, spra- 
wiała, iż tylko bardzo wyjątkowo mogło się zdarzyć, by się nie do- 
liczono koniecznej liczby sześciu. Odkąd pewni dygnitarze muszą być 
obecni, powstanie instytucyi zastępstwa nasuwało się samo przez się. 
Prócz sądowych czynności mieli oni dość zajęć innych, zwłaszcza wy- 
bitniejsi z nich — zajęć politycznych, by mogli brać zawsze osobisty 
udział w wiecach. A znów szło o to, by się wiece odbywały regu- 
larnie. Przecie to uważa ustawodawca za rękojmię pokoju. A jednak 
nie na wiele się przydały te starania. Instytucya zastępców — w prze- 
ciwieństwie do Wielkopolski — nie przybrała szerszych rozmiarów. 
Na wiecach dostojnicy biorą z reguły udział osobisty. Jestto napewno 
także jeden z powodów, iż w miarę, jak zacieśnia się grono obowią- 
zanych do jawienia się na wiecach, dochodzą one coraz rzadziej, 
a w drugiej połowie XV wieku tylko wyjątkowo. 

Za to zastępstwo zdaje się miało nieco większe znaczenie, niż 
jakby z powyższego wynikało, z innego powodu. Wiece trwają zwykle 
dni kilka. Bardzo niewiele zachowało się, a przynajmniej dotych- 
czas niewiele znamy aktów, któreby pochodziły z jednego wiecu, 
ale z różnych dni. Z tych kilku atoli, jakie znamy, możemy przekonać 
się, że skład sądu nie jest ciągle ten sam, lecz się zmienia; niektóre 
osoby ubywają, w ich miejsce znów inne wstępują. Zdarza się to nieraz 
nawet w ciągu jednego dnia. Tak znamy trzy akty z wiecu z lutego 
roku 1379, wszystkie jednej daty. Wojewoda łęczycki, który wystę- 
puje w jednym z nich, znika z dwóch drugich, a jego miejsce zaj- 
muje kasztelan radomski. Kasztelana wojnickiego, którego spotyka się 
w dwóch aktach, w trzecim zastępuje łowczy krakowski. Ciekawsze 
jeszcze akty zachowały się z colloquió w jesiennych z lat 1416 i 1417. 
Przy otwarciu wiecu 30 września biorą udział wojewodowie i kaszte- 
lanowie. Obecność wojewody krakowskiego była wtedy niezbędną, 
a kasztelan krakowski także prawie stale już w tym czasie pojawia 
się na wiecach. Tymczasem w trzy dni później na wiecu zasiada już 
tylko sześciu „heredes^, szlachciców bez godności! I to do ważności 



SADY ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 357 

wiecu wystarcza. Tak samo musiało stać się bez wątpienia i w roku 
1392, także na wiecu jesiennym. Skład z I-go października jest po- 
dobny: sędzia grodzki krakowski, dwaj komornicy i 3 heredes. Zdaje 
się więc, iż wyżsi dygnitarze starali się głównie, by byd przy rozpo- 
częciu wiecu, a następnie się usuwali. W ich miejsce wchodzili inni, 
jeśli nie z wyraźnym, to przynajmniej — o ile sami nie byli wyż- 
szymi dostojnikami, zwłaszcza kasztelanami — z milczącym mandatem 
zastępstwa. 

O reszcie assessorów prawie nic nie da się powiedzieć. Wogóle 
coraz rzadziej się zjawiają. Od roku 1444 jestto tylko rzadki wyjątek, 
a nawet, jeśli są, to zajmują miejsce siódme, nadliczbowe, tak jakby 
ich nie liczono. Tyle tylko dodać musimy, że obecni na rokach szla- 
chcice bez godności pozostawali widać w bliższych stosunkach z sądem, 
gdyż wśród ich nielicznej garstki pojawiają się często te same na- 
zwiska. Może więc było trochę takich, którzy stale zasiadali w braku 
dygnitarzy, lub jeśli ci się z wiecu oddalali. 

C). Dzialalnoió wiecu. 

Podobnie jak przy roczkach, zachodzi i tu kwesty a, w jaki sposób 
układał się stosunek między tymi dwoma czynnikami, które składały 
wiec, to jest trybunałem i assessorami. Nagłówki wyrażają się bardzo 
rozmaicie. To mówią, że wiec odprawiony został przez sędziego i pod- 
sędka w obecności assessorów ^), to że przez panów '). więc assessorów. 
Dokumenty z wieców wychodzą również w imieniu sędziego i pod- 
sędka, którzy zaznaczają, iż sąd się odbywa na wiecu. Dopiero na 
końcu dokumentu znajdują się wypisani imiennie assessorowie. 

Bóżnica między roczkami i wiecem polega głównie na tem, iż 
jako assessorowie inne w nich zasiadają osoby. Tam zwykła szlachta, 
tu dygnitarze. To też wpływa i na stosunek assessorów do trybunału. 
Wobec drobnej szlachty zachowywał swoją powagę sędzia i podsędek, 
a nawet w pewnej mierze i komornicy. Tu całkiem przeciwnie. Do- 
stojnicy ziemscy, to wobec sędziego i podsędka bardzo znakomite 
osoby. Z tego też powodu oni na wiecu górują. Widzimy, iż strony 
odwołując się do wiecu, odnoszą się „do panów^, ad dominos, więc 
biorą na uwagę assessorów'), w sądzie strony w przemowach swoich 



«) H. U. p. 214, 287, 268, 284. 296. 
•) H. n. p. 207, 308, 413. 
") Acta terreitria putim. 



358 STANISŁAW KUTRZBBA 

wprost tylko do nich się zwracają, mówiąc: domini ^), oni „siedzą w są- 
dzie^ ^), zapiski notują, że panowie postanowili: domini decreverunt ^), 
(choć dokumenty inaczej się wyrażają), raz dowiadujemy się, że wyrok 
wynajduje, t. j. proponuje jeden z assessorów, wojewoda*). Wi- 
doczna więc, że ich wpływ przeważa, że oni mają głos stanowczy. 
Sędzia więc i podsędek mają tu stanowisko podrzędne; przyjąć trzeba, 
iż do nich należy prowadzenie sprawy, przestrzeganie formalności toku 
procesu, kiedy w kwestyi rozstrzygania sporu mieli głos dostojnicy. 
I tu nie było głosowania. Przemagało votum najwyższych z poóród 
assessorów, zwłaszcza wojewody krakowskiego. I tu można się było 
udać o poradę do conyentio particularis, lub do króla. 

Nie ciągle siedzą na wiecu ci sami. Widzimy, że w ciągu dnia 
nieraz kilkakroć zmienia się skład sądu. Go więcej, nie zawsze muszą 
być osobiście obecni. Tak n. p. z ich rozkazu siedzą sami komor- 
nicy ^). Albo znów wysyłają na posiedzenie jednego z pośród siebie, 
który wtedy w ich imieniu wyrok ogłasza *), a przecie będzie to wyrok 
wiecu. Zdaje się, że jeden z tych, którzy brali udział w wiecu, za- 
siadał jako przewodniczący. Mógł to być i sędzia^). 

Wypadki nagany wyroku wiecowego są nadzwyczaj rzadkie. 
Pozywają w tych wypadkach tego, kto wymyślił wyrok, podał pro- 
jekt do wyroku ®). Czytamy, iż wymyśla wyrok wojewoda, ale także 
n. p. podsędek. W roku 1448 uchwala jednak wiec, iż taki sposób 
postępowania jest niemożliwy, lecz że mocya musi się tyczyć odrazn 
całego sądu ^). Rozciągnięto to w rok później przez fałszywą interpre- 
tacyę jednego z przepisów statutów K. W. także do sędziego i pod- 
sędka^®). 

Ale wiec występuje nie tylko jako sąd, zwłaszcza w sprawach 
większej wagi. On także stanowi rodzaj wyższej instancyi wobec ro- 
czków. Jak mówiliśmy, do wiecu odnoszą się roczki w razie niezgo- 
dności zdania, wiec stanowi instancyę, która wyrokuje w razie ru- 
szenia sędziego, podsędka lub pisarza ziemskiego Widzimy także, iż 



') Coli. VIII i IX passim. 

*) H. n. nr. 2617, 2655, 2656, 3619, 3628, 3629 i t. d. 
•) H. II. nr. 2617, 2540, 2655, 2748, itd. p. także nr. 2821. 
«) H. U. nr. 3S41 i 3342. 
») H. n. p. 303. 
') H. n. nr. 2068. 
*) H. n. p. 475. 
•) H. n. p. 3341, 3342, 3386. 
>) H. n. nr. 3342. 
'<Ó H. U. nr. 8886. 



SĄDY ZnOMSKIR I GRODZKIG W WIEKACH ŚREDNICH 359 

wiec wydaje zarządzenia dla roczków, a nawet wprost w listach przy- 
kazuje przestrzegać sprawiedliwości. Ciekawe, że taki list, choć wy- 
słany z conyentio particularis, t. j. sejmiku małopolskiego, wystoso- 
wany został tylko przez tych, którzy zwykle w wiecach brali udział ') 
Do nich również, a przynajmniej do tych, którzy głównie wiec tworzą, 
adresowane są listy, pisane w sprawach ziemskich sądowych, np. kró- 
lewskie*) lub książęce^). 

Potęguje znaczenie wieców trzecia funkcya, którą one sprawują 
obok władzy sądowniczej i nadzorczej niejako nad roczkami. Mamy na 
myśli władzę ustawodawczą, której nie mają inne sądy. Wiec nie 
tylko sądzi, ale wydaje także ogólnie obowiązujące ustawy, zwane 
uchwałami lub landami, które mają moc w obrębie województwa. 
Jestto również jedną z charakterystycznych cech średniowiecznych 
stosunków, to połączenie dwóch władz w tych samych rękach. Wpływa 
to i na znaczenie wiecu w sprawach sądowych, bo może on z tego 
powodu samodzielniej załatwiać i zawikłane spory. Często też po- 
wstają lauda ogólno z pobudki wypadków praktycznych, przy sposo- 
bności rozstrzygnięcia jakiej sprawy ^). Z okresu przez nas badanego 
znamy tylko dwa lauda w pełnym tekście, ale i o innych przecho- 
wały się drobne wzmianki, które staraliśmy się zebrać. Wyliczamy je 
w porządku chronologicznym: 

1) R. 1448 2 października. Wydano wtedy trzy uchwały *): 
a) że obwiniony o łowieniu ryb w stawach w nocy ma się 

oczyścić jakby w razie nagany szlachectwa ; 

h) że na wiecach będą codziennie zdawać t. j. wyrokować; 

c) że ruszenie (mocy a) nie może się tyczyć jednego z panów, sie- 
dzących na wiecu, lecz wszystkich. 

2) R 1449 7 października. Uchwała, że nie można na wiecu 
ruszać sędziego i podsędka, lub którego z nich^). 

3) Przed 13 października 1469 roku. Uchwała, że tylko ten 



'J Pisią ten list: kasztelan krakowski, wojewoda krakowski, wojewoda sando- 
mierski, kasztelanowie: sądecki i biecki (rok 1462). H. II. nr. 3682. 

*) List królewski z ogłoszeniem ustawy z roka 1432 pisany do kasztelana kra- 
kowskiego, wojewody krakowskiego, sędziego i podsędka. H. II. nr. 2433. 

*) List Bolka opolskiego z roku 1427, adresowany do kasztelana krakowskiego, 
wojewody krakowskiego, kasztelanów: sądeckiego i wojnickiego, sędziego i podsędka. 
H. n. nr. 2122. 

«) P. np. H. II. nr. 3341 i 3342, 3386. 

») H. n. nr. 3341. 

^ H. II. nr. 3386. 



360 STANISŁAW KUTRZEBA 

woźny, który imiennie w akta został wpisany, może dokonać intro- 
misyi ^). 

4) R 1466 w maju. Uchwała połączenia sześciu powiatów wo- 
jewództwa krakowskiego w nowe trzy*). 

Możemy się domniemywać, iż uchwał tych było znacznie więcej. 
Jedynie powyżej wymienione są znane, dwie pierwsze z wpisu do ksiąg, 
dwie drugie tylko z cytowania ich przy innej sposobności. Druga 
z nich powołuje się na przepisy statutów Kazimierzowskich, i niby 
tylko je interpretuje. W rzeczywistości tworzy nowy przepis. 

Wszystkie powyższe uchwały tyczą się przepisów prawa tak 
cywilnego, jak procesowego. W inne dziedziny nie wkraczają. O ile 
chodzi o redakcyę, są stylizowane w sposób bardzo zwięzły. Jak pro- 
mulgowano, nie wiemy. Zapewne ogłaszano je na wiecu. Wpisują 
je takie w księgi, lecz widać nie było to rzeczą niezbędną, kiedy 
niezawsze tego przestrzegano. 

D), Stanowisko wojewody, 

W ciągu rozprawy już kilkakrotnie wspominaliśmy wojewodę. 
Zajmuje on w ustroju sądownictwa krakowskiego miejsce bardzo wy- 
bitne. Widzieliśmy, iż on nakazuje odprawiać roczki, lub zawiesza ich 
działalność. Jest pierwszą osobą na wiecach, jego obecność staje się 
najpierw niezbędną, by wiec mógł przyjść do skutku. Choć więc 
w hierarchii ziemskiej wyprzedza go kasztelan krakowski, to przecież 
w nim upatrywać musimy głównego naczelnika sądownictwa ziem- 
skiego, który czuwa, by ono funkcyonowało prawidłowo, występuje 
w tym zakresie jako zastępca' króla. Jestto jedna z głównych atry- 
bucyi jego władzy. 

Prócz tego występuje on w źródłach jako sędzia w sprawach 
żydowskich. 



*) H. IL nr. 3992; p. ostęp o wożnjch. 

*) P. wyiej. Nadto wpisano w akta kilka nttaw ogólnych, lab wspomniano 
o nich. H. II. nr. 2438 (ustawa o lopiestwie dóbr), nr. 3274 (ociysscsenie salache- 
ctwa), 3384 (soiiesienie opłaty „mscia**), nr. 3414 (astawa o j asach), nr. 3881 (o po- 
swie, p. niiej nstęp o woźnych). O tyle też należy uznpetnić i poprawió odno6ne sa- 
stawienia w Gorpns inris polonici medii aeri prof. Balzera (Kwart. hist. t. Y). 



SĄDY ZTTBMHKITB I GRODZKIB W WIBKACH ŚRBDNICH 361 



Część II. Sądy grodzkie. 

Liczba grodów w województwie krakowskiem jest wcale zna- 
czną, jest ich bowiem czternaście^). Mylne byłoby jednak mniemanie, 
że wszystkie te grody wykonywają jurysdykcyę, którą zwiemy grodzką. 
Po większej części są to tylko tenuty, a jurysdykcya w nich wyko- 
nywana jest tylko patrymonialną, tu więc nas nie obchodzi. Starostowie 
tych grodów mają też bardzo niewielkie znaczenie. 

Grodów, do których należy właściwa jurysdykcya grodzka, jest 
w województwie krakowskiem tylko trzy: 

1) w Krakowie, 

2) w Bieczu, i 

3) w Sączu. 

Odnośnie więc do tych spraw podzielone jest województwo na 
trzy wcale duże okręgi, których granic nie możemy nawet w przy- 
bliżeniu określić. Głównym powodem tego jest brak ksiąg tych sądów. 
Zachowały się one w dużej ilości, prawie w komplecie, jak żadne 
inne księgi, w Krakowie, ale dopiero od roku 1418 *). Bieckie księgi, 
prócz kilku poszytów z lat 1427, 1437 i 1438, rozpoczynają się do- 
piero z rokiem 1493, tak, że obejmują ledwie kilka lat z okresu wie- 
ków średnich ^). Ksiąg grodzkich sądeckich brak zupełnie ^). Stąd nasze 
wiadomości opierają się prawie wyłącznie na księgach krakowskich, 
zdaje się jednak, że organizacya była we wszystkich tych grodach mniej- 
więcej jednaka. Jedynie zaznaczyć należy, iż stosunek krakowskiego 
grodu nie był całkiem jasny. Mianowicie pojawia się raz zdanie, iż 
starosta krakowski jest generalnym, że więc sprawy można wnosić 
w dwóch innych okręgach albo przed tamtejszy gród, albo wprost 
przed krakowski % Jestto jednak zdanie odosobnione i błędne. Po- 
wstało pewnie pod wpływem analogii ze stosunkami Wielkopolski 
lub na Rusi, gdzie istnieją tacy starostowie generalni, jako zastępcy 
króla, rozciągający swoją władzę na innych starostów. Tego w Ma- 



») Pederowicz p. 97—120. 

*) Wylicsenie p. Ulanowski. Inscripciones clenodiales, wstęp. p. XI. 

") Księgi I — lY oinacsone jako grodzkie są księgami sąda ;wyiszego prawa 
niemieckiego, tylko w księdze lY znajdają się zapiski grodzkie. 

*) Zaczynają się dopiero z roku 1611. 

^ H. II. nr. 4611 : quia licet ibi (t. j. w Sącza) capitanens est, non est tamen 
generalis, sed hic capitanens est generalis, et illi onmes tenentor obedire. 



362 STANISŁAW KUTRZISBA 

łopolsce nie było. i starostowie grodowi są co do kompetencji sobie 
równi. 

Jurysdykcya starościńska czyli grodzka (iudicia castrensia, capi- 
tanealia) z jednej strony nzupełnia jurysdykcyę sądów ziemskich 
z drugiej stanowi jej przeciwstawienie. Nieco od niej późniejsza, ma 
dość wyraźnie odgraniczony zakres swej władzy. Zupełnie teź inny 
charakter spraw, przed nią przychodzących, biorąc oczywiście na uwagę 
ich ogół, zupełnie też różna organizacya. Zrąb budowy już jest; 
w ciągu wieków zachodzą tylko nieistotne różnice. Sądy ziemskie 
i grodzkie utrzymują się obok siebie aż do końca bytu Rzeczypospo- 
litej. Ta dwoistość jurysdykcyi jest też jedną z najciekawszych cech 
urządzenia w Polsce wymiaru sprawiedliwości. 



Rozdział 1. Terminy sądów grodzkich. 

Dopiero odkąd rozpoczynają się akta grodzkie (t. j. krakowskie 
od roku 1418) możemy poznać dokładniej, jak urzęduje ten sąd ^). 
Przedewszystkiem uderza w oczy, iż posiedzenia tego sądu odbywają 
się tak często, prawie, że codziennie. Nie wyklucza to wcale pewnych 
kadencyi. Przeciwnie, z reguły czytamy w początkowych księgach co 
kart kilka, że termin następny został ustanowiony na taki a taki 
dzień, zwykle co dwa tygodnie. Tymczasem między tymi terminami 
pełno spraw, które się toczą, jak zwykle, i niczem nie różnią od tych, 
jakie załatwiano na kadencyach. Wytłomaczyć to dziwne zjawisko 
można tylko w taki sposób. Na sądy grodzkie wywiera wpływ sądo- 
wnictwo ziemskie ; starają się je naśladować, tworzyć pewne dni dla 
wykonywania jurysdykcyi. Tymczasem sąd grodzki już z istoty swej 
miał inne zadania, musiał urzędować prawie bez przerwy, nie mógł 
się ograniczyć do załatwiania spraw tylko na pewnych sesyach, bo 
dużo było wśród nich takich, które nie cierpiały zwłoki. Z drugiej 
zaś strony pewne terminy były pożądane dla społeczeństwa, bo sku- 
pienie spraw na pewne dni ułatwiało przybycie do sądu i ich wspólne 
załatwienie, kiedy w razie, gdyby sprawy na różne dni były rozło- 
żone, byłoby nieodzowną koniecznością stawać każdym razem z osobna, 
i tak tracić niepotrzebnie wiele czasu. Jako takie dni kadencyi sądów 
grodzkich polecały się same te dni. w których odbywały się sądy 
ziemskie, lub następne, bo wtedy najwięcej osób zjeżdżało na miejsce. 

Sąd grodzki więc wybrał drogę niejako pośrednią. Naznacza ter- 



') Z pned tego eiMn sachowaly się tylko nieUcme dokumenty. 



SĄDY ZnBMSKIE I OBODZ&IS W WIEKACH ŚREDNICH 363 

miny wedłag woli, urzęduje prawie codziennie, ale na pewne dni, które 
zawczasu ogłasza, a pewnie i w cytacjach wyszczególnia, naznacza 
większą ilość spraw. Rok więc dla sądów grodzkich przedstawia się 
jakby sznur, pełen węzłów, raz mniejszych, to większych. 

W roku 1430 ustaje ten zwyczaj Księgi znaczą sądy prawie 
że codziennie. Stawano do grodu w dniu, na który był wyznaczony 
w cytacyi termin. 

Od połowy mniej więcej wieku znowu częściej zaczynają się po- 
jawiać pewne kadencye. Tylko są już one nieco dłuższe, bo również 
stosują się do terminów sądów ziemskich, a więc miesięczne, a później 
nawet kilkomiesięczne ; przypadają najczęściej na środę po rokach 
ziemskich. Statut nieszawski dla Małopolski stanowi, że sądy staro- 
ścińskie mają się odbywać co najwyżej co sześć tygodni ^). Powołując 
się wyraźnie na ten przepis, przeprowadza go sąd krakowski 16 listopada 
1456 roku '). Lecz przecież w praktyce nie tak to wygląda, jakby się 
wydawać mogło z przepisów ustawy. Kadencye się odbywają, wy- 
znacza je sąd na okresy wcale długie^), ale mimoto urzęduje ciągle, 
równie często, jak dawniej, prawie codziennie, a przynajmniej kilka 
razy na tydzień. 

Zapowiedzenie następnej kadencyi zawiera określenie ogólne, 
które sprawy zostają odroczone na następną kadencye. Nieraz szcze- 
gółowo podają, że zostają odroczone te sprawy, które przypadają na 
ten dzień i następne aż do pewnej granicy, to znów ogólniej mówią 
że odroczone są termini hodierni et in dies sequentes cadentes. Naj- 
częściej jednak określają te sprawy jako takie, które są „antiquae^, 
t. j. już „ad acta introductae^. 

Wyliczają zaś w przeciwstawieniu sprawy, które mogą być przez 
ten czas sądzone. Ogólnie zwykle mówią o nich, że są to *) „cause 
nove", lub dokładniej „yiolencie nove, que nondum sunt ad acta in- 
troducte", lub „termini recentes" albo „cause que noyiter citarentur". 
Zwłaszcza szło tu o roki licowane, „termini arestati^. 

Prócz tych spraw, które z natury rzeczy musiały być usunięte 
od odroczenia, niekiedy ze specyalnych względów jeszcze inne od tej 
reguły wyjmowano sprawy: 



^) Bobnyński, p. 50. 

*) H. II. nr. 3584: iozta tenorem statatoram in Njeschowa et Oppoky eztra- 
ditomm. 

') Do pnepiflów statata wcale się nie stosaje. 

«) Caitr. Crac. paisim, p. ; uUe np. Helcel. 4069, 4193, 4374, 4533, p. 761, 
792 i i. d. 



364 STANISŁAW KUTRZEBA 

1) sprawy dawne na wyraźne żądanie stron (tennini aniiqui 
specialiter partibus inscripti ex parcium yoluntate ^). 

2) termini, qai sunt vel ernnt, absqae citacionibus iuxta in- 
scripciones '), t. zn. może sprawy takie, dla których naznaczono nowy 
termin na rozprawie, tak, że strony bez pozwu miały się stawić, a więc 
nie mogły się i dowiedzieć o odroczeniu: 

3) sprawy o kmieci ') (pro kmetonibus), 

4) sprawy o klątwy*) (pro sentenciis excommunicacionum), 

5) pod koniec wieku XV także t. zw. terminy, qui sunt ad lit- 
teras datas ex officio capitaneali ad querelam ^). 

W każdym razie to są już wyjątki. Jedynie wyłączenie z pod 
odroczenia spraw ad querelam staje się prawie że regułą. 

Mówiliśmy dotąd tylko o odroczeniach prawidłowych. Zachodzą 
jednak i nieprawidłowe, nieprzewidziane. We wszystkich wypadkach 
zapowiada je starosta lub sędzia, wyjątkowo podstarości, i to zwykle 
razem z sędzią. 

Odroczenia nieprawidłowe są albo krótkie, najczęściej do dru- 
giego dnia, lub na dni kilka, albo też na dłuższe terminy. Ta sama 
zresztą przyczyna może wywołać zależnie od okoliczności rozmaity 
skutek. 

Krótkie odroczenia powodują najczęściej: 

1) Święta. Sąd rozpoczyna urzędować, ale odracza sprawy na 
drugi lub trzeci dzień propter solennitatem festi ^). Zdarza się to bardzo 
często, zwłaszcza wobec tego, że tych świąt tak wiele wówczas obchodzą. 

2) Nieobecność starosty, zresztą tylko raz jeden ^), bo z reguły, 
jak mówić będziemy, dawał wtedy zastępcę. Niec^ecność sędziego grodz- 
kiego daje bardzo często powód do odraczania sądu ^). Tenże skutek 
wywiera i mocya sędziego, i to wcześniej, niż w sądzie ziemskim, bo 
już w roku 1451 *^; wyjątkowo raz powodem odroczenia jest nieobe- 
cność woźnego 1^). 



') Castr. Crac. XXI. p. 1059. 
*) Castr. Crac. XLI. p. 959. 
•) Castr. Crac. XVI. p. 726, XLI p. 1389. 
*) Castr. Crac. XXXVm. p. 937. 

») Castr. Crac. XXXVUI p. 989, XLI. p. 1060, 1122, lUl etc. etc. H. II- 
nr. 4536. Wytłomacsenie tego rodiaja skarg p. Balser. Geneia trybunała p. 21 nr. 1. 
*) Zastr. Crac. passim. 
^ Castr. Crac. XLI. p. 548. 
*) Castr. Crac. passim. 
») Castr. Crac, XV. p. 529. H. U. 3468. 
*^ H. U. nr. 4526. 



SĄDT ZnSMSKIB I GRODZKIE W WJBKACH ŚRBDNIGH 365 

3) Uniemożliwienie udziału w sądach stron, a to z powodu od- 
bywania się roczków^), wieców*), sejmików*), sejmów*) lub korona- 
cji^). Zdarza się to dość często. 

4) Trudniej do odroczenia zaliczyć, choć taką ma formę, ode- 
słanie pewnej części spraw na dzień następny z powodu spóźnionej 
pory. Sądzono z reguły od rana, po mszy rannej do południa, i popo- 
łudniu do zmierzchu^*). Dopiero w roku 1498 starosta krakowski sto- 
sując się, jak zapisano, do statutów, postanowił, iż sądzić się ma od rana 
od Iszej godziny do 18ej. Dopiero o tej godzinie zapadają kondem- 
nacye ^. 

Dłuższe odroczenia — o ile ich nie spowodowała wypadkowo 
która z poprzednich przyczyn — powodują: 

1) roboty koło żniw, podobnie jak przy sądach ziemskich^), 

2) wojna, a to już przygotowania do niej, później ostatnie wici ^), 

3) zaraza 1% 

4) śmierć króla ^^). 

Oczywiście i w tych wypadkach sąd nie przestawał urzędować. 
Mimo odroczenia wpisy idą jedne za drugimi. Tu się również stosują 
zaznaczone wyjątki. Zwłaszcza stosować się to musi do wypadków 
odłożenia roków z powodu śmierci króla i wojny. W pierwszym wy- 
padku inaczej powstałaby anarchia — „nove yiolencie" są wyraźnie 
wyjęte od odroczenia. W razie wojny ustawała jurysdykcya, bo 
wychodzili z ziemi ci, którzy głównie mieli sprawy w sądzie. Ale 
całkiem nie można było zawiesić sądownictwa, zwłaszcza karnego 
Wyraźnie są też wyjęte ^*) „yiolencie nove et inscripciones, que exci- 
piunt bellicam expedicionem", czyli, jak mówią księgi gdzieindziej **), 



O Caatr. Crac. XXI. p. 726, XXV, p. 460, 722, XXIII, p. 942, XLI. p. 1036. 

») Castr. Crac. XXII. p. 295, XXV. p. 532 i 848, także p. XV. p. 76. 

») Castr. Crac. XXXIII, p. 1029, XXXVIII p. 662. H. II. nr. 4668. 

') H. U. nr. 4286, 4389, 4404, 4660. 

') H. II. nr. 2686, 2686, 4392, 4636. 

«) Castr. Crac. XXI. p. 492, XXVI. p. 4, XXXVII, p. 75i, XLI. p. 1004. 

^ H. IL nr. 4488 i 4498. 

') Castr. Crac. XXI. p, 855, XXXIII p. 973 (secandam morem solitnm annorum 
transactonun), XXXIV p. 162 i 642, XXXVm. p. 208. H. II. p. 761. 

«) Castr. Crac. XXI. p. 331 XL. p. 1286, XLI p. 1296, 1320, 1377 (r. 1600 
propter... altimarum restium expedicionem), U. II. nr. 4069 (r. 1471 propter ezpe- 
dicionem... ad quam... se itaros disponunt), 4193, 4374. 

»•») Castr. Crac. XXI p. 667, XXIII p. 996, 997 i 1001. H. U. 3804, 4272. 

") H. II. nr. 4633. 

»». H. II. 4374. 

**) H. II. 4069. por. takie nr. 4193. 



366 STANISŁAW KUTRZEBA 

^articnli ius castrense spectantia, pro ąuibus accionem iuridicam morę 
antiqno consuetndinis omnes partes agentes et re attemptabunt^ ^). 

Ogólnie zaznaczyć należy, że niezawsze jest podany powód od- 
roczenia. Wpływ pewien wywierają sądy ziemskie. Odwołują się księgi 
przy odraczaniu na to. że i roczki uległy zawieszeniu'). 

Pomimo kadencyi i odraczań musimy przyjąć, iż sąd grodzki 
urzęduje prawie bez przerwy. Na tem też polega jego doniosłość. 
Wobec roczków, odprawiających się później tak rzadko, utrzymuje 
sąd grodzki ciągłość jurysdykcyi. Ważne to zwłaszcza z tego powodu, 
iż do niego należały z reguły wszystkie sprawy, w których ssdo 
o gwałt (yiolencia), a więc karne. Sądy grodzkie, ciągle urzędujące, 
oddawały znakomitą posługę społeczeństwu, utrzymując w kraju spokój 
i bezpieczeństwo. 



Rozdział II. Skład sądów grodzkich. 

W skład sądów grodzkich wchodzą'*) cztery osoby: 

1) starosta (capitaneus), 

2) podstarości (yicecapitaneus), 

3) sędzia grodzki (iudex castri, castrensis), 

4) pisarz grodzki (notarius castri, castrensis). 

Pod koniec wieku pojawia się kilkakrotnie podpisek grodzki 
(yicenotarius castrensis); nie wiemy jednak, czy utrzymał się na stałe. 

Wśród tych osób trzeba przeciwstawić starostę trzem pozostałym. 
Starosta, to osoba wpływowa, dygnitarz wybitny. Oczywiście mowa 
o starostach grodzkich, a zwłaszcza o krakowskim. Za to ci trzej inni 
nie mają większego znaczenia, wobec starosty — żadnego. O notaryuszach 
wogóle wiemy już, że tak niewiele znaczą. To samo podstarości i sę- 
dzia. Są to bardzo mali urzędnicy. Z reguły wprzód nie piastują ża- 
dnych godności, lub co najwyżej spotykamy ich na stanowisku ko- 
morników sędziów lub podkomorzych, albo wicewielkorządców. Jeden 
poprzednio jest sędzią kasztelana ^), inny równocześnie podsędkiem ^). 



*) H. H. nr. 3069. Po wojnie na nowo proklamowano roki: Hic omneg ter- 
mini antiąai, qai fuerant antę expedlcionem, iadicari recipiuntiir et continaabantar 
et pronunciantur. Castr. Crac. V. p. 761. 

*) Castr. Grac. 

») Na«wiska p. Federowicz. p. 97—116, 118-119, 120—125, 137-144, 

*) Niemsta b MaIeg'o Książa p. ib. index. 

*) Świder, ib. 



SĄDY ZIEMSKIE I GRODZKIE W WIEKACH ŚREDNICH 367 

Oba urzędy podstarościego i sędziego są mniej więcej jednego zna- 
czenia, może trochę niższy urząd sędziego. Z nimi łączą bardzo często 
godność burgrabiów, lub też zostają później burgrabiami ^). Przechodzą 
niekiedy do sądu ziemskiego, co najwyżej zostają sędziami curiae 
regalis lub wielkorządcami. Żaden z nich nigdy nie dostał godności 
ziemskiej, z wyjątkiem urzędu sędziowskiego. To daje dowód, jak ich 
nizko ceniono. Niekiedy sędziowie mają w swoich rękach także urząd 
pisarzy. 

Bzeczy wiście też wobec starosty ^ który stał tak wysoko, nie 
ma^ą oni żadnego znaczenia. Właściwym*^ sędzią, tym, który roz- 
strzyga wszystlde kweatye sporne, jest starosta. Na' nim spoczywa 
obowiązek wymiaru sprawiedliwości. Jak go zaś urządzi, to jego 
rzecz. Taki rozdział atrybncyi, jaki istnieje w sądach grodzkich, jest 
też przeprowadzeniem najprostszym tego zadania według przyjętego 
zwyczaju. Zwykle urzędnik na swego zastępcę. Takim dla starosty 
jest podstarości. Ma on też nie ^tylko sądownicze atrybucye. Dla 
prowadzenia formalnej strony W3rmiaru sprawiedliwości trzeba było 
sędziego. Jestto ;iudex castri, tak jak kasztelan lub wojewoda mają 
swoich sędziów. Wreszcie dla prowadzania ksiąg i wydawania aktów, 
więc dla czynności kancelaryjnych jest pisarz grodzki, w końcu 
okresu mający do pomocy podpiska. Organizacya to zatem bardzo lo- 
gicznie przeprowadzona. Wszystkich tych urzędników, zarówno pod- 
starościego, jak sędziego ^ i pisarza ^) mianuje sam starosta, według 
swej woli. Wyraźnie to stwierdzają źródła. Do starosty też idzie mocya, 
a on albo sam sądzi ^), albo do rozstrzygnięcia sporu wyznacza sę- 
dziego *). Tylko notaryusz wprost może oczyścić się wobec podstaro- 
ściego ^). 



*) Wspominanj niokiedj sąd bar^abiów, jest sijdie właśnie sądem ^rodakim 
tak iwanjm z tego powoda, It podstarości lab sędzia byli bargrabiami. H. U. nr. 728 
i 2381. Sądzimy więc, ie takie przepis statata nieszawskiego (Bobrzjński p. 52), iż 
bargrabii capitaneoram mogą sądzić tjlko, kiedy są osiadli w województwie, tyczy 
się właśnie sędziego grodzkiego i podstarościego. 

*) H. I. str. 447 ; iadice protanc per dnam capitaneam depatato. Castr. Crac. 
XXII. p. 186. 

*) . . capitaneos . . . Jacobo de Labomirz . . . notariatom castrensem . . . contniit 
Castr. Crac. XLV. p. 924. 

*) H. n. nr. 4220, 4H21. 

^) . . . index castri... fait citatas ad presenciam . . . capitanei... pro iniusta 
sentencia... ideo dominus... prefatas loco sni indicem constitnit. .. bargrabiam castri 
Crac, et ex sentencia eiusdem... est emendatas... Castr. Crac. XV. p. 531. 

^) Lub tei podstarości lokuje sędziów : sedentibaB . . . per yicecapitanenm Crac. 
locatis . . . notarins iadicii capitanealis